Czy Prezes TK chce ograniczyć wolność słowa?

Żaden urzędnik państwowy nie powinien podważać prawomocnych wyroków sądowych. Na tym polega demokracja konstytucyjna i państwo prawa, w przeciwnym razie żyjemy w chaosie i anarchii miał powiedzieć Radiu TOK FM prezes TK Jerzy Stępień.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że sędziowie TK wielokrotnie już dawali wyraz swoim preferencjom politycznym i szczególnym (osobistym) zainteresowaniem w toczących się postępowaniach.

Zgadzam się co do istoty, że dwutorowość nie jest pożądana, ale czasami bywa nieunikniona. Problem w tym, że to raczej Prezydent ma rację, a nie Prezes Stępień. Proces osłonowy L.W. Był swego rodzaju kuglarstwem – o czym na końcu.

Jerzy Stępień wydaje się zapędzać za daleko w wyrażaniu swojej dezaprobaty dla poczynań Prezydenta:

Widziałem ten program, w którym obcesowo i z lekkością Kaczyński nazwał Wałęsę tak, jak go nazwał. Z punktu widzenia prawa oczywiście nie mógł tego zrobić

Nie słyszałem, żeby w Polsce obowiązywało prawo, które zakazuje nazywania kogoś tak, jak to zrobił L.K. Co najwyżej sąd w toku postępowania może stwierdzić, że zostały naruszone jakieś przepisy bądź nie. Póki co – nawet osoby związane z PiS-em obowiązuje domniemanie niewinności – zapisane w artykule 42, który z pewnością jest doskonale znany sędziemu Stępniowi.

Nie oczekuję, że większość musi podzielać zdanie osób, które chcą ujawnia prawdy albo wyrażają swoje poglądy (czy mają na to dowody, czy nie - domniemanie niewinności oczywiście przysługuje też i L.W. ). Jest to wolność przysługująca każdemu (art. 54), dopiero kiedy skorzystanie z tej możliwości narusza czyjeś prawa – możemy sprzeciwiać się, polemizując z tezami adwersarza, w ostateczności szukając sprawiedliwości w sądzie (złośliwi powiedzą, że to akurat ostatnie miejsce, gdzie ją można znaleźć).

Tak mógłby powiedzieć zapewne Krzysztof Wyszkowski, który jest w sporze prawnym z Lechem Wałęsą. Tak się składa, że właśnie w tej sprawie, o której mówił Prezes Stępień. Chyba sąd wyższej instancji nie podziela zdania Prezesa TK, mimo że sąd niższej systematycznie i z uporem lepszej sprawy ogranicza prawo do obrony K.W.

Wyjątek z orzeczenia TK z 26 października 2005r. (o sygnaturze K 31/04):

Konieczne jest także podkreślenie, że prawomocne ustalenia sądu lustracyjnego co do faktu współpracy, bądź jej wykluczenia, muszą być uznane za wiążące dla wszystkich innych organów państwa, w tym także dla Instytutu Pamięci Narodowej i kontrolującego go sądu administracyjnego, w szczególności przy ustalaniu okoliczności wymienionych w art. 6 ust. 3 ustawy o IPN. W przeciwnym wypadku prowadziłoby to do groźnego dla porządku prawnego zjawiska dwoistości ocen tych samych zdarzeń, okoliczności czy cech, w przestrzeni prawa publicznego, które należy wykluczać w demokratycznym państwie prawnym (art. 2 Konstytucji).

Wyrok wydany w składzie:

Marek Safjan – przewodniczący
Teresa Dębowska-Romanowska
Marian Grzybowski
Adam Jamróz
Wiesław Johann
Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska
Ewa Łętowska
Marek Mazurkiewicz
Andrzej Mączyński
Janusz Niemcewicz
Jerzy Stępień – sprawozdawca
Mirosław Wyrzykowski
Marian Zdyb
Bohdan Zdziennicki,
protokolant: Grażyna Szałygo

W skrócie mamy więc taką sytuację.

Sąd lustracyjny wyrokiem z 2000 roku potwierdza prawdziwość oświadczenia L.W. -> - W międzyczasie część historyków dociera do jakichś dokumentów -> W marcu 2005 r. były prezydent występuję do IPN o akta; rozpoczyna się proces przeszukiwania zasobów IPN -> W październiku zapada rzeczony wyrok TK -> Na podstawie tego wyroku kończy się kwerenda dokumentów i z automatu zostaje nadany status pokrzywdzonego.

Przed nami publikacja książki i finał procesu K.W. vs. L.W.

Zobacz też:

  • Ale o co chodzi?

  • Kieres: za Wałęsę i do więzienia pójdę