WydarzeniaPublikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Co z tym marksizmem?
Autor: Grzegorz Pacek, sob, 10/05/2008 - 11:55
Wszedłem dziś sobie jak zwykle na stronkę VaGli, a konkretnie na post zatytułowany O idei copyleft oczyma kompozytora i od razu skojarzyło mi się parę rzeczy, o których warto wspomnieć. Otóż, po pierwsze, kto nie odwiedza VaGli, albo nie widział tego postu, ten niech wie, że Pan profesor Henryk Kuźniak, wybitny komopozytor i muzykolog, na ostatniej konferencji z okazji Światowego Dani Własności Intelektualnej (obchodzonego w Bibliotece Narodowej, a organizowanego przez Urząd Patentowy RP), przedstawił referat pt. Rola ZAiKS-u w zakresie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, w którym to zaprezentował m.in. takie oto stanowisko (pogrubienia zgodnie z oryginałem):
VaGla słusznie krytykuje profesora, pisząc, że że wiele jest do zrobienia jeszcze w środowisku twórczym, zwłaszcza w instytucjonalnym środowisku twórczym, by wyjaśnić mu o co chodzi z tym całym "copyleft" (oraz to, że ogólnie - idea copyleft opiera się na prawie autorskim), obok tego oczywiście widać też nurt krytycznie nastawiony do - ogólnie rzecz ujmując - praw własności intelektualnej, negujący całkowicie zasadność prawnego wspierania dla takich konstrukcji społecznych. To jednak, że Pan profesor się myli, nie oznacza, że nie ma w tym jakiegoś ziarna prawdy. Niestety. Ja również dołożyłem swoją cegiełkę do powstania CC w Polsce, współorganizując konferencję, na którą przybył prof. Lessig i po której oddział polski został formalnie ustanowiony. Nie brałem w tym może tak czynnego udziału jak chociażby Piotrek Wasilewski, który pierwszy tłumaczył licencje i w ogóle bardzo się w to angażował, ale i tak było to dla mnie coś bardzo pociągającego i ciekawego. Z czasem jednak entuzjazm opadał, aż prawie opadł całkowicie i nie tylko dlatego (a wręcz zupełnie nie dlatego), że idea ta chyba nie ma szans dalszego rozwoju – po prostu ludzie generalnie chcą zarabiać, a nie dzielić się z innymi. Na szczęście. Z tego powodu, swego czasu, krytykowałem polskie CC, za różne odchylenia w lewo, za różnorakie pomysły mniej lub bardziej powiązane z tym środowiskiem, które ciągną prawo autorskie w stronę jakichś socjalistycznych utopii itd. Były jeszcze i inne dyskusje, ale niestety wszystkie one jakoś nie specjalnie ruszyły z miejsca (biję się w pierś, że także i z mojej winy, bo prezentowałem tam bardziej emocjonalny freestyle niż merytoryczną argumentację). No cóż, może ruszy teraz. Z jednym tylko wówczas nie trafiłem, gdyż pisałem, że ideą Lessiga z pewnością nie jest rugowanie prawa autorskiego, tylko poszerzanie wyjątków, kreowanie nowych idei, poszerzanie tak naprawdę wolności - wolności w prawie autorskim, a zwłaszcza wolności w sieci itd. Dziś także i tu zmieniłem (zmieniam?) zdanie i wcale nie dlatego, że commonistów łatwo zrównywać do komunistów w warstwie językowej. Otóż, na całym świecie się o tym dyskutuje, tylko nie u nas. Oczywiście jest krytyka CC, co prezentuje nawet wspominany kilkakrotnie VaGla, ale mi chodzi o podejście nie tyle prawnicze, co właśnie ekonomiczne, czy wręcz ideologiczne. Nie trzeba długo szukać w sieci, by natrafić choćby na taki artykuł jak Tragedy and Farce: An Analysis of the Book FREE CULTURE autorstwa Thomasa D. Sydnora. Przepraszam wszystkich, którzy nie znają angielskiego za brak tłumaczenia, ale nie bardzo mam czas, żeby się na tym skupić. Tak czy inaczej, Pan Syndor pisze m.in., że:
Mało tego, jedna z tez cytowanego na początku prof. Kuźniak, współgra też z innymi, dostępnymi również w sieci opracowaniami. Przykładowo, ostatnio całkiem przypadkowo natrafiłem na indyjski blog Spicy IP, opisujący różne zagadnienia związane z prawem własności intelektualnej. Jeden z postów (Kerala Leftists for Copyleft…! podaje informacje o eksperymencie w jednym z regionów Indii, gdzie nakazano wprowadzenie komputerów z Linuxem, a zakazano używania oprogramowania innych producentów, przede wszystkim wroga ludu – Microsoftu. W tymże tekście pojawiają się m.in. odesłania do takich prac, jak "Cyber-Marx, Cycles and Circuits of Struggle in High-Technology Capitalism" (Urbana, Ill.: University of Illinois Press, 1999) autorstwa Nicka Dyer-Witheforda (dostępne tutaj oraz "Copyleft v. Copyright: A Marxist Critique" autorstwa Johana Söderberga, gdzie podaje on, że
Dlaczego u nas w ogóle tego typu dyskusji się nie prowadzi? Tak jakby te kwestie nie były ze sobą w ogóle powiązane i nie miały na siebie wpływy (dla tych co chcą jeszcze więcej, także w zakresie np. argumentowania, że podział na lewo i prawo w prawie własności intelektualnej jest niepotrzebny – można jeszcze poczytać Info-communism? Ownership and freedom in the digital economy Miltona Muellera)
O Autorze: absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ, rozpoczął studia doktoranckie na Wydziale Prawa i Administracji UJ w Krakowie. Otrzymał m.in. Nagrodę Prezesa Urzędu Patentowego RP za najlepszą pracę studencką w 2005r.; Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Konkursie ogłoszonym przez Prezesa Urzędu Patentowego RP na najlepszą pracę magisterską w 2006r. Aplikant radcowski. Prowadzi stronę poświęconą prawu własności intelektualnej |
Ochrona praw autorskich, to nonsens.
Twórca musi sam sobie radzić.
Nikt go to tworzenia nie zmusza.
Jakby tę ochronę rozszerzyć, to stanie się ona jedyną działalnością człowieka.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Popieram
Twórca może też tworzyć "do szuflady". I zamykać ją na klucz, by nikt nie skopiował.
Nonsens?
Zatem jeśli ktoś ukradnie Pański samochód, nie powinien oczekiwać pomocy od policji?
Nie to napisałem.
Policja opłacana z podatków - wystarczy, aby strzegła z urzędu własności.
Nie chcę płacić podatków na policję, która ściaga domniemane (obiecywana sobie przez kogokolwiek) zyski. Także z pożyczania pieniędzy.
Handel "prawem do pierwszeństwa", czy "wyłączności" jest z gruntu nieuczciwy, bo blokuje rozwój.
Cwaniacy oddali "na starcie" odkrycia naukowe - niepodlegają patentowaniu, bo sami zostaliby zablokowani.
Nie jest rzadkością dokonanie wynalazku niezaleznie od własciciela patentu.
Właścicielem wynalazku jest nie twórca, lecz ten, kto zgłasza i opłaca prawo do wyłaaczności. Opłaca za tanio - wobec kosztów ochrony, co powoduje, że państwowa policja ściga prywatne zobowiazania i podatnik ponosi koszty.
Uczciwie byłoby, ze kto wymyśla nowy sposób na stawianie babek z piasku sam ponosi koszty ochrony.
Ale ostateczne zdanie w tej sprawie winien miec płatnik podatku. Suweren w stanowieniu prawa.
Dlaczego prawa podatkowego nie ma stanowić?
Może referendum?
Dlaczego cała ludzkość nie ma mi płacić jednego grosza, za każdorazowe użycie słowa "tak" i "nie"? Jeśli zgłoszę to w UP, czy ZAIXie?
Ile słów podlega "prawu do ochrony dóbr niematerialnych"?
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Znowu o podatkach?
Czy dopuszcza Pan możliwość dobrze wydanych pieniędzy z podatków? Jeśli twórca nie ma pieniędzy na opatentowanie, to... zostaje na lodzie. Bo firmy mają swoich niuchaczy do wynajdywania geniuszy, którzy albo zapomną, albo nie mają jak opatentować. A oni tak. Gdy skonstruowali w swoim mieszkaniu, opóźnia się ujawnienie wynalazku. A jak to starszy człowiek, może tajemnice zabrać do grobu. Prawo własności musi być święte. Cierpią głód i biedę, bo wynalazek nie może nic im przynieść lub boją się ujawnić, bądź zbierają pieniądze ziarnko do ziarnka, by zaklepać sobie to co prawo naturalne gwarantuje. A ludzkość nie dostaje... To obrzydliwe. Ochrona praw wynalazców to doskonały sposób na wydawanie szmalcu z podatków.
Podatki
Oczywiście - np. budowa bomby jądrowej.
--------------
Prawica RP (partia polityczna)
Anarchia
Czy aby to nie anarchia? Poszanowanie własności prywatnej jest podstawowym paradygmatem prawicy. Ochrona dóbr niematerialnych powinna być stosowana tak jak ochrona dóbr materialnych, chyba że właściciel praw pozwoli na korzystanie nieodpłatne. Np. napisanie artykułu (wytworzenie dobra) wymaga talentu, odpowiedniego wykształcenia, samokształcenia, wiele pracy w przygotowaniu materiałów - czyli kosztów z tym związanych. Rozumiem, że również nie ma nic Pan przeciwko temu, by ktoś Panu odbierał pańską wypłatę, odebrał samochód, mieszkanie z wyposażeniem, żonę etc.
Różnica między oprogramowaniem open source-owym wytworzonym przez pasjonatów a oprogramowaniem wytworzonym przez profesjonalne firmy jest taka jak między ochotniczą strażą pożarną a zawodową strażą pożarną, choć ruch open source jest pożyteczny.
Nie , to nie anarchia.
Dlaczego ochrona "dóbr niematerialnych" ma byc stosowana, jak dla dóbr materialnych.
"Dobrami niematerialnymi" nazwano coś, co nie jest wcale dobrem - tylko nieco odmiennym od dobra materialnego.
Jest źródłem dochodu.
Sformułowanie "dobra niematerialne" jest terminem bardzo wygodnym dla prawników i posiadaczy - samoistnie sobie przyznanego - prawa - "do wyłaczności".
Nie ma w tym interesu ani większość, ani "ludzkość", ani płatnicy podatku.
Cwana mniejszość "wyrolowała" większość.
Jeśli ktoś pisząc artykuł uważa, że ma prawo do wymuszania haraczu od współobywateli za tę "niematerialną wartość" to powinien założyć mafię strzegącą tego prawa - I PONIEŚĆ KOSZTY UTRZYMANIA TEJ MAFII.
Chyba, ze zyski na to nie pozwolą.
Dyskutujemy, czy ochrona zdrowia człowieka winna być finansowana z podatków i dość powszechnym jest przekonanie, że nie.
A ochrona prawa zarabiania na czymść - wykupionego bardzo tanim kosztem? W dodatku prawa zarabiania niewspółmiernir dużo w stosunku do "składki" - to jest uczciwe?
Przecież podatnikowi to "NIE SŁUŻY".
Został oszukany.
Wbito mu to do obyczaju i potwierdzono prawem.
Podobnie, jak ochronę zysków z lichwy.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Uważa Pan, że napisanie piosenki lub programu komputerowego
na sprzedaż to wieczorna herbata? Ciężka praca i ponoszenie wielu kosztów. A piraci i ich klienci grają na nosie. To taka sama własność i/lub działalność gospodarcza jak inne. Kiedyś chyba pisał Pan, że jest nauczycielem akademickim? Pan napisze książkę, ja będę kopiował i udostępniał i sprzedawał, a nawet podpiszę swoim nazwiskiem. Wtedy pogadamy.
Hmmm...
Widzi Pan...
Dlatego książkę napisałem, ale jej ne wydaję. Wykładam zgodnie z jej programem. Studentom mówie wprost, że nie wydam, bo oni ją skserują, a ja nic z tego nie bedę miał.
(Uśmiechają się, ja też - ale nie wydaję)
Za wykład - skromnie, ale politechnika płaci.(z koniem kopał się nie będę)
Ale wbrew temu, co Pan pisze - optuję za radykalną redukcją prawa autorskiego.
Takie "prawo buszu" (wyłącznie zasady przyzwoitosci) obowiazywało do dwudziestego wieku i wcale nie powstrzymało to ani naukowców, ani artystów od twórczości.
Największe skoki kulturowe miały miejsce właśnie w tym czasie. (kopiowanie fragmentów utworów muzycznych było zjawiskiem niemalże powszechnym) - ale muzyki (która przeszła do historii kultury), w tamtym czasie powstało chyba najwięcej. Wbrew skromnosci środków.
Potrzeba tworzenia i rozpowszechniania czegoś nowego i odkrywczego jest potrzebą silniejszą od nadziei zysku z twórczości. Twórca tworzy, bo musi. (twórca naprawdę odkrywczy). Nie sądzi Pan chyba, że głuchy i stary Beethoven tworzył dla zysku? Mozart też się specjalnie nie dorobił... ani Maria Curie, Einstein... etc...
Ochrony odkryć zaniechano.(!!!???)
Zrezygnowano także z kontroli ilosci pieniądza. (sic!)(*)
Kończy sie stulecie miernot, głośnych jedynie dzięki "zaiksom" i "prawom autorskim".
Nauka i wiedza przestaje być wiedzą tajemną, a staje sie dorobkiem wspólnym ludzkosci.
Czy udział w tworzeniu cywilizacji: Madonny, czy Ich Trojga jest proporcjonalny do ich dochodów?
Cóż...
Twórca jest zazdrosny, ale głównie o sławę. I prawo autorskie powinno (i tak bedzie zapewne w przyszłości) chronić jedynie nazwisko.
A dochody?... zyski z dzieła?...
Przecież nierzadko twórca zbiera ułamek dochodów, jakie czerpią z jego dzieła inni. ("ochroniarze", inwestorzy(!!!)...)
Oni też mają główny interes w utrudnianiu dostępu publiki do istoty dzieła.(także ich "psy" - prawnicy)
W nauce i technice na nowościach zarabiają tak naprawdę bankierzy, a nie twórcy.
Co Bill Gates stworzył sam? OSOBIŚCIE???
Na czym zarobił? Na obiektywnej wartości swych myśli?
Czy na uniedostępnianiu - (udostepnianiu za opłata) - DZIĘKI istnieniu "prawa autorskiego"?
Tę samą myśl, (i kolejne - o coraz wątpliwszej okrywczości-(własnej))- sprzedaje dzięki temu - miliony razy.
I wcale nie chodzi mi o jakąś "społeczną niesprawiedliwość".
Chodzi mi o to, że, paradoksalnie, coraz większy udział technologii komputerowej, za której autora wypada go przyjąć - jest wykorzystywana do sprawdzania legalnosci wykorzystywanie jego wynalazku.
Ba!
Służy do sprawdzania wszystkiego. Bo "naśladowcy" "poszli za ciosem".
Spirala - "ograniczać wolność człowieka w zakresie wszystkiego, co mozna skontrolować"(*sic!) jest główną politycną "ideą" wspóczesności. (No i jeszcze: "każdemu umożliwić trochę spradzania innych" - wciągnąć go do "interesu")
Naiwniakom (takim jak Pan - bez urazy) wmawia się, że to w Waszym interesie. I tak powstaje "demokratyczno hierarchiczne" (demokratyczne z pozoru) - samopilnujace się społeczeństwo.
Może i tak, może to w Waszym interesie - ale WY się (proporcjonalnie do nich) nie bogacicie - A ONI?...
(Oni liczą na Wasze poczucie przyzwoitosci i płytkość przemyśleń. Proszę się nieco wysilić-:))
Czy cywilizacja na tej "ochronie informacji" zyskuje?
Czy ci, których prawa (pożal się Boże) autorskie - są chronione - ubogacają, wzmacniają, cywilizacje? Czy jedynie mącą wodę?
JAK PAN SĄDZI???
(Może jako bliższy zysku niż Pan - powinienem być lojalny wobec cwaniaków?...(doić frajerów?) może... )
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Tak, nieraz zastanawiam się jak ludzie mogli egzystować
przed II wojną światową...
Czytałem kiedyś wywiad z bardzo znanym kompozytorem. Powiedział, że koszt jaki ponosi zespół (wynajęcie studia, nagrywanie, nakręcenie dwóch teledysków, sprzęt, promocja i wiele innych) oscyluje w granicach 100.000 złotych. Od każdej płyty dostają... 2 złote. Niezależnie czy solista, czy grupa. Zatem łatwo policzyć ile trzeba by wyjść na zero. Dawno nie kupowałem płyt, to nie pamiętam ile kosztuje typowa polska. Ale jeśli 37 złotych, aż ciężko uwierzyć ile dostaną ci ludzie na okładce. Lwia część to oczywiście podatek. Owy bardzo znany kompozytor rzekł iż piractwo było śmiercią artystyczną dla wielu talentów. A jakie długi... Postawili na jedną kartę, zastawili lub sprzedali domy. Wtedy 50.000 płyt krążków było warunkiem złotej płyty. Dzisiaj wynosi chyba 15.000. Wysoka frekwencja na meczach II ligi. To bardzo nie w porządku. Koszty jakie ponosi pirat... Fundamentem kapitalizmu jest prawo własności. Jeśli utwór się Panu nie podoba, proszę nie kupować. Jeśli innym, pójdą z torbami z własnej winy. O gustach się nie dyskutuje. Choć zgodzić się muszę iż radia nie da się słuchać.
Za czasów wszelkiego rodzaju twórców przed XX wiekiem nie istniały lub raczkowały prawne uregulowania. A przede wszystkim technika, która umożliwiałaby masową, a zarazem tanią kradzież własności intelektualnej, prócz druku. Na pewien sposób, prawa utorskie szanował nawet PRL (ustawa z 10 lipca 1952). Głuchy Beethoven zapewne komponował, bo nie mógłby wytrzymać bezczynności. Czasem zastanawiam się jakie piekło przeżywa chirurg, któremu z wiekiem zaczynają drżeć ręce...
Wspominał Pan o wykładach na politechnice. Zatem ma Pan większe szanse na dokonanie jakiegoś odkrycia niż np. filolog. Mniejsza o zysk. Pan się natrudził, poświęcił czas, fundusze, zdrowie, może reputację i... laury lub przynajmniej jakieś miejsce w literaturze zbiera cwaniaczek, który zaglądał Panu przez ramię. A Pan musi odejść z podkulonym ogonem. Sprawiedliwe? To absolutne prawo twórcy lub odkrywcy otrzymać wszystko co należne za sukces swoich prac. Prawo do tego, że gdzieś jakieś wydawnictwo naukowe napisze: "Profesor Jan Nowak, odkrył zjawisko..., opracował lekarstwo..."
Oczywiście, nie można chronić prawem autorskim tematów prac badawczych, teorii i fakty naukowych. Strasznie by to wszystko ograniczało. Jeden wpadnie, drugi zrealizuje. Ale należy się zaklepanie, że ten o to jako pierwszy pomyślał! A prawa autorskie do oryginalnej pracy, wynalazku itd.
Nie jest niczym niezwykłym wynalazca, który nie ma głowy do interesów. Musi twardo negocjować. A wielkim ułatwieniem dla niego i ludzkości byłyby łatwe i bezpłatne procedury patentowe.
Co cywilizacja zyskuje na prawach autorskich? Nie ukrywam, że dla szarego zjadacza chleba to nawet nie kwalifikuje się jako przestępstwo. Ale złodziejstwo jest złodziejstwem. Kapitalizm. Najlepsza droga do dobrobytu. Może gdyby ktoś napadł na mój dom i rozdał co cenniejsze łupy biednym, jakiś ułamek społeczeństwa zyskałby. A mnie, za przeproszeniem, kij w oko. Jestem tylko nędzną jednostką.
Mimo, ze Pan napisał dużo, nie przemyślał Pan głęboko tego,
co napisałem.
Pańska analiza jest powierzchowna.
Jeśli za podstawę przyjąć twórczość spontaniczną, lub w wyniku umowy o dzieło, to piraci nam (twórcom) nie grożą.
Nie dopuszcza Pan myśli, że wynalazek powstanie w głowach niezależnych? To dość powszechne.
Okres "utajnienia" faktu ochrony trwa 9miesięcy. Z przyczyn proceduralnych.
Dlaczego winą za porażkę tych, "którym się nie udało" obarcza pan piratów, a nie słabość (drogość) "ochroniarzy"?
Przecież gdyby byli tańsi, to "przebiliby się" wszyscy wartościowi.
Czy się mylę?
Dlaczego chcąc słuchać jednego utworu, muszę zapłacić za całą płytę chłamu?
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Jest problem, gdy dwóch lub więcej niezależnych
osób lub instytucji pracowało nad tym samym odkryciem. Pozostaje, kto pierwszy ten lepszy do urzędu patentowego lub notariusza. Lepsze laury dla jednego niż żadnych. Jeśli zrobią to mniej więcej w tym samym czasie, można się zgodzić iż to niezależne odkrycie. A z mniejszą kwotą w portfelu, są na straconej pozycji. Na co idą moje podatki? Żądam, aby wynalazców traktowano jak trzeba.
Domyślam się, że te 9 miesięcy to czas na sprawdzenie, czy to na pewno nowość. To musi trwać. Ale niestety, wynalazcy są dosłownie kociętami, na które dybią wściekłe kundle. Trzeba ich chronić przed kradzieżą.
Jeśli Pańska fabryka musiała ogłosić upadłość z powodu pożaru, nie obarczy winą podpalacza???
Oryginalne nośniki nie mogą być już bardziej tanie.
A czemu, żeby obejrzeć Luwr muszę kupować bilet do Paryża? Muzeum powinno mi zwrócić? Są sposoby. Choćby legalne mp3. Bo chyba książki lub filmu nie kupuje Pan dla pojedynczych stron lub klatek?
Omija Pan istotę sprawy.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Zatem jaka jest Pańska wizja praw autorskich i patentów?
Bo prawdopodobnie nie ich całkowite zniesienie?
Wizja przyszłościowa, to ochrona identyfikacji twórcy.
wyłącznie.
Potencjalne zyski, to już nie twórczość, lecz bankierskie rzemiosło. Niech martwią się bankierzy w co inwestować.
Natomiast "scieżka dojścia"?
Moim zdanem powolna liberalizacja prawa autorskiego (do potencjalnych zysków).
Muzykowi za koncert płaci słuchacz koncertu.
Nie opłaca się?
Można założyć bank. I zająć się drukowaniem pieniędzy.
Jeśli potrzebuja nadzwyczajnych zysków, niech poniosą koszty pełnej ochrony - BEZ ANGAZOWANIA DO TEGO APARATU PAŃSTWA.
INACZEJ PAŃSTWO ROZROSNIE SIĘ DO NIEBOTYCZNYCH ROZMIARÓW.
A z apetytu aż się oblizuje.
Kontoolować wszystko za pieniądze podatnika. To jest biznes.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Twórca poprzez legalną sprzedaż licencji na swój produkt
płaci przy okazji podatki. Zatem za ochronę swoich praw jak i innych osób. Kto się wysilił na twórczość ma i prawne i moralne prawo uważać utwór za swoją własność. Jeśli ma Pan taką fantazję może użyczyć swojego mieszkania za friko. A przecież normalnie pobiera się czynsz.
Pan naprawdę nie widzi róznicy między myślą i rowerem?
To może pojeźdździ Pan do pracy w myslach?
Na pomyśle na "idealny pojazd"?
Czy bez materialnej realizacji się nie da?
Co Pan tu o moralnosci?
Które przykazanie?
"Nie kradnij" odnosiło sie do rzeczy.
Nawet Bóg nie wymyslił "urzędu patentowego".
A co z odkryciami naukowymi????
Śmiało.
Wolno mieć wyłączność?
Ilustracja:TUTAJ
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Bóg powiedział "nie kradnij"
Miał wszystko co można zwędzić wymienić od myślnika?
Pomysłów jak choćby lewitujący samochód opatentować nie można. Ale silnik antygrawitacyjny tak. To znaczy nie jego ideę, tylko skonstruowanie. Spokojnie. Za podśpiewywanie swojej ulubionej piosenki, nie musi Pan płacić. Ale za udostępnianie oryginału z poza rodziny i kręgu znajomych lub w miejscu publicznym tak.
„Happy Birthday to You” nie wolno śpiewać publicznie
Mimo że słowa piosenki zostały opublikowane już w 1935 roku, a ich autorka zmarła w 1946.
Wolno będzie od 2030 roku, chyba że czas obowiązywania copyrightu zostanie kolejny raz wydłużony.
I co ma z teego wynikać?
Jest wiele sposobów na ulokowanie własnej pracy i wysiłku.
Z żadnego z nich nie wynika określony - GWARANTOWANY PAŃSTWOWYM PRAWEM - DOCHÓD.
Pańsatwo gwarantuje własnośc rzeczy i wystarczy.
Dotrzymywanie umów, to nadmierne obciążenie zadań policji (państwowej). Zyskują na tym jedynie lichwiarze. Mniejszość.
Dlaczego większość ma ponosić koszty nie swoich zysków?
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
re
Pisanie artykułu daję jako przykład. Wytworzenie np artykułu, piosenki jest podobnym procesem jak wytworzenie samochodu. Wcale nie musi Pan czytać określonego autora, słuchać jakiejś tam piosenki. Opłata jest formą nagrody-uznania za wykonaną pracę (oczywiście dla autora a nie na utrzymanie np. Zaiksu). Używanie ‘pirackiego’ programu komputerowego, który wykorzystuje się do pracy zarobkowej to na pewno nie jest porządku. Przecież np. kupuje się papier na którym program tworzy wydruki, kupuje się komputer na którym program pracuje. Jeżeli Pana na dobry program komputerowy nie stać, to go Pan nie kupuje – np. kupi pan VW Golfa a nie Maybacha, jeżeli Maybacha Pan ukradnie istnieje duże prawdopodobieństwo że poniesie Pan karę i niech wtedy Pan poda wyjaśnienie takie jak powyżej.
Problemem jest odpowiednie skonstruowanie prawa i jego egzekwowanie.
Najpierw należy zdefiniować co to jest państwo i jaką role ma spełniać.
Czy państwo to rodzina rodzin - wtedy jest regulatorem działania obywateli i ochrania ich wolność (wolność jednego obywatela kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego) i instytucje powoływane do ochrony przez obywateli.
Czy państwo to narzucone jarzmo w celu kontroli i wymuszania oczekiwanego zachowania obywateli.
Oczywiście, że można rozbudowywać
państwo i mnozyć jego funkcje.
Urzędnicy bardzo tego pragną.
Pragną także zwiększonej masy podatku.
Więc to nie ich, ani nie kolejnych w "łańcuchu pokarmowym" - prawników nalezy pytać o opinię.
Problemem jest, czy własność rzeczy skutkuje "oczywistościa" własności niematerialnych - jako pojęcia.
Własnośc myśli, pomysłu? (melodii, aranżacji...)
...sposobu stawiania babek z piasku...???
Każdy, kto zamierza ograniczyć innym korzystanie z czegokolwiek musi sam ponosić koszty tego ograniczenia.
A zbiorowość? WIĘKSZOŚC?
Chyba wówczas, kiedy uzna to za korzystne dla niej (zbiorowości).
Nie jest to przedmiotem ani żadnej zasady prawnej, ani tym bardziej - realizacją żadnego z praw podstawowych.
Jeszcze nei wszyscy sa wynalazcami, czy artystycznymi geniuszami, a już system "pęka w szwach" ekonomicznych.
(już udział w cenie - "artysty", czy wynalacy jest mniejszy, niż "ochrony", a twórca wynalazku nie jest na ogół jego właścicielem) - a to jeszcze za mało - i włącza się podatnika, aby sfinansowac ochronę.
Czy to jest racjonalne?
Czy większość to popiera?
Sądzę, że nie.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Nomadzi
Jedną z przyczyn dla których powstał chiński mur były cykliczne napady hord pustynnych nomadów na chińskich rolników mieszkających na pograniczu i grabież plonów. Plony te były nomadom niezbędne do przeżycia na pustyni. Czy też Pan uważa, że pustynni nomadzi mieli prawo do zbiorów chińskich rolników?
Pana poglądy to Infoanarchizm
za Wikipedią:
Infoanarchizm - zbiorczy termin używany przez różne grupy ludzi, którzy sprzeciwiają się różnym formom tzw. własności intelektualnej, włączając copyright i patenty. Termin został ukuty w czasopiśmie Time w artykule o Ianie Clarke'u (znanym jako oryginalny projektant i główny twórca Freenetu) pt. "The Infoanarchist" w lipcu 2000 roku.
Do tego aby nie tracić na kradzieży czegokolwiek, należy dane
dobro ubezpieczyć, i już!!!:-)
Anna
Ma pan zdrowe poglądy w tej
Ma pan zdrowe poglądy w tej kwestii.
Trzeba mieć umiar
Ochrona praw autorskich przez kilkadziesiąt lat po śmierci autora jest szkodliwa, a autorowi na pewno nie służy.
Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi czasem uzurpują sobie prawo do czerpania korzyści majątkowej z odtwarzania utworów wbrew woli autorów tych utworów (o tym też tutaj).
Patenty też bywają używane do nieuczciwego zwalczania konkurencji.
Histeria antypiracka prowadzi do medialnych linczów i ciągania po sądach niewinnych ludzi.
A jak mu służy?... to moze ograniczać cudzą wolność?
Naśladowanie nie ogranicza wolności twórcy, lecz jego pożądany zysk.
To należałoby chronic nadzieje na zyski z giełdy.
Spadek notowań "nie służy" graczom.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Otóż to!
Otóż to!
Kultura Europejska rozwijała się
do lat 20 XX w. potem zaczęła się zwijać, ponieważ weszła Konwencja Berneńska o ochronie praw autorskich. Wcześniej jej nie było...
Czy Pan wie, że muzyka do Roty jest własnością Skarbu Państwa, mimo, że jej Twórca podarował ją ZANIM JESZCZE istniała ustawa o ochronie praw autorskich?
Kiedyś załatwiałem w ZAiKS-ie opłaty za wykorzystanie praw autorskich do utworów Powstania Warszawskiego, mimo, że Twórcy już dawno nie żyli i przynajmniej w 4 przypadkach na 7 wiedziałem, że nie mieli nigdy nic wspólnego z ZAiKS-em, ale taki był wymóg właściciela nagrań - Polskich Nagrań. Kiedy do ankiety wpisałem że autorem muzyki do jednego utworu jest jakiś ruski kompozytor marsza wojskowego, to urzędniczka spytała mnie, czy autor piosenki uzgodnił z autorem muzyki prawo wykorzystania utworu... Powiedziałem: - wojna była, siedział sobie w jakiejś piwnicy pod ostrzałem, podeszła mu muzyka, to napisał słowa... A ona: - I co z tego, ze była wojna, mógł choć do autora zadzwonić... Wtedy mnie zamurowało! W sukurs przyszła mi druga urzędniczka i zwróciła się do pierwszej, że w czasie wojny nie mógł, bo nie było telefonów, a tamta, która mnie nagabywała była mocno zdziwiona... Więc kazała mi wpisać: muzyka tradycyjna... Następnego dnia zadzwoniłem do ZAiKS-u i zrezygnowałem z tego utworu...
Zdaje mi się, że autor artykułu jest z gatunku tych "PI", którzy w ramach nadgorliwości zrobią wszystko, aby uprzykrzyć życie obywatelowi, co też pokazuje regres prawa, a nie jego postęp.
Acha i jeszcze jedno!
W krajach arabskich NIE MA PRAW AUTORSKICH. Ze strony internetowej MAZIKA.COM można po zalogowaniu ściągnąć gratis KAŻDY UTWÓR!
Teraz nie dziwota, dlaczego w knajpach nie tylko arabskich można sobie posłuchać tej muzyki, a za muzyką idzie kultura.
Ciekaw jestem jakby Mozart zaczął żądać od cesarza tantiem od każdego wykonanego utworu... a Rubens od każdego pokazanego obrazu... No właśnie, jeszcze malarze nie żądają tantiem od czasu wystawianych obrazów, ani opłat od kopistów! Przecież każdy szanujący się monarcha wyrzuciłby ich na zbitą mordę!
A i jeszcze jedno! Ze strony Pana Stanisława Michalkiewicza można ściągnąć gratis KAŻDY tekst, a mimo to, "artysta" nie zdycha z głodu...
Prawo Autorskie chroni miernoty i ich dzieci... Czy chcemy, aby kultura osiągała szczyty, czy, jak to robi obecnie staczała się na dno rynsztoka?
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów
Cóż poziom rozwoju krajów
Cóż poziom rozwoju krajów zachodnich i arabskich pozwala wysnuć przeciwne wnioski.
A monarcha nie wyrzuciłby ich na zbity pysk, tylko przyznał monopol na twórczość;) Tylko, że jego by nie dotyczył:)
Skoro ze strony Michalkiewicza można cyt. "bezpłatnie sciągnąć każdy tekst" to chcę tylko zauważyć, że:
a)nie bardzo
b)ze strony Zaiks-u również Pan może.
Inną kwestią jest oczywiście stopień rozbudowania prawa autorskiego do gracnic, albo trochę za nimi pojmowania ludzkiego rozumu.
to nie tak
no cóż, chyba nie przeczytał Pan tego artykułu. wprawdzie nie wiem co oznacza skrót "PI", ale połączenie z nadgorliwością i uprzykrzaniem życia obywatelom nakazuje mi przyjąć jak najgorsze myśli co do jego rozwinięcia.
tak czy inaczej: 1.nie wychwalam obecnie istneijących praw autorskich (jeśli się Pan wczyta np. w posty na forum CC to opowiadam się za m.in. skróceniem okresu ochrony, za rozszerzeniem dotychczasowego dozolonego użytku, etc.), 2.nie neguję w sposób absolutny idei CC. jak podkreślam, sam się przyczyniłem jakoś do jej powstania w Polsce. chodzi mi jednak o wskazanie pewnych niebezpiecznych ruchów po stronie zwolenników open source i/lub niebezpiecznych podstaw, które z permedytacją lub bezwiednie są wykorzystywane przez "commonistów", po 3.prócz samych praw autorskich chodziło mi też o pokazanie, że wadliwe podstawy filozoficzne, ideologiczne itd., prowadzą do nienajlepszych wniosków, powiązanych mniej lub bardziej z tematem praw autorskich. stąd np. krytyka Lessiga, inicjatora CC, który - jak się wydaje - uważa, że najlepszym wyrazem wolności będzie .... nacjnalizacja i szczególna państwowa ochrona Internetu. to już jest naprawdę niebezpieczne, a wywodzi się z jednego źródła. po 4. wreszcie, chodziło mi oczywiście o wywołanie dyskucji. mam nadzieję, że jeszcze będzie.
http://ip.pacek.name
Rozwiązania w tej
Rozwiązania w tej dziedzinie trzeba kopiować z USA - kraju stojącego najwyżej jeśli chodzi o technologię, przemysł rozrywkowy itp. Nic mądrzejszego raczej nie wymyślimy.
Oprogramowanie open source i CC to faktycznie taki kapitalistyczne przyczółki wyznawców lewicowych ideologii ale na szczęście są kompletnie niegroźne, a nawet stymulujące do obniżania cen i walki na jakość między konkurentami na rynku. Podobnie przykład Wikipedii, która ogólnie rzecz biorąc jest o niebo lepsza niż taka np. encyklopedia PWN pokazuje, że nie ma się czego bać. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem ten tekst ale wydaje mi się, że nie podoba się Panu, że coś oferowane jest za darmo. Proponuję korzystać, zamiast zastanawiać się czy aby ograniczy to zyski jakichś firm. Wartym zauważenia jest to, że np. Prawica.net "chodzi" właśnie na takiej zasadzie.
Nie należy kopiować z USA
USA z patentami, prawami autorskimi, DMCA itp. zaszło za daleko w stronę zakazów pod hasłem ochrony własności intelektualnej.
USA rozwinęło się wtedy, kiedy te regulacje były o wiele skromniejsze, a teraz jest coraz więcej głosów o tym, że przeszkadzają w rozwoju. Tylko trudno się z tego wycofać. Mam nadzieję, że Europa zostanie uchroniona przed tym szaleństwem, choć bitwy są trudne, bo lobby Microsoftu jest wpływowe.
To raczej problem nadmiaru
To raczej problem nadmiaru prawników i wynikających z tego manii sądzenia się o pierdoły niż złego prawa. Wiele poprawiłyby wysokie kaucje za rozpoczęcie sprawy. W każdym razie warto obserwować co się tam dzieje.