Demokracja - opium dla ludu?

Demokracja – opium dla ludu?

Dla liberalnej demokracji nie ma różnicy między wiedzą a ignorancją; ani w przypadku wyborców ani wybranych. Czyni ona zatem z polityki specjalny obszar, specyficzną dziedzinę, w której obowiązują prawa inne, niż te, obowiązujące w codziennym życiu. W tym wypadku ideologia wypiera rozum, przezorność i doświadczenie. Innymi słowy, wypiera zdrowy ludzki rozsądek (…) promuje brak oryginalnego i niezależnego myślenia (…) aby utrzymać demokrację, potrzebna jest ‘głupota na ogromną skalę – pisze Erik von Kuehnelt-Leddihn, austriacki filozof, politolog i historyk idei, który, podobnie jak wielu ludzi bystrych i rozumnych, nie znosił demokracji i myśli lewicowej. Rzec można, że nie znosił jej przez dziewięćdziesiąt lat, tyle bowiem trwało jego wypełnione twórczą pracą życie (zmarł w 1999 roku).

Przyjrzał się bowiem Kuhnelt-Leddihn „demokratyzacji” i jej owocom nad wyraz dokładnie; tak jeżdżąc po świecie, poznając najprzeróżniejsze kraje i ich kultury, jak i prowadząc przez całe życie wnikliwe studia historyczne. Był wprawdzie modelowym konserwatystą, teistą wyznania katolickiego, więc niejako naturalnie nie pociągała go świecka, ateistyczna religia demokracji wynosząca na niebiosa człowieka w miejsce Boga.

Lecz nie dogmatyczne presupozycje odgrywały tu wiodącą rolę, a doskonała znajomość historycznych wydarzeń i faktów oraz racjonalizm nie zaczadzonego jakąkolwiek ideologią umysłu autora, który swą niechęć do demokracji, naturalnie wraz z jej jakże sensownym uzasadnieniem prezentował w swych kolejnych książkach. A niechęć tę, dodajmy, dzielił Leddihn z niezgorszym, rozumnym bez wątpienia towarzystwem – z Platonem, Arystotelesem, Sokratesem, Arystofanesem, Cyceronem; już wówczas bowiem za demokracją nie przepadano. Twórca ustroju Sparty, Likurg, zapytany, dlaczego nie wprowadził tam demokracji, odparł: „Chcesz demokracji? Wprowadź ją najpierw we własnej rodzinie”.

W dzisiejszych czasach, kiedy to zwykłe, nie wyszukane przecież w istocie narzędzie wyborcze stało się przedmiotem swoistego kultu i obrosło w ideologiczne chaszcze maskujące jego istotę, gdy środek zamienił się miejscami z celem, dobrze jest wiedzieć, co sądzą krytycy tego stanu rzeczy, jakich argumentów dobywają. A jakże niepopularne to dziś sądy; przytoczmy tu chociaż jeden z nich: Kuriozalny jest fakt finansowania partii przez państwo. Ponieważ partie wkładają największą energię w zwalczenie swych politycznych przeciwników, szokuje świadomość, że państwo przeznacza pieniądze podatników na wspieranie rozłamów w społeczeństwie.

Nie ulega więc wątpliwości, że nie usłyszymy podobnych twierdzeń i argumentów w szkole, na studiach, nie pojawią się one także w mediach, na próżno by ich szukać w biuletynach Unii Europejskiej. Są one bowiem nie do pogodzenia z fikcją suwerenności ludu, z idiotyzmem zwanym political correctness, z teoriami o „wykluczeniu”, akcją afirmatywną, z dogmatem „tolerancji”, jednym słowem, z tzw. postępem, który dla tradycjonalisty i konserwatysty jest jedynie hardym, bluźnierczym wywracaniem urządzeń dawnego świata, jego sprawdzonych w życiu wartości i hierarchii do góry nogami.

Lecz właśnie dlatego są owe krytyczne poglądy tak cenne i ważne; przegląda się w nich bowiem przeszłość i tradycja ze swymi nie „równościowymi” a hierarchicznymi urządzeniami społecznymi, które, dodajmy, nie miały żadnego problemu z naturalnym i nie budzącym wątpliwości wykluczeniem (np. z gremiów podejmujących istotne decyzje dla polityki i kultury) prostaka, ćwierćinteligenta, zwykłego głupca, czy równie bezwzględnego, co bezideowego karierowicza, jakich wielu kręci się obecnie wokół „kół sterowych” każdego demokratycznego państwa, co umożliwiają im znakomicie obowiązujące „demokratyczne standardy”.

Hołdowanie tego rodzaju „postępowości” w atmosferze demokratycznej obsesji, czy wręcz psychozy, powoduje, że zamiast rządów elit, które do niedawna budowały i umacniały ten świat, stawia się dziś na rządy miernot i hegemonię motłochu wdzierającego się wszędzie i niszczącego wszystko, co napotka na swej drodze, motłochu dla którego nie istnieją żadne świętości, żadne obowiązki wobec społeczności, żadne wartości czy dobro wspólne, żadna refleksja i myśl o przyszłości, a jedynie „prawa człowieka”, „wolność” i hedonistyczne „teraz”. Nawet socjalista J.P. Proudhon, twórca i rzecznik anarchizmu, wyznał bez ogródek, że demokracja to arystokracja miernoty.

W oczach konserwatysty jest więc demokracja powszechnym „rozbrojeniem” i rozprzężeniem; prowadzi ona do unifikacji i atomizacji społecznej skutkujących niosącym wielkie niebezpieczeństwo stępieniem społecznego instynktu samozachowawczego i osłabieniem, dezorganizacją państwa. Nawiasem mówiąc, tego typu naczelne „dobra” demokracji dostrzegają także terroryści-islamiści – aczkolwiek nie posłuży to celowi, który mógłby być nam miły – jeden z nich wypowiedział bowiem znamienne słowa: „Pokonamy was dzięki waszej demokracji”. Słowa te przytomnie oceniają demokratyczną rzeczywistość i wynikające zeń zagrożenia. Cóż, dzięki demokracji pokonaliśmy się już w dużym stopniu sami, i to na własne życzenie, najpierw „przezwyciężając” rozum na rzecz społeczno-politycznej iluzji i w efekcie stawiając na łatwą ilość, zamiast na trudniejszą jakość…

Książka Leddihna poprzedzona jest Wstępem pióra Tomasza Gabisia pt. Erik von Kuehnelt-Leddihn: zawsze za wolnością, zawsze przeciw równości. Tych pojęć nie sposób bowiem pogodzić ze sobą; albo-albo – twierdzi Kuehnelt-Leddihn, przywołując m.in. wypowiedź Goethego na ten temat: Prawodawcy i rewolucjoniści, którzy wolność i równość wymieniają jednym tchem, są fantastami i szarlatanami. Na końcu książki wydawca pomieścił dodatkowo ważny tekst Leddihna – Deklarację Portlandzką, którą poprzedza przedmowa autora skierowana do polskiego czytelnika. Przesłanie Deklaracji ani trochę nie straciło na wartości mimo upływu czasu i niewątpliwie stanowi ono nadal cenny drogowskaz.

Ze wszech miar warto sięgnąć po tę książkę, bowiem stanowi ona kompendium celowo „zapoznanej” wiedzy na temat demokracji, jej istoty, mechanizmów i pokłosia. Lektura to wręcz obligatoryjna dla każdego, kto nie zamierza bez reszty pogrążyć się w oceanie lewicowych utopii i mrzonek, w demoliberalnej indoktrynacji wylewającej się nieprzerwanie z mediów, niczym z niegdysiejszego czerwonego Notatnika Agitatora; lektura dla każdego, kto nie zamierza popaść w nałóg i uzależnić się od tytułowego opium dla ludu! To wyborna nań odtrutka, jak i na każdy rodzaj ukąszenia heglowskiego. Oby była równie skuteczna, co smakowita!

Eugeniusz Obarski

Tagi:
To jest: Jan Bodakowski

Krytyka demokracji jest

Krytyka demokracji jest dość anachroniczna. Lewica dziś nie odwołuje się do demokracji, egalitaryzmu, równości. Lewica dziś przypisuje sobie prawo do władzy z racji swojego egalitaryzmu. Przynależność do lewicy wyzwalać ma z motłochu. lewica nie niszczy hierarchii ale zajmuje miejsce na szczycie (które jej się nie należy). Dziś dla lewicy zagorzeniem jest demokracja i lud (dlatego UE jest nie demokratyczna).

To jest: kniaź Michaił

:)

kniaź Michaił

Panie Bodakowski - miej Pan litość. Panu płacą za ten stały dyżur w PN? Skąd Pan bierzesz te rewelacje? Gdzie bije takie źródełko informacji? Chętnie poczerpię sam. Tekst, że demokracja i lud jest zagrożeniem lewicy jest tak samo prawdziwe, jak to, że na księżycu budują obory i będzie chów galaktycznych świń. Nie demokracji się lewica boi, a tego co po rosyjsku brzmi: "Твердую руку - на мягкие органы!" (twardej ręki na miękkie organy). Dokładnie zrozumiał to niejaki Augusto chilijski.

kniaź Michaił

To jest: Jan Bodakowski

Pinochet działał na

Pinochet działał na polecenie parlamentu Chile a swoją władze opierał na poparciu społecznym. Franco legitymizował swoją władze masowym poparciem społecznym.
Odnoszę wrażenie że nie którzy dzisiejsi monarchiści nie tylko gardzą ludźmi ale też faktami, i jedyne co umieją robić to przebierać sie w pelerynki.

To jest: kniaź Michaił

:)

A może opowie Pan, jak ta znienawidzona lewica od czerwonej do brunatnej doszła do władzy? Czy przypadkiem to nie lud ją poniósł? A może jednak nie lud, tylko kosmici? Przypominam Panu słynne powiedzenie przypisane Napoleonowi, który podczas rozmowy z jednym z poddanych, zagadnięty czemu się nie cieszy na widok wiwatującego ludu Paryża odparł: (cytuję z pamięci) Ten sam lud dziś wiwatujący na mój widok, jutro może stać się moim katem (lub zniesie mnie z tronu). Lewica ma to do siebie, że jak się przyssie, to potrafi mamić przez dziesiątki lat swój ukochany lud. A tak na marginesie parę cytatów co do ludu. "Wielka masa ludzka łatwiej padnie ofiarą wielkiego kłamstwa niż drobnego fałszu" - Adolf Hitler, i tak z drugiej strony "Twierdzenie, że lud jest najlepszym strażnikiem swych praw, to bzdura niczym nie usprawiedliwiona. Jest on najgorszym, wręcz żadnym ich strażnikiem" - J. Adams, ojciec założyciel USA. I proszę mi nie gderać, że to mason i takie tam bla bla. Panie szanowny, lud musi mieć elity, a nie demokrację. Byle kaprys mas podnieconych przez burzycieli porządku nie raz zdmuchiwał najlepsze elity. Jeżeli ta demokracja to taka święta krowa, to dlaczego Augusto Pinochet jej nie zaprowadził podczas swoich rządów? Dlaczego do stabilizacji sytuacji w kraju lepsza jest siła autorytatywna, a nie demokracja? Pana nie przyjęli do monarchistów, że ma Pan jakieś aluzje?
Pozdrawiam

kniaź Michaił

kniaź Michaił

To jest: Jan Bodakowski

Nigdzie na świecie

Nigdzie na świecie komuniści nie doszli do władzy demokratycznie. W Niemczech naziści dzierżyli władze dzięki demokratycznej decyzji ludu (zlikwidowali bezrobocie, nędze, unowocześnili kraj, nie było masowego terroru wobec Niemców).

To jest: Apfelbaum

Skoro władze demokratycznie...

...wybrane były takie SUPER to, czemu ten Franco się ich czepiał. Ten Manuel Azana był porządnym człowiekiem i naprawdę chciał dobrze.

"Pobożność nie zastąpi techniki."

Etienne Gilson

To jest: dante_alighieri

jakim "poparciu"?

jeden przeprowadzil pucz a drugi wygral wojne domowa.
Z takim "poparciem" to faktycznie ciezko dyskutowac bo kto nie "popieral" tego wyrzucali z helikoptera do morza:-)
Tym sposobem w Chile byli sami zadowolenie i szczesliwi.
Cud na ziemi:-)))

To jest: Krzysztof Laskowski

Wyrzucali z helikoptera do morza w Argentynie.

Raczej. W Chile stosowali inne metody, naziemne, choć nie mniej brutalne. Pinochet przyznał, że były przypadki stosowania tortur, a torturujących żołnierzy postawił przed sądem. Zapomina Pan, z kim i o co Pinochet walczył: z armią okrutnych czerwonych najemników i o to, żeby kraj nie stał się drugą Kubą.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: Jan Bodakowski

Polecam prace pana Klewca o

Polecam prace pana Klewca o Pinochecie.

To jest: Apfelbaum

Profesor Jacek Bartyzel twierdzi inaczej.

Twierdzi, że legitymizował swoją władzę jedynie od Boga!!!
Skąd wynika ta różnica?

"Pobożność nie zastąpi techniki."

Etienne Gilson

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.