O "Gender Trouble" Judith Butler

Zastrzeżenie. Poniższy artykuł nie pretenduje do miana streszczenia ani recenzji.

Wydana w 1990 roku książka amerykańskiej filozof jest uznawana za lekturę obowiązkową na Gender Studies i nie tylko.

Kłopoty z lekturą

Książka Judith Butler jest pozycją, której nie mogę polecić zwykłemu czytelnikowi. Przyczyną nie jest nawet genderowe przesłanie, tylko sposób jego formułowania. Moim zamierzeniem było przeczytać „Gender Trouble” bez przygotowania bez znajomości recenzji, opinii, a nawet przedmowy. No, nie da się. Wymienię trouble, na jakie napotkałem.

Pierwszym kłopotem był specyficzny język filozoficzny. Efekt jest taki, że często nad pojedynczym zdaniem trzeba by się zastanawiać, co autorka miała na myśli. Nie będę ukrywał, że odpuszczałem sobie trud.

Drugim powoływanie się na nieznane mi dzieła specyficznej grupy myślicieli, których ogólnie można nazywać filozofami. Wymagana jest duża koncentracja, aby rozróżnić przytaczanie cudzych poglądów, ich interpretację przez autorkę oraz własne poglądy Butler.

Trzecim problemem jest fakt, że niektóre myśli są formułowane w trybie przypuszczającym lub pytającym. Filozofowanie w trybie warunkowym sprawia, że nie wiemy, czy dane tezy zostaną później udowodnione.

Aby dać próbkę stylu Butler (w tłumaczeniu Krasuskiej), zacytuję rozdział drugi części pierwszej we fragmentach, które są jasne dzięki brakowi ozdobników z filozoficznego żargonu.

Skoro kulturowa płeć to właśnie kulturowe znaczenie, jakie przyjmuje ciało o określonej płci biologicznej, kulturowa płeć nie może wypływać z płci biologicznej w jakikolwiek prosty sposób. Rozróżnienie na płeć biologiczną i kulturową doprowadzone do logicznej skrajności wskazuje na radykalną nieciągłość między ciałami o określonej biologicznej płci a skonstruowanymi płciami kulturowymi, Jeśli chwilowo założymy, że binarnie ujęta biologiczna płeć charakteryzuje się stabilnością, to jeszcze wcale nie wynika z tego, że konstrukty takie jak „mężczyzni” są jedynie dodatkiem do ciał biologicznych męskich czy tez że „kobiety” stanowią interpretację ciał wyłącznie żeńskich.
(…)
Jeśli teoria głosi, że kulturowa płeć jest radykalnie niezależna od biologicznej, wówczas kulturowa płeć staje się artefaktem, nikomu na stale nieprzypisanym. Oznacza to, że mężczyzna oraz męski może równie łatwo odsyłać do ciała żeńskiego, jak i męskiego, a kobieta i kobiecy może oznaczać i ciało męskie, i żeńskie.

Takie radykalne rozbicie upłciowionego podmiotu niesie ze sobą dalsze trudności. Czy możemy mówić o „danej” biologicznej płci albo „danej” kulturowej płci, nie zastanowiwszy się, w jaki sposób i za pomocą jakich środków przypisuje się kulturową i/lub biologiczną płeć? A co to w ogóle jest „biologiczna płeć”? Czy wypływa ona z natury, anatomii, układu chromosomów, działania hormonów? Jakie powinno być podejście krytyka/krytyczki o nastawieniu feministycznym do dyskursu naukowego, który ma dla nas owe „fakty” ustalać? Czy biologiczna płeć posiada własną historię? A może każda z biologicznych płci ma odrębną historię lub historie? Czy można napisać historię tego, jak wprowadzono dwoistość biologicznej płci, przedstawić genealogię, dzięki której binarny układ okaże się konstruktem, zmiennym w czasie i przestrzeni? Czy to różne dyskursy naukowe służące innym interesom politycznym i społecznym dyskursywnie wytwarzają pozornie oczywiste fakty? Skoro można podważyć niezmienny charakter biologicznej płci, to może konstrukt ten, który zwiemy „biologiczną płcią”, jest tak samo właśnie konstruktem kultury jak kulturowa płeć: otóż może biologiczna płeć zawsze była jak najbardziej kulturową płcią. To oznaczałoby, że w ogóle nie istnieje rozróżnienie na płeć biologiczną oraz kulturową.

Jeśli komuś narobiłem apetytu na lekturę, to uprzedzam, że wybrałem bardziej strawny fragment. Z uwag tłumaczki można sądzić, że taka kłopotliwość książki była zamierzeniem autorki. Przyznać trzeba, że w tej mierze odniosła sukces. Mętne filozofowanie sprawia, że trudno wycisnąć z niego konkretną treść. Oczywiście mógłbym poszukać cudzych streszczeń, ale celem było samodzielne zmierzenie się z genderem, a nie korzystanie ze ściąg.

Warto odnotować, że polskie wydanie jest opatrzone przedmową Butler z 1999 roku, która już jest napisana „po ludzku”, a co ważniejsze tłumaczy motywacje autorki.

Gender a sex

Proponuję lekturę Butler bez znajomości przedmowy (a najlepiej i bez niniejszego tekstu), jednak zalecałbym wstępne zapoznanie się z uwagami tłumaczki, Karoliny Krasuskiej. Osoby odrobinę znające angielski powinny kojarzyć gender z rodzajem gramatycznym, a sex z płcią. Butler używa tych pojęć w sposób, który tłumaczka następująco przełożyła na polski

  • sex – to płeć biologiczna, czyli płeć zdeterminowana przez biologię
  • gender - to płeć kulturowa, czyli wytwór kultury.

Sama płeć kulturowa nie wydaje się niczym strasznym. Różne społeczeństwa (w różnych czasach historycznych i różnych miejscach geograficznych) formułowały różne normy społeczne, które kształtowały kobiety i mężczyzn w specyficzny sposób. Mówienie o płci jako konstrukcie kulturowym oznacza tyle, że osobnik o męskich cechach płciowych był uczony bycia mężczyzną, a osobnik o kobiecych cechach płciowym był uczony bycia kobietą.

Problem pojawia się przy stwierdzeniu niezależności tych pojęć. Co to oznacza? Wróćmy do cytowanego fragmentu. Męska płeć kulturowa może odwoływać zarówno do ciała męskiego, jak i ciała kobiecego. Kobieca płeć kulturowa może odwoływać zarówno do ciała kobiecego, jak i ciała męskiego.

Ktoś pomyśli, że to taka filozoficzna zabawa. Niestety, tak nie jest. To ma poważne konsekwencje. Weźmy przykład Bęgowskiego/Grodzkiej. Gdyby zakładać tożsamość genderu i sexu, to należałoby mu powiedzieć: Panie Bęgowski, nieważne za kogo Pan się uważa, nieważne za kogo Pan się przebierze, nieważne czy Pan się okaleczy, jest Pan mężczyzną i koniec. Jeśli jednak uznamy definiowanie płci niezależne od ciała biologicznego, to Bęgowski może być Anną Grodzką.

W uwagach tłumaczka stwierdza, że drugiej i trzeciej części książki autorka zajmuje się pojęciem płci, pisanej przez sex. Czy to znaczy, że Butler poszła po rozum do głowy i zrezygnowała z genderu? Jest dokładnie odwrotnie. Autorka kwestionuje istnienie płci biologicznej. Przypomnieć należy jej postulat programowy: płeć biologiczna jest w gruncie rzeczy płcią kulturową.

To też ma skutki. Wracając do przykładu Bęgowskiego/Grodzkiej. Uznając rozróżnienie sex i gender wciąż mamy wybór między dwoma porządkami: „biologicznym” w którym jest mężczyzną i „kulturowym” w którym jest kobietą. Uznając, że nie ma porządku biologicznego, musimy akceptować wszelkie skonstruowane płcie.

Insurekcja butlerowska

Mając wyjaśnioną kwestię genderu można przejść do interpretacji tytułu. Krytyka Polityczna wydała książkę Butler pod tytułem Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości. Oryginalnie brzmi on Gender Trouble. Feminism and the Subversion of Identity/

Gender trouble nawiązuje do female trouble. Jest to eufemistyczne określenie przypadłości kobiecej. Autorka we wprowadzeniu pisze, że chodzi o kłopotliwość pojęcia płci, ale też wskazuje jako inspirację tytuł filmu Johna Watersa, w którym postać kobiecą zagrał Divine, przebrany męski homoseksualista. Drag pokazuje, że mężczyzna może przybrać żeńską płeć kulturową

Jak zauważył Krzysztof Karoń, w podtytule książki dopuszczono się manipulacji. Oczywiście, feminism to feminizm. Identity oznacza tu tożsamość płciowej. Natomiast subversion to działalność wywrotowa, obalenie, przewrót, sabotaż. Czemu zatem przetłumaczono to jako politykę płci, a nie powstanie lub insurekcję?

Kłopoty kojarzą się zapewne wielu ludziom z czymś przykrym, czego należałoby uniknąć. Otóż dla Butler robienie kłopotów jest czymś słusznym. Źródłem zła jest prawo, które każe te kłopoty. Należy dokonać insurekcji przeciw tradycyjnemu pojmowaniu płci.

To musi wybrzmieć w kraju, który od przeszło dwustu lat jest deprawowany destrukcyjną tradycją rewolucyjną. Jest nam wmawiane, jak to słusznie jest podnosić bunt przeciw niesprawiedliwej władzy. Otóż dla Butler ciemiężycielem jest nie tylko państwowe prawo, określające, czy ktoś jest mężczyzną, czy kobietą. Opresją jest kultura z normami płciowymi opartymi na binarnej normie heteroseksualnej. Zaś najważniejszą niesprawiedliwą władzą jest język, który zmusza wszystkich do posługiwania się tymi kategoriami. Z drugiej strony zaś udana rewolucja w sferze języka zachwieje całą resztą kultury, a w konsekwencji prawem.

To jeszcze pozostało wyjaśnić, co w tytule robi feminizm, skoro wszystko się kręci wokół płci. Judith Butler ma problem z tym, że ruch feministyczny dba o prawa kobiet. Kobiet rozumianych tradycyjnie, jako heteroseksualne kobiety. Należy zatem przekonać kobiety, że samo pojęcie kobiety jest narzędziem opresji stworzonym przez heteroseksualnych mężczyzn. Zatem feminizm powinien stawać po stronie wszystkich, którzy nie są heteroseksualnymi mężczyznami.

Kontekst Gender Trouble

Judith Butler

Jeśli ktoś dotąd się nie domyślił, to zdradzam informację, że Judith Butler (1956-) jest lesbijką. I to od 16 roku życia. Z „ludzkiego” punktu widzenia mogę zrozumieć, że heteronormatywna kultura była dla niej osobistym problemem. Trudniej jednak wytłumaczyć, że gender studies stały się nauką w Stanach Zjednoczonych. Ktoś takie filozofie z ich filozofami wszelakich płci musi finansować.

We wprowadzeniu Judith Butler zamieszcza podziękowania dla osób i instytucji, które przyczyniły się do powstania książki. Zacytuję te, które wskazują ośrodki naukowe finansujące lub współpracujące z Butler.

Od American Council of Learned Societies otrzymałam na jesieni 1987 roku stypendium, zaś School of Social Science przy Institute for Advanced Study w Princeton zapewniło mi stypendium, zakwaterowanie oraz wyzwania naukowe w roku akademickim 1987-1988. Również George Washington Research Grant wspomógł moje badania latem roku 1987 i 1988.
(…)
Moi studenci i studentki uczestniczący i uczestniczące w seminarium „Gender, Identity, and Desire” na Wesleyan University i Yale University odpowiednio w roku 1985 i 1986 byli/były niezastąpieni/niezastąpione w swojej gotowości do zastanawiania się, jak mogłoby wyglądać alternatywne uniwersum kulturowej płci. Bardzo istotne były również najróżniejsze reakcje, z jakimi spotykały się moje wystąpienia prezentujące fragmenty tej pracy w ramach „Princeton Women's Studies Colloquium”, w Humanities Center na Joh Hopkins University, University of Notre Dame, University of Kansas, w Amherst College oraz Yale University School of Medicine.

Butler pisze Gender Trouble w wieku 33 lat. Dzięki zdobytej sławie już w 1993 roku zostaje profesorem kalifornijskiego uniwersytetu w Berkeley.

Poza kontekstem materialnym jest jeszcze ten ideowy. Tłumaczka wymienia nazwiska autorów, których poglądy Butler poddaje krytyce: Levi-Strauss, Freud, Lacan, Riviere, Foucalt, Kristeva, Wittig, Rubin. Jednak, jak zauważa Krzysztof Karoń, przy omawianiu koncepcji Butler powinno pojawić się jeszcze jedno nazwisko, Johna Langshawa Austina, angielskiego filozofa języka z Oxfordu. Wprowadził on pojęcie wypowiedzi performatywnych. Są to wypowiedzi, w których język służy nie do opisu rzeczywistości, tylko do tworzenia rzeczywistości.

Właśnie w intelektualnym kontekście należy dostrzec, że książka Judith Butler nie jest przypadkiem racjonalizacji zboczenia, to efekt rozwoju myśli "Zachodu".

Dubitacjusz

Dubitacjusz Szczeciński

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
4.833335
Ogólna ocena: 4.8 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto Zbyszek S

"Z drugiej strony zaś udana

"Z drugiej strony zaś udana rewolucja w sferze języka zachwieje całą resztą kultury, a w konsekwencji prawem. "

Serio? Przecież to klasyka i Orwell.

Zerknąłem na cytowane przykłady tekstu. Myślę - mambo jumbo. Nie widzę wartości. Widzę propagandę utytłaną w mające udawać naukowość tandetne łamańce lingwistyczne.

Stawianie tezy, iż to źle, że role płciowe są wytworem kultury, jest symptomem apopleksji intelektualnej. Albowiem WSZYSTKIE pojęcia są wytworem kultury. Także takie jak: honor, dobro, sprawiedliwość, podłość, szlachetność, dojrzałość.

Pytanie czy "prawda" jest wytworem kultury. Chyba w sensie zgodności przekazu ze stanem faktycznym to nie. W sensie opisu istoty opisywanego obiektu "Jaka jest prawda o Kowalskim?", to już kłania się kultura.

Więc owszem, to kultura formułuje "tradycyjne" role ludzi, w tym kobiet i mężczyzn.
Ale to właśnie wykwitem kultury, tylko innej, jest pomysł, że sformułowanie tych ról jest niewłaściwe, a człowiek powinien być od nich wolny. To też jest założenie kulturowe, bo niby dlaczego miało by tak być.

Od kultury, a więc całościowego spojrzenia na świat, które kształtuje zarówno percepcje jak i myślenie, i postępowanie - nie ma ucieczki.

Może ta kultura powstawać spontanicznie, organicznie, w jakiś sposób odzwierciedlając naturalne doświadczenia ludzi.
Może ta kultura powstawać w kazamatach ciemnych gabinetów i na spotkaniach "odpowiedzialnych" jednostek.

Ostatecznie to wojna totalitarystów z ludźmi. Za każdym razem ludziom podszeptuje się, że są pokrzywdzeni, by pchnąć ich do burzenia. A potem, nowy, wspaniały świat opisany przez mężczyzn takich jak Orwell czy Huxley.

oto Dubitacjusz

@ p. Zbyszek S: może niewłaściwie oddałem sens wywodów Butler

Stawianie tezy, iż to źle, że role płciowe są wytworem kultury, jest symptomem apopleksji intelektualnej. Albowiem WSZYSTKIE pojęcia są wytworem kultury.

Butler nie twierdzi, że to źle. Dla Butler jest to w pewnym sensie pozytywne, skoro kultura jest zmienna, to płeć jest plastyczna. Tak jak niżej:

Ale to właśnie wykwitem kultury, tylko innej, jest pomysł, że sformułowanie tych ról jest niewłaściwe, a człowiek powinien być od nich wolny.

Nie chodzi o ucieczkę od kultury, tylko jej zmianę.

oto Zbyszek S

Co jej się podoba, a co jej

Co jej się podoba, a co jej się nie podoba?

Z tego, że kultura jest zmienna, nie wynika, że kultura jest plastyczna. Postulat "kultura jest plastyczna" jest postulatem partii w książce Orwella i postulatem pani Butler. Nie jest zaś faktem.

Plastyczny to zgodnie ze słownikiem języka polskiego "«dający się formować w dowolne kształty i zachowujący taki zmieniony kształt»"

Kultura jest bardziej organiczna niż plastyczna. Drzewo, dajmy na to taki dąb, się ZMIENIA. To nie ulega wątpliwości. Ale to nie znaczy, że jest plastyczne, tj. że daje się formować w dowolne kształty.

oto Dubitacjusz

Aby była jasność, plastyczność kultury to jest moje rozwinięcie

W tej książce to nie jest formułowane. W "Gender Trouble" Butler zajmuje się tylko kwestiami tożsamości płciowej. Jest inna książka "Walczące słowa. Mowa nienawiści i polityka performatywu", ale jej nie czytałem, więc nie mogę się wypowiadać.

Wg mnie wniosek, że język jest narzędziem, za pomocą którego w dowolny sposób ugniata się kulturę, jest logiczną konsekwencją przyjęcia Butlerowskiej logiki.

Język jest władzą, ponieważ tworząc kulturę musimy posługiwać się pojęciami w nim zawartymi. Taki jest jej zarzut odnośnie feminizmu. Posługując się pojęciami "kobiety" i "mężczyzny" feminizm pozostaje w sferze binarnej płciowości. Dopiero destrukcja tych pojęć wyzwala feminizm.

Konsekwencja rozumowania.
Jeśli jeden język tworzy nie tylko określoną kulturę, ale i dozwolone możliwości jej zaprzeczenia,
to inny język tworzy zupełnie inną kulturę (spoza poprzedniego zbioru możliwości).

Genderowe modyfikowanie kultury praktykuje Szwecja. Wprowadzono rodzajnik hen, dzieci są wychowywano równościowo od przedszkola.

oto Zbyszek S

Zgadzam się.

Zgadzam się.

Tyle, że ja jestem przeciwny "inżynierii kulturowej" mającej na celu ukształtowanie nowego człowieka. Nie wiem czy Pan jest "za", albo czy cytowana Autorka jest "za".

Tezy odnośnie języka i jego roli zostały tak dobitnie opisane przez Orwella, że nie wiem co tu można dodać. W wersji beletrystycznej ładnie to naszkicował Zbigniew Nienacki w "Dagome Iudex".

oto Maciej Markisz

,,Zastrzeżenie. Poniższy

,,Zastrzeżenie. Poniższy artykuł nie pretenduje do miana streszczenia ani recenzji.'' - Ale jednak wyszła jakby recenzja. :)

Ogólnie: dobra robota, bardzo dobry tekst.

oto Maciej Markisz

Teksty ,,typowo filozoficzne'

Teksty ,,typowo filozoficzne'' dla przeciętnego Kowalskiego - nawet takiego mocno czytającego internet - mogą być niezwykle trudne, a nawet totalnie niezrozumiałe.

W publicystyce; zawodowej, półzawodowej, amatorskiej (tak ja uważam) ważne jest właśnie, by nie tylko ,,egoistycznie'' wyłożyć swoje i się pokazać jako autor tekstu, tylko też, by artykuł mógł przeczytać dość masowy czytelnik.

Można pisać dla siebie, sztuka dla sztuki i dla ludzi.

I tutaj właśnie też dałem Panu plusa. :)

oto chłop jag

Pupile szatana od zawsze

starają się zawładnąć człowiekiem bez reszty - tołażysze. Ostatnio wykorzystują do tego siłę jaką w człowieku ulokował Bóg w określonym celu - w tym wypadku siłę popędu seksualnego.
Wniosek?
Jeżeli ludzkość z pomocą boską - nie wypracuje mechanizmów obronnych przed pupilami szatana - przestanie być ludzkością - tołażysze.

oto Jasiek

Filozofia?

Masz pan zdrowie żeś pan dał radę przez to przebrnąć. To nie żadna filozofia, to bełkot.
Platona lub Kierkegaarda może poczytać przeciętnie wykształcony Kowalski lubiący wysiłek intelektualny.
Teraz obowiązuje zasada, że jak dziwacznie to mądrze.

oto BTadeusz

Panie Dubitacjuszu

To nie jest styl pani Butler.
Oni tak teraz filozofują.
Niczego nie twierdzą, lecz podwójnie zaprzeczają tezie wyrażonej w formie pytania, lub w trybie przypuszczającym. Im gęściej cytują tych, których wypada czytać i im mniej konkretnie się do nich odnoszą - tym bardziej są "cool", czy jak tam to teraz grypsują.
Nasz "nowopolski" "styl kwiecisty" - to wzorzec konkretu i komunikatywności wobec tego chłamu.
Parę lat temu zgwałciłem się "Końcem teorii" - Terryego Eagletona - taki sam bełkot - ta sama narracja i równie nonszalanckie traktowanie czytelnika :
- "Nie zrozumie? - ale nie odważy się do tego przyznać!!!"
(Nawiasem mówiąc równiez wydany przez Krytykę Polityczną-:))
Tego się nie recenzuje.
To się łyka, jak małpa kit.

Jedyna dopuszczalna recenzja, to:
"Czytalem. Jestem pod wrażeniem"

oto adam_54

Tak z ciekawości.....

sex – to płeć biologiczna, czyli płeć zdeterminowana przez biologię
gender - to płeć kulturowa, czyli wytwór kultury.

Czy rzeczownik "płeć" jest homonimem ?
Jeśli nie.. to znaczy że ta pani tłumaczka jest idiotką nie znającą języka polskiego.
A zwroty "płeć biologiczna", "płeć kulturowa" są błędami językowymi (syntax error) :-)

oto Mar.Jan

Bardzo pouczające...

Pierwszym kłopotem był specyficzny język filozoficzny. Efekt jest taki, że często nad pojedynczym zdaniem trzeba by się zastanawiać, co autorka miała na myśli.

To jasno pokazuje, że problemem nie jest "specyficzny język filozoficzny" tylko zwykła mętnośc mysli, ponieważ zazwyczaj brak jasnosci mysli i logicznego przekazu jest maskowany mnóstwem "fachowych" określeń i skomplikowaną składnią zdań.

Biorąc pod uwage równiez dalsze zastrzeżenia zgłoszone przez autora recenzji, widac jasno, że omawiana ksiązka nie pretenduje do miana pozycji naukowej z dziedziny filozofii czy socjlogii, tylko jest to zwyczajna propaganda genderowa wypelniona nowomową.
Zachodzi tu pytanie: co właściwie skłoniło pana, aby właśnie tą pozycje przeczytać?

oto Dubitacjusz

@ p. Mar.Jan:

Wydaje mi się, że w artykule za dużo moich impresji, stąd Czytelnicy mogą wyrobić sobie nieadekwatny pogląd na lekturę.

problemem nie jest "specyficzny język filozoficzny"

Jest. Butler używa terminologii filozoficznej. Musiałbym przepisać jakiś bardziej mięsisty cytat.

Co do logiki Butler. Musiałbym pokazać więcej konkretnych przykładów.

nie pretenduje do miana pozycji naukowej z dziedziny filozofii czy socjlogii, tylko jest to zwyczajna propaganda genderowa wypelniona nowomową.

Jest genderową filozofią. To nie jest książka polityczna, to ja staram się pokazać pewne konsekwencje.

Tak specyficznie pod Pańskim adresem, bo ciągle się Pan zachwyca, jako to Ameryka jest najwspanialsza. Butler (urodzona w 1956) w 1984 (czasy Reagana) obroniła doktorat na Yale z filozofii. Tematem była bodaj refleksja nad heglowską koncepcją pożądania w XX-wiecznej Francji. Wykładała na różnych uniwersytetach. Kilka lat po Gender Trouble została profesorem na uniwersytecie w Berkeley.

Zachodzi tu pytanie: co właściwie skłoniło pana, aby właśnie tą pozycje przeczytać?

Dokładnie to jeden z wywiadów Krzysztofa Karonia, który zajmuje się rozpracowywaniem historii marksizmu i neomarksizmu.
Niżej jego diagram.
Nowa Lewica

oto Mar.Jan

co do moich zachwytów nad USA:

Tak specyficznie pod Pańskim adresem, bo ciągle się Pan zachwyca, jako to Ameryka jest najwspanialsza.

Ja nie twierdzę, że USA sa krajem idealnym dla prawicowca.
Jednak ciągle jeszcze tam jest najwiekcej wolności gospodarczej. Ja zazwyczaj o tym pisałem, a nie o demokracji czy ogólnie o sferze ideologicznej.
Dobrze wiem, że polityczna poprawnośc w USa czyni - niestety - szybkie postępy i to chyba szybsze niż w Europie. Już za rządów Baracka udział socjalizmu w ekonomii rósł zastraszająco szybko, ale Amerykanie sa jednak dośc pragmatyczni i teraz kolejny prezydent szybko odkręca to, co popsuł jego poprzednik.
Ameryka może byc znowu wielka, to jest prawda!

oto Maciej Markisz

+

+

Podpisuję się pod Pana wypowiedzią.

oto Marek Bekier

Diagram jest imponujący.

Diagram jest imponujący. Ponad połowa wymienionych w nim nurtów filozoficznych lub politycznych jest mi nieznana i zapewne nie będzie mi się chciało ich poznawać bo nie lubię się taplać w gnoju. Oczywiście mam zaufanie do Autora (może trochę na kredyt), że ten diagram stworzył dokładając wszelkich potrzebnych starań. Mam jednak pewien problem. Otóż, wydaje mi się, że antykultura zapoczątkowana pod koniec XXw. ma swoje źródła również w nazizmie. Nazizm z kolei ma spore części wspólne z komunizmem choć raczej nie wywodzi się bezpośrednio z Marksa i Engelsa. W związku z tym diagram uważam za trochę zawężony co mnie nieco przeraża bo i tak jest imponująco dokładny i obszerny.

oto Dubitacjusz

Krzysztof Karoń nie narysował tego diagramu ot tak,

Na kanale YouTube historia sztuki zrobił cały wykład historia marksizmu (w linku pierwsza z sześciu części, do tego jeszcze dodatki)

Ale dla mnie bardziej imponująca jest wersja pisana http://www.historiasztuki.com.pl/strony/021-00-00-... (stamtąd diagram, jako zestawienie różnych dróg marksizmu po załamaniu się na Zachodzie projektu rewolucji w oparciu o robotników)

oto Marek Bekier

Nie jestem pewien czy dam

Nie jestem pewien czy dam radę przebrnąć przez tak obszerne dzieło ale dziękuję za linki. Przeczytanie samego spisu treści i przypadkowo wybranych, króciutkich fragmentów sprawiło, że nabrałem większego szacunku do Autora. Chyba się jednak zmuszę do czytania choćby to miało trwać parę miesięcy.

oto Dubitacjusz

Skoro już wątek zszedł na Krzysztofa Karonia

"Historia marksizmu" nie jest aż taka duża. Tym bardziej mam wielki szacunek dla Autora za pracę włożoną w wykonanie zwartej i przystępnej syntezy.
Jak sam Karoń mówi, zauważył deficyt wiedzy o nowoczesnym marksizmie, zacytuję początek wykładu

Gdy na początku lat 90. XX wieku Związek Radziecki i blok komunistyczny zostały zlikwidowane marksizm i komunizm zostały uznane za zamknięty rozdział historii, a dawne państwa komunistyczne z entuzjazmem przyjęły ideologię Zachodu, wyobrażając sobie, że jest to ideologia wolności. Tymczasem marksizm został wymyślony na Zachodzie przez zachodnich inteligentów, i nawet jeśli ponosił klęski, rozwijał się tam bez przeszkód, dostosowywał się zmieniających się warunków i w drugiej połowie XX wieku stał się dominującą ideologią cywilizowanego świata, formatującą umysły współczesnych ludzi.

Zresztą sądząc po stronie internetowej p. Karoń miał ambitne zamierzenie napisania całościowej historii kultury, ale na razie jest zarys, wypełniony fragmentarycznie. Tu trzeba zaznaczyć, że Karoń ma własny system historiozoficzny (odmienny od takich, jak koneczniański). Wyróżnia 4 nurty, w kolejności pojawiania się: kulturę przedchrześcijańską (poganizm), kulturę chrześcijańską, kulturę antychrześcijańską (humanizm), kulturę pochrześcijańską (marksizm). Cechą systemu Karonia jest to, że te nurty występują jednocześnie, tylko czasem jeden dominuje a inne słabną.

W ogóle, p. Karoń wydaje się być swego rodzaju filozofem, stworzył pewien system pojęć podstawowych, opisujących kulturę. Ostatnio zamieszcza to na YouTube. Na wszelki wypadek zaznaczam, że nie jestem wyznawcą karonizmu. Karoń sprawia wrażenie człowieka bardzo twardo przywiązanego do tego systemu. I jestem w stanie zrozumieć, bo wypracowanie takiego systemu wymagało wielu przemyśleń, więc będzie go bronił.

Podsumowując, wielki szacunek za "Historię marksizmu", a reszta jako ciekawy punkt widzenia historii.

oto Krzysztof M

Ponad połowa wymienionych w

Ponad połowa wymienionych w nim nurtów filozoficznych lub politycznych jest mi nieznana i zapewne nie będzie mi się chciało ich poznawać bo nie lubię się taplać w gnoju.

Niech pan tego nie czyta. Bo to bełkot nieopisany: http://chomikuj.pl/km_dante/Postmodernizm+dla+dzie... :-)

Tak naprawdę to, co dziś nazywane jest filozofią, żadną filozofią nie jest. Bo czy można nazwać filozofią zestaw błędnych założeń i podobnie błędnych wniosków?

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.