Pomagali Ukraińcom

9 września 1944 roku PKWN podpisał z Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad umowę o wymianie ludności, ze strony ukraińskiej występował Nikita Chruszczow. Osoby narodowości ukraińskiej mogły wyjechać z Polski na Ukrainę. Polacy natomiast opuszczali Ukrainę. Kolejny dokument datowany jest na 6 lipca 1945r. - rozszerzono zakres akcji na kolejne powiaty. Termin przedłużano do czerwca 1946 roku. Prawnie zamknięto ten etap 6 maja 1947r., a władze już realizowały (kontynuowały) nowy pomysł. Akcję Wisła. Ale to temat na inny artykuł.

Oficjalnie przedstawiono ten proces jako dobrowolny ( i jako ewakuację) – ale niech nas ten zabieg słowny nie zmyli. Art. 1 stanowił:

Ewakuacja dotyczy jedynie tych wymienionych w ust. I osób, które wyraziły chęć ewakuowania się i do przyjęcia których wyrażona jest zgoda Rządu Ukraińskiej SRR i Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Ewakuacja jest dobrowolna i dlatego przymus nie może być stosowany ani bezpośrednio, ani pośrednio. Chęć ewakuowania się może być wyrażona zarówno ustnie, jak i pisemnie.

Nazwiska chętnych umieszczano na liście. Pozory nie trwały długo. Zważywszy na brak chęci wyjazdu po stronie Ukraińców - władze zdecydowały się na użycie metody kija i marchewki. Najpierw była marchewka Rozpoczęto propagandowe apele do mniejszości, zaangażowano miejscowe komórki partyjne, zniesiono ograniczenia w wywozie mienia (pozostawione przechodziły w ręce państwa; jak to eufemistycznie ujmował art. 7: Pozostawiony dobytek oddaje się pod opiekę państwa).

Przesiedleńcom zapewniano od kilku do kilkunastu hektarów ziemi na Ukrainie oraz pewną kwotę (zwrotną) na urządzenie się w nowym miejscu. Na co znowuż odpowiadała OUN-UPA zachęcając różnymi metodami do pozostania. Częstokroć uciekając się do mało przyjaznych metod perswazji.

W tym czasie nakładał się na siebie szereg zjawisk, które oddziaływały na świadomość Ukraińców, przeważając szalę na stronę wyjazdu. Władze organizowały prowokacje – pojawia się kij - nachodzono rodziny, przestępcy w poczuciu pewnej bezkarności atakowali Ukraińców, zintensyfikowały się konflikty pomiędzy polską ludnością a ukraińską w wyniku morderstw banderowców na Wołyniu. Niewątpliwie wiele zdarzeń powstało z inspiracji władz (wyższego czy niższego szczebla), ale jeszcze nie przyjęło to zmasowanego i zorganizowanego charakteru. Jak zaznacza Grzegorz Motyka: stosowano środki administracyjne.

Na obszarach, gdzie UPA zapewniała dość stabilną egzystencję, nie osiągnięto większych sukcesów. Rodziny nie chciały upuszczać tych terenów, a i miejscowa władza niechętna była konfrontacji.

Dopiero od połowy lipca 1945 roku władze przystępują do zdecydowanej interwencji, posługując się nader wyjątkową podstawą prawną, był to bowiem przepis sprzed września 1939 roku, ściślej rozporządzenie przedwojenne sankcjonujące służbę w obcym wojsku odebraniem obywatelstwa. Wojsko Polskie zaangażowano w politykę wysiedlenia, trafia na opór ze strony UPA. Warto podkreślić, znane są przypadki współpracy albo co najmniej pakty o nieagresji polskiego podziemia z oddziałami ukraińskimi i walka ze wspólnym wrogiem W centrum tego dramatu są polskie rodziny.

Polacy pomagają Ukraińcom

Postawa polskiej ludności w tych tragicznych latach zasługuje na szczególne uszanowanie - i w związku z tym na przypomnienie. Sposobów na ochronę ludności przed wysiedleniami było wiele. W tym miejscu należy poczynić uwagę. Nawet doświadczenia z Kresów nie były w stanie osłabić solidarności polskich rodzin.

Oczywiście, największe szanse na pomoc miały osoby, które pochodziły z mieszanych rodzin, małżonkowie. Z miejscowości, gdzie silne więzy były spoiwem łączącym także w tych trudnych czasach. Same chęci nie wystarczały. Osoba zagrożona musiała wylegitymować się polską narodowością.

Pomoc, jak zobaczymy poniżej, nie polegała tylko na zapewnieniu polskich papierów, cenne były też najprostsze czynności jak: ukrycie rodziny, zapewnienie żywności, obdarowanie ubraniami, ostrzeżenie mieszkańców, wskazanie bezpiecznego miejsca czy drogi ucieczki, podpisanie petycji.

Podczas II wojny światowej wydawano tzw. aryjskie papiery – dowody tożsamości, które pozwalały ukryć żydowskie pochodzenie. Jak podkreśla ks. Zieliński największą szansę dawały takie dokumenty, które uwierzytelnione były metryką chrztu, natomiast po wojnie to niepodległościowcy korzystali ze sfabrykowanych dokumentów żydowskich, aby wydostać się z Polski. .

Ten sposób sprawdzał się i w nowych okolicznościach. Zabiegano o stosowne dokumenty u najważniejszych osób, wójta, sołtysa - oni z racji z swojej pozycji mogli zaświadczyć o narodowości danego obywatela. Wiele mogły zdziałać wpisy o służbie w Wojsku Polskim. Próbowano wpływać na osoby odpowiedzialne za wysiedlenia, aby skreślić danego kandydata z listy.

I wreszcie metryki rzymskokatolickie, jak zauważa S. Stępień:

przenoszenie metryk następowało dobrowolnie przez samych Ukraińców, którzy pragnęli uniknąć wysiedlenia, a nie w skutek nacisków duchowieństwa rzymskokatolickiego. [...] Dokumenty takie w żadnym wypadku nie oznaczały zmiany przynależności wyznaniowej, ani nie zobowiązywały do praktykowania w Kościele rzymskokatolickim.

Ks. Kania, powiat sokalski, był jednym z tych księży, którzy wystawiali metryki, jego zachowanie wobec Ukraińców spędziło mu na głowę funkcjonariuszy UB.

Efekty

Przesiedlenia dotknęły około. 500 000 osób, jeszcze raz podkreślmy, że władze nie kwalifikowały do wyjazdu tylko tych rodzin, które były związane z nacjonalistami ukraińskimi, brały udział w pacyfikacjach polskich społeczności na Kresach, stanowiły jakiekolwiek zagrożenie dla państwa i ludności - paradoksalnie, ludność, która była spokojna miała większe szanse, że władza właśnie nią się zainteresuje. I to jest największy dramat tej akcji. Niewątpliwie rację należy tu przyznać Janowi Pisulińskiemu, konstatującemu, iż z dzisiejszej perspektywy można je [wysiedlenia - przyp. W.Ł.] ocenić jako przykład stosowania przez ówczesne polskie władze zasady odpowiedzialności zbiorowej.

Ten wątek dramatu polsko-ukraińskiego w świadomości Polaków jest co najmniej tak słabo znany, jak ludobójstwo na Kresach. Romuald Niedzielko zebrał kilkadziesiąt dowodów solidarności z Ukraińcami, potrzebne są prace, które udokumentują kolejne relacje. Z tego co się dowiedziałem w IPN, w Lublinie w 2007 roku zorganizowano sesję o współpracy polsko-ukraińskiej, gdzie był specjalny referat na ten temat – prawdopodobnie jedyny tak obszernie traktujący o tych wydarzeniach.

Wojciech Łapiński

Tekst ukazał się w miesięczniku Opcja na Prawo

***

Więcej w temacie:

  • Stanisław Srokowski na PN
  • Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945
  • "Nienawiść
  • Instytut Kresowy
  • To jest: Paweł Gotowiecki

    Dotknął Pan, Panie

    Dotknął Pan, Panie Wojciechu bardzo bolesnego, ale jednocześnie ważkiego tematu z zakresu najnowszej historii Polski. Sam się zajmuję trochę historią stosunków polsko - litewskich i wiem jak duża jest pokusa, by patrzyć na nie tylko przez pryzmat własnych (niemałych przecież) krzywd. A przecież w tej czarnej nocy rzezi i mordów były także jaśniejące jak gwiazdy przykłady humanitaryzmu, człowieczeństwa, najdogłębniej rozumianego chrystianizmu. Na cmentarzu pod Monte Cassino znajdują się także prawosławne krzyże - nie zapominając o krzywdach i zbrodniach, pamiętajmy także o tych, którzy potrafili oprzeć się złu. Przeglądając prasę polską z okresu wojny kilka razy natknąłem się na wzruszające przykłady lojalności Ukraińców i Białorusinów; ostatnio trafiłem na wzmiankę o proteście Ukraińców i Białorusinów, obywateli Polski przeciw uchwałom jałtańskim, jakiś czas temu o delegacji żołnierzy PSZ pochodzenia białoruskiego deklarujących lojalność Prezydentowi Raczkiewiczowi. Nawet jeżeli są to nieliczne i jednostkowe przykłady, tym bardziej należy o nich pisać i je przypominać.

    To jest: Wojciech-Maltan

    Te stosunki

    miał różny charakter, budujące jest, że Polacy pomimo tak strasznych zbrodni jakich doświadczyli (albo ich krewni, znajomi) potrafili jeszcze pomagać Ukraińcom. Jeżeli im się udawało, to im nam się powinno. O ile politycy (z jednej i drugiej strony) nie będą przeszkadzać, bo na razie to tyle robią.

    Ówczesne relacje są przedstawiane dziś w krzywym zwierciadle, w zależności od celu politycznego, a częściej chyba z niewiedzy, bo łatwiej przecież rzucić taki ogólny sąd.

    Pozdrawiam

    Wojciech
    -------------
    "Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

    Inny, historyczny wątek

    Inny, historyczny wątek uzupełniający temat relacji polsko-białoruskich.
    W czasie wojny polsko – bolszewickiej 1919-21 r. pod wspólnym, polskim dowódctwem operacyjnym walczył Legion Białoruski utworzony przez generała Stanisława Bałachowicza – Bułaka. Walczyli z bolszewicką Armią Czerwoną o utworzenie własnego państwa pod nazwą Królestwo Białorusi, skonfederowanego z polskim państwem. Zobowiązania Traktatu Ryskiego, kończącego stan wojny polsko-bolszewickiej, narzucały polskim władzom obowiązek demobilizacji Legionu Białoruskiego, podobnie jak to miało miejsce z oddziałami ukrainskimi atamana S.Petlury, choć w innej formie.
    Praktycznie, cały skład zdemobilizowanego Legionu Białoruskiego z generałem St.Bałachowiczem-Bułakiem, pozostał w granicach II-ej RP. Od samego początku okupacji hitlerowskiej gen.St.Bałachowicz-Bułak włączył się do polskiej konspiracji wojskowej, tworząc w jej ramach białoruską Konfederację Wojskową. W roku 1940 w Warszawie ujęty przez Gestapo i zamordowany.

    To jest: Jan Bodakowski

    Akcja Wisła była zbrodnią

    Akcja Wisła była zbrodnią sowieckich okupantów, Polska do 1990 roku była pod sowiecką okupacją i nie może odpowiadać za zbrodnie sowietów.

    To jest: Wojciech-Maltan

    Panie Janie, ale ja o

    Panie Janie, ale ja o wcześniejszych wydarzeniach piszę. Przed Wisłą.

    Wojciech
    -------------
    "Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

    Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

    Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.