
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
O człowieku, który się esbekom nie kłaniał
Autor: Mirek Kokoszkiewicz, nie, 22/06/2008 - 12:55
Kiedy w gospodzie „Pod kielichem” niejaki Paliviec usunął z widoku wizerunek najjaśniejszego panującego nic nie zapowiadało katastrofy. Niestety na pytanie Szwejka o przyczyny tego kroku biedak odpowiedział szczerze, że po prostu cesarza obsrały muchy. W kraju niedemokratycznym, jakim była Monarchia Austrowęgierską autorytety były odgórnie narzucane, a nad ich czczeniem czuwała sieć szpicli i donosicieli. Nic, więc dziwnego, że nieszczęśnik prosto z gospody powędrował na dziesięć lat za kratki. Z legendami rożnie bywa. Jedne trwają przez wieki inne zaś padają nie wytrzymując próby czasu. W PRL-u obowiązkową lekturą była czytanka autorstwa pierwszej żony Władysława Broniewskiego, Janiny p.t. „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” poświęcona gen. Karolowi Świerczewskiemu ps. „Walter”. Ulice jego imienia znajdowały się w każdym, nawet małym miasteczku. Niestety produkowanie bohaterów na polityczne zamówienie kończy się z reguły fiaskiem. Następuję to tym szybciej wtedy, gdy jakaś opcja dla ukrycia wstydliwej prawdy wytwarza najpierw fałszywą legendę, a później podpiera ją wyprodukowanymi na ta okoliczność bohaterami. Dlatego też alkoholik, zbrodniarz i sowiecki oficer biorący udział w wojnie polsko-bolszewickiej po stronie sowietów, przestał być idolem Polaków. Nie sądzę, aby po latach kult Wałęsy trwał niewzruszony widząc, kto stoi dziś na czele obrońców wielkiego elektryka. Dla środowiska Gazety Wyborczej demokracja jest tylko pustym słowem, którym przy każdej okazji wyciera sobie gębę. Dokładnie w ten sam sposób traktują to słowo europejskie lewackie elity. Rola swoistej mennicy medialnej z wyłącznością do projektowania i wpuszczania w obieg „autorytetów” o większych i mniejszych nominałach dobiega końca. Nie pomogą już rozpaczliwe konwulsje Moniki Olejnik, Jacka Żakowskiego i podobnych im postaci, do złudzenia przypominających notującego ołówkiem kopiowym na mankiecie szpicla z haskowej gospody „Pod Kielichem”. P.S. Właśnie przed chwilą w "Loży prasowej" redaktor Stasiński stwierdził, że prezydent RP otacza sie miernotami. I kto to mówi? Przedstawiciel środowiska, które hołubiło przez 18 lat jednego z najgorliwszych zdrajców i współpracowników SB, Maleszkę. O Jaruzelskim i Kiszczaku nie wspominając.To właśnie są ci obrońcy Lecha Wałęsy. |
Akt humanitarny?
"Gazeta Wyborcza" podobno rozstała się z Lesławem Maleszką.
Umowę o pracę rozwiązano na jego prośbę. Powodem odejścia Maleszki ma być scena z filmu dokumentalnego "Trzej kumple", który w poniedziałek wyemituje TVN.
Film "Trzej kumple" opowiada o przyjaźni Maleszki, Wildsteina i Pyjasa. To, że Maleszka w latach 70. współpracował z bezpieką, w listopadzie 2001 roku ujawnił Wildstein. Maleszka, który w tym czasie był publicystą "GW" i wielokrotnie na jej łamach wypowiadał się przeciwko lustracji, w tekście "Byłem Ketmanem" przyznał się do winy. Gazeta, mimo krytyki środowiska dziennikarskiego, nie zwolniła go, ale umieściła w cieniu. "Leszek Maleszka stracił w naszych oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata zniknąć z łam "Gazety", bo to nazwisko wprowadzało nas i czytelników w błąd" - pisali 13 listopada szefowie "GW" z Adamem Michnikiem na czele.
Dla wielu osób decyzja szefów "GW" zapadła o siedem lat za późno. "Generalnie zwolnienie Maleszki jest pozytywne, ale zarazem jest to przejaw hipokryzji , bo ten krok zrobiono dopiero, kiedy na filmie przyłapano go na gorącym uczynku. To był absolutny skandal, że Maleszka miał wpływ na gazetę. Tolerowanie osoby o tak paskudnej przeszłości, było wręcz buńczucznym wyzwaniem wobec opinii publicznej i dowodem na brak szacunku wobec niej" - mówi Stanisław Janecki, redaktor naczelny "Wprost".
Zdaniem Grzegorza Miecugowa, publicysty TVN 24 obecność Maleszki w "GW" była dla niej obciążeniem. "Wszyscy, którzy znają Maleszkę mówią, że on do końca nie jest przekonany, że źle zrobił donosząc na kolegów. Jeżeli tak jest, to cieszę się, że taką decyzję podjęto. Wydaje mi się, że należało jednak podjąć ją wcześniej" - zauważa Miecugow. Bronisław Wildstein mówi krótko: "Nie warto rozmawiać o tym człowieku".
za; Dziennik, 21.08.2008
Pani Magdo
Gdyby nie zapowiadany film, Maleszka nadal spokojnie pracowałby GW aż do zasłużonej emerytury. Takie to środowisko kręciło mediami i polityką po 89 roku.
Panie Mirku,
dokładnie tak. Tym większe podziękowanie twórcom tego typu filmów.
Skoro politycy nie potrafią rozliczyć historii (nie chcą),a historykom się nie dowierza, niech zrobią to reżyserzy.
Problem Maleszki
to byłaby sprawa między osobami dramatu, gdby nie fakt, że zabierał często głos w sprawie lustracji:
"Weźmy na ten przykład taki tekst:
Dawno napisane, bo w 1995 roku. Artykuł Historia nie lubi kompromisów ukazał się w Gazecie Wyborczej. Jednak zaktualizował się też inny tekst, wcześniejszy ( z 30 listopada 1992, Gazeta Krakowska):
Niby nic, za lustracją nigdy nie przepadali, mamy oceniać treść, podpis pod artykułem w końcu nic nie znaczy. Sęk w tym, że gdyby spalono archiwa, to może ten rezolutny autor byłby sumieniem światka dziennikarskiego, okładał po głowach lustracyjnych oszołomów i brylował na salonach, gawędząc o kaczyzmie, łamaniu praw człowieka, zapachu polskiego wychodka.
Niestety, los okazał się okrutny dla koleżki-Maleszki. Wobec tego, czy ja muszę się zastanawiać, ilu takich koleżków-Maleszków pracuje w redakcjach i przygotowuje teksty o lustracji, dekomunizacji, komentuje bieżące wydarzenia polityczne, gospodarcze i inne?
Nie muszę a z drugiej strony, czy nie mam podstaw, ażeby zadumać się, skąd ta niechęć do lustracji, oczyszczania własnego środowiska. Choć nie do końca, zaprawdę powiedzieli, że sami mogą się oczyścić, nie wątpię, przecież koleżka-Maleszka pouczał na łamach prasy tylko do roku 2000/2001..."
http://www.prawica.net/node/6535
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Dobre!
Swoją drogą ciekawa jestem jak by to "samooczyszczenie" miało wyglądać. A może już się odbyło? A my nadal uprawiamy krytykę. Również z tego powodu warto przeczytać "Dolinę Nicości". Co uważniejszy czytelnik rozpozna w niej obecnych "oczyszczonych", czyli naszą czołówkę polskojęzycznych dziennikarzy. Szczególnie interesująca jest postać Jana Returna, ps. "Żak".