Prezent dla Timmermansa

Od czasu zmiany gabinetu sypią się jedna za drugą kapitulacje rządu polskiego. Ich pełnemu omówieniu z pewnością należy się odrębny artykuł. Tym razem zajmę się tylko sporem między Unią Europejską a Polską, dotyczącego systemu sądownictwa, co leży w wyłącznych kompetencjach państw członkowskich. Różnice próbował załagodzić premier Mateusz Morawiecki spotykając się w Brukseli dwukrotnie z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem oraz, także dwukrotnie, z zaciekłym wrogiem naszego kraju Fransem Timmermansem – pierwszym wiceprzewodniczącym KE.

Z obu stron po każdej turze padały sympatyczne słowa o podjętym i dobrze rokującym „dialogu”. A jakie wynikały z tego „dialogu” konkrety? Żadne. W końcu Timmermans raczył odwiedzić Warszawę.

Rząd przygotował już uprzednio projekt nowelizacji do ustaw sądowych, realizujący część żądań Komisji. Prezentujący te zmiany pos. Marek Ast (PiS) za kluczowy uznał zapis mówiący, że bez opinii kolegium sądu oraz Krajowej Rady Sądownictwa minister sprawiedliwości nie będzie mógł odwołać prezesa lub wiceprezesa sądu. Ustawa nie precyzuje jednak czy opinia tych ciał obowiązuje ministra. Tymczasem uprawnienie ministra do zmian na wysokich szczeblach sądownictwa stanowi realizację troski rządu o bezpieczeństwo obywateli. Sędziowie są niezależni w orzekaniu, ale nie mogą działać w sposób dowolny. Jeśli prezes nie wykonuje swoich obowiązków należycie, tzn. nie pilnuje wówczas powinien wkraczyć minister sprawiedliwości, zmieniając prezesa sądu.

Ustawa zrównuje również wiek przechodzenia w stan spoczynku sędziów dla kobiet i mężczyzn do 65 lat. Według KE dotychczasowy przepis jest sprzeczny z wymogami Unii Europejskiej. Natomiast zapis ten nie jest obligujący dla kobiet-sędziów, jeśli będą chciały przejść wcześniej na emeryturę mogą to uczynić w wieku lat 60. Z kolei o przejściu sędziego w stan spoczynku później ma decydować nie Minister Sprawiedliwości, jak dotychczas, ale prezydent RP.

Inna ustawa przewiduje publikację dotychczas niepublikowanych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Jednak ustawodawca przewidział umieszczenie zastrzeżenia, że orzeczenia te zostały wydane z naruszeniem prawa.

Wszystkie projekty zostały pospiesznie złożone w Sejmie, a Sejm je uchwalił, podobnie, jak uczynił to Senat. Taki to podarunek przygotowały władze RP Timmermansowi. Przeprowadził on rozmowy z polskimi oficjelami oraz prezes Sądu Najwyższego – Małgorzatą Gersdorf. A jaki wynik tych rokowań? Żaden. Co więcej I z-ca szefa KE bąknął na odjezdnym, że oczekuje dalszych ustępstw.

Cała sprawa ma kilka aspektów. Jak już wspomniałem, kształtowanie systemu sprawiedliwości należy do uprawnień krajowych, nie unijnych. Toteż żądania KE stanowią bezczelną ingerencję w nasze sprawy wewnętrzne. Co więcej, jak informował minister Zbigniew Ziobro, ustawy sądownicze stanowią omalże kopię rozwiązań hiszpańskich, do których Unia jakoś nie zgłasza zastrzeżeń. Natomiast wobec Polski uruchomiono procedurę przewidzianą w osławionym artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej, co w końcowym rezultacie może doprowadzić do sankcji. Ale Morawiecki konferował nie tylko z Unią, lecz również z państwami Europy Środkowej celem znalezienia mniejszości blokującej tę procedurę wobec Polski. Premier utrzymuje, że tego rodzaju deklaracje uzyskał od pięciu państw, co stanowi liczbę wystarczającą. Węgry od dawna zadeklarowały – i to kilkakrotnie - poparcie dla Polski.

W takim razie, po co „rozhowory” z dygnitarzami UE, po co dokonywanie zmian ustawowych. Takie podejście świadczy, że albo nie uzyskaliśmy wystarczających zapewnień, albo nie chcemy iść na zwarcie z Unią. Skoro więc Unia dyktuje nam zapisy ustawowe, zapewnienia o suwerenności można między bajki włożyć. A jeśli KE uzna polskie ustępstwa za niewystarczające, znowu będziemy nowelizować ustawę? Oznaczałoby to, że Timmermans nie zadowolił się obecnym podarunkiem i chce następnego. Wtedy czekałaby nas kompromitacja. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt dalszego ograniczenia kompetencji ministra sprawiedliwości, co świadczy o wyraźnym śladzie, jakie pozostawiły donosy antypolskiej opozycji w Brukseli. Nota bene Ziobro ma wielu wrogów w samym PiS-ie (o PO i Nowoczesnej, nie wspominając), z Andrzejem Dudą na czele, którym takie rozwiązania są na rękę.

Eurodeputowany prof. Ryszard Legutko zapytany przez portal wpolityce.pl czy optymistyczne zapatruje się na stan rokowań z Timmermansem odparł:

„Zbyt długo jestem w tej instytucji, żeby od razu wpadać w entuzjazm. To dobry sygnał, ale poczekajmy na ostateczne porozumienie. Nastawienie wśród części komisarzy KE, a także przewodniczącego jest takie, że sprawa nie rokuje, więc trzeba ją zakończyć. Timmermans zbyt dużo zainwestował w nękanie Polski, żeby teraz nagle mógł zrezygnować. Będzie starał się podtrzymać swoje stanowisko. Nie wiem jak to zrobi, być może będzie to robił przez wewnętrzne naciski w KE. Jeżeli zniknie problem Polski, to zniknie i Timmermans. Jest tak nadmuchany pychą, że nie chce kończyć kariery politycznej”. Rozmówca portalu traktuje wizytę Timmermansa jako czystą kalkulację polityczną i dodał: „Gdyby dało się Polskę ukarać, czyli kontynuować procedurę praworządności, to KE by się nie zawahała. Jeżeli polskiemu rządowi udało się stworzyć mniejszość blokującą, to Komisji Europejskiej bardziej zależy na zakończeniu całej sprawy niż Polsce. (…) Dla Polski taki pokaz siły byłby sukcesem politycznym”.

Szkoda, że polscy rozmówcy kłopotliwego gościa nie pofatygowali się wysłuchać opinii Profesora przed wizytą komisarza.

oto Zbigniew Lipiński Zbigniew Lipiński

publicysta polityczny, publikuje w "Myśli Polskiej"
www.mysl-polska.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto PKK

Złudna przyjaźń

Premier utrzymuje, że tego rodzaju deklaracje uzyskał od pięciu państw, co stanowi liczbę wystarczającą.

Nie popieram zewnętrznej ingerencji w sprawy wewnętrzne Polski, ale łatwo dojść do wniosku, że deklaracje poparcia w gruncie rzeczy służą podbiciu stawki, za którą sprzeda się Polskę. Brexit znacząco uszczupli budżet, więc państwa Europy Wschodniej zrobią wszystko, by zgarnąć dla siebie jak największy kawałek coraz bardziej skromnego tortu. Tym bardziej, że pojawiają się zapowiedzi uzależnienia wypłat od przestrzegania tzw. "praworządności", co antagonizuje Wschód przeciwko Polsce.

Węgry od dawna zadeklarowały – i to kilkakrotnie - poparcie dla Polski.

Węgry doskonale wpisują się w przestawiony powyżej schemat. Jednak 27:1 i jednomyślność Komisji Weneckiej (w tym przedstawiciela Węgier) to wciąż za mało, by przekonać się o braku sojuszników na arenie międzynarodowej. Orban należy do jednej frakcji z Merkel, Junckerem i Tuskiem, co w najlepszym wypadku czyni go neutralnym wobec polskiego rządu. Jako pragmatyk nie ma żadnego interesu, by stawać za obecną władzą, jeżeli w grę wchodzą pieniądze.

oto chłop jag

Moim zdaniem - jest to

gra zespołowa między rządzącymi eurokołchozem a rządzącymi atrapą Polski skierowana na głupich tubylców - tołażysze.
Wniosek?
Marksizm kulturowy to fundament wylany ze smoły i siarki - także i dla sądów - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.