Pewne zalety apartheidu

Na początek chciałbym wyjaśnić, że rasistą nie jestem, a segregacja rasowa nie jest czymś chwalebnym. Nie uważam żadnej rasy za gorszą, czy lepszą – nie jestem jednak w stanie zaprzeczyć ich inności oraz różnicom cywilizacyjnym jakie istnieją między nimi. A już tym bardziej nie mógłbym tego zrobić, gdybym żył 50 lat temu w RPA…
Drogi Czytelniku!
Wyobraź sobie następującą sytuację. Lata 50. Jesteś Afrykanerem/Brytyjczykiem i mieszkasz w białym miasteczku. Jest ono zakątkiem Europy na kontynencie afrykańskim, ludzie posiadają godziwą płacę, są względnie wykształceni, a poziom przestępczości jest niewielki. Istnieje tylko jeden problem. Twoje miasteczko liczy sobie 5 000 mieszkańców, a zamierza w nim zamieszkać 20 000 murzynów, którzy są niewykształceni, gotowi pracować za grosze, poziom przestępczości jest dużo wyższy niż wśród białych. Na dodatek istnieją znaczne różnice kulturowe, których nie da się zatrzeć. W takiej oto sytuacji burmistrz postanawia wydać zakaz osiedlania się czarnych w obrębie miasteczka. Każdy rozsądnie myślący człowiek, dla którego ważne jest bezpieczeństwo swoje, swojej rodziny i utrzymanie dotychczasowego porządku poparłby tę decyzję bez wahania.
Bo na tym mniej więcej polegał apartheid. Myli się ten, który porównuje go do systemów niewolniczych na południu Stanów Zjednoczonych w XIX wieku, bo w RPA o niewolnictwie nie było mowy. Chodziło jedynie o odseparowanie od siebie dwóch grup rasowych, kulturowych, społecznych i narodowych (jeśli można, oczywiście, w tym przypadku mówić o czymś takim jak narodowość), a w związku z tym o utrwalenie europejskiej tożsamości kulturowej wśród białych mieszkańców RPA, oraz o zaniechanie przymusowej asymilacji ludności czarnej i zezwolenie jej na własny, samodzielny rozwój.
Mało kto dziś jest świadom tego, że to dzięki apartheidowi mógł się rozpocząć literacki rozwój języków bantu. Wcześniej językami nauczania były jedynie angielski i afrikaans, w epoce apartheidu wspierano natomiast nauczanie ludności czarnej w ich własnej mowie. Zostały założone pierwsze uniwersytety specjalnie w tym celu z ich ojczystymi językami jako wykładowymi. Było to coś o czym np. Polacy pod zaborem niemieckim za rządów Bismarcka mogli tylko pomarzyć. Lingwistyczną odrębność ludności czarnej rząd RPA wspierał także na polu medialnym. Z czterech państwowych kanałów telewizyjnych – dwa były nastawione na odbiór przez ludność czarnej (TV2 – w językach Zulu i Xhosa, TV3 – Socho, Tswana i Pedi).
W 1958 roku rozpoczął się projekt wydzielenia części terytorium RPA i oddania jej w zarząd czarnej ludności. W efekcie do 1994 roku na obszarze 13% terytorium kraju utworzono 8 państewek (tzw. bantustany) opartych na kategoriach etnicznych. Cztery z nich ogłosiły nawet pełną niepodległość (Bophuthatswana, Ciskei, Transkei, Venda), ale społeczność międzynarodowa nie kwapiła się by to uznać, oceniając je, jako twory apartheidu, za niemoralne.
Tymczasem dzięki takim działaniom ludność czarna w RPA zyskała pewną świadomość etniczną i kulturę polityczną – coś o co obecnie w Afryce naprawdę trudno. Weźmy na ten przykład Nigerię, w której obrębie żyją plemiona władające ponad 200 odrębnymi językami, których członkowie nie posiadają jakiejkolwiek świadomości etnicznej, opierając się wciąż w dużej mierze na wspólnocie rodowo-klanowej. W RPA natomiast każdy Xhosa wie, że jest Xhosa, Zulus, że jest Zulusem itp. O kulturze politycznej wspomnę tylko tyle, iż obecnie RPA jest jednym z niewielu krajów Afryki, gdzie demokracja realnie i sprawnie funkcjonuje.
Powróćmy jeszcze do kwestii bezpieczeństwa owego mieszkańca „spokojnego białego miasteczka”. Jak pokazuje przykład Rodezji, w której po przewrocie dokonanym przez Roberta Mugabe miały miejsce gwałty na białej ludności i odbieranie jej ziemi, ów mieszkaniec ze strony czarnych przybyszów mógł się obawiać najgorszego.
Należy sobie zadać pytanie: do czego ludność czarna dążyła migrując do białych miast? Przede wszystkim do pieniędzy, do cywilizacji europejskiej. Kapsztad, Pretoria, Johannesburg – to były miasta typowo europejskie pod względem kultury. A czy biała mniejszość miała obowiązek edukować resztę? Na pewno nie. Pragnęła zachować swoją cywilizację dla siebie i za to została napiętnowana przez społeczność międzynarodową.
Zabawny jest fakt, że bardzo podobną politykę, której podstawą jest restrykcyjne prawo imigracyjne prowadzą obecnie niektóre państwa świata – przykładem może tu być Szwajcaria, które jednak nagany ze strony ONZ nie dostały. W wypadku RPA natomiast ludność biała miała wg całego świata podzielić się z czarną swoimi odkryciami i dorobkiem cywilizacyjnym. Zastanawiam się tylko, na jakiej zasadzie?
Niegdyś sam oceniałem apartheid źle, mając na myśli przede wszystkim tzw. „mały apartheid” (tzn. segregację opierającą się na np. osobnych autobusach, ławkach, plażach dla ludności czarnej, zakazie małżeństw mieszanych itp. – to do dziś uważam za przejaw swoistej dyskryminacji) i posiadając wiedzę wyłącznie na bazie stereotypów. Tymczasem warto trochę poczytać, wczuć się w sytuację białego mieszkańca przedmieść Johannesburga… Reasumując, apartheid i segregacja rasowa nie są dobre, są złe. Jednak nie można zaprzeczyć iż niektóre jego aspekty mogą być usprawiedliwione, bądź ich działanie ocenione jako pozytywne.
- blog: Hauteville
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 131

