Ostrzegam! Polscy przedsiębiorcy w pułapce

Wołanie o ukraińskich robotników ostatnio słychać coraz głośniej. „Hej sokoły, omijajcie góry, lasy, doły” i… zlatujcie do roboty, do Polski. Oto refren powtarzany przez przedsiębiorców, handlowców, rolników, uczelnie, instytucje państwowe. Tylko patrzeć, jak do chóru dołączą… politycy i księża. I oto, o paradoksie, zgoda zapanuje w narodzie w jednej kwestii – Ukraińców nam trzeba, jak powietrza i chleba.

Postawmy pytanie – co takiego stało się, skąd ten zgiełk i co z niego wyniknie?

Bez zwięzłego wstępu historycznego postawienie problemu „na nogach” – moim zdaniem jest karkołomne. Do rzeczy zatem.

Od 1990 roku Polskę przygniatało ogromne bezrobocie. Było efektem obłędnej polityki kolejnych rządów od postsolidarnościowych poprzez postkomunistyczne na postsolidarnościowych bis skończywszy. Wszystkie one bezwolnie realizowały doktrynę Sachsa-Balcerowicza.

Po roku 2004 – z chwilą wejścia Polski do UE i otwarcia rynków pracy w zachodniej Europie ruszyła szeroka fala emigracji zarobkowej. Czasowo, bądź na trwałe opuściło nasz kraj, by pracować zagranicą ponad 2 miliony naszych rodaków. Niestety, emigracja niczym „dobra zmiana” ma się dobrze i według danych za rok 2016 wyniosła co najmniej 118 tysięcy dorosłych, zdolnych do pracy, często wysoko wykształconych Polaków. Dzieje się tak pomimo, a może… właśnie z powodu prosocjalnej polityki rządu ignorującej kreowanie dobrze płatnych miejsc pracy dla Polaków. Jeśli cofnąć się do lat 70-tych i uzupełnić skalę ubytku wynikającą z emigracji z Polski o ponad 500 tysięcy naszych rodaków, podkreślam naszych rodaków, których „wysiedlono do Niemiec” w ramach podpisanej przez Edwarda Gierka umowy o łączeniu rodzin, plus ponad 800 tysięcy najaktywniejszych, patriotycznych działaczy Solidarności wysłanych w stanie wojennym przez Jaruzelskiego „z paszportem w jedną stronę” to otrzymamy astronomiczną liczbę około 3-4 milionów Polaków, którzy w ciągu 40 lat opuścili Polskę. Taką skalę emigracji można uznać za porównywalną ze stanem zerowego przyrostu naturalnego w ciągu 10-15 lat.

W historii narodu jest to niewyobrażalna klęska, za którą odpowiadać powinni przed Bogiem, historią, a przede wszystkim Polakami wszyscy ci, w szczególności politycy i ich poplecznicy, którzy zgotowali ten los. Najbardziej spośród nich ci, którzy mając wiedzę o tragedii lat 70-tych i 80-tych przez ponad 20 lat wolnej Polski zmuszali do emigracji zarobkowej miliony rodaków. Niestety, my Polacy w sprawach fundamentalnych, najważniejszych dla bytu narodu i państwa nie nawykliśmy do obowiązku myślenia, troski i rozliczania za głupotę. To, co potrafimy, do czego nawykliśmy to danina krwi po popełnionych błędach.

Ponieważ emigrują z Polski najczęściej ludzie młodzi, energiczni, wykształceni, to jasnym było (niestety nie dla polityków i ich popleczników), że zacznie brakować najpierw pracowników wysoko kwalifikowanych (inżynierowie, informatycy, lekarze) a później innych grup zawodowych (budowlańcy, kierowcy, pracownicy niewykwalifikowani). Zjawisko braku rąk do pracy zaczęło nasilać się wraz z poprawą koniunktury w gospodarce światowej, która ma miejsce od ponad pięciu lat.

Ponieważ życie nie znosi próżni to w miejsce emigrujących za pracą Polaków zaczęli ściągać Ukraińcy. Początkowo znajdowali zatrudnienie w zawodach, bądź pracach niskopłatnych i nie wymagających kwalifikacji. Dziś mieszka ich w Polsce i pracuje milion, a może półtora miliona. Nie więcej niż 10-15% jest zatrudnionych oficjalnie, zdecydowana większość pracuje „na lewo”. Kobiety to najczęściej opiekunki i pomoce domowe, pracownice handlu i gospodarstw rolnych. Mężczyźni pracują na budowach, w rolnictwie, w transporcie, handlu i firmach produkcyjnych. Sporadycznie Ukraińcy zatrudniani są w zawodach wysokokwalifikowanych. Organizują własne struktury, jak związki zawodowe, stowarzyszenia.

Jak patrzeć na sprawę z punktu widzenia polskiego interesu gospodarczego obecnie i w długim horyzoncie czasu?

Imigracja zarobkowa Ukraińców, początkowo na niewielką skalę, obudowana ideologią zatrudniania „naszych” na „Kartę Polaka”, bądź uciekinierów z terenów objętych wojną oceniana była jako przejaw dobrej woli, co więcej, przynosiła korzyści obu stronom.

Po przekroczeniu pewnej skali uwidocznił się jednak konflikt płacowy między Ukraińcami a polskimi pracownikami. Ponieważ płace i dochody na Ukrainie są wielokrotnie niższe niż w Polsce, to imigranci zaakceptowali płace znacznie niższe od obowiązujących w Polsce, zaakceptowali liche warunki bytowe kierując się jednym przesłaniem – zarobić, wydać jak najmniej na utrzymanie, złotówki zamienić na dolary i wywieźć na Ukrainę.

I tak oto bez użycia siły, bez przemocy, świadomie, bądź nieświadomie zaczęła się realizować doktryna ukraińskich nacjonalistów „Lachy za San”. Polegała i polega ona na wypieraniu z pracy Polaków, wymuszaniu ich emigracji zarobkowej do krajów UE. Znacznie niższy poziom płac akceptowany przez Ukraińców okazał się skutecznym narzędziem zastępowania Polaków w przedsiębiorstwach w Polsce. Nie ukrywajmy, powiedzmy to z całą mocą – proces ten był i jest wspierany i ubezpieczany błędną, a raczej obłędną polityką kolejnych rządów. Miast uruchomić mechanizmy wzrostu dochodów i płac dla Polaków w Polsce, rządy najwyżej opodatkowują najniższe dochody z pracy. Jednocześnie premiują one rezygnację z pracy w postaci chociażby „500+”. Co najgorsze, w stosunku do polskich przedsiębiorców prowadzona jest polityka pogarszania ich konkurencyjności w stosunku do kapitału zagranicznego. To on otrzymuje ulgi i zwolnienia podatkowe, preferencje kredytowe i dofinansowanie inwestycji, a nawet kurs walutowy sprzyjający transferowi zysków zagranicę.

Można obrazowo powiedzieć, że przyzwolenie na masową imigrację Ukraińców było i jest decyzją polityczną i ekonomiczną przypominającą wprowadzony przez Balcerowicza „popiwek”. Podatek ten nałożony na płace radykalnie ograniczył dochody pracowników, popyt wewnętrzny a w konsekwencji przyczynił się do wzrostu bezrobocia i upadku wielu przedsiębiorstw. Dziś bezrobocie maleje, ale nie maleje emigracja. Dziś mniej firm upada, ale mało która z polskich małych i średnich inwestuje.

Imigracja zarobkowa Ukraińców ma też poważne konsekwencje ekonomiczne. Oszczędzają oni do maksimum zarobione w Polsce pieniądze, zamieniają na dolary i transferują na Ukrainę. Skalę zjawiska oceniam dziś na około 10 miliardów dolarów rocznie. Ten proceder oznacza zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu w Polsce, zmniejszenie popytu globalnego, a w konsekwencji spadek obrotów, dochodów, podatków i inwestycji płaconych i dokonywanych przez polskie przedsiębiorstwa. Rodzi się pytanie – co na to NBP? Ma on przecież konstytucyjne i statutowe umocowanie by troszczyć się o polski pieniądz i kontrolę wywozu dewiz. Odpowiedź nasuwa się sama. Władze NBP wolą nie wiedzieć o procederze i w trosce o własną, ciepłą posadkę naciągnęły sobie klapki na oczy i uszy.

Imigracja zarobkowa Ukraińców, o dziwo, umyka też uwadze Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. To pierwsze skwapliwie tropiąc rodaków unikających płacenia podatków jakoś nie zauważa około miliona Ukraińców, którzy pracują i zarabiają w Polsce, a podatków nie płacą. Co więcej, „Matka Polka od 500+” minister Elżbieta Rafalska nie widzi powodu, by zatrudnionym w Polsce Ukraińcom nie wypłacać dodatku na dzieci. Nie widzi też, że swą polityką podnoszenia płacy minimalnej „z urzędu” podnosi dochody Ukraińców i uławia im znalezienie pracy… na lewo.

Sumując trzeba stwierdzić, że polityka zatrudnienia w Polsce od pierwszych dni odzyskania wolności zorientowana jest na ograniczenie zatrudnienia, ograniczanie płac i dochodów z pracy, kreowanie i rozszerzanie sfery dochodów nie pochodzących z pracy (wcześniejsze emerytury, zasiłki, rozdawnictwo socjalne) oraz dochodów uzyskiwanych nielegalnie, „na lewo”. W konsekwencji wymusza to emigrację zarobkową z Polski sprzyjając jednocześnie imigracji zarobkowej do Polski ze Wschodu. Jest to polityka dezorganizacji rynku pracy, podkopywania reguł racjonalnej kalkulacji kosztów w przedsiębiorstwach i zniechęcania tą drogą do inwestowania wobec faktu niestałości reguł gry i wspierania nieuczciwej konkurencji.

Ale problem ma jeszcze przynajmniej dwa aspekty najcięższej kategorii, co gorsza o długookresowym oddziaływaniu.

Napływ taniej siły roboczej z Ukrainy sprzyja prowadzeniu i podejmowaniu działalności gospodarczej w tych dziedzinach i branżach, w których na niskich płacach daje się zarobić, bądź zarabia najwięcej. Kiedyś w podręcznikach ekonomii ten model kreowania zatrudnienia nazywano stosowaniem technik pośrednich, czyli mniej nowoczesnych, wymagających mniej kapitału w postaci maszyn, urządzeń, automatów, a zastępowania ich pracą żywą. Czas i tendencja postępu technicznego i technologicznego wykazały, że na takim modelu gospodarczym na dłuższą metę zarobić się nie da. Co gorsza, „konserwuje” on zachowania przedsiębiorców, przeciwdziała aktywności na rzecz postępu technicznego i wynalazczości. I dlatego dziś kraj o najtańszej sile roboczej – Chiny pokazał i udowodnił, że konkurować w przemyśle światowym można tylko wtedy, gdy stosuje się najnowocześniejszą technikę i organizację pracy, a także gdy ponosi się nakłady na naukę i wykorzystuje jej osiągnięcia.

Miejsce stosowania technik pośrednich zastąpiła metoda dzielenia procesu technologicznego dla konkretnego wyrobu na czynności wymagające więcej pracy żywej a często towarzyszące temu skażenie środowiska. Posłużmy się przykładem. Nie jest przypadkiem, że w Polsce rozwinął się import samochodów używanych, usprawnianych i „picowanych” z przeznaczeniem dla polskiego klienta. To dzięki temu Niemcy, Francuzi, Belgowie pozbywają się starych samochodów, nie muszą ponosić kosztów złomowania, a nasze „złote rączki” szczycą się, że mają co robić, że zarabiają, że „Polak potrafi” poskładać szmelc. Dla tej branży stworzono przywilej, dzięki któremu samochód importowany nie musi mieć badań technicznych w Polsce, a koszty i cena przeglądu okresowego, która jest urzędowa i z mocy ustawy powinna być aktualizowana o wskaźnik inflacji, nie została zmieniona od roku 2004. Na tym przykładzie widać, jak ktoś w Ministerstwie Finansów skrupulatnie pilnuje, by interes importerów i picerów samochodów rozkwitał ku zadowoleniu i satysfakcji głównie niemieckich producentów aut. Rozwodzę się o imporcie samochodów używanych, bo to najbardziej jaskrawy przykład, jak krępowana jest inicjatywa, niszczona szansa odtworzenia i rozwoju własnego przemysłu samochodowego. Przemysł ten to w chwili obecnej jeden z największych nośników postępu i nowoczesności. Polska – państwo bez mała 40-milionowe bez problemu „konsumuje” dziś ponad 500 tysięcy nowych samochodów rocznie plus bliżej nieznaną, ale oscylującą wokół 800 tysięcy – 1 miliona liczbę samochodów używanych. Mamy w Polsce zagraniczne montownie i firmy produkujące samochody, ale ich ośrodki badawcze, centra naukowe, ich „mózgi” znajdują się zagranicą. Z kolei naszym majstrom od klepania i składania importowanego szmelcu pozostaje łamanie głowy, jak staroć poskładać i przekonać ,a raczej ogłupić rodaka, że „ma okazję” kupić świetną furę.

Powtórzmy tezę – model gospodarki oparty na imporcie taniej siły roboczej z Ukrainy, polityka oparta na ograniczaniu płac Polaków wynikająca ze wspierania polityki socjalnej i rozdawnictwa skutkuje, wymusza taki rodzaj aktywności i działalności w przemyśle i usługach, gdzie postęp techniczny jest najwolniejszy, a inwestycje w kapitał trwały niskoopłacalne. Wbrew temu, na czym zarabia i chce zarabiać świat – na pomysłach i wynalazkach, my nadal chcemy zarabiać na „znoju i trudzie”.

Nie dziwota, że na apel rządzących o inwestycje przedsiębiorcy reagują często wzruszeniem ramion. Nawet najodważniejsi mają świadomość, że kontrola naszego rynku przez koncerny zachodnie, głównie niemieckie i banki zagraniczne wsparta „przychylnością” różnej maści decydentów politycznych i biurokratycznych rodzimego chowu przesądza kto, ile, kiedy i na czym może zarobić, a kto stracić.

Jest także problem dotyczący przemian w strukturze zatrudnienia w Polsce. Od 1990 roku nie dokonała się korzystna zmiana w przekroju wieś-miasto. Jest gorzej, bo wzrósł udział ludności wiejskiej. To ewenement na skalę światową. Fakt ten oznacza, że ciągle w rolnictwie „tkwi” co najmniej 15-20% siły roboczej. Przy takiej strukturze zatrudnienia – typowej dla gospodarki kraju rozwijającego się, nie można liczyć na szybki wzrost gospodarczy. Co gorsza, dopłaty bezpośrednie UE do rolnictwa sytuację pogarszają, bo skłaniają do pozostania na wsi. Z samych dopłat wielu „potrafi wyżyć”. Napływ tanich robotników zza Buga podejmujących pracę i zajęcia kiedyś wykonywane przez rodzimych chłoporobotników pogłębia i umacnia stagnację w pozostawaniu na wsi. Kiedyś „dla zarobku” mieszkańcy wsi szukali zatrudnienia po zbiorach w mieście, w budownictwie, w usługach. Dziś ich miejsca pracy zajęli Ukraińcy. Co na to polska wieś? W wielu przypadkach… „tańczy i śpiewa”. Stawiam sprawę bez ogródek. Wieś coraz bardziej dzieli się na 15-20% gospodarstw wysokotowarowych (są to praktycznie przedsiębiorcy rolni) oraz liczącą ponad milion gospodarstw grupę „trwającą” na wsi i żyjącą z dopłat. Taka struktura polskiej wsi przy rosnącym napływie Ukraińców będzie zastygać i zamieniać się w skansen jeśli chodzi o formę i treść prowadzonej działalności gospodarczej.

Polscy przedsiębiorcy coraz donośniej dopominają się u władz o otwarcie polskiego rynku pracy jeszcze szerzej dla Ukraińców. Nie dziwię się temu. Dobra koniunktura od szeregu lat pozwoliła im „rozkręcić” interesy, pozaciągać kredyty, inwestować, „pobudować się”. Dziś są w sytuacji, że ich firmy potrzebują ludzi, zaś zachwianie na rynku i brak rąk do pracy natychmiast spowodowałby zagrożenie dla sytuacji ekonomicznej, przyszłości ich przedsiębiorstw i ich samych. I dlatego nie mają wyboru, a skoro go nie mają, to patrząc z punktu widzenia swoich firm i krótkiej perspektywy coraz radykalniej zachowują się w poszukiwaniu pracowników, raz apelując do władz, dwa – zatrudniając „jak i kogo popadnie”.

Dlatego to nie polscy przedsiębiorcy, a rząd, który w tak niekorzystnej sytuacji postawił rodzimych fabrykantów powinien dostrzec sprzeczność tkwiącą w polityce wspierania napływu Ukraińców przy jednoczesnym nawoływaniu do inwestycji. Sprzeczność ta wyraża się przykładowo w polityce niskiej kwoty wolnej od podatku i udawania, że nie widzi się jej konsekwencji dla kreowania ukrytego i nielegalnego zatrudnienia Ukraińców.

Dlatego to nie polscy przedsiębiorcy są winni, że w swych żądaniach kierują się „krótką perspektywą”. Do tego zmusza ich stan rynku pracy i wynikające stąd zagrożenia dla bytu ich firm.

Rząd nie może tłumaczyć się, że nie wiedział, bądź nie rozumiał, że polska polityka imigracyjna sprzyja niemieckiej strategii „transferowania” do Polski tych działów i dziedzin gospodarki, które są pracochłonne, ekologicznie brudne i niskodochodowe, przy jednoczesnym „wysysaniu” z naszego kraju ludzi wykształconych, energicznych, młodych. Rząd nie może tłumaczyć się, że świadomie realizuje politykę nowego, międzynarodowego podziału pracy, w którym nam, Polakom, przypada rola co najwyżej wykwalifikowanego robotnika.

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania Ukraińców w Polsce, gdyż na to jest dziś za późno. Chcę jednak ukazać, że kontynuacja tej polityki na coraz większą skalę przyniesie Polsce więcej szkód i problemów, za które jako pierwsi zapłacą właśnie polscy przedsiębiorcy. Oparcie rozwoju na imigracji taniej siły roboczej w przypadku Polski przypomina leczenie choroby przez zastosowanie wyłącznie środków przeciwbólowych. Każdy pacjent poddany takiej terapii wie, a lekarz wiedzieć powinien, że w długim dystansie prowadzi ona do całkowitego zniszczenia zdrowej tkanki i innych organów. Pora zatem na całkowicie nową strategię wsparcia polskiej przedsiębiorczości.

Cały ten problem ukazuje, jak potrzebna jest reprezentacja środowisk przedsiębiorców - myślących dalekowzrocznie, z troską, mądrze, korzystających z doświadczeń i dorobku innych krajów i nauki. Tylko taka reprezentacja mająca mandat środowiska jest w stanie przestawić polską gospodarkę na właściwe tory.

oto Dariusz Grabowski Dariusz Grabowski

Doktor nauk ekonomicznych, przedsiębiorca i polityk,
poseł na Sejm III i IV kadencji, od 2004 do 2009 deputowany do Parlamentu Europejskiego

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.46154
Ogólna ocena: 4.5 (głosów: 13)

Tematy: 

Dyskusja

oto Ech...

Dlatego właśnie pisałem: tworzone są MECHANIZMY

wyganiania Polaków za granicę, a importu w ich miejsce imigrantów. Sprytne.

Nie jestem przeciwnikiem zatrudniania Ukraińców w Polsce, gdyż na to jest dziś za późno.
...a ja akurat jestem, i wcale nie uważam, że "już nie da się tego odkręcić". Najspokojniej się da - trzeba tylko chcieć, i być w tym konsekwentnym. Każde państwo ma prawo deportować obcych obywateli, nie udzielić im prawa do pracy itp. itd. Niemcom (i innym) tak wolno - niby czemu Polakom nie.

oto Aleksy

Bujanie w obłokach

Szanowny Panie Autorze, gdyby "środowisku" zależało na postępie technologicznym to utworzyłoby BANK finansujący inwestycje w tej dziedzinie, i to byłby materialny wymiar prężności "środowiska". Z przytoczonych przez Pana faktów wynika że "środowisko" nie dorosło umysłowo do testu przedsiębiorczości i postępuję zgodnie z naukami Marksa.

oto Eowina

Autor wiodącego artykułu ma rację. Pańska uwaga nie

ma żadnego sensownego argumentu i jest nastawiona na niedopuszczenie do głosu ważnego problemu polskiej gospodarki.
Polska pozbyła się kwalifikowanych pracowników i zatrudnia pracowników tanich, nie mających doświadczeń z postępem technologicznym, a to nie prowadzi do rozwoju. .

oto Aleksy

Weźmy się do roboty i ... zróbcie!.

Szanowna Pani Eowina @, z wypowiedzi Pani oraz Pana Autora wynika stara "gierkowska" zasada : WEŹMY SIĘ DO ROBOTY I ... ZRÓBCIE !!!. . Z moich nieważnych i niepoważnych obserwacji wynika że PIENIĄDZE POŁOŻONE NA STÓŁ są powodem POWAŻNYCH rozmów biznesowych. Tu Autor próbuje ugrać swoją politykę ( jest politykiem) przy pomocy straszenia. Jeśli gospodarka będzie potrzebować "kwalifikowanych pracowników" to ich ściągnie w sposób odwrotny do tego jak się ich pozbyła.Rozwój technologiczny jest zależny od KAPITAŁU ... intelektualnego PRZEDSIĘBIORCÓW, jeśli polscy przedsiębiorcy potrafili ściągnąć pracowników z Chin i Korei Północnej to ściągnięcie "postępu technologicznego" jest dla nich bułką z masłem, wszak ściągali już w przedszkolu.

oto Eowina

Czyje pieniądze mają być położone na stół?

PIENIĄDZE POŁOŻONE NA STÓŁ są powodem POWAŻNYCH rozmów biznesowych.

Tutaj ja przestaję rozumieć, skąd i kto położy pieniądze na stół. Proszę się nie czepiać Autora, że coś chce ugrać, bo jemu wolno tak samo jak Panu.

Rozwój technologiczny jest zależny od KAPITAŁU ... intelektualnego PRZEDSIĘBIORCÓW,

Zupełnie nie rozumiem tego zdania. Proszę to rozwinąć, gdzie przedsiębiorcy trzymają ten kapitał intelektualny.
A Pan może ściągnąć ten kapitał skądyś tam?

oto pietrzelaj

Szanowny Panie Autorze, gdyby

Szanowny Panie Autorze, gdyby "środowisku" zależało na postępie technologicznym to utworzyłoby BANK finansujący inwestycje w tej dziedzinie

Pan tak poważnie?... Uważa pan, że "BANK" stworzy postęp?..
No chyba, że pomogą mu absolwenci czołowych naszych "naukowców" z PIĄTEJ setki uniwersytetów i im podobnych pracujących w instytutach naukowych, no chyba że wspomogą ich absolwenci z setki prywatnych uczelni powstałych w ostatnich latach.
Widzę że "zaraził" się Pan hasłami p. Morawieckiego o "nowych technologiach przewodzących naszemu przemysłowi", .. no ale głupstwa mają tę cechę że są zaraźliwe.
A to wszystko o czym mówi autor artykułu jest świętą prawdą, tyle tylko że droga do zmiany tego stanu rzeczy wiedzie przez systematyczną i długotrwałą mądrą politykę we wszystkich dziedzinach całej gospodarki i nauki przez lata a nawet pokolenia a nie przez okazjonalne łatanie dziur różnymi doraźnymi ustawami.

oto Aleksy

Nauka czytania ze zrozumieniem

Szanowny Panie pietrzelaj @, radzę dokładniej zastanowić się nad tym co Pan przeczytał, w przerwach proponuje ćwiczenia czytania ze zrozumieniem:
BANK NIE CHCE KREDYTOWAĆ POSTĘPU.
BANK MOŻE KREDYTOWAĆ POSTĘP.
BANK CHCE KREDYTOWAĆ POSTĘP.
Życzę owocnych ćwiczeń.

oto Eowina

Bank jest od pożyczania pieniędzy

potrzebującym tych pieniędzy. Bank nie zajmuje się żadnym postępem. Pan nauczył się komunałow i powtarza je bez ich rozumienia.

oto Ireneusz

Bank tak

Ale już jego właściciel może mieć inne prerogatywy.

oto Aleksy

Poziom indolencji i dyletanctwa

"Na karku głowę masz i nią się rządzić chcesz,
A spróbuj, czy wyżywi się z twojej głowy wesz. Człowiek, proszę państwa
Ma w tym życiu kiepski nos I nie widzi draństwa,
Marny jego los".
Szanowna Pani Eowina @, proszę powoli, ze zrozumieniem, przeczytać co powiedział twórca postępu technologicznego dr.inż. Maciej Wojtczak (Instytut Chemicznej Technologii żywności, Politechnika Łódzka) : "Wyznaczono cele
strategiczne dla rozwoju gospodarki UE – gospodarki opartej na wiedzy.
Przyjęta nowa koncepcja rozwoju wymaga zbudowania infrastruktury zachęcającej
przedsiębiorstwa do podnoszenia poziomu innowacyjności, głownie poprzez zacieśnianie
współpracy z instytucjami naukowo-badawczymi i ułatwianiem transferu nowych technologii
do przedsiębiorstw. Działania te wymagają wprowadzenia odpowiednich instrumentów
FINANSOWYCH oraz społecznych, zmniejszających bariery w transferze innowacji.".
Szanowna Pani Eowina @, Pani groteskowa próba "ściągnięcia" mnie do Pani poziomu indolencji i dyletanctwa w celu zniszczenia, swym doświadczeniem na tym poziomie, uzmysłowiła mi że przeszedłem go w przedszkolu."Nic dwa razy się nie zdarza".

oto Eowina

Panie Aleksy, proszę napisać własnymi słowami jak

Pan to rozumie co Pan chce przekazać? Raz Pan pisze o bankach, drugi raz o zacieśnianiu współpracy naukowo-badawczej. To nie wiąże się w całość kto i co ma robić. Pan powtarza hasła i cytaty ale z tego nic nie wynika.

Chociażby takie zdanie.

Przyjęta nowa koncepcja rozwoju wymaga zbudowania infrastruktury zachęcającejprzedsiębiorstwa do podnoszenia poziomu innowacyjności, głownie poprzez zacieśnianie współpracy z instytucjami naukowo-badawczymi i ułatwianiem transferu nowych technologii do przedsiębiorstw. Działania te wymagają wprowadzenia odpowiednich instrumentów

Podkreśliłam wyrażenia, które mi nic nie mówią.
1.Nie wiem co to jest "infrastruktura zachęcająca", pierwszy raz takie wyrażenie czytam.
2."Ułatwienie transferu nowych technologii" czy te nowe technologie już tam są? To wystarczy je kupić, czy nie? O jaki transfer chodzi.?
3. O jakie "odpowiednie instrumenty" chodzi?

Wie Pan, ten język jest ponad moją słabą głowę, ani słowa nie rozumiem z tego.
Przedtem pisał Pan o bankach, też nie wiem jak one mają wpływać na postęp techniczny.
Czy może Pan to wszystko napisać tak, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi?

Pan jako człowiek pozbawiony indolencji i dyletanctwa zapewne jest człowiekiem wielkich sukcesów na każdym polu, zapewne rozumie te wszystkie tak uczenie brzmiące terminy, bo ja nie.

oto Aleksy

Niewiedza największą siłą intelektualną XXI w.

Szanowna Pani Eowina @, cieszę się że jest Pani zgodna z moim stanowiskiem, bo jeśli daje Pani jednoznacznie do zrozumienia że nie wie o co chodzi to znaczy że chodzi o PIENIĄDZE.Niestrudzenie stosując Swoją nowatorską metodykę intelektualną osiąga Pani wyniki zbieżne z moimi, produktami prymitywnych-tradycyjnych praktyk myślowych.Życzę dalszych sukcesów w stosowaniu tej nowoczesnej technologii myślenia.

oto Eowina

Widzę, że Pan ostrzega, żeby Pana nie męczyć

myśleniem, bo myślenie boli. W związku z tym odpowiadam szybko i krótko. Wiem, że chodzi o pieniądze i głownie chodzi o to jak je zdobyć. Jak do Pan czeka na cud, że ktoś je Panu da. A cudów, kiedy chodzi o pieniądze, to nie ma.

oto Aleksy

Miss globalizacji

Szanowna Pani Eowina @, Pani powalająco-przenikliwy umysł mnie poraża, to od Pani oczekuję walizek z pieniędzmi, keep going, keep going, gdy fama się rozejdzie o Pani umysłowej przenikliwości to na pewno Playboy umieści Pani zdjęcie na pierwszej stronie a za nim reszta gazet, zostanie Pani Miss Globalizacji a może i Miss Układu Słonecznego, Jupiter i Mars będą u Pani stóp.Co do rozdawania pieniędzy, to ma Pani rację na poziomie tubylców, bo na poziomie BANKU REZERWY FEDERALNEJ jest wprost odwrotnie, Ben Bernanke nacisnął guzik od komputerów BANKU REZERWY FEDERALNEJ, KTÓRE ROZGRZANE DO CZERWONOŚCI WYPLUŁY miliony yottabajtów $, do rozdania bankom USA.
Dla Pani, Bernanke to cudotwórca, dla mnie to facet, który znalazł się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie, kozioł ofiarny.

oto Skanderbeg

AKurat rankingi uczelni są przekłamane.

Debilowaty (chory na antypolskość kapuś komunistyczny, wg Antoniego Zambrowskiego) pseudohistoryk, pseudopolitolog i pseudosocjolog Gross wykłada na uczelni renomowanej. Tak samo było z postmodernistą i plagiatorem Baumanem..
Bardzo dużo punktów dostaje się za publikacje po angielsku w kilku czasopismach, prawem Kaduka, uznanych za najbardziej godne.

oto Skanderbeg

Rozwój własnego przemysły samochodowego?

Ten fragment mnie rozbawił, bo świadczy o oderwaniu autora od rzeczywistości. Aby coś tozwijać, to najpierw trzeba to mieć.I to zaniża poziom artykułu, mimo innych słusznych opinii. Autor wręcz potępia zarabianie przez "złote rączki". Ale gdyby nie te samochody, to zarabialiby dealerzy i producenci aut zagranicznych, bo polskich już nie mamy. Zresztą, jakie mieliśmy? Syrenki i polonezy? Tutaj nigdy "szału nie było". Nie ruszam tematyki samochodów dostawczych i ciężarowych, bo tutaj perspektywy rozwoju mogłyby być.
Na wsi też już nie jest dokładnie tak jak pisze autor. Wokół mojego miasteczka wioski popegerowskie. I obecne pokolenie już sobie radzi. Nie ma tak, że jakoś wiele ludzi wegetuje mając 5 kur i kawałek pola. Ludzie dojeżdżają do pracy do miast, często wyjeżdżają zagranicę (to akurat niekorzystne), na wsiach funkcjonują małe firmy (nie liczę rolników zawodowych) typu sklepy, warsztaty, kowalstwo artystyczne, firmy budowlane, złomowiska, zakładanie okien, agroturystyka, małe masarnie. Coraz mniej meneli z jabolem w łapach pod sklepami.

oto Ireneusz

Nie zbudował i nie zbuduje

Ale te złote rączki ze stodoły potrafią gmerać w procesorach samochodów tak, jak nie przewidział tego ich twórca i nie jest w stanie żaden inny wykwalifikowany mechanik. Nie wolno tego nie doceniać.

oto Krzysztof M

Ale te złote rączki ze

Ale te złote rączki ze stodoły potrafią gmerać w procesorach samochodów tak, jak nie przewidział tego ich twórca i nie jest w stanie żaden inny wykwalifikowany mechanik.

Znam z pierwszej ręki przypadek, gdy niemała "elektrownia" chciała zmienić coś w systemie komputerowym (sprawy sieciowe). Producent systemu stwierdził, że jest to niemożliwe (i żadne pieniądze nie miały tu znaczenia). Paru młodych warszawiaków, po sprawdzeniu, czy rzeczywiście jest to niemożliwe, stwierdziło, że owszem, możliwe jest. Chłopaki pojechali na południe i dokonali rzeczy niemożliwej. :-)

oto Skanderbeg

Znowu nieporównywalne porównanie.

Co tam za oceanem biorą?
Te złote rączki zrobią co trzeba. Znajomy pojechał do Norwegii do pracy. Chciał zając się budowlanką, ale zrobił furrorę jako mechanik. Bo tam jak ktoś naprawia auta, osobowe to za traktor się nie weźmie. A właśnie na fachowca od sprzętu rolniczego było zapotrzebowanie.
Połowa facetów po zawodówkach czy technikach sprzed reformy Buzka jest w stanie postawić całą chałupę. I zrobiłby wnętrze, razem z elektryką i hydrauliką. A na Zachodzie jak ktoś malarz to za murarkę woli się nie brać, i odwrotnie. Po reformie, to inżynierowie mają problem z przeczytaniem rysunku technicznego.
A Microsftowi na razie nie zagraża chyba nikt. Zresztą, od tego jest młodzież, aby rzucać wyzwanie. Doświadczone złote rączki to naprawiacze.

oto Krzysztof M

A na Zachodzie jak ktoś

A na Zachodzie jak ktoś malarz to za murarkę woli się nie brać

Nie "woli się nie brać", ale "nie potrafi".

Słyszałem o pewnym młodym Polaku pracującym w GB w małej firmie budowlanej, jak to pewnego dnia operator koparko-ładowarki nie przyszedł do roboty. Szef powiedział Polakowi - siadaj do maszyny. Ten na to - sorry, nigdy takich rzeczy nie robiłem. Szef na to - dobra, Polacy wszystko potrafią. Chłopak wsiadł do maszyny z duszą na ramieniu... Po dwóch dniach szło mu jak z płatka. :-)

oto Eowina

Panie temat jest o tym, że w Polsce przy obecnej

polityce, która jest polityką socjalną, a nie jest nastawiona na wzrost gospodarczy, Polska nie ma szans na skok industrialny i postęp techniczny.

Pan natomiast udowadnia, że klepanie samochodów, hodowanie kurek, czy malowanie Norwegom czegoś tam to jest to jest polska świetlana przyszłość. W ogóle dyskusja jest na takich danych naukowych jak: wiadomość od znajomego, z pierwszej ręki, od pewnego młodego Polaka w WB, itp.
Polacy są genialnie zdolni, pracują za granicą i przynoszą chwałę krajowi i to wystarczy. A w ojczyźnie niech kraj rozwijają Ukraińcy, którym zależy na jakimś tam zarobku, a nie na polskiej industrializacji. Takie wnioski są z Pańskiego wkładu w dyskusję i takiego tematu Pan proponuje się trzymać. W tym układzie życzę zdrowia.

oto chłop jag

Zgoda z Autorem - dodam tylko, że

cały problem ze wskrzeszeniem banderlandu i Ukraińcami w atrapie Polski jest tak ważny dla pupili, że odstąpili oni chwilowo od ubogacania tutaj tubylców - kolorowymi - tołażysze.
Wniosek?
Kiedyś za zaborów wymazywano Polskę z mapy Europoy - obecnie Polska na mapie będzie tkwić nadal - chociaż w atrapie Polski nie będzie już Polaków - tołażysze.
Na koniec - niezmordowany Kornel Morawiecki znów opowiedział się za eutanazją - bo nie ma innego wyjścia zdaniem pupili - dla starzejących się Polaków w atrapie Polski - tołażysze.

oto Mar.Jan

Czy są powody do zmartwienia czy do radości?

Imigracja zarobkowa Ukraińców ma też poważne konsekwencje ekonomiczne. Oszczędzają oni do maksimum zarobione w Polsce pieniądze, zamieniają na dolary i transferują na Ukrainę. Skalę zjawiska oceniam dziś na około 10 miliardów dolarów rocznie. Ten proceder oznacza zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu w Polsce, zmniejszenie popytu globalnego, a w konsekwencji spadek obrotów, dochodów, podatków i inwestycji płaconych i dokonywanych przez polskie przedsiębiorstwa.

Przeanalizujmy liczby:
Jeśłi prawdą jest liczba 2 mln Ukraińców w POlsce, a każdy z nich zarabia ok. 2500 zł/mc, to daje rocznie kwotę 60 mld zł, czyli 17 mld$.
Jednak większośc pieniędzy musi pozostać w Polsce: trzeba zapłacic za mieszkanie, jedzenie i transport do pracy czy do domu na Ukrainie i z powrotem. Załóżmy, że połowa z zarobionych pieniędzy zostaje w POlsce, a polowa jest eksportowana na Ukrainę. Było by to ok 8-9 mld $. Byc może autor ma lepsze informacje, więc przyjmijmy jego liczbę: 10 mld$.
Na Ukrainie niewiele można kupić z tego, co oferuje handel w POlsce. Zatem z POlski na Ukrainę jada nie tyle pieniądze, ale głównie towary, których tam brakuje.
Nie mam pojęcia, dlaczego zatem autor bije na alarm, że praca Ukraińców w POlsce ogałaca nasz rynek z pieniędzy i powoduje zastój ekonomiczny! To jest absurd!
Od kiefy to eksport towarów jest szkodliwy ekonomicznie i jest przyczyna zastoju i braku gotówki? To sa zupełne aberracje ekonomicznego myślenia.
W POlsce pracuje conajmniej 15 mln Polaków, których średnia płaca wynois 4000 zł/mc. Daje to rocznie sumę ok. 200 mld$/ Zatem "eksport" pieniędzy na Ukrainę w najlepszym razie wynosi 5% globalnych zarobków w POlsce. Z pewnością nie ma to efektu "zmniejszenia popytu globalnego. Ukraińcy zarabiaja generalnie mniej niż Polacy, ale pieniądze wydają przede wszystkim w POlsce, na zakup towarów i usług niezbędnych im do tego, aby w POlsce mieszkac i pracować.
Ich mniejsze place poprawiają efekty ekonomiczne przedsiębiorstw w POlsce (oczywiście ze szkoda dla poziomu płac i łatwości zdobycia pracy w zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji). Z Polski wyjeżdzają nie robotnicy niewykwalifikowani, którym Ukraińcy "robią konkurencję", tylko specjaliści, znający języki i mający ambicje zarabiania powyżej przeciętnej.
Nie ma to nic wspólnego z "najazdem" Ukraińców na polski rynek pracy.

Jest także problem dotyczący przemian w strukturze zatrudnienia w Polsce. Od 1990 roku nie dokonała się korzystna zmiana w przekroju wieś-miasto. Jest gorzej, bo wzrósł udział ludności wiejskiej. To ewenement na skalę światową. Fakt ten oznacza, że ciągle w rolnictwie „tkwi” co najmniej 15-20% siły roboczej.

Odnoszę wrażenie, że autor myli pojęcie miejsca zamieszkania z zawodem wykonywanym. Fakt, że ktoś opuszcza miasto i zamieszkuje na wsi nie oznacza przeciez, że staje się automatycznie rolnikiem. OWszem, formalnie, aby kupic małe gospodarstwo z domem na wsi, trzeba sie wykazać "dyplomem rolnika", czyli skończyc jakiś tam kurs i mieszkac na wsi kilka lat. Wtedy nabywa się status rolnika i można np. dostac dopłatę do ziemi z UE. Stąd byc może wynika wzrost liczbt statystycznych rolników w POlsce. Jednak, gdy się przyjrzec przeciętnej wsi w Polsce, to widac głównie ludzi w sile wieku, albo wręcz starych, którzy w pocie czoła obrabiają niewielkie pola jako rolnicy "niskotowarowi". Dużo ludzi uprawia swoje niewielkie poletka i jednoczesnie pracuje w mieście.
Pozostaje naprawde niewielki procent prawdziwy rolników, którzy uprawiają duże powierzchnie ziemi ( 100 i więcej ha), zatrudniają pracowników i mają dużo sprzętu zmechanizowanego.
Tych z pewnością nie jest 15-20%, raczej kilka procent (pewnie można sprawdzić w roczniku statystycznym jaki to procent) i to ci głównie zaopatrują rynek polski oraz eksportują płody rolne i ich przetwory.
Pozostali ludzie mieszkający na wsi zyją z usług na rzecz rolników, turystów, bądź mają inne źródła dochodu, a na wsi zamieszkali dla zalet wyższej jakości zycia na wsi w porównaniu z nerwowym i niezdrowym stylem życia w miastach mających zatrute powietrze, wodę oraz zakorkowane układy komunikaycyjne z powodu wieloletnich zanidbań w rozwoju infrastruktury miejskiej.

Co więcej, „Matka Polka od 500+” minister Elżbieta Rafalska nie widzi powodu, by zatrudnionym w Polsce Ukraińcom nie wypłacać dodatku na dzieci.

No, to jest rzeczywiście dziwactwo. Nie wiem czy to tylko wyraz poglądów pani minister, czy faktycznie praktyka, że Ukraińcom wypłaca się zasilki 500+. W końcu cel tego zasiłku to zwiekszenie populacji Polaków, a nie Ukraińców w Polsce!

Na tym przykładzie widać, jak ktoś w Ministerstwie Finansów skrupulatnie pilnuje, by interes importerów i picerów samochodów rozkwitał ku zadowoleniu i satysfakcji głównie niemieckich producentów aut.

Jak to się mówi: wedle stawu grobla. Popyt na stare samochody w POlsce wynika wylacznie z jednego faktu: z niskiego poziomu płac, które rocznie sa na poziomie średnim wartośc małolitrażowego malego samochodziku, wartego ok. 45-50 tys zł.
Ale nawet nie to jest najwazniejsze w tym "kreowaniu" popytu na starocie motoryzacyjne, tylko zbyt niski poziom oszczędności gospodarstw domowych w Polsce. Z przeciętnej pensji przeciętny Polak nie jest w stanie zaoszczedzić tyle, aby raz na 5-7 lat móc sobie pozwolić za kupno nowego porzadnego samochodu, który kosztuje 70-100 tys.zł.
Jest to także powodem, że kwitnie rynek leasingowy, bo system podatkowy w Polsce sprzyja takiemu sposobowi "nabijania" kosztów w każdej firmie. Samochy lizingowane wymagają 100% ubezpieczeń, oraz obsługi w licencjonowanych serwisach, więc generalnie taki system zakupu nowych samochodów sprzyja również rozwojowi rynku ubezpieczeń oraz działu gospodarki zajmującego się obsługa motoryzacji.
NAtomiast stare samochody sprowadzane z Niemiec czy innych krajów Zachodu nie są w żadnym razie "złomami". ale po wyremontowaniu są technicznie sprawne i dopuszczone przez państwowe przpisy do ruchu. Po prostu w Niemczech jest na tryle wysoka cena pracy, że starych samochodów nie opłaca się tam remontowac. Za to opłaca się je remontować i uzytkowac w Polsce.
Czy import starych samochodów jest niekorzystny dla polskiej gospodarki? W zadnym razie! On urealnia stosunek ceny zagranicznych samochodów do poziomu płac w POlsce. O ile na nowy samochód może sobie pozwolić kilka procent najlepiej zarabiających Polaków, to pozostali, zarabiajacy przeciętnie, moga sobie kupić porządne (nie złomowe!) samochody za rozsadną cenę.

I to tyle na temat kolejnych "rewelacji" ekonomicznych napisanych z pozycji eksperta gospodarki socjalistycznej, czyli z wypłowiałych podręczników ekonomii prlowskiej, którą propaguje niestrudzenie Autor.

oto Mar.Jan

Co do pomysłu rozwijania przemysłu produkcji samochodów w Polsce

POmysl bardzo dobry, jak wszystkie pomysły, które ktoś sobie wymyśla.
Dopóki nie trzeba ich zrealizować.
Żeby odbudowac przemysł samochodowy w Polsce, trzeba zainwestowac miliardy dolarów w zbudowanie i wyposażenie techniczne fabryk samochodów. Ponadto trzeba wykształcic nowe kadry specjalistów mająych pojęcie o przedmiocie tej działności. To wymaga wielu lat, poczynając od szkoleń i praktyk w zagranicznych fabrykach. Zacząć zaś trzeba od zawarcia umowy licencyjnej z jakąs nowoczesna marką samochodów: Wolkswagenem, Fordem lub Toyotą.

oto Ireneusz

I tak, i nie

Aby zrobić dobry biznes, trzeba znaleźć niszę. A nie wciskać się na siłę w grupę tych, którzy w jakimś stopniu są przecie pomiędzy sobą dogadani.
Dzisiaj większy sens miałoby wykombinowanie czegoś, co mogło by mieć zbyt w świecie. I pakować w to każdy możliwy pieniądz celem niedopuszczenia niewątpliwej konkurencji do zadziałania lepiej i szybciej. Tutaj jest rola dla państwa, bowiem nie posiadamy żadnego dostepnego majątku w rękach prywatnych - a czemu to chyba nie ma sensu opowiadać. Bo inaczej będzie tak jak z niebieskim laserem. Wymyśliliśmy. I nic z tego nie mamy. Ani jako państwo, ani nawet nic z tego nie mają wynalazcy. Socjalizm Gierkowski i historia Jacka Karpińskiego, wynalazcy mikroprocesora choćby się kłania. Psy ogrodnika. Sami nic nie potrafią, nic nie zrobią, ale innemu owocu zerwać nie pozwolą.

oto gość

@ Mar.Jan

Sprawa warsztatów uzdatniających samochody zza granicy dobrze wygląda tylko "na papierze", papierze teoretyka liberalizmu, bo w praktyce działalność tych warsztatów sprowadza się do sławetnego przekręcania liczników, szpachlowania dziur i rdzy, prania i mycia tych szmelców, słowem: oszukiwaniu przyszłych klientów! Zatem, czy ich istnienie jest aż tak pożyteczne - oto jest pytanie.

oto Ireneusz

??

To czy istnienie JAKIEGOKOLWIEK biznesu w ogóle w takim razie ma sens? Pan chyba ma podejście zbyt idealistyczne, pora dojrzeć. Każdy biznes ma na celu mało wydać i drogo sprzedać. W tym tkwi jego istota. A od oszustów oraz od innego typu szmalcowników jest policja, a nie USTAWA i ZASADY.

oto gość

I tu się Szanowny Pan myli,

I tu się Szanowny Pan myli, jak nie będzie ustawy, to na nic policja i "zasady", bo policjant na zgłoszenie przekręconego licznika tylko wzruszy ramionami. Nowelizowany kodeks karny wymienia kategorię przestępczą jak kręcenie licznika! Znów jest propozycja, żeby karać "więźniem" za to przestępstwo, zamiast jedynie grzywną... Kręcenie licznika to jest takie same oszustwo, jak inne oszustwa.
Kupienie czegoś tanio, a sprzedanie drożej to zupełnie co innego, bo nie każdy może kupić taniej i nie każdemu się chce, i nie każdemu będzie się opłacało pojechać dalej, żeby kupić tanio... Sprzedający też ponosi ryzyko, że np. towar w międzyczasie mu się zepsuje, więc za ryzyko - premia. Itd.itp.

oto Ireneusz

No i właśnie tu jest podstawowy błąd

policjant na zgłoszenie przekręconego licznika tylko wzruszy ramionami

I w ten sposób do kodeksu etatysta wprowadza paragraf o przekręceniu licznika. A jeśli delikwent zamiast go "przekręcać", stuknie młotkiem i zmieni w ten sposób ustawienie - policjant znów wzruszy ramionami. Trzeba być naprawdę naiwnym człowiekiem, aby nie zauważyć, że ten sposób pisania ZASAD jest infantylny i prowadzi tylko i wyłącznie do zabawy w kotka i myszkę.
A jak być powinno?
Zgłaszający podaje fakt przekręcenia licznika policji. Policja spisuje notatkę. Zgłaszający podaje sprawę do sądu. Sąd przyznaje rację, że zgłaszający został oszukany i wymierza karę adekwatną do stopnia oszustwa. Fakt zmiany stanu licznika zostaje w prawie precedensowym uznany za oszustwo odpowiedniej kategorii i każdy następny przypadek jest od razu zasądzany bez niepotrzebnego badania sprawy.
Nie potrzeba do tego POSŁÓW wymyślających w kodeksach kruczki potrzebne do przewidzenia, cóż to może uczynić oszust. Posłowie zamiast pracą bezcelową zajęliby się być może tym, co do nich należy - stanem państwa, gospodarki oraz polityką zewnętrzną. Oczywiście, jeśliby jeszcze zamiast brać byle kogo - wyborcy mieliby szanse weryfikować personalnie ich kompetencje.
Proste?

oto JJerzy

I tu pan dotyka ...

... istoty istnienia państwa jako aparatu przemocy. Z punktu widzenia obywatela państwo, skoro jest, ma mu zapewnić bezpieczne warunki uczciwego funkcjonowania. Nie może być więc tak, że aparat państwowy, bez czy nawet wbrew informacjom oddolnym, nie tylko nie ściga, ale nawet kryje biznesy wyraźnie godzące w interesy obywateli. Bo przecież te przez pana wskazane przekręty są od dawna powszechnie znane. Powinny więc być ścigane z urzędu, a nie są. Ale o cóż mieć tu pretensje, jeżeli szczyt tej góry lodowej, czyli firmy branży finansowej od 25 lat walą nas w rogi w majestacie prawa. Teraz, po latach kazali im publikować w reklamach RRSO. To oni nie wiedzieli wcześniej, że to lichwiarski biznes? A teraz, jak mają to w postaci przyznania się (publiczne reklamy) to robią coś z tą lichwą?

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.