Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006
Ile? |
Optymaci - popularzy. Wielki konflikt
11-04-2008, 11:41 | Wojciech-Maltan
Czy JKM można przyrównać do optymatów? Taką tezę postawił Łukasz Schreiber w artykule Liberałowie jak optymaci w Starożytnym Rzymie Absolutyzowanie, a raczej nie zrozumienie, zasady konserwowania zastanego porządku doskonale wytknął Wildstein Krasowskiemu. Jak słusznie zauważył dziennikarz Rz, idąc tropem (zachowawczości made in Dziennik) konserwatysta musiałby popierać aparat represji PRL, cenzurę, monopartyjność et cetera. Jeszcze bardziej ryzykowne jest porównywanie obecnych rozwiązań ustrojowych ze starożytnym Rzymem. Jeżeli optymaci mają być - w rozumieniu autora - fundamentalną prawicą, to czy popularzy będą obecną lewicą (kawiorową)? Unii Polityki Realnej i jej byłego lidera nie trzeba nikomu przedstawiać. Dlatego w tym krótkim szkicu przedstawię punkt kulminacyjny sporu optymatów i popularów. Aby przybliżyć ogólne uwarunkowania republiki odsyłam do tekstu Od królestwa do cesarstwa Wikipedia jest wyjątkowo skromna w opisie tego zachowawczego stronnictwa, owszem podaje, że optimates (najlepsi) od optimus, czyli najlepszy. Datę powstania (druga połowa II. p.n.e.) i najważniejszych reprezentantów (m.in. Sulla) i wielki konflikt, w którym śmierć ponieśli bracia Grakchowie. Niższe warstwy systematycznie uzyskiwały poszerzenie swobód, był to proces, który trwał od schyłku monarchii. Polegał przede wszystkim na samoorganizacji tych ludzi. Możne rody od początku powstania republiki nie chciały dopuszczać w swoje szeregi ani nowych ludzi, ani nie zależało im na polepszeniu sytuacji biedoty. Cały czas między nimi dochodziło do spięć, utarczek, walki o władzę. Altruizm popularów jest zdecydowanie przesadzony, im też zależało na przejęciu władzy, a zdarzyła się ku temu świetna okazja. Dla najniższych warstw nie miały znaczenia pobudki, oni chcieli żywności, ziemi. Stronnictwo zachowawcze obecne było przez wszystkie lata republiki, w II w. p.n.e. w obliczu wydarzeń z całą siłą i stanowczością zaznaczyło swoją pozycję. Przejadanie zdobyczy wojennych nieuchronnie prowadziło do kolejnych wypraw wojennych, jeżeli armii było dość, panowała w niej karność, zdobywano cenne łupy, to groźba rewolty przesuwała się w czasie. W okresie wojen punickich chyba po raz ostatni senat wykazuje się odpowiedzialnością za państwo. Później było już tylko gorzej. Na te problemy senatu nakładały się jeszcze inne: trudności z utrzymaniem porządku w prowincjach, pogarszająca się sytuacja chłopów ( ich pracę wykonywali niewolnicy, a oni zostawali na utrzymaniu państwa), nie wchodzili w szeregi wojska. Część bezrobotnych znajdowała zatrudnienie przy wielkich budowach finansowanych z wypraw armii rzymskiej, jednak to nie usuwało przyczyny problemu. Wojny, zwłaszcza z Hannibalem, były bardzo niekorzystne dla rzymskich chłopów. Uprawy były niszczone, ziemia zagrabiona, pozostawało im udać się do Rzymu. W tym okresie wzrastało znaczenie m.in. prawa pretorskiego. Podstawą rolnictwa byli niewolnicy, którzy pracowali na wielkich majątkach ziemskich, nazywanych latyfundiami. To wszystko w efekcie prowadziło do systematycznego oczyszczania skarbca, pieniądze były potrzebne na wojny, na utrzymanie chłopów. Stolica Imperium nie była w stanie wyżywić takich ilości ludzi, nie dziwi, że były lata, w których ludzie cierpieli z braku pożywienia i wody. W takich warunkach mógł odnaleźć się ktoś, kto zaproponuje tym biedakom miejsce do życie i pracy. Po niespełna 4 latach na scenie politycznej pojawia się pierwszy z braci. Tyberiusz Grakchus. Tyberiusz (wybrany w 134 przed Chrystusem na trybuna ludowego), syn pretora (udane wyprawy do Hiszpanii), planował reformę ziemską (ager publicus - grunt państwowy). Chciał, aby Ci, którzy nie mają ani piędzi ziemi własnej, otrzymali siedem hektarów na własność, na których będą mogli gospodarować. W ten sposób mogliby odbywać służbę wojskową. Trybun chciał pozyskać tę ziemię poprzez odebranie nadwyżek, tym właścicielom, którzy otrzymali ponad miarę. Zaletą tego rozwiązanie było również wprowadzenia opcji dziedziczenia. Na straży reformy stanąć miało trzech mężów, nadzorujących prawidłowość obieranie i przekazywanie ziemi. Z większym rozpędem reforma ruszy dopiero za czasów Gajusza. Jego największym błędem było postawienie się w opozycji do całego senatu i obranie sobie za stronę dyskusji wyłącznie zgromadzenia ludowego, to było zlekceważenie szacownego urzędu. Potwarz dla senatorów. Musieli zareagować. Być może za duże nadzieje pokładał w konsulu, Scaevoli, patronie i towarzyszu. Owszem, wstawił się za nim, jednak nie zapobiegł wyprawie senatorów na Wzgórze Kapitolińskie, gdzie odbywało się concilium plebis z udziałem Tyberiusza, podczas którego obradowano nad legalnością kolejnej kadencji trybuna. Miał bowiem silnego przeciwnika w osobie Scipio Nasica Serapio, byłego konsula, a ówczesnego najwyższego kapłana. On to wniósł przed senat sprawę Tyberiusza i jego rzekomych prób wprowadzenia tyranii, a gdy nie uzyskał posłuchu u konsulu, to poprowadził senatorów i pomocników ku Tyberiuszowi. Tłum uzbrojony w pałki i kamienie przedzierał się do swojej ofiary. W ten haniebny sposób zgładzono trybuna ludowego i więcej niż trzystu ludzi - pisał Plutarch. Zasadne wydaje się podkreślić, że ten barbarzyński występek był złamaniem prawa. Tak przez Nazykę, jako inicjatora prywatnej krucjaty, jak i bezpośrednich sprawców, wśród których wymienia się: Rufusa i Satyreiusa. Po tych wydarzeniach przezorni senatorzy uchwalili scu - była to kolejna rysa na fundamencie tej szacownej instytucji, świadcząca o utracie kontroli, poczuciu bezsilności i przewidywaniu kolejnych kłopotów. Po kilkunastu latach do władzy doszedł brat Tyberiusza, Gajusz. Przemyślana polityka doprowadziła do owocniejszych rezultatów. Dostrzegł to, czego nie widział jego brat, siłę ekwitów. Przyznał im władzę sądowniczą (lex iudiciaria), nastąpiło to w 123r. p.n.e. Uzyskał ich przychylność, rozbił jedność w senacie. Obok tak ważnych instytucjonalnie zmian na korzyść ekwitów, Gajusz nie zapominał o ich kieszeniach. W prowincjach, w których weszli w skład trybunałów, zarządzali finansami, sprawy podatkowe były w ich rękach. Udzielali pożyczek. Sytuacja tej grupa prezentowała się więc znakomicie, zwłaszcza, że senatorowie nie mogli parać się handlem. Mógł tedy przeprowadzić inne reformy, lex frumentaria - na tej podstawie państwo dopłacało do sprzedawanego zboża, w późniejszych latach będzie rozdawane za darmo. Uprzednio zmagazynowano oferowało po stałych cenach. Komisja trzech ruszyła ze zdwojoną siłą. Gajusza pogrzebał śmiały zamiar, mianowicie zaproponował nadanie obywatelstwa sprzymierzeńcom i stworzenie kolonii nieopodal Kartaginy. W tym celu opuszczał Rzym. Jego nieobecność wykorzystali senatorowie i drugi trybun, Drusus, przedstawiając inny plan , stworzenie dwunastu kolonii na miejscu. Zgromadzenie ludowe zaaprobowało ten projekt. Gdy Gajusz tracił na znaczeniu, stopniowo rozpoczęto uchylanie jego ustaw. Kres reform Gajusa przypieczętował wybrany na konsula Opimiusz. Po dramatycznych wydarzeniach na Kapitolu senat uchwalił scu - senatus consultum ultimum - czyli zagrożenie bezpieczeństwa państwa, szczególne uprawnienie przekazane konsulowi. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego jeszcze nie zapowiadało tego, co wkrótce miało nastąpić. Na wezwanie senatu nie odpowiada Gajusz z senatorami. Zamiast przed ich oblicze udaje się na Awentyn. Stamtąd wysyłają sygnały pojednawcze, ale Opimusz odpowiada mieczem. Przekazy podają, że zginęło blisko 3000 towarzyszy lidera popularów, a on sam nakazał słudze, aby go zabił. Co też uczynił, chwilę po zabił też siebie. Warstwy uboższe tylko iluzorycznie uczestniczyły w sprawowaniu władzy, od zarania republiki zaczyna się to zmieniać na korzyść plebsu. Stosunek do osób z niższej warstwy społecznej był inny za królestwa albo pryncypatu, a wreszcie dominatu. Senat nie był dość elastyczny i za późno reagował na symptomy choroby. Działalność popularów oceniłbym raczej jako konsekwencję, a nie przyczynę upadku republiki. Oczywiście – jedną z wielu. Analogie do naszych czasów wydają mi się dość karkołomne, nawet przy pozornych podobieństwach. Dlatego postawiłbym inną tezę, że to brak wolności gospodarczej i swobód obywatelskich przyczynił - oczywiście w stosownym czasie, nie zapominając o innych przyczynach - do upadku Rzymu... Wojciech Łapiński |
Jak JKM można prównywać
Jak JKM można prównywać do kogoś ze starożytnego Rzymu - to do Kaliguli i Nerona.
Podobnie jak Kaligula ma nierówno pod sufitem i podobnie jak Neron ma się za wybitnego fachmana od wszystkiego.
A Pana do kogo?
Może do natręta z satyry Horacego?
Chciałbym przypomnieć, że Kaligula uprawiał terror w najbliższym otoczeniu i za nic wysyłał ludzi na krwawe tortury. Neron m.in. kazał prześladować chrześcijan przez rzucanie ich lwom na pożarcie albo ścinanie, a także kazał zamordować swoją matkę. JKM więc nieco się różni od tych władców.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Ma Pan rację
Ktoś powiedział że "niektórym się wydaje, że jak wejdą na wysoką górę i ją oplują to będą więksi od niej".
na przykład panu Adamowi
na przykład panu Adamowi Dankowi.
Krytyka jest
czymś innym niż obrażanie. Słyszałem już wielu którzy mówili o JKM podobnie jak Pan że "ma nierówno pod sufitem". I na tym się kończyło,- żadnych argumentów.
Argumenty? He he, przecież
Argumenty? He he, przecież dowody na opowiadanie przez JKM bredni miały by objętość encyklopedii...
Wręcz nieźle trzeba się naszukać, by znaleźć jakiś tekst tego pana nie zawierający bzdur.
Komentarzem
"he he", sam o sobie wystawia Pan opinię. Wstyd!
Wstyd to pouczać, gdy się
Wstyd to pouczać, gdy się błądzi.
Zajrzyj Pan do słownika, szanowny nieuku:
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=he
@ ja_pan JKM onegdaj już Pana
zaliczył do jednego z typów absolwentów peerelowskich szkół, które nauczyły czytać tych, którzy nie rozumieją "pisanego"
Nagana z ust głupca jest
Nagana z ust głupca jest pochwałą, zatem dziekuję panu JKM za tę opinię o mnie.
JKM nie ganił Pana!
Ganił obowiązujący w peerelu (do teraz) system nauki. Jak widać - rzeczywiście nie rozumie Pan pisanego!
JKM całą swoją edukację
JKM całą swoją edukację przebył w czasach PRLu, czyli pisał o sobie :-)
Tylko młot i przygłup zdobywszy dyplom
czegokolwiek - wiesza go na ścianie jako dowód swej "mądrości". Rozumiem, że trudno to Panu zrozumieć iż dyplom jakiegoś ujotu na ścianie to doskonały dowód na pewne ograniczenia umysłu "wiesztiela". Człowiek inteligentny wykorzystuje szkołę jako naukę warsztatu myślenia samodzielnego.
JKM nie ma dyplomu UJ, tylko
JKM nie ma dyplomu UJ, tylko UW.
Wstyd przynosi tej uczelni, dziś jednej z najlepszych w Polsce, lecz niegdyś puszczającej rozmaite miernoty, w tym pana JKM.
Tytani i karzełek
Mikke za nic wyrzucił (bezprawnie!) prezesa swojej partii, a że go nie torturował - to tylko dlatego, że nie ma takiej władzy jak Kaligula.
Tylko i wyłącznie skalą i możliwościami. Tamci przewyższali go o niebo znaczeniem i wielkością. Oni to wielkie figury, a JKM to karzełek. Ze śpiewu i deklamacji Nerona też by się ludzie naśmiewali (gdyby mogli to robic bezkarnie), tak samo, jak naśmiewają się z głupiego seplenienia JKM.
Błędne porównania.
Niech Pan się zastanowi, zanim sięgnie po porównania z postaciami z historii starożytnej. Tchórzliwy Kaligula był chory psychicznie, kazał zabijać ludzi za to, że mu nie potrafili szybko i inteligentnie odpowiadać, uprawiał seks z kim popadło, m.in. z siostrą i sługami. Neron uprawiał prześladowania chześcijan, lubił występować na scenie w Grecji, wreszcie ścigany przez tryumfujących przeciwników przebił się mieczem. Nie był jednak złym władcą, działał na rzecz rozwoju prowincyj, odbudował spalony Rzym.
Wiem o tym, że JKM doprowadził do wyrzucenia tych, którzy sporo w UPR zmienić, żeby partia przestała być jego poletkiem, że tolerował TW "Beretę". Ale porównywanie go do obłąkanego Kaliguli czy Nerona jest całkowicie chybione.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Mniej zależało mi na porównywaniu
JKM do kogokolwiek, a więcej na ciekawszych aspektach tamtych czasów. W każdym razie, krytyka Kaliguli jest mocno naciągana. ;) Nie zgadzam się z diagnozą, poproszę o inną.
Bardziej już pasuje przyrównanie do filozofa, przecież JKM władzy nie zdobył, jak rozumiem, wtedy spełniłyby się Pańskie najgorsze sny...
Nawet nie chce pytać, za kogo ma Pan Michalkiewicza.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Absolwent filozofii z łaski to nie filozof
Zdobył za to z trudem wielkim (jako ekstern) magisterium z filozofii.
Za tego, kim jest. Niedorobiony prawnik, niedorobiony, nudny felietonista (powtarza jeden cytat po kilkadziesiąt razy), nadrabiający wszystkie swoje braki efekciarskim skandalizowaniem.
Nigdy nie uwierzę
że można być takim głupolem jak Pan, dlatego też myślę że wykonuje Pan polecenia jakiegoś oficera prowadzącego, co może świadczyć trochę na Pana korzyść, jako logiczne, celowe działanie.
Nie był Pan łaskaw
Nie był Pan łaskaw wskazać, na jakiej podstawie uważa mnie Pan za głupola.
A co do oficerów prowadzących - proszę się zwrócić do tego, który prowadził wieloletniego członka UPR i stałego felietonistę "Najwyższego Czasu!", TW o pseudonimie "Bereta", ten oficer będzie najlepiej w tym temacie zorientowany :-).
Konflikt pomiędzy optymatami a popularami
Nie zgodziłbym się, że epoka Grakchów była kulminacją tego konfliktu - prędzej wskazałbym wojny domowe, zwłaszcza tą sullańską. Niemniej, za Grakchów zarysowały się strony konfliktu i nakreślono scenę przyszłych batalii.
Rządzony przez arystokrację Senat stanowił ciało pozornie doradcze, które jednak mocą obyczaju skupiało w sobie wielką władzę - prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Trudno wręcz nakreślić granicę tego, co Senat powinien, co mógł, a co robił w praktyce. Ponieważ jednak skupiał on wszystkich najbardziej wpływowych ludzi w państwie, w tym byłych, obecnych i przyszłych urzędników państwowych, było to miejsce gdzie decydowały się losy państwa i gdzie podejmowano kluczowe decyzje. Urzędnicy zasiadali na swoich kadencjach krótko, z reguły do wykonania ściśle określonego zadania w określonym zakresie kompetencji i ich rolą było to zadanie jak najlepiej wykonać. Nawet człowiek dzierżący najwyższą władzę, konsularną, często prawdziwe wielkie wpływy osiągał dopiero po zakończeniu swojej kadencji i wejściu do elitarnego grona viri consulares - byłych konsulów sterujących z tylnego fotela polityką państwa. Pomimo jednak, że zasiadający w Senacie bez wyjątku należeli do bogatych i uprzywilejowanych, nie wszyscy byli zadowoleni swoją pozycją w tym gronie. Przedstawiciele nowych rodów, choć dzięki mozolnym staraniom obecni w Senacie i dopuszczeni do niższych urzędów, musieli czasami czekać kilka pokoleń na wejście do absolutnej elity. Dlatego też, pomimo że Senat był naturalnym miejscem do rozstrzygania przyszłości państwa, ambitni ludzie pragnący zreformować państwo i zmienić układ sił, coraz częściej czuli się zmuszeni do szukania innych sposobów na osiągnięcie celu – używając do tego Zgromadzenia Ludowego. Im bardziej nieprzejednany przeciwko zmianom był Senat, tym chętniej reformatorzy używali tej broni. Zgromadzenie Ludowe posiadało, w przeciwieństwie do Senatu władzę prawodawczą, ci sami jednak ludzie, którzy kontrolowali Senat, kontrolowali jednak również Zgromadzenie, w II wieku jeszcze dość konserwatywne i chętnie przychylające się do zdania senatorów. System głosowania nadawał również znacznie większą wagę głosowi zamożnych obywateli – stateczniejszych i mniej skłonnych do zmian.
W 2 połowie II wieku p.n.e rządzące ówcześnie pokolenie arystokratów straciło kontakt z niższymi warstwami obywateli i ich problemami, co było do tej pory silną stroną „ojców” z Senatu. Poprzez setki swoich uboższych klientów, senatorowie posiadali nie tylko kontrolę nad ludem, ale też rozumieli jego problemy, byli też w stanie zawczasu wyczuć nadchodzące wstrząsy. Tymczasem – oprócz innych - narastał problem wielki jak słoń, zignorowany i przemilczany.
Postępujący upadek drobnego i średniego rolnictwa w Italii.
Przyczyn było wiele:
- bolesna w skutkach wojna punicka, która przetoczyła się przez Italię
- tanie zboże ze zdobytych obszarów na Sycylii i w Afryce, które pod względem wydajności produkcji rolnej znacznie przewyższały jakikolwiek region w Italii
- konkurencja ze strony wielkotowarowych ladyfundiów opartych na pracy niewolniczej
- kosztowna, obowiązkowa i długotrwała służba wojskowa
Wszystko razem działało jak samonapędzająca się lawina.
Dzielni rzymscy właściciele ziemscy, wyekwipowani na własny koszt, byli powoływani na kampanie wojenne. Część z nich ginęła, osieracając pozostałą na gospodarstwie rodzinę, część wracała jako kalecy. Pozostali przywozili łupy. Zwycięstwa Rzymu oznaczały strumienie pieniędzy do rąk dowódców - wielkich posiadaczy ziemskich, którzy wykupywali następnie swoich sąsiadów. Oznaczały zdobyte tereny, produkujące i dostarczające za pół darmo tanie zboże, stanowiące konkurencję dla produkcji tegoż żołnierza. Im więcej prowincji Rzym zdobywał i im dalej się one znajdowały, tym większy wysiłek militarny był potrzebny, aby je utrzymać i tym dłuższe były kampanie wojenne. Im więcej rolników poległo lub zbankrutowało, tym większe obciążenie służbą wojskową spadało na pozostałych i tym szybciej zachodziły opisane przeze mnie zjawiska. W czasach przed wojnami punickimi Rzym chlubił się niemalże nieograniczonymi – na skalę starożytną rezerwami mobilizacyjnymi. Nawet utrata przeszło 100 tysięcy żołnierzy nie stanowiła przeszkody do wystawienia kolejnych 100 tysięcy. U schyłku II wieku nawet zwerbowanie 5 legionów wiązało się z ogromnymi trudnościami, werbownicy zmuszeni byli do łamania prawa – powoływania zbyt młodych i zbyt starych obywateli, nawet tych z odsłużoną przepisową liczbą kampanii wojennych lub wcześniej zwolnionych ze służby. To co dawniej było niedogodnością, teraz stało się zmorą tych jeszcze obywateli z odpowiednim cenzusem majątkowym, którzy dotrwali do tego czasu.
Na domiar złego, zdobyte ziemie trafiały do wpływowych latyfundystów, a państwo zaniechało niemal zakładania kolonii na podbitych terytoriach, co pozwoliłoby uzupełnić wyrwę w klasie zamożnych rolników. Z punktu widzenia rządzących w Senacie latyfundystów, rozdzielanie lub dzierżawienie państwowej ziemi pomiędzy nich, było o wiele atrakcyjniejsze niż zakładanie kolonii.
Przywódcy popularów próbowali zmienić sytuację za czasów Grakchów, ale zostali pokonani przez silniejszego i bardziej bezwzględnego przeciwnika. Optymatom zarzucam to, że nie mieli nawet własnego planu zaradzenia tej sytuacji. Jedyne co wymyślili to ignorowanie problemu i czasami – zachowanie przy życiu rozwiązań popularów – jak było w wypadku armii wzoru Mariusza. Optymaci obawiali się osłabienia swojej pozycji, utraty ziem państwowych w ich posiadaniu. Nie uważam tego za patriotyczną motywację. Obawiali się też – słusznie – erozji powagi Senatu i zdobycia przez zwycięskich reformatorów osobistej władzy zagrażającej Republice. Te jednak problemy sami byliby w stanie rozwiązać, gdyby okazali się bardziej skłonni do kompromisu i rozstrzygnęli wszystko w kurii Senatu.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Na dziś powiem tyle
, że będę upierał się przy stanowisku, że konflikt braćmi był punktem szczytowym, po nim już tylko tendencja spadkowa. Po tych wydarzeniach już wielokrotnie wykorzystywano scu. To osłabiło senat, który mimo wszystko jednoznacznie pokazał, kto tu rządzi, a wzmocnienie ekwitów miało niebagatelne znacznie dla dalszych losów republiki - niejako sformalizowano ich działalność, zwiększając ich prestiż, na tle upadającego senatu było to niezwykle korzystne.
Za wojen się ten proces zintensyfikował. Jednak wtedy senat miał jeszcze poważanie.
Można powiedzieć, że najwięksi ludzie Rzymu wyrośli na roli.
Na dłuższą odpowiedź proszę poczekać do jutra :)
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Najważniejsi senatorowie straszliwie bali się
bardzo ambitnych jednostek, które wg nich dążyły do jedynowładztwa. Walka o najwyższą władzę w Rzeczpospolitej Rzymskiej była jednak nieunikniona. Ambicje braci Grakchów zbyt daleko wykraczały poza dozwolone granice. Po ich krwawo stłumionych wystąpieniach należało oczekiwać powtórki z rozrywki.
Dlatego zgodziłbym się, że te wydarzenia miały decydujący wpływ na bieg historii. Dziejopisowie opcji senatorskiej przedstawiali Grakchów jako dążących do zdobycia władzy królewskiej. Późniejsze przypadki były zasadniczo powtórzeniem ich działań. Po krwawym konflikcie Mariusza i Sulli, dyktaturze Sulli i rzezi stronników Mariusza, ustanowieniu triumwiratu i zwycięstwie Gajusza Juliusza Cezara nie było powrotu do systemu republikańskiego, który nie odpowiadał na wyzwaniu czasów.
Poza tym czołówka senatorów faktycznie nie godziła się na oddanie choćby piędzi władzy - dowodzeni przez nich optymaci nie mieli programu działania. Zabili Cezara i nie potrafili niczego wymyślić, co mogłoby go zastąpić.
Fakt, że po kilkuletnich rządach Sulla ustąpił, nie miał specjalnego znaczenia.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Moim zdaniem nie bali się wystarczająco.
Unieszkodliwianie zbyt potężnych i ambitnych jednostek skończyło się mniej więcej na Scypionie Afrykańskim Starszym. Po nim, dzięki kolejnym zwycięskim wojnom, strategicznym mariażom i zdzierstwom w prowincjach zaczęli się pojawiać magnaci jeszcze potężniejsi i jeszcze bardziej wpływowi, a jakoś nikt ich ani nie zabijał, ani nie odsuwał na boczny tor. Klasycznym przykładem człowieka niebezpiecznego dla państwa był Gnejusz Pompejusz Magnus, który odziedziczył po ojcu kolosalny majątek, przez lata sprawował dowództwo nad zwerbowanymi przez siebie prywatnymi legionami, jako człowiek prywatny uczestniczył w wojnie domowej, nie należąc wówczas do Senatu i nie piastując wcześniej ŻADNEGO urzędu państwowego otrzymał od senatorów namiestnictwo Hiszpanii i pełnomocnictwa prokonsularne na wojnę z Sertoriuszem. Konsulat piastował po raz pierwszy z naruszeniem wszelkich zasad, takich jak minimalny wiek i wcześniejsze urzędy. Przez lata, na równi z Krassusem, był najbogatszym człowiekiem w Rzymie, miał najliczniejszą rzeszę klientów i posiadał własne stronnictwo w Senacie. I co zrobił z tym fantem Senat? Nic specjalnego. Połączone siły zasiadających w Senacie ludzi wystarczyłyby z naddatkiem do zniszczenia nawet takich magnatów. Na to jednak zabrakło ikry. Może o tym należało pomyśleć we wcześniejszych fazach ich kariery. Próbowano ich jedynie rozgrywać przeciwko sobie - działało to do momentu, kiedy Pompejusz, Krassus i Cezar postanowili się władzą podzielić, zamiast o nią walczyć.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Zapewne niewystarczająco.
Grały różne interesy. Ostatecznie senatorowie uznali Pompejusza za swojego stronnika przeciwko Cezarowi, choć w rzeczywistości między jednym a drugim niewielka była różnica w tym sensie, że gdyby Pompejusz wygrał z Gajuszem Juliuszem, też by sięgnął po jedynowładztwo.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Moim skromnym zdaniem
następcy Grakchów: Saturnin i Sulpicjusz byli od nich groźniejsi - tym bardziej, że dysponowali wiedzą, gdzie popełnili błąd ich poprzednicy. Wojny domowe zaś wywarły znacznie większy wpływ na losy Republiki niż, przedstawiając rzecz we właściwych proporcjach - rozróby na Forum. Choćby dlatego, że po "rozróbach" opadał kurz i równowaga sił była z grubsza przywrócona, a po wojnie domowej zostawał zwycięzca i jego armia, który, choćby z najlepszymi intencjami, rozkładał Republikę samym swoim istnieniem.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Jedynowładztwo było nieuniknione.
Państwo rzymskie nie mogło inaczej się rozwijać jak w tym kierunku. Ustrój republikański tak czy inaczej nie mógł się utrzymać w rozrastającym się państwie. W świetle tego nieistotne było, kto zwyciężył w wojnie domowej. Sami starożytni zresztą np. nazywali Pompejusza ukrytym Cezarem.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
To do "jutra"
trochę się przedłużyło ;) Do walki Adamka jeszcze czas, więc do rzeczy.
Wojny i wydarzenia na Forum to oczywiście różne rzeczy. Jakościowo jak i znaczeniowo. Moim zdaniem, jakkolwiek wojny były tym czasem, kiedy senat odgrywał znaczącą rolę, był ostoją. Jednym z filarów. Tak po wojnach, kiedy już przejedzono efekty, nawet nie myślano o reformach (poza pewnych gronem, które od zarania Republiki było bliskie tej grupie społecznej, nie będę się upierał, że to tylko wyrachowanie), zaczął się rozkład.
Wydarzenia na forum były znaczące, ukazały indolencję senatu. Po tym wydarzeniu nie było już mowy o utrzymaniu autorytetu tego ciała. Z czasem już było tylko gorzej.
Stan nadzwyczajny później już był chętniej wprowadzany i z całą mocą wykorzystywany, w jakiś sposób - senat pozostawiał w gestii konsula wybór środków realizacji - ten proceder wulgaryzował się. W wielu sprawach był po prostu zemstą polityczną, jak wobec Rabiuriusza (odebranie życia Saturninowi) ze strony Cezara. Cyceron też nie był bezinteresownym obrońcą, posługującym się prawdą, jako jedynym orężem. W przypadku Saturninusa sprawa się komplikuje, bowiem tam scu dotyczyło nie tylko trybuna, ale i pretora.
Jeszcze inna sprawa to scu przeciwko Katylinie, gdzie Cyceron popisuje się swoim kunsztem oratorskim (interpretacją w zależności od jego interesów), żeby przekonać o niezbędności najsurowszych rozwiązań.
Scu pomyślane jako obrona senatu, okazało się grabarzem tegoż. Dlatego o tym (scu i realizacji tej uchwały; pozostają jeszcze kwestie legalności poszczególnych uchwał) tyle piszę, bo uważam, że to było znaczące i decydujące wydarzenie. A będące konsekwencją poprzednich nieudanych decyzji i zaniechań.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Piszemy z dwóch stron o zasadniczo tym samym
Nawet w podobnym ujęciu.
Chciałbym jednak położyć nacisk na coś zmiany w układzie sił, bo one spowodowały zmiany w prawie, a nie odwrotnie. Zgromadzenie Ludowe reprezentowało 5 klas obywateli, Senat jedynie najwyższą. Zgromadzenie stanowiło prawo, Senat stanowił organ doradczy. Dopóki oba zgromadzenia kontrolowali ci sami ludzie, nie było powodu do istnienia Senatus consultum ultimum. scu było, owszem, pośrednim dowodem słabości, ale nie zgodzę się, że było szkodliwe czy nieskuteczne w obronie Senatu. Powiodło się przeciwko Gajuszowi Grakchowi, powiodło się przeciwko Saturninowi, przeciwko Lepidusowi i przeciwko Katylinie. Nie powiodło się przeciwko Cezarowi, ale nie z tego powodu, że dano Pompejuszowi zbyt mało uprawnień, zbyt mało wojsk, czy zbyt mało środków. Tych było dosyć - czego zabrakło, to równej Cezarowi energii w ich wykorzystaniu.
Poczynając od momentu, kiedy Korneliusz Sulla ruszył z armią na Rzym, siła stała ponad prawem. Rola aktów prawnych w tym konflikcie systematycznie malała nie dlatego, że były źle napisane, czy degradowały się poprzez nadużywanie, ale dlatego, że legiony wyruszyły w pole. W przerwach między konfliktami prawo i polityka wracały do łask, dopóki trwała jakaś równowaga sił. Kiedy równowaga upadała, nie dało się już jej przywrócić metodami niemilitarnymi. Trzeba było zwyciężyć i liczyć na pewnego rodzaju samodyscyplinę zwycięzcy. A było z tym coraz gorzej. Tym bardziej, że Senat umiał był niewdzięczny (potraktowanie Pompejusza Wielkiego po zwycięskim powrocie ze Wschodu) i rodziła się pokusa, żeby siłą sięgnąć po to, czego nie chcą dać po dobroci.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Jeżeli wcześniej zadeklarowałem
że będzie to polemika, to musiałem się dostosować do tej konwencji. :) W trakcie zauważyłem, że właśnie w większości kwestii się zgadzamy. Inaczej rozkładamy akcenty. Ja zwracam na pomijaną zazwyczaj kwestię, którą było scu - niewykluczone, że inne czynniki też zdecydowało, że ten wątek jest mi dość bliski ;). Ale to też jest konsekwencja, która sama w sobie była upadkiem obyczajów, senatu, a z czasem i republiki. Republiki była na równi pochyłej.
W tym sensie się nie powiodło, że w dłuższej perspektywie było szkodliwe, a w późniejszych latach było wykorzystywane jako zwyczajny oręż w walce politycznej, a nie środek nadzwyczajny, które faktyczny mógłby być wykorzystywany w ważnych i skrajnych dla republiki momentach dla jej ochrony. Jednak tu zaważyła geneza powstania tego uprawnienia, skażona grzechem nadpobudliwości, zapalczywości.
Dlatego przesadza się z tą wspaniałą demokracją rzymską, bo była dla wybranych.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Władza typowo oligarchiczna
ma sens jedynie przy spełnieniu kilku warunków:
1. uregulowana "sportowymi" regułami konkurencja pomiędzy oligarchami - czyli walka o władzę, ale nie tak zaciekła, żeby zachwiała całą konstrukcją
2. ustawienie - mocą całej oligarchii - wysoko postawionej poprzeczki kompetyncyjnej i moralnej dla potencjalnych rządzących
3. dopływ świeżej krwi - nie za mocny, nie za słaby
Nawet jeśli przytemperować peany rzymskich pisarzy, Republika pomiędzy IV a II wiekiem funkcjonowała w tym układzie bardzo dobrze. Praktycznie nie było pęknięć wewnętrznych, które były niemal zasadą w miastach tej epoki. Rządzący oligarchowie często odnosili zwycięstwa, rzadko porażki - co było dowodem ich kompetencji. Oligarchia jako całość łączyła konserwatyzm z elastycznością. Poszczególni nobilowie mieli sztywne karki, ale Republika jako taka potrafiła być giętka - kiedy Rzym potrzebował Fabiusza, używał Fabiusza. Kiedy potrzebował Marcellusa, do walki zrywał się Marcellus. Kiedy sytuacja wymagała Scypiona, znikąd pojawiał się Scypion.
Taki system jednak bardzo wiele wymagał od arystokratów. Nawet mniej bezlitośni od Katona cenzorzy potrafili jednym pociągnięciem pióra zniszczyć tych, którzy niemoralnym trybem życia lub nienależytym przykładaniem się do państwowych obowiązków przynosili wstyd klasie rządzącej.
Jeśli zaszczyty były jedną stroną monety, obowiązki były drugą. Pod Kannami padła czwarta część senatorów. Człowiek wysoko urodzony od dzieciństwa do śmierci owinięty był kokonem dobrego i właściwego zachowania, oczekiwaniami ludzi od których zależał i którzy byli od niego zależni, koniecznością utrzymywania w należytym porządku rodowego majątku i zatroszczenia się o przyszłość nieśmiertelnego ciągu rodowego, którego w danej chwili był beneficjentem, reprezentantem i niewolnikiem.
Moim zdaniem, dopóki rzymska arystokracja zachowywała swój wysoki etos, poświęcała się służbie państwowej i osiągała w tym sukcesy, miała jak najbardziej prawo domagać się pierwszego miejsca w państwie. Kto wymaga wiele od siebie, może wymagać wiele od innych.
W epoce schyłku Republiki nie miało to jednak miejsca.
To rozdźwięk pomiędzy tym, co arystokracja dawała Rzymowi, a tym, co od niego brała, spowodował wielkie zaburzenia w elicie władzy.
Nie przepadam za płaskimi analogiami, ale jeśli mieliby się w Polsce już znaleźć jacyś odpowiednicy popularów i optymatów, byliby to postkomuniści i postsolidarnościowcy. Nie podejmuję się wskazać którzy są którzy. Obie interpetacje nieco pasują.
Razem tworzą oni stosunkowo zamkniętą arystokratyczną kastę, która straciła swoje moralne przywództwo nad narodem, ale nie utraciła jeszcze sił, żeby obronić swoją egzystencję. Przy akompaniamencie zażartych walk wewnętrznych będą przeciągać linę do momentu, kiedy zawali się cały system polityczny i stare podziały stracą rację bytu. Jak stało się w Rzymie - gdzie po pokoleniach WALK O WŁADZĘ w Republice, po złożeniu ogromnej daniny krwi, wszyscy uczestnicy walk obudzili się jako poddani Cesarstwa, dla niepoznaki nazwanego Republiką.
A kim jest w takim razie JKM? Gawędziarzem na Forum. Często można go zobaczyć, jak przechadzając się na rynkach objaśnia świat grupce swoich zaprzysięgłych zwolenników, oraz tym, który chcą jego ciekawych historii posłuchać. Kiedyś był przez kadencję trybunem ludowym i zrobił nieco szumu. Ludzie go znają. I dlatego zawsze znajdzie się bułka z omastą dla gawędziarza. I dlatego nigdy już nie będzie trybunem.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Wstępnie się zgadzam,
ale mam pewne uwagi - o czym później napiszę. Na pewno dziś :). Teraz o tym, bo zapomnę:
Pomijam oczywiście, że jeżeli JKM o czymś nie słyszał, to nie mogło się zdarzyć. Ta absolutna władza (nad życiem i śmiercią) była nadużywana i nie musiała prowadzić bezpośrednio do zejścia Ale zostawmy to. Czytając to, przypomniałem sobie, że przecież od pryncypatu zaczyna się osłabianie władzy pater familias. Nie stało się to od tak sobie (to był proces; ten proces trwał w pryncypacie i stopniowo obejmował kolejne osoby), ale ważne jest co innego, że w tym okresie kontrolę przejmuję władza, czyli osoba cesarza.
Ważne dla Pań, wyemancypowałyście się, jak na tamte warunki, też za pryncypatu. ;)
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Muszę jednak
z przykrością przyznać, że się z Panem zgadzam. A chciałem doszukać się czegoś, z czym będę mógł polemizować. Dodam, że w tym czasie też dobrze rozwija się ustawodawstwo (całokształt znaczenia prawa pretorskiego), przynajmniej z tego co zachowało się w przekazach, z pewną ostrożnością można założyć, że było tych reform więcej, ale nie wszystkie przechowano do naszych czasów.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Jeden z cesarzy senatorem
Jeden z cesarzy senatorem zrobił własnego konia. Jak widzę polskich polityków to dochodzę do wniosku że koń był by mniej od nich szkodliwy.
Koń może by nie wygrał
Koń może by nie wygrał wyborów, lecz jestem przekonany, że ten słoń, na którym JKM jeździł po ulicach Warszawy zdobył by więcej głosów w wyborach na senatora, niż jeździec :-)
Lecz to niestety nie wynika z atrakcyjności słonia, co raczej z braku atrakcyjności jeźdźca wśród wyborców...
Zamiast forowac i
Zamiast forowac i przypominac walory politycznego brydzysty, wybitnego beztalencia, ktory nie odniosl jeszcze zadnego zwyciestwa na politycznej scenie, atrakcyjniejszy bylby wywod JKM, jako polski 'wspolczesny kon trojanski'
Na szczescie tak glupi narod, a sie na nim poznal.
Ciekawe na kogo głosowała by publika
gdyby JKM zechciał dosiąść Pana.
Na ortopedę, który by
Na ortopedę, który by składał połamane kości pana JKM :-)
Nic pan nie rozumie Kaligula uważał się za boga...
...a dokładniej Horusa. Dlatego publicznie udawał, że rozmawia z bogami, a klękał jedynie przed Izydą. Bogowie według starożytnych nie odróżniali ludzi od zwierząt i nie szanowali ich życia, więc i tu Cesarz chciał się zaprezentować, jako bóg.
(...) współczesny Jonasz
idzie jak kamień w wodę
jeśli trafi na wieloryba
nie ma czasu westchnąć (...)
Wiem był świrem. Ale miał
Wiem był świrem. Ale miał polot. Nasze świry są bez polotu.