Spiesz się powoli...

To jest: Piotr Tomczyk

Wiceminister finansów Stanisław Gomułka potrafił zajmująco opowiadać o rządowych planach. Wypowiadał się bardzo odważnie. Zupełnie jakby zapomniał, że czas przedwyborczej kampanii tradycyjnie wypełniany jest żartobliwymi hasłami, o których po wyborach należy jak najszybciej zapomnieć!

"Powtórzenia irlandzkiego cudu, o czym była mowa w kampanii, nie da się zrobić bez szeregu reform. I dobrze byłoby te reformy zrobić teraz, z myślą o tym, by za parę lat zaczął się wyższy wzrost gospodarczy. Jeśli teraz nie można, to jest pytanie, kiedy można?" - oceniał profesor Gomułka.

Nie zważając na mijające dni i miesiące, zapowiadał zmniejszenie deficytu finansów publicznych, zmniejszenie obciążeń administracyjnych o 25 procent, zwiększenie udziału inwestycji w PKB do 30 procent, zwiększenie zatrudnienia o 2,5 miliona osób, uproszczenie podatków pośrednich, obniżkę podatków dochodowych...

W efekcie tych śmiałych wypowiedzi Gomułka... został zobowiązany do zaprzestania organizacji konferencji prasowych i udzielania wywiadów. Kiedy już pożegnał się z rządem, premier Donald Tusk twierdził, że "reformatorska" niecierpliwość nie była powodem krytycznych ocen działań profesora.

- Jeśli byłem kiedykolwiek sceptyczny co do niektórych planów Ministerstwa Finansów, to tylko wtedy, gdy uważałem, że coś się dzieje za wolno, a nie za szybko - komentował sprawę premier.

Gomułka jednak nie dał za wygraną. Po odejściu z rządu zakaz udzielania wywiadów przestał go przecież obowiązywać.

- Odszedłem, bo premier nie był dostatecznie zdeterminowany do przeprowadzenia reformy finansów publicznych - ogłosił przed telewizyjnymi kamerami były wiceminister finansów.

Premier Donald Tusk miał rację. Profesor Gomułka bardzo powoli wyciągał wnioski z działań swych przełożonych.

Tekst opublikowany w Naszym Dzienniku.