
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Kucharka w rządzie?
Autor: RSz, pi, 06/06/2008 - 10:28
Gotowanie jedzenia to bardzo potrzebna i użyteczna profesja. Nasze życie wyglądałoby marnie, gdyby na świecie zabrakło kucharzy i kucharek oraz dań przez nie gotowanych . A znane przysłowie mówi, że nawet do serca trafia się przez żołądek. Niestety, byli i tacy, którzy inaczej widzieli rolę kucharki w społeczeństwie. Sowiecki dyktator Włodzimierz Lenin wyraźnie nie był miłośnikiem dobrej kuchni skoro zalecał, aby kucharka nauczyła się rządzić państwem. W obecnym rządzie utworzono stanowisko ministerialne o bardzo skomplikowanej nazwie Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Pełnomocnik Rządu do Spraw Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych. Tym pełnomocnikiem została Julia Pitera. Pani Julia jest znana warszawiakom z wielu efektownych medialnie akcji sugerujących, że sposoby zwalczania tych „nieprawidłowości” od lat ma w małym palcu. Po objęciu stanowiska zapowiadała też, że w ciągu trzech miesięcy opracuje i przedstawi specjalny systemowy program antykorupcyjny. Nie chodzi bowiem o to, aby reagować, gdy dochodzi do łapownictwa, ale aby mu zapobiegać – mówiła nowa minister. Jednak mimo upływu kolejnych miesięcy zapowiadanego programu „zapobiegania nieprawidłowościom” nie ma. Zamiast tego opinia publiczna ostatnio dostała „raport” pt. „Informacja zbiorcza na temat wykorzystania kart kredytowych w organach administracji rządowej w latach 2006-2007”. Zanim do tego doszło min. Pitera twierdziła, że dopatrzyła się licznych nadużyć członków poprzedniego rządu i dlatego sprawę wnikliwie zbada. A nie tak dawno pytana o efekty śledztwa oświadczyła: „Nie będziemy tego publikować. Odechciało mi się. Po analizie rządowych kart kredytowych obraz jest tak żałosny i straszny, że nie chcę nim straszyć.” Wyjaśniała, że postępuje tak w interesie państwa bowiem: „Na tej publikacji straciłby w oczach Polaków wizerunek wszelkiej władzy”. Zabrzmiało więc bardzo groźnie. Oto pani minister zbadała w jaki sposób poprzedni rząd korzystał z publicznych pieniędzy i odkryła tak straszne rzeczy, że w obawie przed osłabieniem autorytetu państwa nie może tego ogłosić. Kiedy jednak dziennikarze i politycy opozycji głośno zaprotestowali domagając się ujawnienia tych strasznych faktów pani Pitera porzuciła państwowotwórcze powody i swój sześciostronicowy – jak się okazało - „raport” opublikowała w Internecie. Tekst wzbudził powszechną wesołość. Jest w nim np. tajemnica zakupu dorsza za 8,16 zł "celem kontroli gatunku ryb i ich świeżości" i dociekanie, w jaki sposób minister gospodarki mógł wydać w kawiarni 32 złote na dwie szklanki whisky i dwie filiżanki herbaty. Znany dziennikarz Stanisław Remuszko odnosząc się w komentarzu do kwoty zbadanej przez min. Piterę zrobił wyliczenie. W ciągu dwu lat ministrowie za pomoc kart wydali mniej więcej 20 tys. zł, czyli rocznie 10 tys. zł. Dzieląc te pieniądze przez 12 miesięcy wypada 850 zł, Remuszko zaokrągla do 900 zł. miesięcznie. Następnie podzielił tę kwotę przez 30 dni i stwierdza, że badanych 15 ministerstw wydawało dziennie po 30 zł, czyli jedno ministerstwo dziennie 2 złote. Do tego okazało się, że 95% z tej kwoty zostało zwrócone. Pozostało 5% a więc proporcjonalnie z 2 zł po 10 groszy. Hm, 10 groszy dziennie, a dzieląc na ministra i wiceministrów – w najlepszym wypadku około 3 gr. na ministerialną głowę dziennie. Nawet politycy z obozu pani minister dystansowali się od jej tekstu. Kolega pani Julii z kancelarii premiera, min. Sławomir Nowak pytany przez dziennikarza, czy zakup kawałka dorsza za 8 zł można uznać za objaw „bizantynizmu” (min. Pitera twierdziła, że ukaże bizantynizm ministrów w szastaniu pieniędzmi) odpowiada: „Nie, to jest śmieszne...”. Zapewne, jest śmieszne, ale pani minister nie bierze pieniędzy za rozśmieszanie publiczności. Publicysta Piotr Semka napisał: „Pani minister ciężko pracuje, by jej urząd kojarzył się z dziwactwami. Gorzej, że robi to za pieniądze podatników, o które sama tak martwi się w swoim raporcie.” Przypomnijmy, że po pół roku sprawowania funkcji ministerialnej nie ma zapowiadanego Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych i nie dostrzegamy żadnych wyników skutecznych działań pani Pełnomocnik zmierzających do zapobiegania łapownictwu. Rodzi się zasadne pytanie, po co powstał ten etat w kancelarii premiera i na co minister Pitera wydaje publiczne pieniądze? W lipcu 2001 na łamach dziennika „Rzeczpospolita” Julia Pitera mówiła w wywiadzie: „Najwyższa pora, byśmy rozliczyli polityków za fakty i czyny, a nie beletrystykę i konfabulacje.” Nie wiem jak gotuje Julia Pitera. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla rządu byłoby lepiej, gdyby zajęła się garnkami i zrezygnowała z rządzenia. Lenin najwyraźniej nie miał racji.
|
Inaczej mówiąc...
....nie ma o czym mówić, bo zmarnowano MAŁO.
A dla mnie gorszący jest fakt, że osobie piastującej funkcję ministerialną, myśl zmarnowania nawet jednego grosza, mogła przyjść do głowy. Przed wojną kursowało powiedzenie "co więcej warte, niż wesz, to bierz". Ale tylko w "dołach" społecznych. Jak widzę, porzekadło wraca. Czyżby znów w "dołach"?
Leszek.
Jest o czym mówić.
Panie Leszku,
Jakby nie o to mi chodziło. Musiałem coś nie tak napisać, że Pan nie dostrzegł meritum.
A więc małe PS.
1. Jak to z wydatkami ministrów było? W praktyce są sytuacje, gdy minister musi zapłacić jakąś drobną kwotę, np. spotykając się z kimś w kawiarni, kupując ad hoc jakiś upominek. Następnie taki wydatek sprawdza księgowy ministerstwa i jeśli okaże się, że wydatek był nieuzasadniony to trzeba te pieniądze zwrócić. W przypadku „badanym” przez min. Piterę okazało się, że z 20 tys. aż 95% zwrócono do kasy. Czyli księgowi wykonali swoją pracę. Uznali za celowe wydatki jedynie 5% kwoty. Skoro jednak nieuzasadnione wydatki wydający zwrócili do kasy, to wszystko jest w porządku. I to nie działania pani minister, ale funkcjonujący normalnie w resortach system kontroli wydatków sprawił, iż szkody żadnej, nawet MAŁEJ nie ma. Nie wiem więc skąd Pan wysnuł taką opinię: „A dla mnie gorszący jest fakt, że osobie piastującej funkcję ministerialną, myśl zmarnowania nawet jednego grosza, mogła przyjść do głowy.” Żadnej „głowie ministerialnej” nie przyszło do głowy marnotrawienia grosza, a nawet gdyby przyszło, to okazało się nieskuteczne - przynajmniej w przypadku wspominanych wydatków.
2. Gdzie ten bizantynizm? Powód działania p. Pitery. Ona zapowiadała, że ma wiedzę iż ministrowie poprzedniego rządu korzystali z kart służbowych w sposób nieumiarkowany. To miał być objaw „bizantynizmu”, czyli rozpasania ludzi władzy za publiczne pieniądze. O tym pani minister wcześniej, szeroko w mediach opowiadała. Później zaś chciała "utajnić" wyniki badań, ze względu na dobro państwa. Tak pani Pitera mówiła. Jak widać waliła z armat nawet nie do wróbli, nawet nie do jednego marnego komara skoro żadnej straty nie znalazła.
3. Gdzie naprawdę marnuje się pieniądze? W rządzie stworzono specjalne stanowisko dla pani Julii. Jej zadaniem było/jest przygotowanie Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych . Tego programu nie ma. Jest natomiast ten zabawny „raport”.
A koszt stanowiska, to nie tylko pensja pani minister (chyba ponad 10 tys. miesięcznie); także zarobki jej pracowników, jakieś biuro, samochód służbowy z kierowcą, pewnie komórki, itp. itd. Czyli miesięcznie więcej, niż te nieszczęsne 20 tys. zł „skontrolowane” przez panią Piterę. I to dopiero jest prawdziwe MARNOTRAWSTWO publicznych pieniędzy, a nie 8 złotych wydanych przez jakiegoś ministerialnego osiołka na kawałek dorsza.
Pozdrawiam.
R. Szeremietiew
Panie Romualdzie
Każdy taki przypadek, kiedy trzeba oddawać, to przypadek, gdy urzędnik kupił coś SOBIE za państwowe pieniądze. Które później oddał - z naciskiem na wyraz "później". Są kraje, gdzie za taką transakcję wylatuje się z rządu na zbitą twarz. I niewielka pociecha, że są również kraje, w których wysocy urzędnicy mają specjalny fundusz, który mogą spożytkować na panienki.
Raport Pitery jest zabawny, bo wydatki urzędników były zabawne. W sumie dobrze, że żaden nie wpadł na pomysł, by służbową kartą zapłacić za nowy samochód albo w domu publicznym. Pitera kompromituje się również pisząc, że "limity nie były przekraczane" - a niby jak mogłyby być, jeśli niemal każda transakcja kartowa podlega autoryzacji i ponad limit karty bardzo trudno jest w Polsce zapłacić. Ale nikt mnie nie przekona, że ministra nie stać na to, żeby wypić kawę z kolegą za własne, a nie podatników, pieniądze. Podobnie nie uwierzę w konieczność zakupu tego dorsza za 9 zł, kosmetyków, koca i czego tam jeszcze. I jestem dość pewien, że również te obiady biznesowe, co to opisane były jako "koszt wykonywania obowiązków reprezentacyjnych ministra" również nie miały nic wspólnego z administrowaniem państwem. Bez żartów - minister w knajpie poczty nie dekretuje ani decyzji nie wydaje.
Nieprawda
Na jakiej podstawie wyciągnął pan taki wniosek?
Moim zdaniem wniosek jest inny. Pani Pitera przecież nie ma posady clowna ani tak jak on mało nie zarabia. Rząd zaś to nie cyrk, choć wielu tak uważa. Nasz polski problem polega na tym, że jedynie niekompetentni ludzie dostają się do władzy. Dostają się kucharki i kucharze. A powinni wyjadacze, co z niejednego pieca chleb spożywali.
Wyjadacze zaś powinni podlegać konkurencji jeszcze lepszych specjalistów depczących im po piętach.
Ale to tylko w ... JOW.
---------
Demokracja w Polsce to ułuda.
Wybory dziś to możliwości PRL.
Wolność. Odpowiedzialność. Obywatelskość. Skuteczność.
www.jow.pl
Liberalny rząd (?)
tworzy dodatkową instytucję kontrolną, której zakres działania pokrywa się całkowicie z wewnętrznym systemem kontrolnym w ministerstwach.
W istocie wygląda na to, że jest to nagroda (wynagrodzenie za pracę)dla p.Pitery za jej działania dla PO. Jak na razie to p.Pitera wykazuje się brakiem kompetencji, a na dodatek ośmiesza działania PO i rządu.
Zgoda
nawet nieźle próbują z tego wybrnąć, że nie chcą siać zgorszenia. Samo istnienie tego rządu to zgorszenie. Dajmy spokój z tym ich rzekomym liberalizmem. Oni są na wakacjach. 4 lata.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wakaciusze na dorobku
Wlasciwie to nie mozna dac im spokoju, nalezy wyciagac na swiatlo dzienne, wszystkie ich przekrety i marnotrastwa.
Media rozpostarly nad nimi parasol ochronny, Pan Wojciech krzyczy ze sa na wakacjach - wiec o co tu chodzi.
Prosze, nie wcielajmy sie w ich adwokatow(chociaz wielu juz to robi) - ze dzieje sie to w ramach PRAWA, ze oni bedac na wakacjach, tylko sie troche pobawia i zadnej szkody nam nie wyrzadza, i sobie pojda(najlepiej do diabla).
A moze jest juz komus wiadome, co beda robili po tych niby wakacjach, wezma sie do roboty, czy zafunduja sobie kolejne wakacje - tym razem w Brukseli - w ramach wypoczynku po ciezkich wakacjach.
Rece opadaja...
Moznaby dlugo tlumaczyc, ale wydaje mi sie ze najlepiej przypomniec fragment Pisma Swietego, ten o faryzeuszach, co "przecedzaja komara a polykaja wielblada"...
Pani minister od spraw zbędnych
Panie Romualdzie,
Pani minister od spraw zbędnych z wyjątkową starannością sprawdziła rząd swoich poprzedników. Wykazała się przy tym ogromnym zaangażowaniem w jakże ważny dla całego naszego państwa problem - kart płatniczych ministrów. Wyrazy uznania dla red. Remuszko za wskazanie "rozrzutności" ekipy PiS.
Jesli pani minister Julia Zbędna potrzebuje jakieś wskazówki w sprawie kart płatniczych za czasów rządów SLD, to pierwszą osobę którą jej wskażę będzie towarzyszka Jaruga - Nowacka. Jesli dobrze pamiętam, ona sama na swoje potrzeby wydała między 50-70 tysięcy złotych. Kolejnym oszczędnym był były Rzecznik Praw Dziecka.
Julia staje w Obronie Rodziny!
10 tysiecy pensji przez cztery lata wynagrodzi Pani Piterze i jej bliskim niedogodnosci powstale za czasow sprawowania przez nia urzedu. W takim okresie i przy takiej pensji mozna odmienic zycie swoje i swej rodziny. To sa wyzsze wartosci Panie i Panowie.
Ano właśnie...
Sam zdziwiłem się wypowiedzią Pana Leszka, czemu zresztą dałem wyraz w stosownej odpowiedzi.
Sprawa kompetencji pań i panów ministrów wydaje się rzeczywiście kluczową. Nie chcę się czepiać, ale skoro PO wygrała wybory i sformowała rząd...
Pani Julia to zdaje się przykład skrajnej niekompetencji. Ale nie tylko ona. Z mojej działki. GW napisała, że polska marynarka wojenna w najbliższej przyszłości będzie miała krucho z okrętami. Grozi jej likwidacja. A minister obrony pytany z całą powagą mówi - jeśli gazeta pisze prawdę, to sytuacja marynarki jest rzeczywiście poważna. To on nie wie jaka jest sytuacja MW i czy gazeta napisała prawdę? Teraz słyszę, że minister spraw zagranicznych coś chlapnął w Afganistanie i wkurzeni talibowie zapowiedzieli, że odtąd najpierw będą walić w polskich żołnierzy. Można by powiedzieć żołnierze i tak są na to narażeni, ale czy ktoś taki jak szef dyplomacji powinien tak prosto z mostu?
R. Szeremietiew
DROGA Pani Pitera
koszuje nas dotychczas 144 tys. zł. Jej pensja to 12 tys., 6 tys. miesięcznie na biuro, reszta to samochód itp. wygody. Owocem jej działalności jest 6 stron A4, w dodatku z licznymi błędami językowymi i ortograficznymi. Pani polonistka - tropicielka afer.
Kolejna, żenująca sprawa, o której Pan pisze to taka, że min, Klich wiedzę o swoim resorcie czerpie z mediów, pani Kopacz przygotowała koszyk, którego nie chciała pokazać. Okazało się , że jest to lista chorób a nie procedur medycznych. Czyli - z powrotem do kosza/koszyka i na nowo. Minister Radosław, dawniej Radek Sikorski z dyplomacją ma niewiele wspólnego, mimo nauk pobieranych u równie drogiego Bronisława. Oto dzisiejszy krajobraz. Liczę, że nie po bitwie, ale przed.
Pani Magdo, przed bitwą z kim?
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Podchwytliwe pytanie.
Może powiem tak: nie z kim, ale o co.
Choc wiem, że tym wybiegiem Pana nie zadowolę.
Hola, wydaje mi się, że
Hola, wydaje mi się, że naśmiewacie się z osoby, która zniszczyła Układ Warszawski! I Mariusza Kamińskiego! Jest przecież jeszcze pierwszy raport Pitery:
http://www.pardon.pl/zdjecie/3/974263/78280
Ma Pan racje
...ten raport powinien byc oprawiony w ramki - aby nie ulegl zniszczeniu.
Swietny eksPOnat - prawie jak z czasow wczesnego PRLu - do Muzeum PO.
Nasze wnuki beda musialy sie dobrze naglowic - przetrawic kilka encyklopedii, zanim utwierdza sie wprzekonani ze autorem tego raportu, nie jest asystent palacza w koszarach na Goledzinowie.
Panie Macieju,
rewelacja!!!
Skąd Pan to wziął? Nawet pisownia adekwatna do umiejętności.
Kuchnia warszawska.
Nie ma sprzeczności w tym co pisze SZ.P. Autor i krytyką Pana Leszka .
Jest niedopowiedzenie.
Zasada święta winna obowiązywać : Nie wolno zdefraudować nawet 1 publiczny grosz.
A "śmieszność" raportu Pani Juli polega na tym ,ze zapomniała dopisać na końcu siebie i swój zacny "urząd" , który jak widać zmarnował kwoty dużo większe przez sam swój byt.
A więc Warszawa ma już dwie zacne mistrzynie kuchni.
Aż szkoda ,że zające leśne są jedynie trawożerne.
Mniam.