Lord pierdyliard

Politykę na wyspach brytyjskich traktuje się zbyt poważnie, żeby się nią na poważnie zajmować, zamiast zostawiać zawodowcom. Chociaż więc w ojczyźnie tabloidów wywierają one oczywisty wpływ (do bezpośredniego deklarowania swych sympatii wyborczych włącznie) – to jednak zawsze przecież przygody celebrytów okazują być ciekawsze nie tylko od debat parlamentarzystów, ale nawet skandali z ich udziałem. Nic więc dziwnego, że „Beckham Leaks” jest teraz w UK tematem ważniejszym od BREXIT-u.

Celebryta, piękniś, mąż swojej żony, marka handlowa, a kiedyś przy okazji także niezły piłkarz David Beckham chce być lordem. A ponieważ wciąż nim nie został – więc w opublikowanych właśnie mailach pojechał po mamusiach oraz sexualności dotychczas nobilitowanych, członków wysokiej komisji kwalifikującej do tytułów i wszystkich, którzy nie docenili bezinteresownego zaangażowania społeczno-charytatywnego obrażonego gwiazdorka. Media brytyjskie kwiczą ze szczęścia, publikując co bardziej soczyste zwroty, Beckham wydukał coś w rodzaju ubolewania, pojawił się już nawet dyżurny wątek rosyjski (serwery! - zresztą publikatory na Wyspach od dłuższego już czasu przejęły pałeczkę podżegactwa wojennego w świecie zachodnim). Jednak straszenie rosyjskimi hackerami i „wojna hybrydowa” nie wiedzieć czemu toczona z mężem ex-spajsetki jako uosobieniem Imperium Brytyjskiego – to nie jedyny aspekt jednak polityczny tej żenującej skądinąd aferki.

Proszę wybaczyć garść socjo-ekonomicznych banałów, ale historia przekształconego w wielomiliardowej wartości przedsięwzięcie byłego sportowca - faktycznie ma też charakter systemowy. Jak trafnie napisał wyjątkowo rozsądnie myślący polski bloger, Rafał Sawicki

„najciekawszym aspektem całej sprawy jest zdemaskowanie psychologicznych niuansów, które czynią życiowy sukces pojęciem względnym. Z perspektywy maluczkich Beckham to stuprocentowy wygryw. Przystojny, bogaty, sławny, ma piękną żonę i jeszcze piękniejsze kochanki, a do tego gromadkę dorodnych synów, którzy najpewniej pójdą w ślady ojca. Czy mężczyzna może chcieć więcej? No właśnie może. Konstrukcja psychiczna człowieka sprawia, że w miarę jedzenia jego apetyt rośnie. Milioner jest nieszczęśliwy, bo nie jest miliarderem. Miliarder jest nieszczęśliwy, bo nie jest prezydentem. Prezydent jest nieszczęśliwy, bo nie jest milionerem. Dlatego system zawsze będzie produkował ludzi nieszczęśliwych z powodu niezaspokojonych ambicji”.

To jednak nie wszystko. Sukces osób takich jak Beckham (i jego żona) nieodmiennie wywołuje komentarze znane z komentowania meczów polskiej ligi, w rodzaju „jakby mnie tyle płacili – to bym chociaż biegał szybciej!” - jak oburzają się kibice oraz „za co, k..., te miliony?!” - jak oburzają się nie kibicujący. Tymczasem w tym szaleństwie jest metoda.

Otóż nawet współczesny człowiek wciąż miewa opór przed przyjęciem do wiadomości całkowitej wirtualności i względności pieniądza, a więc i jego kreowania "z niczego", odruchowo natomiast domaga się jakiegoś fizycznego ekwiwalentu, "wartości". Kiedyś rolę taką, oprócz rzecz jasna kruszcu - pełniły np klejnoty, dziś natomiast w jeszcze większym niż przed wiekami, bo niemal wyłącznym stopniu - dobra luksusowe. Stąd właśnie samochody za miliony dolarów, jachty, technologiczne zabawki czy w ogóle rzeczy o wartości czysto uznaniowej i nadanej, jak kolekcje mody. Oczywiście, pokrywają one tylko ułamek globalnej nadkreacji pieniądza - ale nadają temu procesowi ludzkie oblicze.

No właśnie, ludzkie. Skoro bowiem istnieją takie towary - to trzeba również stworzyć ich nabywcę, przy okazji kreując drugi po materialnym pseudo-ekwiwalent, w postaci specyficznej kategorii "usług", o również sztucznie nadanej "wartości". I tu dochodzimy do miliardowych zarobków piłkarzy, muzyków, konsultantów, coachów - słowem wszystkich wykonujących na tym poziomie dochodowym działania faktycznie niewymierne i niewycenialne - czy inaczej, które można wycenić na dowolną kwotę. Drugą stronę tego dolara stanowi natomiast równie fikcyjne "pokrywanie" ilości światowej waluty narastającym tempem ruchu jej drobnych, będących w rękach drobnych konsumentów, wrzuconych w spiralę niekończących się zakupów. Absurdalnie drogie towary i "usługi" z jednej strony i jednocześnie absurdalnie szybka wymiana dóbr coraz taniej wytwarzanych, a przez to szeroko dostępnych, ale zaraz wymienianych z drugiej - kumulują więc teoretycznie światowe bogactwo a praktycznie - głównie jego transfer i skupienie w bardzo wąskim kręgu kreatorów pieniądza.

Wracając więc do początku - wbrew pozorom David Beckham i Bugatti Veyron nie są zatem jakimiś skutkami ubocznymi obecnego systemu ekonomicznego świata, czy jego dekoracją - ale stanowią jego istotę. I czy choćby za uświadomienie tego bliźnim - piankowemu piłkarzykowi nie należy się tytuł szlachecki?

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.77778
Ogólna ocena: 4.8 (głosów: 9)

Tematy: 

Dyskusja

oto pioszo54

I tu dochodzimy do

I tu dochodzimy do miliardowych zarobków piłkarzy, muzyków, konsultantów, coachów - słowem wszystkich wykonujących na tym poziomie dochodowym działania faktycznie niewymierne i niewycenialne

hm, hm, czy przypadkiem dochody sportowców nie są jednak solidnie wyceniane przez dochody z reklam, a te przez wzrost sprzedaży ?

:)

oto Konrad Rękas

hm, hm, czy przypadkiem

hm, hm, czy przypadkiem dochody sportowców nie są jednak solidnie wyceniane przez dochody z reklam, a te przez wzrost sprzedaży ?

Ha, chodzi jednak o "wynagrodzenie za grę w piłkę". Element nakręcania sprzedaży (i samej potrzeby posiadania) m.in. przez inżynierię społeczną zwaną reklamami - należy raczej do punktu drugiego, wspomnianego w dalszej części tekstu.

oto Dubitacjusz

Pogoń za szczęściem korzystna społecznie, a nie indywidualnie

Mechanizm, który sprawia, że człowiek chce więcej, jest motorem rozwoju. Z punktu widzenia systemu społecznego to dobrze, że ambicje ciągle sięgają dalej. System społeczny, który "pozwala" ludziom na szczęście, zarazem skłania ich do bierności, co powoduje zastój cywilizacyjny. Myślę tu o "wyluzowanych" murzynach, hindusach, buddystach itp.

Z kolei dla naszej cywilizacji "progresu" ubocznym skutkiem jest frustracja wynikająca z poczucia braku szczęścia.

oto Robercik

Pozorny luz murzynów wynika z

Pozorny luz murzynów wynika z niechęci do systematycznej pracy.

Znalezienie rzetelnego pracownika w Gambii graniczy z cudem – mówi Marek Król. – Wszyscy narzekają na biedę, ciągle słyszę ”daj”, ale kiedy oni słyszą słowo praca, uciekają jak przed zarazą. Ludzie żyją tu z dnia na dzień, nie myślą przyszłościowo i perspektywicznie. Nic ich nie skusi, nawet obietnice dobrych zarobków.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polak-o-zyciu-w-Af...

Ale chęć do konsumpcji pozostaje niezachwiana. Ci "wyluzowani" murzyni to główna klientela markowych ciuszków, np. tamtejsze ziomeczki lubią sobie sprawić sportowe buty za 100$, a frustracja tak ich rozpiera, że do dzielnic murzyńskich lepiej nie zaglądać.

Hindusi natomiast dorabiając się bogactwa natychmiast stawiają sobie pałacyki godne królów cygańskich. Jedyny luz w takim pałacu Hindusa to nieopisany bród i bajzel, nawet gdy ten Hindus jest szacownym lekarzem, to ma w domu chlew. Wiem, bo znam Polkę która w USA sprzątała dom takiej elity. Ludzie podróżujący do Indii opisują, że dominującym wrażeniem z terenów gęsto zaludnionych był ciągły zapach kału. Nie mieli takich wrażeń z podróży po sąsiednich krajach, równie ciepłych i równie biednych.
Indie to kraj źle rządzony, więc biedny, ale jeśli ktoś tam dochodzi do pieniędzy, to zaczyna obnosić się ostentacyjnymi znamionami bogactwa.

oto Krzysztof M

Jedyny luz w takim pałacu

Jedyny luz w takim pałacu Hindusa to nieopisany bród i bajzel, nawet gdy ten Hindus jest szacownym lekarzem, to ma w domu chlew.

Rozmawiałem z człowiekiem, który miał kontakt ze studentami z Indii (zawody - high technology). Potwierdził. Bałaganiarze, niechluje, a na uwagi zwracane im przez białych nie reagują.

oto DonRechot

Gielda

Witam
Z calym szacunkiem, jednak uwazam, iz pokrycie "nadkreacji" pieniadza wirtualnego/fiducjarnego jest kreowane na gieldzie poprzez jej permanentny wzrost, wynaturzony czasem w te czy inna banke inflacyjna, ktora pekajac "znika" uprzednio wykreowane pierdyliardy, kosztem np. Lehman bros - co potrafi sie odbic niezla czkawka i dziesiecioletnim quantitative easing... :]
Bulionerzy to jednak wciaz przyneta - marchewka na wedce dyndajaca przed pyskiem oslow w kieracie, by im umilic czas i odepchnac mysli od buntu.
Pozdrawiam

oto Qba

Żaden towar czy usługa nie ma

Żaden towar czy usługa nie ma "obiektywnej wartości", tylko tą jaką zgodzą się umawiające strony transakcji. W przypadku "przemysłu rozrywkowego", po prostu rozwinął się wraz z nadejściem powszechnej telewizji na tyle, że określony gracz staje się marką, za którą są chętni zapłacić wpływowi gracze i właściciele wspomnianego przemysłu. Gdyby ludzie mieli gdzieś oglądanie meczy (tak jak np. ja), rynek "Beckhamów" doznałby raczej permanentnej zapaści. Lud jednak zawsze potrzebuje igrzysk, a nie organizuje już ich wyłącznie państwo-miasto czy inny Augustus. Z aktorami sytuacja nieco podobna.
Autor mógłby kiedyś napisać, jak widziałby sytuację w "nowym" systemie ekonomicznym, bo jeśli chodzi o tekst, to głównym problemem jest tu fakt, że kolejny celebryta przepadł w czeluściach własnego odbytu i cierpi na zwyczajowy kompleks boga wśród ziemskiego tłumu (powodowany czynnikami wskazanymi w przytoczonym cytacie). Jeśli chodzi natomiast o cały system pieniądza fiducjarnego (i związanych z tym płynnych kursów walutowych) to obrażony piłkarzyna raczej należy do gorszych "case-ów", którego bliźni raczej nie pojmą ;-)

oto Krzysztof M

Żaden towar czy usługa nie ma

Żaden towar czy usługa nie ma "obiektywnej wartości", tylko tą jaką zgodzą się umawiające strony transakcji.

Pan liberał? A gdzie pan był do tej pory? :-)

Wartość - Cena. Cena - Wartość. Dwa różne pojęcia. :-) Dalej to już we własnym zakresie. :-)

oto Robercik

Jasne jest, że rzeczy NIE SĄ

Jasne jest, że rzeczy NIE SĄ warte tyle za ile inni chcą i mogą je kupić. Przynajmniej nie zawsze, bo sama zasada generalnie sprawdza się. Już sypię przykładami.

1) W inwestowaniu na giełdzie istnieje pojęcie "inwestowania w wartość". Cena akcji nie zawsze odzwierciedla wartość spółki giełdowej. Ci którzy potrafią docenić przecenioną perłę kupują tanio coś co jest warte dużo. Warte jest dużo bez względu na ile zostało wycenione przez giełdę. Ta uwaga definitywnie obala twierdzenia, że rzeczy są warte tyle ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić. Dodam tylko, że tzw. ulica kupuje przeważnie akcje na górce, więc płaci dużo za coś warte mniej.

2) W czasach pokoju mur wokół miasta może wydawać się zbędny, więc idzie na materiał budowlany. A gdy po 200 latach nadjadą hordy koczowników, to nagle okaże się, że brakujący mur jest wart każdej ceny, bo panowie koczownicy zabierają złoto, gwałcą, zabijają a potem palą. To powinno nas wyczulić na skalę czasową inwestycji. Ta skala przekracza zdolność pojmowania abstrakcyjnego przeciętnego liberała.

Wracajac do facia który dorobił się fortuny turlając piłeczkę....

Wartość celebrytów to pojęcie względne. Jeśli system ogłupia społeczeństwa, to wartość rynkowa celebrytów rośnie. Czyli ich wartość zależy nie tylko od rynku, ale i do jak najmniej rynkowego systemu ogłupiania społeczeństw. To tak jakby w jakimś systemie istniało niewolnictwo i legalne tortury. Zapewne pojawiliby się mistrzowie anatomii pobierający duże pieniądze za zdolność utrzymywania ofiary w długotrwałej agonii - tak jak celebryci utrzymyją społeczeństwo w stanie nieustającego zbydlęcenia.

Długoterminowo (wiele pokoleń) celebryci prowadzą do degenerowania się cywilizacji. Ich wartość jest zatem ujemna. Tak jak narkotyków, mistrzów tortur i podobnego plugastwa, np. "artystów nowoczesnych". Artystom nowoczesnym ktoś płaci, a przecież ich sztuka to dosłownie g..wno (DOSŁOWNIE, polecam materiał z linku).
No niech mi ktoś powie, że szybko uzależniajacy narkotyk albo występy grupy FEMEN są cokolwiek warte. Ktoś za to zapłacił. I co z tego?

oto Robercik

Co Pan taki delikatny :).

Co Pan taki delikatny :). Komentarz w tym filmie jest sensowny. Ja poddaję się w momencie gdy komentowany przedmiot jest plugawy oraz komentujący jest plugawcem. To jest połączenie którego nie jestem w stanie przeskoczyć. Dlatego nie jestem w stanie oglądać zawodowej TV, wchodzić na Onet itd.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.