Zwycięstwo Orbana a środkowoeuropejska rewolucja

Zanim wszystkie butelki tokaju po świętowaniu trzeciego z rzędu zwycięstwa wyborczego FIDESZ-u zostaną opróżnione, warto na chwilę odejść od urzędowych wiwatów i niezwykle przecież dzisiaj odważnych i niepokornych komentarzy, jak to dzielny miłośnik futbolu z Székesfehérvár pogonił Sorosa, multi-kulti i spadkobierców Beli Kuna.

Warto spojrzeć na zjawisko "orbanokracji" na tle szerszego klimatu politycznego i społecznego występującego w Europie Środkowowschodniej na przestrzeni ostatnich kilku, jeżeli nie kilkunastu lat.

Bez wątpienia Orbanowi udało się to samo, co politykom w kilku krajach regionu: Aleksandrowi Vućiciowi i Serbskiej Partii Postępowej (popularnie zwanej "naprednjakami") w Serbii po 2014 roku, Robertowi Fico i SMER-owi na Słowacji po 2006 roku oraz - z pewnymi zastrzeżeniami i różnicami - Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS-owi oraz Andrejowi Babišowi w Czechach i partii ANO w 2017 roku. Posługując się trafiającą do wyborców narracją o konieczności wymiany elit i budowy nowego oblicza - tzw. demokracji nieliberalnej, zdeklasować politycznie środowiska pozostające u władzy przez pierwsze dwa dziesięciolecia transformacji pokomunistycznej (w Serbii przez dekadę od chwili upadku systemu Miloševicia w 2000 roku).

Następnie, przedstawić środowiska wcześniej rządzące jako winnych złej sytuacji gospodarczej, neokolonialnego uzależnienia od Zachodu i wykluczenia społecznego znacznej części obywateli. Antyelitarny i "ludowy" dyskurs środowisk sprawujących obecnie władzę nad Wisłą, Dunajem i Sawą wynika z trafnego rozpoznania wielu problemów z poprzednich dekad, wynikających najczęściej z przeprowadzonej w specyficzny, elitarny, reglamentowany i ekskluzywny sposób transformacji ustrojowej i gospodarczej. Niemniej, jak w każdej narracji politycznej, dyskurs ten oparty jest na stosunkowo łatwych do podważenia stereotypach.

Wszyscy i bez wyjątku bowiem przywódcy "nowych elit" byli i są beneficjentami procesów transformacji od początku lat dziewięćdziesiątych i przecież, to właśnie ich specyficznemu przebiegowi zawdzięczają swoją współczesną pozycję polityczną, ekonomiczną i zgromadzony kapitał społeczny i kulturowy.

Najważniejsze pytanie, które pojawia się przy próbie obiektywnej i zrównoważonej oceny sukcesów Orbana, Vućicia, Kaczyńskiego, Fico i Babiša brzmi, czy rzeczywiście zapowiadana i przeprowadzona przez nich "rewolucja" zrealizowała lub realizuje zapowiadane przez autorów i zwolenników upodmiotowienie obywateli, budowę lepszych, przejrzystych i bardziej sprawiedliwych kanałów awansu społecznego? Do stworzenia jasnych i merytokratycznych reguł uczestnictwa w życiu publicznym i gospodarczym, nie wspominając już o wyjściu ze statusu gospodarki peryferyjnej i silnie uzależnionej od największych graczy globalnych i europejskich?

Szczera odpowiedź na tak postawioną kwestię musi być - jak na razie - wątpliwa. Liderom węgierskim, serbskim, słowackim i czeskim, przy zachowaniu wszelkiej specyfiki, udało się raczej zbudować nowy, domknięty (lub właśnie domykający się) się system, w którym "nasi" good guys zastąpili "ich" bad guys. System, o równie zamkniętych drogach awansu jak w poprzednich dekadach, oparty na podobnym co kiedyś paradygmacie zmiany kadrowej, a nie strukturalnej, politycznym klientelizmie, przewadze zmiennego piaru nad racjonalną komunikacją z wyborcami.

Cechujący się, pomimo i tak istniejącej marginalizacji opozycji zjawiskiem tzw. "tyrannical majority", gdzie podejmowanie ważnych decyzji zapada w nieformalnych i hermetycznych kręgach, a dialog społeczny uwzględniający różne stanowiska istniejące w zróżnicowanym przecież społeczeństwie - bywa zazwyczaj traktowany jako niepotrzebny balast. Last but least, system noszący bardzo wiele znamion modelu oligarchicznego.

Jak kończą się - lub przynajmniej w którą stronę może skręcać budowa takiego systemu pokazuje chociażby przykład Roberta Fico i Słowacji (przez lata prowadzącego przecież dość odważną politykę socjalną przy jednoczesnej budowie szczelnego modelu zarządzania państwem przez wąską elitę). Istotną szansą dla zmian w regionie będą więc nie tyle kolejne, przytłaczające zwycięstwa wyborcze "nowych elit" (dokonane często w warunkach dość osobliwych zmian w ordynacji wyborczej, jak przypadku węgierskim) i zorganizowanie wokół negatywnych emocji wobec rywali politycznych, ale działania na rzecz realnego i sprawiedliwego włączenia obywateli w proces partycypacji demokratycznej i lokalnej. Czy taka ewolucja rządzących nad Wisłą, Dunajem i Sawą ekip będzie jeszcze kiedykolwiek możliwa?

oto Łukasz Kobeszko Łukasz Kobeszko

Dziennikarz i publicysta specjalizujący się w problematyce międzynarodowej i historii najnowszej. Absolwent filozofii (UKSW). Publikował w "Znakach Nowych Czasów:", "Myśli Polskiej", "Dziś. Przeglądzie Społecznym", "Obywatelu", miesięczniku Polonii "Wspólnota Polska" oraz "Naszym Głosie".

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 3)

Tematy: 

Dyskusja

oto Czesław

Istota jest

nie tyle metoda rządzenia co jakość rządzenia, by społeczeństwo się rozwijało gospodarczo i kulturalnie oraz by było zadowolone z ekipy rządzącej. Oczywiście wykluczona jest opresyjna władza.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.