Warunki dyktuje Ukraina

Z prof. zw. dr. hab. Czesławem Partaczem z Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, badaczem stosunków polsko-ukraińskich, rozmawia Mariusz Kamienieckiprof._partacz.jpg
Nowela ustawy o IPN budzi niezadowolenie w Izraelu, ale też – o czym się mniej mówi – na Ukrainie. Co się nie spodobało naszym sąsiadom?

– Ustawa sankcjonuje podważanie prawdy o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ale też umożliwia prawne ściganie za propagowanie banderyzmu. I to nie podoba się Ukraińcom, których niestety przyzwyczailiśmy do ustępstw z naszej strony. Wiele państw prowadzi – do czego ma prawo – własną politykę historyczną. Na zachodniej Ukrainie, gdzie działał ukraiński integralny nacjonalizm, który de facto był zwykłym nazizmem, Ukraińcy zamordowali w sposób nieprawdopodobnie okrutny co najmniej 134 tysiące Polaków. I kiedy powstało niepodległe państwo ukraińskie w 1991 roku, Ukraińcy zaczęli stosować narrację przyniesioną z diaspory ukraińskiej z Zachodu, od nacjonalistów, którzy uciekli na Zachód, że to jest nieprawda. Ponieważ kolejne polskie władze po 1989 roku, czy to Unia Demokratyczna, czy później Unia Wolności, wychodziły z doktryny Giedroycia, mianowicie, że Polska w okresie wojennym była gnębicielem mniejszości narodowych, więc jako państwo nie reagowała na stopniowy wzrost nacjonalizmu na terenie Ukrainy. W latach 90. ten trend można było zatrzymać, ale liberalni politycy nie chcieli tego zrobić. Skutek jest taki, że po 2000 roku, a szczególnie teraz, po dojściu nacjonalistów do władzy, okrzyknięto nacjonalizm integralny i banderyzm jako oficjalną wykładnię najnowszej historii Ukrainy. Odbywa się to niestety z wielką szkodą dla Polaków. W tej chwili doszło do sytuacji, że w województwach wołyńskim, tarnopolskim, stanisławowskim i lwowskim mamy tylko 5 procent upamiętnień. Na inne Ukraińcy nie chcą się zgodzić. Na symbolicznych cmentarzach są krzyże, gdzie jest napisane, że zginęli tragicznie, ale nawet nie napisano, kto zginął. Doszło do tego, że nawet nie wolno podawać tam polskich nazwisk. Ukraińcy żyją w totalnie zakłamanej historii, co więcej, tej zakłamanej historii uczy ich państwo.

Polskie władze tego nie dostrzegają?

– I to jest bardzo dziwne niestety. Co więcej, na terenie naszego kraju Ukraińcy mają pełną swobodę, a Związek Ukraińców w Polsce jest dofinansowany z budżetu państwa polskiego. Pozwala się im również na upamiętnienia nawet tam, gdzie nie został pochowany żaden Ukrainiec. Stawiane są wielkie pomniki ku czci OUN-UPA, tak jak to było chociażby w Hruszowicach k. Przemyśla. Można zatem powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie są pochowani Ukraińcy, np. zamordowani w ramach akcji odwetowych, wszędzie tam są ich upamiętnienia. Procentowy stosunek upamiętnień polskich ofiar ukraińskich zbrodni w tym kraju do upamiętnień ukraińskich w Polsce ma się jak 5 proc. do 95 proc. Nacjonalizm na Ukrainie rośnie i tylko w obwodach lwowskim oraz tarnopolskim czarno-czerwona flaga banderowska jest już oficjalnie wywieszana podczas różnych świąt przez władze państwowe. Nie należy więc się dziwić, że nowelizacja ustawy o IPN, która początkowo była pomyślana jako ustawa penalizująca banderyzm, a więc umożliwiająca karanie ukraińskich kłamstw o Stepanie Banderze i jego zbrojnych oddziałach, budzi kontrowersje na Ukrainie.

Czy to oznacza, że do tej pory w relacjach polsko-ukraińskich warunki dyktowała strona ukraińska?

– Dokładnie tak. Czasem wyglądało to nawet tak, jakby Polska była kolonią Ukrainy. W dyplomacji stosuje się zasadę wzajemności relacji, wzajemnego szacunku, tymczasem do tej pory było tak, że dla przykładu Polska oddaje Związkowi Ukraińców w Polsce Narodny Dom w Przemyślu, oddaje budynek muzeum – dawną kurię greckokatolicką, a także świątynie, a więc ciągle im coś dajemy, dofinansowujemy remonty z budżetu państwa, tymczasem na Ukrainie od 1991 roku zwrócono Polakom tylko nieliczne kościoły, nie oddano żadnych budynków użyteczności publicznej, które były własnością polskiej społeczności, nie oddano nam ani jednego z tysięcy dzieł sztuki, które niszczeją przechowywane w piwnicach czy na strychach muzeów lwowskich lub w innych miejscach. A więc relacje są bardzo nierównomierne.

Co powinniśmy zrobić, aby pokazać Ukraińcom, że dłużej Polska nie będzie tolerować promowania banderyzmu i zakłamywania historii?

– Cały czas problem polega na tym, że prawda, o której my wiemy, o której mówimy w Polsce, że ona nie dociera do świata. Wskazywaliśmy to nie jeden raz. Przecież jest wiele bardzo dobrych opracowań poświęconych tematom zarówno polsko-żydowskim, jak i polsko-ukraińskim i należy je po prostu przetłumaczyć na język angielski i puścić w świat. My siebie już przekonywać nie musimy. Ogrom zaniedbań po 20 latach rządów liberałów jest porażający. W zasadzie oni nic nie robili i została po nich pustynia. Jest bardzo dużo do zrobienia, włącznie z polityką historyczną, tymczasem sprawami polsko-ukraińskimi zajmuje się tylko kilkanaście osób, z czego – jak już powiedziałem – większość są to albo Ukraińcy, albo przedstawiciele innych mniejszości narodowych, którzy piszą nie do końca prawdę. I to jest problem. Również bardzo niewielu Polaków zajmuje się relacjami polsko-żydowskimi, bo przez długie lata to też – niestety – był temat tabu. I teraz to wszystko trzeba odkręcić. Pracy jest niemiłosiernie dużo. Należy pisać książki, tłumaczyć je i wydawać w wydawnictwach na zachodzie, żeby prawda dotarła do opinii publicznej, do naukowców, dziennikarzy. Póki co niestety tego się nie robi.

Z czego wynikały te „zaniedbania”?

– Byliśmy kształtowani przez pedagogikę wstydu. Mieliśmy brać na sumienie wszystko, co było niewygodne dla innych.

Na czym powinna się opierać polityka historyczna wobec Ukrainy?

– Na prawdzie. Państwo polskie powinno wreszcie powiedzieć, co chce zrobić. Tymczasem brakuje odważnych, żeby jasno, otwarcie to wyartykułować. Brakuje tego, który wskaże drogę, jasno wskaże kierunek. Co prawda na tle całego szumu medialnego zaczną się – mam nadzieję – krystalizować pewne ośrodki, coś dobrego się z tego wykluje i rozsądna polityka zostanie w końcu nakreślona i będzie realizowana. Państwo musi sobie niejako na nowo wyznaczyć cele, jakie chce osiągnąć, i wybrać środki do realizacji tych zamierzeń. Dotyczy to zarówno zakresu historii, polityki, jak i wielu innych dziedzin. Żeby osiągać cele, trzeba dokonać korekt także personalnych w MSZ, bo przecież nie jest żadną tajemnicą, że na odcinku wschodnim wciąż pracują ludzie, którzy nawet nie znają cyrylicy, nie mówiąc już o innych sprawach. Jak widać, do zrobienia w Polsce jest bardzo dużo.

Czy strategiczne partnerstwo, którym przez wiele lat byliśmy karmieni, to tylko mit ?

– To mit i propaganda, która funkcjonowała przez lata. Co więcej, to kolejne polskie władze posługiwały się tą retoryką, ale po stronie ukraińskiej nic takiego nie miało miejsca. Przez wiele lat prenumerowałem Roczniki Służby Zagranicznej Ukrainy, przeglądałem je uważnie i nigdzie nie znalazłem ani słowa o Polsce jako partnerze strategicznym. My, Polacy, wśród polityków i działaczy samorządowych na Ukrainie jesteśmy pośmiewiskiem, bo dajemy, niczego nie oczekując czy raczej niczego nie wymagając w zamian. To Polska jest rzecznikiem interesów Ukrainy na Zachodzie i to my w związku z tym mamy prawo stawiać żądania od Ukraińców, nie odwrotnie. Potrzebujemy odpowiednich polityków, strategów, którzy nakreślaliby na przyszłość właściwą drogę polsko-ukraińskich relacji. Nie umiemy ani się bronić, ani atakować, jak zajdzie taka potrzeba, bo zawsze górę bierze poprawność polityczna. I to jest najbardziej smutne.

Ukraińcy jakoś nie dostrzegają problemu w tym, że fałszują historię...

– Jest taki ukraiński działacz społeczny we Lwowie Rostysław Nowożeniec – pisarz i polityk znany z promowania wprost fantastycznych teorii na temat znaczenia Ukrainy i Ukraińców w historii ludzkości, który opublikował przewodnik „Ukraińskie miejsca w Polsce”. Jest tam mowa o tym, że Kraków to staroukraińskie miasto, a Mikołaj Rej czy król Jan III Sobieski to oczywiście nie Polacy, a Ukraińcy. Jak widać, Ukraińcy są dumni ze swojej – wydumanej, zakłamanej, niemającej nic wspólnego z prawdą historii. Co więcej, chwalą się tymi łgarstwami, natomiast my siedzimy pokornie i udajemy, że nas nie ma. Tak to niestety wygląda. Jako państwo jesteśmy wciąż w defensywie, obserwuję to zjawisko, którego początki sięgają XIX wieku. To jest niestety nasza negatywna cecha narodowa, która przejawia się w braku siły do walki o swoje narodowe interesy. Ciągle nas ktoś przytłacza, brakuje nam poczucia dumy narodowej. Koniecznie musimy to zmienić.

źródło: Nasz Dziennik

Hetman Koronny

brak jeszcze informacji

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.857145
Ogólna ocena: 4.9 (głosów: 7)

Tematy: 

Dyskusja

oto Czesław

Polityka polska

Problem w tym, że przy okrągłym stole i to po obydwu stronach zasiadało 80% osób nie polskiej narodowości, są to słowa mec.Siły-Nowickiego reprezentującego obydwie strony okrągłego stołu. Następne władze były spadkobiercami idei tych osób. I kolejne władze nie prowadziły polityki polskiej tylko politykę amerykańską a także lobby żydowskiego ze St.Zj., dlatego "wrażliwość żydowska czy ukraińska" oraz ich interesy były i nadal w wielu przypadkach są sprawą nadrzędną nad interesami i "wrażliwością polską" (przykładem jest obecne finansowanie telewizji "Biełsat"), o czym przekonaliśmy się przy nowelizacji ustawy o IPN.

oto chłop jag

Czas zrozumieć, że Polski

nie ma - została zamordowana w ubiegłym wieku - także ukraińskimi rękami - tołażysze. Na jej miejscu mamy atrapę Polski - która na ten czas ma łożyć na powstały banderland aby ten nie zdechł przed czasem. Ponadto banderland wskrzeszono także i po to aby i atrapę Polski zlikwidować - tołażysze. Dla każdego myślącego człowieka w Europie jest jasne, że:
albo Polska albo Ukraina i nieważne czy Ukraina banderowska czy też nie - tołażysze.
Co do zadymy wokół rzeczonej ustawy - to ją wysmażono prawdopodobnie tylko po to aby Izrael mógł zdyscyplinować Niemcy - bo ci prawdopodobnie nie płacą odpowiednio Żydom za czynny ich udział w zdejmowaniu odpowiedzialności z Niemców za II WŚ i przerzucaniu jej na Polaków - tołażysze.
Wniosek?
Polski nie ma - tołażysze - więc po co pupile mieliby sobie zawracać głowę tymi "polskimi obozami zagłady". Mamy niepierwszą przecież hucpę z wykorzystaniem atrapy Polski w rozgrywkach międzynarodowego pupila i nic więcej - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.