Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Był sobie łoś
Autor: Maciej Eckardt, śr, 14/05/2008 - 15:37
Być może narażę się niektórym Internautom, ale trudno. Ci, co mnie znają, wiedzą jakie mam poglądy na temat tzw. myśliwych. Budzą moje politowanie, a często niesmak. Śmieszą ideologią dorabianą do trzebienia zajęcy i saren, podniecaniem się po ustrzeleniu dzika czy jelenia. Te całe "darzbóry", piersióweczki i bigosy, rogi na ścianach i kapelusiki z piórkiem, to dla mnie, niestety, estetyczny badziew i obciach. Kompletnie nie mój klimat i nie mój świat. Nigdy na polowaniu nie byłem i być nie mam zamiaru, bo estetyki dla mnie nie ma w tym żadnej, a tradycji tym bardziej. Jedzie mi to gierkowskim PRL-em i nic na to nie poradzę, zwłaszcza, kiedy po twarzach widzę, że to nagonka zastąpiła myśliwych. Nie przekonują mnie spoceni faceci, którzy nie ryzykując nic, ładują śrutem i ołowiem w przerażoną zwierzynę, kiedy przy pomocy skapcaniałej nagonki fedrują pola w poszukiwaniu resztek zajęcy, których zezwłoki dumnie potem ładują na kufry nissanów patroli czy też innych jeepów. Nie przekonują mnie zapewnienia, że państwo myśliwi dbają o równowagę biologiczną i ze wzruszeniem dokarmiają zwierzynę, co by mogła zimę przetrwać w stanie nienaruszonym, że najczęściej odstrzeliwują najsłabsze osobniki, a oszczędzają te najsilniejsze. Bywam często w lasie, zwłaszcza w Borach Tucholskich i zwierzyny w nadmiarze jakoś nigdy nie widziałem. No ale gdzież mi równać się mądrością myśliwych i gajowych. Może nie pisałbym o tym, gdyby telewizja nie pokazała dzisiaj odstrzału łosia w miejskim parku w Ursusie, do którego w swojej naiwności czworonóg zawędrował. Nie on pierwszy i nie ostatni, tyle że ten miał pecha. Ściągnięty myśliwy dokonał prewencyjnego odstrzału, powodując kilkuminutową, przejmującą agonię pechowca. Ponoć zwierzę było agresywne. Świadkowie wprawdzie twierdzą, że łoś był nadzwyczaj łagodny i żadnej agresji nie przejawiał, ale ktoś tam wolał dmuchać na zimne i sprawę radykalnie załatwić. Nie pomyślano o środku usypiającym, bo po co tyle zachodu - przecież to tylko dzikie zwierzę. I dlatego, że to "tylko" dzikie zwierzę, w żaden sposób nie mogę się przekonać do tzw. myśliwych. Nie dostrzegam żadnej, najmniejszej przyjemności w strzelaniu do zwierzyny, ani powodów do dumy z tego powodu. Nie widzę w polowaniach żadnej kulturotwórczej nuty, czy krzewienia tradycji, bo czasy na tego typu klimaty, moim skromnym zdaniem, dawno przeminęły. Dodam, że żadnym ekologiem, obrońcą zwierząt, funkcjonariuszem Greenpeace, czy też innym wytworem massmediów nie byłem i nie jestem. Owszem, zdarza mi się polować, jednak zamiast lunety sztucera, używam obiektywu 70-300 mm założonego na korpus mojego nikona, który jest równie skuteczny w trafianiu w cel, tyle że krwi przy tym nie upuszcza i trzewi nie demoluje, a "trafiony" stwór zamiast wyć i kręcić się z bólu, zadowolony pomyka dalej w knieję.
|
Spotkałem kiedyś łosia
miałem wtedy Malucha, jadę sobie, nagle hamulce skrzypią i patrzę z rozdziawioną buzią - łoś.
Ktoś mi później starał się udowodnić, że miałem szczęście. Bo te łosie superktosie dzikie takie i na rogi Malucha łapią. Ten jakoś nie chciał. Co więcej - prawie jak w filmie Przystanek Alaska szedł przedsię i miał wszystko w poważaniu.
Więc jeśli ktoś gdzieś tam zastrzelił łosia, to po prostu pokazał jakim krajem jesteśmy. Wieśniaków cywilizacyjnych. W dodatku nie mających poczucia jakiejkolwiek swojej wartości i żyjących w cieniu wielkich braci. Wschód, Zachód, co za różnica.
Ukaranie takiego bezmyślnego człowieka powinno być odebrane tak samo jak ukaranie pana za sądzenie i ocenianie innych. Pan nie lubi myśliwych, oni nie odwdzięczą się tym samym w stosunku do pana. Nawet o panu nie myślą. Pan za to o nich tak.
Nie jest to dziwne? Nie uważa pan?
Tak, zabili łosia, co za dzicz "Wschód, Zachód, co za różnica."
Czy ktoś zauważył, że zmaltertowano niemowle? Nikt nic nie widział
ani nie słyszał, ani nie opisał na PN? A może Rada Europy temu winna?
Anna
Łoś zmaltretował
Łoś zmaltretował niemowlę? To zmienia postać rzeczy...
Ale co się pan tłumaczy.
Ale co się pan tłumaczy. Nawet minister Twarzmordercy Ćwiąkalski był wstrząśniety idiotyczną śmiercią łosia. To pokazuje tylko, że wszędzie pełno jest niekompetentnych debili, bez wyobraźni, dla których nie przewidziano odpowiednio prostych procedur, a jeśli nawet je przygotowano, to są za tępi, by je skojarzyć z sytuacją.
Niech ryczy z bólu ranny łoś
Po chuj się pchał w Aleje
Coś trzeba spieprzyć, by się stało coś
To są zwyczajne dzieje
Pan już po tłustej rybce?... Taki Pan wyluzowany....-:)))
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
To chyba po pół
To chyba po pół litra.
Tranu oczywiście.
Jak czytam takie teksty to
Jak czytam takie teksty to ręce mi zaczynają latać. Bo też dziennikarze i różnej maści bublicyści to tacy ludzie, co to na niczym dobrze się nie znają a o wszystkim piszą. Ten tekst jest tego dobitnym przykładem. Owszem publicyści znają się na układaniu słów w zgrabnie brzmiące zdania. Dlatego mogą napisać na dowolny temat przedstawiając go z dowolnej pozycji - byle na wysokim poziomie ogólności.
Autor się rozczula nad łosiem, bo to takie romantycznie kojarzące się zwierzę. Knieje, łoś itd. Autor wyraźnie nie ma pojęcia, że zwierzyna, która biega sobie po lasach jest najzwyczajniej w świecie HODOWANA. Owszem drogi autorze, to w dużej mierze myśliwi przyczyniają sie do utrzymania populacji zwierząt łownych. 80 procent biegajacych swobodnie bażantów to są ptaki wyhodowane w wolierach i co roku wypuszczane. Podobnie rzecz ma się z dzikami czy Danielami, które, choć na swobodzie, są hodowane. O żubrach to nawet nie warto wspominać. Gdyby nie myśliwi to pojemność środowiska (proszę sobie poczytać co to jest pojemność środowiska) wystarczyłaby mniej więcej na utrzymanie jednej czwartej obecnej populacji dzików np.
Co do niespotkania zwierzyny w Borach Tucholskich to cóż mam na to powiedzieć. Żeby spotkać zwierzynę to trzeba wyjść do lasu o 4 rano. A przeciętny wczasowicz jak zaleje pałę z wieczora to się na drugi dzień kole południa z barłogu wygrzebie i jak ma tę zwierzynę widzieć.
Nie bardzo wiem co też autor ma na celu pisząc taki tekst? Chce na koniec pokazać swoją wyższość moralną pisząc, że "poluje" tylko z aparatem i przez to jest lepszy od tych krwiożerczych prostaków ze strzelbami? Ale to właśnie oni, za własne pieniądze, kupują tysiące ton karmy - także dla Łosi. To oni (między innymi) prowadzą ośrodki badawcze i hodowlane. To właśnie dzięki myśliwym można też coś upolować aparatem, bo w przeciwnym razie to najwyżej psa z kulawą nogą.
I mnie, podobnie jak autora, nie pociąga estetyka łaciatych portek khaki. Nie jestem myśliwym i w rodzinie takowych nie mam. Ale miałem okazję poznać trochę myśliwych. Miałem też okazję poznać różnej maści działaczy "ekologicznych". I gdybym mógł decydować komu dać pieniądze na ochronę zwierzyny, to dałbym je właśnie myśliwym.
bzdury Pan niestety
bzdury Pan niestety pisze!ani bażanty,ani daniele nie są przedstawicielami fauny rodzimej,więc nic dziwnego,ze są hodowane w wolierach!bażant pochodzi z Uralu,a daniel z południa Europy...żubr został uratowany przez przyrodników,a dokładnie przez profesora Żabińskiego,zoologa działającego w międzywojniu i poszukującego żubrów po wszystkich możliwych "zoologach",by je przywrócić puszczy!myśliwi nie tylko dorabiają ideologię do swoich chorych zainteresowań,ale w dodatku zupełnie celowo eliminują z biotopu konkurencję-patrz wilki! co do"własnych pieniędzy"myśliwych...nikt im nie każe tego robić,nikt też nie każe im łazić po lesie ubranym jak palanty!sam jestem miłośnikiem militariów i"serwajwlu",ale dobrze wiem,ze każdy z tych gogusiowatych"twardzieli"narobiłby w te łaciate gacie ze strachu,gdyby ta jego załosna flinta nie wypaliła i zobaczyłby na wprost siebie bodaj koziołka sarny...nie wspomnę o tym,ze gdyby mi taki na piąstkę trafił....eh,rozmarzyłem się!
Drogi panie, Muflony
Drogi panie, Muflony pochodzą z Korsyki i proszę jak ładnie się przyjęły w naszych Karkonoszach. A taki np. Suchak, ongiś zwierz popularny na kresach występuje już chyba tylko w Turcji, jeśli w ogóle nie wyginął. Drop wyginął nie dlatego, że go myśliwi wystrzelali, ale dlatego, że płochliwe było ptaszysko. Z tym rodzimym i nierodzimym nie jest tak prosto, bo np. popularna w miastach sierpówka (z pewnością każdy ją widział) przywędrowała do Polski dopiero w latach pięćdziesiątych. Bażanty wcale nie wymagają warunków hodowlanych w naszym klimacie. One przetrwają naszą zimę bo i w Chinach, gdzie głównie zamieszkują, zimy są cięższe niż u nas. Rzecz w tym, że przetrwają w takich ilościach, że spotkanie Bażanta będzie graniczyło z cudem i to będzie stan NATURALNY. Proszę sobie uświadomić, że w warunkach naturalnych zwierzyny łownej, którą, nie będąc myśliwymi także możemy spotkać i nacieszyć jej widokiem oko, byłoby wielokrotnie mniej. Dzisiaj zagrożeniem dla zwierząt leśnych wcale nie są myśliwi, ale turyści i grodzenie lasów poszatkowanych na działki. Oczywiście turyści do zwierząt nie strzelają, ale wystarczy, że się kręcą po tym samym terenie i zwierzynę płoszą.
Ja tak w ogóle to odnoszę wrażenie, że opór wobec strzelania do zwierząt bierze się u wielu ludzi z opacznie pojętego humanitaryzmu. Uważają oni, że strzelanie do zwierząt jest niegodziwe, tym bardziej, że wobec myśliwego zaopatrzonego w nowoczesny sztucer zwierzyna nie ma szans. Ten ostatni pogląd jest zresztą fałszywy i wypowiadają go zwykle ludzie, którzy strzelali co najwyżej z wiatrówki do puszek po piwie. Proszę mi zatem powiedzieć, jaka jest różnica pomiędzy zwierzyną hodowaną w warunkach leśnych a zwierzyną hodowaną w zagrodzie? W czym jest gorsze strzelanie śrutem do bażanta od zabijania prądem kurczaków, które potem ze smakiem spożywamy?
Nie nadymajta się panie szlachetny myśliwy!
Beskid Niski. Samochód osobowy z kierowcą.Z tyłu łowczy gminny czy powiatowy z flintą. Ma broń przy sobie legalnie, bo wraca z odstrzału wron i srok. Noc. Gasną światła i auto jedzie z górki na luzie. Co jakiś czas włączają szperacz. Sarny stoją gęsto. Grzmot i odjazd do mety. Łowczy wraca za dwie godziny innym autem. Poszukiwanie trupa. Trup do bagażnika i jazda na metę. Wyładowanie trupa i do domu. Na drugi dzień chłopisko z mety przekazuje poporcjowaną sarenkę lub jelonka pozostałym udziałowcom. A ten warsiawski łowczy ucieszył się że ma mięsko na miejscu i nikogo do spółki. Nie przewidział baran kamerki.
muflony do Polski
muflony do Polski sprowadził "płk"Doskoczyński,by Jaroszewicz i inne "szlachectwo"miało na co polować w Bieszczadach,suhak(przez"h") występuje w Rosji i Mongolii,ale ponoć trafia się i na Ukrainie...co do mnie...strzelałem z kałacha i z uzi...nie w wojsku,nie w Polsce...i mam wrażenie,że w starciu z taką bronią(ale też sztucerem z optycznym celownikiem)zwierzyna nie ma żadnych(!)szans... ja wiem,że bażant,by przetrwał,ale to nie zmienia faktu,że jest to gatunek"importowany",w przeciwieństwie zresztą do sierpówki,która przywędrowała do Polski sama i to z 10 lat prędzej niż Pan sugeruje... o"turystach"nie będę się wypowiadał,bo musiałbym użyć słów,które powszechnie uważane są za wulgarne!
Czy prąd w ubojni jest lepszy od strzelby myśliwego?
Co do Muflonów, to - jak to się mówi- jest pan "w mylnym błędzie". Muflony zostały sprowadzone na kontynent europejski w wieku XVIII, w okolice Wiednia a na teren obecnej Polski (Karkonosze) w roku 1901 bądź też drugim. O Jaroszewiczu wtedy jeszcze nic słychać nie było.
Nie robią na mnie wrażenia pańskie uwagi, że strzelał pan z uzi i do tego nie w Polsce, co ma sugerować jakowąś tajemniczą sprawę. Dziecinne to jest i tyle.
Ze skutecznością myśliwych i ich wunderwaffe z lunetami nie jest tak pięknie. Proszę sobie posiedzieć zimą ze 4 godziny na ambonie, a potem o zmierzchu albo bladym świtem, kiedy jeszcze ścielą się mgły, oddać zgrabiałymi rękami celny strzał na te 150 - 200 m. Oczywiście biorąc poprawkę na wysokość albo siłę wiatru.
Nie w broni i szczegółach technicznych sprawa. Bo autor tekstu, do którego się odniosłem próbuje nas przekonać, że myślistwo jest barbarzyństwem, a moralnie dopuszczalne są jedynie "bezkrwawe łowy", które autor uprawia. Próbuję zatem wytłumaczyć, że jeśli idzie o zwierzęta łowne, to nie mamy już od dawna do czynienia z żadną tam naturą, ale ze specyficzną formą hodowli. Czasem ta hodowla ingeruje bardzo daleko - jak w przypadku bażantów, a czasem mniej, jak u jeleniowatych, dzików itp. Opór mentalny wzbudza sposób uśmiercania tych zwierząt. Proszę mi zatem odpowiedzieć, w czym jest moralnie lepsze uśmiercenie krowy w ubojni od zabicia jelenia w lesie?
Pan "antares" daje tu opis kłusownictwa z udziałem myśliwego. Czy kłusuje chłop z zapadłej wioski, czy myśliwy z Warszawy, to jest to kłusownictwo, które od stuleci podlega karze. Ja także się spotykałem z kłusowaniem przez myśliwych i nie jest mi to dziwne. Ale, per analogiam, jeśli na drogach ginie rocznie ok. 6 tysięcy ludzi, to czy to znaczy, że wszyscy kierowcy są krwiożerczymi debilami? Zważ proporcją - mocium panie.
Na koniec tylko dodam, że nigdy nie byłem i nie jestem myśliwym ani nie zamierzam być.
w strzelaniu z uzi nie ma
w strzelaniu z uzi nie ma nic tajemniczego,ot są państwa gdzie polityka dostępu do broni jest mniej restrykcyjna niż w Polsce i innych państwach Związku Europejskiego!na ambonie i owszem-siedziałem!co prawda nie w zimie,ale w listopadzie,ale...cóż,poprawię się!podobnie jak autor tekstu polowałem na ujęcie i...nic z tego nie wyszło-zdarza się...co do kłusownictwa...a czym niby różni się kłusownik od myśliwego?tym,że nie należy do koła łowieckiego?a może tym,że nie ma terenowego land cruisera i rezydencji pod miastem?albo tym,że w przeciwieństwie do pajaca z piórkiem wyżywi tą nieszczęsną sarną głodną familię?jeśli tak to powiedzmy sobie szczerze:mordowanie dla przetrwania(niestety również w rzeźniach) jest bardziej etyczne od mordowania dla przyjemności!a nie chce mi Pan chyba wmówić,że palanty ze sztucerami za kilkanaście tysiecy i"terenówkami"za stokilkadziesiąt polują z głodu?co do kierowców...pijany/naćpany koleś jadący 200 km/godz po nocce spędzonej w dyskotece jest debilem!może nie krwiożerczym,ale debilem!żal mi tych,którzy giną pod kołami samochodów przez takich tępaków prowadzonych,ale jakoś nie umiem się wzruszyć losem takowego idioty zeskrobywanego z drzewa czy asfaltu...ani bezmyślnych"lachonów";,które w ilości sztuk sześciu wsiadły do jego "prawie jak nowego"25-letniego be-em-wu..."tjuningowanego"naturalnie!idealnym rozwiązaniem w przypadku zachowań żywieniowych,byłoby opracowanie taniej technologii pozwalającej klonować...mięso!czyli po prostu klika pobranych od krowy,świni czy kury komórek...choć oczywiście"pasjonatów łowiectwa"nie powstrzymałoby to przed dalszym"uprawianiem sportu"...
Za pozwoleniem. Kłusownik
Za pozwoleniem. Kłusownik tym się różni od myśliwego, że jest zwyczajnym złodziejem. On po prostu kradnie. Nawet jeśli kłusuje będąc myśliwym, to także kradnie, bo za upolowane zwierzę trzeba zapłacić. Co więcej, trzeba wystąpić o pozwolenie na polowanie na konkretną zwierzynę. Pan widzę ulega mitom, które głoszą, że wynędzniałe chłopstwo zbiera chrust na opał i żywi się złapanymi w sidła królikami. Kłusownictwo to także emocje, trochę jak przy kleptomanii. A tam gdzie kłusują rzeczywiście dla zysku, to zwykle robią to dobrze wyposażeni i bezwzględni (wobec ludzi) bandyci. Znam przykład kłusownictwa na stawach rybnych, gdzie firma ochroniarska odmówiła ochrony, bo kłusownicy przyjeżdżali uzbrojeni i nie wahali się strzelać.
Co do pajaców z piórkami to równie dobrze można napisać o pajacach z aparatami, tylko że nic nie wynika z takiego przysrywania.
Na tym proponuję zakończyć bo - jak to zwykle bywa - i tak każdy zostanie przy swoim zdaniu.
Pozdrawiam
dziękuję za
dziękuję za pozdrowienia...może i jestem pajacem z aparatem,ale nie noszę pajacowskich piórek!a co do krafdzieży...co znaczy,ze myśliwy zapłaci?a temu dzikowi co po jego pieniądzach,skoro już na stole leży?to tylko tyle...też pozdrawiam
To o to idzie?
klub vegański to za rogiem...
czyja kasa?
I skąd koła myśliwskie maja pieniądze? Czy prócz składek mają jeszcze jakieś inne źródło dochodu?
pozdrawiam
TBM
Ta pokrótce
W Polsce gospodarka łowiecka jest zorganizowana mniej więcej w ten sposób, że tereny są odpłatnie dzierżawione przez koła łowieckie. Koła łowieckie nie utrzymują się wyłącznie ze składek ale z gospodarki łowieckiej. Obejmuje to nie tylko pobieranie opłat za polowania ale np. prowadzenie Gospodarstw Łowieckich - rolniczych. Koła mają swoje statuty, które (lepiej lub gorzej) regulują w ramach koła sposób przyznawania zezwoleń na odstrzał konkretnej zwierzyny. Ilości zwierzyny do odstrzału są określane na podstawie liczenia tejże. Myśliwy, który np. dostanie zezwolenie na odstrzał jelenia, kiedy już mu się uda go upolować, musi zapłacić za poroże wg jego wagi. Zwykle od kilkuset zł do mniej więcej 3 tysięcy. Upolowane zwierzę musi oddać do punktu skupu dziczyzny, chyba, że mu bardzo zależy to może tuszę po prostu kupić wg stawek w punkcie skupu. Koła mają pieniądze głównie z organizacji polowań i opłat za upolowaną zwierzynę, za co wnoszą opłaty dzierżawne i ponoszą inne koszty związane z gospodarką łowiecką - np. odszkodowania dla rolników za straty spowodowane przez zwierzęta leśne. W zależności od koła ta gospodarka może wyglądać bardzo różnie bo tereny bywają mniej lub bardziej zasobne w zwierzynę z powodów naturalnych.
Dla lepszego zobrazowania podam parę liczb ze sprawozdania PZŁ.
w sezonie 2000/2001 w ramach realizacji swoich zadań statutowych przeznaczono między innymi:
• 8,5 mln zł na tenutę dzierżawną i udział w kosztach ochrony lasu przed zwierzyną;
• 12 mln zł na zagospodarowanie obwodów łowieckich;
• 5 mln zł na poprawienie warunków bytowania zwierzyny;
• 13 mln zł na dokarmianie zwierzyny w okresie zimowym;
• 6 mln zł na utrzymanie strażników łowieckich;
• 19, 5 mln zł na wypłatę odszkodowań za szkody w uprawach i płodach rolnych.
Dociekliwość
Jeśli Pan pozwoli, jeszcze dwa pytania.
Nie podał Pan wpływów, tylko wydatki... czy w tym sprawozdaniu są podane wpływy?
I drugie: czy koło łowieckie z danego terenu może być jedynym dzierżawcą zwierzyny, czy jakieś inne organizacje mogą sie o taka dzierżawę ubiegać?
Proszę wybaczyć, że tak pana dopytuję, choć te dane dałoby sie zebrać czytając ustawę i sprawozdanie, ale skoro jest Pan fachowcem...
pozdrawiam
TBM
Nie jestem fachowcem od
Nie jestem fachowcem od łowiectwa tylko kiedyś się trochę tym interesowałem. W tym sprawozdaniu, które cytowałem były wymienione wpływy z organizacji polowań - 84 mln, składki członkowskie - 20 mln, pamiętam jeszcze darowizny na 3,5 mln. łączne wydatki zaś były określone na 116 mln. Nie pamiętam z czego była pokryta różnica. Co do tego, kto może dzierżawić teren to jednak proponuję zajrzeć do ustawy, bo od czasów PRL-u mogło się coś zmienić. Natomiast funkcjonują prywatne firmy, które zajmują się organizacją polowań.
Gdyby nie było to karane
Gdyby nie było to karane chętnie polował bym na myśliwych. Ohydni faceci których rajcuje zabijanie bezbronnych zwierząt. Spróbowali by zmierzyć się z kibicami w walce wręcz.
Alces alces
- największy współcześnie żyjący ssak kopytny z rodziny jeleniowatych.
W Królestwie Danii - sądząc z grubsza - nie ma żadnych łosi. Przypuszcza się, że wyginęły w końcu epoki kamiennej. W 1999 roku pewien łoś przepłynął Cieśninę Sundzką i żył pokojowo w Północnozelandzkich lasach przez pół roku, aż nie został rozjechany przez pociąg, którego lokomotywa w następstwie była przez kolejarzy nazywana "łosiobójcą". W lesie Gribskov zauważono w 1933 roku łosia, który dożył do 1951 roku. A w roku 1956 zaobserwowano łosia, który dopłynął do połowy Cieśniny i zawrócił, po czym był hospitalizowany w klinice wetyrenaryjnej w Helsingborgu. W ostatnich latach podjęto politycznie postanowienie pod żadnym pozorem nie ingerować w łosiowe migracje.
Co tam Łoś na ulicach
Co tam Łoś na ulicach Warszawy. W moim rodzinnym Sanoku, w zagajniku leśnym leżącym jakiś kilometr od mojego bloku, co jakiś czas pojawia się wataha wilków. Zresztą ostatnio bardzo się rozprzestrzeniły. Ich ofensywa na północ trwa.
Info wczorajsze
zasłyszane w radio wczoraj info - Rumunia, niedźwiedzica z dzieckiem, głodne, wtargnęły w środek miasta. Zniszczenia olbrzymie. Ukryły się w jakimś czteropiętrowym bloku, w nim byli ludzie. Niedźwiedzie ścigała grupa speców, może mało skutecznie, bo wyrwały klapę i wydostały się na dach. W końcu zwierzęta uśpiono i wywieziono do rezerwatu.
Miejsce zdarzenia - powtórzę - Rumunia.