Typowo niemiecki wdzięk, czyli Biust Frau Merkel

Od kilku dni media ekscytują się wieczorową kreacją Pani Kanclerki IV Rzeszy Europejskiej na przyjęciu u króla Norwegii, odsłaniającą imponujące rozmiary jej gruczołów mlekowych.

Niepowtarzalna uroda, eteryczna sylwetka, talia osy i ogólny wdzięk Frau Merkel zawsze wprawdzie rzucały się w oczy, teraz jednak, jak się zdaje, z jej głównego waloru postanowiono uczynić prawdziwą polityczną Wunderwaffe. Nasza Aniela przytuli do piersi i wykarmi wszystkich Europejczyków – to byłoby całkiem pociągające motto do Traktatu Reformującego.

Tabloidy wszelako mają, jak wiadomo, słabą pamięć historyczną, a po prawdzie są jej pozbawione zupełnie. Nie wiedzą przeto, że – jak mawia biblijny mędrzec – "nic nowego pod słońcem" i wszystko już było.

Tymczasem, skłonność potomków Arminiusa do propagandowego wykorzystywania zalet dobrze zbudowanych niemieckich dójek dawno już dostrzegł francuski pisarz Maurycy Barrès.

W jego tłumaczonej na polski, lecz zapomnianej powieści Colette Baudoche. Historia młodej dziewczyny z Metzu, pruski kulturträger w anektowanej Alzacji, doktor filozofii Fryderyk Asmus, próbuje przekonać śliczną Colette i jej zacną babcię do wyższości niemieckiej cywilizacji również i w taki sposób:

Podczas pobytu w Berlinie widziałem na ulicy reklamę nadzwyczaj pomysłową. Wpadł na nią mleczarz. Wypuścił na miasto wspaniałe wozy, na których siedzące bardzo piękne dziewczęta, przebrane za mamki, miały na piersiach ogromnemi literami napis: «mleko świeże».

Niestety (dla cywilizacyjnej misji doktora Asmusa), Francuzki okazały się zupełnie niezdolne do okazania podziwu dla niemieckiej pomysłowości i organizacji, a co gorsza, uznały ją za obrzydliwość.

Z drugiej jednak strony, historia opowiadana przez Barrèsa zdarzyła się już dość dawno temu, a od tego czasu postęp zrobił ogromne postępy.

Jakie są obecnie standardy obyczajowe, nie trzeba wyjaśniać, bo widać gołym okiem, lecz przecież i standardy estetyczne też nieomal wszędzie dorównały tym, którymi w Berlinie zachwycał się pan Asmus. Promocja biustu Pani Merkel przyniesie zatem z pewnością obfity plon.

Jacek Bartyzel
inne teksty autora...

A czy Fuehrerka Aniela

nie zamierza iść w ślady Katarzyny Wielkiej?

Czy prof. Bartyzel naprawdę jest konserwatystą?

cytuję Jacek Bartyzel:
Od kilku dni media ekscytują się wieczorową kreacją Pani Kanclerki IV Rzeszy Europejskiej na przyjęciu u króla Norwegii, odsłaniającą imponujące rozmiary jej gruczołów mlekowych.

Nie śledzę mediów, więc się nie ekscytuję.

cytuję Jacek Bartyzel:
Niepowtarzalna uroda, eteryczna sylwetka, talia osy i ogólny wdzięk Frau Merkel zawsze wprawdzie rzucały się w oczy, teraz jednak, jak się zdaje, z jej głównego waloru postanowiono uczynić prawdziwą polityczną Wunderwaffe. Nasza Aniela przytuli do piersi i wykarmi wszystkich Europejczyków – to byłoby całkiem pociągające motto do Traktatu Reformującego.

Natomiast p. prof. Bartyzel chyba nadmiernie się podekscytował, co jest o tyle dziwne, ze ma przecież małżonkę, więc chyba pewne atrakcje nie powinny Panu Profesorowi być obce.

A teraz poważniej. Ja o polityce niemieckiej mam jak najgorsze zdanie, polityków niemieckich uważam za wrogów polski, ale czepianie się gruczołów mlekowych jest w złym guście.

Kobieca uroda i jej mankamenty nie powinny być tematem komentarzy politycznych, ale winny jest oczywiście udział kobiet w życiu politycznym. Miejsce kobiety jest przy ognisku domowym, a nie na publicznym forum.
I tu stawiam pytanie: Czy prof. Bartyzel naprawdę jest konserwatystą? Przecież pozwolił on swojej żonie występować w Sejmie przed milionami telewidzów. W dodatku pani profesorowa Bartyzelowa nosi fryzurę, która przystoi raczej dziewczęciu niż statecznej matronie.
Innymi słowy, prof. Bartyzel zagląda w dekolt cudzej małżonce, a sam przyczynia się do upadku obyczajów.

Pisze Pan nie na temat!

Jeśli nie widzi Pan różnicy pomiędzy publicznym obnażaniem odrażającego cielska a kiepskim(??) uczesaniem - nie zabieraj Pan głosu.

Polityka męska rzecz

cytuję antares:
nie zabieraj Pan głosu.

By zachować tę poetykę powinienem odpowiedzieć: jak się nie podoba, to mi go [głos] Pan odbierz.

Ale odpowiem inaczej. To Pan nie zrozumiał. Problemem jest udział kobiet w polityce, wówczas ich uroda staje się argumentem politycznym.
Gdyby pani Angela Dorothea Merkel (właściwie Sauerowa) trzymała się zasady Kirche - Küche - Kinder, nikt postronny by jej oglądał.

Czy słyszał Pan cokolwiek o

Margaret Thatcher? Tej Pani szkoda było by do kuchni. A swoją drogą nie posyłaj Pan do kuchni tylko kobiet, bo pański wicepremier Lepper wcześniej niż niemiecka kanclerka doznał fiksacji w sferze majtkowej.

Na szalach wagi

cytuję antares:
Margaret Thatcher

Jeden przykład. I ileś tam kobiet bez charakteru (politycznego) z drugiej strony szali. Dla mnie one przeważają, ze w imię słusznej zasady poświęciły nawet panią Thatcher.

cytuję antares:
pański wicepremier Lepper wcześniej niż niemiecka kanclerka doznał fiksacji w sferze majtkowej

Korzystał z "usług" prostytutek. Reszty nie udowodniono. I cóż znaczy "mój"?

Nie twórz Pan nowej nauki!

Co to znaczy "charakter polityczny" i jaki ma związek z cechami płciowymi? Jak określił by Pan "charakter polityczny" PANÓW Tuska, Kaczyńskich, Palikota, Schetyny czy "pańskiego" Leppera w aspekcie zawleczenia RP do kołchozu UE? Wspominając o "fiksacji" p. Leppera miałem na myśli jego przekonanie iż prostytutki zgwałcić nie sposób. Moja uwaga iż p. Lepper jest "pański" związana jest z faktem iż obaj używacie spodni.

Wpierw: czy Pan używa spodni?

Potem: związek z cechami płciowymi.
Kobieta jest postrzegana w kategoriach swojej fizyczności. Obecność kobiet w polityce sprawia, że pojawiają się oceny odwołujące się do ich atrakcyjności.
Niekoniecznie negatywne. Weźmy na przykład smukłe nogi Kondolizy Rice, która zresztą często nosi spodnie, choć z innych przyczyn niż Aniela Merkel. Albo posłanka Joanna Mucha - kobieta wykształcona (dr ekonomii), zamężna, matka dwójki dzieci, a zapraszają ją do telewizji, tylko dlatego, ze jest ładna.

Ten punkt widzenia obniża rangę polityki. Przykładowo dwie najwybitniejsze monarchinie czasów nowożytnych Elżbieta I (angielska) i Katarzyna II (rosyjska) bywają oceniane też przez pryzmat ich seksualności.
A czy gdyby w Agencji Informacyjnej TVP pracował Patryk Kotecki, to wiele spraw nie byłoby prostszych?

Na koniec. Część wymienionych PANÓW coś osiągnęła, np. Kaczyński (Jarosław) zrealizował scenariusz polegający na wyeliminowania ze sceny politycznej na czas ratyfikacji Traktatu "moich" Leppera i Giertycha. Nie oceniam tego osiągnięcia pozytywnie, ale prezes PiS udowodnił, że jest zdolny do działania politycznego.
Inna grupa PANÓW (Kuroń, Michnik, Geremek i in.) narzuciła 38-milionowemu Narodowi standardy demokratyczne. Tego też nie oceniam dobrze, ale to obiektywnie wielkie osiągnięcie.

A osiągnięć jakichkolwiek PAŃ brak.

Panie!

Nie rozumiesz Pan rzeczy prostych. Tak jak pomiędzy mężczyznami trafiają się osobniki "zniewieściałe" tak pomiędzy kobietami trafiają się Panie obdarzone męska porcją testosteronu. Jeśli chcą - potrafią być świetnymi wodzami (Joanna d' Arc; Emilia Plater; Margaret Thatcher). Niezależnie od powyższych cech przywódczych kobieta jak każdy człowiek może być pozbawioną samokrytycyzmu, smaku, hamulców. Coś takiego dopadło fuererkę Angelę i wystawiła pod nos całej publiczności swój mocno sflaczały biust! Gdyby go jeszcze pokazała w wieku lat 20-tu - pal sześć. Pokazała go jednak w okresie bardzo późnego poklimakterium, co jest wyjątkowo niesmaczne z wielu powodów. Jako wysublimowany esteta obdarzony dużą dozą wyobraźni - przez kilka dni po obejrzeniu tego odrażającego aktu ekshibicjonizmu cierpiałem na niestrawność. A swoją drogą o interesy Rzeszy której jest Kanclerzem dba należycie i z sukcesami, czemu trudno się dziwić jeśli za przeciwników choćby ze strony Polski ma zniewieściałych dziamdziaków.

سلام

Ciekawe, jaką Pan wyznaje religię - może islam - bo chyba nie katolicyzm (pewnie Pan pamięta, jak Chrystus pochwalił jedną taką, co to nie chciała siedzieć w kuchni tylko słuchała nauczania niegodnego przecież uszu z natury niepojętnej białogłowy - zgroza!)? W naszej tradycji takie podejście mieli, owszem, starożytni Grecy - homiki (a więc postawa taka była w ich przypadku niejako naturalna...) i Rzymianie - a na nasze nieszczęście rzymskie prawo stało się podstawą prawa kościelnego, przez co do dziś wydaje się niektórym, że jest to postawa stricte katolicka (a wpływ na to miał też chociażby i Arystoteles, który, tworząc przy tym zupełnie bzdurne teoryjki na tematy fizjologiczne, uważał, że kobieta jest niedoskonałym meżczyzną - ile się potem święty Tomasz musział natrudzić, żeby wyjaśnić, jak Bóg mógł stworzyć coś tak niedoskonałego! - doszedł oczywiście do wniosku, że jedynym do czego nadaje się kobieta jest rodzenie dzieci - i tu zresztą jej rola jest podrzędna - bo do każdego innego zadania lepszą pomocą dla mężczyzny będzie drugi mężczyzna - tylko co tu zrobić z księgą rodzaju, gdzie niezbyt chyba według niektórych naszych wielce pobożnych katolików rozgarnięty Pan Bóg określa kobietę jako pomoc dla mężczyzny - więcej nawet: użyte tam słowo ezer oznacza zbawienie/wybawienie, bo w takim znaczeniu występuje w innych fragmentach ST; i jeszcze drugi problem - co tu począć z kultem maryjnym!? - przecież kobieta, według Tomasza będąc niedoskonałym mężczyzną, a więc istotą zupełnie niezdolną do bycia obrazem Chrystusa, nie może być wywyższona ponad wszyściutkich co do jednego świętych-mężczyzn, a do tego jeszcze i aniołów - przecież oznaczałoby to, że jest Ona najdoskonalszym obrazem Chrystusa - zgroza, zgroza, po trzykroć - zgroza!).
Pewnie tacy jak Pan cieszą się, że taka np. Joanna d'Arc spłonęła na stosie - wszak i tej obłąkanej niewieśćie zdawało się, że ma co innego do roboty niż ,,pilnowanie ogniska domowego'', albo taka Katarzyna Sieneńska, co to potrafiła bez ogródek nawymyślać najwyższym hierarchom kościelnym - zgroza, Szanowni Panowie - że też ktoś jeszcze uznaje je za święte!!! I jeszcze ta Judyta... I kto umieścił w Apokalipsie jakąś Niewiastę walczącą ze Smokiem!!!
Nie wspomnę już drugi raz o pewnym cieśli z Nazaretu, którego podejście do kobiet pozostawia wiele do życzenia, nie owijajmy zresztą w bawełnę, Mości Panowie, śmiało nazwijmy je haniebnym i jakże dalece ,,przyczyniającym się do upadku obyczajów"!
Na szczęście żyją jeszcze na tym nieszczęsnym łez padole porządni ludzie, tacy np. hindusi, którzy doskonale wiedzą, że mężczyzna to czysty i swięty duch (purusza), a niewiasta jest pętającą go grzeszną materią (prakryti). Każde dziecko przecież wie, że mężczyzna = rozum, kobieta = macica (pieknie to widać w jodze kundalini, ale to przecież czysto katolickie podejście), a kto twierdzi, że jest inaczej - smiało panowie, chórem: ANATHEMA SIT!

To jest: Apfelbaum

Ma pan rację historia Kościoła to również...

...historia emancypacji kobiet. Od judaizmu biblijnego do greckiej kultury hellenistycznej przez św. Pawła. Następnie do Rzymu z pierwszymi papieżami. Później z świętymi patronkami i męczenniczkami oraz wspierającymi Rzym wpływowymi rzymskimi matronami, by następnie w średniowieczu istniały kobiety tak wpływowe, że zmieniały bieg historii jak wymienione przez pana Joanna d'Arc, Katarzyna Sieneńska. Od czasów obecnych.

biust

Szcerze piszac to chyba ktos bardzo nie lubi ktos FRAU Merkel w jej własnym rzadzie. widzialem to zdkecie z "podniesionym"... czyms tam... i nie moglem uwierzyc ze niemiecki rzad ma takich stylistow

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.