Złe z miasta idzie...
"Kiedy się wszystko teraz na wsi tak radośnie zieleni, dziwno mi, że niektórym ludziom przyjemnie w zadymionym mieście". Tako rzecze Euzebiusz w pierwszych linijkach "Zbożnej biesiady" Erazma z Rotterdamu.
Problem z miastem nie polega jednakże tylko na tym, że jest "zadymione", zresztą obecnie jest jeszcze zakorkowane i przeludnione na skalę apokaliptyczną, która dla Erazma była nie do pomyślenia. Istota problemu tkwi w tym, że wielkie miasta są po prostu intelektualnie chore. Miasto to nic innego niż – jako napisał Nicolas Gómez Davila – "świat po katastrofie demograficznej", to miejsce, gdzie na niewielkiej przestrzeni skupiło się zbyt dużo ludzi.
Zjawisko nadmiernego skupienia prowadzi do psychicznych i intelektualnych aberracji, które możemy obserwować spoglądając na intelektualne nurty, które rodzą się w mieście. Jeśli spojrzymy sobie na wszystkie wielkie i niszczycielskie ideologie nowożytności, to ich cechą charakterystyczną jest to, że są one produktem miejskim.
Można oczywiście wskazać, że ideologie powstają w miastach, gdyż tu są książki i biblioteki i taki Karol Marks nie napisałby swoich dzieł bez pobliskiej biblioteki British Museum. Czasami intelektualista wyjeżdża na wieś, aby napisać książkę, ale sam jej pomysł zawsze powstał w mieście.
Byłbym jak najdalszy od poglądu, że zjawisko to wynika z faktu, że my, wieśniacy jesteśmy ludźmi "niepiśmiennymi" i tym różnimy się od miastowych, że oni to są "wykształciuchy" wymachujące pysznie kwitami pokończonych szkół. Wspomniany wcześniej Gómez Davila napisał w jednym ze swoich aforyzmów coś takiego: "Najkrótszą i najdokładniejszą definicję prawdziwej cywilizacji napotkałem u Travelyana: A leisured class with large and learned libraries in their country seats (Klasa próżniacza z jej wielkimi i uczonymi bibliotekami w wiejskich domach)".
Innymi słowy: wieś nie jest z natury niepiśmienna, lecz stała się taką. Stała się taką, gdyż nie mieszka na niej już a leisured class with large and learned libraries in their country seats. Dlaczego nie mieszka? Dlatego, że "klasa próżniacza" na wsi to szlachta (ziemiaństwo), którą wymordowano w ostatnich stuleciach w imię szczęścia zapowiadanego przez miejskie ideologie. Na zachodzie Europy szlachtę wymordowano w imię Wolności, Równości i Braterstwa na przełomie XVIII i XIX wieku; między Warszawą a Władywostokiem w pierwszej połowie XX wieku w imię – jakże miejskiej ideologii – "społeczeństwa bezklasowego".
Zauważmy, że wszystkie rewolucyjne ideologie nowożytne narodziły się w miastach. Stłoczeni w ciasnocie ludzie wykazywali liczne psychiczne bolączki, cierpieli na rozmaite kompleksy wynikłe ze stłoczenia ich na zbyt małym terytorium, a więc dali się tym ideologiom porwać. Doszedł do tego jeszcze mechanizm odkrytej w XIX wieku tzw. psychologii tłumu, w wyniku której "sfora ludzka" (piękne określenie Eliasa Canettiego) stadnie rzuciła się do mordowania innych ludzi z powodu ich pochodzenia klasowego, rasowego, narodowego i jakiegokolwiek innego. Miejskie sfory ludzkie rzucają się bowiem na "innego". Jedną z zasadniczych cech miasta jest radykalna homogeniczność: wszyscy są tacy sami; tak samo są ubrani, mają ten sam akcent, lubią te same rozrywki. Dlatego w mieście zawsze panowały rozmaite mody, czyli zmienności gustów w ramach ludzkiej sfory. "Inny" nie pasuje do kolektywu.
Cechą charakterystyczną miasta jest tłum, czyli zanik wszelkiej indywidualności. Wszyscy zjednoczeni, zuniformizowani, skolektywizowani, tacy sami. Cechą charakterystyczną masy jest jej identyczność. Zauważmy, że wszystkie miejskie ideologie mają charakter kolektywny i to co je różni, to tylko rozmiary uniformizacji. Najpierw był więc liberalizm, który głosił, że wszyscy ludzie z natury są równi i potencjalnie mogą być tacy sami; potem socjalizm, który ogłosił, że równość może być kompletna, a potem faszyzm i komunizm, które nie tylko były kolektywistyczne, ale wprost nawoływały do eksterminacji wszystkich tych, którzy nie pasowali do stadnego charakteru kolektywu narodowego czy klasowego.
Miasto z natury ma więc skłonności rewolucyjne. Ludzie miastowi nie umieją kontemplować piękna naturalnego porządku i harmonii, które wyszły z ręki Boga. Nie możemy zresztą się dziwić: jak kontemplować piękno i harmonię świata naturalnego, skoro był on im nieznany? Przecież miastowi widzieli tylko dym, stosy cegieł, konstrukcje z betonu – to nie jest Landschaft charakterystyczny dla człowieka. Jeden spacer po lesie więcej uczy o naturze świata, niż grube książki miejskich intelektualistów, którzy spędzili dziesięciolecia zamknięci w czterech betonowych ścianach.
Ludzie miastowi mieli jedną trafną obserwację: świat w którym żyją jest nienormalny, jest "niesprawiedliwy", panuje to "wyobcowanie" i jest niezgodny z "prawem natury". Dokładnie tak: wasz miejski świat jest właśnie taki! Nikt mi nie powie, że zamieszkiwanie bloku z wielkiej płyty jest normalne. Gdy wchodzę do mieszkania w bloku o powierzchni 40m2, także czuję się "wyobcowany", "wyalienowany" i "odczłowieczony". Wystarczy aby do takiego M3 weszło ze 7 osób i po pół godzinie panuje tu potworny zaduch, a temperatura staje się nie do zniesienia. Tak, życie w czymś takim jaskrawie zaprzecza "prawu natury" i wszystkim "prawom przyrodzonym" i "prawom człowieka i obywatela". Macie pełną rację co do diagnozy.
Ale nie macie – o wy, miastowi – racji co do lekarstwa. Przypominacie rybki zamknięte w małym akwarium, które już sobie nie umieją wyobrazić pływania po otwartej przestrzeni jeziora; które już nie rozumieją, nie wiedzą co to jest jezioro. Dlatego domagają się "reform" w akwarium, polegających na "sprawiedliwszym" podziale robaków, które wrzuca właściciel.
Tak jak te rybki akwariowe chcecie rewolucji takiej, aby życie w akwarium było sprawiedliwsze i bardziej egalitarne. Tym samym chcecie tylko reformy akwarium, aby było tu mniej "niesprawiedliwości", aby karpik nie dostawał więcej robaków niż welonki tylko dlatego, że jest większy. Dlatego wszystkie welonki stwierdzają, że "każda ryba jest równa" i w rewolucyjnym zrywie mordują karpika, gilotynując go; ewentualnie wywożą go na Syberię, jeśli welonki są czerwone. Jeśli welonki mają kolor brunatny, to ogłaszają karpika "Żydem" i wysyłają go do komory gazowej.
Miejskie ideologie mają więc na celu uporządkowanie nierzeczywistego świata, gdzie ludzie gnieżdżą się stadnie w dziuplach z betonu. Nie są ideą buntu wobec betonowego więzienia, a jedynie chcą tak wszystko ustawić, aby betonowa klatka była "sprawiedliwsza" i bardziej zjadalna. Ale, ponieważ jest to niemożliwe, to w sumie ograniczają się do eksterminacji tych, którzy w betonie nie mieszkają i mieszkać nie chcą – owej a leisured class with large and learned libraries in their country seats.
Inny problem to kwestia: jaką ci biedni miastowi ludzie mają alternatywę? Nowożytność wyzuła ich ze wszystkiego, wygnała z naturalnego dla człowieka świata wiejskiego, pozbawiła zapachu trawy, kwiatów i drzew. Miastowi znają tylko namiastkę tej autentycznej rzeczywistości w postaci majówki za miastem, parku z asfaltową ścieżką i kwiatka w doniczce. Miastowi są dumni, że nie są „wsiokami” i mieszkają w bloku. To duma pozorna, leczenie kompleksów. Każdy miastowy chciałby rzucić swoje betonowe więzienie i mieszkać na wsi. Jeśli któryś z miastowych czyta te słowa i twierdzi, że tak nie jest, to się myli – mieszkając w bloku od pokoleń po prostu już sobie nie umie wyobrazić świata w którym porankiem wychodzi się w szlafroku do ogrodu z filiżanką pachnącej kawy w ręku.
Ale fakt jest faktem – miastowi nie mają gdzie wrócić, gdyż nie mają korzeni. Są skazani na beton, korki i smród – oto "świat po katastrofie demograficznej". Przykro mi, ale nie mam dla Was ratunku: nie wiem jak przesiedlić Was na wieś, bo jest was za dużo. Ja rozumiem tego walniętego na głowę Pol-Pota, który wymordował całą miejską ludność Kambodży: on po prostu rozumiał, że miasto to choroba i zaaplikował swojemu krajowi lekarstwo zbrodnicze, jedyne jakie znał. A gdzie je poznał? W mieście – był wszak doktorem filozofii, na Sorbonie – a ta mieści się w ośmiomilionowym Paryżu...

Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl
inne teksty autora...
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 920



Obecnie mieszkam na
Obecnie mieszkam na peryferiach jednego z większych polskich miast. Wokół tereny rekreacyjne, resztki lasu, zalew, rzeka, ścieżki rowerowe itp. I chociaż jestem u siebie to dalej podświadomie ciągnie do bloku - taki porąbany sentyment:) Mieszkałem już w wielu różnych miejscach i typach budynków ale zawsze najlepiej mieszkało mi się właśnie tam (mam porównanie, nawet transgraniczne). Wiadomo - najchętniej osiedliłbym się w okolicach Żywca czy Zakopanego, mieszkał w 100 pokojowej willi a do roboty dojeżdżał Bentleyem prowadzonym przez szofera 10-pasmową autostradą:) Ale zejdźmy na ziemię - nie ma to jak wszystko jest pod nosem, w zimie ciepło, latem można gdzieś wyjechać - normalne w miarę wygodne życie, nie ma jak blok. Nie rozumiem co się porobiło p. Wielomskiemu, że tym z kolei razem napada na blokowiska i miejskie życie. Poza tym, gdyby każdy mieszkał sobie na wsi, to nasze środowisko wyglądałoby tak jak na Zachodzie (źle).
Jeśli chodzi o zbiorową żądzę krwi, to proszę przypomnieć sobie polskie kresy albo rabację galicyjską.
Z bloku do domku... ...by się chciało
Mieszkam w PRLowskim bloku (vivat komuna!), więc chyba się nie nadaje na konserwę, a na monarchistę to już z pewnością. Ale gdzie pomieszkuje dr Wielomski, że został polpotystą?
Tego nie rozumiem. 1) na Zachodzie chyba nie każdy mieszka na wsi, 2) co ma z tym wspólnego środowisko.
Poza tym, jak ktoś ma pieniądze to mieszka właśnie na peryferiach, gdzie powstają całe przedmieścia domków jednorodzinnych (czasem "więcejrodzinnych"). Taka wieś w mieście:)
Inna rzecz, że "planiści" nie umieją sensownie zaprojektować zagospodarowania, dróg dojazdowych, przestrzeni publicznej itp.
Już tłumaczę co miałem
Już tłumaczę co miałem na myśli. Chodziło mi o coś co na Zachodzie nazywają suburbiami ( http://en.wikipedia.org/wiki/Suburb ) - takie dzielnice sypialniane. Ciągnie się to kilometrami. Zamiast jakiegoś lasu wokół miasta, terenów rekreacyjnych i ogólnie w miarę nieskażonej przyrody (jak spotyka się to często w Polsce - np. Mazury), to jest to gęsta sieć rurociągów, autostrad itp. wynalazków cywilizacji. Oczywiście mało kto dojeżdża transportem miejskim. Większość ma własne samochody, które grzęznąc w korkach zatruwając życie w i tak już hałaśliwym i stresogennym otoczeniu. Pali się w małych - nieefektywnych kotłowniach (kopcenie), ścieki wylewają do rzek albo wprost go gruntu... Jakby nie było ziemia przeznaczona na zabudowę jest ciężka do zrekultywowania do stanu poprzedniego. Z pewnością jest to bardzo wygodne ale dla środowiska naturalnego zabójcze.
suburb
To, co Pan pisze chyba pokrywa się z moimi uwagami co do zagospodarowania terenu.
Zastanawiam się, jak funkcjonują nowe osiedle domków jednorodzinnych, szeregowców lub małych bloków jakie powstały na dawnych polach i łąkach wokół mojego miasta. Nie mieszkam, więc oceniam tylko na podstawie mego "łazikowania".
To chyba dobrze, że każdy ma trawnik przed domem, a czasem posadzi jakieś drzewko, choć zabudowa bywa potwornie ściśnięta. Bliżej ideału dr Wielomskiego.
Z transportu miejskiego chyba nie korzystają, bo jeśli kogoś stać na domek, to tym bardziej na samochód.
Ogrzewanie to obecnie zwykle jest gazowe. Nie wiem, ilu ludzi korzysta z odnawialnych źródeł: baterie słoneczne (czasem widuję na dachach), płytka geotermia.
Wodociągi i kanalizacja raczej są doprowadzane "z miasta".
Słusznie Pan napisał, że nie tworzy się obszarów zielonych i rekreacyjnych wokół zabudowy. Po prostu dewelopują pola i łąki pod zabudowę "jak leci".
Minus kapitalistycznej żądzy zysku.
Proszę spojrzeć na to -
Proszę spojrzeć na to - nóż się w kieszeni otwiera
http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Camar...
Krajobraz zniszczony. A mogliby mieszkać w blokach gdzie indziej. Tu z kolei przyjeżdżać sobie tylko na weekend czy wakacje do jakiegoś hotelu.
Winne jest przeludnienie;)
Co do krajobrazu zgoda.
Ale przynajmniej jest trochę przydomowej zieleni, nie to co przedwojenne ("burżuazyjne") kamienice-studnie.
"Dobrze" ustawiony blok (a szczególnie "wieżowiec") też psuje krajobraz. A stawiali te cholerstwa w różnych pięknych miejscach.
Tyczy sie też wielu pudełkowatych hoteli.
Budynki mieszkalne
i hotele należy sytuować pod ziemią, aby nie bezcześcić oblicza Gei, naszej matki.
Najlepiej jakby tych
Najlepiej jakby tych ludzisków nie było. Zapaskudzają matkę Naturę okrutnie...
No, a jeśli już są,
to niech się przynajmniej za bardzo nie rozmnażają, niech jedzą zieleninę, chodzą pieszo i mieszkają po jaskiniach albo w namiotach.
I żyją w zgodzie z Naturą
I żyją w zgodzie z Naturą jak TEN
Ilość ludzi sama się zredukuje...
I będą jeść tylko "martwe" marchewki.
No wie Pani,
takiego odnośnika to się po Pani nie spodziewałem. Ładnie to tak?
Muszę się nad sobą
Muszę się nad sobą zastanowić. Już drugi raz robię Panu niespodziankę
; )
A jaki był
ten pierwszy raz?
Wstydzę się przypomnieć
Wstydzę się przypomnieć :)))
Chyba Pani nie chce,
żebym się spalił z ciekawości? Szkoda by było. Wystarczy link.
: )
Ale może nie było to takie straszne, skoro Pan nie pamięta.
Chodziło o pewną specyficzną interpretację hymnu UE...
Dziękuję za podpowiedź
Nie pamiętam. UE i jej hymn nie znaczą dla mnie wiele.
Miasto ze zwartą zabudową
Miasto ze zwartą zabudową jest ekonomiczne - jest tanie i wygodne do intensywnego życia. Można budować wieżowce i rozległe osiedla w okolicach Krupówek - powstaje tylko pytanie czy ma to jakikolwiek sens. Czy to miejsce będzie wtedy nadal tym samym? Nie sądzę. Warszawy i okolic to nie obrzydzi (nie da się już bardziej) - centrum Krakowa czy Zakopane - na pewno. Polska nie jest jakimś nadzwyczajnie ładnym krajem, warto byłoby pomyśleć o tym żeby nie stała się jeszcze bardziej szara i brudna.
Nie da się tego rozrzucić pojedynczo na większym obszarze, więc
mamy coś w rodzaju mrowiska:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Ant...
Błogosławionej pamięci
Ex-wielebny Pol Pot wyluzowałby się doszczętnie, gdyby pobierał korepetycje w Siedlcach, które dalibóg ośmiomilionową wiochą jeszcze dotąd nie były.
List otwarty ks.prof. Jerzego Bajdy
Ten komentarz i dyskusja zostały przeniesione TUTAJ.
W 1848 na Galicji chłopi ze
W 1848 na Galicji chłopi ze wsi (tak chwalonej przez dr Wielomskiego, i to wsi galicyjskiej czyli w monarchii habsburskiej uwielbianej przez co poniektórych monarchistów) mordowali szlachtę.
Na Wołyniu ukraińscy chłopi żywcem rozpruwali brzuchy Polkom w ciąży i wywlekali żywe embriony by w cierpieniach z matką umierały. A byli to chłopi ze wsi chwalonej przez doktora Wielomskiego i też często należącej do monarchii habsburskiej.
Pomysły rewolucyjne zaś były dziełem elity. Bogatych arystokratów. Nie kto inny a król angielski finansował rewolucje Francuską. Za pieniądze cesarza Lenin jechał do Rosji.
Nie tylko król brytyjski (pod koniec XVIII wieku Anglia nie
była niepodległa) finansował te fanaberie francuskie. Bolszewików finansowali m.in. finansiści z Wall Street.
Chłopów galicyjskich podpłacili Austriacy. Ukraińcy w czasie II wolny światowej działali raczej sami, ale z milczącym przyzwoleniem Niemców.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Co też autor pija?
Ciekawe, co też szanowny autor pija, że takie odjechane teksty płodzi. Ja ostatnio spożywałem Rosolin Łańcucki ale jednak nie daje takich efektów, jak widoczne po tym tekście.
Patologie ciasnych miast to
Patologie ciasnych miast to temat dość dobrze rozpoznany. Czy to w miastach powstają dziwne ideologie? Być może, w końcu religia katolicka też powstała w takim środowisku.
Szczególną patologią jest
osiąganie chorej przyjemności z opluwania innych.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Wierzę panu, bo ma pan
Wierzę panu, bo ma pan wielkie doświadczenie na tym polu.
Raczej pan,
zwłaszcza jeśli przypomnieć pańskiej bredzenie na temat aborcji czy religii. Jeśli jednak porówna się pańskie opowieści z ględzeniem Abrahama czy ja_pana, to słabo się pan stara.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Mów mi jeszcze, mam
Mów mi jeszcze, mam dreszcze.
Wziąć aspirynę,
wdziać grube gacie i barchanową koszulę, wleźć z głową pod pierzynę. Dreszcze przejdą.
Sowiecka pepsi uderza waszmości do głowy:-)?
Bo to pewnie pepsi z wkładką:-).
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
miasta rzeczywiscie kreauja patologie
oraz ochlokracje, najbardziej niebezpieczna formule rzadow, ktorej przeblyski widoczne byly juz w metropoliach starozytnych Aten a pozniej Rzymu. Mieszkajac w 14-to milionowej aglomeracji tesknie za krajobrazem sielskim swojski i polskim, zapachem pol, lasow, traw, spiewem skowronkow, pogawedka z normalnymi ludzmi, etc....
Jednak wiejskosc/antymiejskosc nie sa swiete, niestety.... Przypomne tylko kilka drobiazgow. Rabacja Jakuba Szeli - to nie byly idee miejskie, to okrucienstwo wiesniaka, ktory nie nauczyl sie tego od miastowych. Tak samo setki tysiecy zabitych Polakow przez wsiowych rezunow z UPA. Za UPA nie staly zadne idee "miejskie", bylo to rezanie znienawidzonych sasiadow, lepiej sytuowanych, wychowanych, zaradniejszych.... Kolejny przyklad to Pol Pot z jego ludobojstwem 30% narodu i idea zaorania miast i stworzenia komun wiejskich. Na koncu wspomne moze o silnym nurcie antymiejskim w ideologii hitlerowcow, ktorzy jako chyba pierwsi w Niemczech probowali rozrzedzac aglomeracje, juz w latach 30-tych na dlugo przed realiami wojny totalnej polaczonej z nalotami dywanowymi. Nazisci kultywowali "krajobraz ojczysty" w przeciwienstwie do zepsutych, zdegenerowanych miast. Niszczyli w kulturze najpierw tylko to co "zdeprawowane", ale szybko zaczeli niszczyc wszystko co obce np. polskie zabytki kultury.
Jasne - ja tez wole mieszkac na wsi, spedzilem duza czesc dziecinstwa na wsi i oddaje niniejszym glos za wsia :)
Ale nie wszystko co z Nazaretu, nie wszystko co z miasta, jest zle. Spora czesc patologii i zla wywodzi sie rowniez z sielskosci w ktorej zagniezdzilo sie Zlo.
Nie wiem dlaczego Autor tak
Nie wiem dlaczego Autor tak ostrożnie operuje cytatami. Przywałany w tekście Gómez Davila powiedział w tym temacie coś bardziej dosadnego, cyt.: "Miejski asfalt rodzi wyłącznie demokratów, biurokratów i dziwki". Może nieco przesadził :))), zwłaszcza z tym "wyłącznie", ale chyba tylko 'nieco'. :)))