Repolonizacja długofalowa

Lata 90. ubiegłego stulecia w polskiej gospodarce śmiało można nazwać okresem wielkiej wyprzedaży. Administratorzy naszego państwa kontaktowali się z zagranicznymi inwestorami, proponując im wykup polskich przedsiębiorstw po promocyjnych cenach.

Zaniżano wartość prywatyzowanych banków i firm produkcyjnych. Nawet jeśli po akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw zgłaszało się po kilkaset tysięcy Polaków, to i tak pakiety kontrolne „przydzielano” najczęściej bankom i instytucjom zachodnim. Dlaczego Polacy walczący o akcje w tasiemcowych kolejkach mogli zakupić jedynie śladowe ilości „wspólnego” do niedawna, promocyjnie wyprzedawanego majątku?

– Niestety, w Polsce na początku lat 90. nie było kapitału. W związku z tym w tych konkursach wygrywały poważne instytucje zachodnie – tłumaczył ówczesne preferencje dla inwestorów zagranicznych jeden z niedoszłych ekonomicznych noblistów.

Wyprzedaż polskiego majątku przez długi czas uzasadniana była tezą, że „kapitał nie ma narodowości”. W związku z tym najpopularniejsi ekonomiści nie widzieli żadnego ryzyka związanego z uzależnieniem polskiej gospodarki od zagranicznych grup kapitałowych. W efekcie takiej polityki jeszcze kilka lat temu dwie trzecie polskiego sektora bankowego kontrolowane było przez kapitał zagraniczny! Dopiero w wyniku ogólnoświatowego kryzysu finansowego medialna teza o kapitale bez narodowości upadła, a ekonomiści i politycy na nowo odkryli, że z faktu, iż biznesowe decyzje zapadają poza Polską, mogą dla nas wynikać – oprócz wyciekających z kraju dywidend – także inne niekorzystne konsekwencje. Repolonizacja w sektorze bankowym, do której doszło w ostatnich miesiącach, stała się symbolem tych zmian. Problemy włoskiego właściciela Banku Pekao SA umożliwiły odkupienie pakietu kontrolnego jego akcji przez polskie instytucje. Warto przy tym zauważyć, że mimo sprzyjających okoliczności transakcji cena za akcje była kilkakrotnie wyższa od tej, jaką przed laty zapłacili Włosi. Udział kapitału polskiego w rynku bankowym znów przekroczył 50 procent.

Długookresowo repolonizacja kluczowych sektorów polskiej gospodarki (finanse, energetyka, media…) może być dla nas – pomimo kosztów – opłacalna. Pod warunkiem że rządzący Polską będą konsekwentni i nie zdecydują się za jakiś czas na kolejne „promocyjne wyprzedaże”.

___
Tekst opublikowany w "Naszym Dzienniku"

Piotr Tomczyk

Publicysta, piszący w "Naszym Dzienniku"

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.75
Ogólna ocena: 4.8 (głosów: 4)
Nie tylko uczucia... 10-03-2017
Sabotażyści 7-08-2016
Państwo kelnerów 7-03-2015
Wallenrod z Brukseli 25-02-2017
Koniec koncesji? 19-02-2017

Dyskusja

oto Piotr Tomczyk

Święte słowa. Natomiast w

Święte słowa. Natomiast w perspektywie nieco krótszej może się naszym umiłowanym przywódcom udać (nawet kilkakrotnie!) przeprowadzenie najkorzystniejszego dla nich planu. Sprzedajemy tanio, odkupujemy drogo, sprzedajemy tanio, odkupujemy drogo, sprzedajemy tanio, odkupujemy drogo... Taka zabawa może trwać przez stulecia.

oto Paulina Kaufmann

Zapytam w takim razie:

czy rozróżnia Pan pojecie repolonizacji od renacjonalizacji?
Dla mnie, tendencja powrotu różnych podmiotów gospodarczych w ręce polskiego kapitału jest jak najbardziej korzystna. Jeśli natomiast, ma się to odbywać poprzez renacjonalizację i powrót do PRL-u, to jestem zdecydowanie przeciw.
P.s.
Żeby było jasne, też uważam, że za użytym przez p.Tomczyka pojęciem repolonizacja kryje się renacjonalizacja bo tak wynika z kontekstu dlatego dokonałam rozróżnienia.

oto Krzych Adam

E tam.

Aż tak wielkiego znaczenia do wielkości nosów przywiązywać nie należy. Rzeczywiście ze słoniami nikomu na wielkość nosów nie ma co nawet próbować rywalizować. A z afrykańskimi to nawet i na wielkość uszu.

Jednakże wśród ludzi to co do wielkości nosa to Cyrano de Bergerac, Gaskończyk był rekordzistą. A w bliższych nam czasach choćby generał a potem nawet prezydent de Gaulle był nie tak znowu gorszy. Z nim to i premier Golda Meir, i premier Binjamin Netanyahu nie mają co się mierzyć.

oto chłop jag

Nie jest ważne czy

danych tubylców goli się i strzyże na nacjonalizacje a potem na prywatyzację - nie jest ważne jak owe strzyżenie i golenie nazwiemy w danym etapie - ważne jest tołażysze aby nieprzerwanie strzyc i golić to bydło - a jak padnie - zrobić mydło.

oto Czesław

Dyskutanci - bez gorączki.

Z komentarzy wynika ze całe zło to PiS, czy Państwo "szaleju się napili", przecież to efekt wszystkich poprzedników, proszę nie zapominać też o SLD. A stosunek do polskich przedsiębiorców, wszystkich po kolei "polskich" rządów, to laboratoryjny przykład Pana Kluski. Jak do tej pory nie padło żadne konkretne nazwisko winne tamtej sytuacji, coś podobnego jak z tymi nazistami. Ktoś tam zawinił, no wiecie rozumiecie, system.

oto Skanderbeg

Wszystko się zgadza, ale należy być precyzyjnym.

Wielu polityków PiS działa w tej "branży" od początku III RP. Oni w tym brali udział, i to nie raz. Taki Czarnecki był chyba nawet szefem Komitetu Integracji Europejskiej, popierali gimnazja, reformę samorządową czy emerytalną. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu z nich. Brali też udział w rabunkowym podejściu do polskiego majątku narodowego (choć lepszym określeniem chyba jest "majątek narodowy".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.