Nasz antykomunizm

Wiele wątpliwości narosło w ostatnim czasie wokół zagadnienia dekomunizacji. Wynika to między innymi ze zniekształcania tej idei przez „funkcjonariuszy frontu historycznego”z IPN. „Dekomunizacji” poddaje się wszystko, co pozytywnie kojarzy się z Rosją lub z kontynentalną orientacją Polski, skrzętnie pomija się zaś kwalifikujące się do dekomunizacji osoby i treści, których wskazanie jako komunistycznych byłoby niewygodne dla PiS i realizowanej przez nie polityki atlantyckiej. Wystarczy wspomnieć, że wśród autorytetów rządzącej neokonserwatywnej oligarchii z PiS są tacy dawni funkcjonariusze komunistyczni lub beneficjenci kontaktów z aparatem władzy PRL jak Marcin Wolski, Antoni Zambrowski, Jan Pietrzak, Jarosław Marek Rymkiewicz, Karol Karski, czy nieżyjący już Józef Szaniawski i Jerzy Robert Nowak.

„odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”

„Dekomunizacja” w wykonaniu PiS i opanowanych przez nie TVP i IPN jest więc parodią prawdziwej dekomunizacji. Jej sensem nie jest wyplenienie komunizmu, lecz eliminacja przeciwników opcji atlantyckiej, czyli dalszego płaszczenia się Polski przed USA. PRL nie jest desygnowany na siedlisko zła wcielonego dlatego że był państwem komunistycznym, lecz dlatego że był w bloku geopolitycznym przeciwnym USA i nie był satelitą Waszyngtonu. Gdyby komunizm nie został przyniesiony do naszego kraju na bagnetach rosyjskich, lecz wprowadzili go Amerykanie lub Brytyjczycy, to dziś nie byłoby „antykomunizmu” PiS i IPN. Winą PRL w optyce rządzących dziś naszym krajem neokonserwatystów i ich waszyngtońskich protektorów nie było oparcie się na ideologicznym fundamencie marksizmu, lecz kontynentalna, a nie atlantycka, orientacja geopolityczna tego państwa.

W tym właśnie czynniku należy upatrywać przyczyn, dla których funkcjonariusze historyczni z IPN formułują oficjalny protest gdy jedna z firm sprzedających klocki dla dzieci wśród zestawu przedstawiającego żołnierzy II wojny światowej umieściła enkawudzistę z pepeszą, a nie mają nic przeciwko nazwaniu jednej z ulic w Warszawie imieniem Borysa Sawinkowa – rosyjskiego „nihilisty”i lewackiego terrorysty, który tym jednak broni się w oczach PiS-owskich „antykomunistów”, że przez całe życie walczył z Rosją – zarówno z tą „białą”, jak i z tą „czerwoną”.

Tym należy też tłumaczyć, że poruszający się nieustannie w oparach szpiegomanii i antykomunistycznej paranoi politycy PiS nie interesują się zupełnie penetracją służb zachodnich zarówno w komunistycznym aparacie władzy (np. amerykański program International Visitor Leadership w którym polscy politycy uczestniczyli już od lat 1970.), wśród antykomunistycznej opozycji (np. wsparcie „Solidarności” przez CIA opisane przez Petera Schweizera), jak i w obecnym polskim aparacie władzy, amerykańskich zaś szpiegów, jak Ryszard Kukliński, wynoszą do rangi polskich bohaterów narodowych.

Dla szeroko rozumianych środowisk tożsamościowych istnieje zatem zagrożenie bycia zmanipulowanym przez działający w interesie amerykańskim PiS. Rządzący neokonserwatyści, przy pomocy wszechobecnej propagandy której najgłośniejszymi szczekaczkami są IPN i TVP, bałamucą patriotów „antykomunizmem pięć minut po dwunastej”- tak więc „antykomunizmem” bez komunizmu i bez komunistów.

Spłyceniem problemu byłoby jednak sprowadzanie faktycznych celów tego propagandowego jazgotu do odwrócenia uwagi, szczególnie młodego pokolenia, od błędów, zaniechań i działań zwyczajnie szkodliwych podejmowanych przez rządzącą PiS-owską oligarchię. Takie przekierowanie uwagi i aktywności młodych polskich patriotów na cele zastępcze, by nie zagrażała ona partii rządzącej, to jedynie doraźny cel taktyczny. Jest to cel ważny, jedyną bowiem siłą o którą w przyszłości mogłaby się rozbić władza Jarosława Kaczyńskiego jest „pokolenie Marszu Niepodległości”, światopoglądowo stojące zdecydowanie bardziej na prawo od PiS i „pokolenia Solidarności”- cel ten jednak zachowuje ważność jedynie w polskiej perspektywie wewnętrznej.

Nie zapominajmy tymczasem, że neokonserwatyści z PiS rządzą nie tylko w interesie swoim, ale też swoich amerykańskich mocodawców. Realizować zatem muszą cele zarówno swoje własne, jak i amerykańskiego protektora. Zadaniem PiS-owskiej oligarchii jest umocnienie swej władzy nad Polską, ale też uzyskanie dla tej władzy legitymacji w Waszyngtonie, bez czego PiS-owcy nie mogliby jej zachować. Warunkiem uzyskania sankcji amerykańskiego suwerena jest natomiast zabezpieczenie trwałości jego dominacji nad naszym krajem i umocnienie tej dominacji. To zatem stanowi strategiczny cel polityki PiS, w tym również polityki „dekomunizacji”.

W narracji „antykomunistycznej” PiS-IPN-TVP tworzy się zatem ciąg skojarzeń: komunizm-PRL-Rosja, z drugiej zaś strony: antykomunizm-atlantyzm-Stany Zjednoczone-antyrosyjskość. „Antykomunizm”staje się więc terminem-kluczem, mającym w umysłach poddanych tej propagandzie wywoływać całą serię pozytywnych skojarzeń z orientacją zachodnią, antyrosyjską i proamerykańską. Staje się on synonimem nienawiści do Rosji i wszystkiego co niezachodnie. Orientacja kontynentalna ma zaś zostać trwale skojarzona z komunizmem. Przecież każdy, kto stwierdza, że Ryszard Kukliński jako amerykański szpieg był zdrajcą Polski- jest z natury rzeczy „komunistą”, tak więc również „ruskim agentem”. Ideą faktycznie stojącą za „antykomunistyczną” demagogią PiS-IPN-TVP jest bowiem zabetonowanie naszego kraju w kolonialnej zależności od demoliberalnych USA i pod rządami wysługującej się im ekipy Kaczyńskiego.

„Antykomunistyczna” demagogia PiS ma służyć jednak nie tylko utrwaleniu władzy tej neokonserwatywnej kliki nad naszym krajem i pozycjonowaniu go jako peryferii w systemie krajów zależnych od USA, lecz także pogłębieniu tych rysów polskiej mentalności, które w optyce PiS i jego zaplecza intelektualnego stanowią o unikalnej w naszej części Europy wartości polskiej tradycji politycznej, które zaś w rzeczywistości były główną przyczyną słabości i klęsk dziejowych naszego narodu. IPN jest bowiem autorem szerzonego przez siebie kłamstwa historycznego o rzekomym „powstaniu antykomunistycznym 1944-1963”. Żadnego takiego powstania oczywiście nie było, pisanina IPN ma zaś tyle samo wspólnego z prawdą historyczną, co wywody stalinowskich funkcjonariuszy historycznych na temat rzekomych „powstań” na zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie w 1939 r.

Prawda historyczna w narracji PiS-IPN-TVP musi jednak ustąpić miejsca ideologii i „antykomunistycznej” demagogii, w którą wpisuje się nawet heroizacja marginalnych terrorystycznych, a nawet czysto bandyckich, epizodów z dziejów opozycji demokratycznej lat 1960-1980.W głębszej warstwie tej narracji tkwi tymczasem, jako jej drugie dno, tradycja insurekcyjna i republikańska. Obydwa te nurty polskiej tradycji narodowej stanowią partyjną filozofię polityczną i historiozofię PiS. Rozwijane są przez PiS-owskich historyków jak Wojciech Roszkowski i Andrzej Nowak, przez PiS-owskich filozofów jak Zdzisław Krasnodębski i Dariusz Gawin, przez PiS-owskich literatów jak Jarosław Marek Rymkiewicz i Wojciech Wencel, przez PiS-owskie ośrodki analityczne jak Instytut Jagielloński i Ośrodek Myśli Politycznej. „Antykomunistyczna”demagogia, za jedyną moralnie dopuszczalną postawę polityczną w latach 1944-1989 uznająca walkę z ówczesnym państwem polskim „o wolność”, jest jedynie dopełnieniem tej filozofii i historiozofii.

Tradycja republikańska, obywatelska, wolnościowa i insurekcyjna jest jednak przekleństwem historycznym naszego narodu. Republika jest przeciwieństwem monarchii, obywatelskość – autorytetu, wolność – ładu, insurekcjonizm – polityki realnej (polityki siły). Republikanizm uniemożliwiał nam zorganizowanie silnego państwa, insurekcjonizm zaś – zorganizowanie silnego narodu. Obydwa wiązały naród polski z Rewolucją i z Zachodem, wyrywały go zaś z Tradycji i ze Słowiańszczyzny. W obydwu znajdowała ujście nasza wrodzona skłonność do warcholstwa, indywidualizmu i antypolitycznej anarchii. Obydwa przeszkadzały nam dojrzeć do myślenia o polityce w kategoriach strategii, organizacji i siły. Dziś, obydwa służą PiS-owskiej oligarchii do uzasadniania naszej zależności od USA, z którymi rzekomo ma nas łączyć tradycja konstytucjonalizmu, republikanizmu i republikańska koncepcja wolności, oraz wrogość do autokratycznych i państwocentrycznych tradycji politycznych Rosji, Francji, Niemiec i innych krajów kontynentalnej Europy.

Młodzi polscy patrioci są więc demoralizowani „antykomunistyczną” demagogią PiS-IPN-TVP, by nie myśleli politycznymi kategoriami państwa, porządku, wspólnoty, tożsamości, zakorzenienia, strategii i siły, lecz antypolitycznymi kategoriami wolności, suwerenności ludu, jednostki, „pięcioprzymiotnikowych wyborów”, parlamentaryzmu, „wolnego rynku” i „cywilizacji zachodniej”. PRL był „zły”, ponieważ nie było w nim „pluralizmu politycznego”, „wolnych wyborów”, „wolnego rynku”, „wolności jednostki”, „wolnych związków zawodowych”, „wolnego Kościoła”, „wolności narodu”, „wolności wyjazdów na Zachód”, a nawet „wolnego seksu” (por. niedawny film o Michalinie Wisłockiej). „Antykomunizm” to walka przeciwko „dyktaturze”i „społeczeństwu zamkniętemu”.

Taki demagogiczny „antykomunizm” jest bardzo poręcznym wehikułem republikanizmu i insurekcjonizmu, bo, skoro jedyną „uczciwą” postawą wobec Polski Ludowej była walka z tym państwem metodami zbrojnymi lub politycznymi, ucieczka z niego na Zachód lub zdradzanie go na rzecz Zachodu, to w demagogicznym „antykomunizmie” odżywają na nowo republikańska i insurekcjonistyczna wrogość do państwa, autorytetu, wspólnoty, porządku, zakorzenienia, organizacji, strategicznego myślenia, metodycznej pracy i zdecydowanego działania w oparciu o zorganizowany potencjał i siłę. W „antykomunizmie”a’la PiS-IPN-TVP odżywają polskie warcholstwo i polski nierząd. Jeszcze raz dają o sobie znać te wszystkie przywary narodowe, które wytykali nam mistrzowie krakowskiej szkoły historycznej i myśliciele Obozu Narodowego.

„dziecięca choroba lewicowości”

Lustrzanym odbiciem zagrożenia w postaci zepchnięcia polskich patriotów do odgrywania pod hasłem „antykomunizmu” roli „utrwalaczy” dominacji PiS i Waszyngtonu nad naszym krajem, jest zepchnięcie ich do narożnika autentycznego sentymentu postkomunistycznego. Mechanizm jest bardzo prosty i bazuje na odruchowej reakcji bezkrytycznego i całościowego utożsamienia się z niesprawiedliwie i kłamliwie atakowanym podmiotem. Skoro PiS-IPN-TVP nieustannie opluwają wszystko i wszystkich co jakkolwiek związane jest z Polską Ludową, to wśród osób myślących nonkonformistycznie pojawia się naturalna pokusa, by bezkrytycznie bronić PRL i wszystkiego co z nim związane, zapominając że była to forma państwowości polskiej również zależna od zewnętrznego hegemona, ponadto zaś oparta na fałszywej podstawie ideologicznej i przez to niefunkcjonalna.

Taka sytuacja, gdy polscy tożsamościowcy spychani są do narożnika bezkrytycznych chwalców narzuconych naszemu krajowi z zewnątrz, splamionych krwią narodu, zależnych od zewnętrznych ośrodków siły i zwyczajnie nieefektywnych oraz historycznie przebrzmiałych form ustrojowych, również jest bardzo wygodna dla PiS i dla USA. Polski ruch niepodległościowy zostaje bowiem w ten sposób politycznie skompromitowany i społecznie wyizolowany. Łatwo zbić argumenty przeciwników stawiania pomników amerykańskim szpiegom lub „wyzwolicielom”, wskazując że w bronionym w ciemno PRL roiło się od takich pomników stawianych sowieckim szpiegom i „wyzwolicielom” z Armii Czerwonej. Łatwo zbić argumenty przeciwników instalowania w naszym kraju wojsk amerykańskich, wskazując, że w PRL było znacznie więcej wojsk sowieckich. Łatwo zbić argumenty za opuszczeniem NATO, wskazując na obecność bronionej bezkrytycznie PRL w uzależniającym ją od rosyjskiego hegemona Układzie Warszawskim.

Sytuacja, gdy polski ruch tożsamościowy zamknięty zostaje w getcie obrońców Berlinga, Świerczewskiego, sowieckich pomników i sowiecko-rosyjskiej wersji historii II wojny światowej, to stan rzeczy odpowiadający jedynie rządzącym naszym krajem atlantystom i interesom amerykańskiego hegemona, z drugiej zaś strony prawdziwej rosyjskiej agenturze. W układzie takim wyeliminowana zostaje bowiem autentyczna polska patriotyczna, niepodległościowa i tożsamościowa alternatywa dla obecności naszego kraju w atlantyckim układzie zależności od Stanów Zjednoczonych. Jedyną dostępną alternatywą dla agentury amerykańskiej ma być agentura rosyjska, a koncepcja Polski jako podmiotowego uczestnika polityki znika, nasz kraj zaś ma być , jak w XVIII w., jedynie przedmiotem i polem rywalizacji sił zewnętrznych.

Warto też zauważyć, że okopywanie się na pozycjach bezkrytycznych obrońców PRL angażuje zmanipulowanych w ten sposób polskich patriotów w obronę systemu nawet w wymiarze czysto wewnętrznym zwyczajnie nieefektywnego i niefunkcjonalnego. Zwolennicy „PRL 2.0” zapominają często lub świadomie pomijają, że państwa realnego socjalizmu wegetowały dłużej niż kilkanaście lat jedynie dzięki, z jednej strony dostawom żywności i hojnie udzielanym im przez zachodnich kapitalistów kredytom, z drugiej zaś – bezlitosnemu drenowaniu tych nieskomunizowanych lub wtórnie zdekomunizowanych sektorów gospodarki jak ogródki przyzagrodowe w ZSRS, czy rodzinne gospodarstwa rolne i drobne rzemiosło w PRL.

Jedyne sukcesy własne gospodarek komunistycznych wynikały z rozbudzanego tuż po zdobyciu władzy, ale szybko później przemijającego, rewolucyjnego entuzjazmu ludu oraz militaryzacji, patriotycznej mobilizacji i wykorzystania pracy niewolniczej w warunkach zagrożenia zewnętrznego. Na dłuższą metę jedynymi atutami tych gospodarek okazywały się wyprzedaż surowców z ojczystych krajów i kradzież technologii z państw kapitalistycznych. Nigdy zatem dość przypominania, że blok komunistyczny zawalił się pod ciężarem swojej ekonomicznej niewydolności, a znakomita większość z około 100 mln. śmiertelnych ofiar międzynarodowego komunizmu nie zginęła od kuli czekisty, lecz zmarła z głodu.

Młodym polskim patriotom grozi na tym tle również mniej oczywiste niebezpieczeństwo, dostrzegalne często w retoryce narodowego radykalizmu, szczególnie zaś jego lewego skrzydła – zbliżającego się często do retoryki komunistycznej i sowieckiej. Chodzi mianowicie o bałamucenie się wielu młodych ludzi, o zdrowych skądinąd odruchach antykapitalistycznych, socjalizmem, robociarstwem, „demokracją ludową”, społecznym egalitaryzmem, „masami”, PRL-owską „równością w konsumpcjonizmie”, urbanizacyjnym i przemysłowym gigantyzmem etc. W tym przypadku komunistyczny i socjalistyczny wirus wywołuje objawy nie w postaci ślepej miłości do wschodniego mocarstwa lub urojeń w dziedzinie domniemanych osiągnięć gospodarczych komunizmu, lecz w dużo głębszej warstwie światopoglądu.

Wywyższeniu ulega bowiem wszystko to, co najbliższe materii, co zatem w społecznej hierarchii wartości powinno być sytuowane najniżej. Równocześnie neguje się wprost lub bagatelizuje wartość wszystkiego tego, co najbliższe Bogu i sferom ducha, co zatem w społecznej hierarchii wartości powinno być sytuowane najwyżej. Nazwanie tego typu fascynacji „narodowym radykalizmem” nie zmienia w niczym faktu, że eksponowane są tu treści równie fałszywe i potencjalnie szkodliwe, co w komunizmie. Zwolennicy takich poglądów przejmują często wprost klasowe rozumienie narodu i walkę o wyzwolenie narodowe interpretują w perspektywie marksistowskiej teorii walki klas. Nie wspominając już, że egzaltowanie się robociarstwem i fabrykami rodem z antyutopii Fritza Langa w dobie postępującej mechanizacji i robotyzacji przemysłu jest cokolwiek anachroniczne, i świadczy o zideologizowaniu i oderwaniu od rzeczywistości.

Dlaczego jesteśmy antykomunistami

Wytknięte tu słabości komunizmu i realnego socjalizmu, mianowicie gospodarcza niewydolność i zależność PRL od rosyjskiego hegemona nie stanowią jednak podstawowego powodu, dla którego jesteśmy antykomunistami. Oba wymienione czynniki były praktycznymi konsekwencjami realizacji w Polsce eksperymentu marksistowskiego, przynajmniej drugi z nich wcale jednak nie musiał wystąpić. Jak wspomniano wyżej (prawdopodobnie na nasze szczęście), marksizm dotarł do naszego kraju z Rosji. W Polakach tkwi tymczasem tak silny resentyment i nienawiść do Rosjan i do Rosji, że narzucenie nam marksistowskiego socjalizmu przez wschodniego sąsiada musiało zrodzić silną reakcję antykomunistyczną.

Gdyby jednak źródłem marksizmu w Polsce była np. Austria, Francja, Wielka Brytania lub Stany Zjednoczone- antykomunizm, którym tak się dziś pysznimy, najpewniej byłby u Polaków dużo słabszy, a może nawet nie pojawił by się w ogóle. Gdyby najważniejszym państwem marksistowskiego socjalizmu były Stany Zjednoczone, Polacy byliby najprawdopodobniej najwierniejszymi wyznawcami marksizmu i najbardziej nieprzejednanymi obrońcami komunistycznej ortodoksji.

Łatwo sobie zatem wyobrazić, że komunizm w Polsce nie musiałby wcale oznaczać zależności od Rosji. Można nawet przedstawić sobie sytuację, gdy polskie państwo komunistyczne byłoby państwem mniej lub bardziej niepodległym, jak na przykład były komunistyczna Albania, komunistyczna Korea, lub komunistyczna Jugosławia. Z drugiej strony, wasalny stosunek do zewnętrznego mocarstwa nie jest wyłącznie postawą właściwą państwom komunistycznym, czego najbliższym nam przykładem jest dzisiejsza demoliberalna i kapitalistyczna McRzeczpospolita.

Więcej na rzeczy jest w zarzutach ekonomicznych wobec komunizmu. Ten podstawowy już wskazaliśmy: komunizm, podobnie jak kapitalizm, stawia ekonomię na pierwszym miejscu, a stosunek do środków produkcji czyni podstawowym punktem odniesienia dla budowania tożsamości człowieka. Komuniści, tak jak kapitaliści, negują wartość wszystkiego, co nie ma charakteru produktywnego. Komunizm, tak jak kapitalizm, spycha na margines lub wprost neguje całą sferę metafizyczną. Aktywność człowieka w tej sferze niekiedy zaledwie toleruje, najczęściej zaś mniej lub bardziej represyjnie jej przeciwdziała i ją tłamsi. Podstawowym punktem odniesienia dla człowieka jest tymczasem Bóg oraz nadprzyrodzone wymiary rzeczywistości- w perspektywie których ten materialny zajmuje poślednie miejsce.

Ekonomizm komunizmu, podobnie jak ekonomizm kapitalizmu, wprost lub pośrednio niszczy również osobowość i tożsamość człowieka. Komunizm, tak jak kapitalizm, przekreślił naturalne zróżnicowanie ludzi, pragnąc zuniformizować wszystkich wedle funkcji spełnianych przez nich w gospodarce. Nieprzypadkowo sowiecki Donbas nazywano „wschodnioeuropejską Kalifornią”. W obydwu krajach, dla zwiększenia wydobycia kopalin, spośród imigrantów z dosłownie niemal całego świata sformowano anonimowe masy wykorzenionego i wyzutego z tożsamości proletariatu, dla którego językami komunikacji i kulturą stały się najbardziej zubożone i sprymitywizowane wersje kultury i języka odpowiednio rosyjskiego i angielskiego. Nieprzypadkowo, obydwa te kraje należą dziś nie tylko do najbardziej zdewastowanych etnicznie, kulturowo i moralnie, ale również przyrodniczo i krajobrazowo.

Komunizm, tak jak kapitalizm, dla zwiększenia wydajności – dla ciągłego „więcej, więcej, więcej”, uderza w moralność, płeć i rodzinę. Państwa komunistyczne, tak jak kapitalistyczne, wypędziły kobiety z domów do fabryk, próbując przekształcić je w bezpłciowe i oderwane od swoich kobiecych powinności robotnice. Państwa komunistyczne, tak jak kapitalistyczne, wygnały kobiety na front i przebrały je za żołnierzy. Te wartości, które powinny być bronione (ognisko domowe, macierzyństwo), wystawione zostały na pierwszą linię strzału wroga. To perfidna inwersja rzeczywistości, gdy zaatakowane zostają kobiecość i macierzyństwo, tak więc najcenniejsze wartości społeczeństwa, a pozbawione kobiecości kobiety wygania się na front i do fabryk, by broniły i pracowały na mężczyzn, którzy to właśnie powinni pracować na swoje rodziny i kobiety i ich bronić.

Komunizm, tak jak kapitalizm, wykorzenia człowieka ze sfery ducha, odrywa go od Boga, wyrywa człowieka z jego ziemi i z jego domu rodzinnego, po to by roztopić go jako podmiotową i autonomiczną osobę w bezosobowej masie proli. To wykorzenienie jest również wykorzenieniem z własności. We współczesnym kapitalizmie ludzie mają być robotnikami biurowymi, w komunizmie tymczasem mieli być robotnikami fabrycznymi lub rolnymi. Różnica wynika jedynie z odmiennego poziomu rozwoju materialnego państw kapitalistycznych i państw komunistycznych. Przy czym, komuniści ścigali się z kapitalistami do tego samego celu i w gruncie rzeczy tą samą drogą, co oddaje komunistyczne hasło „dogonić i przegonić Amerykę” („догна́ть и перегна́ть Америку”).

Gospodarka ma tymczasem służyć zaspokojeniu potrzeb, a nie być budowaniem wieży Babel: gospodarka ma więc służyć człowiekowi- a nie człowiek gospodarce. Podobnie państwo: zbudowane jest dla człowieka i ma mu służyć, stwarzając warunki swobodnego zwrócenia się ku Bogu. Komunistów, tak samo jak kapitalistów, interesuje tymczasem ilościowa ekspansja bez żadnych granic. Komuniści, tak samo jak kapitaliści, chcą „więcej” dla samego „więcej”. Tak jak w kapitalizmie, tak też w komunizmie szczęście człowieka mierzy się wielkością jego materialnego stanu posiadania i konsumpcji. Tak jak kapitalizm, tak też komunizm jest więc konsumpcyjnym materializmem- przez to zaś powodem duchowego i fizycznego skarlenia człowieka, jego moralnej dekadencji, uwiądu jako autonomicznej i podmiotowej osoby.

Komuniści, tak jak kapitaliści, chcą eksploatować „zasoby” aż do ich całkowitego zużycia. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, uznaje się rzymską zasadę „ius utendi et abutendi”(„prawo użycia i zużycia”). Takie podejście stosuje się zarówno do dóbr przyrodniczych, jak i do samego człowieka. Ludzie, w komunizmie przedstawiani jako odczłowieczone „masy”, a w kapitalizmie jako równie odczłowieczone „zasoby ludzkie”, ale też przyroda, traktowani są jako rezerwuar „mocy wytwórczych”, po odessaniu których te pierwsze stają się bezużytecznymi odpadami. Człowieczeństwa ani przyrody się nie pielęgnuje, lecz je wyjaławia. Komunizm, tak jak kapitalizm, jest więc wyjątkowo cyniczną i wulgarną wersją utylitaryzmu.

Gospodarki komunistyczne mają w gruncie rzeczy te same cechy co gospodarki kapitalistyczne. Są to wykorzenienie, oderwanie od człowieka, gigantyzm i dążenie do wzrostu jako celu samego w sobie. Stanowi to zresztą strukturalną słabość tych gospodarek, ponieważ uprzedmiotawiając człowieka, zabijają w nim gospodarność. Komunizm, tak samo jak kapitalizm, oducza człowieka gospodarzenia. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, człowiek ma być jedynie przedmiotem w grze bezosobowych sił ekonomicznych. Sił, które w tradycyjnych światopoglądach i mitologiach uważano za działające w sferze podczłowieczej, poniżej zwróconej ku sferom niebiańskim osoby ludzkiej. Widziano w nich mroczne, podziemne mechanizmy, które ujrzeć można było niekiedy w czeluściach wulkanów lub w rozpadlinach ziemskich w niektórych rejonach świata.

Naturalne wspólnoty – rodzinne, rodowe, lokalne, profesjonalne są w kapitalizmie i w komunizmie niszczone jako autonomiczne podmioty gospodarcze. Tępione lub tłamszone jest rolnictwo opierające się na pracy gospodarza na własnej ziemi i rzemiosło- opierające się na pracy rzemieślnika we własnym zakładzie oraz handel- opierający się na pracy kupca we własnym sklepie. Zamiast tego, ludzi zamienia się w robotników biurowych, fabrycznych, lub rolnych – pozbawionych ekonomicznej i społecznej podmiotowości, którą dają własność i wykształcenie do gospodarności.

Społeczeństwo samodzielnych i zaradnych gospodarzy, tak w komunizmie jak i w kapitalizmie, zastąpione zostaje przez niewolnicze społeczeństwo odmóżdżonych proli i biurokratów. Różnorodność lokalnych upraw, sztuki użytkowej, rzemieślniczego kunsztu, zastępuje uniformizacja przez rolne monokultury i produkcję masowej tandety sprzedawanej w sklepach wielkopowierzchniowych. Komunizm, tak jak kapitalizm, zuniformizowanych ludzi faszeruje zuniformizowaną tandetą. Idea tożsamościowa postuluje tymczasem wychowanie do podmiotowości, twórczości i gospodarności, wychowanie „człowieka zróżnicowanego”, „l’uomo differenziato”.

Ekonomizmowi komunizmu i kapitalizmu towarzyszy ich progresywizm. W komunizmie, tak jak i w kapitalizmie, czas ma charakter liniowy, a historia jest postępem ku rzekomo obiektywnie zdeterminowanemu zwieńczeniu, za jakie w tych systemach uważa się „wyzwolenie” jednostki w materializmie i konsumpcjonizmie, tak więc jej „emancypację” od religii, tradycji, autorytetu, wspólnoty. Komunizm i kapitalizm są na równi uniwersalistyczne i twierdzą, że wszyscy ludzie żyją w tym samym universum i w tym samym czasie. Wszystkie ludy mają podążać tą samą drogą „postępu”, wiodącą do ciągłego zwiększania indywidualnej wolności i materialnego stanu posiadania jednostek.

Kultury, tradycje, języki, etnosy, zwyczaje, mają z czasem rozpłynąć się w powszechnym, indywidualistycznym i zarazem umasowionym ekonomicznym kosmopolityzmie. Sfera ducha ma zostać porzucona jako element „fałszywej świadomości”. Przyszłością człowieczeństwa jest fabryka (komunizm) lub biuro (kapitalizm). Na tej drodze nie są możliwe żadne odstępstwa, ponieważ postęp ma charakter deterministyczny, obiektywny i uniwersalny. „There is no alternative”. Wszyscy musimy przejść tę samą drogę.

Komunizm postuluje zresztą wspieranie kapitalizmu jako etapu niszczenia społeczeństw tradycyjnych. Współczesny marksista Immanuel Wallerstein swoją polemikę z kapitalizmem zatytułował „After Liberalism”, co znaczy „Po liberalizmie”. Nie „Przeciwko liberalizmowi” lub „Zamiast liberalizmu”, ale właśnie: „Po liberalizmie”. Kapitalizm nie jest w perspektywie komunistycznej fałszywy ze swej istoty, lecz zjawiskiem słusznym na właściwym sobie „etapie rozwoju historycznego”. Winą kapitalistów w perspektywie komunistycznej jest jedynie, że nie dostrzegają oni historycznej względności formacji społeczno-ekonomicznej, do której należą, i nie chcą ustąpić historycznego pola komunizmowi.

W zetknięciu z religią, monarchią, rodziną, społeczeństwem tradycyjnym, marksista popiera ekonomistyczny kapitalizm, dopatrując się w nim postępu w stosunku do porządków nieekonomocentrycznych. Sam Karol Marks był gorącym zwolennikiem zachodniego kolonializmu i imperializmu, które uważał za „niosące postęp” archaicznym społeczeństwom pozaeuropejskim. Nieprzypadkowo zachodni kapitaliści wspierali Lenina przeciwko rosyjskiej monarchii i dostarczali bolszewikom broń, kredyty i zboże, umożliwiając im zniszczenie Rosji i zaprowadzenie w tym kraju komunistycznej tyranii. Nieprzypadkowo sowieccy komuniści brali pożyczki i sprzęt wojenny od amerykańskich kapitalistów, by prowadzić w pierwszej połowie lat 40. wojnę przeciwko Europie. Nieprzypadkowo Związek Sowiecki pozwolił anglosaskim najeźdźcom podbić połowę Europy, byleby tylko ci pozwolili mu zniszczyć i zająć nacjonalistyczne kraje we wschodniej Europie. Komuniści, mając do wyboru Tradycję lub kapitalizm, zawsze walczyli u boku kapitalistów przeciwko Tradycji, okazując się ostatecznie jedynie poręcznymi narzędziami do usuwania przeszkód dla ekspansji demoliberalizmu i kapitalizmu – narzędziami, które, gdy stały się już zbędne, kapitaliści wyrzucili na śmietnik historii.

Marksistowska krytyka kapitalizmu nie jest bowiem krytyką fundamentalną, ale radykalną społecznie. Marksizm nie atakuje filozoficznego jądra kapitalizmu, którym są ekonomistyczny materializm i historycystyczny progresywizm, a jedynie szuka innego sposobu ich realizacji. Celem marksizmu, tak samo jak kapitalizmu, jest w ostatecznym rachunku wyemancypowanie jednostki i zapewnienie jej jak najwyższego poziomu materialnej konsumpcji.

W swym progresywistycznym uniwersalizmie i determinizmie marksizm okazuje się tak samo nietolerancyjny jak kapitalizm. Znamy aż za dobrze przypadki mechanicznego kopiowania taczerowskiego neoliberalizmu w słowiańskiej Europie w latach ’90 przez różnych Sachsów, Balcerowiczów, Gajdarów, Czubajsów i Sorosów. Mało wiarygodnie brzmi jednak krytyka takich praktyk w ustach komunistów, skoro w latach ’30 próbujący łączyć komunizm z lamaizmem i szamanizmem przywódcy komunistycznej Republiki Tuwy zostali wymordowani, a ich kraj wcielony do ZSRS; w latach 1940. za mówienie o „polskiej drodze do socjalizmu” jej zwolennicy trafiali do więzienia; idący własną drogą komuniści jugosłowiańscy zostali zaś wyklęci z obozu socjalizmu, a ich przywódcę próbowano zamordować; w latach 1950. na chcące odejść od komunizmu Węgry przeprowadzono inwazję; a w latach 1960. ten sam los spotkał chcące przejść do socjaldemokracji Czechy.

Komunizm jest nie tylko nietolerancyjny wobec społeczeństw niekomunistycznych, ale nawet niezdolny do tolerowania pluralizmu we własnym, socjalistycznym obozie. Wystarczy wspomnieć na komiczną historię kolejnych anatem nakładanych na rzekomych bądź rzeczywistych odstępców od marksistowskiego credo, co wreszcie sprawiło, że z grona ortodoksyjnych państw marksistowskich wykluczony został sam Związek Sowiecki, u progu lat 90. czystości doktryny strzegła zaś już tylko skłócona z całym światem (i z całą resztą państw socjalistycznych) Albania.

Dla nas, tożsamościowców, jasne jest, że nie ma żadnego „one world”, o którym zgodnie (choć z osobna) roją kapitaliści i komuniści. Nie ma też jednej historii ani jednego czasu. Świat jest i powinien pozostać kompozycją społeczności, z których każda żyć powinna we własnym kosmosie ideowym, kulturowym i cywilizacyjnym, oraz we własnym czasie i własnym rytmie historii. Nie istnieje żaden determinizm dziejowy i kłamstwem jest, jakoby ludzkość obiektywnie zmierzała do jakiegoś ustalonego doczesnego celu, a na przeszkodzie dotarciu do niego stały jedynie braki w ludzkiej świadomości i ludzka zła wola. Każdy lud ma swoje miejsce w świecie i swoją unikalną rolę do odegrania w boskim planie dziejów. Każdy żyje we własnym kosmosie i podąża przez świat własną drogą, we własnym rytmie. Nasze odrzucenie komunizmu i kapitalizmu jest więc fundamentalne i esencjonalne oraz realne, a nie tylko akcydentalne ale radykalne i hałaśliwe – jak u PiS-owskich „antykomunistycznych” demagogów.

Komunizm nie jest żadną alternatywą dla kapitalizmu. Jest innym wariantem tego samego nowoczesnego paradygmatu, którego istotą jest materializm, ekonomizm i progresywizm. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, prowadzą one do uniwersalistycznego dogmatyzmu, utylitaryzmu, indywidualizmu i konsumpcjonizmu. Komunizm nie negował kapitalistycznego konsumpcjonizmu, lecz próbował go nieudolnie podrabiać i ścigać się w nim z państwami kapitalistycznymi. Zamiast „bardziej być, niż mieć”, komuniści zapożyczyli się u zachodnich kapitalistów i wykupili od nich patenty, by móc u siebie produkować coca-colę i zachodnie samochody.

My, tożsamościowcy, całkowicie odrzucamy ten fałszywy nowoczesny paradygmat. Odrzucamy marksizm i komunizm, nie dlatego że są one inne niż liberalizm, kapitalizm, feminizm, demokracja liberalna, ideologia tzw. „praw człowieka”, konsumpcjonizm, indywidualizm, hedonizm i inne dekadenckie nurty, lecz ponieważ w swych ostatecznych konsekwencjach i w swej istocie są one tym samym co wymienione idee demoliberalne. Jesteśmy antykomunistami nie pomimo tego, że jesteśmy antykapitalistami, lecz dlatego że jesteśmy antykapitalistami. Każdy, kto jest prawdziwym i szczerym antykomunistą, musi być zarazem antykapitalistą. Każdy, kto jest prawdziwym i szczerym antykapitalistą, musi być zarazem antykomunistą.

Kierunki dekomunizacji

Wróćmy w tym miejscu do poruszonej na początku naszej wypowiedzi kwestii dekomunizacji. Wskazaliśmy, że prowadzona w tym zakresie polityka PiS-IPN-TVP jest w rzeczywistości polityką umacniania w naszym kraju radykalnego, ekstremistycznego i awanturniczego atlantyzmu, pozorując jedynie antykomunizm przez instrumentalne posługiwanie się jego sztafażem. Poniżej wskażemy, jak naszym zdaniem właściwie przeprowadzona dekomunizacja powinna wyglądać. Ideami orientacyjnymi dla niej powinny być:

  1. teizm;
  2. państwocentryzm;
  3. tożsamość;
  4. ciągłość historyczna (konserwatyzm).

Przede wszystkim, zauważyć należy, że rozważanie dekomunizacji dzisiaj możliwe jest niemal wyłącznie w obszarze polityki historycznej i symbolicznej: mianowicie w zakresie oczyszczenia przestrzeni publicznej z reliktów symboliki komunistycznej. Oczyszczenie aparatu państwowego z dawnych funkcjonariuszy komunistycznych i kwestia karania byłych funkcjonariuszy komunistycznych są już zagadnieniami w znacznej mierze nieaktualnymi z powodów biologicznych. Dawni dostojnicy i funkcjonariusze komunistyczni, jeśli w ogóle jeszcze żyją, od lat nie pełnią już żadnych funkcji państwowych, zazwyczaj stojąc nad grobem.

Dla porządku jednak warto wspomnieć, że usuwanie dawnych funkcjonariuszy komunistycznych i blokowanie im możliwości pełnienia funkcji publicznych byłoby uzasadnione w takiej mierze, w jakiej ich usunięcie lub pozostawienie w sferze państwowej rodziłoby zagrożenie dla funkcjonalności aparatu państwowego. Rządzący mają prawo dobierać sobie takich podwładnych, jakich uznają za najwłaściwszych dla zapewnienia funkcjonalności kierowanym przez siebie służbom i urzędom. Powinni to robić rozsądnie ale zarazem odważnie, ponieważ zarówno pozostawienie na stanowiskach dawnych funkcjonariuszy, jak i ich pochopne usunięcie mogą okazać się szkodliwe w skutkach.

Funkcjonariusze odsuniętej od władzy opcji politycznej mogą intencjonalnie lub mimowolnie spowalniać, lub nawet paraliżować funkcjonowanie aparatu państwowego. Z drugiej strony, odsunięcie doświadczonych fachowców i zastąpienie ich politycznymi nominatami bez odpowiednich kwalifikacji też może przynieść osłabienie państwa. Generalnie, pozbycie się funkcjonariuszy obalonego reżymu jest zasadne i wskazane, choć w odniesieniu do polityki PiS zabezpieczającego kariery różnym Misiewiczom i Jannigerom (ten ostatni zresztą, jest obywatelem USA na stałe zamieszkałym w tym kraju, o czym też warto przypomnieć), uzasadniony jest daleko posunięty sceptycyzm.

Wyrazem zwykłej małości charakteru jest natomiast odbieranie emerytur, odznaczeń, stopni wojskowych, honorów, a nawet grobów i miejsc na cmentarzach dawnym funkcjonariuszom komunistycznym. Nie wzmacnia to państwa, lecz je osłabia przez obniżenie jego wiarygodności, okazuje się bowiem, że zmiana ekipy rządzącej może spowodować wycofanie się państwa z powziętych wcześniej przez nie zobowiązań. Takiemu państwu nikt nie będzie chętny służyć, zwłaszcza jeśli miałoby to się wiązać np. z zawierzeniem mu dóbr, których upublicznienie mogłoby zagrozić bezpieczeństwu funkcjonariusza lub jego bliskich. Postępowanie takie łamie też często zasadę iż „prawo nie działa wstecz”, w ten sposób obniżając również rangę decyzji i norm ustalanych współcześnie.

Jak już jednak wspomnieliśmy wyżej, przedstawione tu dylematy dziś nabierają już charakteru w coraz większym stopniu li tylko teoretycznego. Bardziej aktualną kwestią jest usuwanie z przestrzeni publicznej upamiętnień i obiektów symbolicznych z okresu komunizmu. Jak poważne rodzą się tu niebezpieczeństwa, unaocznia przybierająca w pewnym okresie niebezpiecznie na sile paplanina polityków PiS na temat ewentualnego wysadzenia w powietrze Pałacu Kultury w Warszawie, do czego zresztą zgodnie szczuli również funkcjonariusze historyczni z IPN, a nawet niektórzy wojskowi.

O ile fantazje na temat wysadzenia w powietrze symbolu współczesnej Warszawy były, mimo wszystko, dość dalekie od materializacji, to już aktualnym problemem stały się zmiany nazw ulic i innych obiektów użyteczności publicznej, a także demontażu pomników i mauzoleów. Wskażmy kilka tez, wedle których naszym zdaniem proces taki powinien przebiegać:

1. Usunięte powinny zostać wszelkie upamiętnienia sowieckich „wyzwolicieli” naszego kraju. Analogicznie, powinno się usunąć wszelkie pomniki i nazwy będące „dowodami wdzięczności” dla innych narodów jak Francja czy Stany Zjednoczone. Zniknąć powinny zatem wszystkie pomniki i nazwy ku czci Armii Czerwonej, „polsko-radzieckiego braterstwa broni”, ale też Woodrowa Wilsona, Napoleona Bonaparte, Charlesa de Gaulle’a, Ronalda Reagana itp. Państwo polskie powinno w swojej polityce historycznej lansować tezę, że Polacy zawdzięczają niepodległość tylko sobie, osiągnęli ją zaś swoją własną pracą i walką.

2. Usunięte powinny być wszelkie upamiętnienia postaci i ruchów, których jedyny powód upamiętnienia i wszystkie „zasługi” zawierały się w ich wkładzie w rozwój ideologii i ruchu komunistycznego i lewicowego. Kwalifikują się tu na przykład postaci takie jak Róża Luksemburg, Ludwik Waryński, Marcin Kasprzak, Brygady Międzynarodowe z czasów wojny domowej w Hiszpanii etc.

3. Usunięte powinny być wszelkie upamiętnienia postaci splamionych zdradą Polski lub walką przeciw Polsce. Wymienić można tu dla przykładu Zygmunta Berlinga, Karola Świerczewskiego, Konstantego Rokossowskiego, Feliksa Dzierżyńskiego itp. Szanujące się państwo ani naród nie mogą czcić zdrajców ani renegatów pracujących i walczących dla innego państwa, częstokroć przeciwko swojemu własnemu państwu i narodowi. Z tego samego powodu powinno się usunąć wszelkie upamiętnienia postaci i środowisk takich jak Ryszard Kukliński, Zbigniew Brzeziński, Jan Nowak-Jeziorański, Radio Wolna Europa etc.

Z kategorii upamiętnień wyłączone powinny zostać oczywiście groby i cmentarze, choć już nie mauzolea. Rozkopywanie grobów, ekshumacje, skuwanie napisów nagrobnych to pomysły iście barbarzyńskie, które mogły zalęgnąć się w głowach jedynie zideologizowanych hunwejbinów „dobrej zmiany” z IPN. Cywilizowany człowiek, chrześcijanin i Europejczyk, nie jest hieną cmentarną i nie plądruje ani nie profanuje grobów i cmentarzy – również swoich przeciwników politycznych i poległych w swoim kraju żołnierzy wrogich armii. Nie rozumieć mogą tego tylko budzące odrazę kanalie z IPN.

Przejdźmy na koniec do wymienienia kryteriów, które kwalifikowałyby dane upamiętnienie do pozostawienia, pomimo tego że powstało ono w okresie komunistycznym i upamiętnia komunistów lub osoby i środowiska w komunizmie cenione:

1. Zachowane powinny zostać upamiętnienia postaci, ruchów, organizacji i środowisk, które, pomimo tego że były komunistyczne, wniosły obiektywne zasługi dla Polski. Można by tu dla przykładu wymienić Armię Ludową i Gwardię Ludową zasłużone walką z Niemcami i poniesionymi w niej ofiarami. Kwalifikowali by się tu również patriotyczni i zasłużeni dla sprawy polskiej dostojnicy i funkcjonariusze komunistycznego państwa oraz działacze społeczni i uczeni z okresu PRL jak Wilhelm Szewczyk, Jan Rychel, Edmund Osmańczyk, prof. Stanisław Kulczyński itp. Zauważmy, że upamiętnienia tych wszystkich wielce zasłużonych dla Polski i polskości osób, PiS bezczelnie usuwa i podmienia na groteskowy kult swojego partyjnego prezydenta, który był politykiem miernym, nieudolnym i pozbawionym zasług, i który- gdyby nie jego przedwczesna śmierć w czasie pełnienia urzędu- niczym by się nie zapisał w historii Polski, ani nawet nie miał szansy powtórzyć kadencji.

2. Zachowane powinny zostać upamiętnia tych wszystkich osób publicznych, ruchów, organizacji i środowisk, które pomimo działania w systemie komunistycznym lub nawet faktycznego reprezentowania komunizmu, położyły zasługi dla dorobku i światowego dziedzictwa ludzkości, lub też reprezentowały uniwersalnego znaczenia cnoty i przymioty. Można by tu wymienić dla przykładu Wincentego Pstrowskiego, Jurija Gagarina, Walentynę Tierieszkową, Maksyma Gorkiego, Siergieja Eisensteina itp.

Nasz antykomunizm, w przeciwieństwie do „antykomunizmu” PiS-owskiego, nie jest kamuflażem i wehikułem dla antyrosyjskości, atlantyzmu, ani porachunków klik z kręgu dawnej „Solidarności” z klikami z kręgu dawnej PZPR. Nie wynika również z liberalizmu ani z demoliberalizmu. Nasz antykomunizm uzasadnia się odrzuceniem tego wszystkiego, co należąc do samej esencji komunizmu, jest ze swej istoty fałszywe i przesądza przez to o błędności całej doktryny komunistycznej. A są to treści wspólne dla komunizmu i kapitalizmu oraz liberalizmu, toteż drugą stroną i koniecznym rewersem antykomunizmu jest dla nas antykapitalizm i antyliberalizm. Antykomunizm to po prostu jeden z aspektów antymodernizmu, którego inną stroną są antyliberalizm i antykapitalizm.

Jesteśmy więc antykomunistami, ponieważ kierujemy się ku transcendencji, stoimy po stronie: autorytetu, wspólnoty, porządku, osoby, twórczości, solidaryzmu, kultury i tradycji, zakorzenienia i ojczyzny, rodziny i rodzicielstwa, tożsamości i idei. Jesteśmy antykomunistami, ponieważ jesteśmy antykapitalistami, a komunizm, pozorując negację kapitalizmu, był tak naprawdę jego sojusznikiem w zwalczaniu Tradycji. Odrzucając modernistyczną esencję kapitalizmu, nie sposób nie być antykomunistą. Każdy więc szczerze buntujący się przeciw demoliberalnej i kapitalistycznej tyranii, jeśli tylko prawidłowo zrozumie istotę swego buntu i istotę kapitalizmu, właściwie identyfikując przyczyny swojej niezgody na kapitalizm, musi też stać się antykomunistą.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.9
Ogólna ocena: 2.9 (głosów: 10)

Tematy: 

Dyskusja

oto ~~~J

Chyba ...

... pan Jerzy Robert Nowak żyje ... Chyba się pan pospieszył.

oto baba jag

cóż za wspaniały

pseudofilozoficzny bełkot wykształciucha wolności i demokracji. Bo PRL by chyba takiego czegoś nie wykształcił. cóż za wspaniałe pustosłowie bez treści.

Warto też zauważyć, że okopywanie się na pozycjach bezkrytycznych obrońców PRL angażuje zmanipulowanych w ten sposób polskich patriotów w obronę systemu nawet w wymiarze czysto wewnętrznym zwyczajnie nieefektywnego i niefunkcjonalnego. Zwolennicy „PRL 2.0” zapominają często lub świadomie pomijają, że państwa realnego socjalizmu wegetowały dłużej niż kilkanaście lat jedynie dzięki, z jednej strony dostawom żywności i hojnie udzielanym im przez zachodnich kapitalistów kredytom, z drugiej zaś – bezlitosnemu drenowaniu tych nieskomunizowanych lub wtórnie zdekomunizowanych sektorów gospodarki jak ogródki przyzagrodowe w ZSRS, czy rodzinne gospodarstwa rolne i drobne rzemiosło w PRL.

bilans PRL poproszę oraz bilans wszystkich KDL-i. A jak nie znamy "cyferek" to prosze zaknąć twarz i nie pisać tych wyssanych z palca bredni. I wbij sobie filozofku,że dzięki PRL Polacy mają jeszcze jakąś własność indywidualną.

oto Robercik

Po co tak agresywnie? ZSRR

Po co tak agresywnie? ZSRR nie był samowystarczalny żywnościowo, a na początku lat 80 rozpaczliwie potrzebował zysków z ropy aby kupić żywność. Jednak potencjał ekonomiczny bloku wschodniego był ogromny. Wbrew temu co twierdzi Autor, istniały innowacje, ale w związku ze scentralizowanym charakterem głownym bodźciem były zbrojenia i ogólna "potęga". Na przykład superkomputer Elbrus miał mechanizmy które w Intelu pojawiły się 20 lat później. Na orbitę wysyłano 100 tonowe działa laserowe. Mig 31 nie mógł mieć skradzionego na Zachodzie radaru, bo w tym czasie miał najlepszy radar na świecie. Za to nie istniał nacisk by np. usprawniać samochody osobowe. W systemie posunietego do maksimum planowania centralnego to nie była żyła złota, ale....koszt. To był system w ktorym nic się nie opłacało. Nie opłacało się opracowywać plastyku który jest milszy w dotyku, nie opłacało się udoskonalać telewizorów itd. Skutkiem tego rynek konsumencki był stale płytki, a pieniądz nie miał pokrycia. Bo w czym. W czołgach?
Ale jednak nawet w takim głupim systemie mieliśmy elektoniczną grę w jajeczka (ktoś grał?) :)
Co ciekawe, te same osoby które mając wtedy władzę, w latach 90 stały się rzecznikami reform w stylu balcerowiczowskim i nagle rzuciły wszystko na głęboką wodę. Mi to śmierdzi sabotażem i V kolumną. To czego brakowało, to po prostu mechanizmów rynkowych (nie żadnego - tfu! - "wolnego rynku").

oto Robercik

Ta. Bardzo mądre wykresy.

Ta. Bardzo mądre wykresy. Zwłaszcza dla kogoś kto nie odróżnia polskiej produkcji od niemieckiej produkcji w Polsce. :) Taaaaki wzrost produkcji, że bezrobocie skakało do 20% i trzeba było wygnać 2 miliony ludzi z kraju.
A teraz szanowny "gościu" wyjaśnij czemu ZSRR produkował superkomputery, samoloty pasażerskie itp. i to wszystko w latach 90 spuszczono do kibla. Polska na przykład produkowała samoloty szkolne Iskra, śmigłowce, telewizory. Do kibla.

oto gość

To proszę zacząć odróżniać i

To proszę zacząć odróżniać i wróćić tu do dyskusji jak już będzie Pan wiedział ile w tych liczbach produkcji niemieckiej.

Póki Pan rozróżnić i podać tych liczb nie potrafi nie widzę sesnu dyskusji.

oto baba jag

Nie znam tych "cyferek"

ale odpowiadam:

szeroko pojęta produkcja budowlana to cementownie. Dwie szwajcarskiego , LafargeHolcim, dwie meksykańskiego Cemexu, dwie irlandzkiego CRH, jedna włoskiego Buzzi Unicem i trzy niemieckie: Górażdże,Warta i Odra. Niemiecka produkcja cementu to ca 45%. Koncerny w takiej Warszawie produkują ca 80% całego betonu towarowego

Firmy drogowe budujące w Polsce drogi to przede wszystkim Hiszpanie i Włosi. Ca 10% wartości każdego kontraktu wyjeżdża z Polski. Północna Polska buduje na granitach ze Szkocji które do obrotu wprowadza Yeoman należący do LafargeHolcim
Jest jeszcze niemiecki BASF,który ma podobno około 50% rynku nawozów.
No to może o produkcji żywności. Potentaci należą do koncernów( duńskiego Sokołów i chińskiegoAnimex)

I to tak na szybko z głowy. Robercik nie ma racji pisząc tylko o Niemcach,ale załóżmy,że to skrót myślowy.. Od lat pisze to co wiem i od lat do takich filozofków jak gościu nic nie dociera.

oto baba jag

Bo wszystkie te mundrale internetowe

Po co tak agresywnie?

nie mając zielonego pojęcia o tym jak działał system,wymyślają tę swoją rzeczywistość i co gorsza wydaje im się ,że przekazują prawdy objawione.

Skutkiem tego rynek konsumencki był stale płytki, a pieniądz nie miał pokrycia. Bo w czym. W czołgach?

Przy takich wnioskach należało by popatrzeć na kraje takie jak Węgry, Jugosławię , Czechosłowację i na końcu nawet NRD.

Obecnie pieniądze też nie mają żadnego pokrycia. Przecież dług publiczny można zwinąć jednym posunięciem. Wystarczy wydrukować.

Ale jednak nawet w takim głupim systemie mieliśmy elektoniczną grę w jajeczka

ja tam po tym głupim systemie mam wyższe wykształcenie, dwie chałupy, i mam brak kredytu. Umiem też grac w brydża,co obecnie jest wśród absolwentów uczelni wolnościowo demokratycznych ewenementem. znaczy się ja nie spotkałem żadnego. A w jajeczka tez grałem,słuchając powieści w w wydaniu dzwiękowym,a nie durnych reklam o suchej pochwie

oto gość

ja tam po tym głupim systemie

ja tam po tym głupim systemie mam wyższe wykształcenie, dwie chałupy, i mam brak kredytu.
Coś jak u mnie. Też jak u mnie chaty zbudowane głównie z materiałów, kupionych od robotników, którzy "wynieśli" je ze swoich zakładów pracy?

oto Robercik

Tak, wiem co to jest pieniądz

Tak, wiem co to jest pieniądz fiducjarny. Ale ten pieniądz dla Kowalskiego ma pokrycie w tym sensie, że jest dużo dóbr które można za niego kupić (szalony dodruk poszedł na giełdę jak na razie). W systemie sowieckim rynek konsumencki jest po prostu płytki.

oto baba jag

Nigdy

Tak, wiem co to jest pieniądz fiducjarny

nie myślałem inaczej.Zwracam tylko uwagę,że wyciąganie wniosków o "rynku" krajów komunistycznych na podstawie PRL jest błędem.

oto sceptyk

A o jaki "mechanizm rynkowy" panu chodzi?

To czego brakowało, to po prostu mechanizmów rynkowych (nie żadnego - tfu! - "wolnego rynku").

Jeśłi nie wolny rynek, to pozostaje rynek regulowany.
Ale własnie taki "rynek" mamy w całej Europie od lat 80-tych (przedtem rynek była bardziej wolny niz regulowany) i w POlsce od czasów wprowadzenia rządów bolszewików.
To o co własciwie chodzi? Na czym miałyby polegac te "mechanizmy"?

oto Zona

Mi się wydaje że komunizm to

Mi się wydaje że komunizm to tak naprawdę z marksizmu przejął jedynie "nadbudowę" czyli, język, pojęcia, terminologię, fragmenty ideologii. Komunizm to przecież tak naprawdę kapitalizm państwowy. I to w radykalnej postaci pozbawionej prywatnej przedsiębiorczości. (Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich krajów RWPG) Wszak o ile rozumiem Marksa to wszystkie jego wywody sprowadzają się do postulatu posiadania środków produkcji przez pracowników. Ciekawostką jest to że starzy marksiści - socjaliści uważali Trockiego i Lenina niemal za faszystów a w każdym bądź razie za osobników z prawicowym skrzywieniem. Co do obrazu sceny politycznej to pierwszym zauważalnym jej brakiem nie jest brak "prawicy" (przyznam że nie pojmuję tej terminologii) lecz raczej tzw lewicy. Takiej w tradycyjnym rozumieniu. Co więcej być może jedynie jej zaistnienie umożliwi powstanie realnych konserwatystów. Bo kto ma tym "prawakiem" zostać? Rolnik (niby właściciel) któremu państwo zabiera ziemię (rozkułacza) bo dzieci nie mają "wykształcenia rolniczego)? A może emerytowani przedsiębiorca czy pan/pani z zagranicznego dyskontu dostający grubą kwotę 1000 zł? Na takim gruncie to można wychować jedynie barana do strzyżenia co będzie krzyczał "wielka polska katolicka" lub "a na drzewach zamiast liści..."

oto sceptyk

Jak mozna takie bzdury pisac?

Komunizm to przecież tak naprawdę kapitalizm państwowy.

Ideologia komunizmu została stworzona na ZAPRZECZENIU ideologii kapitalizmu. Głównym wrogiem komunizmu była postac grubego kapitalisty przedstawianego zazwyczaj z równie grubym cygarem w pysku.
Komunizm polegał na zmianie stosunków własnościowych: zastapieniu własności prywatnej własnościa państwową metodą kradzieży. Czerwoni złodzieje ukradli włascicielom majątek. Dokładnie wszystkim. Po czym traktowali ukradzony majątek jak własny. Na przykładzie POlski: niezliczone "domy pracy twórczej" czy "ośrodki wypoczynkowe" dla partyjniaków i ministrów urządzane w zabranych dworach i pałacach, przy czym legalnych włascicieli wypędzane bez prawa przebywania w odległości mniejszej niz 50 km od ich domów.
Podstawa kapitalizmu jest PRYWATNA WŁASNOŚĆ. ochrona prywatnej własności umożliwia każdemu na gromadzenie własna praca i zaradnością majątku, którym tylko własciciel może rozporządzać w sposób WOLNY. W Ameryce umożliwiło to realizacje "american dream" czyli drogi zwanej po polsku "od pucybuta do milionera". Dokładnie tak to działało: pan Rockefeller butów nie czyścił, ale zaczynał jako roznosiceil gazet. Podobnie zreszta jak Walt Disney i mnóstwo innych Ameryjanów, który dorobili się pokjaźnych majątków zaczynając praktycznie od zera! Tak to działało w kapitalizmie.
W komunizmie obowiązuje zasada: czy się stoi czy się lezy, 2 tysiące się nalezy.
Jest to zasada nierobów i złodziei okradających społęczeństwo z dobra publicznego. Powsechna zasada komunizmu, wymyślona i stosowane przez "ludzi sowieckich".
Wolny człowiek to kapitalizm. Człowiek sowiecki to komuinizm. Cżłowiek sowiecki to indywiduum, które wyzbyło się wolnej woli, checi do pracy, jedynym drogowskazem jest dla niego łajdactwo i lizusostwo, dzięki którym robi w komunie "karierę".

oto Krzysztof M

Wolny człowiek to kapitalizm.

Wolny człowiek to kapitalizm. Człowiek sowiecki to komuinizm. Cżłowiek sowiecki to indywiduum, które wyzbyło się wolnej woli, checi do pracy, jedynym drogowskazem jest dla niego łajdactwo i lizusostwo, dzięki którym robi w komunie "karierę".

W chwilach wolnych człowiek sowiecki konstruuje i (o zgrozo!) produkuje zabawki p.t. SS-200, 300, 400, Sarmaty... :)

oto Eowina

Nich sceptyk się nie gorączkuje. kapitał w rękach państwa,

to kapitał państwowy. A także niech sceptyk nie miesza ideologii i teorii z rzeczywistością jaka jest praktykowana.

Kapitalizm musi mieć trzy rzeczy: a) kapitał, b)towar c) siłę roboczą najemną . Ten tzw. komunizm wszystko to miał, tylko tym się różnił od zachodniego kapitalizmu, że posiadaczem kapitału było państwo polskie. A teraz przejęły to wszystko zachodnie korporacje. I tylko taka jest zmiana. Jeżeli źle się działo i były braki, to dlatego, że państwo było pod permanentnymi sankcjami. Teraz to można zaobserwować jak to wygląda w stosunku do Korei, Rosji, Iranu..itp. W Iraku ze względu na sankcje umarło 1/2 mln. dzieci, a potem jeszcze była wojna.

A to rozdawnictwo jakie PiS stosuje, jest lewicowym socjalizmem czystej wody i nie jest żadną prawicą.

Człowiek wolny jest wtedy, kiedy ma względny dobrobyt. Jeżeli nie jest pewny jutra, pewny pracy, zarobków, dachu nad głową, to jest niewolnikiem strachu w każdym systemie, w kapitalizmie również.

oto Krzysztof M

NIE

Ten tzw. komunizm wszystko to miał, tylko tym się różnił od zachodniego kapitalizmu, że posiadaczem kapitału było państwo polskie. A teraz przejęły to wszystko zachodnie korporacje. I tylko taka jest zmiana.

Nie. Zmiana jest także taka, że mamy towary znacznie gorszej jakości.

oto baba jag

Słowo klucz jakość

Zmiana jest także taka, że mamy towary znacznie gorszej jakości.

no to definiciję ogólną jakości poproszę.

oto Krzysztof M

no to definiciję ogólną

no to definiciję ogólną jakości poproszę.

Z definicją zapozna się pan w każdym punkcie serwisowania sprzętu AGD i komputerów (drukarek).

oto baba jag

Ja pitolę

jaki bełkot gościa co nie ma o tym co pisze zielonego pojęcia. I powtarza komunały i brednie zaszczepiane takim pożytecznym idiotom:

Czerwoni złodzieje ukradli włascicielom majątek

No więc mundralo w skali statystycznej nic nie ukradli o czym piszę od lat i kolejny raz mi się nie chce.

Komunizm polegał na zmianie stosunków własnościowych: zastapieniu własności prywatnej własnościa państwową metodą kradzieży.

To już jest bardzo głęboka myśl filozofka kształconego w wolności i demokracji.Z tą bredni dyskutować się nie da, bo widać ,że toto nie rozumie co to jest indywidualna własność prywatna, a własność kartelu czy też korporacji.

W Ameryce umożliwiło to realizacje "american dream" czyli drogi zwanej po polsku "od pucybuta do milionera"

Paczta Państwo i w XXI wieku jeszcze w te bajki wierzą

No więc komunizm to kapitalizm państwowy,albo ściśle istniejący realnie system KDL-i to kapitalizm peryferyjny zachodni. Mamy tu kolejnego filozofka ,który przedstawia swoje prawdy objawione.

oto chłop jag

Powiem tak:

tzw. dekomunizację też przeprowadza żydokomuna - tołażysze.
Wniosek?
Proponuje nie szermować takimi pojęciami jak komunizm, nazizm, kapitalizm czy liberalizm - bo wszystkie swój początek maja w Piekle - tylko operować etapami mądrości z przynależnymi im datami - tołażysze.

oto Sol

Usunięte

(usunięte - insynuacje)

oto sceptyk

sążnisty elaborat mocno nasączony wodą...

i pełen mądrości takich, jak ta:

amerykańskich zaś szpiegów, jak Ryszard Kukliński, wynoszą do rangi polskich bohaterów narodowych

Kukliński był POLSKIM szpiegiem, jeśli juz trzymać sie tej terminologii. Jako polski szpieg, działający przeciwko ZSRR współpracował z Amerykanami. Zatem: był polskim szpiegiem, szpiegującym Ruskich dla Amerykanów.

Przecież każdy, kto stwierdza, że Ryszard Kukliński jako amerykański szpieg był zdrajcą Polski- jest z natury rzeczy „komunistą”, tak więc również „ruskim agentem”.

Czy działalnośc Kuklińskiego była przeciwko POlsce czy przeciwko Rosji?
Jeśłi ktoś określa Kuklińskiego mianem zdrajcy Polski, to z tego wynika jednoznaczny wniosek, że Jaruzelski z Kiszczakiem byli patriotami polskimi i wszystko co robili, robili w interesie narodu polskiego.
jesłi tak autor uważa, to znaczy, że identyfikuje sie z komunistami i ich sposobem rządzenia POlską w czasie PRL.
Sorry! To nie moja bajka. Dla mnie to Kukliński jest bohaterem narodowym, a Kiszczak z Jaruzelkim to mali, zastraszenie przez KGB ludzie, którzy w swym ograniczeniu nie byli w stanie sobie wyobrazić, że Polska może się przeciwstawić potędze ZSRR. To komuniści i zdrajcy Polski, naśladowcy Dzierzyńskiego, Bieruta i innych czerwonych hien, których celem było zniszczenie państwa polskiego i zrobienie z niego republiki Rad.
Płk Kukliński przeciwstawił sie czynnie radzieckiej polityce prącej do wojny z blokiem NATO w Europie. Dzięki inormacjom dostarczonym Reagonowi przez Kuklińskiego amerykański prezydent miał dobre rozeznanie w strategii oraz mozliwościach S=ZSRR, co ułatwiło mu opracowanie skutecznych środków na zablokowanie radzieckiej polityki i doprowadzenie tego państwa do rozkładu.
Powtórze i bąde stale powtarzał: płk Kukliński jest polskim bohaterem narodowym, który SKUTECZNIE przeciwstawiał się radzieckiej zaborczej i agresywnej polityce wobec państw europejskich. Kukliński to pierwszy polski oficer w NATO. Jego działalnośc ułatwiła POlsce wejście do NATO jako pierwszemu państwu ze strefy byłego bloku wschodniego.

oto sceptyk

Po pzeczytaniu mam tylko jeden wniosek:

To co autor nazywa "nasz antykomunizm" nie jest faktycznie zwykłytm komunizmem.
To komunizm "niezwykły": autarkiczny i nacjonalistyczny. Oparty na jeszce większym zakłamaniu niz marksistowski. Czegos gorszego nie podobna sobie wyobrazić!
To zakłamanie większe od marksistowskiego polega na tym, żę marksiści otwarcie zwalczali religie jako opium dla ludu, a autor proponuje jakąs przecdziwna wersję ustroju komunistycznego w którym ma panować jakiś "teizm", ale z odrzuceniem Dekalogu. W każdym razie tak wynika z tego co pisze, bo to co pisze nijak nie da się pogodzić z Dekalogiem!

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.