Nazistowska polityka pro rodzinna
NSDAP prowadziło bardzo intensywną politykę pro rodzinną. Państwo pomagało znaleźć mieszkanie, przyznawało dodatki rodzinne, pożyczki małżeńskie i zasiłki rodzinne, oraz ulgi podatkowe. Nowożeńcy otrzymywali 1000 marek kredytu w bonach towarowych, i na każde dziecko kolejne 250 marek kredytu. Sto rat kredytu było oprocentowanych: 3% gdy pracowali oboje rodzice, 1% gdy pracował tylko mężczyzna. Za każde dziecko redukowano 250 marek długu.
Kredyt otrzymywał mężczyzna, gdy przyniósł od ginekologa zaświadczenie o płodności swojej i żony. Z drugiej strony wymóg ten prowadził do częstej rezygnacji z ubiegania się o kredyt, bo procedura uzyskania świadectwa groziła „nie wartościowym rasowo” sterylizacją, czego powszechnie się obawiano.
Rodzice otrzymywali podstawowy jednorazowy zasiłek rodzinny, 100 marek na każde dziecko w rodzinie z czwórką dzieci, które nie ukończyły 16 lat, stały dodatek comiesięczny 10 marek na trzecie dziecko i 20 marek na czwarte dziecko, pierwotnie tylko dla ubogich rodzin, a od 1941 roku dla wszystkich. Subsydia ubogim rodzinom z dziećmi przyznawano na meble, sprzęt domowy i ubranie. Subsydia nie mogły być większe niż 1000 marek na rodzinę. Pomocy tej nie otrzymywały wdowy, samotne matki i rozwódki, samotnie wychowujące dzieci. Skuteczność pomocy oceniano na 90%.
W polityce pro rodzinnej NSDAP musiało rozwiązać problem 25-
procentowej nadwyżki kobiet spowodowanej stratami wojennymi, spadku urodzin zdeterminowanego względami kulturowymi, aborcją i antykoncepcją.
NSDAP w ramach polityki pro rodzinnej przeciwdziałał równouprawnieniu kobiet, aborcji, homoseksualizmowi, jawnej prostytucji i żebractwu. Dzięki działaniom politycznym wzrosła liczba zawieranych małżeństw i dzietność.
Władze promowały kult macierzyństwa. Organizacje kobiece szkoliły dziewczęta na gospodynie domowe. Władze popierały wczesne małżeństwo i posiadanie licznego potomstwa. Państwo nagradzało medalami i wynikającymi z nich przywilejami matki posiadające wiele rasowych dzieci. Pomagały kobietom w ciąży. Rodziny wielodzietne cieszą się przywilejami, państwo organizuje im wakacje, pomaga w znalezieniu pracy, obarcza mniejszymi rachunkami, oferuje tańsze zasiłki i lekarstwa. Bezdzietne małżeństwa uważano za niepotrzebne i od 1938 roku obłożono karnym podatkiem 10% od dochodów. Pracowników państwowych pouczano o obowiązku prokreacji. Karano bezdzietnych i samotnych odbierając im możliwość awansu.
Pomoc kobietom z dziećmi niosły dziewczęta z Narodowo Socjalistycznej Ligi Kobiet i pracownice przymusowe z terenów okupowanych. Pomoc wszystkim ciężarnym niosła Akcja Pomocy Matka i Dziecko podlegająca Narodowo Socjalistycznej Pomocy Społecznej. Pomoc ta polegała na konsultacjach, szkoleniach, usługach przedszkolnych i zapewnianiu odpoczynku wakacyjnego.
Organizowano biura matrymonialne działające zgodnie z zasadami eugeniki. Małżeństwa miały być zawierane zgodnie z wytycznymi polityki rasowej. Urząd Polityki Rasowej zakazał małżeństw i seksu między rasowego, zmuszał małżeństwa miedzy rasowe do rozwodu, organizował sterylizację niedorozwiniętych, chorych, głuchych i ślepych.
Na zawarcie małżeństwa trzeba było uzyskać zgodę urzędu zdrowia i urzędu cywilnego. Urzędnicy prowadzili też obowiązkowe doradztwo przedmałżeńskie. Obowiązkowo badano kandydatów i ich rodziny. Badano sprawność seksualną, płodność, brak zboczeń, predyspozycje kobiet do pracy w domu, a mężczyzn do pracy zawodowej. Lekarze mogli doradzać zmianę partnerki. Państwo akceptowało sytuację, gdy kobieta, będąc w małżeństwie, jest zapładniana przez mężczyznę nie będącego jej mężem i uznanego przez urząd za niezdolnego do małżeństwa.
Powodem uznania za niezdolnego do małżeństwa mogła być kamica moczowa lub nerkowa. Poradnie przedmałżeńskie prowadziły kartoteki rodzin wartościowych w procesie prokreacji oraz selekcjonowały inne do sterylizacji. Wysterylizowanym zakazywano małżeństwa. Pozytywnym skutkiem eugeniki było wprowadzenie obowiązkowych testów zdrowotnych dla nowożeńców i dzieci wcześniej wykrywających choroby.
Aborcja była zakazana wobec niemieckiego potomstwa, chyba, że zagrażała życiu matki lub ze związku nie spełniającego kryteriów rasowych, natomiast na terytoriach okupowanych propagowano ją wśród ludności okupowanej. Zakazano reklamy środków antykoncepcyjnych, choć nie ograniczono ich produkcji i utrudniono ich sprzedaży na terenach pozafrontowych. Seks miał służyć prokreacji. Prokreacja miała być celem życia niemieckiej kobiety.
Niezamężnym kobietom udzielał system pomocy Lebensborn Źródło Życia, będący instrumentem polityki rasowej NSDAP i autorskim pomysłem Heinricha Himmlera. Celem jego działalności była reprodukcja rasy nordyckiej, najlepszej rasy panów według zasad narodowo socjalistycznej eugeniki. Od 1935 roku umożliwiono w ośrodkach Lebensborn podległych Reichsfurerowi SS, donoszenie ciąży, poród, opiekę poporodową nad matką i dzieckiem, utrzymanie tego faktu w tajemnicy, nie ujawnianie personaliów ojca, pomoc w uzyskaniu alimentów, pracy i adopcji.
Świadczenia były na bardzo wysokim poziomie, wszystkie pensjonariuszki traktowano równo i indoktrynowano w duchu narodowego socjalizmu. Pomocy udzielano tylko najbardziej rasowym spośród potrzebujących, około 44% chętnych, które udokumentowały swoje pochodzenie do 1800 i przedstawiły formularz zdrowia dziedzicznego.
Z pomocy korzystały matki nieślubnych dzieci w 53,4%, i żony SS i SA-manów. Ośrodki Lebensborn znajdowały się w Rzeszy i okupowanych terytoriach Norwegii, Francji, Belgii i Luksemburga, by świadczyć pomoc rasowo wartościowym kobietom, które zaszły w ciążę z Niemcami. Pod auspicjami Lebensborn zniemczano dzieci polskie, czeskie i słoweńskie. Lebensborn był finansowany ze składek bezdzietnych SS-manów, darowizn różnych stowarzyszeń i zakładów pracy, dotacji państwa i partii, opłat, alimentów i środków Kasy Chorych.
Lebensborn był przejawem nowej moralności, akceptującej swobodę seksualną w celu prokreacji i prowadzącej politykę jednakowego traktowania wszystkich pensjonariuszek niezależnie od ich pozycji. Lebensborn nie został zaakceptowany przez Niemców tak, jak cała polityka pro natalna. Nawet SSmani mieli tylko 1,1 dziecka w rodzinie. Ilość małżeństw spadła do poziomu z roku 1920. Więcej dzieci miał tylko nieatrakcyjny rasowo lumpenproletariat.
Pomimo zmniejszenia śmiertelności niemowląt i zakazowi aborcji rasowego potomstwa, populacja Niemców ulegała starzeniu. Odsetek młodzieży wśród Niemców spadł z 33% do 25%. Statystyczny Niemiec żył o 20 lat dłużej. Wcześniej zaczęto zawierać małżeństwa. Odmłodzono aparat władzy.
Narodowi Socjaliści skutecznie ingerowali w życie rodzinne. Rozbijano rodziny, absorbując członków rodzin w działaniach różnych organizacji społeczno politycznych. Polityka eugeniki łamała normy moralne i kreowała nowy ład społeczny. Dzieci i młodzież najbardziej ulegały propagandzie państwa. Dzieci wychowywane przez rodziców w duchu sprzecznym z oczekiwaniami NSDAP były odbierane rodzicom. Nowa narodowo socjalistyczna moralność nie gorszyła się pozamałżeńskimi stosunkami seksualnymi i ciążami, co niewątpliwie czyniło narodowy socjalizm ideologią atrakcyjną dla mocno zainteresowanych seksem młodych Niemców i zapewniało masową frekwencje na zlotach partyjnych. Nowa moralność skłaniała do swobody seksualnej.
Spowodowało to, że 25% młodych Niemców cierpiało na choroby weneryczne, nasiliło się zjawisko prostytucji, łamano seksualne tabu i rozpadały się rodziny. Wzrosła liczba rozwodów dzięki uproszczeniu i łatwiejszej ich procedurze. Zrównano w prawach i odczuciu społecznym dzieci nieślubne ze ślubnymi. Choć gdy od 1939 roku propagowano rasowe ciąże pozamałżeńskie, spotkało się to ze sprzeciwem społecznym. Rodzina miała służyć interesom państwa, a nie szczęściu jej członków.
I dziś, jak za rządów NSDAP, ingerencja państwa w życie rodzinne, nawet pod pozorem pomocy, niszczy rodzinę. Wojna zniszczyła więzi w wielu niemieckich rodzinach.

Jan Bodakowski
inne teksty autora...
blog autora...
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 770



Wypracownie na temat
...tylko komu to ma sluzyc i jakim celom przyswiecac.
Wszystko co "nazistowskie" jest "cacy", wyglada ze niebawem, wszystko co podszyte niemieckim "faszyzmem" - tez bedzie wzorcem do nasladowania.
Takie mielenie historii, nie na wiele przyda sie w dzisiejszych czasach, chyba ze, autorowi w obronie pracy dyplomowej... na temat, "Osiodlany Lepper a Faszyzm w stajni Giertycha".
No właśnie
Wszystko co "nazistowskie" jest "cacy", wyglada ze niebawem, wszystko co podszyte niemieckim "faszyzmem" - tez bedzie wzorcem do nasladowania.
Jak mniemam Panu Bodakowskiemu chodzi właśnie o to, żeby pokazać - słusznie - pochodzenie różnych pomysłów współcześnie funkcjonujących od nazizmu, po to, aby nie stały się wzorcem do naśladowania.
____________________________________
Punkt krytyczny kultury
Cyt.: "Jak mniemam Panu
Cyt.: "Jak mniemam Panu Bodakowskiemu chodzi właśnie o to, żeby pokazać - słusznie - pochodzenie różnych pomysłów współcześnie funkcjonujących od nazizmu, po to, aby nie stały się wzorcem do naśladowania." Byłbym wdzięczny za ... uszczegółowienie. Wydawało mi się bowiem, że głównym tematem 'pracy' jest istnienie, cyt. "nazistowskiej polityki prorodzinnej". Pytam, bo czytając Autora mam problem z doszukaniem się jego osobistej opinii (stąd moje podejrzenie, że pańska opinia jest w rodzaju szkolnej wprawki pod tytułem 'Co Autor chciał przez to powiedzieć'). Jest to mieszanina iście wałęsowska: plusy dodatnie obok plusów ujemnych.
Co Autor miał na myśli
to wie właściwie tylko Autor. Ja odniosłem się do słów Pana Sylwestra, mówiących że podawanie przykładów na politykę III Rzeszy ma złe oddziaływanie. Otóż nie, tego typu artykułów powinno być więcej, a zwłaszcza takich, które wskazują nazistowskie pomysły zaadaptowane przez politpoprawność (jak zakazy palenia np.). Porównania z komunizmem nie działają.
_____________________________________
Punkt krytyczny kultury
Słusznie dostrzegł Pan że
Słusznie dostrzegł Pan że opisuje nazizm by pokazać lewicową naturę tej praktyki. Rzeczywistość nazistowska jest niewygodna dla lewicy bo rzeczywistość nazistowska była lewicowa.
Niestety wielu ludzi mieniących się prawicą ma przenicowaną przez lewice świadomość i opisywanie lewicowych patologii III Rzeszy (interwencjonizmu państwowego) odbiera jako pochwalę nazizmu. Problem ze zwolennikami interwencjonizmu państwowego jest taki że są zakłamani i nie potrafią przyznać się do wspólnych poglądów z Adolfem Hitlerem.
Panie Olgierdzie, ja nie
Panie Olgierdzie, ja nie wiem, gdzie dopatrzył się Pan tych szczególnie cennych odniesień w tekście Autora. Wdzięczny będę za wskazanie. Moim zdaniem przedstawiono nam tu bezrefleksyjne streszczenie jakiejś szerzej prezentującej problem, pozycji książkowej, którą Autor był łaskaw, bez podania źródeł, nam zaprezentować (czyżby były to jego własne badania?). Posunę się nawet dalej, pomimo możliwych do przeczytania powyżej sugestii, że czyniąc tak wykazuję braterstwo poglądów z Hitlerem. Mam wrażenie, że Autor ma problem z jednoznacznym zanalizowaniem, czy ocenieniem zaprezentowanej nazistowskiej polityki społecznej. Stąd niejakie wymieszanie wszystkich możliwych pomysłów tej polityki bez jakiegokolwiek komentarza, czy próby oceny, zakończony jednozdaniowym 'podsumowaniem'.
Autor już się wypowiedział
więc nie wiem, czy pytanie jest nadal aktualne. Skojarzenia są jasne i proste, a efekt "marketingowy" - zamierzony lub nie, nie ma znaczenia - bardzo skuteczny.
_____________________________________
Punkt krytyczny kultury
No wlasnie, "Wszystko co "nazistowskie" jest "cacy",
Byłbym przeciwny zwracaniu spojrzenia na kwestie socjalne (ogólnie rzecz traktując) w stronę niemieckiego nazizmu. Tak zwana “pro-rodzinna” polityka nazistowska w Niemczech miała zupełnie inne cele niż – nazwę to – intencja chrześcijańska w przeszłości. Niemcy potrzebowali uzupełnień strat wojennych oraz rozrostu “narodu panów”. Z tymi badaniami przedślubnymi, to prawda. Prawdą jest także to, że nowopoślubieni otrzymywali przymusowo “Mein Kampf”. A rodzina? W ogromnej większości tatuś w NSDAP, mamusia w stosownej kobiecej organizacji, dzieci w “Hitlerjugend”. Takie to były rodziny. Szukanie wzorców w tamtym systemie może prowadzić do aprobaty innego stymulanta prokreacji jakim była “Lebensborn”. Tfu!
nie jestem pewien, czy jest to analiza czy pamflet
nie znam sie dobrze w tej materii, ale to o czym "mowi sie" w Niemczech w prywatnych rozmowach zdaje sie swiadczyc, ze jednak nazisci nie byli bolszewikami w kwestiach polítyki rodzinnej, jak zdaje sie sugerowac Autor.
Byc moze jednak opinia publiczna jest zmanipulowana, nie przecze, zbyt slabo znam te tematyke. Pytanie zasadnicze jednak dla mnie brzmi:
czy Autor opiera sie na solidnych danych zrodlowych ? czy jest to tylko zdanie niektorych historykow, takiego typu jak np. w Polsce J.Gross i jego ocena roli Polakow w holokauscie. W zachodniej Europie przyjmuje sie wywody Grossa za opis prawdy historycznej, my wiemy ze to manipulacja. Dlatego wazne jest aby stwierdzic, czy zdanie Autora o polityce rodzinnej nazistow nie jest zbyt spaczone jego pogladami politycznymi ? Historyk ma prawo do wlasnych pogladow, jednak przy podejsciu da badanej materii musi wlasne oceny, poglady, stereotypy, emocje etc. ograniczyc do maksimum, najlepiej do zera. Nie wiem, czy tutaj warsztat historyk nie zostal pochloniety przez sfere swiatopogladowa.
Zapewniam że rzetelnie
Zapewniam że rzetelnie przedstawiam politykę społeczną Niemiec nazistowskich opisaną w polskojęzycznych publikacjach naukowych. Niestety nie robiłem badań na niemieckich źródłach (ustawach, rozporządzeniach).
Naziści na pewno bolszewikami nie byli. ZSRR był piekłem dla samych Rosjan. III Rzesza dla Niemców była dość przyjemnym krajem do życia (w niektórych dziedzinach zakres wolności był większy niż dzisiaj w UE). Nawet okupacja niemiecka była dla Polaków mniej dotkliwa niż sowiecka.
ach tak?
W Rzeszy czy w Generalnej Guberni?
Tak sobie myślę,...
...że niektóre pro rodzinne działania z tamtej epoki warto by zastosować nie tylko w Polsce, a również w całej Europie. Nie potrzeba by było sprowadzać emigrantów z Afryki i Azji.
Np.
Rodzice otrzymywali podstawowy jednorazowy zasiłek rodzinny, 100 marek na każde dziecko w rodzinie z czwórką dzieci, które nie ukończyły 16 lat, stały dodatek comiesięczny 10 marek na trzecie dziecko i 20 marek na czwarte dziecko, pierwotnie tylko dla ubogich rodzin, a od 1941 roku dla wszystkich. Subsydia ubogim rodzinom z dziećmi przyznawano na meble, sprzęt domowy i ubranie. Subsydia nie mogły być większe niż 1000 marek na rodzinę.(...)
NSDAP w ramach polityki pro rodzinnej przeciwdziałał równouprawnieniu kobiet, (oczywiście jestem za równouprawnieniem kobiet, tylko niezgrabnie tak ciachać w połowie zdania)aborcji, homoseksualizmowi, jawnej prostytucji i żebractwu. Dzięki działaniom politycznym wzrosła liczba zawieranych małżeństw i dzietność. (...)
Rodziny wielodzietne cieszą się przywilejami, państwo organizuje im wakacje, pomaga w znalezieniu pracy, obarcza mniejszymi rachunkami, oferuje tańsze zasiłki i lekarstwa.(...)
Pomoc wszystkim ciężarnym niosła Akcja Pomocy Matka i Dziecko podlegająca Narodowo Socjalistycznej Pomocy Społecznej. Pomoc ta polegała na konsultacjach, szkoleniach, usługach przedszkolnych i zapewnianiu odpoczynku wakacyjnego.(...)
Na zawarcie małżeństwa trzeba było uzyskać zgodę urzędu zdrowia i urzędu cywilnego. Urzędnicy prowadzili też obowiązkowe doradztwo przedmałżeńskie.(...)
Nie wszystko co ma w nazwie „socjalizm” automatycznie staje się złe i głupie. Uczyć się należy nawet od wrogów.
K.J.
Owoce polityki prorodzinnej
Owoce polityki prorodzinnej były nikłe. Niemcy byli nowoczesnym społeczeństwem, a nowoczesne społeczeństwa wolą konsumpcje od prokreacji.
Hmmm… Pisze Pan że owoce
Hmmm… Pisze Pan że owoce tej polityki były nikłe.
Natomiast w tekście wyraźnie Pan pisze: Dzięki działaniom politycznym wzrosła liczba zawieranych małżeństw i dzietność.
Wszak to właśnie było celem tej polityki. Jeżeli wzrosła ilość zawieranych małżeństw i ilość posiadanych przez nie dzieci, jednym słowem wzrósł przyrost naturalny, to ta polityka odniosła pożądane skutki.
To prawda, ale właśnie dlatego należy te społeczeństwa do prokreacji jakoś zachęcić.
Na tej stronie znajduje się taki kalkulator wychowania dziecka do 18 roku życia.
http://www.bankrate.com/elink/calc/raise...
Podają sumę US$190 528. Może ktoś z naszych rodaków mieszkający w USA zechce się na ten temat wypowiedzieć.
Inna strona http://www.babycenter.com/cost-of-raisin... wyliczyła wychowanie dziecka do 22 roku życia US$ 266 698. Ta samo strona ocenia koszt pierwszego roku na $7542.
Ta strona http://www.thriftyscot.co.uk/112006/live...
wycenia koszt wychowania dziecka do 21 roku życia w Anglii na 180 000 funtów. Również podają że koszt wychowania dziecka w porównaniu z rokiem poprzednim wzrósł o 9%.
U nas również przedstawia się to niewesoło. Cytując za stroną http://www.dzieci.org.pl/wydatki_dzieci.... :
Zapewnienie wszystkich potrzeb dziecka od urodzenia do ukończenia dwudziestego roku życia kosztuje aż 510 tysięcy złotych. Rezygnując z opłacenia niańki, drogich ubrań czy szkoły społecznej możemy zredukować tą kwotę do 280 tysięcy, natomiast minimalne potrzeby wychowawcze pochłoną 160 tysięcy złotych.
"Jedno dziecko - jeden dom": mawiają Belgowie. Z naszych wyliczeń wynika, że to powiedzenie można traktować dosłownie. Okazuje się, iż koszt wychowania potomka pochłania przynajmniej tyle, co zakup mieszkania. Dla bogatszych rodziców może okazać się nawet równoważny z ceną zakupu 200-metrowego domu pod Warszawą.
Jak widać wychowanie nawet jednego dziecka w dzisiejszych czasach kosztuje raczej słono. Jednakże dzieci to w pewnym sensie inwestycja w nasze wspólne jutro, a więc uważam że społeczeństwo (państwo) powinno w jakiejś mierze partycypować w tych kosztach poprzez mądre prowadzenie polityki pro rodzinnej. Jeżeli jest to socjalizm, to niech i tak będzie.
Gdzieś czytałem że w roku 2020 w Anglii liczba ludności kolorowej przekroczy liczbę ludności białej. Czyli prawdziwi Anglicy staną się mniejszością we własnym domu. Podobne, aczkolwiek nie aż tak drastyczne trendy występują w całej Europie, a także w USA. Czy chcemy tego samego dla nas? Jeżeli nie, to do łóżka (czy gdzie tam fantazja zawiedzie) rodacy.
K.J.
75% rachunków za energie,
75% rachunków za energie, gaz, kosztów paliwa, 50% ceny dóbr konsumpcyjnych to podatki. Likwidując ukryte podatki powodujemy że gospodarstwa domowe maja dwa razy więcej pieniędzy. Dodatkowo rodzice powinni móc rozliczać 10% podatek dochodowy razem z dziećmi. Była by to ekonomicznie najlepsza pomoc.
Państwo w żadnym wypadku nie powinno okradać podatników by część ukradzionych pieniędzy przekazywać rodzinom. Kradzież szkodzi budowie dobrobytu w Polsce. Duża część ukradzionych pieniędzy wydawana jest na utrzymanie biurokracji zajmującej się dokonywaniem kradzieży.
No cóż, w ogólnych
No cóż, w ogólnych zarysach zgadzam się z Panem. Ale... zawsze jest to ale, nieprawdaż?
Obniżenie podatków jak najbardziej wskazane, zgoda. Pozostaje pytanie do jakiego poziomu?
Z całą pewnością wpłynęło by to pobudzająco na rozwój gospodarczy poprzez wzrost konsumpcji.
Jednakże jak zachęcić ludzi aby te pieniądze nie wydawali na duperele, ale na dzieci, ich wykształcenie i dobrobyt? Bo natura ludzka jest ułomna, zewsząd kuszą fatałaszki, samochody, telewizory itp. A więc państwo musi w jakiś sposób wpływać na zachowanie obywateli poprzez rozsądnie prowadzoną politykę pro rodzinną. Wyszedł Pan z doprawdy świetnym pomysłem rozliczania podatku dochodowego wraz z dziećmi. Ale czy to wystarczy, czy będzie to wystarczająco silnym bodźcem do powiększania rodziny? Proponowany przez Pana 10% podatek i tak jest niezwykle niski. W mojej opinii potrzeba jeszcze czegoś więcej. Może odpisywanie kosztów związanych z wychowaniem dziecka od podatku? Nie wiem czy takie pomysły są wogóle do wprowadzenia, to wszystko powinno być dokładnie wyliczone przez fachowców.
Marzy mi się system (a właściwie powrót do tego systemu) jaki panował w krajach zachodnich powiedzmy od końca wojny aż do wczesnych lat 80tych. Kiedy to ojciec, będąc głównym żywicielem rodziny zarabiał wystarczająco na jej utrzymanie, a matka zajmowała się domem i dziećmi. Proszę tego źle nie zrozumieć. Nie mam nic przeciwko Paniom chcącym oddać się karierze zawodowej, mają do tego święte prawo. Jednakże wbrew feministycznej propagandzie jest znaczny odsetek kobiet które pracują z musu, chętnie pozostałyby w domu dbając o dzieci i gospodarstwo. Nie każdy nosi w plecaku buławę marszałkowską. W tej chwili warunki ekonomiczne zmuszają kobiety do poszukiwania pracy, a dzieci najpierw do żłobka, potem do przedszkola, a potem na ulicę bo mama musi na masło do chleba zarobić, bo tata nie wydoli choćby 2 etaty wziął. I tak to nasze dzieci wychowują najpierw obcy, a potem ulica.
Podatki to tylko jedno z narzędzi polityki gospodarczej. Samo zmniejszenie podatków i puszczenie wszystkiego na żywioł sprawy nie załatwia. A co z systemem finansowym w którym emitowany pieniądz już wychodzi obłożony podatkiem, czyli procentem?
Co do państwa okradającego obywateli. Państwo jest dobrem wszystkich obywateli, a więc powinni o nie dbać. Kradzież następuje wtedy, kiedy rząd obarcza ludzi nadmiernymi ciężarami i zagrabione pieniądze wydaje nie dla dobra wszystkich swoich obywateli, tylko sam sobie i swoim kolesiom i kolesiom kolesiów nabija kabzę. Wszelkie projekty rządowe powinny być ograniczone do niezbędnego minimum, biurokracja również. No i broń Boże państwo nie powinno wdawać się w żadne spekulacje finansowe, ponieważ kończy się to zwykle płaczem. Przykładem amerykański kryzys na rynku nieruchomości, gdzie na spekulacjach poparzyły sobie palce władze Narwiku. Oczywiście ojcowie miasta nie inwestowali swoich prywatnych pieniędzy, tylko pieniądze obywateli.
http://www.iht.com/articles/2007/11/28/b...
K.J.
“Dywidenda narodowa”,
rozwązanie proponowane przez “kredyt społeczny”, wypłacana każdemu od urodzenia do śmierci z tytułu udziału w dziedzictwie bogactw naturalnych, wynalazków poprzednich pokoleń i kapitale społecznym byłaby moim zdaniem najlepszym i najprostszym rozwiązaniem problemu kiepskiej demografii, przynajmniej od strony ekonomicznej.
Nie rozwijam tu myśli, że można by wtedy zlikwidować właściwie cały socjal: zasiłki, renty, emerytury i co tam jeszcze wraz z obsługującą go biurokracją.
Co to jest 250 tys. przez 20
Co to jest 250 tys. przez 20 lat? Powody niskiej dzietności są zupełnie inne, a mianowicie kulturowe. Najwięcej dzieci w Polsce rodziło się w okolicach stanu wojennego i bezpośrednio po wojnie. Czy ci ludzie kalkulowali wtedy ile będą mieć pieniędzy w przyszłości? Bzdura.
Wg tych sugestii przeciętny Turek czy Pakistańczyk powinni mieć po pół dzieciaka. Rzeczywistość jest zupełnie inna.
Oddzielną kwestią jest to, że socjalizm faktycznie może stopować ludzi w tej materii. Swoje robią łatwe rozwody, zasiłki dla samotnych matek itp. - czyli tzw. "wyjścia awaryjne". Wszystko to (ogólny obraz) raczej nie zachęca młodych ludzi do zakładania rodziny.
Czgo się uczyć?
Dawania lapówek za rodzenie dzieci? Normalna rodzina, byle jej nie przeszkadzać, sama wie ile i kiedy chce mieć dzieci. Tymi żebraczymi "zasilkami" i "dodatkami" to tylko margines się podnieca.
cytuję ratus:Dawania
Nie chce, a może. Wiele badań wskazuje na to, że właśnie warstwa średnia, czyli ta na której opiera się całe społeczeństwo, gdyby stworzono odpowiednie warunki, decydowała by się na większą ilość dzieci. Proszę przeczytać to co odpowiedziałem Panu Bodakowskiemu.
K.J.
Proszę czasami się wczuć
Pan Bodakowski we wrzucie inicjującej niniejszą dyskusję poruszył coś bardzo ważnego i trzeba przyznać, że uczciwie pozostawił konkluzję nam uczestnikom forum. Tego nie zmienią nawet jego późniejsze wypowiedzi. A dla mnie jego post wprowadzający jest kolejnym potwierdzeniem w sumie bardzo prostego spostrzeżenia, że wszelkie inżynierie demograficzne z eugeniką na czele dają skutki inne od zamierzonych - i jest obojętnym, czy inicjatywa wychodzi z prawa, czy z lewa. A o tym, że nazisci nie bardzo zdawali sobie sprawę z tego, co robią, powiedział w serialu telewizyjnym profesor Jacob Bronowski. Określił to jako mieszankę arogancji, dogmatu i ignorancji:
Niedościgniony wzorzec polityki społecznej
Do podobnych wnosków prowadzą filmy Leni Riefenstahl propagujące aktywny udział w życiu społecznym i uprawianie sportu. Dlaczego nie korzystać z dobrych wzorców? Wiele z opisanych elementów polityki społecznej występuje we współczesnej polityce społecznej Izraela, Szwajcarii, Holandii, a od niedawna Rosji.
Nie zgadzam się, aby przedstawione schematy klasyfikować jako lewicowe czy prawicowe. Polityka implikuje subiektywizm i nieracjonalność. Np polityka prorodzinna = będziemy promować rozwój rodziny za wszelką cenę, nawet gdyby miało to być nieracjonalne i sprzeczne z panującą tradycją, kulturą, interesem narodowym...
Przedstawione schematy były racjonalne.
Racjonalne były ale nie
Racjonalne były ale nie realistyczne. Nazistowska polityka pro rodzinna jak każda polityka pro rodzina rządu okazał się nie efektywna.
Przepraszam, że się
Przepraszam, że się wtrącę, ale wydaje mi się, że dobrą polityką prorodzinną jest to o czym Pan pisał czyli:
I jeszcze ten straszny 22% VAT na zabawki, artykuły niemowlęce itd.
Teraz Państwo karze rodziców za to, że mają dzieci i nic nie pomogą jednorazowe jałmużny "pępkowe" czy jak im tam...
Zazwyczaj gdy państwo nie
Zazwyczaj gdy państwo nie przeszkadza ludziom kraj się rozwija. Podobnie rodzice sami lepiej wydadzą pieniądze niż zrobi to rząd (racjonalniej, moralniej, efektywniej). Brak polityki rządowej jest wiec najlepszą polityką. Ingerencja państwa szkodzi.
Krytykując politykę pro rodziną krytykuje więc ingerencje państwa a nie jej brak.
Dla pełnej jasności dodam że w pewnych wyjątkowych wypadkach ingerencja państwa może być społecznie korzystna. NP gdy państwo poprzez policje i prokuraturę łapie bandytów, poprzez sądy skazuje bandytów na kary, poprzez służbę więzienną kary te wykonuje. Skuteczne może też być budowanie przez samorząd kanalizacji czy wodociągów, trudno we własnym indywidualnym zakresie zbudować kanalizacje.
Mimo to pani MoniK ma racje
Panstwo w tej chwili karze obywateli.
Nie wspominajac o tym ze w tej chwili placimy podwojnie za ubezpieczenia dzieci.
Co z doksztalcaniem? W USA najdrozsze sa dobre szkoly.
Lepiej by panstwo zredukowalo do minimum zakres obowiazku szkolnego i zwiazane z nim wydatki, zostawilo (moim zdaniem to wazne bo w Niemczech mimo obowiazku szkolnego matury sa nieporownywalne miedzy landami) centralne zarzadzanie maturami. Gdyby byly jednoosobowe okregi wyborcze wtedy moze i jakosc ministerstwa (jako przysejmowej komisji d/s edukacji by sie poprawila.
Propozycja pani MoniK jest moim zdaniem bardzo na miejscu wtedy, gdy chcemy przeprowadzic reforme systemu finansowania edukacji.
Generalnie panie Janie panstwo przeszkadza ludziom przede wszystkim podatkami.
Myli sie pan tez w kwestii tego co zniszczylo wiezi w niemieckich rodzinach. Obawiam sie ze ´zamordyzm´ niemniej jak pozorny dobrobyt i praktyki ingerencji szkoly w zycie prywatne w DDRe.
Uczyc sie warto od tych ktorzy maja lepszy przyrost naturalny niz Niemcy (choc wyjatkowo ich praktyka zapodana nie tak dawno przez CDU - lapowki plus zmniejszenia podatkow na dzieci, ze zniesieniem kosztow uslug lekarskich) moze nawet zaoowocowac.
Im wiecej nas jest tym lepiej mozemy sie bronic- choc jednorazowe smieszne lapowki - przy innych stalych kosztach utrzymania malenstwa to czarny dowcip.