Szlak handlowy czy wojenna ścieżka?

O ile chyba każdy już wie, że Chińczycy budują Nowy Jedwabny Szlak handlowy, o tyle nie wszyscy mogli zauważyć, iż Amerykanie przekształcają go w... Wojenną ścieżkę. Dla chińskich logistyków ma to być prawdziwa droga przez mękę.

W celu ułatwienia lepszego zobrazowania sobie omawianego tematu, zaryzykowałem i  sporządziłem poniższą mapę (zastrzegam, że nie jestem grafikiem! Nie biorę odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia wzroku czy trwałe zaburzenie poczucia estetyki :) ).

mapa

Legenda: kolor czerwony – państwo/region ogarnięty wojną; kolor fioletowy – państwo/region, którego dotyczą sankcję lub izolacja; kolor żółty – państwo/region o wysokim stopniu ryzyka politycznego; kolor lazurowy– państwo sojusznicze z USA lub skłonne  współpracować z Waszyngtonem; kolor pomarańczowy – terytoria sporne, białe  linie – obecne/potencjalne lądowe szlaki handlowe z Chin; białe kropki – obecne/potencjalne morskie szlaki handlowe z Chin, kółko z obwódką –  kluczowe cieśniny

Po obejrzeniu w/w mapki, słowa powinny być po prostu zbędne. Jednak gwoli formalnością poniżej postaram się przedstawić ogólny zarys sytuacji w polityce światowej. Dla wielu z pewnością nie będzie tutaj żadnych „rewelacji” jednak myślę, że tego rodzaju wpis jest potrzebny. Po pierwsze dlatego, że czasami warto powrócić do oceny niektórych zdarzeń z większego dystansu (czasem zbytnie wpatrywanie się w detale przeszkadza w zrozumieniu całego konceptu). Po drugie, wpis będzie pożyteczny dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z geopolityką. Po trzecie, wpis przyda mi się w przyszłości przy dokonywaniu bardziej szczegółowych analiz geopolitycznych i będzie z nimi tworzył spójną całość.

Rywalizacja USA – Chiny [zarys]

O rywalizacji amerykańsko – chińskiej słyszeli już chyba wszyscy. Gra toczy się o to, czy nowy potentat (Chiny) będą zdolne do obalenia wciąż wyraźnej hegemonii USA na świecie. Przy czym Chińczycy nie robią w tym kierunku gwałtownych ruchów. Od kilkudziesięciu lat mozolnie budowali swoje państwo i gospodarkę, co mocno zaprocentowało w XXI wieku. Chiński skok cywilizacyjny okazał się ogromny i nie sposób było go nie zauważyć. Państwo Środka nie ma potrzeby rzucania komukolwiek wyzwania. Chińczycy zwyczajnie wzięli się do roboty, postawili na produkcję, wykorzystali podpięcie pod światowy rynek handlowy (umożliwione przez USA) i zajęli się sprzedażą własnych wyrobów. To jest właśnie główny filar, na jakim oparto siłę Chin.

Z drugiej strony USA, będące dotychczas niekwestionowanym liderem świata, zaczęły borykać się z kryzysami ekonomicznymi. Ich siła słabnie, jednocześnie nadal mają zdolności do obrony własnych interesów. Dlatego Waszyngton ogłosił tzw. pivot na Pacyfik i rozpoczął ostrą rywalizację z Chinami. Rozumiejąc przy tym, że im dłużej będzie z tym zwlekał, tym trudniej mu będzie te zmagania wygrać. W chwili obecnej, dzięki petrodolarowi, praktycznie cały świat pracuje na Wall Street i amerykańską gospodarkę. Nigdy jednak dotąd (od czasu ustanowienia systemu z Bretton Woods) pozycja dolara nie znajdowała się pod taką presją. Chiny robią wszystko, by to yuan stał się uznanym środkiem płatniczym w transakcjach międzynarodowych.

 

Interes Chin – czyli dlaczego szlaki handlowe są takie ważne

Ta walutowo-gospodarcza ofensywa Chińskiej Republiki Ludowej jest możliwa głównie dzięki temu, iż Pekin, dzięki eksportowi, zgromadził ogromny kapitał. To pozwala chińskim decydentom na realizowanie ambitnych i bardzo kosztownych inwestycji, również za granicą. Jako inwestor o niewyobrażalnym dla innych gospodarek kapitale, Chiny mogą wywierać wpływ na państwa trzecie. Tak, by te rozliczały się one w  transakcjach z Pekinem właśnie w chińskiej walucie (zwłaszcza, że jej przyszłym zabezpieczeniem może być złoto, które Chiny od lat gromadzą w znacznych ilościach). Ten, kto posiada pieniądze, dyktuje warunki. Proste.

Reasumując. To wysoki wolumen sprzedaży chińskich produktów sprawia, że Chiny pozyskują kapitał, a jednocześnie chińska produkcja rozwija się i pozyskuje technologię – generując również miejsca pracy.

A ponieważ nie ma sprzedaży, bez rynków zbytu – dla Chin kluczowym jest pozyskiwanie takich rynków. Głównymi kupcami chińskich produktów są Europejczycy i Stany Zjednoczone. Ponadto Chiny importują technologie oraz wysokiej klasy towary/produkty z Europy (głównie z Niemiec, które bodaj jako jedyne posiadają z Państwem Środka dodatni bilans handlowy), a także z USA. Jednocześnie niezwykle ważne dla Pekinu jest sprowadzanie do kraju surowców (gaz, ropa), których nie posiada na własnym terytorium. Surowce te znajdują się z kolei w Afryce, na Bliskim Wschodzie oraz w sąsiedniej Rosji.

Ponieważ główni kontrahenci handlowi znajdują się po drugiej stronie globu (Europa, Bliski Wschód), dla Chin i ich gospodarki, kluczową rolę odgrywają szlaki handlowe. Bez nich, gospodarka Państwa Środka niechybnie by upadła (brak sprzedaży = upadek zakładów produkcyjny = wzrost bezrobocia = kryzys). Jednocześnie Chińczycy muszą zadbać o surowce strategiczne (gaz, ropa), bez których współczesne państwo nie może się rozwijać. Istotnym dla Pekinu aspektem jest tutaj dywersyfikacja źródeł, tak by nie uzależnić się pod względem energetycznym np. od konkurencyjnej Rosji (dlatego Bliski Wschód, a nawet Afryka, są tak ważne dla chińskich decydentów).

 

Omówienie szlaków

 Szlaki morskie

Główny morski szlak handlowy z i do Chin wiedzie przez Morze Południowo-chińskie, Cieśninę Malakka, wybrzeża Birmy, Bangladeszu, Indii i Pakistanu. Szlak ten rozwidla się na Morzu Arabskim, gdzie jedna odnoga kończy w Zatoce Perskiej skąd Chiny pobierają surowce (gaz, ropa). Druga odnoga wiedzie dalej poprzez wybrzeża Omanu, Jemenu, przez Cieśninę Bab al-Mandab łączącą Zatokę Adeńską z Morzem Czerwonym, następnie przez Kanał Sueski oraz Morze Śródziemne, gdzie szlak dociera do Europy (tędy podążają towary z i do Europy).

Północny szlak morski jest póki co wykorzystywany sezonowo (lato), a przyszłe plany co do tej drogi opisałem bardziej szczegółowo w poście poświęconym właśnie temu projektowi. Póki co, ta droga wodna opływa Japonię, a następnie przez Cieśninę Beringa, wzdłuż północnych wybrzeży Rosji dociera do portu w Rotterdamie (Chińczycy mają w planach ominięcie w/w cieśniny).

Dla transportu morskiego pomiędzy Chinami, a Europą najważniejsze są łatwe do zablokowania cieśniny. Tym samym bezpieczeństwo tego szlaku uzależnione jest przede wszystkim od możliwości floty morskiej. W chwili obecnej zarówno szlak północny jak i główny są w obszarze kontroli USA oraz ich sojuszników. I tak Japonia jest wstanie całkowicie zablokować ruch na szlaku północnym, natomiast USA mogą stosunkowo łatwo zatamować transport poprzez Cieśninę Malakka (flota), Cieśninę Bab al-Mandab (wojskowa baza w Dżibuti, sojusznicza – Arabia Saudyjska, wpływy w Egipcie) jak również Kanał Sueski (rozmieszczenie floty na Morzu Śródziemnym, polityczny nacisk na Egipt). Jednocześnie system politycznych powiązań oraz zdolności amerykańskiej floty morskiej pozwalają jej przecięcie owego szlaku niemal w dowolnym punkcie (za wyjątkiem wybrzeży Chin). Problemem dla US Navy jest ograniczona liczebność floty, która nie może kontrolować wszystkich obszarów morskich globu jednocześnie.

Szlaki lądowe (przyszłe i już ukończone)

Najważniejszy odcinek Nowego Jedwabnego Szlaku jest mocno rozgałęziony na chińskim wybrzeżu po to, by połączyć się w dwa główne nurty. Jeden wiodący przez Mongolię oraz Syberię, drugi przez centralną i zachodnią część Chin. Oba nurty łączą się na terenie Rosji podążając zwartym strumieniem do Moskwy, Mińska oraz Warszawy, gdzie następuje ponowne rozgałęzienie. Większość końców szlaku znajduje się w portach Beneluksu lub w Hamburgu.

Jedno z wcześniejszych rozgałęzień tego szlaku ma wieść również przez Wołgograd , Donieck i Kijów, skąd ma wrócić do „głównego nurtu” pod Warszawę (a konkretnie do bazy logistycznej w Łodzi).

Inna, nieco mniej istotna nitka przebiega przez m.in. Kazachstan, Iran, Turcję, południe Europy, kończąc swój bieg w Londynie.

Niezwykle istotnego znaczenia nabrało również odgałęzienie szlaku, które biegnie przez chiński Kaszgar, następnie przez Pakistan, aż do portu w Gwadarze. Tutaj nitka łączy się z tą mającą przebiegać przez Indie i następnie razem mają podążać do Iranu (łącząc się z w/w odnogą do Londynu). Ważne jest to, że w Gwadarze lądowy szlak łączy się również ze szlakiem morskim. Tym samym poprzez Pakistan, Chiny zyskały możliwość sprowadzania surowców z Bliskiego Wschodu i Iranu częściowo drogą morską, z pominięciem dłuższej drogi przez Cieśninę Malakka (bardziej szczegółowo pisałem o tym w artykule o Pakistanie)

Szlaki lądowe są o wiele droższe w utrzymaniu niż szlaki morskie. O ile w przypadku transportu wodnego, wystarcza posiadanie środka transportu (statek), o tyle jeśli chodzi o ląd, należy zadbać również o samą infrastrukturę (drogi, tory, mosty, tunele etc.etc.). Jednocześnie podkreślenia wymaga to, że wymagają one znacznie większych starań politycznych. Innymi słowy, znacznie trudniej jest zabezpieczyć taki lądowy szlak przed jego ewentualnym zablokowaniem przez państwo leżące na jego drodze. I Amerykanie najwyraźniej wykorzystują tą słabość.

Strategia Chin (Sznur Pereł i Jeden pas jedna droga)

By zabezpieczyć morskie szlaki handlowe, a tym samym własną gospodarkę, Chińczycy zdecydowali się na wdrożenie polityki dotyczącej budowy tzw. Sznura Pereł. Projekt ten zakłada pozyskanie wpływów politycznych, a także baz logistycznych oraz militarnych na kluczowych odcinkach głównego szlaku morskiego. Strategia ta wydaje się być słuszna, z uwagi na fakt, że Państwo Środka nie dysponuje jeszcze flotą, która byłaby zdolna do zabezpieczenia handlu morskiego, a perspektywa zbudowania takie floty jest wciąż odległa (choć pierwsze kroki zostały już podjęte – vide rozpoczęcie budowy trzeciego lotniskowca).

Z powyższych względów Pekin, wykorzystując możliwości finansowe, zacieśnia relacje polityczne i współpracę gospodarczą z takimi państwami jak Grecja (port w Pireusie), Dżibuti (baza wojskowa), Pakistan (port w Gwadarze, CPEC), Sri Lanka (port w Hambantota), Bangladesz, Birma (rurociąg Kyaukpyu – Kunming) czy Tajlandia (projekt budowy kanału przez Kre).

Nie trudno zgadnąć, że , których ponad miliardowa populacja wydaje się być okrążana przez chińskiego giganta. Możliwość odizolowania Indii od reszty świata sprawia, że są one przychylne wszelkim działaniom, które torpedowałyby projekty Chińskie (choć oficjalnie Indie deklarują chęć współpracy z Państwem Środka).

Należy wspomnieć w tym miejscu o Północnym Szlaku Morskim, który w przyszłości może stać się główną drogą handlową pomiędzy Chinami, a Europą. W tym celu Chińczycy zbudowali infrastrukturę lądową aż do granic z Syberią, na której również zresztą planują olbrzymie inwestycje na wydzierżawionych od Rosji terenach. W przypadku dostatecznego ocieplenia klimatu (zanik pokrywy lodowej na Biegunie Północnym), byłaby to najkrótsza, najbezpieczniejsza i najbardziej efektywna droga dla chińskich kontenerowców.

Jeśli chodzi o zabezpieczenie Nowego Jedwabnego Szlaku, Chiny od lat pracują nad relacjami z Pakistanem, Iranem, a nawet Turcją (odnoga południowa szlaku). Kluczowym dla lądowej drogi handlowej jest również porozumienie z Rosją i... Warszawą.

Warto nadmienić, że w celu wsparcia wszystkich w/w projektów, a jednocześnie by wzmocnić pozycję własnej waluty Pekin założył Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych.  Ma on stanowić narzędzie do budowy alternatywy dla petrodolara, a także ma za zadanie wspierać inwestycje w infrastrukturę budowanych szlaków handlowych.

Chiny działają w sposób wielotorowy i angażują się na wszystkich frontach jednocześnie, tak by dywersyfikacja inwestycji gwarantowała ukończenie i powodzenie chociażby jednego z prowadzonych projektów.

Jeśli Chińczycy odniosą sukces, czyli zagwarantują sobie bezpieczeństwo na szlakach handlowych (w tej chwili są uzależnieni w tej dziedzinie od USA), wówczas pomoże to im w budowie potęgi gospodarczej i militarnej zdolnej przejąć pozycję światowego hegemona od USA. Co najważniejsze, nie będzie wtedy potrzeby zdobywania tej pozycji siłą (chyba, że doszłoby do wojny obronnej).

 

Strategia USA (wojenna ścieżka)

Do niedawna Amerykanie bazowali na koncepcji, zgodnie z którą w sposób oficjalny i siłowy (poprzez armię, naciski polityczne lub gospodarcze) demonstrowali swoją pozycję, wpływając na politykę w wybranym przez siebie regionie (vide Ameryka Południowa, Bliski Wschód, Afganistan).

Jednakże tego rodzaju działania były niezwykle kosztowne, przez co w końcu nadszarpnęły kieszeń giganta. Jednocześnie przykład Afganistanu pokazał, że nie zawsze takie postępowanie jest skuteczne. A tym samym bywa nieopłacalne w relacji zysków do kosztów.

Do dziś zresztą panuje błędne w mojej opinii przekonanie, że USA są już słabe ponieważ nie angażują się w konflikty regionalne tak, jak robiły to dawniej.

Owszem, pozycja Stanów Zjednoczonych Ameryki na świecie słabnie, ale fakt, że na świecie wybucha coraz więcej konfliktów lokalnych nie świadczy o tej słabości. Oznacza jedynie, że administracja z Waszyngtonu zmieniła taktykę. Widać to zwłaszcza po wypowiedziach Australijczyków. Natomiast siła USA jest wciąż ogromna, a przynajmniej zostały do tego przekonane Japonia, Australia, czy nawet Indie, które postawiły zakład właśnie na amerykańskiego ogiera.

Nowa amerykańska doktryna polega na przerzuceniu, posługując się terminologią prawniczą, ciężaru dowodu na drugą stronę (czyli na Chiny). Władze Waszyngtońskie uznały, iż po kilkudziesięcioletniej dominacji wcale nie muszą nikomu udowadniać, że USA są światowym hegemonem, który gwarantuje architekturę bezpieczeństwa i handel światowy. Nie. Amerykanie uznali, że skoro Chińczycy kreują się na nowego światowego lidera, to oni właśnie powinni udowodnić swoją siłę i możliwości. Opisywałem to również w jednym z wcześniejszych wpisów.

Jest to bardzo sprytna taktyka, pozwalająca Amerykanom zajęcie dogodnej, zdystansowanej pozycji i obserwowanie tego, jak Chińczycy zdołają sobie poradzić z kolejnymi wyzwaniami. O tym, że w chwili obecnej (ani w najbliższej perspektywie czasowej) Chiny nie są przygotowane do pełnienia roli hegemona napisałem w artykule poświęconym właśnie temu zagadnieniu.

Oczywiście bierne przyglądanie się wydarzeniom, byłoby ze strony władz USA skrajną nieodpowiedzialnością. Dlatego od kilku lat obserwujemy, jak Amerykanie wycofują się z poszczególnych, mało istotnych dla nich frontów (np. Irak). Jednocześnie stosują metodę dolewania oliwy do ognia, albo wręcz pełnią rolę podpalacza. Rozpętywane rewolucje i wojny w kolejnych państwach nie są przypadkowe. Nieprzypadkowe jest również to, które państwa zostały dotknięte tymi nieszczęściami. Bowiem, gdy nałożyć na mapę miejsca konfliktów i linie szlaków handlowych do Chin, okazuje się, że linie te mogłyby pełnić rolę podpalonego lontu, który detonuje kolejne beczki prochu leżące po drodze z Państwa Środka do Europy.

Co w takiej sytuacji traci USA? Niewiele. Co mogą stracić Chiny? Niemal wszystko.

Dlatego gra staje się coraz ostrzejsza i pochłania kolejne regiony. Sytuacja jest, jak to się mówi „rozwojowa”. I tak się właśnie sprawy mają, jeśli chodzi o globalną perspektywę.

Punkty zapalne - czyli państwa wysokiego ryzyka.

Przedstawiona na wstępie mapa pomaga we wskazaniu kolejnych miejsc, które mogą stać się areną walki w ramach zmagań Amerykańskiego mocarstwa morskiego z Chińskim Smokiem.

Są to: Azerbejdżan/Armenia (problem dla Rosji), Kurdystan (problem dla Turcji, Iraku i Iranu), Liban, Jordania, Erytrea, Dżibuti, Oman, Pakistan, Sri Lanka, Tajlandia, Indonezja, Filipiny.

 Wszystkie wymienione państwa albo leżą w pobliżu szlaków handlowych, albo też mogą stanowić dodatkowy front/wyzwanie dla konkurentów USA. Jednocześnie w większości z w/w państw tlą się już jakieś konflikty (bądź to wewnętrzne bądź zewnętrze), które można w łatwy sposób rozniecić na nowo.

O znaczeniu Pakistanu w całej tej układance pisałem ostatnio. Zakładam ponadto, że stosunkowo łatwym do otwarcia frontem jest wojna Azerbejdżanu z Armenią o Górski Karabach (gdzie konflikt już raz wybuchł na nowo – kwiecień 2016 - ale Rosjanie w porę zareagowali).  Bliski Wschód wciąż jest w ogniu, przy czym dodatkowo region ten czeka na rozwiązanie Węzła Kurdyjskiego.

Konflikt w Somalii, jak również spory w trójkącie Sudan – Etiopia – Erytrea, zagrażają bezpieczeństwu w Cieśninie al-Mandab oraz chińskiej bazie w Dżibuti.

Oman póki co jest stabilny, jednak ewentualna śmierć starego już sułtana – Kabus ibn Sa’ida może ponownie wywołać demony wojny domowej.

Pozycja pro-chińskich władz Sri Lanki również wydaje się być niezachwiana, ale przypomnieć należy, że wyspa była ogarnięta wojną domową przez ćwierć wieku, aż do 2009 roku.

Ze względów geograficznych niezwykle istotne są Tajlandia (projekt budowy kanału, który uniezależni handel od Cieśniny Malakka) i Indonezja (Cieśnina Malakka). I ile Tajowie są raczej bezpieczni (choć nigdy nic nie wiadomo), o tyle Indonezja stanowi dość łatwy cel nacisku dla USA. Różnorodność etniczna, kulturowa – ubóstwo i przeludnienie, sprawiają wiele kłopotów tamtejszym władzom, a pamiętać należy, że Amerykanie już raz potrafili dość mocno przeformatować politykę tego kraju (czasy prezydenta Suharto).

Jeśli chodzi o Filipiny, to czasy podporządkowania względem USA dawno się skończyły, o czym wielokrotnie przypominał prezydent tego kraju Rodrigo Duterte. Wprawdzie po objęciu prezydentury przez Donalda Trumpa, Duterte ponownie zacieśnił relacje z Wielkim Bratem, jednak jego wcześniejsza postawa (za czasów Obamy, gdy zrobił zwrot w stronę Chin i nawyzywał prezydenta USA) z pewnością została zapamiętana. W przypadku chwiejnej postawy na arenie międzynarodowej, władze tego państwa mogą stać się celem ataku.

Duży skrót, jaki przedstawiłem powyżej ma stanowić zapowiedź tego, że poszczególne tematy spróbuję omówić dokładniej w przyszłości – jednak należało je zasygnalizować już w tym wpisie. Wydarzenia przyśpieszają i bardzo szybko może się okazać, że to co dziś wydaje się być jeszcze nie możliwe, jutro będzie oczywiste albo już nieaktualne.

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

Krzysztof Wojczal

Prawnik, bloger "krzysztofwojczal.pl" autor książki: "O lepsze wczoraj".
Zainteresowania: geopolityka, gospodarka, polityka, prawo: handlowe, podatkowe, konstytucyjne.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.7
Ogólna ocena: 4.7 (głosów: 10)

Tematy: 

Dyskusja

oto Eowina

Bardzo ciekawe opracowanie, ale mam zastrzeżenia.

kolor lazurowy– państwo sojusznicze z USA lub skłonne  współpracować z Waszyngtonem;

https://www.iied.org/mist-clears-china-african-for...
Afryka jest cała lazurowa, niby proamerykańska, a to już dawno nieprawda. Pomijając Afrykę Południową, będącą w BRICS, to szereg państw Afryki jest już chińska.
c06-infrastructure-projects-bg.png

Są to chińskie inwestycje w Afryce.

Innym zastrzeżeniem jest działalność Szanghajskiej Organizacji Ekonomicznej i państwa tam należące.
css-analyses-66-shanghai-cooperation-organisation.jpg

Kazachstan na Nowym Jedwabnym Szlaku, między Polską a Chinami Jeszcze Kazachstan, tam Chiny są już bardzo mocno; rurociąg, szybka kolej itp.
Tak wyglądają ważniejsze sprostowania do wiodącego tekstu. Mniejsze pomijam.
A Białoruś, to już Pan zrobił amerykańską, czy ja źle widzę?

oto Robercik

BRICS to jest sztuczne,

BRICS to jest sztuczne, głupie, nic nie wnoszące pojęcie. Robienie z tego odpowiednika NATO to zupełna aberracja, np. Indie nie są w ścisłym sojuszu z Chinami, a RPA i Brazylia to raczej niesterowne "demokracje" na których konkurent Ameryki nie może polegać. Tych krajów nie łączą wspólne interesy, wspólni wrogowie ani położenie. Równie dobrze można układać napisy z innych krajów. Jest ich wystarczająco dużo aby dało się ułożyć cokolwiek.
Fiji
Uganda
Czech Republic
Kazakhstan

oto Eowina

A kto robi z BRICS NATO? Ja tak nie piszę i tak nie

myślę. Chociaż BRICS nie jest NATO, to nie jest też w sojuszu z USA.

Te państwa mają wspólny bank, który finansuje wspólne inwestycje, omijając sankcje. Wprowadzają tym samym obroty handlowe z pominięciem walut światowych, uznanych za rezerwowe i używają własnych walut krajowych. Brazylia jest największym producentem i dostawcą wołowiny do Chin. Podobnie z innymi państwami. Rosja by padła pod sankcjami, gdyby nie BRICS.

Cztery z państw BRICS to najwięksi producenci złota na świecie, a Rosja i Chiny są największymi nabywcami złota. W związku z tym mają decydującą rolę w świecie, jeżeli chodzi o złoto, tj. ilość wydobycia i cenę sprzedaży.

oto Gringo

Oczywista sprawa, że BRICS

Oczywista sprawa, że BRICS żadnym odpowiednikiem NATO nie jest. Pakt posiada ścisłą strukturę i jasno określone cele, także stawianie luźnego porozumienia rozwijających się krajów jako swoistej przeciwwagi rzeczywiście nie ma sensu. Na BRICS nie można patrzeć przez pryzmat militarno-obronny, gdyż taka układanka może rzeczywiście wtedy sprawiać wrażenie totalnie egzotycznej.

Jednak biorąc pod uwagę aspekt ekonomiczny takie porozumienie już nabiera odrobinę sensu. Dzięki współpracy tych krajów jest możliwe stworzenie wspólnej płaszczyzny, na której mogą zostać wypracowane alternatywy dla systemu dolarowego, co już takie głupie nie jest. Oczywiście nagłe odejście od dolara to mrzonka, która zresztą nie byłaby w interesie żadnego z wyżej wymienionych państw (szczególnie Chin inwestujących ciężkie pieniądze w amerykańskie obligacje), ale wydaje mi się, że stopniowe i ostrożne wprowadzanie innych wariantów walutowych by wyszło wszystkim na dobre.

oto Krzysztof Wojczal

Przepraszam, ale kolor

Przepraszam, ale kolor lazurowy - to ja (mężczyzna) rozumiem jako jasno-niebieski. W mojej grafice afryka jest praktycznie cała zielona (tj. nie zaznaczałem nic). Chodziło o zwrócenie uwagi na regiony na trasie szlaków, na które może w jakiś sposób wpłynąć USA.

Polityka USA nie sięga Kazachstanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu i Kirgistanu... Te państwa leżą w strefach rosyjsko-chińskich - daleko w heartlandzie. Dlatego również ich nie zaznaczałem na żaden kolor - ponieważ nie uważam, by były jakoś szczególnie narażone na destabilizację w najbliższych latach.
pozdrawiam
KW

oto Eowina

Oczywiście ma Pan rację, że kolor lazurowy, to jest

niebieski. To ja zbyt pochopnie skojarzyłam wszystko z Afryką, w której Chiny są mocno zaangażowane i nawet mają bazę wojskową w Dżibuti. Okazuje się, ze zrobiłam duży błąd i z tego względu należą się Panu moje przeprosiny. Przepraszam.

oto chłop jag

O ile chyba każdy już wie, że

O ile chyba każdy już wie, że Chińczycy budują Nowy Jedwabny Szlak handlowy, o tyle nie wszyscy mogli zauważyć, iż Amerykanie przekształcają go w... Wojenną ścieżkę.

Problem - jak w cytacie - to typowe ufaj ale kontroluj. Kontrolują i ufają rządzący USA a nie USA bo to jest zasadnicza różnica - tołażysze - ponieważ Chiny zostały pośrednio zaangażowane do wyniszczania USA przez wywijających owymi USA - tołażysze.
Wniosek?
Chiny - póki co - służą pupilom szatana - dla których zniszczenie Białych USA czy Białej Europy to priorytet - tołażysze. Należałoby się zastanowić w jaki sposób pupile owinęły sobie Chiny wokół palca - albo przynajmniej tak im się wydaje. Pewną wskazówką jest niegdysiejsze zaflancowanie Chinom - komunizmu - tołażysze ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.