MON „dwugłowy”

Żołnierze twierdzą, że podstawowym ich prawem jest być dobrze dowodzonym. To powiedzenie nieźle oddaje uwarunkowania służby żołnierskiej. Wojsko jest hierarchiczne. Są w nim kolejne szczeble dowodzenia. Na każdym szczeblu jest dowódca, a więc przełożony żołnierzy, nad którymi ma ogromną władzę. Dowódca ma bowiem prawo wydawania rozkazów, a więc takich poleceń służbowych, które w warunkach wojennych muszą być wykonane pod rygorem kary śmierci. A skoro wojsko szkoli się i przygotowuje do wojny, to również w czasach pokojowych wymogi dyscypliny wojskowej są surowe.

W strukturach państwa wojsko powinno być zdyscyplinowane, rygorystycznie wykonujące rozkazy przełożonych. Kiedy oceniamy stan armii to dostrzeżemy jak wiele zależy od jakości dowódców. Jeśli wojskiem będzie dowodził ktoś marny pod względem charakteru i kompetencji, to i wojsko będzie marne. Słusznie powiada się, że "na wojnie prędzej zwycięży armia zajęcy dowodzona przez lwa, niż armia lwów dowodzona przez zająca".

Kiedy powyższe odniesiemy do Wojska Polskiego i tego co wojskowych spotyka można chyba zaryzykować twierdzenie, że jak dotąd polscy żołnierze nie uświadczyli lwich rządów. Były na czele WP inne, od lwa dużo mniejsze zwierzątka.

Aby jednak sprawa była jasna podkreślę, że kiedy wspominam o dowodzeniu wojskiem w skali sił zbrojnych nie mam na myśli dowódców wojskowych. W okresie pokojowym nad dowódcami wszystkich szczebli, z szefem Sztabu Generalnego WP włącznie, Konstytucja RP ustanowiła ministra cywila. Ma on prawo wydawania wojsku decyzji z mocą rozkazu. Wprawdzie nad ministrem i wojskiem jest Zwierzchnik Sił Zbrojnych, prezydent RP, ale nie ma on takie władzy rozkazodawczej jak minister.

Liderzy partyjnych obozów wygrywających kolejne wybory parlamentarne nie dostrzegają tej wyjątkowej pozycji i roli szefa resortu obrony. Dla nich szef MON jest, tak jak każdy z ministrów, jeszcze jednym członkiem rządu. Pewnie dlatego sądzi się, że kandydat na szefa MON nie musi mieć specjalnej wiedzy i kompetencji by kierować armią. Nie tak dawno poseł Zdrojewski zapewniał, że może być równie dobrze ministrem kultury i ministrem obrony. Jeden z polityków, który zresztą przez dłuższy czas był ministrem obrony ogłosił, że nigdy w wojsku nie służył i dlatego jest świetnym kandydatem na „cywilnego” szefa MON.

Ministrami obrony byli więc matematyk, fizyk i nauczyciel historii, był bibliotekarz i inżynier rybołówstwa morskiego, także były wysoki działacz Związku Młodzieży Socjalistycznej i dla równowagi dawny aktywista pacyfistycznej organizacji Wolność i Pokój. No cóż, w końcu są jeszcze generałowie, którzy wiedzą jak wydawać rozkazy. Wystarczy, że „kwity” stosowne przygotują „cywilowi” do podpisu i MON będzie jakoś funkcjonował.

Od szefa resortu należałoby oczekiwać decyzji o charakterze strategicznym służących realizacji wizji nowoczesnego wojska – wpadałoby, aby człowiek zajmujący fotel ministra obrony miał jakiś program w dziedzinie obronności. Trudno jednak tego oczekiwać, gdy minister nie ma zbyt wielkiego pojęcia o wojsku, a do tego otoczy go sfora przytakiwaczy, także mundurowych, zabiegających o własne pożytki i ulegających różnym wpływom.

Sytuacje dodatkowo komplikuje ukształtowany praktyką tryb funkcjonowania ministerstwa. Minister w kierowaniu resortem musi na kimś oprzeć się. A ponieważ nie może odwołać się do własnej wiedzy, więc dobiera współpracowników kierując się względami pozamerytorycznymi. Ot, kogoś kiedyś gdzieś poznał, ktoś wydał mu się sympatyczny, kogoś ktoś znajomy mu polecił, itp. itd. W ten sposób na awanse i kariery mają wpływ znajomości z domieszką wazeliniarstwa. Pewien wysoki wojskowy urzędnik MON, po wypiciu kilku kieliszków opowiadał jaki jest jego sposób na przetrwanie – Ja, to gdy tylko zjawi się nowy minister natychmiast wchodzę mu w du..ę. I jeszcze się na tym nie zawiodłem.

Dodatkowe zamieszanie w wojsku powodują częste zmiany ministrów obrony – od 1989 r., wciągu ostatnich siedemnastu lat, było siedemnastu ministrów ON. A kiedy uświadomimy sobie, że każdy taki szef miał swoich zaufanych i znajomych, a ci znajomi swoich .... - trudno oczekiwać, aby nowy minister nie dał stanowisk własnym zaufanym zostawiając je zaufanym poprzednika! I nie trzeba wielkiej wyobraźni by pojąć jaki to ma wpływ na politykę kadrową w MON na jego najwyższych szczeblach zarządzania.

Moje obawy co do sytuacji w MON pogłębił artykuł „W rządzie zmiany czy oceny” („Rzeczpospolita” 21-06-2008). Czytam:

„Ciekawa sytuacja jest w resorcie obrony. W PO przyznają, że Klich sobie nie radzi. Ale to nie musi oznaczać jego wymiany.

– MON jest dwustronnie zabezpieczone. Doglądają go ludzie Radosława Sikorskiego (szefa MSZ) i Bronisława Komorowskiego (marszałka Sejmu) – mówi polityk PO.”

To „zabezpieczenie” spowodowało, że na Klichu wymuszono, aby człowieka Komorowskiego mianował szefem gabinetu politycznego MON. Dziennikarze: „Jak wynika z naszych informacji, Klich nie chciał go w resorcie, ale musiał ustąpić.” Czyli obecny szef MON ma gorzej niż poprzednicy, nie może nawet dobrać swoich zaufanych. Musi oprzeć się na zaufanych Komorowskiego i Sikorskiego. Czy w tych warunkach żołnierz może być dobrze dowodzony?


Romuald Szeremietiew
www.szeremietiew.blox.pl
teksty autora...

To jest: Jan Bodakowski

Politycy gardzą Polakami. W

Politycy gardzą Polakami. W tym i żołnierzami Wojska Polskiego. Żołnierze tak jak inni Polacy są przez polityków traktowani jak bydło.

To jest: Mirek Kokoszkiewicz

Panie Romualdzie

Sądzę, że o Bronisławie Komorowskim wie Pan więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Czy mógłby mi Pan wyjaśnić, dlaczego do tej pory żaden dziennikarz nie ośmielił się zadać kilku narzucających sie pytań?
Czy to nieodparty wdzięk marszałka tak wszystkich paraliżuje?
Oto pytania jakie pocztą elektroniczną wsysałem do Bronisława Komorowskiego, ale wiadomo, że taki "biedny żuczek" jak ja nie otrzyma nigdy odpowiedzi.

1. Skąd pochodziły środki, w kwocie 240 tys. DM, jakie zainwestował w tzw „bank Palucha"?

2. Czy odzyskał te pieniądze, dzięki pomocy, udzielonej przez oficerów WSI?

3. Czy w związku z tą pomocą, zaciągnął wobec WSI jakiekolwiek zobowiązania?

4. Co łączy go z pułkownikiem Aleksandrem Lichockim(ten od sprzedaży raportu likwidacyjnego WSI) - byłym szef Zarządu I Szefostwa WSW i od kiedy datuje się ta znajomość?

5.Jaki jest związek płk. Lichockiego, ze zdarzeniem z roku 2004, gdy syn marszałka Komorowskiego został potrącony przez samochód jednego najbogatszych Polaków, który jechał w obstawie dwóch lancii BOR z pokazu Ferrari w hotelu Victoria i z jakich powodów zatuszowano to zdarzenie ?

6. Kiedy i jakie „odpowiednie służby” powiadomił Komorowski, po propozycji korupcyjnej Lichockiego?

Czas na porządki w MON-ie

Nareszcie pan RSz zabrał się za konkretne sprawy. Zasadniczą sprawą MON jest polityczno-koleżeński dobór osób na kierownicze funkcje w resorcie. Nominacje/ synekury/ rozpoczęły się od pierwszego cywilnego ministra Jana Parysa i nigdy nie zostały rzetelnie przeanalizowane. Dotyczy to wyznaczania na stanowiska nie tylko osób cywilnych, ale i wojskowych, które z nakazu prezydenta, premiera, czy tez samego nowego gospodarza przy Klonowej „zasilają” resort, ale w równym stopniu dotyczy „biernych, miernych, ale wiernych oficerów”, którzy korzystają z hojności ministrów.
To przecież na naszych oczach jeden minister w ciągu roku /J Szmajdziński/ awansuje ponad pięćdziesięciu generałów, a następny minister prawie wszystkich ich wyrzuca z armii. To tylko w MON szef gabinetu ministra, bez wykształcenia i doświadczenia zostaje generałem, a następny minister nie wie, co z nim zrobić i wysyła go na szefa WSzW.
Niestety zarówno prezydent, jak i każdy kolejny minister obrony nie robią nic, aby uporządkować te personalne nieporozumienia. Każde kolejne święto państwowe poprzedzane są generalskimi targami, w których wojskowi są jedynie zabawkami i mają zaspokoić ambicje i interesy poszczególnych ośrodków decydenckich. Wystarczy przyjrzeć się poszczególnym nominacjom, aby zrozumieć, że w większości za nimi przemawia jedynie „szczęście żołnierskie”.
Czy jednak dla obronności kraju jest to wciąż obojętne?
Generalnie trzeba powiedzieć, że skryte za tzw. „tajemnica wojskową” ministerstwo obrony wymaga dokładnego prześwietlenia.

To jest: RSz

Krótka pamięć.

P. Komorowski potrafi unikać odpowiedzi na pytania, nawet jeśli one padają. Nie jest Pan wyjątkiem. Bronek po prostu wszystkim "życzkom" nie odpowiada i już.
Kiedy wybuchła tzw. moja afera w lipcu 2001 r. Komorowski, wówczas minister ON bardzo aktywny w całej sprawie pytany przez dziennikarzy co będzie, jesli okaże się, że korupcji nie było odparł, że poniesie wówczas odpowiedzialność polityczną i jego kariera polityczna zakończy się. Gdy po uniewinnieniu przez sąd Farmusa z zarzutów łapownictwa pewna dziennikarka zapytała Komorowskiego o tę jego karierę usłyszała, że on nigdy nic takiego nie mówił. Wyparł się w żywe oczy, chociaż wystarczyło sięgnąć do gazet z tamtych dni, aby słowa Bronka przeczytać.
R. Szeremietiew

Z wypowiedzi

Pana Szeremietiewa wynika, że burdel w wojsku można zwalić na jakieś niekompetencje, kumoterstwo itp. Autor, nie wiem czy świadomie czy też nie, nie mówi o wpływie różnych bezpiek na obsadzanie kluczowych stanowisk w wojsku. Pan Szeremietiew, który "zjadł zęby" na działalności w polityce nic nie wie o WSI i roli WSI nie tylko w wojsku ale w całej polityce. Jeszcze raz sprawdza się teza że wypowiedzi poltyków należy słuchać (jeśli już) jednym uchem a wypuszać drugim.

A nie przyszło panu do głowy

że p.Szeremietiew, piastując takie stanowiska, jak minister i wiceminister obrony narodowej, może wiedzieć o problemach polityki kadrowej w wojsku nieco więcej niż pan? I odróżniać problemy pierwszo- od drugo- rzędnych?
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

W ministerstwie obrony są

W ministerstwie obrony są pewne obszary, które interesują szefa resortu jedynie w wypadku konkretnych potrzeb politycznych lub incydentalnych. Dotyczy to wojskowego wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście niezbędny jest taki wymiar sprawiedliwości, który ściśle działa według życzeń i potrzeb gospodarza ulicy Klonowej. Przekonał się już o tym niejeden rodak, zarówno w dalekiej, jak bliskiej przeszłości, a w tym i autor tego artykułu. Mimo, że cała Polska ma świadomość zastosowanego bezprawia wobec pana ministra R. Sz, to stanowisko przedstawicieli wojskowych prawników nie ulega zmianie.
W afgańskiej sprawie pan minister Klich wyraża natomiast nadzieję, że nie będzie aktu oskarżenia dla naszych żołnierzy.
Zarówno wojskowa prokuratura, jak i sąd wojskowy stanowią swego rodzaju państwo w państwie, w którym oficerowie sprawujący kierownicze funkcje, niejednokrotnie dają wszystkim do zrozumienia, że ich działania nie są podporządkowane żadnym rygorom prawnym i mogą wykorzystywać prawo zgodnie z ustalonymi przez siebie odrębnymi zwyczajami.
W tym gronie stało się niepisaną zasadą umarzanie spraw noszących znamiona przestępstw nawet bez ich rozpoznawania, wyznaczanie na stanowiska funkcyjne z naruszaniem prawa, czy też ścisłe współdziałanie między sędziami i prokuratorami. Podrabianie dokumentów, czy też fałszywe oskarżania nie znajdują zainteresowania, zarówno szefów od sądów jak i prokuratury. Można odnieść wrażenie, że przeszłość stanu wojennego niektórych szefów sądownictwa wojskowego wywarła zbyt wielki wpływ na ich poczucie obiektywizmu i sprawiedliwości.
Do tego dostrajają się też niektórzy prokuratorzy, ponieważ dla nich liczy się głównie zadowolenie decydentów. Bowiem tylko wolna ręka i obojętność ze strony stojących nad nimi decydentów sprzyja takiemu działaniu. O przykładach bezprawia informowany za pośrednictwem BBN pan prezydent nie wykazuje żadnego zainteresowania, a poprzedni minister Ziobro stworzył nawet taki zwyczaj, że skargi na bezprawne działanie wojskowego wymiaru sprawiedliwości udzielali wojskowi prawnicy.
Zatem panie ministrze, dobrze pan rozpoznał dziedziny naszych sił zbrojnych, ale i ten obszar wymaga wspólnego zainteresowania zarówno resortu obrony, jak i resortu sprawiedliwości.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.