
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Vivat Łukasz Podolski!
Autor: Michał Tyrpa, pon, 09/06/2008 - 00:13
Obywatelom Republiki Federalnej Niemiec chciałbym pogratulować dzisiejszego zwycięstwa. Sprowokowany przez dziennikarzy TVN-u, chciałbym się przy okazji podzielić garścią refleksji pro domo sua. Ci, którzy na bieżąco śledzą postępy rozpoczętej w styczniu b.r. akcji „Przypomnijmy o Rotmistrzu” („Let’s Reminisce About Witold Pilecki”), pamiętają, że już w lutym i marcu b.r. na moja propozycja ustanowienia 25 maja Dniem Bohaterów Zmagań z Totalitaryzmem spotkała się z życzliwym odzewem ze strony tak prominentnych osobistości, jak Hans-Gert Poettering, Jan Figel i inni wysocy rangą przedstawiciele instytucji UE. Nie doczekałem się natomiast choćby zdawkowej odpowiedzi ze strony polskich eurodeputowanych, marszałków Sejmu i Senatu, prezydenta (nie licząc zapowiedzi owej odpowiedzi złożonej przez jednego z urzędników), szefów klubów parlamentarnych i wielu innych osobistości polskiej polityki. Nadal czekam również na odpowiedź ze strony Prezesa Rady Ministrów, a także dyrektora Poczty Polskiej. Od stycznia czekam także na odpowiedź ze strony gospodarzy Salonu24.pl Być może brak odpowiedzi ze strony wymienionych (i nie wymienionych) adresatów, wiąże się z niewiarygodnie wysoką – w porównaniu np. z Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego – pozycją w życiu publicznym naszych rodzimych notabli. Trudno przecież przypuszczać, żeby powodem milczenia w odpowiedzi na moje ponawiane od stycznia pytania i zaproszenia, było niedostawanie do europejskich standardów komunikacji z obywatelem. Trudno przecież zgodzić się z doktorem Pągowskim z Toronto, który komentując ową feudalno-postkomunistyczną obyczajowość III/IV RP, nazwał ją powszechnym schamieniem. Dlatego indagującym mnie na tę okoliczność, wyraźnie zaskoczonym reporterom „Faktów” TVN odpowiedziałem, że zamiast zachodzić w głowę nad motywami działań, czy raczej - zaniechań naszych polityczno – medialno – instytucjonalno – biznesowo – thinktankowych baronów i grabiów, wolę być optymistą. Rotmistrz Witold Pilecki powoli przestaje być incognita persona non grata. Nie tylko we własnej ojczyźnie. Dzięki osobom zaangażowanym w inicjatywę "Przypomnijmy o Rotmistrzu" cały świat może – od 25 maja 2008 r. – czytać „Raport Witolda” również w języku angielskim. Innymi słowy: są powody do radości i to one powinny nas mobilizować do dalszych wysiłków. Do podzielenia się powyższymi refleksjami natchnęły mnie powtarzające się pytania, ale przede wszystkim wczorajsze zwycięstwo drużyny Niemiec nad Polakami. Warto w tym miejscu odnotować, że nie byłoby ono możliwe, gdyby nie nasza lokalna specyfika. Otóż ćwierkały wróble na dachu, że autor dzisiejszych dwóch bramek, napastnik Łukasz Podolski, starał się swego czasu o przyjęcie do reprezentacji Polski. Z uwagi na brak niezbędnych w Polsce kwalifikacji, jego prośby zostały odrzucone. To prawda, początkujący Podolski celnie strzelał do bramki. Co z tego jednak, jeśli brakowało mu czegoś znacznie w Polsce ważniejszego. Najwyraźniej bowiem Podolski nie należał do „naszych kolegów” odpowiednio Ważnych Ludzi. Nikt (z kim trzeba się liczyć) za Podolskim nie stał. Nikomu nie musiało na Podolskim zależeć. W każdym razie nikomu z tych, którzy od 20 lat tworzą wzrastającą z każdym dniem potęgę polskiej piłki nożnej. Być może właśnie dlatego Łukasz Podolski – zamiast pozostawać poddanym zarządzających Krainą Powszechnej Niemożności „naszych kolegów”, postanowił zostać obywatelem Zjednoczonej Europy. Być może cennych odpowiedzi na podobne pytania mogliby udzielić nie tylko działacze sportowi. Hansowi-Gertowi Poetteringowi i Stefanowi Hamburze z całego serca gratuluję zwycięstwa drużyny Niemiec. Zaś Europie gratuluję Podolskiego!
*** Zobacz także: |
Podolski
Nasza lokalna specyfika polega m. in. również na tym, że większość obraca się w jakiejś wirtualnej rzeczywistości, nie licząc się z realiami. A jakie to realia? Czekano na pierwsze zwycięstwo z Niemcami i wielu wierzyło, że jest to możliwe. Tylko na jakiej podstawie? Jeśli uznamy, że w piłce nożnej pierwsza liga to: Niemcy, Włochy, Holandia, Francja, Anglia, Argentyna i Brazylia, to w której jest Polska? Od Meksyku czyli 1986 roku do czasu Beenhakkera była w trzeciej lidze, bo nie była w stanie zakwalifikować się do turniejów o mistrzostwo świata i Europy.
To co zrobił Beenhakker, to wprowadzenie Polski do drugiej ligi. Polska nie mogła wygrać z Niemcami, tak jak nie wygrałaby z żadną drużyną z pierwszej ligi. Wszystkie wygrane z tymi drużynami miały miejsce za czasów Kazimierza Górskiego. Piechniczek również zdobył 3 miejsce, ale do meczu półfinałowego z Włochami nie pokonał żadnej z tych drużyn, a z Włochami przegrali 2:0. Wygrana z Francją o 3 miejsce nie ma znaczenia, bo Francja wystawiła rezerwowy skład. Im wtedy zależało tylko na mistrzostwie.
W polskiej piłce nożnej jedynie Górski potrafił stworzyć drużynę, która była w stanie wygrywać z 1-szą ligą. Po nim długo, długo nic. W 1974 roku, by wyjść z grupy trzeba było pokonać dwie drużyny z 1 ligi (Włochy, Argentyna). Dziś, grając w grupie z jedną taką drużyną, mogą być poważne kłopoty.
Polska to 2 liga i Podolski niczego by tu nie zmienił. Cóż więc można zrobić w takiej sytuacji? Chyba tylko pójść i złożyć kwiaty na grobie Kazimierza Górskiego. Zdaje mi się, że w Polsce mało kto zdaje sobie sprawę z tego czym był fenomen Górskiego.
Ma Pan rację,
nawet jeśli w szczegółach można mieć inne zdanie. Dla mnie superliga to Brazylia, Włochy i Argentyna. Zaś Niemcy, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Francja, Anglia, Czechy to pierwsza liga zdolna pokonać tych z superligii. Sytuacja w piewszej lidze bywa płynna - dziś wypada z niej właściwie Anglia, a może doszlusuje np. Rosja. Za Górskiego - raz w historii bylismy w I lidze, zdołali się tym pożywić jeszcze Gmoch i Piechniczek. Dziś sytuacja jest otwarta, uważam, że Leo może nas wprowadzić do I ligii, ale nie jest to przesądzone. Leo to jednak nie Kazimierz Górski - brakuje mu głębszej znajomości polskiej mentalności. Choć i tak zrobił coś z niczego.
działacze sportowi
ustawić pod ściana i rozstrzelać - Bóg rozpozna swoich!
Pana komentarz na temat Podolskiego
przypomina mi sytuacje mojego przyjaciela, ktory od kilku lat probuje wraz z rodzina wrocic do kraju. Ma kwalifikacje, jednak sitwa "profesorska" czy raczej sitwa republiki kolesi - bo wsrod profesorow wiekszosc to jednak porzadni ludzie - niszczy wszelkie proby osadzenia sie osoby o ktorej mowie na ojczystej uczelni za ojczyste pieniadze. Jest dla nich cialem obcym, "elementem imperialistycznym" (jak to za stanu wojennego) mimo oczywistego patriotyzmu, radiomaryjnosci etc. Jego najwiekszym pragnieniem jest, aby swe dzieci wychowac w Polsce, bo u zachodnich sasiadow, hm..... nazwijmy to eufemistycznie - jest to niewymownie trudne. Salonowcow i elyte nic to nie obchodzi, Polak z Niemciec to zagrozenie, bedzie sie szarogesil albo jeszcze podniesie efektywnosc pracy, no nie wiem.. :-)
Przyklad Podolskiego, ktory staral sie grac w polskiej reprezentacji (podejrzewam ze niezle dawano mu w vaterlandzie w kosc, publiczne wysmiewanie Podolskiego w medialnych showach jest, tak samo jak w przypadku Michalczewskiego, czeste)to tylko potwierdzenie faktu, ze wielu Polakow ma absolutnie dosc, ale nie ma dokad, do "czego" wrocic, ale nie ze wzgledu na wysokosc poborow, tylko ze wzgledu na wrogosc naszych Kochanych Rodakow.
Nie wiem, jak my Polacy mamy dogonic w przyszlosci Europe, jesli sami siebie traktujemy jak zlo konieczne, czy w kraju czy w Polonii..? Nie mowie o chlubnych wyjatkach, mowie o normie, szarej rzeczywistosci. Gdy "pelno w szkle" i nasi graja bawimy sie w patriotyzm, na codzien niszczy sie wlasnych rodakow lepiej niz by to zrobili obcy....
Powinnismy brac przyklad z Zydow i ich solidarnosci wspolczesnej; nie tej, ktora w gettach opisywal np.Marek Edelmann. Ta ostatnia przypomina nieco nasze wlasne polskie stosunki...
Dlatego "korporacja władzy" "rwie się do €uropy"
w ucieczce przed narodem. Trudno już wyczuć, czy bardziej boi sie nazbyt gwałtownego wahnięcia "demokracji ulicznej" - której małe wygibasy pozwalają jej robić za imitację opatrznosci, czy też demokracji - sensu sticte - czyli JOW.
A naród rweie się do €uropy, bo wydaje mu się, że tamte korporacje mają lepszy styl - co się przejawia tym - że bywa, że któryś z polityków zostaje skutecznie skompromitowany.
Demokracja, to "władza ludu", ALE realizowana poprzez procedury większościowe w stanowieniu prawa.
11.10.2008.Plac Zamkowy. Walczmy o swoje prawa z Ruchem na Rzecz JOW