„Śnić sen, najpiękniejszy ze snów…”

Z podejściem do gospodarki jest w III RP A. D. 2017 jeden, ale za to zasadniczy problem, wynikający z poprzednich lat 28, pracowitości jednego człowieka, lenistwa innych i płytkości wielu.

Oto gdy przez te prawie już pełne trzy dekady jakiś kolejny młodzieniec wstawał na spotkaniu z jakąś kolejną wielkością polityki ekonomicznej i kołując, kołując rzucał w końcu "podchwytliwe": - A co pan profesor myśli o programie UPR/PJKM/KNP/KORWiN itd.? - odpowiadała mu zimna cisza i czasem pogardliwe "z wariatami nie polemizuję". Zachowywał się tak nawet Święty Balcerowicz, dziś różniący się od JKM bodaj tylko brakiem brody.

W tym samym okresie politycy albo powtarzali za Profesorami, że „polityka gospodarcza to zbyt skomplikowane, żeby tłumaczyć, ale generalnie chodzi o to, żeby pozamykać zakłady pracy, obniżyć ogółowi pensje i od tego się długofalowo wszystkim poprawi”, albo coś pletli o katolickiej nauce społecznej, albo wreszcie rzucali na sam koniec swoich przydługich zjazdów i konferencji o lustracji i innych bardzo ważnych sprawach, że "a w gospodarce to myślimy tak jak Korwin! (tylko oczywiście my znacznie bardziej poważnie...!".

Establishment docenił i kradnie

Tymczasem sam JKM swój przekaz celowo i świadomie systematycznie upraszczał, prymityzował, odrealniał tak, żeby przestał mieć on cokolwiek wspólnego z faktyczną sytuacją Polski - za to łatwo wchodził do głów i jeszcze łatwiej trafiał do przekonania, jak każda wizja laboratoryjnego mechanizmu.

I tak wyrosło całe pokolenie, które wprawdzie (tak jak poprzednie) wyrosło z Korwina, ale nie wyrosło z korwinizmu. Doceniły to już oba rogi politycznego salonu III RP, a jego lokatorzy próbują od kilku lat zrobić to, co im wychodzi najlepiej - czyli ukraść, w tym przypadku głosy i działaczy. Najpierw delegowano na ten obiecujący odcinek najpierw któreś z kolejnych wcieleń Palikota, a następnie Petru z błogosławiącym w tle Balcerowiczem, co jednak przez żenujący dobór kadrowy - okazało się być próbą ostatecznie chyba nieudaną. Znaczenie elektoratu/aktywu liberalnego dosłownie w ostatnich dniach uszanował sam Kaczyński kierując do zadań Gowina. I tylko wciąż nie ma komu wytłumaczyć tym wszystkim ludziom postawionym z wiszącymi bez odpowiedzi pytaniami całkowicie bezbronnymi wobec "oczywistości libertarianizmu", że to po pierwsze jest abstrakt, model idealny, nie związany w żaden sposób z możliwością te realnego zarządzania państwem. A dwa - że na takie bajki zwyczajnie nie ma już czasu, właśnie po straconych prawie 30 latach.

Jak rzekła młodziutka Cerro do króla Vridanka na ich pierwszej schadzce: „Niebrzydka rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?

To, co od lat głosi JKM – to nie jest prawdziwy program. To jest pewna wizja, pokaz mechanizmów, uczenie na przerysowanych przykładach mniej lub trafniej dobranych zależności. ALE TO NIE JEST PROGRAM! Wiele elementów tej wizji nadaje się do adaptacji, zwłaszcza w mniejszej skali, np. w samorządach (jak redukcja kosztów, zwłaszcza administracyjnych, zmniejszenie obciążeń finansowych dla mieszkańców). Ale już sprowadzenie każdej dyskusji o stanie państwa do jałowego młócenia likwidacji publicznej służby zdrowia, oświaty i kultury oraz podatku dochodowego - prowadzi dokładnie donikąd. Zwłaszcza, że poza te "postulaty" nikt jakoś z uczestników takich "dyskusji" wychodzić nie ma zamiaru. Oficjalnie - bo po ich realizacji już się samo automatycznie poprawi. A dwa - że przecież nigdy się nad tym nie zastanawiał i zastanawiać nie ma ochoty…

A przecież środowiska liberalne, konserwatywno-liberalne, libertariańskie, jak zwał i jak dzielą się nawzajem – chwalą się (słusznie!) swoim bogatym życiem intelektualnym, pogłębioną refleksją teoretyczną, faktycznie poza nimi (i marksistowską lewicą) niemal nieznaną w polskiej polityce, wreszcie znajomością klasyków. Sporo z pomysłów liberalnych jest wbrew pozorom dopracowanych w detalach, niektóre – zwłaszcza związane z uproszczeniem wielu procedur, nie tyle gospodarczych, co administracyjnych - nie tylko nadają się do wdrożenia od razu, ale faktycznie usprawniłyby państwo, z jakim przyszło nam nieszczęście się borykać. A jednocześnie jednak te same kręgi mają nieodpartą skłonność do popadania w utopizm, doktrynerstwo graniczące z sekciarstwem, tetrapiloktomię – słowem odsuwanie jakiejkolwiek działalności realnie narodowi użytecznej w nieokreśloną przyszłość, kiedy od razu uda się zrealizować całość „programu” – który, jak wspomniano, przecież wcale nie programem nie jest, tak jak nie była nim dajmy na to „Księga Mormona”.

Korwinizm bez Korwina i Polska bez przyszłości

Co ciekawe, przyglądając się kolejnemu już rozłamowi w środowisku JKM trudno się nie uśmiechną. Paradoks polega bowiem na tym, że wprawdzie już z KNP już wyrzucono Korwina za to, że nie dość był Korwinem, dziś jednak dokonuje się kolejna fronda, bynajmniej nie - jak się jej zarzuca - wyłącznie w drodze po posady i wygody, ale właśnie z wiarą i misją, że to wszystko da się zrealizować! To trochę tak, jakby dzieci oderwały się nagle od tabletów i telewizorów i ogłosiły, że jednostronnie zaprowadzają na Ziemi panowanie swoich ulubionych różowych jednorożców! Tak właśnie mści się nierozmawianie o ekonomii, o polityce gospodarczej, nieprzepracowywanie tych zagadnień w wyraźnej kontrze i do establishmentu, i do bajkopisarzy, wreszcie pozostawienie tych zagadnień w sferze marzeń. Bo marzenia mają swoje uroki. I nawet nie chodzi o to, że ktoś je pomyli z rzeczywistością i zacznie realizować (oczywiście wyłącznie ku powszechnej szczęśliwości!), tylko właśnie dlatego, że wizja owej szczęśliwości skutecznie odciąga wielu rozsądnych, aktywnych i zaangażowanych ludzi od tego co nie tylko można, ale i koniecznie trzeba zrobić tu i teraz, w Polsce roku 2017, kraju pozbawionym gospodarki, elit, siły nabywczej, kapitału, własności, suwerenności, wspólnoty narodowej, prawdziwej informacji, wiedzy o historii i świecie w wymiarze politycznym, zdolności obronnych – i przyszłości. O ile najpiękniej nawet śniący się nie obudzą.

Bo jeśli odzyskamy nasz własny kraj i naszą narodową świadomość – wówczas będzie można wrócić do rozmów o prywatyzacji czy o czym tam kto sobie zamarzy. Ale najpierw bądźmy wreszcie naprawdę u siebie, nie kłócąc się o wyższość weterynarza nad lekarzem rezydentem!

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.77778
Ogólna ocena: 2.8 (głosów: 9)

Tematy: 

Premier Kukiz 27-05-2015
Patroni niepodległości Ukrainy 24-08-2016
Casus Żuk 15-11-2016
Inna Polska 18-12-2016
Kresowianie vs. UMCS 13-06-2016

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Uwagi.

1. wprawdzie już z KNP już wyrzucono Korwina za to, że nie dość był Korwinem. To nie było tak, ale zdaje się, że już gdzieś o tym dyskutowaliśmy.
2. Program libertariański. Korwin ma całościowy program powrotu do XIX-wiecznego wilczego kapitalizmu, który wymaga zaprowadzenia dyktatury. Skoro to jest mityczną "przyszłością", to pozostaje tzw. praca formacyjna, tj. kształtowanie światopoglądu sympatyków.
3. Na jej skutek pojawia się pewien elektorat "korwinistyczny", który jednak obiektywnie trafia niżej progu 5%. Efekt jest taki, że rozczarowanie brakiem rezultatów, zwłaszcza skonfrontowanych z Korwinowską propagandzie sukcesu (walczymy o 15%, a dostajemy 1.5%) prowadzi do odejścia od Korwina, a czasem nawet silnie emocjonalnego antykorwinizmu (udałoby się, gdy tylko ten Korwin nie powiedział czegoś-tam).
4. Partia Wolność (d. KORWIN) aktualnie wypada w sondażach słabo, prawdopodobnie dlatego, że antysystem jest kanalizowany przez Kukiz'15, gdzie zresztą znajdują się również liberalni posłowie.
5. Wybory samorządowe, na skutek małej liczby mandatów do podziału w ramach okręgu, są zabójcze dla małych partii. Nic dziwnego, że akurat teraz pojawiają się próby załapania na inne listy. BTW, przykład Wiplera pokazał, że (1) można załapać się oraz (2), że w razie niepowodzenia do Korwina da się wrócić.

oto Konrad Rękas

Dubitacjuszu Złoty, prawdę

Dubitacjuszu Złoty, prawdę mówiąc tym razem prawie w ogóle nie chodziło mi o JKM, a już zupełnie nie o Wolność. Zwracam natomiast uwagę, że postkorwinizm jest już zjawiskiem szerszym. Stanowi dominujący rys tego, co zastępuje program Kukiz'15, jest głównym przekazem nie tylko brylujacych w tym ugrupowaniu Kolibrow, ale i Endecji, republikanow wszelkiej maści itp.

A co ważniejsze - duża część młodego pokolenia nawet nie głosując szczerze takie wizje wyznaje i to nie tylko w Polsce, ale także powtarzając z zapałem np. w zachodnich państwach dobrobytu, stanowiących jednak pewne zaprzeczenie gloszonych z takim zapałem treści. I to uważam za zjawisko interesujące, nie same wyniki wyborcze.

oto Dubitacjusz

Co do pierwszego akapitu nie przeczę opisowi

Co do drugiego jestem zaskoczony. Wydawać by się mogło, że libertarianizm politycznie zupełnie nie istnieje na zachodzie.

oto Konrad Rękas

Miałem na myśli polską

Miałem na myśli polską młodzież na emigracji.

Tłumaczone to może być zresztą tym, że po pierwsze polscy emigranci w zasadzie poza pomocą mieszkaniową i (acz nie zawsze już tak chętnie) na dzieci - starają się nie korzystać z różnych form wsparcia i polityki społecznej realizowanej przez miejscowe rządowe.

Ponadto zaś wychowankowie JKM szczerze wydają się wierzyć w ahistoryczną opowieść, że Zachód jest bogaty, bo oto dziś przejada i w socjalistyczny sposób marnuje to, co wypracowano i pewnie odłożono w złotych latach w pełni wolnego kapitalizmu - a nie, że widzą niedoskonały i zepsuty, ale jednak przykład funkcjonowania i akumulacji kapitałów i majątku w rezultacie zaprowadzenia wspomnianego państwa dobrobytu.

oto mmm777

Jedyną zaletą JKMa jest to,

że młodzieży odtruwa umysły, pokazując że są ofiarami propagandy.
I za to go cenię.
Ale tu zalety się kończą, bo trzeba dorosnąć i zrozumieć, że JKM to inteligentny facet, ale nie dla dorosłych :)
Ale całkiem często oglądamy facetów 60+ burzliwie przeżywających związek z JKMem, co jest widokiem żenującym ;)

oto mj

Skuteczną tabletką na korwinizm jest

pójście do pierwszej pracy, najlepiej na umowie śmieciowej za 12 zł / h brutto, ewentualnie na jakieś lipne "pół etatu" a reszta należności pod stołem, płatne w dwóch ratach - jak będę miał i jak będę chciał.
Bardzo wielu skutecznie to leczy z bredni tego pana - chociaż oczywiście wyjątkowo impregnowani na samodzielne myślenie i tak zwalą całą sytuacje na "socjalistyczne" państwo.

oto olrob

Umowy śmieciowe

Ja właśnie pracuje za takie pieniądze i nadal idee wolnego rynku są mi bliskie.

oto Godzilla

Tylko psychiatra

Ja właśnie pracuje za takie pieniądze i nadal idee wolnego rynku są mi bliskie.

No to Panem powinien zająć się psychiatra.

oto Marek

Cel wolnościowców jest w

Cel wolnościowców jest w gruncie rzeczy prosty - ograniczyć ingerencję państwa w sferę swobody jednostki do koniecznego minimum. Chcemy czy nie, ikoną wolnościowców jest JKM i - moim zdaniem - jego zasługi w krzewieniu takiego podejścia są olbrzymie, stąd m.in. dość duża grupa polityków, działaczy, publicystów aktywnych w ruchu wolnościowym. Niestety, nie idzie za tym skuteczność polityczna - JKM jest w tej sferze nieudolny. Skoro jednak nieudolny polityk, prowadząc jedynie odłam ruchu wolnościowego, ociera się o próg wyborczy, znaczy to, że wolnościowcy są w stanie realnie wpłynąc na politykę nawet w demokracji powszechnej. A gdyby tak ktoś zdołał zebrać ich wszystkich do kupy?
Bez osłabienia nacisku państwowego buta na gardle pracującego Polaka stwierdzenia typu "odzyskamy nasz własny kraj i naszą narodową świadomość" pozostaną pustym frazesem - pełno takich w POPiSowej propagandzie. Wynika to stąd, że rząd odbierający człowiekowi pod przymusem 70% owoców jego pracy będzie przez bardzo wielu odbierany jako główny wróg i złodziej, i słusznie.

oto mj

JKM nie jest skuteczny politycznie, bo nie taka

jest jego rola.
On robi i ma robić za mędrca, piewcę, wielkiego nauczyciela i surowego ideologa nigdzie nie istniejącej utopii p.n. "całkowicie wolny rynek".
Tak jak w różnych okresach realnego socjalizmu wszelkie niepowodzenia różni ideolodzy i "uczeni w piśmie" tłumaczyli tym, że ciągle jeszcze nie zdołano wykorzenić "kapitalistycznych naleciałości" będących przeszkodą w dojściu do pełni szczęśliwości powszechnej, która ma nastąpić po wprowadzeniu "pełnego komunizmu", tak obywatel Mikke ma zadanie odwrotne.
Na szczęście większość leczy się z jego demagogii i opowieści o tym jak to wspaniale było na Dzikim Zachodzie, jakie świetne rezultaty dało całkowite sprywatyzowanie weterynarii co KONIECZNIE należy zrobić również z "ludzką" służba zdrowia, z wielu innych socjopatycznych bzdur, z chwilą np. podjęcia pierwszej pracy czy zderzenia się z w ten czy inny sposób z DOROSŁOŚCIĄ. :)
Choć oczywiście są wyjątki.

oto Marek

Panie / Pani jm

Nie wygląda mi na to, by Pan / Pani zderzył się już z dorosłością. W pierwszym kroku proponuję udać się do poczekalni którejś z prywatnych przychodni lekarskich. Ludzie których tam można spotkać i których zdanie na temat NFZ jest zwykle wyrażane w sposób nieparlamentarny, nie znaleźli się tam z powodu własnego kaprysu lub nadmiaru gotówki. Są to osoby, które już zapłaciły przymusową składkę "na służbę zdrowia", pomimo to muszą leczyć się prywatnie, bo "służba zdrowia" odmawia leczenia.
Są ludzie, którzy za pomocą "socjopatycznych bzdur" chcieliby tę syuacją naprawić, a także wiele innych podobnych dobrodziejstw państwa socjalistycznego. A co do weterynarii to rzeczywiście, poziom jej usług jest o niebo lepszy niż w "służbie zdrowia".

oto mj

Dla pana informacji - z dorosłością zderzyłem się już bardzo

dawno, o co pana akurat nie podejrzewam ani trochę, ale mniejsza o to.
To że państwowa służba zdrowia działa jak działa, a działa rzeczywiście "tak sobie" mówiąc oględnie, nie oznacza że jej likwidacja sytuację - a zwłaszcza pacjentów - uzdrowi, i dosłownie i w przenośni.
Znam te wasze cudowne recepty - prywatne polisy ubezpieczeniowe. Nie przeczę, jak ktoś ma 20 lat, jest zdrów jak ryba, to może i takową polisę zakupi we względnie rozsądnej cenie. Gorzej ze starszymi, w już podwyższonej grupie ryzyka, albo co gorsza mającymi już zdiagnozowane schorzenia np. kardiologiczne, onkologiczne, naczyniowe, itd., itp., których leczenie kosztuje często setki tysięcy złotych. Naprawdę sądzi pan że dana firma ubezpieczeniowa sprzeda takiej osobie polisę w opcji full service za w sumie śmieszną kwotę dzisiejszej tzw. "przymusowej" składki..? Że sprzeda ją w ogóle, nawet za relatywnie wysoką kwotę, tylko po to żeby za chwilę otrzymać fakturę ze szpitala np. na pół miliona złotych? Co z emerytami, rencistami na głodowych świadczeniach? Co z tzw. ubogimi pracującymi? O bezrobotnych, których składka ubezpieczeniowa płacona przez UP wynosi bodajże aż 50 złotych już nie wspominam, bo dla korwinistów w krótkich majteczkach to w zasadzie nawet nie ludzie, więc kto by tam się nimi przejmował...
Tak, weterynaria działa świetnie, z tym że dla mnie MIMO WSZYSTKO człowiek to nie pies ani koń, którego w przypadku nieopłacalności leczenia ze względu na nakład kosztów można po prostu uśpić, i po kłopocie.

Mimo wszystko życzę wydoroślenia i wyzwolenia się z bełkotu JKM.

oto Godzilla

Porada

A co do weterynarii to rzeczywiście, poziom jej usług jest o niebo lepszy niż w "służbie zdrowia".

To lecz się Pan u weterynarza .

oto Marek Bekier

Wolnościowcy z natury nie

Wolnościowcy z natury nie lubią się organizować bo organizacja godziłaby w ich wolność. Całkowita wolność jest dość niebezpieczną utopią bo państwo byłoby bezbronne przed napaścią z zewnątrz i przed wewnętrznymi złoczyńcami. To oczywiście truizmy ale warte przypomnienia bo one decydują o tym, że wolnościowcy dzielą się na różne grupy akceptujące jakieś tam rodzaje ograniczenia wolności. Myślę, że wynika stąd zasadnicza trudność w zebraniu wolnościowców do kupy (kupa akurat dodatkowo źle się kojarzy ;-)).

oto Krzysztof M

Wolnościowcy z natury nie

Wolnościowcy z natury nie lubią się organizować bo organizacja godziłaby w ich wolność.

Wciąż brak definicji wolności.

oto olrob

Proszę nie imputować anarchizmu

Tylko znikoma część wolnościowców, chce anarchii czyli likwidacji państwa w ogóle.

oto Konrad Rękas

ograniczyć ingerencję państwa

ograniczyć ingerencję państwa w sferę swobody jednostki do koniecznego minimum

Oczywiście wie Pan, że może to być uznane za pusty frazes, którego pełno w propagandzie Wolności, Kukiz'15 itd.? Każdemu się wydaje, że jego obsesja jest najważniejsza :) I niech sobie będzie, sęk w tym, że w dzisiejszych realiach najwolniejsze nawet jednostki to tylko skutek atomizacji społeczeństw i element sysyemu, a nie jego antyteza czy alternatywa.

oto Marek

Dyskusja wymaga przyjęcia

Dyskusja wymaga przyjęcia jakich wspólnych pojęć i definicji. Dopóki postulat wolnościowców kojarzony będzie ze swawolą, lub owsiakowym "róbta co chceta", to rzeczywiście dyskusja nie ma sensu, każdy zostanie przy swoim. Korwin, Marusik czy Michalkiewicz bazują raczej na katolickiej wolnej woli, wraz z pełną (ziemską!) odpowiedzialnością za konsekwencje swych wyborów.

oto Marek Bekier

Zaraz tu ktoś sparafrazuje

Zaraz tu ktoś sparafrazuje znane powiedzenie twierdząc, że "Marek Markowi oka nie wykole" ;-). Muszę jednak stwierdzić prostą rzecz: ostatnie zdanie o Korwinie, Marusiku i Michalkiewiczu to sedna środek. Tylko, że z tego niewiele wynika z kilku powodów, które spróbuję wypunktować.
1. Wymienioną trójkę możemy sobie roboczo nazwać "konserwatywnymi liberałami". Sami zresztą nie raz tak się określali. Kłopot w tym, że wielu innych liberałów nie chce być konserwatywna tylko np. demokratyczna, anarchistyczna, chrześcijańska, libertyńska itd.
2. Część konserwatystów twierdzi, że im liberalizm nie jest do niczego potrzebny bo konserwatyzm sam w sobie zawiera poszanowanie dla własności prywatnej a rolę państwa sprowadza do tych obszarów, w który pojedynczy człowiek czy pojedyncza rodzina radzi sobie z trudem.
3. Konserwatyzm samego JKM można podważyć na podstawie różnych jego wypowiedzi i zachowań. Wolałbym jednak tego nie robić bo sam uważam się za konserwatystę czyli osobę bardzo niechętnie wchodzącą w cudzą sferę prywatną.

oto Dubitacjusz

@ p. Marek: odniosę się do fragmentu

Niestety, nie idzie za tym skuteczność polityczna - JKM jest w tej sferze nieudolny. Skoro jednak nieudolny polityk, prowadząc jedynie odłam ruchu wolnościowego, ociera się o próg wyborczy, znaczy to, że wolnościowcy są w stanie realnie wpłynąc na politykę nawet w demokracji powszechnej. A gdyby tak ktoś zdołał zebrać ich wszystkich do kupy?

Nieudolność Korwina, to mit, który częściowo jest prawdziwy (pkt 1 i 2), a częściowo - nie (pkt 3).
1. Korwin świadomie w latach 90-tych wybrał strategię zaistnieć przez szokowanie. Wówczas nie było internetu, ale jedynym sposobem znalezienia się w głównych mediach było zrobienie skandalu.
2. Nieudolność wewnętrzna wynika stąd, że Mikke jest wolnościowcem-indywidualistą. Robi co mu się podoba i nie liczy z opiniami współpracowników.
3. W komentarzu wyżej sprzeciwiam sprowadzaniu wyników wolnościowców do kwestii Korwina. Odwraca ona uwagę od rzeczywistej siły ruchu, który nie dorasta do 5%. Przede wszystkim zaś nie ma silnych mediów.

Zebranie do kupy było już weryfikowane. UPR i KNP bez Mikkego znalazły się na marginesie. Niektórzy działacze (Wilk, Józwiak) wrócili do obiegu dzięki temu, że wyłuskał ich Kukiz. Jednak ruch Kukiza nie jest ruchem libertariańskim tylko zbieraniną ludzi o zróżicowanych poglądach.

oto Marek

Jestem realistą, zatem mój

Jestem realistą, zatem mój postulat zebrania ich wszytkich do kupy nie uwzględniał Korwina, myślałem raczej o jakiejś nowej postaci większego formatu. Pomarzyć można.

oto BTadeusz

Ale pasja... rzec można - szewska...-:)

Dajmy spokój snom o Korwinie, czy korwinizmie...
Zostanie treść:

właśnie mści się nierozmawianie o ekonomii, o polityce gospodarczej, nieprzepracowywanie i pozostawienie tych zagadnień w sferze marzeń, co sprawia, że wielu rozsądnych, aktywnych i zaangażowanych ludzi odciąga od tego, co nie tylko można, ale i koniecznie trzeba zrobić tu i teraz, w Polsce roku 2017, kraju pozbawionym gospodarki, elit, siły nabywczej, kapitału, własności, suwerenności, wspólnoty narodowej, prawdziwej informacji, wiedzy o historii i świecie w wymiarze politycznym, zdolności obronnych – i przyszłości.(...)

Bo jeśli odzyskamy nasz własny kraj i naszą narodową świadomość – wówczas będzie można wrócić do rozmów o prywatyzacji czy o czym tam kto sobie zamarzy. Ale najpierw bądźmy wreszcie naprawdę u siebie, nie kłócąc się o wyższość weterynarza nad lekarzem rezydentem!

Dodałbym jedynie:
... kraju pozbawianym precyzyjnego języka, bez którego prawo staje się bronią masowego rażenia w rękach wybranego narodu, czy kasty...

Jeśli nie umiemy nazwać tego, o czym chcemy rozmawiać - to - jak się porozumieć?
Tylko owa "kasta" rozumie, co mówi i - co my mówimy - bo ona ma monopol na sens słów.

W r. chyba 2004 próbowałem zainicjować dyskusję pod hasłem : "słowniczek Prawicy.net"
Reakcją było: "Oj tam!... oj tam!,,,"

oto BTadeusz

-:))))))))))))))))

Oj tam,,, oj tam...

oto Equatore

@p. BTadeusz

Naprawianie języka warto zacząć od siebie.
Jeśli chodzi o słownictwo potoczne - do "rozmów o niczym", zalecam Słownik PWN. Jeśli o zagadnienia należące do którejś z nauk - właściwa jest terminologia naukowa.
Każdy "słowniczek niszowy" to próba skłonienia grupy zachwyconych sobą nieuków (żeby nie użyć mocniejszego słowa), posługujących się zamiast języka polskiego prywatnymi definicjami, których nikt nie poza nimi nie uznaje, do kompromisu i - w związku z tym - zrezygnowania z części swoich pomysłów i przyjęcia cudzych. Nic takiego się nie uda.
"Kasta" jest w stanie wykorzystywać sens słów, ponieważ nie spała w szkole i umie się nimi posługiwać.
Jeśli zaś ktoś nie jest zainteresowany tym, żeby być precyzyjnie zrozumiany, to nie będzie. Jest to częsty trick we współczesnych dyskusjach - wyrażanie się niejasno pozwala zaatakować wskazującego słabe punkty w naszej wypowiedzi, że nie to mieliśmy na myśli. Skoro więc mówiący jest bardziej zainteresowany tym, żeby wypierać się własnych słów niż tym, żeby do kogoś dotrzeć, to i nie dotrze. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany tym, żeby zrozumieć cudzą (obojętnie jak precyzyjną) wypowiedź, to jej nie zrozumie. Jest to kolejny częsty trick - udać niezrozumienie cudzej wypowiedzi i odpowiadając na wymyślone przez siebie tezy przypisane oponentowi zwekslować dyskusję na pożądane przez siebie tory. Tylko że to też kosztuje. Kto tak postępuje, prędzej czy później traci umiejętność zrozumienia cudzych argumentów i nauczenia się z nich czegoś nowego.
Jeśli ktoś wylewa z siebie słowa, zamiast wcześniej przemyśleć, co właściwie - i jakimi środkami - chce powiedzieć - to nawet przy najlepszych intencjach nic dobrego z tego nie wyniknie.
Z takim niechlujstwem nawet najlepszy słownik nie pomoże.

oto barthoosh

Korwin odniósł sukces jako publicysta

i piewca wolnego rynku. Część autorów PN nie zostanie zapamiętana nawet jako plankton polityczny, nie mówiąc już o publicystyce.
Na początku lat 90 śmiano się z niego, że cytuję "chce państwa bez podatków". Dzisiaj sporo ludzi ze średniego pokolenia wie kim był Ludwig von Misses i słyszało o szkole austriackiej, ba część ludzi słyszało o Rothbardzie. Zna niewątpliwe zalety wolnego rynku. Gorzej ze znajomością rzeczywistych wad, ale to inny temat. Część ludzi została przez niego skutecznie zaszczepiona przeciw wirusom komunizmu i socjalizmu.
A wy Panowie? Na co szczepicie? Na wolny rynek, sprowadzając zwolenników WR do Korwinistów?
Zauważyłem w komentarzach i u niektórych autorów pewien trend.
Jeśli adwersarz ma poglądy wolnorynkowe, to najfajniej jest coś pobrąchać z wyższością o "wyrośnięciu z Korwinizmu", o zostawieniu "zmiany paradygmatów" innym, o rzekomym dostosowaniu się do "rzeczywistości".
Piszę "rzeczywistość", bo część autorów/dyskutantów nie widzi życia poza klatką status quo.
Z jakichś powodów nie podejmuje się próby merytorycznej dyskusji. Tak sobie myślę, że to pewnie dla poprawienia własnego samopoczucia - jaki jestem fajny bo "wyrosłem" z Korwinizmu. Z niczego nie wyrosłeś towarzyszu. Co najwyżej na ołtarzu świętego spokoju złożyłeś swoje marzenia.
Jak jest Panowie?
Pozdrawiam

oto Skanderbeg

Ja wyrosłem dosyć późno.

Wielu robi to zaczynając pierwszą pracę lub zakładając rodzinę. I żadne marzenia o krainie Piotrusia Pana nie zdołają obalić rzeczywistości.

oto Dubitacjusz

@ p. bartoosh: a ja zauważyłem inne zjawisko

Tzw. wolnościowcy poprawiają swoje samopoczucie na zasadzie "jestem Ubermenschem, bo jestem za wolnością". Całą resztą zaś pogardzają i wyzywają od socjalistycznego bydło. W efekcie są ludźmi aroganckim i nie dającymi się lubić.

oto TBM

sedno

cytuję barthoosh:

Z jakichś powodów nie podejmuje się próby merytorycznej dyskusji. Tak sobie myślę, że to pewnie dla poprawienia własnego samopoczucia - jaki jestem fajny bo "wyrosłem" z Korwinizmu. Z niczego nie wyrosłeś towarzyszu. Co najwyżej na ołtarzu świętego spokoju złożyłeś swoje marzenia.

Dokładnie tak.

Poza tym - moim zdaniem - to jest plaster na sumienie. Bo wolność i równe zasady to jedno... ale jakiś zasiłek, ulga niewielka, przywilejek, umorzonko, albo przynajmniej zlecenie z budżetu po znajomości za dwukrotną wartość to nie do pogardzenia rzecz. Dorosły musi przecież o rodzinie myśleć!

Ten dysonans poznawczy po każdym z takich wziątków prowadzi do prostego wniosku: JA JUŻ DOROSŁEM, JESTEM TAKI DOJRZAŁY A ONI TO DZIECI, GŁUPKI PRAKTYCZNIE NIE WIEDZĄ CO TO ŻYCIE. No bo przecież kto dorosły chciałby, żeby inni mieli takie same możliwości... trzeba by było pracować na każdy grosz, a jak DAJĄ to tylko dziecko albo głupi nie weźmie. A sumienie? Proszę spytać p. chłopa jag jakimi sposobami wyrzuty są likwidowane.

Fajna była młodość... Korwin, te rzeczy, dziewczyny można było na to podrywać.. ale teraz... trzeba mieć głowę i znać życie. Jak niejaki Rurka, kumpel Szmaciaka...

Rurka jest głowa i zna życie,
wie, że by doić należycie,
trzeba się włączyć bez wahania
w centralny system planowania.
Jako tłocząco-ssącą pompę
widzą ten system jego oczy,
która jak gigantyczne serce
pompuje z dołu, z góry tłoczy.
Z dołu ssie pompa ludzką pracę
bardzo zachłannie, metodycznie,
by ją przerobić w swych komorach
na płace oraz inwestycje.

I dlatego właśnie z kowrinizmu "się wyrasta" a nie "się demoralizuje".

pozdrawiam
TBM

oto BTadeusz

Ma Pan jakąś konstruktywną propozycję?

Czy jest Pan:

skutkiem atomizacji społeczeństw i elementem systemu, a nie jego antytezą, czy alternatywą.

?

oto chłop jag

Korwin w swojej gospodarczej

wizji nie widział pupili szatana - tołażysze - co to w nielicznych rękach skumulowali oni niemal całą forsę tego świata. Pupile ludziom stworzonym przez Boga fundowali i fundują nadal rzeczywistości podstawione, których nazwa zawsze kończy się na - izm - tołażysze. Ostatnio mamy tzw.demoliberalizm - tołażysze.
Wniosek?
Teraz wiecie Państwo - dlaczego świat Korwina jest taki - cacy? Piekło bez diabłów też byłoby cacy - tołażysze.

oto Antek

Przez wiele lat byłem

Przez wiele lat byłem zagorzałym "wolnościowcem", zdarzyło mi się nawet startować z listy UPR jako kandydat na posła RP zdobywając jako typowy "wypełniacz" listy wyborczej 272 głosy. Na szczęście udało mi się w końcu wyskoczyć z pociągu pod nazwą Korwin na stacji pod nazwą socjalizm i nie wstydzę się do tego przyznać (czasem przed znajomymi określam to jako "solidaryzm społeczny" żeby nie było głupio, ale to przecież tak naprawdę to samo).
A ten pociąg pod nazwą Korwin jeździ po torach w kółko niczym dziecięca kolejka, którą zresztą w rzeczywistości jest i tak jeździć będzie do skończenia świata. Szkoda tylko, że niektórzy nie potrafią wydorośleć, poskładać tory, zapakować ciuchcię do pudełka i odstawić na strych.

oto olrob

Socjalizm lub solidaryzm

Socjalizm jest jedną z największych aberracji białego człowieka, rujnującą całą cywilizację.
Mam do socjalizmu osobistą odrazę.
Otóż socjalizm zniszczył całą moją rodzinę. Mój ojciec porzucił moją matkę i trójkę swoich dzieci, gdyż sądził że mu rodzina jest do niczego nie potrzebna. Mój ojciec nigdy później nie założył nowej rodziny bo liczył na PAŃSTWO Jak mówił dostanie od PAŃSTWA emeryturę i będzie żył jak pan. Niestety nie doczekał tej emerytury gdyż zmarł na raka płuc. Mój ojciec palił jak szalony, oczywiście nie przestał palić, gdy dowiedział się o chorobie bo koszty leczenia pokrywa PAŃSTWO, czyli nie on. Proszę zwrócić uwagę że w kapitaliźmie każdy dba o zdrowie, bo sam ponosi koszty leczenia.
Mam jeszcze wójka, który także porzucił swoją rodzinę a także pracę. Obecnie siedzi w ośrodku dla bezdomnych a wszystkie koszty jego utrzymania pokrywa PAŃSTWO. Koszty utrzymania jego rodziny też poniosło PAŃSTWO, bo mój wujek żadnych alimentów nie płacił.
Tak więc gdy słyszę o socjalizmie to chce mi rzygać.

oto chłop jag

Tak więc gdy słyszę o

Tak więc gdy słyszę o socjalizmie to chce mi rzygać.

Tzw. socjalizm jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że pupile szatana maja ludzi stworzonych przez Boga - za bydło - tołażysze.
Wniosek?
Socjalizm to rzeczywistość podstawiona w celu odczłowieczenia człowieka - tołażysze - natomiast odczłowieczony człowiek ma tak żyć jakby duszy nigdy nie miał.

oto Ireneusz

@olrob

Tak mi się zdaje, że każdy człowiek potrzebuje jakiegoś zaklęcia stanowiącego substytut słowa odpowiedzialność. I nie chcę być niegrzeczny, ale takiego winnego "w zastępstwie" Szanowny Olrob sam osobiście już też sobie znalazł. Do czego sam przed sobą nie potrafi się przyznać.

oto olrob

Substytuty

Nie wiem o co chodzi z tymi substytutami. Przed czym miałbym się przed sobą przyznać?

oto olrob

Ojciec

Ojciec odszedł bo tak, chciał. Jednak gdyby nie socjalizm mocno by przemyślał swoją decyzję. Gdyby w warunkach kapitalizmu mój ojciec zdecydował sie odejść, to zdechłby pod płotem. W kapitaliźmie społeczeństwo nie jest obciążone kosztami szaleństw niektórych jednostek.

oto Ireneusz

Na pewno nie

W kapitalizmie też by odszedł, no i nie miałby partii nad sobą, która nota bene potrafiła uprzykrzyć każdemu życie - szczególnie tym, co nie dbali o rodziny.
Być może w czystym kapitalizmie miałby znacznie lepszy żywot, niż miał. Naprawdę proszę sobie przestać zajmować umysł takimi bzdurami, zacząć myśleć o sobie i własnej odpowiedzialności za własne życie.

oto Godzilla

Wujek wywalony z pracy

Mam jeszcze wójka, który także porzucił swoją rodzinę a także pracę.

Wydaje mi się , że nie on sam porzucił pracę tylko jego wyrzucił z pracy jakiś parszywy burżuj.

oto Antek

Socjalizm nie musi być

Socjalizm nie musi być lewacki czy zamieniać człowieka w niewolnika. W socjaliźmie chodzi o zmuszenie aby bogatsi dzielili się z biedniejszymi. Czy to złe? Lepiej niech matka wychowująca samotnie trójkę dzieci przymiera głodem gdy sąsiad zza ściany nie ma co robić pieniędzmi? Trzeba jemu trochę zabrać i dać tej pani. Że karamy go za zaradność? A kto mu kazał być bogatym?

oto Ireneusz

Kosmos i fantasmagoria

A kto mu kazał być bogatym?

Czy się stoi, czy się leży - to pół litra się należy.

oto Piotr Badura

Tragedia! Czy jest jakaś nieprzekraczalna granica?!

Szanowny Panie Antku

Jedną z naczelnych zasad socjalizmu jest:

Każdemu według pracy


Pracujesz, to dorobisz się. Nie pracujesz, umrzesz z głodu.

Życie nie z własnej pracy to jest życie kapitalisty, bo w kapitalizmie dochód daje nie praca, ale kapitał. Masz kapitał - możesz nie pracować, a i tak żyjesz w luksusie. Nie masz kapitału - choćbyś tyrał jak wół, to dorobisz się, co najwyżej, garbu.

Pozdrawiam serdecznie

oto wzl

Niestety

Niestety, to nie takie proste.

Rozdział pierwszy, zatytułowany „Ustrój społeczny", kończy się takimi słowami: „W ZSRR urzeczywistniana jest zasada socjalizmu: od każdego według jego możliwości, każdemu według jego pracy". Ta wewnętrznie niespójna, żeby nie powiedzieć — pozbawiona sensu formuła, która, choć to niewiarygodne, przedostała się do starannie przemyślanego tekstu ustawy zasadniczej państwa z przemówień i artykułów, świadczy nie tylko o zupełnym upadku poziomu teoretycznego ustawodawców, ale i o tym fałszu, jaki przenika nową konstytucję, będącą wszak zwierciadłem warstwy panującej. Nie trudno domyślić się, jak powstała nowa „zasada". W celu scharakteryzowania społeczeństwa komunistycznego Marks stosował słynną formułę: „od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb". Obie części tej formuły są nierozłączne. „Od każdego według możliwości" w rozumieniu komunistycznym, a nie kapitalistycznym, oznacza: praca przestała już być obowiązkiem, a stała się indywidualną potrzebą; społeczeństwo nie potrzebuje już stosować przymusu; od pracy mogą uchylać się tylko chorzy i osobnicy nienormalni. Pracując „według możliwości", czyli odpowiednio do swych sił fizycznych i psychicznych, bez jakiegokolwiek bądź przymusu, członkowie komuny będą dzięki wysokiej technice zapełniać magazyn społeczeństwa w stopniu wystarczającym, żeby mogło ono szczodrze obdzielać wszystkich i każdego „według potrzeb", bez poniżającej kontroli. Dwuczłonowa, lecz nierozłączna formuła komunizmu zakłada więc obfitość, równość, wszechstronny rozwój osobowości i wysoką dyscyplinę społeczną człowieka.

Powyższy cytat pochodzi ze strony stąd.

oto Piotr Badura

Proponuję oryginał, zamiast lichej interpretacji

Szanowny Panie Wzl
Niezbyt dobrze wybiera Pan źródła. Należy sięgać do oryginału, a w tym przypadku oryginałem jest "Krytyka Programu Gotajskiego" (Karol Marks 1875). W 2007 roku Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej, działające na Uniwersytecie Warszawskim, umieściło tę pracę w sieci. Może ją Pan pobrać, jako pdf.
Pozdrawiam serdecznie

oto wzl

Interpretacja

Chyba nie jest tak źle z tą interpretacją. Na końcu 8. strony "Krytyki Programu Gotajskiego" jest napisane:

W wyższej fazie społeczeństwa komunistycznego, kiedy zniknie ujarzmiające człowieka podporządkowanie podziałowi pracy, a przez to zniknie też przeciwieństwo pomiędzy praca fizyczną a umysłową; kiedy praca stanie się nie tylko źródłem utrzymania, ale najwyższą potrzebą życiową; kiedy wraz ze wszechstronnym rozwojem jednostek wzrosną również ich siły wytwórcze, a wszystkie źródła zbiorowego bogactwa popłyną obficiej - wówczas dopiero będzie można całkowicie wykroczyć poza ciasny horyzont prawa burżuazyjnego i społeczeństwo będzie mogło wypisać na swym sztandarze: Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb!

Czym to się różni, to pogrubione od: "od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb"?

oto Piotr Badura

Jest źle!

Szanowny Panie Wzl

Przepraszam, że odpowiadam z takim poślizgiem. Brak mi czasu, by wszystko załatwiać na bieżąco. Jeśli chodzi o przywołanego przez Pana autora, to z jego interpretacją jest źle. Pan przywołuje cytat:

Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb!


i twierdzi, że interpretator, pisząc:

"Od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb"


cytował poprawnie. Oczywiście ma Pan rację. Cytował poprawnie. Tyle że mój zarzut dotyczył interpretacji, a nie cytowania.

Przywołany przez Pana interpretator pisał np.:

praca przestała już być obowiązkiem, a stała się indywidualną potrzebą



szczodrze obdzielać wszystkich i każdego „według potrzeb", bez poniżającej kontroli


Tego nie ma u Marksa. To są urojenia interpretatora. W dawnych latach (pół wieku temu i więcej) jedną z metod walki z marksizmem było przedstawianie go jako idiotyzmu. Głoszono np., że skoro wg Marksa w komunizmie ma nie być pieniędzy i ma być "każdemu wg. potrzeb", to znaczy, że każdy będzie mógł pójść do sklepu i wziąć sobie to, co uważa za potrzebne, w ilości, jaką uważa za potrzebną. To nie są poglądy Marksa. To jest karykatura marksizmu w wykonaniu takich interpretatorów, jak przywołany przez Pana. Dlatego zasugerowałem Panu przeczytanie "Krytyki Programu Gotajskiego".

Z Marksem można się nie zgadzać, ale "Krytyka..." jest pracą wybitną. Na etapie szkoły średniej powinna być lekturą obowiązkową.

Pozdrawiam serdecznie

oto PKK

Nieporozumienie

Nie warto czytać Marksa na wyrywki i bez opanowania terminologii. Komunizm według Marksa to najwyższe i bezpaństwowe stadium rozwoju społeczno-ekonomicznego, w którym siły wytwórcze osiągnęły niewyobrażalnie wysoki poziom, pozwalający na pełne odtowarowienie dóbr zgodnie z rzeczywistą hierarchią potrzeb. Chociaż ludzkość nigdy nie doświadczyła takiego stanu, to zasada "każdemu według potrzeb" znalazła ograniczone zastosowanie również w liberalnym kapitalizmie.

Podręcznikowym przykładem służy tutaj Irlandia z bezpłatnym (niezależnym od podatków i opłat) dostępem do wody. To rozwiązanie sprawdza się w praktyce, ponieważ sieć dystrybucji jest publiczna, więc odpada scenariusz przywłaszczenia zasobów i sprzedaży po astronomicznych cenach. W ten sposób należy rozpatrywać wspomniany slogan. Nigdy przez okulary prymitywnego cwaniaczka, któremu marzy się olbrzymi zarobek na cudzym nieszczęściu i/lub wynagrodzenie lenistwa luksusem.

oto Piotr Badura

Z całym należnym Panu szacunkiem

Szanowny Panie PKK
Nie bronię Panu przeczytania całości dzieł Marksa (sam przeczytałem więcej niż "Krytykę..."). Nie bronię też Panu opanowania marksistowskiej terminologii. Ja tylko skromnie oczekuję, że objaśniając poglądy Marksa będzie się Pan posługiwać cytatami z jego prac. Na razie Pan tego nie robi. Trochę szkoda.
Pozdrawiam serdecznie

oto Krzych Adam

Pozwoli Pan że uzupełnię?

Jedną z naczelnych zasad socjalizmu jest: Każdemu według pracy...
Pracujesz, to dorobisz się.

Tak jak pamiętam tzw. socjalizm realny powinno się jeszcze dodać: A z pracy na państwowym się nie dorobisz, już o to zadbamy, natomiast kiedy się dorobisz nie na państwowym, przysolimy domiar.

oto Krzysztof M

Podkreślmy to:

"Życie nie z własnej pracy to jest życie kapitalisty, bo w kapitalizmie dochód daje nie praca, ale kapitał. Masz kapitał - możesz nie pracować, a i tak żyjesz w luksusie. Nie masz kapitału - choćbyś tyrał jak wół, to dorobisz się, co najwyżej garbu."

oto wzl

A gdyby

A gdyby tak jeszcze pan powiedział, skąd bierze się w kapitalizmie kapitał?

oto Piotr Badura

Polecam świetego Hieronima

Szanowny Panie Wzl

Pozwoli Pan, że wyręczę pana Krzysztofa M.

W sprawie tego, skąd bierze się kapitał, wyraził się już jednoznacznie św. Hieronim, który twierdził, że:

Bogacz jest złodziejem, lub dziedzicem złodzieja.

Znany jest zresztą pogląd, że dla osiągnięcia bogactwa

Pierwszy milion trzeba ukraść (lub odziedziczyć).

Oczywiście nie są to moje poglądy.

Pozdrawiam serdecznie

oto wzl

To były

To były dawne czasy, tj. czasy św. Hieronima. W nowoczesnym państwie, a więc już w czasach kapitalizmu, kapitał nie brał się z kradzieży, a przynajmniej nie z kradzieży bezpośredniej. On się przeważnie brał i nadal bierze z układów tj. styku państwowego z prywatnym i tego, kto ma dostęp do publicznych pieniędzy tj. przetargów, projektów itp.

To, że ciężką pracą można dorobić się pieniędzy, to mit. To, że parę pokoleń Minclów pracowało na dobrze prosperujący sklep, to jedno. To, że Wokulski wżenił się w to, to - drugie. Ale prawdziwe pieniądze zarobił na wojnie w Bułgarii. I to nie dlatego, że zabrał tam wszystkie pieniądze Minclów i "zainwestował". Inwestycja polegała na zaopatrywaniu walczącej tam armii carskiej. Ale przecież nie mógł tego zrobić pierwszy lepszy warszawski kupiec. To mu umożliwił ustosunkowany moskiewski kupiec Suzin. A gdzie on go poznał? A na Syberii. A co tam robił Wokulski? A jak ktoś ciekawy, to niech przeczyta "Lalkę".

Pozdrawiam

oto Krzysztof M

Lepiej niech matka

Lepiej niech matka wychowująca samotnie trójkę dzieci przymiera głodem gdy sąsiad zza ściany nie ma co robić pieniędzmi?

Lepiej, gdy państwo tak ustala reguły gry, że samotnej matce nie opłaca się być samotną - tak jak sąsiadowi zza ściany... :-)

Ja wiem, że PIS o tym nie pomyślał... :-)

oto Antek

Wygląda na to, że nie jestem

Wygląda na to, że nie jestem jednak socjalistą ale komunistą. Jeden pies. A może nawet kosmitą z K-paxa.
Dla mnie nadrzędne jest dobro człowieka i do niego należy dostosować prawa, jeśli kto nie ma co jeść trzeba go nakarmić, jeśli nie ma gdzie mieszkać dać mu mieszkanie, jak jest chory, zatroszczyć się o niego. Kto ma to zrobić? Jedyną taką instytucją jest państwo, nic lepszego dotychczas nie wymyślono.
To my, ludzie ustalamy reguły, jeśli umówimy się że 2+2 będzie 5 to będzie. I tak będą uczyć w szkołach. Święte prawo własności to też kwestia umowy - możemy ustalić, że mamy prawo tylko do osobistych przedmiotów albo do 80% efektów naszej pracy albo może tylko do 20% tego co wypracujemy albo może do 100% tego co zarobimy i ukradniemy. Albo nawet do życia innego człowieka - tak też można się umówić. I uważać, że to jest moralne. Dla mnie moralne jest zmusić bogatego aby podzielił się z biednym. Kulczykowi wygodnie byłoby też w willi za 5 mln dolarów, nie musi mieć chaty za 185 milionów. Kto zabroni bogatemu? Państwo, które dba o wszystkich.
Tak dla jasności, nie jestem pracownikiem budżetówki, nie żyję z zasiłku, pracuję w dziale technicznych prywatnej firmy produkcyjnej, nie zarabiam źle a jedyne pieniądze jakie od państwa otrzymałem to 500+, które nota bene od przyszłego miesiąca się kończy (jak te dzieci szybko rosną).
Czy oddałbym cześć zarobków biedniejszym? Już oddaję, płacę podatki, kupuję paliwo, płacę składkę zdrowotną, podatek od nieruchomości itp. i jakoś ledwo na życie starcza. Bogaty jak zaplaci 80% podatku i tak mu zostanie więcej niż mnie. Korwin wieszczył upadek Szwecji 20 lat temu i jedyne co ten kraj może zniszczyć to polityka migracyjna, gospodarka mimo socjalu ma się dobrze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.