Pytanie o pochodzenie od wspólnego przodka.

Zdarzyło mi sie ostatnio uczestniczyć w kilku wymianach opinii z adwersarzami mającymi te opinie zupełnie odmienne od moich. Trochę tym zmęczony postanowiłem wziąć się za coś mniej narażającego na ostre wypowiedzi adwersarzy, czasem nawet nie najuprzejmiejsze, a wręcz ocierające się o zabronione argumentowanie ad personam.

Zatem to będzie z mej strony nie o tym co uważam, o czym jestem przekonany, a jedynie o tym czego nie wiem i nie rozumiem. I o wyjaśnienia proszę.

Jako osoba głęboko przekonana, że ewolucja miała miejsce na naszym globie, tzn. uznająca, że tzw. "teoria ewolucji" jest najpewniej czymś więcej niż hipotezą, a zmienność gatunków to coś więcej niż tylko teza robocza zastanowiłem się nad stwierdzeniem, że człowiek nie pochodzi od małpy, ale miał z małpami wspólnych przodków. Na bazie poniższej ilustracji zastanawiałem się nad sensem tego stwierdzenia.

Według tego graficznego przekazu mieliśmy wspólnego przodka 6 mln lat temu z szympansami, 9 mln lat temu z gorylami, 16 mln lat temu z orangutanami, by ograniczyć się jedynie do człowiekowatych, gdyż możnaby to ciągnąć dalej poza nawet hominoidy takie jak gibbony czy siamangi. I tu mam problem. Rozumiem, że nie pochodzimy od współczesnych małp, ani szympansów, ani goryli, ani żadnych innych.

Jednakże kim byli ci nasi wspólni przodkowie z nimi, skoro poza nami jedynie wyewoluowały z nich małpy? Czyż nie małpą był nasz wspólny przodek z szympansem 6 mln lat temu, czy człowieka i szympansa wspólny przodek z gorylem 9 mln lat temu? I tak dalej nawet jeszcze poza nas wszystkich wspólnym przodkiem z makakiem 25 mln lat temu i czepiakiem 40 mln lat temu? Jak należy zatem rozumieć stwierdzenie, że człowiek nie pochodzi od małpy, ale miał jedynie z małpami wspólnych przodków?

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.666665
Ogólna ocena: 3.7 (głosów: 3)

Tematy: 

Dyskusja

oto Equatore

Z wspólnym przodkiem

Wytłumaczenie może być na przykład takie.
Z wspólnym przodkiem stało się to samo, co z naszymi ludzkimi przodkami sprzed kilku wieków (umarli). Pozostali jedynie potomkowie. Którzy z kolei (czyli my) ustąpią miejsca dalszym potomkom.
Tyle że stało się to na tyle dawno i tyle przez ten czas nagromadziło się zmian genetycznych, że ten wspólny przodek, żyjący miliony lat temu, należy już do innego gatunku niż jego ludzkie i małpie "dzieci", inaczej zapewne był zbudowany i nie mógłby się zapewne ze współczesnymi potomkami krzyżować, gdyby przenieść go w czasie.
Wytłumaczeniem zaś, dlaczego nie ma jakiejś grupki "oryginałów", która zachowałaby zbliżony kod genetyczny, czy budowę, do wspólnego przodka, jest brak w jego wypadku przystosowań, które pojawiły się w ciągu ostatnich paru milionów lat i zapewniły ludziom i małpom ich niewątpliwy sukces. Który w wypadku choćby człowieka jest tak ogromny i tak na planecie Ziemia wszechobecny, że ewentualne "oryginały" mogłyby w konkurencji z człowiekiem wyginąć już dawno temu, a raczej na pewno nie byłyby w stanie się przed nim schować.
To tak jak z samochodem Carla Benza. Na lata 80-te XIX wieku to była "niezła bryka", jest to jeden z szacownych praprzodków współczesnego samochodu, ale dziś już takie nie jeżdżą.

oto Krzych Adam

Spotkałem się kiedyś z podobnym wytłumaczeniem.

Tzn. z wytłumaczeniem odpowiadającym być może nieco dokładniej i w punkt na moje pytanie, czy mieliśmy przodka którego możemy nazwać małpą, ale używającym podobnego rozumowania. Gdy spytałem nauczyciela jeszcze w szkole średniej, czy stwór z którego wyewoluowały kolejno takie małpy jak orangutan, goryl i szympans mógł nie być małpą sam, nauczyciel odpowiedział, że tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić nie mogąc zbadać takiego okazu. Jedyne jego zdaniem stwierdzenie do którego jesteśmy uprawnieni to to że te małpy i my pochodzimy od wspólnego przodka. Wydało mi się to wówczas unikiem bardziej niż rzetelną odpowiedzią i ta wątpliwość nie przeszła mi do dziś.

Bo co na przykład z przodkiem wszystkich hominoidów i małp zwierzokształtnych? Musiał chyba być on małpą wąskonosą?

oto wzl

Przodek

Bo co na przykład z przodkiem wszystkich hominoidów i małp zwierzokształtnych? Musiał chyba być on małpą wąskonosą?

"Skoro do dziś dotrwały nie tylko ssaki bezdyskusyjnie wyżej od człowieka uorganizowane (np. przeżuwacze), ale i stosunkowo liczne ssaki naczelne bliskie człowiekowi, to musiały to zawdzięczać jakimś swoistym zaletom. Szczególnemu doskonaleniu w swojej ewolucji podlegały narządy inne niż uzębienie i jelita. Poza nielicznymi odszczepieńcami od głównej tendencji przystosowawczej, prawie wszystkie naczelne (Primates) są nadrzewne. Wśród konarów drzew wypatrują owoców lub drobnych zwierząt do zjedzenia i chronią się tam przed drapieżnikami. W śmiganiu po gałęziach okazały się niedoścignione, by wypomnieć im niedoskonałości układu trawiennego. Bieganie po gałęziach wymaga dobrej orientacji przestrzennej, umiejętności oceny odległości dzielącej od celu skoku i dobrego wymierzenia jego siły. Konieczny jest więc dobry wzrok i dobre urządzenie do obróbki informacji. Nic więc dziwnego, że przemiany dominujące w ewolucji naczelnych dotyczą wzroku i rozwoju mózgu, a w szczególności jego płatów wzrokowych. Węch dla zwierzęcia nadrzewnego nie jest wiarygodnym przewodnikiem. W złożonym układzie prądów powietrznych wśród konarów drzew nie sposób określić ściśle kierunku, z którego pochodzi woń. Mózg naczelnych różni się od mózgu naziemnych ssaków właśnie przewagą ośrodków wzrokowych nad węchowymi." - Jerzy Dzik Dzieje życia na Ziemi.

Mówiąc więc w uproszczeniu - pochodzimy od ssaków naczelnych i zeszliśmy z drzew. O tym, że zeszliśmy z drzew, to nie ma wątpliwości. Być może niektórym wydaje się, że nasze ręce idealnie pasują do komputerowej klawiatury, ale jeszcze bardziej nadają się do uchwycenia gałęzi. Żadne inne zwierzęta nie mają tak ukształtowanych łap.

To tyle, na ile pozwala nam nasze wnioskowanie na podstawie dostępnych nam dowodów. Czy to wystarcza i czy to ma sens, to już dyskusja na temat metody naukowej, a więc pewnego aksjomatu, który, jak wiadomo, przyjmuje się bez dowodów.

oto sir Galahad

Ewolucja nie zaprzecza

Ewolucja nie zaprzecza kreacjonizmowi. Upraszczając można przyjąć, że Pan Bóg stworzył świat sekundę temu wraz z naszą pamięcią sięgającą daleko wstecz i dowodami na istnienie ewolucji...

oto Krzych Adam

Szczerze mówiąc nie interesuje mnie wchodzenie w ten spór.

Czy to wszystko jedynie stworzył przypadek, czy też istniały nadprzyrodzone interwencje.

Na pewno wiemy to, że pod względem czysto biologicznym jesteśmy częścią życia na Ziemi. Tak jak ameby, ryby, płazy, gady, ptaki, czy ssaki inne niż my sami. A nawet jak cała reszta przyrody ożywionej na Ziemi. Na pewno też wiemy, że nasza historia jest krótsza i to znacznie od historii życia na tej planecie. Ze wzgledu na bliskość genetyczną możemy być pewni, że mamy krewniaków, którzy ludźmi nie są tylko małpami.

Moje pytanie wychodziło z tych pewników.

oto Krzych Adam

Co do tzw "teorii ewolucji" się wypowiedziałem.

Że jest hipotezą, a być może nieco więcej niż hipotezą. Zaznaczając w ten sposób, że nie uważam jej za coś co może być na serio uznane za teorię naukową.

Tyle na temat mocno dziurawej i na ogromnych jej połaciach niewiarygodnej w szczegółach hipotezy. Chciałbym sie skupić na innym aspekcie. Powszechnie znane jest, że niektóre przynajmniej gatunki małp cechuje złosliwość. To może być silnym argumentem za tezą iż komentator wykazuje pod tym względem cechy wspólne, a zatem rozważać należałoby możliwość jakiegoś pokrewieństwa.

oto Gringo

Skoro teoria ewolucji to

Skoro teoria ewolucji to tylko taka trochę doskonalsza "hipoteza" i według Pana Krzycha Adama na miano teorii naukowej nie zasługuje to poprosił bym Pana o chociaż jeden dowód na prawdziwość pańskiego twierdzenia. Ciekawie by było, gdyby Pan udowodnił tą "dziurawość" i "niewiarygodność", Nobel gwarantowany.

A co do pańskich dywagacji Pan na serio uważa, że obecnie nam znany zapis kopalny jest choć w małym stopniu kompletny?

oto Krzych Adam

Proszę łaskawie się nie zaperzać.

Najpierw to co mamy w dociekaniach naukowych jest hipotezą naukową. A taka hipoteza to naukowe przypuszczenie. Hipoteza od początku powinna współgrać z naszą zastaną wiedzą a poza tym, przewidywać sposób na swoje przetestowanie. To co nazywane jest teorią ewolucji spełnia to wszystko. Jednakże dopiero gdy hipoteza, w tym przypadku jej składowe doczekają się odpowiedniego testu i przejdą go pomyślnie, zajdzie przekształcenie w teorię naukową.

Hipoteza o której mówimy jest bardzo rozległa, dlatego tak trudno jest jej osiągnąć status teorii naukowej czyli sprawdzonego i potwierdzonego zgodnie z obecnym stanem wiedzy i myśli naukowej wyjaśnienia zjawiska nazywanego ewolucją. Powszechnie ten termin – teoria ewolucji jest używany w innym, mniej ścisłym znaczeniu. Jako nazwa rozległego zbioru twierdzeń i pomniejszych koncepcji. Czyli w rzeczywistości naukowej hipotezy.

Nie jest proste wskazanie konkretnej granicy, po przekroczeniu której hipoteza uzyskuje status teorii. Pewne elementy istniejącej hipotezy ewolucji są już sprawdzone i potwierdzone, to należy przyznać.

oto Skanderbeg

Niektóre psy

też cechuje złośliwość. A wilki potrafią spiskować. Mrówki zaś tworzą społeczeństwo niemal totalne.

oto baba jag

I oto filozofek bez wiedzy

Co do tzw "teorii ewolucji" się wypowiedziałem.
Że jest hipotezą, a być może nieco więcej niż hipotezą. Zaznaczając w ten sposób, że nie uważam jej za coś co może być na serio uznane za teorię naukową.

Tyle na temat mocno dziurawej i na ogromnych jej połaciach niewiarygodnej w szczegółach hipotezy

i znajomości takich dziedzin jak: paleontologia, geotektonika,geomorfologia, geotektoniczna,tektonika płyt geologia regionalna,geologia historyczna wygłasza opinie i falsyfikuje teorię.
Kiedyś dawno temu ten sam filozofek ,nie mając żadnej wiedzy w temacie inżynierii drogowej wypowiadał się na temat budowy dróg.

oto baba jag

Gdzie

Zasadniczo tzw teoria ewolucji jest błędna

jest błędna?

oto młodziak

od darwina

no właśnie, przecież wszyscy ludzie pochodzą od darwina

oto Korespondent

"Ewolucja" gatunków może być rozumiana jedynie w przenośni

Nie, że naprawdę jeden gatunek dosłownie przekształcał się w drugi. Należy to rozumieć tak, jak np. "ewolucja samochodu" - że mianowicie projektanci i konstruktorzy wypracowywali coraz nowsze i lepsze rozwiązania, i dlatego współczesne samochodzy, zachowując podstawowe zasady działania z tymi sprzed 100 lat, jednak są "nieco" od nich odmienne, prawda? A jednocześnie nie działo się to nagle - nie zaszedł jakiś "skok technologiczny od Forda T od razu do Mercedesa klasy S". Jak również samochody przecież nie kopulowały ze sobą :), płodząc nowe, lepsze jakieś samochodziki.

Już dawno temu zauważono, że gdyby jeden gatunek dosłownie "ewoluował w inny" (lub wręcz w inne, w wiele gatunków) - pełno byłoby w rozmaitych znaleziskach najróżniejszych "form przejściowych".

oto Zbyszek S

@Autor

Nie posiadamy jakichkolwiek dowodów na to, że drzewo życia jest faktem - mówi dla "New Science Magazine" Eric Bapteste, biolog zajmujący się ewolucją na Marie Curie University w Paryżu. Dalej o tym, że gatunki z różnych "gałęzi" drzewa życia są spokrewnione, co obraz drzewa życia czyni nieaktualnym i można raczej mówić o sieci życia. Link

"We have no evidence at all that the tree of life is a reality," Eric Bapteste, an evolutionary biologist at the Pierre and Marie Curie University in Paris, told New Scientist magazine.

Genetic tests on bacteria, plants and animals increasingly reveal that different species crossbreed more than originally thought, meaning that instead of genes simply being passed down individual branches of the tree of life, they are also transferred between species on different evolutionary paths. The result is a messier and more tangled "web of life".

Wygląda na to, że naukowcy dobrze wiedzą, że drzewo życia nie istnieje i mechanizmy ogłoszone przez Darwina w rzeczywistości nie przebiegają tak, jak on myślał. Ale nauka dzisiaj sprowadza się do zaspokajania oczekiwań nie do szukania prawdy, co celnie wytknął w jednej ze swoich wypowiedzi Roger Scruton, sygnalizując, że zwiastuje to działania państwa totalitarnego.

Zaś co do pierwszych akapitów, to myślę, że są one ciekawsze niż zagadnienie pochodzenia człowieka, choć mogą być jednocześnie z nim związane. Otóż współczesna nauka coraz więcej uwagi poświęca zagadnieniu epigenetyki. W skrócie w tym ujęciu, geny to bank możliwych klocków, jednak to co z tego banku, zostanie wzięte i kształt budowanej wówczas budowli, zależy od innych dodatkowych mechanizmów.

DNA ma zatem w sobie większy potencjał możliwości niż ten wykorzystywany. Pewne geny mogą być "włączane" lub nie. Pozostaje pytanie CO włącza geny, CO decyduje o ich wyborze i doborze.

Prawdopodobnie coś spoza DNA, coś z jego otoczenia, może środowisko. I tu dochodzimy do teorii, na dziś ośmieszanych, Ruperta Sheldrake'a, który powiada iż istnieje rodzaj pamięci i świadomości na podobieństwo pól (np. magnetycznych). Tak tłumaczy stadne zachowania organizmów, niektóre procesy uczenia się, czy nawet "psychologię tłumu", gdy człowiek wchodząc w taki "tłum" zaczyna czuć, myśleć, postrzegać rzeczywistość i działać, podobnie jak reszta, jakby z tłumem związane było pewne pole emocji oddziaływujące na jego członków.

I tu dochodzimy do pierwszych akapitów komentowanego tekstu. Wygląda na to, że potężnieje pewne pole, pole wzorców zachowań, z którymi mamy do czynienia. Te zachowania tłumaczone są zależnościami ekonomicznymi, procesami społecznymi i być może częściowo coś to wyjaśnia. Faktem jednak jest, że mamy do czynienia z "wściekłością". Z pewną emocjonalną postawą, która na początek deprecjonuje drugiego człowieka. To dlatego jego argumenty, a pewniej osoba, zostaną wyśmiane, wyszydzone czy zaatakowane.

Dla tego typu coraz powszechniejszych postaw ich wyraziciele nie mają uzasadnienia, stąd ataki, szyderstwa, cokolwiek, co emocjonalnie wesprze przejawianą postawę. Rozum nie ma tu nic do rzeczy.

Więc możemy założyć, że to "pole" Sheldrake'a, które kształtuje ludzi, się rozszerza. Zmienia ich percepcję, odczucia, postawy. Ludzie zachowują się i postrzegają inaczej. Zgodnie z wzorcem, który z nimi "rezonuje".

Nie tyle więc ważne, od jakiego przodka pochodzimy, bo nie ma drzewa życia tylko jest splątana jego sieć. Ważne z jakim wzorcem osobowym rezonujemy. Można by tu nawet pociągnąć wątek religijny.

Skutkiem oddziaływania takiego wzorca jest erozja i atrofia relacji międzyludzkich, które sprowadzone do różnych form "wściekłości" (tu tak literacko) stawiają człowieka przed wyborem: rezygnacja z relacji albo zmiana (wejście w rezonans) z owym ogólnym rozwijającym się polem/wzorcem.

To oczywiście czyste i niepoważne spekulacje :) Tak, żeby się pogimnastykować :)

oto Krzych Adam

Rzeczywiście. Bardzo słuszne uwagi.

Owe "tree of life" jest najwyraźniej hipotezą nie do końca słuszną, gdyż lateralny transfer genów jest rzeczą pewną. I mającą ogromny wpływ na to co nazywane jest ewolucją. Stąd sensowne jest mówienie raczej o "web of life". Jednakże nawet w tej sytuacji istotne jest, przynajmniej dla podniesionego przeze mnie pytania, że podstawowym mechanizmem przekazywania genów pozostaje otrzymywanie ich od przodków.

oto baba jag

Oczywiście ,że wiedzą

Wygląda na to, że naukowcy dobrze wiedzą, że drzewo życia nie istnieje i mechanizmy ogłoszone przez Darwina w rzeczywistości nie przebiegają tak, jak on myślał

ponieważ teoria Darwina sensu stricto jest nieprawdziwa z bodajże czterech powodów. Mam taką prośbę,żeby nie opisywać Teorii Ewolucji poprzez nieprawdziwą Teorię wymyśloną przez Darwina. Znaczenie Teorii Darwina jest tylko i wyłącznie historyczne i to jest teza z drugiej połowy XX wieku.

Pańskie twierdzenie brzmi mniej więcej tak. Teoria Tektoniki jest nieprawdziwa gdyż procesy nie przebiegają tak jak myślał Suess. Iluż to fachowców od Teorii Ewolucji posiada ten kraj, a bzdury gościa na wózku o czasoprzestrzeniach łykają prawie wszyscy.

oto Marek Bekier

Można powiedzieć, że uchwycił

Można powiedzieć, że uchwycił Pan sedno sprawy: krytykowanie starych teorii naukowych tak jak gdyby były one niezmienną częścią najnowszej nauki nie jest sensownym zajęciem. Z drugiej strony zrobił Pan to w taki sposób, że zrozumieją tylko hobbyści zajmujący się wieloma dziedzinami nauki na raz i do tego część z nich zaraz skoczy Panu do gardła bo ma Pan zbyt emocjonalny stosunek do niektórych naukowców.
Uzasadniam.
1. Mało kto, poza ludźmi zajmującymi się biologią, odróżnia teorię Darwina od obecnego kształtu teorii ewolucji.
2. Mało kto odróżnia naiwny kreacjonizm od teorii inteligentnego projektu.
3. O teorii tektoniki (wydaje mi się, że niepotrzebnie pisze Pan z wielkiej litery ale chętnie zmienię zdanie gdy mnie Pan przekona) jakieś tam pojęcie ma wąska grupa fachowców (ja do niej nie należę).
4. Gość na wózku (wiem o kogo chodzi ale skoro Pan nie podał nazwiska to trzymam się konwencji) wprawdzie plecie bzdury o różnych zagrożeniach cywilizacji ale jego czasoprzestrzenie mają podbudowę matematyczną trudną do obalenia. Inna sprawa, że jest kilka teorii alternatywnych równie dobrze opartych o matematykę.

oto Zbyszek S

@Marek Bekier

"krytykowanie starych teorii naukowych tak jak gdyby były one niezmienną częścią najnowszej nauki nie jest sensownym zajęciem."

Mam prośbę o wyjaśnienie: Co to jest stara teoria naukowa w rozumieniu ewolucji i od kiedy datuje się nowa? Bo cytat jaki przytoczyłem omawia badania dostępne w roku 2009.

Może Pan coś napisać o tej nowoczesnej teorii ewolucji? Tak w trzech zdaniach? I o różnicach w stosunku do poglądów Darwina? Bo te były jasne, mutacje są przypadkowe, są dziedziczone (drzewo życia), a pozostają z owej rozmaitości te, które najlepiej są dostosowane do otoczenia.

Co na ten temat mówi "nowoczesna teoria ewolucji"?

oto Marek Bekier

Mój zarzut nie dotyczył Pana

Mój zarzut nie dotyczył Pana tylko przewijającej się tendencji w dyskusjach do ustawiania sobie krytykowanych poglądów w wygodny sposób. Najczęściej to ustawienie polega na obalaniu teorii, która już dawno jest obalona, zmodyfikowana, udoskonalona itd, itp. W Tym wątku sekwencję zdarzeń widzę tak:
1) P. Krzych Adam zapytał pochodzenie człowieka i małp współczesnych od jakiegoś wspólnego przodka motywując to pytanie zwykłą ciekawością.
2) Pan trochę na własne ryzyko a trochę podpierając się współczesnymi badaniami naukowymi postawił tezę, że istnienie drzewa życia jest cokolwiek ryzykowną teorią.
3) P. Baba Jag zasugerował, ze owo drzewo życia w ogóle się do niczego nie nadaje, z tym, że zrobił to w charakterystyczny dla siebie sposób, nieco prowokując.
4) Ja w sumie pochwaliłem wszystkich Panów co najmniej za dociekliwość.

oto baba jag

mam taką prośbę

zanim zacznę coś pisać więcej proszę się ustosunkować do własnego tekstu:

mechanizmy ogłoszone przez Darwina w rzeczywistości nie przebiegają tak, jak on myślał

oto baba jag

Proszę po raz kolejny

do poglądów Darwina? Bo te były jasne, mutacje są przypadkowe, są dziedziczone

nie pisać nieprawdy na temat Teorii Darwina i nie obalać tejże teorii poprzez jej ewidentne luki,których wszyscy zajmujący się problemem są świadomi. Ileż razy można powtarzać. Teoria Darwina rozumiana jako pierwowzór jest NIEPRAWDZIWA

Darwin uważał, ze osobniki przekazują swe cechy następnym pokoleniom, ale nie potrafił tego wyjaśnić.

Wygląda na to, że naukowcy dobrze wiedzą, że drzewo życia nie istnieje i mechanizmy ogłoszone przez Darwina w rzeczywistości nie przebiegają tak, jak on myślał

Jak widzę autor tej złotej myśli nie ma zamiaru się ustosunkować do swoich przemyśleń.

Więc o tym to ja wiem już tak ca od 30 lat , a może i dłużej.

oto Gringo

Iluż to fachowców od Teorii

Iluż to fachowców od Teorii Ewolucji posiada ten kraj

I na tym można w sumie zakończyć dyskusję, bo im dalej w las tym może być tylko zabawniej.

oto baba jag

Mało kto, poza ludźmi

Mało kto, poza ludźmi zajmującymi się biologią, odróżnia teorię Darwina od obecnego kształtu teorii ewolucji.

Są jeszcze paleontologowie i geologowie.

O teorii tektoniki (wydaje mi się, że niepotrzebnie pisze Pan z wielkiej litery ale chętnie zmienię zdanie gdy mnie Pan przekona) jakieś tam pojęcie ma wąska grupa fachowców (ja do niej nie należę).

Mogę pisać małą,to kwestia tylko formalna. Skoro TE piszę dużą to TK też. Zreszta znaczenie obu tych teorii jest rewolucyjne.

ale jego czasoprzestrzenie mają podbudowę matematyczną trudną do obalenia

I tu niestety jest Pan w błędzie. Matematycznie można udowodnić wiele bzdur łącznie z przestrzeniami dwustu wymiarowymi.
Podstawa teorii czasoprzestrzeni istnieje tylko dlatego,że ktoś traktuje czas jako wymiar,natomiast czas w sensie fizycznym najprawdopodobniej nie istnieje. Niestety te teorie i te tezy są skrzętnie ukrywane. Ta cała zabawa semantyczna z czasem wynika z kolejnego idiotyzmu,czyli nierozumienia dwóch Teorii Względności,czego kwintesencją jest twierdzenie,że dwa fotony oddalają się od siebie z prędkością "c" mimo,że prędkość każdego z nich równie wynosi "c". Nie raz spotykałem się z takim twierdzeniem i przekonanie kogokolwiek,że to nieprawda jest po prostu niemożliwe. Tak samo zresztą ten nieszczęsny "czas", a właściwie nie czas, tylko "czasy" No bo ,który czas? Biologiczny,mechaniczny, atomowy,a może czas klepsydrowy,albo wodny. Na ten przykład przy braku grawitacji czas klepsydrowy nie płynie,a więc zgodnie z ta ogólną teorią czasu klepsydrowego w przestrzeni kosmicznej czas stoi w miejscu i bliźniak wysłany na orbitę jest młodszy po powrocie od tego co został na Ziemi o.. powiedzmy 15000 klepsydr.
Reasumując, jeżeli nie ma czasu to nie ma i czasoprzestrzeni i te wszystkie Noble, z tym związane są tak naprawdę NIC nie warte. Ma kolosalne znaczenie dla podróży miedzygwiezdnych i ich praktycznej niemożliwości na skalę większą niż 10 lat świetlnych.

zaraz skoczy Panu do gardła

Niech skaczą, bardzo mnie to cieszy.

Na koniec zadam Panu pytanie. Dlaczego teorie o obcych cywilizacjach są traktowane z pobłażliwością,natomiast teorie o poprzednich cywilizacjach technicznych są już na wstępie odrzucane jako nieprawdziwe. Dlaczego o tym ostatnim zagadnieniu powstała tylko jedna powieść fantastyczno naukowa,a o tamtych jest ich nieskończona ilość. Wygląda tak jakby pewne pomysły były specjalnie wyciszane.

oto Ireneusz

A to chyba osobiście Pan Najwyższy?

Wygląda tak jakby pewne pomysły były specjalnie wyciszane.

Na pewno tak, bowiem skoro coś ludzi nie interesuje, to i nie powstają pomysły :-)
Ingerencja boska, udowodniona organoleptycznie przez "babę jag" ;-)

oto chłop jag

No bo ,który czas?

No bo ,który czas?

Czas jako narzędzie - w które Bóg wyposażył człowieka na czas jego pobytu na Ziemi.
Wnoisek?
Czas tworzy człowiek.

oto Kmieć

No, no... Chłopie Jagu...

"Czas tworzy człowiek."

Dokładnie.
Potwierdza to "zasada nieoznaczoności Heisenberga".
W skrócie: fakt obserwacji tworzy obserwowalne.

oto chłop jag

Pytanie o pochodzenie od

Pytanie o pochodzenie od wspólnego przodka.

Skąd ta pewność, że wszyscy ludzie żyjący obecnie na Ziemi mieli tego samego przodka - tołażysze?
Wniosek?
Tacy np. pupile szatana obraziliby się na takie dictum - tołażysze.

oto Krzych Adam

Tu należałoby wrócić do tego, że rozprawiamy o hipotezie.

Którą niektórzy nazywają teorią. I do rozległości owej hipotezy składającej sie z ogromnej liczby tez, o bardzo zróżnicowanym stopniu naukowego udowodnienia.

W chwili obecnej powszechnie przyjmuje się i za tym stoją poważne przesłanki tezę o tym że te siedem miliardów ludzi żyjących dziś na Ziemi, pochodzi w całości od wspólnych przodków. Jest to na pewno więcej niż robocza teza albowiem znajduje potwierdzenie we współczesnych badaniach genetycznych. Są one prowadzone na chromosomie Y i na mitochondrialnym DNA. Z nich wynika że istnieli w przeszłości zarówno praojciec wszystkich dzisiejszych mężczyzn – genetyczny Adam jak i pramatka wszystkich ludzi – genetyczna Ewa. Nasi genetyczni przodkowie nie byli jednak, jak można by podejrzewać, konkretnymi osobami, których kości czy inne pozostałości moglibyśmy dziś odnaleźć. Funkcjonują jako pojęcia, teoretyczne koncepcje obrazujące przebieg ewolucji człowieka.

Rozróżnienie: praojciec wszystkich dzisiejszych mężczyzn – genetyczny Adam i pramatka wszystkich ludzi – genetyczna Ewa wynika z tego że poszukiwanie mitochondrialnej Ewy, czyli przodka w linii żeńskiej wszystkich ludzi, polega na porównywaniu profilu genetycznego (mitochondrialnego DNA) przypadkowych dawców oraz ustalaniu stopnia podobieństwa i różnicy pomiędzy poszczególnymi genami. Dzięki temu naukowcy potrafią ustalić stopień, w jakim dwóch różnych dawców jest ze sobą spokrewnionych. Na podstawie DNA mitochondrialnego nie można przeprowadzić podobnych badań w poszukiwaniu "praojca Adama", ponieważ to DNA przekazywane jest wyłącznie po linii matki. Robi się to badając chromosom Y występujący jedynie u mężczyzn.

Oszacowane zostało, że najpóźniejszy możliwy okres życia na Ziemi wspólnego przodka wszystkich mężczyzn to ok. 120 tys.-156 tys. lat temu, a pramatka całej ludzkości żyła pomiędzy 99 tys. a 148 tys. lat temu. Podkreślić jednak należy i dlatego powtarzam coś już wcześniej napisanego: ci nasi genetyczni przodkowie funkcjonują jedynie jako pojęcia, teoretyczne koncepcje obrazujące przebieg ewolucji człowieka.

oto JJerzy

Skoro tak sobie ...

... teoretyzujemy, choć przyznać muszę, że wygląda to raczej na porównywanie kto znajdzie bardziej uczony cytat, to ja spytam o klasyczny dylemat: jajko, czy kura, czyli, w tym przypadku, nawet jeśli mówimy o pojęciu ... Kto był matką tego ... pojęcia? O ojca nie pytam, bowiem jak z powyższego widać, nie trzeba Seksmisji, aby rozważać pojawienie się samca i samicy tego samego gatunku w "odległości" czasowej ok. 20 tys. lat. Rozumiem, że - pojęciowo oczywiście - seks uprawiali korespondencyjnie (bo o geografii też nic tu nie ma), a przez te 20 tys. lat to wyłącznie ... dzieworództwo (czy też może nadal z innym człekokształtnym, przy starannym doborze mutacji genów).
Aaaa .... Byłbym zapomniał. Czy jak to ... pojęcie rozmnażało się przez 20 tys. lat bez chłopa, to rodziły się same dziewczynki?

oto Krzych Adam

Hmm, czy ja wiem?

Skoro odrębnie określone przedziały oszacowanych okresów przebywania na tym świecie obojga naszych prarodziców się zazębiają, to nawet jeśli nie traktujemy ich jako pewne pojęcia, teoretyczne koncepcje obrazujące przebieg ewolucji człowieka, a jako rzeczywiste osoby to może nie musieli sobie przekazywać genetycznego materiału do jego połączenia korespondencyjnie, ale zwykłą metodą stosowaną i dziś (w znakomitej wiekszości przypadków przynajmniej). Co do geografii to mówi się o stosunkowo nie tak zapewne wielkim obszarze gdzieś w Afryce.

oto JJerzy

Mnie wcale ...

... nie chodziło o wskazanie ... metody rozmnażania tych osamotnionych istot, ale o to aby ukazać bezsensowność takich ... garbatych rozważań, moim zdaniem, pseudonaukowych. Jak bowiem można, zupełnie bezkrytycznie, wskazać różne przedziały czasu funkcjonowania osobników tego samego gatunku a różnych płci. Przyzna pan, że przebiega to raczej obok logiki i to bardzo daleko. Nawet jeśli, jak pan próbuje to tłumaczyć, jest to wskazanie jedynie służące pewnej teorii.
Zresztą te wszystkie ... teorie rodzą inny problem, zupełnie pomijany. Mianowicie: ile (w sztukach) tej "teorii" się wyrodziło jako wynik zbliżenia ... wersji wcześniejszej? Jedna? to z kim się rozmnażała. Więcej niż jedna? A jakim cudem, jeśli to ma być wynik jakiejś unikatowej mutacji. I tak można w nieskończoność.

oto Krzych Adam

Obawiam się, że nie przyznam.

I wcale nie dlatego, żebym był jakoś bardzo niezgodnym człowiekiem. Ja po prostu nie pojmuję pańskich zastrzeżeń.

Dokonano, w zupełnie odrębnych procesach badawczych oszacowania w jakim okresie żyli odpowiednio męski przodek wszystkich mężczyzn i żeński przodek wszystkich osób płci obojga. W wyniku tego oszacowania otrzymane zostały nieidentyczne ale zazębiające się okresy.

Zatem nie wykluczają te oszacowania nawet tego, że DNA-mitochondrialna Ewa i Y-chromosomalny Adam żyć razem i stanowić rodziców całej ludzkości. A przecież nie jest wymagane by tak było. Proszę sobie wyobrazić, że Adam był dziadkiem, czy pradziadkiem Ewy. Ale wszystkie jego wnuczki z jego związku z babką Ewy z wyjątkiem samej Ewy wywędrowały w ramach szukania lepszych warunków życia ze swymi mężczyznami do sąsiedniej doliny, gdzie miała miejsce powódź pewnego roku i wszyscy zginęli. Zatem wspólnym żeńskim przodkiem całej ludzkości mogła być kobieta, która nawet nigdy nie znała wspólnego męskiego przodka wszystkich mężczyzn, bo jej dziadek nim będący zmarł jeszcze przed jej urodzeniem.

BTW, co do pańskiej ironii na temat "cytatów" w poprzednim wpisie. Pan nie sądził mam nadzieję, iż ja twierdzę, że ja to sam wszystko wymyśliłem, bom taki genialny? Jeśli tak, to prostuję. To o czym piszę powstało w głowach mądrzejszych ode mojej. Ja jedynie zapoznałem się z tym i to referuję

oto chłop jag

praojciec wszystkich

praojciec wszystkich dzisiejszych mężczyzn – genetyczny Adam i pramatka wszystkich ludzi – genetyczna Ewa

Tak to jest, że naukowcy badają skafander (ciało człowieka) - bo nie są w stanie badać bytu (inteligentna energia), któremu służy ten skafander w czasie pobytu na Ziemi.
Wniosek?
Obawiam się, że Niebo nie zasiedla wszystkich skafandrów na Ziemi - bo część tych skafandrów zasiedla Piekło - tołażysze.

oto Mar.Jan

Ja nie mam problemów ze stwierdzeniem, że przodkiem

człowieka były jakies prastare małpy.
Wiecej powiem. Wszystko wskazuje na to, że człowiek ma wspólnego przodka również ze zwykłymi drożdżami używanymi do pieczenia!
Jesli kogoś to zdumiewa, niech przeczyta książkę von Ditfurtha "Nie tylko z tego świata jesteśmy".
Dla niedowiarków poniżej wywód autora, dośc długi, ale konieczny, aby zachowac tok logicznego rozumowania:
Cytuję:

Przyroda ożywiona jest nie mniej konserwatywna niż skorupa ziemska.
Zachowuje również ślady swojej przeszłości przez niemal dowolnie długie okresy czasu. Przyczyna tego jest ściśle związana z jej istotą: każdy decydujący "wynalazek" dokonany na Ziemi przez życie stanowi realizację tak nikłej szansy, traf tak szczęśliwy, że przyroda trzyma się go z całym uporem, jakim dysponuje dzięki mechanizmowi zwanemu "dziedziczeniem".
Mechanizm ten jest czymś w rodzaju pamięci, magazynem wszystkich sukcesów, jakie życie kiedykolwiek osiągnęło. Klęski popadają w zapomnienie. Kod genetyczny nie przechowuje żadnego błędu. W tym właśnie tkwi przyczyna, że przyroda niczego się nie uczy na swoich błędach, że niczym dziecko niezdolne do nauki powtarza je wciąż od nowa bez względu na wszelkie niepowodzenia w przeszłości.
(...)
Dziedziczenie" nie oznacza przecież nic innego niż to, że życie może sobie oszczędzić trudu odkrywania w każdym pokoleniu od nowa każdego urządzenia w organizmie potrzebnego do przetrwania. Byłoby to przecież nierealne, w pełnym znaczeniu tego słowa śmiertelne założenie. To, że życie tak długo już istnieje na powierzchni ziemskiej, jest możliwe tylko dzięki temu, że jest zwolnione od spełnienia tego warunku. Troszczy się bowiem o to genetyczny mechanizm przenoszenia zwany przez nas "dziedziczeniem" w ten sposób, że magazynuje wszelkie potrzebne do życia funkcje i struktury w postaci "kodu" i "przekazuje" z pokolenia na pokolenie.
Dziedziczenie nie jest niczym innym, jak pamięcią ewolucji, można by rzec, że stanowi genetyczną tradycję. Otóż kolejność – a tym samym zbliżamy się o krok dalej do sedna sprawy – włączenia do genetycznego kodu struktur i funkcji składających się na plan budowy istoty żywej musi podlegać zasadzie określonego priorytetu. Jeśli dany gatunek ma za sobą historię rozwoju liczącą miliony lat i pokoleń, należy oczekiwać, że będzie magazynował funkcje o podstawowym, żywotnym dla osobników znaczeniu wcześniej niż jakiekolwiek specjalizacje, może nawet charakterystyczne dla obecnej konstytucji gatunku.
Jest to rzecz banalna: zanim można sobie pozwolić na luksus sprawienia sobie skrzydeł, czułków czy innego wyposażenia specjalnego, trzeba najpierw zapewnić elementarne funkcje służące utrzymaniu życia, jak na przykład przemianę materii. "Generalia" życia muszą zostać zaspokojone wcześniej niż wszystkie inne sprawy wyposażenia przekraczające to, co niezbędne. Jest to więc istotnie rzecz całkowicie banalna, ale dla naszego toku rozumowania wynika z niej pewien decydujący wniosek.

Niewątpliwie istnieją funkcje życiowe tak elementarne, że można je odnaleźć we wszystkich formach życia. Należą do nich na przykład funkcje przemiany materii potrzebne do przyjmowania i przetwarzania energii. Nie można sobie wyobrazić żywej istoty, która nie byłaby w stanie ciągłej wymiany energii ze swoim środowiskiem.
Gdyby więc udało się znaleźć molekularne nośniki funkcji, swoiste dla określonych procesów przemiany materii, można by wyprowadzić stąd hipotezę, której sprawdzenie pozwoliłoby na jednoznaczne rozstrzygnięcie pytania o realność ewolucji biologicznej na Ziemi. Jeśli bowiem istnieją tego rodzaju swoiste nośniki funkcji elementarnych procesów biologicznych, to – jeżeli ewolucja jest faktem – powinno się je odnaleźć w identycznej formie u wszystkich dzisiaj żyjących istot, od jednokomórkowca począwszy a na słoniu skończywszy. Tak być powinno po prostu dlatego, że są one odpowiedzialne za funkcje życiowe tak podstawowe, że musiały już powstać w czasie, w jakim jeszcze nie rozpoczęło się ewolucyjne rozszczepienie potomków prakpmórki na różnorodne występujące obecnie linie rodowe!
Otóż takie swoiste nośniki funkcji, właściwe dla najbardziej elementarnych procesów życiowych, rzeczywiście istnieją. Są to tak zwane enzymy, cząsteczki o skomplikowanej budowie, wyzwalające w zależności od swej indywidualnej struktury określone pojedyncze etapy przemiany materii. I istotnie odnajdujemy je we wszystkich, bez żadnego wyjątku, formach życia, które dotąd pod tym względem zbadano. Od słonia począwszy a na jednokomórkowcu skończywszy, od człowieka aż do ziarna pszenicy na polu.

W związku ze swoją skomplikowaną budową każdy enzym jest wyraźnie odróżniającą się "indywidualnością molekularną", tak że można go zidentyfikować absolutnie bezbłędnie w najrozmaitszych organizmach. Natknęliśmy się więc tutaj, innymi słowy, znowu na stosunek podobieństwa, tym razem na poziomie molekularnym. Fakt, że to molekularne podobieństwo najwyraźniej dotyczy wszystkich istniejących form życia, dowodzi, że są one wszystkie ze sobą spokrewnione. Wszystkie należą do jednolitego drzewa genealogicznego obejmującego całe życie na Ziemi. Ewolucja jest więc zjawiskiem realnym!
Nie możemy naturalnie poprzestać na tym twierdzeniu. Waga tej wypowiedzi ma tak wielkie znaczenie dla toku naszego rozumowania, że musimy szczegółowo rozwinąć tę argumentację w odniesieniu do cząsteczki odpowiedniego enzymu.
Dla przykładu posłużymy się enzymem zwanym przez uczonych "cytochromem c".2 Zobaczymy przy tym, że "fosylny" charakter tej cząsteczki wynika właśnie ze znikomych różnic występujących między jej kopiami u rozmaitych gatunków
zwierząt i roślin, jakkolwiek po wszystkim, cośmy tu powiedzieli, brzmi to w pierwszej chwili paradoksalnie.
O tym, że cytochrom c jest "prastary", świadczy jego elementarna funkcja (przenoszenia tlenu we wnętrzu komórki). Fakt, że pełni on we wszystkich formach życia tę samą funkcję według takiej samej zasady, dowodzi ich uniwersalnego pokrewieństwa, ich pochodzenia od jednego jedynego wspólnego przodka, od "prakomórki", która odkryła tę funkcję przed bardzo dawnymi czasy, po czym mechanizm dziedziczenia przekazywał ją wszystkim następcom. Natomiast znikome odchylenia w cząsteczkach cytochromu c w zależności od gatunku, od jakiego pochodzą, mówią nam ponadto także jeszcze o przebiegu tych dziejów, pozwalając nam teraz zrekonstruować nie tylko tempo, w jakim dokonywał się rozwój, lecz także moment rozwidlania się pojedynczych gałęzi oraz miejsca na drzewie genealogicznym, w którym to nastąpiło.
(...)
Enzymy są ciałami białkowymi i – jak wszystkie białka – składają się z aminokwasów. Składem samego aminokwasu (kwasu organicznego zawierającego azot) nie musimy się tutaj zajmować. Ważne natomiast jest to, że spośród wszystkich stu lub więcej aminokwasów, jakie chemik mógłby sobie wymyśleć bądź wyprodukować w swoim laboratorium, tylko dwadzieścia występuje w ziemskich żywych organizmach. Wszystkie rodzaje białka, które mogą się pojawić w jakiejkolwiek spośród istniejących na Ziemi komórek – a jest ich tysiące najróżniejszych rodzajów – składają się zawsze z takich samych dwudziestu aminokwasów jako elementów czy też kamyków budulcowych.
(...)
Enzym cytochrom c, którego budową mamy się zająć nieco szczegółowiej, jest cząsteczką łańcuchową złożoną z 104 aminokwasów.
(...)
W odróżnieniu od zwykłego klucza swoistość, a zatem pewność, z jaką cytochrom c wywołuje (czyli "otwiera") określoną i wyłącznie tę jedną chemiczną reakcję przemiany materii, można wyrazić w konkretnych liczbach. Jak pamiętamy swoistość ta odpowiada prawdopodobieństwu (względnie brakowi prawdopodobieństwa) czysto przypadkowego istnienia tej samej formy klucza gdziekolwiek indziej. Otóż, jeśli chodzi o cytochrom c, prawdopodobieństwo to jest równe zeru!
Można to łatwo udowodnić. Prawdopodobieństwo czysto przypadkowego "powtórzenia" równałoby się konkretnej szansie przypadkowego powstania charakterystycznego dla cytochromu c wzoru kolejności aminokwasów tworzących jego "łańcuch" (a więc jego "sekwencji aminokwasów"). Mówiąc prościej: ile razy trzeba by wrzucać do korytka 104 paciorki w dwudziestu właściwych kolorach (odpowiadających 104 aminokwasowym kamykom budulcowym enzymu), aby przypadkowo ułożyły się tam obok siebie w kolejności zgodnej z oryginałem?
Odpowiedź będzie dokładna, wyrażona ścisłą liczbą. Jest akurat 20^104 rozmaitych możliwości ułożenia dwudziestu różnych elementów w łańcuchu składającym się z 104 członów. Kolejność tych elementów w cytochromie c jest jedną jedyną z tych możliwości. Zatem prawdopodobieństwo powtórzenia jej przez czysty przypadek wynosi l : 10^130.
Jest to niezbity dowód na to, że enzymowy klucz cytochrom c ani na Ziemi, ani w całym Kosmosie nie mógł powstać drugi raz w wyniku czystego przypadku. Od początku świata, od prawybuchu, upłynęło dopiero 10^17 sekund (tak wielkie są wartości wykładników potęgi!). Gdyby więc w każdej sekundzie, która upłynęła od początku świata, po jednym razie rzucano 104 paciorkami niczym kostkami, dzisiaj byłoby dopiero najwyżej 10^17 wariantów łańcucha złożonego z 104 członów. Bez wątpienia nie byłoby wśród nich jeszcze łańcucha cytochromu c. Nawet gdyby każda spośród wszystkich występujących w całym Wszechświecie cząsteczek reprezentowała inny wariant stuczteroczłonowego łańcucha, nawet wtedy można być pewnym, że w całym Kosmosie nie byłoby jeszcze ani jednej cząsteczki cytochromu c, skoro we Wszechświecie istnieje tylko około 10^80 atomów.
Każdy musi więc przyznać, że w tych warunkach z dostateczną pewnością można wykluczyć możliwość czysto przypadkowego powtórzenia się tej szczególnej cząsteczkowej sekwencji aminokwasów na stosunkowo ograniczonym obszarze powierzchni ziemskiej. Mimo to jednak raz po raz natykamy się na nią – a był to przecież punkt wyjściowy naszego tematu – mianowicie u wszystkich istot żywych na Ziemi, które dotąd pod tym względem zbadano: nie .tylko u nas, lecz również u małp, psów, mrówek, u ryb, żab i motyli, podobnie jak w pleśniakach, w pszenicy i najzwyklejszych drożdżach piekarnianych.

oto Mar.Jan

Von Ditfurth opisywal stan wiedzy sprzed 50 lat, a mimo to

do dzisiaj większośc ludzi o tym nawet nie słyszała!
Ale za to wszyscy wygłaszaja pełne przekonania poglądy, ze jest tak albo inaczej i gotowi sa nawet do rękoczynów, gdy kots ma inne zdania. a jak nie do rękoczynów, to do traktowania każdego o innym poglądzie jak imbecyla. (Imbecyl - znacznie gorzej od debila)

oto Mar.Jan

ha ha ha! Źle gada? tak?

No to napisz, jeden z drugim mądry inaczej, co jest źle!
Gdzie się pomylił von Dithurth.
Durnie. Stawiaja minusy bo nie potrafia nawet prostego wywodu zrozumieć.
Przekonywanie idiotów to nie moja domena.

oto JJerzy

Ileż intelektu błysnęło ...

... wokół tak zabagnionego tematu. Cały ciąg "zdarzeń", od wielkiego bum, do fenomenu istoty ludzkiej, opisywany przez rozliczne stada dywagatorów, składa się z nieskończonego wręcz ciągu zdarzeń, z których prawie każde jest tak mało prawdopodobne, że uznać je można za nieprawdopodobne. Ale to nic. Dywagatorzy uważają, na zasadzie, że jak logika jest sprzeczna z oczekiwaniami dywagatorów, to tym gorzej dla logiki, że pomimo iż każde z tych zdarzeń jest niemal nieprawdopodobne, to tak się porobiło, że ogromny ciąg takich zdarzeń wziął i wystąpił. A co!!!
To jest taka specjalna metoda prowadzenia wywodów naukowych. Brylują w niej historycy akademiccy. Ja ją nazywam Metodą na Janka. W moim dzieciństwie, w słusznie zamierzchłych czasach, był sobie taki film o czterech czołgistach i psie. Tamto, jeden z głównych bohaterów, w pierwszym odcinku jest egzaminowany z umiejętności strzeleckich. Na trzy strzały robi dwie dziurki. Zapewne, jak też przekazuje nam twórca filmu, dwie "kulki" przeleciały przez jedną dziurkę. Ciekawe jest jednak jak Janek, bo to on strzelał, przekonuje o swym kunszcie strzeleckim: kopie za tarczą w wale (ważne: wał jest silnie nasłoneczniony), wykopuje garść "kulek", wybiera trzy takie same i ... pokazuje je jako dowód, co zostaje uznane, bo ... "są jeszcze ciepłe". W metodzie Na Janka" nie jest istotne, czy ma on rację. Może ma, a może nie ma. Ważne jest, że wybrał sobie "argumenty", które "zostały uznane".

oto Mar.Jan

Był pan kiedys w wojsku i na strzelnicy?

Kulki świeżo ugrzęzłe w kulochwycie ie sa ciepłe od słońca. Sa gorące. Nie od palącego sie w komorze nabojowej prochu. Od zamiany energii kinetycznej w ciepło.

oto Mar.Jan

Skoro już temat się zminiel to co mi tam...

Pocisk kumulacyjny np. działa tak, że gdy ugrzężnie np. w pancerzu czołgu, to wydziela tyle enrgii, że roztapia się razem z wytopieniem dziury w pancerzu i chlusta do środka falą roztopionego metalu oraz uderzeniem cisnienia. Nikt żywy nie prawa w środku zostac po takim trafieniu. Nierzadko również wszystkie pociski czołgowe wewnątrz eksplodują i z czoługu zostają farfocle porozrzucane na sporej przestrzeni.

To tyle na temat porównania z ogrzewaniem pocisków słoneczkiem.

oto JJerzy

Pan się nie podnieca ...

Więcej, być może, sobie w życiu postrzelałem niż pan, a w każdym razie wystarczająco dużo, aby stwierdzić, że porównanie pocisku kumulacyjnego z "kulką" z mosina dowodzi, że nie za bardzo wie pan o czym mówi.
A tak poza tym ... Weź pan wysil mózgownicę i zrozum przekaz, zamiast podniecać się swoją, wątpliwą, erudycją i ... chlustać nam nią tu jak tym wyimaginowanym metalem.

oto elvis

Panie Krzychu Adamie,

Proszę spojrzeć na tę kwestię z jedynie realnej perspektywy atomowej, a dokładniej, kwantowej, gdzie na ogromnych przestrzeniach między pulsującymi punktami energetycznymi zachodzi subtelne oddziaływanie OMB (odwiecznej mocy boskiej). Rychło okaże się, że wspólnym przodkiem wszystkiego co istnieje jest Stwórca, już w momencie "Wielkiego Wybuchu", a wszystkie hipotezy i teorie na poziomie bio okażą się bezprzedmiotowe.

Równie dobrze mogę stwierdzić i udowadniać, że np małpy pochodzą od człowieka, w sensie biologicznym jako skutek błędnych mutacji genów, a w sensie etycznym jako skutek negowania lub odporności na działanie Bożej Miłości, wciąż ( w każdym momencie) stwarzającej Wszechświat od nowa.

oto baba jag

ewolucjonizm jest

albo był na 4 roku, a geologia dynamiczna i podstawy paleontologii na pierwszym. Może więc zamiast rzucać się na głęboką wodę zaczniemy od podstaw.

Takie proste zagadnienie z geologii dynamicznej, jak powstaje skała zwana granitoidem?

oto elvis

Mój nauczyciel

mawiał: ewolucjonizm to taki sposób przejścia z drzewa do chlewa...

oto Krzych Adam

@ p. Elvis.

Nie wiem co sądzić o tym ostatnim pomyśle. Skądinąd to interesujące jest na pewno. Jeśli bowiem negowanie Bożej Miłości, bądź odporność na jej działanie prowadziłoby do błędnych mutacji genów to należałoby oczekiwać wyewoluowania wszelkich bezbożników, a kto wie może i heretyków w koczkodany albo inne podobne stwory? Niestety, jak sie zdaje paleontología zaprzecza takiej możliwości.

Co do reszty również są to bardzo ciekawe uwagi, ale jak dla mnie nieco za bardzo rozszerzają temat. Szersza perspektywa to dobra rzecz, ale może doprowadzić do pominięcia istotnych szczegółów, które znikna z pola widzenia. Wolałbym zatem pozostać przy człowiekowatych, no co najwyżej jeszcze bym włączył te mniejsze, długorękie hominoidy.

oto elvis

Pan troglodytes jednak

jest jakimś panem, a koczkodan mógłby co najwyżej być jego psem.

oto Janusz Sanocki

Jaka ewolucja?

Teoria ewolucji jest sprzeczna z II zasadą termodynamiki - zasadą powszechnie obowiązującą w przyrodzie. ("ciepło przepływa zawsze z ciała o temperaturze wyższej do ciała o temperaturze niższej", a entropia w układzie rośnie.)
W świetle tej zasady nie jest możliwe samoczynne przekształcenie się prostych form, w formy bardziej zorganizowane. Byłoby to sprzeczne z zasadą wzrostu entropii.
Gdyby ewolucja działała to w przeciągu ostatnich 200 lat badań naukowych mielibyśmy jakieś jej dowody. Coś by przyrosło - jakiś nowy gatunek ze starego. A tu nic. Nawet ilość gatunków się zmniejsza a nie rośnie. Ewolucja to bajka.

oto Dubitacjusz

Błędne argumenty dwa

Wzrost entropii dotyczy przyrody nieożywionej, a nie organizmów żywych, które organizują pobraną materię.

200 lat na przyrost gatunku to jakby mało.

oto elvis

Pan poseł J. S. właśnie o tym,

że na początku była "przyroda nieożywiona", podlegająca entropii...

oto Krzych Adam

No tak.

Jednakowoż owe "coś więcej niż tylko hipoteza", zwane teorią ewolucji zajmuje się wyłącznie materią już ożywioną. Teza z "zupą pierwotną" i powstaniem w niej białka z protein i dalej jednokomórkowców leży właściwie całkowicie na zewnątrz tej "teorii".

oto elvis

Tak, tak,

a "zupę pierwotną" łykamy wcześniej, jako "pramatkę" naszej wiedzy o życiu.
A co właściwie udowadnia, albo chociaż odkrywa ta wiedza zwana paleoantropologią? ?. Że od biegania za tygrysem szablastozębnym jakiś goryl stracił futro, czy że od myślenia o przyszłości swego potomstwa któryś orangutan wyłysiał?,
Owe "coś więcej niż hipoteza" to po prostu mocno "zabagniony" teren do błądzenia w kółko graniaste.

oto baba jag

JA naprawdę proponuję zająć

Coś by przyrosło - jakiś nowy gatunek ze starego.

się prostym granitoidem.Jak widać filozofków od metra,nawet jeden dureń dał minusa ,a idę o zakład ,że nikt nie wie jak te granitoidy powstają. Ale będą pisać o Teorii Ewolucji. Proponuje zacząć od rzeczy prostszych. Jak się zrozumie rzeczy prostsze to może się zrozumie trudniejsze. Ile razy można powtarzać,że gatunki się nie zmieniają na zasadzie nowy/stary. One się zmieniają poprzez mutacje. W teorii nie jest to jedna mutacja a wiele. To się nazywa w teorii radiacjami.Radiacje są tylko w określonych warunkach.

No i cytat z reklamy tej książki

Wiekszość ludzi akceptuje teorię ewolucji Darwina jako elementarny fakt. Jednakże skutkiem tej łatwej zgody został przed nami ukryty wieloraki wpływ ewolucji - jako idei - na nasze myślenie w wielu sprawach. Co będzie, jeśli idea ta okaże się niesłuszna? Co, jeśli "ewolucja" jest tylko hasłem maskującym to, że nauka nie wie, jak mogły powstać cuda żywego świata? Profesor prawa z Berkle

TEORIA DARWINA JEST NIESŁUSZNA.Tak więc mamy kolejnego szarlatana ,Ten będzie obalał NIESŁUSZNĄ teorię. Trudne to raczej nie jest.

Dlaczego TD jest niesłuszna:

Z pamięci piszę tezy TD:

Są to wolne i liniowe zmiany na poziomie gatunków.

No więc nie są ani wolne, ani na poziomie gatunków, ani nie są liniowe.

Jak czytam tych wszystkich filozofków o wyrzucaniu TD i kłamstwie tejże Teorii to naprawdę nie miałem świadomości,że na tym świecie jest tylu kretynów. Zajął by się jeden z drugim handlem pietruszką , an ie zaśmiecał internet swoimi wypocinami na temat nieprawdziwości NIEPRAWDZIWEJ teorii. Jakim to kretynem trzeba być aby podważać Teorię Ewolucji poprzez brak ogniw pośrednich. No fakt w TD te ogniwa być muszą, no chyba że się nie zachowały i dlatego ich nie ma..Ale w nowoczesnej teorii ogniwa pośrednie są zbędne. A i jeszcze jedno, tak naprawdę granity nie są skałami magmowymi a metamorficznymi i wszystko co pisze na temat ich genezy internet to bzdury. Więc jak ktoś chce tu obalać Teorię to niech zacznie obalać nieliniowe szybkie radiacje na poziomie genów.

oto dziadkJack

Dlaczego pomijacie prace prof. Ijona Tichego?

"Jakim to kretynem trzeba być aby podważać Teorię Ewolucji poprzez brak ogniw pośrednich."

Tacy "podważacze" nie wiedzą o zapoczątkowaniu Ewolucji przez dwóch niedbałych majtków rakietowych, Bana I Puga, którzy nie wysterylizowali zawartości sracza rakietowego przed wywaleniem jej na naszą planetę...
Ogniw pośrednich nie brakuje, tylko są stłumione przez polityczną poprawność, np. Ziondertale:
będący ogniwem pośrednim między Neandertalami a współczesnymi hazarakami:
http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?f=...

oto Kmieć

Szanowny Panie DziadkJack

Piszę jedynie w swoim imieniu.
Ponieważ nie zwykłem nabijać punktów oglądalności/odwiedzin internetowych bożnic złotopiórego rebe Michalkiewicza, to mam do Pana Szanownego pytanie:
Czy byłby Pan skłonny publikować swoje teksty (jakości tego z linki z powyższego pańskiego komentarza) tutaj na prawicy.net?
Znalazłby Pan we mnie stałego czytelnika.

P.S. Oczywiście otwartą jest kwestia, czy Administracja PN podziela moje zainteresowanie pańskim piśmiennictwem?

oto dziadkJack

A Noego udział we wstrzykiwanie ludzkich genów zwierzętom?

Szanowny Panie Kmieciu,
Artykuł p. Krzycha pobudza do myślenia,
ale dyskusja tak szeroko się waha od + do -
że zachciało mi się zażartować w punkcie 0,
żeby ktoś mnie nie uprzedził wytykając
dyskutantom pomijanie Noego, znanego zoofila,
odpowiedzialnego za wstrzyknięcie ludzkich genów
w genomy wszystkich zwierząt w ciemnościach Arki
(tylko zwierząt, bo rybami zajęli się jego synowie,
świetni pływacy...)
Miło mi, że ma Pan poczucie humoru, to jest obecnie
rzadkością w Necie.
Od dawna usiłuję się tutaj zarejestrować, bo to jest
konieczne do opublikowania czegoś ciekawego,
ale Administracja PN nawet nie odpowiada na moje
prośby, prawdopodobnie przyczyną jest taki mój post:
http://www.sfinia.fora.pl/katolicyzm,7/pytanie-lai...

Nie zrozumieli o co chodzi tak naprawdę w tym poście?
A jak Pan to odbiera? Jestem pro- czy anty-hazarakiem?
Pozdrawiam

oto admin

o rejestrowaniu

trzeba tylko przejść prosty test odróżnienia się od robotów, które ukochały naszą stronę.

Ten link? jakaś pomyłka

oto Kmieć

Szanowny DziadkJack

Rozumiem.
Jeśli się Panu uda zarejestrować na PN (ja nie jestem zarejestrowany, bo nie chcę), to niech Pan zwraca uwagę, by rugować z publikacji wulgaryzmy.
Mnie one jakoś szczególnie w oczy nie kolą, a i uważam że niekiedy są konieczne, by położyć odpowiedni nacisk w wypowiedzi.
I w sumie po to są słowa, by ich używać, ale z drugiej strony bardzo mi się podoba czystość prawicy.net od słów "nieładnych". W zalewie internetowego szamba ta konwencja jest całkiem-całkiem tutaj w tym miejscu.

Pozdrawiam.

PS. Gwoli doinformowania Szanownego Admina i ewentualnych czytelników:
Forum Filozoficzne Śfinia było swego czasu bardzo szacownym i arcyciekawym miejscem w polskim internecie. Te 10 lat temu i więcej wstecz razem z forum Prawda2.info były te miejsca siedliskiem ludzi prawdziwie myślących i ciekawych świata. Śfinia ciążyła bardziej ku "cywilizacji łacińskiej", a prawda2.info było, że tak powiem, bardziej a-abrahamowe.

Obecnie oba miejsca, można powiedzieć, umarły śmiercią naturalną. Zostały wyparte przez pejs-zbuka i blogosferę. A i publicyści i dyskutanci z tamtych zakątków co mieli powiedzieć, to powiedzieli, i wszystko to można znaleźć w archiwach.

Tak więc upraszam, by nie szydzić, bo nie przystoi...

oto dziadkJack

Co ma "Cichy" do "Tichego"?

Jestem pewien, że Stanisław Lem uważał Ijona Tichego za profesora
chyba piszemy o różnych osobach.

oto Krzych Adam

Chyba jednak nie.

Profesorami byli na przykład Tarantoga i Dońda. Tichy to podróżnik międzygwiezdny i badacz. O tytule naukowym tej postaci nic, jeśli dobrze pamiętam, nie wiemy.

oto baba jag

ziutek nie filozuj

bo jakbyś kumał czaczę to byś wiedział ,że prawdziwe nazwisko rodu Tichego brzmiało Cichy,ale zapisujący je urzędnik seplenił. Co zresztą jest opisane w podróży 28

oto Krzych Adam

Hmm, wypadałoby chyba jakoś podsumować.

Zadałem, jak mi się wydawało dość proste pytanie. Zakładając, że bazą do rozważań będzie to co nam mówią tezy owego "czegoś więcej niż tylko hipoteza", a co często jest nazywane teorią ewolucji (BTW, nie mam tu na myśli tzw. teorii darwinowskiej). Opierałem się przy tym najbardziej na stwierdzonym badaniami fakcie podobieństwa genomu człowieka najbardziej do genomu szympansa, troszkę mniej goryla, a jeszcze mniej orangutana, itd.

Już od ponad pół wieku temu, gdy po raz pierwszy mi powiedziano w szkole, że człowiek nie pochodzi od małpy, ale z małpami miał wspólnych przodków i po zauważeniu, że nie jest to pełna odpowiedź szukam ze zmienną intensywnością odpowiedzi na pytanie kim był zatem. Taki osobnik który był przodkiem kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu gatunków małp i człowieka - dziś już jednego tylko gatunku. A może właściwa jest odpowiedź inna? Na przykład że była to małpa, ale innego gatunku niż znane nam gatunki wspłczesnych małp? Albo może, że nie było takiego wspólnego przodka?

Moje zapytanie wygenerowało spora całkiem dyskusję, ale odpowiedzi nie uzyskałem. Choć być może możnaby uznać, że co najmniej jedna osoba spróbowała takiej odpowiedzi udzielić. Na pewno wyrażenie tego tak, że gatunki się nie zmieniają na zasadzie nowy/stary, a zmiany które nie są ani wolne, ani na poziomie gatunków, ani nie są liniowe, a oprócz tego przebiegają na poziomie genów bije na głowę swym intelektualnym wyszukaniem "wyjaśnienie" mego nauczyciela sprzed ponad pół wieku. Z przykrością jednak muszę stwierdzić, że nowe gatunki wszak się pojawiały, więc to najnowsze "wyjaśnienie", gdy odrzucimy całe jego intelektualne wyrafinowanie odpowiada na pytanie wcale nie lepiej niż poprzednie.

oto Equatore

@p. Krzych Adam

Ma pan wygórowane oczekiwania.
Komplet informacji potrzebny do zrozumienia dokładnego przebiegu procesu jest imponujący. Pomiędzy nami a wspólnym przodkiem naszym i szympansa, według podanych danych, będzie około 300 tysięcy pokoleń. To oznacza zbudowanie drzewa rodziców 1-ego, 2-go do 300.000 pokolenia o łącznej ilości wystąpień około 2^300.001-1. To nic, że się wystąpienia powtarzają wielokrotnie w innej części drzewa. Przecież i tak kolejność się liczy. Każdy kod genetyczny to 40.000 liter. Ilość możliwych kodów genetycznych to na pewno nie 4^40.000, tylko znacznie mniej, ale w dalszym ciągu niezwykle dużo.
Za dużo dla jakiekolwiek śmiertelnika.
A pan oczekuje, że ktoś to panu streści werbalnie za pomocą kilku zdań, tak żeby akurat pan zrozumiał. Używając na przykład takich abstrakcyjnych pojęć jak "gatunek" czy "małpa".
Wiemy z tego wszystko prawie nic, ale im więcej wiemy, tym bardziej złożone musi być wytłumaczenie.
A propos abstrakcji. Kody genetyczne "nie znają" gatunków. Kody próbują się skrzyżować za każdym razem, kiedy "mechanizm odpali". Tyle że to nie zawsze, nawet przy najbardziej sprzyjających możliwościach, jest możliwe. Czasami nawet w obrębie niewątpliwie jednego gatunku (np. wśród kuzynostwa). Ponieważ każde pokolenie populacji ma inny kod genetyczny, w każdym pokoleniu jest w istocie inna definicja "gatunku". A na dodatek pokolenia się zazębiają. Nie trzeba byłoby wieków, żeby dostrzec ciągłą zmianę czym populacja gatunku jest i jaki genom ze sobą niesie.
A propos abstrakcji poziom 2. Co to jest "małpa"? Umiemy zdefiniować każdy znany gatunek małpy. I powiedzieć - to są małpy. Przez wyliczenie. Pan mówi teraz o małpie, której dziś nie ma. Małpie "być może". Kim ona była? Małpą czy nie-małpą? To wszystko zależy od definicji małpy. W którym miejscu zaczyna się granica pomiędzy małpą a przodkiem małpy? Tatuś nie-małpa, a synek już małpa? Takie przykłady zdradzają, że ścisłe, z dokładnością do osobnika podziały dowodzą tylko ludzkiej głębokiej potrzeby ścisłego dzielenia, a nie że takie pojęcia w istocie mają ścisłe granice. Chyba że post-factum.
Kurtyna wieków opada i mamy ściśle rozgraniczone populacje ludzi i szympansów. Bo izolacja pomiędzy nimi okazała się wystarczająco długa. Ani jednego półczłowieka-półszympansa. Bo się dzisiaj zasadniczo nie da, a przynajmniej z płodnym potomstwem. Ale w drugą stronę? Kiedy różnice były mniejsze? Mrok. Zwłaszcza że ani dzisiejszego człowieka ani dzisiejszego szympansa w ogóle jeszcze nie było.
Podsumowując. Najlepsze było wytłumaczenie pańskiego dawnego nauczyciela. Pan miał z nim problem, bo nie rozumiał pan w pełni czym jest "małpa". I w związku z tym rozciągnął definicję za bardzo w czasie. Nie na tyle żeby naciągnąć ją na jakiegoś "prapłaza" od którego pochodzą wszystkie płazy, gady, ptaki i ssaki, ale nieco za bardzo. Przyjęło się twierdzić, że nasz przodek sprzed 5 mln lat to nie "człowiek", ale praczłowiek. Bo nie uważamy go za równego sobie i nieco się go wstydzimy. Czemu więc "pramałpa" sprzed 5 milionów lat to musiała być małpa? Zastrzeżenia pańskiego nauczyciela były jak najbardziej rozsądne i zdradzały jego naukowe podejście. No bo gdybyśmy tą "pramałpę" mogli zbadać i stwierdzilibyśmy, że jest kod genetyczny i budowa mają wszystkie istotne (widoczne i mało widoczne) cechy, które definiują współczesną małpę, to można byłoby ją do małp zaliczyć. To by oznaczało, że przez ten sam czas genom człowieka zmieniał się o wiele szybciej. A gdyby się okazało coś innego? To trzeba byłoby stworzyć nową jednostkę taksonomiczną.
Ale bez zgadywania i silnych przekonać prosto z niczego. Najpierw trzeba tą "pramałpę" mieć, czy choć jej pozostałości, albo jakieś inne niezbite przesłanki, a wtedy dopiero naukowiec może wygłaszać pewne stwierdzenia. A z tym może być problem. Populacja człowieka była bez porównania liczniejsza niż wszystkich pozostałych hominidów razem wziętych, a i nasze pozostałości sprzed setek tysięcy lat bardzo rzadko się zachowywały.

oto elvis

Ileż to ton makulatury wyprodukowano

bazując na fakcie podobieństwa genomu małp wąskonosych do genomu człowieka. ileż metrów kubicznych piachu przesiano, by z rozpadających się fragmentów małpich łbów ułożyć puzzla podobnego trochę do głowy neandertalczyka? A wszystko w celu wysłania Pana Boga na zasłużoną emeryturę.
Czy z naukowego faktu "poziomej radiacji" nie wynika prosty fakt, że małpy sporo się nauczyły od człowieka przez zwykłe małpowanie? Czy neandertalczykowi ktoś zabraniał uczyć się sposobów zdobywania pożywienia od pragoryla?

oto Jerzy Brzywczy

Tak naprawdę to człowiek nie

Tak naprawdę to człowiek nie pochodzi od małpy tylko jest małpą. Tak samo jak jest ssakiem z rzędu naczelnych, kręgowcem, wtóroustym, eukariontem.
No chyba, że ktoś nie chce tego uznać i będzie twierdził, że on nie jest małpą. Może też twierdzić, że nie jest człowiekiem, ssakiem ani kręgowcem. Ludzie różne rzeczy mówią, ale nie wszystko z tego jest prawdą.

oto Krzych Adam

O to mi właśnie chodzilo.

Jakie przyczyny powodują wzdraganie się przed konstatacją, że wspólny przodek kilkudziesięciu obecnie istniejących gatunków małp, tych ogoniastych i tych bezogoniastych (po angielsku monkeys and apes) oraz człowieka był małpą? Skoro wszyscy jego potomkowie z wyjątkiem jednego z tych gatunków to małpy? Wydaje się logiczne, jak sądzę, że cechy, które czynią małpy małpami musiały być odziedziczone po nim. A jak może przekazać małpie cechy swemu potomstwu różnicującemu się na wiele odmiennych od siebie gatunków na przestrzeni dziesiątek jeśli nie setek milionów lat ktoś kto małpą nie był?

oto elvis

A mnie się zdawało,

że próbuje Pan falsyfikować TE.

oto Krzych Adam

Nie, absolutnie nie chodziło mi o to.

Pomińmy już nawet to, że nie jestem wcale pewien czy Popper wprowadzając ową kategorię falsyfikowalności dokonał jakiegoś istotnego wkładu w dziedzinie filozofii nauki, a nie tylko po prostu pewnego uporządkowania pojęć. Bardzo skądinąd moim zdaniem istotnego bo z niego wynika, że żadna teoria naukowa nigdy nie może być uznana za 100% pewną – każda pozostaje więc tylko bardziej lub mniej prawdopodobną hipotezą, ale jedynie uporządkowania. Przed nim uważano, że jeśli jakaś teoria ma potwierdzenie w faktach, to jest prawdziwa, a jeśli nie, to jest fałszywa. Więc przyznaję, że być może wymądrzam się w tej kwestii nie nazbyt rozsądnie. Jest w tym poglądzie weryfikacyjnym oczywisty błąd logiczny, który chyba dziś jest oczywisty dla nas wszystkich, bo zawsze może być tak, że przyszłość przyniesie zaprzeczenie teorii, ale skoro tylu mądrych ludzi tak uważało tak długo, to może niesłusznie kręcę nosem na Karla Poppera?

Tak czy inaczej nie było moją intencją falsyfikowanie TE. Po pierwsze za mało wiem o jej szczegółach, a po drugie skoro zgadzam się z podstawowym jej założeniem zmienności form życia na Ziemi w ciągu ostatnich 4 miliardów lat dlaczegóż miałbym próbować ją falsyfikować? To pytanie interesowało mnie w takiej formie w jakiej je sformułowałem.

Mam zresztą parę innych pytań o podobnym typie. Np. wiemy, że gepardy, najszybsze zwierzęta na lądzie, mają bardzo ograniczoną pulę genową. Przypuszcza się w oparciu o badania genetyczne, że 12 tys. lat temu gepardy jako gatunek przeszły przez wąskie gardło ewolucyjne, które niemal spowodowało wymarcie gatunku. Do tego nie doszło, ale wszyscy przedstawiciele gatunku obecnie żyjący pochodzą od niewielkiej liczby osobników, które przeżyły ten ciężki dla gatunku okres. I to właśnie pochodzenie od nielicznych osobników gatunku ma byc powodem tak ograniczonej puli genowej.

W jednym z postów powyżej wspomniałem, że praojciec wszystkich dzisiejszych mężczyzn – genetyczny Adam i pramatka wszystkich ludzi – genetyczna Ewa jak wynika z badań żyli w okresie dawniejszym o zaledwie jeden rząd wielkości. Biorąc pod uwagę szybsze nastepstwo pokoleniowe u gepardów liczba pokoleń gepardów od tych nielicznych osobników w porównaniu do liczby pokoleń ludzi od owych Adama i Ewy, czyli czasów gdy ludzie byli dopiero co powstałym gatunkiem z niewielką jak należy sądzić liczbą osobników jest zapewne tego samego rzędu. A jednak ludzie mają bardzo zróżnicowaną pulę genową. Mimo tego że punkt startowy wydaje sie być podobny i podobna jest liczba pokoleń.

oto elvis

Generalnie, to prawie każda teoria jest prawdziwa

(w sensie zgodności z faktami), ale, po pierwsze, w pewnych granicach i w określonej skali, a po drugie, najczęściej miarą jej słuszności jest ilość potwierdzających daną teorię zwolenników. Ale w pewnym momencie przychodzi "kopernik" i teoria przechodzi do historii, lub jak w przypadku geocentryzmu, przechodzi mutację.
Otóż w teorii ewolucji fakty zastępuje się domysłami w znacznie większym zakresie, niż np w kreacjonizmie. Tam jest jeden podstawowy domysł: wszystkie formy życia na Ziemi są przejawem permanentnego procesu fluktuacji energii na poziomie cząstek elementarnych, kontrolowanego przez źródło tej energii, czyli wszechobecnego Boga.

Wielu naukowców po prostu nie może przełknąć pojęcia Bóg, a gdy powie się im, że Bóg jest po prostu ISTNIENIEM, (JESTEM), mówią: no tak, to jest inteligentny projekt.

A propos gepardów... wiele różnych trutni ściga pszczołę - matkę, ale tylko najsilniejszy zostawia geny do jej rodziny. Królowa nie umawia się na randkę - ona leci do góry (chciałoby się rzec - do nieba).

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.