Skazani na klęskę

11 września zamieściłem na Facebooku następujący wpis:

„Ćwierć wieku temu podawano w Polsce, że w latach 1940-1941 deportowano z Kresów Wschodnich na Syberię od 1 do 1,7 mln Polaków, z których 900 tys. miało tam zginąć. Po przebadaniu archiwów radzieckich okazało się jednak, że cztery deportacje z Kresów Wschodnich w latach 1940-1941 objęły w sumie około 320 tys. obywateli II RP. W tej liczbie znajdowało się około 25 tys. Ukraińców, 20 tys. Białorusinów i 70 tys. Żydów, procentowo dotkniętych wywózkami w równym stopniu jak Polacy (pozostałe 200-210 tys.). Do czasu amnestii, ogłoszonej przez ZSRR latem 1941 roku w następstwie układu Sikorski-Majski, śmiertelność wśród zesłańców wynosiła od 2,8% do 5,8% rocznie. Ile osób zmarło po tej dacie – nie sposób określić, z pewnością jednak przeżyło znacznie więcej osób niż to wynikało z wcześniejszych przypuszczeń. Oznacza to, że jednak dwa razy więcej Polaków – bo 400 tys. – deportowano do niemieckich obozów koncentracyjnych, gdzie 250 tys. z nich zginęło (70 tys. w samym Auschwitz). Im jednakże nikt nie urządza marszu pamięci na wzór Marszu Pamięci Zesłańców Sybiru, który odbędzie się 17 września”.

Prof. Stanisław Jan Ciesielski (Uniwersytet Wrocławski) w artykule „Deportacje obywateli polskich w głąb Związku Radzieckiego w latach 1940-1941”, opublikowanym na stronie internetowej Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, podał nawet dane niższe niż ja w swoim wpisie na FB. Z artykułu prof. Ciesielskiego można się dowiedzieć, że deportacje objęły od 307,8 do 313,8 tys. obywateli II RP, w tym najwyżej 184,7 tys. Polaków. W lutym 1940 roku deportowano do obwodu archangielskiego, Komi i na Syberię 137,8 tys. osób (114,2 tys. Polaków, 12,3 tys. Ukraińców, 11,3 tys. Białorusinów), w kwietniu 1940 roku deportowano do Kazachstanu około 60 tys. osób (42 tys. Polaków, 8 tys. Białorusinów, ponad 7 tys. Ukraińców, 2,4 tys. Żydów), w czerwcu 1940 roku deportowano do Komi i Kraju Ałtajskiego 76-78 tys. osób (63,8-65,5 tys. Żydów, 8,3-8,5 tys. Polaków, 3,8-3,9 tys. osób innych narodowości), a w maju i czerwcu 1941 roku 34-38 tys. osób (m.in. 20 tys. Polaków i 11 tys. Ukraińców)[1].

Mój wpis na FB wywołał niesamowitą agresję ze strony – jak się domyślam – zwolenników PiS i tych, którzy stoją na prawo od nich. Dowiedziałem się m.in., że jestem „oficerem prowadzącym”, który celowo przed 17 września rozpowszechnia takie teksty, „postkomunistycznym typem”, a także, że głoszę „nieśmiertelną propagandę ruską” oraz „chwałę oręża armii radzieckiej” (sic!). To i tak nieźle w porównaniu z reakcją na moją krytykę byłego prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, który w ramach umacniania polskiej tożsamości narodowej odradzał zagranicznym dziennikarzom wizyty w Muzeum Auschwitz. Dowiedziałem się wówczas, że jestem „łajdakiem” i „kanalią”.

Dziwne to, ponieważ nawet jeden z prawicowych portali historycznych potwierdził przytoczone przeze mnie dane. Czytamy na nim, że szacunki podające od 1 do 1,7 mln deportowanych

„obarczone były tym samym błędem. Powstawały na bazie cząstkowych danych, głównie relacji samych deportowanych, którzy nie mieli całościowego oglądu represji i wyolbrzymiali ich skalę (…). Protestujący przeciwko «nowym» (już ponad dwudziestoletnim) ustaleniom zdają się uważać, że redukcja liczby deportowanych pomniejsza i bagatelizuje ich tragedię. Takie myślenie trzeba stanowczo odrzucić. Licytacja na represjonowanych, zmarłych i zabitych do niczego nie prowadzi, a wykreślenie z prac historycznych nieistniejących ofiar w żaden sposób nie wymazuje z naszej pamięci gehenny setek tysięcy zesłańców. Prawda zaś nie może być antypolska”[2].

Niby proste, ale całkowicie niezrozumiałe dla atakujących mnie. Sądzę, że znajdują się oni pod wpływem przekazu medialnego, który jest inspirowany polityką historyczną IPN. Na stronie internetowej IPN czytamy bowiem, że

„według szacunków władz RP na emigracji, w wyniku wywózek zorganizowanych w latach 1940–1941 do syberyjskich łagrów trafiło około milion osób cywilnych, choć w dokumentach sowieckich mówi się o 320 tys. wywiezionych”[3].

Jest to pokłosie stanowiska tragicznie zmarłego prezesa IPN Janusza Kurtyki, który stwierdził, że chociaż IPN-owski projekt „Indeks Represjonowanych” doprowadził do ustalenia liczby około 320 tys. obywateli II RP deportowanych z Kresów Wschodnich w latach 1940-1941, to „nadal liczba ta jest podważana przez część historyków, piszących o 700 tysiącach – milionie deportowanych”[4]. Są to głównie historycy z IPN, jak np. Piotr Szubarczyk – autor książki „Czerwona apokalipsa”, albo skrajni antykomuniści, jak Roger Moorhouse – autor książki „Pakt diabłów”.

Jednak w wydanej przez IPN w 2009 roku publikacji „Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami” (353 strony), pod redakcją profesorów Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty, stwierdzono, że liczba ofiar śmiertelnych pod okupacją radziecką w latach 1939-1941, a także w okresie 1944-1945 wyniosła około 150 tys. obywateli polskich (Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Ormian, Żydów i in.). Liczba ta obejmuje ofiary zbrodni katyńskiej z 1940 roku (21768 ofiar), masakr więziennych NKWD w 1941 roku (20-30 tys. ofiar), ofiary innych aktów terroru, więzień, obozów karnych i obozów pracy, a także zmarłych w wyniku deportacji do Kazachstanu i na Syberię[5]. Z tego szacunku ofiar śmiertelnych okupacji radzieckiej – podanego w publikacji IPN – wynika, że nie mogło zginać 900 tys. spośród 1-1,7 mln obywateli II RP, którzy mieli być deportowani w głąb ZSRR.

Kwestionujący liczbę 320 tys. deportowanych z Kresów Wschodnich w latach 1940-1941 nie odpowiadają na podstawowe pytanie, jakie od razu się nasuwa: po co NKWD miałoby fałszować własną dokumentację wewnętrzną? Ujawnienie dokumentów NKWD dotyczących ilości deportowanych w głąb ZSRR obywateli II RP doprowadziło w środowisku wojującego antykomunizmu i rusofobii do poważnych dysonansów poznawczych, których nie powinno być wśród normalnych historyków.

Np. brytyjski historyk Halik Kochanski w książce „Orzeł niezłomny. Polska i Polacy podczas II wojny światowej” (Dom Wydawniczy „Rebis”, Poznań 2013) pisze, że

„Najpowszechniej podawanymi liczbami było 220 tysięcy cywilów wywiezionych w lutym 1940 r., 320 tysięcy w kwietniu 1940 r., 240 tysięcy w czerwcu 1940 r. i 200-300 tysięcy w czerwcu 1941 r. Łączna liczba około miliona wywiezionych była przyjmowana przez wiele lat. Jednak ostatnie badania oparte na danych z radzieckich archiwów pozwoliły zakwestionować tę liczbę. Opracowanie z 1997 r. oparte na dokumentach samego NKWD mówi o 140 tysiącach wywiezionych w lutym 1940 r., 60 tysiącach w kwietniu 1940 r., 80 tysiącach w czerwcu 1940 r. i 40 tysiącach w czerwcu 1941 r. Razem daje to 320 tysięcy wywiezionych – i tak ogromną liczbę. Podobne dane podano w opracowaniu opublikowanym w roku 2000, którego autorzy określają liczbę wywiezionych na 309-327 tysięcy”[6].

Żeby jednak uniknąć linczu ze strony „polskich patriotów” Kochanski robi następujące zastrzeżenie:

„Naukowcy wciąż badają radzieckie archiwa i po dokładniejszych badaniach demograficznych oraz analizie danych dotyczących późniejszych deportacji liczba wywiezionych ponownie jest weryfikowana wzwyż. Choć nie osiąga ona szacunku rządu polskiego na uchodźstwie, wydaje się obecnie prawdopodobne, że w latach 1940-1941 wywiezionych zostało przynajmniej 500 tysięcy obywateli polskich. W tej liczbie 52 procent stanowili Polacy, 30 procent Żydzi, a około 18 procent Ukraińcy i Białorusini. Wszyscy oni w tym rozdziale uznawani będą za Polaków”[7].

Ja w przeciwieństwie do Kochanskiego uważam jednak, że Żydzi, Ukraińcy i Białorusini to nie Polacy. Po przeczytaniu jego wywodu nasuwa mi się tylko jedno pytanie: to w końcu co wynika z dokumentacji NKWD – że deportowano 320 czy 500 tys.? Poza tym jeśli Polaków było 52 proc. wśród zawyżonej przez autora w stosunku do źródeł liczby 500 tys. deportowanych obywateli II RP, to liczba wywiezionych Polaków wynosi 260 tys. Tak czy owak nie milion albo więcej.

Liczba 320 tys. obywateli II RP deportowanych z Kresów Wschodnich w głąb ZSRR od lutego 1940 do czerwca 1941 roku w jakikolwiek sposób nie neguje zbrodniczego charakteru polityki stalinowskiej wobec Polaków. Tak samo jak obniżenie liczby ofiar KL Auschwitz z 4 mln do 1,1 mln, liczby ofiar KL Lublin (Majdanek) z 250 tys. do 79 tys., czy liczby ofiar ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem z 380 tys. do 200 tys. w niczym nie neguje ludobójczego charakteru polityki hitlerowskiej wobec Żydów, Polaków i innych narodowości. Naukowa weryfikacja pierwotnych danych – które były ustalane bez dostępu do źródeł, pod wpływem szoku spowodowanego przeżyciami wojennymi i z jedynie ogólną świadomością ogromu ofiar – jest rzeczą zupełnie normalną. Zwłaszcza w naukach historycznych.

Nie jest jednak rzeczą normalną dla polskiej prawicy, która w takiej weryfikacji od razu widzi polityczny spisek i podstępną rękę rosyjskiej lub niemieckiej agentury. Do dzisiaj w tym środowisku funkcjonuje niewielka grupka osób, która oprawiła w ramki liczbę 4 mln ofiar KL Auschwitz, jej naukową weryfikację uznaje za spisek niemiecki i wytrwale poszukuje dowodów na potwierdzenie swoich racji. Niestety wciąż nie może ich znaleźć. Znacznie gorzej jest jednak z próbą naukowej weryfikacji liczby ofiar stalinizmu, która zawsze wywołuje natychmiastową reakcję rzesz ofiar polityki historycznej IPN i PiS. Jedynym źródłem, z którego te ofiary czerpią swoją wiedzę jest propagandowa papka medialna oraz publikacje w stylu „Czarnej księgi komunizmu”.

Ofiary lansowanej w Polsce polityki historycznej są żywym dowodem tego, że polityka ta ma na celu uformowanie ludzi całkowicie niezdolnych do najprostszego myślenia krytycznego, wierzących w propagandowe formułki, traktujących tę wiarę jak wyznanie religijne oraz popadających w coraz większy fanatyzm. Jednakże tacy ludzie zawsze poniosą klęskę polityczną. Nie mam również wątpliwości, że klęskę poniesie obóz polityczny, który z rzesz bezmyślnych fanatyków uczynił swoje zaplecze.

- - -
Oświęcim, 19 września 2017 r.

[1] S. Ciesielski, „Deportacje obywateli polskich w głąb Związku Radzieckiego w latach 1940-1941”, http://www.sybir.com.pl, strona Muzeum Pamięci Sybiru (oddział Muzeum Wojska) w Białymstoku, dostęp 12.09.2017.
[2] R. Sidorski, „Stalin wcale nie wywiózł na Sybir milionów Polaków. Jakie są prawdziwe liczby i dlaczego trzeba o nich mówić?”, http://www.ciekawostkihistoryczne.pl, 20.03.2017.
[3] „Na nieludzką ziemię – sowieckie deportacje Polaków na Sybir”, http://www.ipn.gov.pl, strona Instytutu Pamięci Narodowej, dostęp 12.09.2017.
[4] Cyt. za: P. Szubarczyk, „Ilu Polaków Sowieci wywieźli?”, http://www.naszdziennik.pl, strona „Naszego Dziennika”, 10.02.2010.
[5] W. Materski, T. Szarota (red.), „Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami”, Warszawa 2009.
[6] Cyt. za: „Wstrząsające warunki życia Polaków deportowanych na Syberię i do Kazachstanu”, http://www.nowahistoria.interia.pl, 10.02.2014.
[7] Tamże.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 12)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzysztof M

Zapytałem kiedyś znajomego

Zapytałem kiedyś znajomego redaktora czasopisma "Sybirak - edycja dla młodzieży". Powiedział, że szacunki są różne, ale on skłania się do poglądu, że na wschód wywieziono 900 tys. Polaków.

oto olrob

Kto się do czego skłania

A ja skłaniam się do liczby zapisanej w archiwach sowieckich które do początku lat dziewięćdziesiątych pozostawały zamknięte. Rząd na uchodźctwie opierał się na mało wiarygodnych szacunkach.

oto PKK

Przykro patrzeć

Coraz bardziej przerażająca jest skala spustoszenia umysłów, którą dokonało wypchnięcie historii z ram naukowych do polityczno-propagandowych.

oto chłop jag

Skazani na klęskę

Skazani na klęskę

Ludzkość skazana jest na klęskę - co widać już teraz bez wytężania wzroku czy węchu - tołażysze.
Wniosek?
Nie będzie to pierwsza klęska w historii ludzkości - jednak nie wiemy czy klęska ta będzie już ostatnią klęską - tołażysze - która skończy eksperyment z człowiekiem na Ziemi w sąsiedztwie z pupilami szatana.

oto Robercik

Nie wiem czy Pan to czyta,

Nie wiem czy Pan to czyta, ale doradzam duży dystans do komentarzy internetowych w miejscach gdzie panuje wolna amerykanka. Szkoda nerwów na hołotę której możliwości ograniczają się do wydalenia z siebie krótkiej inwektywy. Przyznaję, że czasem w takie szambo nurkuję, ale na zasadzie "wystrzel i zapomnij" :).

Podam przykład. Niedawno totalitarny reżim PiS próbował zaszczepić dziecko na gruźlicę. Rodzice zwrócili uwagę, że szczepionka wymaga kwalifikacji, ale szpital odmówił jej. Po prostu szczepi z marszu, w pierwszej dobie po urodzeniu bez oglądania się na okoliczności. Rodzice odmówili zabiegu i natychmiast zebrał się sąd i w trybie ekspresowym (natychmiast), niczym sąd rewolucyjny...ODEBRAŁ im prawa rodzicielskie. Ludzie zabrali dziecko i zaczęli się ukrywać. Reżim PiS wysłał za nimi psy gończe zwane "policją".

Osobnikom którzy pisali na you tube "dobrze sąd zrobił" itp. pisałem, że są ludzkim g..wnem. Tak, wiem. Chamsko i brzydko. Ale są takie miejsca jak YT, FB gdzie poziom komentarzy jest dramatycznie niski a rzeczowa argumentacja spotyka się z potokiem wyzwisk. Tyle razy tłumaczyłem, że nie jestem przeciwnikiem szczepień w ogóle, ale jestem przeciw monstrualnym ilościom szczepień obowiązkowych, większej niż w krajach rozwiniętych.
I co?
Katarynki piszą: gdyby nie szczepienia, to mielibyśmy epidemie jak w średniowieczu, pewnie w Płaską Ziemię też wierzysz itd.
:)
Lać to po mordzie. Nie dyskutować. Osobnik piszący w Internecie pochwały odbierania praw rodzicielskich pod byle pretekstem zasługuje tylko na "strzała".

Nie mam konta na FB, nie wiem jak to wygląda w szczegółach, ale np. niektóre filmiki na YT mają wyłączone komentarze, platformy blogowe dają prawa moderatorskie blogerom. Nie warto tracić energii na czytanie obelg trolli.

oto krzycho

ODEBRAŁ im prawa rodzicielskie

Proszę Pana.
Apeluje Pan o umiar, sam jednak tego umiaru nie wymaga Pan od siebie. Według pełnomocnika rodziny mec. Teteli, sąd nie odebrał praw rodzicielskich rodzicom noworodka, a jedynie je ograniczył i powołał kuratora. To nieznacznie zmienia sytuację. Jednocześnie są dwie wersje wydarzeń - wersja ojca noworodka i wersja szpitala. Obie wersje różnią się zasadniczo. Jak rozumiem szpital broni swojej decyzji i własnych działań, niekoniecznie podając całą prawdę. Niestety, ojciec noworodka też może nieco ubarwiać działania zarówno własne jak i szpitala. doradzałbym wstrzemięźliwość w 'laniu po mordzie i strzelaniu' niekoniecznie zweryfikowanymi argumentami.
Co do prawa rodziców w decydowaniu o własnym dziecku, również w przypadku szczepień, jestem całkowicie z Panem zgodny.

oto Robercik

Sygnalizuję, że zapoznałem

Sygnalizuję, że zapoznałem się z Pańskim komentarzem. Czas pokaże kto kręcił: szpital czy rodzice.

oto Czesław

Najważniejsza to pamięć

W styczniu 2014 r. na prawica.net napisałem artykuł Krwawe łzy Kresowian i niestety znaczącego postępu w tej sprawie nie widzę. A to fragment "W czasach PRL-u pamięć o obozach koncentracyjnych była powszechna, więźniowie tych obozów byli pod tym względem usatysfakcjonowani moralnie. Po 1989 r. także wiedza o gehennie Sybiraków i więźniów gułagów znalazła miejsce w powszechnej świadomości. Natomiast gehenna Kresowiaków napotkała i niestety nadal napotyka na zdecydowany opór przed upamiętnieniem. Próbuje się te sprawy „zamieść pod dywan” i puścić w zapomnienie."

oto utu1

A kiedy ruszymy 6 milionow?

Pytam o dwa rozne 6 milionow. Oficjalne 6 milionow obywateli IIRP i oficjalne 6 milionow Zydow.

oto ratiofides

O deportacjach sowieckich

O deportacjach sowieckich jest chociaż dyskusja, jakieś kontrowersje. O deportacjach niemieckich cisza. Tylko z terenów "wcielonych" wypędzono ponad 900 tys. Polaków. Z jednej strony trudno to porównywać ze zsyłkami pod koło podbiegunowe. A jednak trudno też nie zauważyć, że pamięć historyczna (ta oficjalna, medialna) staje się u nas obrzydliwie jednostronna... Praca przymusowa milionów ludzi (także z łapanek) w III Rzeszy to już temat nieistniejący w przestrzeni publicznej.

oto Czesław

Panie radiofides

Nie wiem w jakiej rzeczywistości Pan żyje ale takie zdanie "A jednak trudno też nie zauważyć, że pamięć historyczna (ta oficjalna, medialna) staje się u nas obrzydliwie jednostronna." jest fałszywe i manipulacyjne. Wynika z tego taka sugestia że oficjalna propaganda pomija martyrologie doznaną od Niemców, co za bzdury. Pierwszy września obchodzony uroczyście, pamięć i martyrologia Powstania Warszawskiego, ostatnio problem reparacji a Pan sugeruje że oficjalnie tego nie ma. To opozycja razem z biskupami atakuje obecną władzę za to że tak podnosi te zaszłe sprawy a to "narusza przyjazne stosunki z Niemcami". To opozycja a więc nieoficjalna strona jeżdzi na skargi na Polskę do kanclerz Merkel u której w gabinecie wisi portret Wielkiej Katarzyny, też Niemki

oto ratiofides

Panie Czesławie

Nie zgadzam się z tak surową oceną mojego wpisu. Mam przykre wrażenie, że mój komentarz Pan niejako "nadinterpretuje" stawiając mnie po stronie opozycji atakującej rząd(?). A ja tylko pozwoliłem sobie na smutną konstatację jak bardzo asymetryczna jest u nas (w przestrzeni publicznej) pamięć o tym, co się wydarzyło na wschodzie i zachodzie. Oczywiście doceniam, iż po epoce PRL przywraca się pamięć o zbrodniach NKWD, o deportacjach na wschód, że powstaje tyle pomników, tablic, ulic, placów, szkół nazwanych ku pamięci. Niestety obchody 1 września nie są - moim zdaniem -pełną pamięcią o tamtej drugiej stronie historii. Generał Kutrzeba ma w Warszawie uliczkę której położenie na skraju podmiejskiego lasu jest raczej wątpliwym uhonorowaniem takiej postaci. Bitwa nad Bzurą, pierwsze wielkie uderzenie na Wehrmacht w II WŚ, gdzie poległo kilkanaście tysięcy polskich żołnierzy, jest prawie nieobecna w zbiorowej pamięci (nie licząc lokalnych uroczystości i spotkań rekonstruktorów). Intelligenzaktion - dziesiątki tysięcy pomordowanych ... spotkał się Pan z jakąś próbą upamiętnienia tego ludobójstwa szerzej w skali ogólnopolskiej? Na grobach w moich stronach pisano kiedyś in memoriam dla ojców rozstrzelanych w różnych nieznanych często miejscach. Takie stare nagrobki znikają już z cmentarzy i pamięć też. Prawnuki bywają zdziwione historią o której nie mówili w TV. Masowe deportacje o których wspominam wyżej (nie zauważył Pan?) to jeszcze inny temat.
Kwestia reparacji została podniesiona przez jednego polityka (tak słyszałem) i ponoć trochę zaskoczyła nawet jego własne otoczenie. Myślę że nie będzie reparacji, nikt tego nie wyegzekwuje, JEDNAK bardzo dobrze, że przypomniano różnym polonofobom i kłamczuchom kto był wtedy katem a kto ofiarą. Może za tym odważnym krokiem przyjdą inne.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.