Szpitale – czyli jak zrobić biznes

Ze szpitalami sprawa jest prosta.

Zamiast tworzyć dziwaczne teorie wystarczy zadać sobie pytanie jaka forma własności daje lepsze efekty. Jeśli zgadzamy się, że prywatna to nie ma o co się spierać. Jeżeli ktoś uważa, że państwowa to powinien na tym oprzeć swoją argumentację. Tymczasem w dyskusji, która odbyła się na łamach GW nawet poseł Balicki, oficjalny socjalista, nie sprzeciwiał się wyższości sektora prywatnego.

Otwierając Gazetę byłem ciekaw jakie argumenty zastosują posłowie Piecha z PIS i Balicki z SLD, którym miała przypaść przykra rola malkontentów. Zastanawiałem się też o co chodzi w pomyśle Platformy. Takiego zestawu głupstw jednak się nie spodziewałem.

Jasne. Poza pytaniem, czy prywatyzować, trzeba zapytać jeszcze jak? Niestety nie tego dotyczyły argumenty rozmówców. Przyparty do muru Balicki stwierdził, że jego największe obawy wzbudza możliwość, iż spółki zarządzające szpitalami będą chciały... zarabiać.

Szpitale powinny leczyć, a nie zarabiać - twierdził. Jak rozumiem, poseł Balicki uważa wbrew spostrzeżeniom Adama Smitha, że to właśnie dzięki dobrej woli piekarza mamy codziennie rano świeże bułeczki. No cóż, małe dziewczynki wierzą zwykle, że zachodzi się w ciąże poprzez pocałunek. Na pewnym poziomie rozwoju lepiej nie znać prawdy...

Jego insynuacje, że w szpitalach, których celem jest zarabianie, dzieją się jakieś niepokojące rzeczy można uznać za nieprzyjemne świństwo. Podejrzewam, że gdyby sporządzić statystyki w jakich placówkach prywatnych, czy państwowych było więcej nieprawidłowości, dane nie pozostawiłyby żadnych wątpliwości. Wystarczy jednak przypomnieć sławnych "łowców skór", by bez statystyk wykazać, że we wspaniałych państwowych instytucjach, też "czasem" coś "szwankuje"...

Poglądy wyrażane przez Balickiego można podsumować tak: Należy prywatyzować, ale nie można pozwolić na żaden zysk. Czyli wszystko jasne...

Podobno logiką kierują się przedstawiciele Platformy i PIS'u. Od lat słyszymy mniej więcej tę samą śpiewkę. W jednym zdaniu ich przedstawiciele zgadzają się, że prywatny sektor działa lepiej, by w drugim dodać, że szpitale, szkoły itp. muszą jednak zostać państwowe, bo są zbyt ważne dla społeczeństwa. Wniosek frapujący.

Plus tej debaty był taki, że wszyscy zgodzili się, że po prywatyzacji szpitale zaczną generować zyski. Dlaczego, więc nie prywatyzować?

Wszystko wyjaśniła nam jakiś czas temu przedstawicielka PO, posłanka Sawicka. Biznes na służbie zdrowia będzie robiony - mówiła. Tylko, że biznes w myśl jej słów mają robić politycy, a nie lekarze, prywatne spółki czy jacyś inni "krwiopijcy".

Co ma być głównym celem szpitali ?

Leczenie, czy osiąganie maksymalnego zysku ?

To jest: BTadeusz

Ilu zna Pan dobrych i biednych lekarzy?

Nie weźmie Pan kredytu, aby z jeden z prywatyzowanych szpitali kupić i poprowadzic, jako "non profit"?

Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Andrzej Gniadkowski

To samo pytanie można

To samo pytanie można zadać piekarzowi, a jego praca jest dwa razy ważniejsza niż lekarza.

To co ma być celem piekarni? Piec bułeczki, czy zarabiać?

To jest: BTadeusz

A jeszcze lepiej:

Karmić klientów, czy na nich zarabiać?

Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Prawicowiec

Biznes na szpitalu

Teoretycznie można sobie wyobrazić następujący biznes na szpitalu: samorząd przekształca szpital w spółkę ze swoim 100% udziałem. Następnie doprowadza spółkę do upadłości i sprzedaje ją tanio prywatnemu inwestorowi, zainkasowawszy uprzednio niewielkie łapówki. Obawiam się jednak, że wskazany model nie jest czysto teoretyczny.

Prywatyzacja z lat 90, znana jako uwłaszczenie nomenklatury, była prowadzona na podobnych zasadach i nie widzę prawie żadnego sposobu, dzięki któremu możnaby się ustrzec przed tą metodą przekazywania własności państwowej w ręce prywatne.

Napisałem „prawie”, bo jest jeden sposób, a polega on na wywaleniu z funkcji i posad państwowych wszystkich komunistów z uwagi na ich zdemoralizowanie, a więc nieuleczalną nieuczciwość. Komercjalizacja i prywatyzacja prowadzone bez udziału komunistów nie musiałyby być złodziejskie i pewnie by nie były.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Pan wybaczy

ale muszę Panu zadać pytanie następujące: "czy przed Marksem nie było złodziei?". Wymrą pezetpeerowcy i już będzie gites? Oprócz podanego przez Pana przykładu prywatyzacji przez upadłość i sprzedaż - istnieje jeszcze niestosowana w Polsce forma przetargu otwartego.

To jest: Prawicowiec

Nie to, że będzie gites

Uważam tylko, że możnaby już dzisiaj wyeliminować z kręgu decyzyjnego tych, którzy są na pewno nieuczciwi, bo to udowodnili.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

No to przypomnę Panu

starą przypowieść, że nowe muchy gryzą bardziej zajadle od starych, bo nienażarte! Złodzieje byli, są i będą a najlepiej żyje im się przy mieniu wspólnym czyli niczyim!!

To jest: Apfelbaum

I dlatego zamiast socjalizmu z nową twarzą i...

...nowymi lepszymi ludźmi należy zająć się reformami systemowymi. Z tego, co pisze pan Prawicowiec jego poglądy idą w tym kierunku nawet, jeśli czasami zapomina o zasadzie: "Nadmiar ustaw kastruje."

No ale Pan Prawicowiec

stale zakłada istnienie socjalizmu bo popiera istnienie państwowych przedsiębiorstw. O co "się rozchodzi" z tą kastracją? Nadmiar ustaw jest tworem socjalizmu. Potęgę USA zbudowano w oparciu o Dekalog - teraz tylko rozkwita tam socjalizm.

To jest: R1a1

Ponieważ mamy tu w jednym miejscu temat szpitali i komunistów

chciałbym korzystając z okazji podzielić się ostatnim odkryciem, które sugeruje, że może Pan mieć rację.

cytuję Prawicowiec:
polega on na wywaleniu z funkcji i posad państwowych wszystkich komunistów z uwagi na ich zdemoralizowanie, a więc nieuleczalną nieuczciwość.

Odkrycie zawdzięczam komentarzowi pana Piotra Radeckiego:
http://prawica.net/node/11958#comment-249484

Zaciekawiony próbowałem zapoznać się z zupełnie mi wcześniej nie znaną koncepcją "ponerologii" stworzoną przez polskiego psychologa Andrzeja Łobaczewskiego i wyłuszczoną w książce zatytułowanej "Ponerologia polityczna".

W sieci znalazłem fragmenty tej książki, które rzucają zupełnie nowe światło na kwestię komunistów i agentów. W ujęciu ponerologicznym są to ludzie cierpiący na wrodzone albo nabyte zaburzenia psychiczne - charakteropatyczne i psychopatyczne. Przy takiej interpretacji izolacja takich ludzi od stanowisk politycznych ma uzasadnienie medyczne (choć oczywiście teraz dążący do patokracji psychopaci chcący działać w polityce nie mogą korzystać ze wsparcia partii komunistycznej i muszą sobie radzić jakoś inaczej). To coś takiego jak izolacja chorych podczas epidemii. Jeśli się tego nie zrobi, cała społeczność może uleć unicestwieniu.

Niestety te fragmenty opisujące kontakt autora książki z komunistami na uczelni po rozpoczęciu sowieckiej okupacji Polski, a w późniejszych latach kontakt z SB-kami są po angielsku:

cytuję Andrzeja M. Łobaczewskiego:

Pathocracy

As a youth, I read a book about a naturalist wandering through the Amazon-basin wilderness. At some moment a small animal fell from a tree onto the nape of his neck, clawing his skin painfully and sucking his blood. The biologist cautiously removed it - without anger, since that was its form of feeding - and proceeded to study it carefully. This story stubbornly stuck in my mind during those very difficult times when a vampire fell onto our necks, sucking the blood of an unhappy nation.

The attitude of a naturalist - who attempts to track the nature of macro-social phenomena in spite of all adversity - insured a certain intellectual distance and better psychological hygiene, also slightly increasing the feeling of safety and furnishing a premonition that this very method may help find a certain creative solution. This required controlling the natural, moralizing reflexes of revulsion and other painful emotions this phenomenon provokes in any normal person when it deprives him of his joy of life and personal safety, ruining his own future and that of his nation. Scientific curiosity becomes a loyal ally during such times.

May the reader please imagine a very large hall in some old Gothic university building. Many of us gathered there early in our studies in order to listen to the lectures of outstanding philosophers. We were herded back there the year before graduation in order to listen to the indoctrination lectures which recently have been introduced. Someone nobody knew appeared behind the lectern and informed us that he would now be the professor. His speech was fluent, but there was nothing scientific about it: he failed to distinguish between scientific and everyday concepts and treated borderline imaginings as though it were wisdom that could not be doubted. For ninety minutes each week, he flooded us with naïve, presumptuous paralogistics and a pathological view of human reality. We were treated with contempt and poorly controlled hatred. Since fun poking could entail dreadful consequences, we had to listen attentively and with the utmost gravity.

The grapevine soon discovered this person’s origins. He had come from a Cracow suburb and attended high school, although no one knew if he graduated. Anyway, this was the first time he had crossed university portals - as a professor, at that! […]

After such mind-torture, it took a long time for someone to break the silence. We studied ourselves, since we felt something strange had taken over our minds and something valuable was leaking away irretrievably. The world of psychological reality and moral values seemed suspended like in a chilly fog. Our human feeling and student solidarity lost their meaning, as did patriotism and our old established criteria. So we asked each other: “Are you going through this too?” Each of us experienced this worry about his own personality and future in his own way. Some of us answered the questions with silence. The depth of these experiences turned out to be different for each individual.

We thus wondered how to protect ourselves from the results of this “indoctrination.” Teresa D. made the first suggestion: Let’s spend a weekend in the mountains. It worked. Pleasant company, a bit of joking, then exhaustion followed by deep sleep in a shelter, and our human personalities returned, albeit with a certain remnant. Time also proved to create a kind of psychological immunity, although not with everyone. Analysing the psychopathic characteristics of the “professor’s” personality proved another excellent way of protecting one’s own psychological hygiene.

You can just imagine our worry, disappointment, and surprise when some colleagues we knew well suddenly began to change their world-view; their thought-patterns furthermore reminded us of the “professor’s” chatter. Their feelings, which had just recently been friendly, became noticeably cooler, although not yet hostile. Benevolent or critical student arguments bounced right off of them. They gave the impression of possessing some secret knowledge; we were only their former colleagues, still believing what those professors of old had taught us. We had to be careful of what we said to them.

Our former colleagues soon joined the Party. Who were they? What social groups did they come from? What kind of students and people were they? How and why did they change so much in less than a year? Why did neither I nor a majority of my fellow students succumb to this phenomenon and process? Many such questions fluttered through our heads then. Those times, questions, and attitudes gave rise to the idea that this phenomenon could be objectively understood, an idea whose greater meaning crystallized with time. Many of us participated in the initial observations and reflections, but most crumbled away in the face of material or academic problems. Only a few remained; so the author of this book may be the last of the Mohicans.

It was relatively easy to determine the environments and origin of the people who succumbed to this process, which I then called “transpersonification”. They came from all social groups, including aristocratic and fervently religious families, and caused a break in our student solidarity in the order of some 6 %. The remaining majority suffered varying degrees of personality disintegration which gave rise to individual efforts in searching for the values necessary to find ourselves again; the results were varied and sometimes creative.

Even then, we had no doubts as to the pathological nature of this “transpersonification” process, which ran similar but not identical in all cases. The duration of the results of this phenomenon also varied. Some of these people later became zealots. Others later took advantage of various circumstances to withdraw and reestablish their lost links to the society of normal people. They were replaced. The only constant value of the new social system was the magic number of 6 %.

cytuję Andrzeja M. Łobaczewskiego:

When I was arrested for the last time in 1968, I was interrogated by five fierce-looking security functionaries. At one particular moment, after thinking through their predicted reactions, I let my gaze take in each face sequentially with great attentiveness. The most important one asked me, "What's on your mind, buster, staring at us like that?" I answered without any fear of consequences: "I'm just wondering why so many of you gentleman's careers end up in a psychiatric hospital." They were taken aback for a while, whereupon the same man exclaimed, "Because it's such damned horrible work!" "I am of the opinion that it's the other way round", I calmly responded. Then I was taken back to my cell.

Three days later, I had the opportunity to talk to him again, but this time he was much more respectful. Then he ordered me to be taken away - outside, as it turned out. I rode the streetcar home past a large park, still unable to believe my eyes. Once in my room, I lay down on the bed; the world was not quite real yet, but exhausted people fall asleep quickly. When I awoke, I spoke out loud: Dear God, aren't you supposed to be in charge here in this world!"

At that time, I knew not only that up to 1/4 of all secret police officials wind up in psychiatric hospitals. I also knew that their "occupational disease" is the congestive dementia formerly encountered only among old prostitutes. Man cannot violate the natural human feelings inside him with impunity, no matter what kind of profession he performs. From that view-point, Comrade Captain was partially right. At the same time, however, my reactions had become resistant, a far cry from what they had been seventeen years earlier.

All these transformations of human consciousness and unconsciousness result in individual and collective adaptations to living under such systems. Under altered conditions of both material and moral limitations, an existential resourcefulness emerges which is prepared to overcome many difficulties. A new network of the society of normal people is also created for self-help and mutual assistance.

Znalezione tu:
Political Ponerology: A Science on The Nature of Evil adjusted for Political Purposes
by Andrew M. Lobaczewski
with commentary and additional quoted material
by Laura Knight-Jadczyk

Pańska naukowa definicja określająca, że

komuniści to: "w ujęciu ponerologicznym ludzie cierpiący na wrodzone albo nabyte zaburzenia psychiczne - charakteropatyczne i psychopatyczne" - po przełożeniu na język powszechnie zrozumiały brzmi: "są to ludzie o lepkich rękach".

To jest: Andrzej Gniadkowski

Szkoda życia na

Szkoda życia na psychologie...

To jest: Ireneusz

Więc cóż...

mieliby robić ci wszyscy akademicy, psychologowie, którzy całe życie pracują nad tym aby zrozumieć siebie i usprawiedliwiać innych?

:)

---------------------
Dlaczego w Polsce nie będzie nigdy dobrze? Bo nie ma JOW.
www.jow.pl

To jest: Apfelbaum

Zacząć robić coś...

...pożytecznego. Czyli albo praca naukowa albo zamiatanie ulic.

To jest: R1a1

Rozumiem, że idea "patokracji" czyli rządów psychopatów się

Panom nie spodobała.

Do mnie nawet nieco przemawia. W końcy czy to bolszewicy czy narodowi socjaliści nie wyglądają dla mnie na ludzi zdrowych psychicznie. Idea, że były to formy ogranizowania się psychopatów ma w sobie pewien urok. Alternatywne wyjaśnienie to tylko opętanie przez demony, ale ta interpretacja jest zawsze w rezerwie, więc nie ma się co z nią spieszyć.

To jest: Ireneusz

Ja za siebie ...

... odpowiem.
Nie zrozumiał mnie pan.
Jako że jestem przeciwnikiem urzędnika jako takiego, urzędnika z "Procesu" Kafki, czy nawet "zwykłego", takiego, który żyjąc z podatków udowadnia, ze jego praca urzędnicza jest ciężka i że jest bardzo potrzebna, to jednak ... nigdy w życiu nie wystąpię przeciwko urzędnikowi pracującemu za prywatne pieniądze i wydającego prywatny budżet.
Ja nie nazwałem psychologów tak strasznie jak pan to zrozumiał(?). Ja żartuję, pan walczy. Nie zna pan takich, którzy jedynym swoim osiągnięciem są w stanie nazwać wytłumaczenie, że świat był zły, ojciec niemoralny, koledzy paskudni, a odpowiedzialności nie wolno żądać? Jakaś tam niepoczytalność, względność, relatywizm, środowisko i inne ściemnianie. Brak istnienia zboczeń, brak zła, brak nieba.
Ja żądam odpowiedzialności. Zawsze.

To jest: R1a1

Ma Pan rację, że nadmierne psychologizowanie na dłuższą metę

prowadzić może do relatywizacji wszystkiego.

cytuję Ireneusz:
Ja żądam odpowiedzialności. Zawsze.

Zresztą ja sądzę, że diabeł tkwi w relacjach, a nie w umysłach, więc poszukiwanie psychologicznych wyjaśnień może być często fałszywym tropem. Ale zdaje się psychopatów się dalej zamyka w więzieniach, albo wiesza, więc nie ma tu sprzeczności.

To jest: Ireneusz

???

Ale zdaje się psychopatów się dalej zamyka w więzieniach, albo wiesza, więc nie ma tu sprzeczności.

To chyba tylko w Ameryce i w innym III Świecie :)

To jest: R1a1

Tacy tworzą

cytuję antares:
po przełożeniu na język powszechnie zrozumiały brzmi: "są to ludzie o lepkich rękach".

... kleptokrację ("Biznes na służbie zdrowia będzie robiony" - wiadomo, że nie chodzi tu o biznes uczciwy).

Autor koncepcji ponerologii wprowadził pojęcie "patokracji" czyli rządów osobników chorych psychicznie (głównie psychopatów).

Te dwa pojęcie pewnie się częściowo pokrywają, ale również nie są tożsame: mogę sobie wyobrazić "ideowego" psychopatę, który brzydzi się bogactwem, ale lubuje się w wydawaniu rozkazów o eksterminacji rzeczywistych czy urojonych wrogów politycznych.

To jest: Piotr Radecki

System sprzyja patologii

Uświęconym współczesnym celem działań jest kreowanie maksymalnych zysków bez powiązania tego z realiami. W szczególności fetyszem są wszelkie "wzrosty", na przykład panuje ekscytacja wskaźnikiem typu "wzrost PKB" w miejsce zastanowienia nad tym, co trzeba najpilniej wykonać (zaspokojenie rzeczywistych potrzeb, sens).

System (przez decydentów) preferuje karierowiczów (ludzi, którym do osobistej satysfakcji potrzebne są maksymalne sukcesy).

Karierowicze o najbardziej wybujałym "ja" zaspokajają swoje wybujałe pragnienie sukcesu dążąc do zdobycia władzy na najwyższych szczeblach (wielkie firmy i organizacje międzynarodowe, rządy, itd.).

Jeśli najważniejszym celem jest sukces, decydent nie cofnie się przed niczym, nawet przed wojną, jeśli tylko oceni, że ma szanse na wygraną i ujście cało przed konsekwencjami.

Karierowicze o nieco mniejszych ambicjach zadowalają się prezesostwami odpowiednio mniejszymi.

Oczywiście rywalizacja jest naturalna i nie ma w niej nic złego, chodzi o to, że system pozwala, aby odbywała się na niewłaściwych obszarach, dopuszcza do sprawowania władzy nieodpowiednich ludzi (często psychopatów), mechanizmy bezpieczeństwa włączają się zbyt późno, kiedy zwykle doszło już do ogromnych strat i cierpienia.

To się ciągle powtarza, nieustannie, w rozmaitych wariantach, na naszych oczach też.

Moze skomentuje to jednym zdaniem:

"Lekarzu wylecz sie sam"
bo patrzysz na przedstawienie i nie zwracasz uwagi jak ono ma sie do samej rzeczy...
========================
jasiek z toronto

To jest: Ireneusz

No tak

"Lekarzu wylecz sie sam"

Z głupoty i naiwności to chyba raczej leczy jedyne znane i skuteczne lekarstwo: budzik ...

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.