Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Wietnam - czyli wojna amerykańsko-lewicowa
Autor: Łukasz Adamski, czw, 15/05/2008 - 16:44
- Mimo tego, że wojna ta była zła, nie nienawidź swojego kraju. Skąd pochodzi ten dialog? Z wybitnej książki? Z obsypanej nagrodami przez krytyków sztuki teatralnej? A może z oscarowego filmu? Nic bardziej mylnego. Jest to rozmowa między Johnem Rambo i jego dowódcą w filmie Rambo 2. Dlaczego zaczynam tekst od cytatu z filmu, który od zawsze był uważany przez krytykę za dno kinematografii i przykład prostackiej, prawicowej propagandy? Otóż rozmowa ta jest kwintesencją zła jakie zdarzyło się w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku w USA. Zła, które uderzyło w najświętsze dla Amerykanów wartości jak honor, patriotyzm i odwaga. Zła, które zmieniło na zawsze krainę wolności i upodobniło ją do starego świata, z którego ludzie przez wieki emigrowali w celu poszukiwania lepszego losu. Wojna w Wietnamie po raz pierwszy odsłoniła chorobę, która dręczy zachodnią cywilizację od dłuższego czasu - relatywizm moralny. Przed erą wodnika - latami 60-tymi społeczeństwo amerykańskie umiało jasno określić, która strona konfliktu zbrojnego stała po stronie dobra a która po stronie zła. Podczas II Wojny Światowej Amerykanie ufali swojej armii niemal bezgranicznie. Ład społeczny był determinowany przez jasne zasady moralne oparte na chrześcijańskich wartościach. Jednak badania Kinsleya, ruch hipisowski, uśmiercenie Boga i uwielbienie człowieka spowodowało pęknięcie, które z powodzeniem wykorzystali Sowieci. Wojna w Wietnamie była przełomem w historii Ameryki. Po serii bohaterskich zwycięstw US-army, Amerykanie trafili na potężnego wroga. Nie chodzi tylko o samych Azjatów, z którymi USA walczyło podczas II wojny Światowej na Pacyfiku i w Korei, ani nawet o Sowietów zbrojących Vietcong. Największym wrogiem Amerykanów okazali się sami obywatele USA- artyści, pisarze, profesorowie uniwersyteccy czyli establishment. "Wojna w Wietnamie wywarła duży wpływ na cały świat, ponieważ przez "oświeconą" lewicę i komunistów została przekształcona w skandal stulecia. Co ciekawe, nie doszło do tego w przypadku wojny w Korei, choć przecież i w niej chodziło o ten sam problem- ekspansję komunistów. Casus Wietnamu był-o ile zna się jedynie połowicznie-nader prosty. Tocząc wojnę z francuskimi "kolonistami", przywódcy "skolonizowanych" wpadli w ręce socjalistów i komunistów, co było jak najbardziej zrozumiałe i naturalne, ponieważ nacjonalizm i socjalizm są spokrewnionymi psychologicznie, kolektywistyczno-egalitarnymi masowymi ruchami. Poza tym podczas pobytu w Francji przywódcy Lao Dong, Wietnamskiej Partii Pracującej, zostali ciepło przyjęci przez tamtejszą lewicę" – pisze historyk Erick von Kuehnelt- Leddihm. Zacznijmy jednak od tego czym była wojna w Wietnamie. Nie ma miejsca tutaj na opisywanie szczegółowo całego tła historycznego rozwoju Wietnamu. Ważne by pokazać jak bardzo obraz wojny ( zwanej też II wojną indochińską) z lat 1957- 75 jest zafałszowany przez światową lewicę. Po klęsce Francuzów pod Dien Bien Phu koloniści postanowili podpisać traktat pokojowy z Vietcongiem ( komunistyczną partią Wietnamu) pod dowództwem Ho Chi Minha. Na Mocy porozumień genewskich w 1954 roku Wietnam został podzielony na Demokratyczną Republikę Wietnamu ( komuniści) na północy i Republikę Wietnamu na południu. Komuniści nie zamierzali jednak zaniechać wprowadzania przodującego ustroju w południowej części kraju. Co jednak jest istotne podział Wietnamu był od samego początku bardzo niesprawiedliwy. Na północy zostały bowiem ogromne bogactwa naturalne. Ponad to duża część katolików zamieszkiwała dorzecze Czerwonej Rzeki i komuniści wzbogacili się na pozostawionych przez wyznawców Chrystusa majątkach, które ci musieli porzucić przy ucieczce na południe kraju. Amerykanie obawiając się "teorii domina" - czyli kolejnym upadkom krajów opanowanych przez komunistów zdecydowali się wesprzeć rząd Wietnamu Południowego. Kennedy wspierał ich finansowo i wysłał doradców. Dopiero Lyndon Johnson postanowił wysłać do Azji amerykańskich żołnierzy. Vietcong już na początku działań wojennych niezwykle brutalnie traktował swoich jeńców. Szczególnie objawiało się to przy słynnej ofensywie Tet w 1968 roku, kiedy komuniści złamali zawieszenie broni i zajęli miasto Hue. Gdy okazało się ,że mieszkańcy nie przyłączają się do "wyzwoleńczej" armii Ho Chi Minha i nie są zainteresowani pozbycia się "imperialistów" i burżuazji, armia Vitcongu wszczęła prawdziwe ludobójstwo. Dokonano masakry wszystkich pracowników cywilnej administracji i szczególnie inteligencji. Tylko w ciągu 24 dni wymordowano ponad 5 tysięcy cywilów - w tym wielu duchownych. Nie oszczędzono nawet lekarzy z Europy, przebywających w Wietnamie z misją humanitarną. Do najokrutniejszych metod należały m.in. palenie żywcem "wrogów ludu". Umierający w męczarniach burmistrzowie wiosek musieli patrzeć jak obcina się głowy ich dzieciom. W Mieście Hue pogrzebano zaś żywcem 500 osób. Powszechną praktyką było związywanie ze sobą kilkoro ludzi i rzucanie w nich granatami. Wyjątkowo drastyczny jest opis śmierci trzech francuskich Benedyktynów, którzy musieli sami sobie wykopać grób. "Ojciec Guy nie mógł kucać z powodu swego inwalidztwa, więc oprawcy zakopali go po szyję i z szyderczymi uśmiechami przypatrywali się, jak zaczynają go pożerać mrówki. Dopiero pod koniec zdobyli się na humanitarny gest: roztrzaskali mu czaszkę" - pisze Erick von Kuehnelt-Leddihm. Azjatyccy bolszewicy wzorem swoich poprzedników Jakobinów lubowali się również w wyjmowaniu z rozprutego brzucha kobiet dzieci i mordowanie ich na oczach mężczyzn ( to akurat lewicy został o- wciąż popierają aborcję). Masowo gwałcono wietnamskie kobiety. Te same metody stosował później Pol- Pot. Jak pisze Richard Pipes "(…) żołnierze z oddziałów Czerwonych Khamerów zgwałcili wietnamską dziewczynę, a następnie wsadzili do pochwy bagnet. Rozcinali brzuchy kobietom w ciąży, wyrywali płody z macicy, zabijali nienarodzone dzieci i rzucali je na twarz umierających matek. Młodzi żołnierze Czerwonych Khamerów z lubością odcinali Wietnamkom piersi". Opisy te dotyczą działań Vietkongu tylko w jednym mieście w ciągu niecałego miesiąca. A pamiętajmy, że działanie wojenne trwały prawie 20 lat. Należy również dołożyć kolejne 30 lat ( po dziś dzień) panowania komunistów w Wietnamie. Wymyślne tortury stosowane przez bolszewików zupełnie przeczą ich wszechobecnemu wizerunkowi ludzi miłujących pokój. Jest oczywistością, że amerykańscy żołnierze również dopuszczali się zbrodniczych działań wobec ludności cywilnej. Jednak zachowania takie były naprawdę marginalne i jak się już zdarzały to nie przybierały formy sadystycznej makabreski. Jednak to właśnie rzekome zbrodnie US-Army stały się kanwą wielu hollywoodzkich produkcji filmowych i motywem opowieści snutych na lewicowych salonach. Media zachodnie oczywiście nie relacjonowały zbrodniczych działań komunistów mimo, że zgładzonych zostało wielu europejczyków. Natomiast z wielką lubością prezentowano wietnamskie dzieci poparzone napalmem zrzucanym przez Amerykanów. Mimo, że "ofensywa Tet" jest uważana przez emigracyjne środowiska wietnamskie za ludobójstwo, komuniści w styczniu 2008 roku zorganizowali defiladę 10 tysięcy weteranów, którzy świętowali 40 tą rocznicę zwycięstwa ( mimo, że komuniści doznali wtedy kompromitującej porażki). Bardzo szybko dziennikarze zaczęli stosować podwójne standardy w relacjonowaniu wojny. Gdy w 1963 roku kilku buddystów podpaliło się w proteście przeciwko polityce antykomunistycznego prezydenta Wietnamu Południowego, media szeroko nagłośniły ten fakt. Lewica udowadniała, że do tego prowadzi wspierany przez USA reżim Ngo Dinh Diem-a. Mało kto wspominał ,że samospalenia dokonywały się raczej z pobudek religijnych i proteście przeciwko wpływowi katolików na władzę. Natomiast gdy w 1975 roku komuniści objęli władze w całym Wietnamie, buddystów dokonujących samospalenia było kilkanaście raz więcej. Media nie były jednak zainteresowany tym faktem. Gdy komunistyczny Wietnam zajął pozostałą część kraju liberalne media zachwycały się zjednoczeniem kraju. Nit nie wspominał ogromnym exodusie Wietnamczyków z czerwonego "raju". Wielkim szokiem dla lewicy musiał być fakt, że 600 tysięcy ludzi wolało zaczynać wszystko "od zera" za granicą niż zostać pod panowaniem uczniów Lenina. Taka emigracja nie miała nawet miejsca w czasach panowania w Wietnamie znienawidzonych przez liberałów -francuskich kolonistów- co przeczyło propagandzie, że komunizm jest postępem w stosunku do kolonializmu. Lewicowi "intelektualiści" nie wspominali o setkach ofiar tonących na prowizorycznych łodziach, które stały się jedyną nadzieją ucieczki. Chętnie natomiast porównywano amerykańskich generałów do Franco czy Hitlera. Podburzani przez swoich wychowawców studenci wychodzi więc na ulicę, palili amerykańskie flagi i co najgorsze- opluwali bohaterów wracających z piekielnej dżungli. Właśnie w tamtych haniebnych chwilach Ronald Reagan napisał : "Wiem, że obecnie młodym ludziom trudno dopatrzyć się bohaterstwa w jakimś czynie wojennym, i właśnie to jest bardzo niedobre. Pewni ludzie przejdą przez życie i nigdy nie znajdą się w sytuacji, w której tylko oni będą mogli wykonać brudną robotę, jaką należy wykonać. Niektórzy znajdą się w takiej sytuacji i się zawiodą. Inni godzą się i wykonują tę brudną robotę, ponieważ nie ma nikogo poza nimi, kto mógłby ją wykonać, a w głębi serca wiedzą, że należy ją wykonać". Na niespotykaną wcześniej skalę rosła w USA komunistyczna propaganda. Można nawet stwierdzić, że nigdy wcześniej i nigdy później Amerykański establishement nie był równie przefiltrowany przez komunistyczną agenturę. Lewicowi publicyści przekonywali, że wojna w Wietnamie służy interesom Wall Street i potentatom naftowym ( ten zarzut pojawia się przy każdej interwencji zbrojnej Amerykanów) Jeden z "intelektualistów" posunął się nawet do stwierdzenia, że: "proste narody azjatyckie potrzebują komunizmu, ponieważ daje on im oświatę, szkolnictwo, dyscyplinę, lekarstwa, drogi, telewizję, wzrost gospodarczy, zwalcza przesądy ( zapewne wiarę w Chrystusa- przyp- Ł.A)". Jak to ma miejsce w konfliktach z komunistami, "pożyteczni idioci" wmieszali we wszystko katofobię. Oskarżano więc przywódcę południowego Wietnamu Ngo Dihn Diema i jego żonę o tworzenie katolickiej kliki i prześladowanie buddystów. A wszystko to dlatego, że 35 % generałów jego armii było katolikami. Niewielu dostrzegało w działaniach "salonu" wpływy Rosjan. Jako, że rząd amerykański nie chciał wypowiedzieć oficjalnie wojny Wietnamowi, zdradza stanu i współpraca z obcym reżimem nie była karana. Amerykanie nie wyciągnęli wniosku z "wojny" jaką wygrał w Hollywood w latach 50-tych z komunistami Ronald Reagan, który doprowadził do ujawnienia nazwisk komunistycznych agentów w strukturach związków zawodowych, które strajkami destabilizowały przemysł filmowy. Należy również pamiętać, że w latach 80-tych nawet Światowa Rada Pokoju otrzymywała od Moskwy 50 milionów dolarów rocznie na walkę ze zbrojeniami nuklearnymi. Wiadomo również, że Moskwa dofinansowywała "pokojowe" ruchy w samym USA. Jak pisze Peter Schweitzer: "KGB próbowało wpływać na amerykański ruch pokoju. W 1986 roku w raporcie dla Biura Politycznego KGB przypisało sobie zasługę "wzniecenia w krajach zachodnich ruchów antymilitarystów". […] Wskutek wysiłków Komitetu Bezpieczeństwa Ted Turner zaprosił do rady Stowarzyszenia Lepszego Świata Georgia Arbatowa, który- jak się później okazało - był sowieckim agentem". Przy tak ogromnym naporze medialnym i agenturalnym trudno byłoby wygrać jakąkolwiek wojnę. Poprzez to, że zachodnia Europa potępiała zaciekle USA ( patrz: rewolucja komunistycznych ruchów studenckich we Francji i RFN) nawet amerykańscy patrioci czuli się zaszczuci i pragnęli końca wojny. To wszystko przełożyło się na brak chęci do walki samych żołnierzy. John Rambo, który uosabiał prześladowanego przez swoich rodaków bohatera jest tego najlepszym przykładem. Niestety lewicowej demagogii przyłożył rękę sam Papież Paweł VI, będący kompletnym przeciwieństwem wielkich Ojców Kościoła - Piusa XII czy Jana Pawła II. Ten niewątpliwe słaby ( w sprawach polityki zagranicznej Watykanu) Papież był pod wielkim wpływem sowieckich agentów działających w samym Watykanie. 4 Października 1965 roku podczas wystąpienia w ONZ Paweł VI nawoływał do zakończenia działań wojennych w Wietnamie. Józef Mackiewicz tak opisuje owe wystąpienie: "Papież patetycznie wygłosił, że: domy i zbiory prostych ludzi nie mogą być niszczone w imieniu takich haseł jak wolność i sprawiedliwość". Niestety Papież zrelatywizował wojnę nie wspominając kto był agresorem a kto ofiarą konfliktu. Komentatorzy katoliccy podkreślają, że wypowiedź Pawła VI była neutralna i wyrażała chrześcijańskie podejście do przemocy. Jednak w świetle późniejszych wydarzeń takie myślenie jest nadinterpretacją. 17 lutego 1973 roku Papież przyjął na 50 minutowej audiencji szefa delegacji komunistycznego Wietnamu Xuana Thuy. Paweł VI po spotkaniu nazwał Xuana człowiekiem, który pragnie pokoju. Mniej więcej w tym samym czasie w Europie przebywał prezydent południowego Wietnamu Van Thieu. W niemal każdym mieście różnej maści lewacy przyjmowali go okrzykami: "Precz z katem Thieu!", "Hitler naszych czasów!" Sowieccy agenci przy pomocy czerwonej uniwersyteckiej inteligencji i lewicy katolickiej zorganizowali protest na placu św. Piotra przeciwko audiencji Thieu u Papieża. Montini na spotkaniu z prezydentem południowego Wietnamu upomniał go aby przyłożył się w kierunku pojednania dusz mieszkańców Południowego i Północnego Wietnamu, zganił go również za torturowanie komunistów w obozach koncentracyjnych ( sic). Watykan przekazał również Wietnamowi Północnemu półtora miliona dolarów na pomoc medyczną bez gwarancji na co pieniądze zostaną przeznaczone. Oczywiście komuniści kupili za nie broń od Moskwy. Watykaniści przekonują, że Papież dostrzegał zbrodnicze działania Południowego Wietnamu względem m.in. buddystów i bał się o los katolików w Wietnamie Północnym. Nie zmienia to jednak faktu, że np. Papież Pius IX mimo kontrowersji wiedział po czyjej stronie się opowiedzieć podczas wojny domowej w Hiszpanii. Również mimo oskarżeń o zbrodnicze działania Pinocheta, Jan Paweł II nigdy nie potępił oficjalnie tego męża stanu. Natomiast Pius XII nie bal się oficjalnie ekskomunikować katolików będących członkami partii komunistycznych. A więc działania Watykanu nie zawsze polegały na defensywie i protekcjonizmie, ale nie każdy Papież miał odwagę JPII. Działania Pawła VI nie świadczy o jego złych zamiarach. Był on po prostu naiwną osobą i poddaną wpływom agentury. Jak pisał ks. Michał Poradowski: "Pius XII chciał w pewnym momencie całkowicie znieść zakon Dominikanów, kiedy zdał sobie sprawę jak bardzo jest on przesiąknięty marksizmem. Moskwa zdała sobie sprawę, że szybciej może zniszczyć Kościół przez umieszczanie w nim agentów niż jego jawne zwalczanie. Nie chodziła nawet o samą likwidację Kościoła, ale raczej o wykorzystywanie jego autorytetu w celu oczyszczania ideologii marksizmu". Obraz wojny wietnamskiej znamy w Polsce szczególnie dzięki hollywoodzkim filmom. Krytycy filmowy rozpływali się w zachwytach nad takimi filmami jak 'Pluton" i "Urodzony 4-go lipca" Olivera Stone'a czy "Czas Apokalipsy" Coppoli. Biorąc pod uwagę walory artystyczne tych filmów należy jak najbardziej przyznać rację krytykom. Problemy się zaczynają gdy przyjrzymy się bliżej ideologii płynącej z tych obrazów. Oliver Stone jako czołowy lewak Hollywood ( wychwalał Fidela Castro i Jasera Arafata) i żołnierz walczący w Wietnamie w każdym ze swoich wojennych dzieł pokazuje wojnę jako bezsensowny akt przemocy Amerykanów względem biednych i wolnych Wietnamczyków. Cała kultura masowa dotykająca tematu wojny w Wietnamie została ukształtowana przez propagandowe filmy Stone’a i jego towarzyszy. Filmy te nawet w mało z pozoru znaczących scenach tryskają gejzerem lewicowej propagandy. Przykładem tego może być "Pluton", gdzie żołnierze, którzy popierają działania US-Army, mordują wietnamskie kobiety, gwałcą małe dzieci i słuchają w swoim namiocie piosenek country. I co najistotniejsze - są antysemitami. Z drugiej strony reżyser Oliver Stone pokazuje tych dobrych żołnierzy, którzy bez przerwy kwestionują zasadność interwencji w Wietnamie, walczą z "zacofanymi patriotami" i słuchają w swoich namiotach hipisowskich hitów prosto z Woodstocku. No i jak to mają w zwyczaju robić ambasadorzy miłości i pokoju - palą w wolnych chwilach trawkę. Jest powszechną tajemnicą, że Hollywood stał się bastionem lewactwa. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że już w latach 50-tych było ono przefiltrowane przez sowiecką agenturę, która została w dużym stopniu zdławiona przez Reagana i McCarthego. Spadkobiercy "prześladowanych" przez prawice bolszewików musieli więc również w przypadku wojennego kina wytoczyć najcięższe działa. Jedynym chlubnym wyjątkiem "wietnamskiego kina" był obraz "Łowca Jeleni", który w 1978 roku zdobył Oscara za najlepszy film roku. Stało się to jednak na kilka lat przed erupcją "postępowego" kina. Film Michaela Cimino wywołał oburzenie na całym świecie. Delegacja radziecka opuściła nawet festiwal filmowy w Berlinie w ramach protestu przeciwko "obrażaniu narodu wietnamskiego" Natomiast Jane Fonda - prokomunistyczna aktywistka i aborcjonistka, która wsławiła się tym, że będąc w Hanoi na zaproszenie Vietkongu, dementowała informacje o torturach amerykańskich jeńców wojennych, nazwała "Łowcę jeleni" rasistowską, prorządową wersją wojny. Cztery lata później w amerykańskich kinach pojawił się film "Pierwsza Krew", który wstrząsnął lewicowym establishmentem. Historia powracającego z Wietnamu weterana, który we własnym kraju jest opluwany i gnębiony przez swoich obywateli odniosła spektakularny sukces. "Salon" piórem swoich krytyków wyśmiał obraz i deprecjonował jego patriotyczne i antymainstreamowe przesłanie. Zarówno w stosunku do pierwszej jak i następnych części pojawiły się zarzuty o nadmierną brutalność ( mówili to ludzie popierający ludobójcę Pol-Pota), szerzenie języka nienawiści ( typowy epitet antyprawicowy) czy nawet seksizm ( a co z masowymi gwałtami młodych Wietnamek przez Vietkong?) Jednym słowem- lewica wykorzystywała swoje wszystkie chwyty by obrzydzić ludziom "Tą prawicową, obrzydliwą propagandę" jak napisał jeden z krytyków. Nie zniechęciło to jednak widzów do szturmu na kina. Na całym procederze ucierpiał najbardziej scenarzysta i gwiazdor filmu Sylvester Stallone, który został zaszufladkowany i nie dostawał poważnych propozycji ról. Jest to typowy zabieg lewicy w Hollywood. Ilu bowiem aktorów z czołówki przyznaje się do prawicowych poglądów? Jedynie Bruce Willis - ale on nie wypowiada się zbyt często o polityce. Reszta w obawie przed popadnięciem w "infamię" milczy albo przechodzi na stronę postępu i "sprawiedliwości społecznej". Pamiętając o tym, że współczesny człowiek egzystuje w mediokracji trudno się dziwić, że na historię patrzy się przez pryzmat showbiznesu a nie historycznych faktów. Lenin w końcu nie na darmo podkreślał, że najważniejszą ze sztuk jest kino. To właśnie filmowców należy w dużej mierze winić za to co obecnie dzieje się w tym "demokratycznym" kraju, bowiem obraz uciśnionego (przez krwiożerczych imperialistów z USA) Wietnamu przedstawiany w fabryce snów przesłania działania czerwonego reżimu, który po dziś prześladuje i morduje swoją opozycje. "2007 rok jest rokiem największych od 20 lat w tym kraju represji wobec opozycjonistów działających pokojowymi metodami. Ośmielone poparciem społeczności międzynarodowej i przyznaniem Wietnamowi członkostwa w World Trade Organization pod koniec roku 2006, władze Wietnamu przystąpiły do prześladowania wszystkich tych, którzy przeciwstawiają się Komunistycznej Partii Wietnamu, aresztowano dziesiątki działaczy na rzecz demokracji i działaczy praw człowieka, liderów wolnych związków zawodowych, dziennikarzy podziemnych a także wiernych nie uznawanych wspólnot religijnych. Od chwili nasilenia represji w 2007 roku, około 40 dysydentów zostało aresztowanych, ponad 20 osób usłyszało wyrok więzienia, zwykle za propagandę antyrządową z artykułu 88 kodeksu karnego. W marcu rzymsko-katolicki ksiądz Nguyen Van Ly, współzałożyciel demokratycznego Ruchu 8406 skazany został na 8 lat więzienia"- pisze Ton Van Anh, mieszkająca w Polsce wietnamska bojowniczka o prawa człowieka. Mimo tego, że Wietnam został członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, wietnamskie prawo nadal zezwala na aresztowanie ludzi bez postawienia zarzutów. Umieszcza się podejrzane osoby w zakładach psychiatrycznych, "ośrodkach opieki społecznej" czy obozach resocjalizacji. Władza ludowa nie zapomniała również o torturach, którym są poddawani opozycjoniści w prowizorycznych więzieniach. Jak donoszą raporty obrońców praw człowieka, więźniowie są umieszczani w izolatkach bez światła, po opuszczeniu których umierają na liczne choroby. W Wietnamie media są kontrolowane do tego stopnia, że za działalność opozycyjną w internecie grozi więzienie. Właściciele kafejek internetowych są zobowiązani do spisywania danych osobowych swoich klientów. Rozporządzenie nr 38 zakazuje zgromadzeń publicznych przed budynkami administracji państwowej, partii i miejscami, gdzie odbywają się konferencje międzynarodowe, zobowiązuje organizatorów takich zgromadzeń do uzyskania zgody administracji. W lipcu w mieście Ho Chi Minh´a milicja rozbiła trwający od miesiąca, pokojowy protest, w którym uczestniczyło setki chłopów, wśród nich wiele starszych kobiet, protestujących przeciw polityce wywłaszczania z ziemi- pisze van Anh. Mimo tak dotkliwych represji Bank Rozwoju Azjatyckiego pożyczył w 2007 roku Wietnamowi 4,4 miliardów. Po rządami Demokratów i neokonserwatystów USA stały się dla komunistycznego reżimu jednym z najpoważniejszych partnerów gospodarczych. Ronald Reagan powiedział: "Zapytajcie proszę mieszkańców Łotwy, Litwy i Estonii, zapytajcie proszę Polaków, Czechów, Słowaków, Węgrów, Bułgarów, Rumunów i Wschodnich Niemców. Zapytajcie mieszkańców tych krajów, jak to jest żyć w świecie, w którym Związek Sowiecki jest Numerem Jeden. Nie chciałbym mieszkać w takim świecie i myślę, że wy również nie". Gdyby ten wielki mąż stanu był prezydentem USA w latach 70-tych, Wietnam zapewne nie zostałby pozostawiony na pożarcie komunistom. Zwycięstwo Vietcongu nie było podyktowane geniuszem militarnym jego generałów ani nawet pomocą materialna ZSRR. Wygrali oni dzięki swoim sojusznikom w USA czyli lewicy. To właśnie liberałowie i establishment jest odpowiedzialny za to, że odsetek zniszczonych psychicznie żołnierzy jest najwyższy wśród weteranów z Wietnamu. To dzięki lewicowemu populizmowi i agenturalnej działalności jego przedstawicieli naród wietnamski po dzień dzisiejszy jest prześladowany a Ameryka została podzielona i do dzisiaj prowadzi ideologiczną wojnę domową. Nicolas Gomez Davila słusznie bowiem zauważył, że "Lewica jest najzdolniejszym menedżerem kloaki".
Tekst pojawił się w krótszej wersji w kwartalniku "FRONDA" numer 46. Zapraszam do wysłuchania moich felietonów z Polskiego Radia Olsztyn na www.lukaszadamski.pl |
Martwy komuch to dobry
Martwy komuch to dobry komuch. Komuniści byli są i będą wrogami ludzi. Wszystko zaczyna się od liberalnej tolerancji dla szkodliwych poglądów. Jak się chce zachować wolność, wolność słowa, to nie można dopuścić do głoszenia komunistycznej (czy lewackiej) propagandy.
Jest pytanie.
...Martwy komuch to dobry komuch. Komuniści byli są i będą wrogami ludzi...
A kogo uznamy za przyjaciół?
Pies jest najlepszym
Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka - to wiadomo od dawna.
- - - - - -
Marek Bekier
PrawicaRP - partia wirtualna
Kto jeszcze?
...Pies jest najlepszym..
Czy są jeszcze inni, np. demokraci, bankierzy, politycy, autorytety moralne, kapitalisci, marines ( piechota morska ) rozdający dzieciom afgańskim cukierki, ...?
Bo z psem bym uważał, niektóre służyły komunistom.
Przypominam że Irak,
Przypominam że Irak, Afganistan, budowanie pozycji Izraela, to pomysły neokonserwatystów (żydów eks trockistów). Neo konserwatyści prócz wszczynania wojen w USA konsekwentnie budują socjalizm (nawet Clinton był bardziej rynkowy niż Busch).
A przyjaciółmi są anty komuniści, elementy anty socjalistyczne, zwolennicy wolnego rynku, katolicy, konserwatyści, narodowcy.
Efektem brudnej roboty jest
Efektem brudnej roboty jest stan w jakim obecnie jest Korea Południowa. Tylko kompletny idiota zada pytanie przeciętnemu południowemu Koreańczykowi czy wolałby być północnym czy przeciętnym Wietnamczykiem. Niestety Wietnam i inni nie zdązyli bo komuniści wyciagneli wnioski.
Nasz wniosek powinien być taki, że powinniśmy wykonać brudną robotę w 89 (wciąż nie jest za późno) u siebie a USA przegrała i będzie przegrywać wszystko, jeśli nie wykona brudnej roboty u siebie.
Ta wojna wciąż trwa i oko za oko... Niestety inaczej się nie da.
Cholernie dobry tekst, pozdrawiam.
- - - - - - -
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
Prawica RP (partia polityczna)
Jak się Panu chce przepisywać te amerykańskie agitki:
Tocząc wojnę z francuskimi "kolonistami", przywódcy "skolonizowanych" wpadli w ręce socjalistów i komunistów, co było jak najbardziej zrozumiałe i naturalne, ponieważ nacjonalizm i socjalizm są spokrewnionymi psychologicznie, kolektywistyczno-egalitarnymi masowymi ruchami.
Tymczasem może mógłby Pan zacząć od odpowiedzi na pytanie, kto początkowo udzielał wsparcia Ho Shi Minowi i jego Vietminowi?
Bo ja znalazłem - może w niezbyt autorytatywnym źródle, ale jednak - taki fragment:
Ameryka została wplątana w tę wojnę 20 lat wcześniej. Wszystko zaczęło się w roku 1945. Wojska japońskie okupowały większą część Azji południowo – wschodniej w tym dawną francuską kolonię Wietnam. Amerykanie szukali sprzymierzeńca w grupie wietnamskich partyzantów zwanej Vietmin. Kontakt z nią mieli nawiązać agenci amerykańskiego wywiadu OSS. Przywódcą partyzantów był wówczas 55 – letni Ho Szi Min. Partyzanci byli słabo wyszkoleni i uzbrojeni. Większość sprzętu pochodziła z amerykańskich dostaw. W roku 1945 agenci OSS i partyzanci walczyli przeciwko Japończykom ramię w ramię, lecz sojusz ten wkrótce okazał się nietrwały.
Po zakończeniu II wojny światowej priorytetem amerykańskiej polityki zagranicznej stała się Europa. Konferencja w Poczdamie miała zadecydować o powojennych losach świata. Pozornie pogodny prezydent Truman już wtedy obawiał się Stalina. Przyszłość Wietnamu nie była dla niego priorytetem. Większość państw postrzegała wtedy ZSRR jako zagrożenie. Przyszły sekretarz obrony Robert McNamara również podchodził do niego z obawą. Po zakończeniu II wojny światowej ZSRR objął swoimi wpływami takie kraje jak Polska, Czechosłowacja i Węgry. Głównym sojusznikiem Amerykanów w Europie była Francja, która oczekiwała, że odzyska swe dawne kolonie w południowo – wschodniej Azji. Podczas wojny Francuzi przeżyli upokorzenie, teraz próbowali przywrócić chwałę Francji. Za wszelką cenę próbowali uniknąć dalszych upokorzeń. Stąd ich dążenie do odzyskania wpływów w Indochinach i w innych koloniach.
Ich marzenie się spełniło. Amerykanie przystali na to, by Francuzi wrócili do Wietnamu. We wrześniu 1945 r. francuskie wojska ponownie wkroczyły do Sajgonu. Tymczasem na północy kraju partyzanci Ho Szi Mina zajęli stolicę regionu, Hanoi. Ich sojusznicy z OSS udzielili im wsparcia. Ho Szi Min ogłosił deklarację niepodległości. Przygotowując się do tego doniosłego wydarzenia szukał inspiracji u swoich amerykańskich sojuszników. Agent OSS Charles Fenn był jego dobrym znajomym. Ho zwrócił się do niego o pomoc przy redagowaniu deklaracji. Ho Szi Min podziwiał Amerykę, ponieważ zrodziła się ona z rebelii. Chciał wykorzystać w swoim przemówieniu wątki z amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Ho Szi Min pragnął, by Wietnamczycy postrzegali Amerykanów jako ludzi równych sobie i przyjaciół. Wietnamski przywódca zwrócił się ponownie o pomoc do Amerykanów chcąc przekazać wiadomość prezydentowi Trumanowi. Bardzo zależało mu na tym, żeby Ameryka uznała niepodległość Wietnamu. W ciągu następnego roku Ho Szi Min przesłał prezydentowi Trumanowi osiem not w sprawie uznania niepodległości Wietnamu. Niestety pozostały one bez odpowiedzi. Waszyngton zapomniał o Ho Szi Minie. Ho Szi Min odczytał milczenie Trumana jako odmowę i uznał, że nie może liczyć na sojusz z Amerykanami.
Wujek Ho i bin Laden
Najwyraźniej i "Amerykanin i przed szkodą, i po szkodzie głupi".
Tak jak sobie (na pohybel) wyhodowali wujka Ho, tak i uzbroili Osamę.
Very, very smart!
Tak, to
Zwycięstwo Vietcongu nie było podyktowane geniuszem militarnym jego generałów ani nawet pomocą materialna ZSRR.
Wygrali oni dzięki swoim sojusznikom w USA czyli lewicy.
...prawda.
A najgorszy z tej lewicy był niejaki Richard Nixon:
Po eskalacji wojny wietnamskiej nastąpił spadek pozycji USA na arenie międzynarodowej. Nixon i jego prawa ręka w zakresie polityki zagranicznej, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego a pod koniec jego kadencji sekretarz stanu Henry Kissinger wiedzieli, że potrzeba "chwili oddechu", aby nadrobić stracone siły.
Odprężenie polegało na normalizacji stosunków z ChRL, poprzez nawiązanie oficjalnych kontaktów, czemu towarzyszyły różne zabiegi (m.in. słynna Dyplomacja Ping-Pongowa) i pomoc dla Chin, aby uczynić z nich kraj przyjaźnie neutralny. Nixon liczył, że dobre układy z Chinami, okażą się pomocne m.in. przy próbie rozwiązania konfliktu w Wietnamie.
Równocześnie trwało ocieplenie na linii Waszyngton-Moskwa oraz wycofywanie się z Wietnamu. W tych dziedzinach Nixon odniósł pełen sukces.
The voice of Ameryka, nadaje
...w najświętsze dla Amerykanów wartości jak honor, patriotyzm i odwaga...
Czy są jeszcze frajerzy, którzy w to wierzą?