Antypolityka historyczna i "wojna pomnikowa"

Wstęp

W poniższym tekście spróbuję przedstawić najważniejsze aspekty polityki historycznej prowadzonej przez polskie władze wobec Rosji, w tym tzw. "wojny pomnikowej". Rozważana polityka historyczna operuje zestawem narzędzi oddziaływania wykraczającym poza figury sylogistyczne (w istocie musi się z pewnych przyczyn obywać bez nich), ma bardzo specyficzne podejście do faktów historycznych i stawia sobie niezgłębialne przy użyciu "szkiełka i oka" cele. Wszystkim tym aspektom ww. polityki przyjrzę się w poniższym tekście, wykorzystując dla celów dydaktycznych fragmenty tekstu napisanego "w duchu" tejże polityki. W tekście naszkicuję zręby alternatywy dla opisanej polityki oraz pokrótce przedstawię co można przy użyciu każdej z tych polityk osiągnąć - a czego nie.

1. Psychomanipulacja

Erystyka jest sztuką ubierania treści w takie słowa, by słuchacz bądź czytelnik zgodził się z przekazem nie dlatego, że przekaz zawiera poprawny tok rozumowania i prawdziwe wnioski, tylko dlatego, że zgodę z przekazem dyktują mu emocje. Oczywiście manipulowanie emocjami jest wykorzystywane w publicystyce politycznej, gdzie np. krytyków samobójczych powstań określa się "czcicielami knuta" (S. Michalkiewicz). Któż z nas chciałby być zaliczany do "czcicieli knuta" bądź zdradzać "brak kręgosłupa" i "odwagi osobistej", dołączając do ich "na klęczkach liżącego buty najeźdźcy" obozu? Jeśli ktoś w swoich wywodach nadużywa języka emocji, możemy być pewni, że albo sam jest ofiarą manipulatorów, albo chce manipulować nami, nie mając racjonalnych argumentów koniecznych dla przekonania nas do głoszonych przez siebie tez.

W tekście "Pieniężno, Trzcianka, 'wojna pomnikowa'"pana Krzycha Adama (tekstu i argumentacji tego autora używam jako ilustracji, ponieważ jest on syntezą wszelkich możliwych błędów i nadużyć, dokonywanych przez "wojujących sowietofobów" w sprawach polityki historycznej i historii politycznej) możemy przeczytać co następuje:

Co jakiś czas różni autorzy piszą sążniste artykuły o tym jak bardzo usuwanie z polskiego krajobrazu pomników dominacji sowieckiej nad Polską jest szkodliwe dla stosunków polsko-rosyjskich.

Jak powszechnie wiadomo jeśli coś jest "sowieckie", to jest wcieleniem samego szatana. Natomiast słowo "dominacja" jest naszemu kochającemu niepodległość ponad istnienie biologiczne narodowi równie wstrętne jak "sowieckość". Jeśli więc coś jest pomnikiem "sowieckiej dominacji", należy niezwłocznie wsiąść na koń i z lancą w dłoni szarżować na to dwojące się w oczach wcielenie szatana.

2. Mętna terminologia

Ze swojej strony mam kłopot z ustaleniem, co to jest "sowiecka dominacja". Wśród części historyków zajmujących się historią najnowszą rok 1956 uznaje się za rok, kiedy naród polski zaczyna realizować własną politykę (także zagraniczną) w ramach obozu socjalistycznego (czyli koniec stalinizmu był końcem "sowieckiej dominacji"). Dla innych "sowiecka dominacja" skończyła się w roku 1989 albo w roku 1993, kiedy z terytorium III RP została wycofana Północna Grupa Wojsk armii radzieckiej. Być może są i tacy, dla których "sowiecka dominacja" trwa do dziś, bądź została zakończona dopiero w roku 2015, wraz z nastaniem "dobrej zmiany" ...
Nawet ustalenie zakresu czasowego trwania tejże "dominacji sowieckiej" nie daje odpowiedzi na pytanie co jest jej pomnikiem, a co - nie. Pomnikiem może być dowolny obiekt materialny - co ilustrują spory wokół Pałacu Kultury i Nauki im. J. Stalina, który takowym "pomnikiem dominacji" zdaniem niektórych jest. Współczesny kształt terytorialny państwa polskiego jest dotychczas (jeszcze?) nie zburzonym pomnikiem "sowieckiej dominacji" (to nie jest argument ad absurdum ani instantia - tylko ilustracja faktu, że nie jest bezpieczne ani rozsądne dążenie do zatarcia wszelkich śladów określonego okresu dziejów, bez liczenia się z kosztami). Likwidowane pomniki trudno określić jako "pomniki dominacji", ponieważ nie sławiły one militarnego zwycięstwa nad II RP w 1939r. bądź podporządkowania politycznego PRL. Odnosiły się do konfliktu niemiecko-radzieckiego, na którym ostatecznie Polacy jako naród skorzystali politycznie, terytorialnie, demograficznie i ekonomicznie.
Obok problemów z ustaleniem, co to ta "sowiecka dominacja", gdzie ona się kończy i gdzie zaczyna mam jeszcze inny problem ze zrozumieniem samej idei usuwania pomników "sowieckiej dominacji". W Krakowie, w 1987 r. postawiono marszałkowi I. Koniewowi pomnik, w uznaniu jego zasług dla uratowania miasta przed zniszczeniem. Zasługi Koniewa dla Krakowa są bezdyskusyjne, dodatkowo uratował on 2 Armię Wojska Polskiego (złożoną w dużej mierze przez eks-żołnierzy AK) pod Budziszynem (operacja łużycka) przed masakrą. W roku 1991 pomnik Koniewa został zdemontowany w ramach "likwidacji w Krakowie pomników będących symbolami panowania sowieckiego", w jego miejscu na cokole nie postawiono niczego. Nie jestem w stanie dostrzec w pomniku postawionym w uznaniu wymiernych zasług w 1987 r. "symbolu panowania sowieckiego". Po roku 1989 zdemontowano wiele pomników "braterstwa broni" itp., sławiących nie "sowiecką dominację", tylko - faktyczną, udokumentowaną wspólną walkę z Niemcami. Demontaż pomnika Koniewa odbył się przynajmniej w sposób taktowny wobec strony rosyjskiej (co w zestawieniu z Trzcianką dowodzi postępującego dziczenia obyczajów w IIIRP).
Zostawmy na chwilę "sowieckość" z boku i zastanówmy się, co mogłoby być faktycznym "pomnikiem dominacji"? Takim pomnikiem byłby monument na cześć Dybicza czy Paskiewicza , sławiący ich zwycięstwo nad polskimi buntownikami w 1831 r (pomnik Paskiewicza stał do 1917r. przed obecnym pałacem prezydenckim). Albo pomnik sławiący np. tow. Sierowa za jego walkę z "polską reakcją" czy też - wyrażający mu wdzięczność za pomoc Polakom w budowie ich socjalistycznej ojczyzny. Czyli pomnik jawnie sławiący działania wrogie narodowi polskiemu i służące jego podporządkowaniu. Za "pomnik dominacji" nie da się uznać np. pomnika gen. Czerniachowskiego, ponieważ nie sławił on czynów generała, które można uznać za wrogie narodowi polskiemu - wręcz przeciwnie, oczyszczanie Prus Wschodnich z Niemców było dla Polaków ze wszech miar korzystne. Nawet pomnik Józefa Stalina, wystawiony w podzięce za przeforsowanie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej pomnikiem "sowieckiej dominacji" by nie był.

Powyższy wywód ma pokazać, że terminologia towarzysząca "wojnie z pomnikami" jest mętna, nieprecyzyjna, pozwala na niszczenie dowolnych monumentów. "Sowiecka dominacja" nie siedzi w brązach i granitach czy marmurach, tylko w głowach, jest subiektywną emocjonalną reakcją nielicznych (acz aktywnych w przestrzeni medialnej) osób na określone obiekty - a nie - konsensusem polskiego społeczeństwa w tej kwestii. O tym, co jest, a co nie jest "pomnikiem sowieckiej dominacji" decyduje wyłącznie stopień, w jakim dany "bojownik z pomnikami" uległ pewnej paranoi.
Jedyne realne koszty związane z istnieniem pomników i miejsc pamięci są dwa - pierwszy z nich to koszt konserwacji pomnika i jego otoczenia, drugi - koszt alternatywny zastosowania terenu, na którym pomnik stoi. Z punktu widzenia polityki państwa te koszty są znikome (choć z punktu widzenia samorządu - mogą być znaczące - i to może być jeden z powodów zachodzenia obserwowanych np. w Trzciance zjawisk).

3. Emocje i pamięć

Poszerzę teraz cytat z "Pieniężno, Trzcianka, 'wojna pomnikowa'":

Co jakiś czas różni autorzy piszą sążniste artykuły o tym jak bardzo usuwanie z polskiego krajobrazu pomników dominacji sowieckiej nad Polską jest szkodliwe dla stosunków polsko-rosyjskich. Tak jakby to był najistotniejszy punkt sporny między naszymi dwoma krajami. A przecież jest to sprawa drugorzędnej, czy nawet trzeciorzędnej wagi, wykorzystywana jedynie tak głośno ze względu na swą nośność emocjonalną.

Z punktu widzenia polityki międzypaństwowej tu i teraz kwestia ta jest mniej istotna. Gdyby ludzie nie posiadali pamięci ani emocji, pomnikowe ekscesy polskich władz samorządowych (lub PiS) możnaby zignorować. Niestety skutki tych działań wobec niektórych pomników i miejsc pamięci będą bardziej długofalowe, ponieważ, w przeciwieństwie do antyrosyjskich działań polskich władz "w sprawie" Czeczenii, Gruzji, Ukrainy, embarga UE, drugiej nitki rurociągu "Przyjaźń" itp. zostaną zapamiętane przez społeczeństwo rosyjskie. Dlaczego? Bo jak już pisałem

Wrogie działania państwa polskiego skierowane przeciw państwu rosyjskiemu, mimo że idiotyczne i szkodliwe, biorąc pod uwagę brak konfliktu interesów politycznych bądź ekonomicznych, można rozumieć jeszcze w kategoriach polityki. Głupiej, szkodliwej, ale - polityki. Działania wobec miejsc pamięci to już nie polityka, stosunki międzypaństwowe. Ich skutki sięgają relacji człowieka żyjącego w Rosji i czującego się Rosjaninem do człowieka, którego uważa on za Polaka. Dzieje się tak, ponieważ działania wobec miejsc pamięci, realizowane za pomocą polskiej machiny państwowej uderzają w uczucia Rosjan. Rosjanie budują swoją tożsamość narodową wokół mitu "Wielkiej Wojny Ojczyźnianej" i zasług narodu rosyjskiego (wraz z innymi narodami ZSRR) w zatrzymaniu niemieckiej ludobójczej machiny. Praktycznie każda rodzina w Rosji straciła na tej wojnie kogoś z bliskich. Rosjanie są świadomi tej ofiary na gruncie osobistym i narodowym. Są też świadomi, że uchronili naród polski, za cenę krwi swoich bliskich, przed eksterminacją. Godzenie w miejsca pamięci poległych czerwonoarmistów (czy to takich, jak niesłusznie obwiniany za los wileńskiej AK gen. Czerniachowski, czy też prostych Iwanów Iwanowów- patrz "Mauzoleum żołnierzy radzieckich w Trzciance - wyburzone, Rosja protestuje ") to nie - godzenie w jakąś "rosyjską dumę imperialistyczną", tylko w pamięć (zbiorową, ogólnonarodową i indywidualną) o tychże poległych. Rosjanie odbierają to nie jako element "zimnej wojny", "polityki historycznej", tylko najzwyklejszą krzywdę wyrządzaną im osobiście, za tańczenie na grobach ich bliskich.

Regularnie powtarzające się ekscesy wokół miejsc pamięci wychowują Rosjan w nienawiści do narodu polskiego. Z ludźmi wychowanymi w takiej atmosferze będzie znacznie trudniej usiąść do stołu negocjacyjnego - i to, co będą skłonni zaoferować będzie mniej korzystne (częściowo ze względu na ich własne emocje, częściowo - ze względu na emocje elektoratu bądź grupy towarzyskiej, najbliższego otoczenia).

Krzych Adam w swoim tekście ignoruje kwestie trwałości sentymentów, wydaje mu się, że opisany powyżej proces wychowawczy można zignorować, a wszystko samo się ułoży, gdy tylko władze polskie przestaną z serwilistyczną nadgorliwością szkodzić Rosji, a zaczną - wedle "minimum dopuszczalnego normami NATO":

Zasadniczym problemem w naszych stosunkach dla strony rosyjskiej jest uległość władz w Polsce i podporządkowanie wszelkich działań na kierunku wschodnim polityce amerykańskiej.(...) Ta właśnie całkowita uległość i podporządkowanie są dla Rosji nie do przyjęcia. (...)Skoro jesteśmy w NATO, to wypełniamy jedynie minimum tego co ten układ nakłada jako szykany na Rosję, a poza tym utrzymujemy najlepsze jak tylko można z nią stosunki. Istnieje wymiana kulturalna, dialog między Kościołem i Cerkwią, wystawy gospodarcze, festiwale, itp.

Otóż w chwili obecnej skuteczny reset w stosunkach z Rosją będzie wymagał określonych gestów w sprawie pomników i miejsc pamięci, ponieważ rosyjscy politycy będą musieli liczyć się z tym, jak się w "kwestii polskiej" czuje ich elektorat - a elektorat uważa, że Polacy posunęli się o wiele za daleko. Naprawianie relacji między narodami (a nie - między państwami) może, po takich ekscesach, jakie przez ostatnie kilkadziesiąt lat miały miejsce, potrwać bardzo długo.
Czy zdaniem Krzycha Adama, po ograniczeniu aktów wrogości do "NATOwskiego minimum" należy dać sobie na wstrzymanie z "wojną pomnikową"? Otóż - nie:

Sowieci pozostawili na naszym terenie cały szereg bardzo często autentycznie szkaradnych artystycznie, a najczęściej kłamliwie prezentujących wydarzenia obiektów , których celem było zaznaczenie swej dominacji nad tym terenem.

Polityka odprężenia w bieżących kwestiach politycznych połączona z wojną propagandową wymierzoną w to, co Rosjanie uważają za świętość nie ma najmniejszych szans na osiągnięcie celu, jakim jest poprawa stosunków międzypaństwowych i międzynarodowych.

4. Psychomanipulacje i kłamstwa a prawda historyczna

Wojna z pomnikami jest toczona, jak pokazałem powyżej, poprzez język psychomanipulacji. Wojujący z pomnikami nie stronią jednak również od otwartych kłamstw, w tym historycznych.

Sowieci pozostawili na naszym terenie cały szereg bardzo często autentycznie szkaradnych artystycznie, a najczęściej kłamliwie prezentujących wydarzenia obiektów , których celem było zaznaczenie swej dominacji nad tym terenem.

Odbiór sztuki jest kwestią subiektywną, dodatkowo - w okresie powstawania tych monumentów obowiązywały określone kanony estetyczne. Powątpiewam, by autor powyższych słów (znów niezawodny Krzych Adam, tekst cytowany) posiadał kwalifikacje zawodowe do oceny walorów estetycznych. Ale skoro te "sowieckie obiekty" są "szkaradne artystycznie" i do tego "autentycznie", to walka z nimi sama przez się staje się szlachetnym bojem o upiększenie polskiej ziemi, w którym nie ma co się oglądać na skutki dla stosunków między narodami, nieprawdaż? Na dodatek obiekty te "kłamliwie prezentują wydarzenia" ... to znaczy upamiętniają walkę czerwonoarmistów z niemieckim okupantem i nic więcej, co już samo w sobie jest kłamstwem, bo ... nic tam nie ma o tym, że potem NKWD aresztowało AKowców i polskich patriotów ... Otóż pomniki nie służą do referowania całego historycznego otoczenia zdarzeń, które upamiętniają, w szczególności tych, na które "pomnikowani" wpływu nie mieli.

W wojnie z pomnikiem gen. Czerniachowskiego, upamiętniającym jego walkę z Niemcami w Prusach Wschodnich sięgano po kłamstwa i manipulacje, które Krzych Adam przywołuje:

coś należało zrobić z pomnikiem na przykład generała, w którego imieniu zostali aresztowani i zamordowani, czy zesłani żołnierze naszego Państwa Podziemnego (to ten w Pieniężnie)

Fakty historyczne są następujące: gen Czerniachowski (w meldunkach AK występujący także jako "Czernikowski" i "Czernihowski") przyjął ofertę współpracy z oddziałami AK (którą płk. Krzyżanowski wystosował dopiero po zakończonej klęską próbie zdobycia Wilna na własną rękę w nocy 6/7 VII 1944). "Wilk" meldował, że stosunki z Czerniachowskim były "dobre" lub "poprawne", ale zakładał różne scenariusze rozwoju sytuacji, bo 12. VII wysłał meldunek, że "w ostatecznych zamiarach Rosji leży likwidacja naszych oddziałów" a 13. VII wysłał do Warszawy depeszę, że "za żadną cenę nie da się rozbroić". 15 VII pisał, że "rozmowy (z gen. Czernichowskim, d-cą 3. Frontu Białoruskiego) odbyły się w dobrej atmosferze.(...) Przyjęto bez zastrzeżeń naszą propoozycję wystawienia dywizji piechoty i brygady kawalerii". Współpraca zakończyła się 16.VII aresztowaniem kadry oficerskiej, wezwanej na odprawy w Wilnie i Boguszach. Oddziały AK zgrupowane w Puszczy Rudnickiej przez płk. Krzyżanowskiego zostały bez rozlewu krwi rozbrojone i internowane (starcia ppłka Kalenkiewicza "Kotwicza" z Armią Czerwoną w Surkontach miały miejsce później i doszło do nich z jego incjatywy).
Co wynika z powyższego? To, że gen. Czerniachowski nie miał początkowo rozkazów na wypadek napotkania oddziałów AK i zareagował z własnej inicjatywy bez wrogości. Kooperację z AK zakończono na rozkaz Stalina, najprawdopodobniej odprawa z 16.VII była już inicjatywą NKWD, przejmującej sprawę AK, jako polityczną, z rąk dowódcy frontu. Inicjatywa AK na wileńszczyźnie nie mogła skończyć się inaczej, biorąc pod uwagę, że ZSRR nie uznawał rządu londyńskiego oraz uznawał za własne terytoria obszar zajmowany 22.VI.1941, co zostało zaakceptowane przez Wielką Brytanię i USA przy okazji podpisywania Karty Atlantyckiej, a potwierdzone na konferencji w Teheranie.
Co o sposobie, w jaki obchodzono się z żołnierzami AK ma do powiedzenia uczestnik tamtych wydarzeń, były żołnierz AK, Prof. Tadeusz Krzymowski (Sokołowski)? Czy faktycznie, jak pisze Krzych Adam "zostali aresztowani i zamordowani, czy zesłani"?

Byłem szeregowym żołnierzem 2. Północnego Zgrupowania AK, a w ostatnich miesiącach ułanem zwiadu konnego 1. Wileńskiej Brygady AK. Co jednak ważniejsze, wraz z innymi żołnierzami AK byłem internowany przez Armię Czerwoną w obozie w Miednikach. I dobrze wiem, że w lipcu 1944 r. nikogo z dowództwa Wileńskiego Okręgu AK nie rozstrzelano, a kilka tysięcy naszych żołnierzy, wywiezionych z Miednik do Kaługi i rzekomo więzionych „w łagrach-obozach śmierci”, po dwóch latach wróciło do Polski. Sam ze starszym bratem uciekłem z obozu w Miednikach, zmieniłem nazwisko na Krzymowski, przyjechałem do Polski już w nowych granicach, tu zdobyłem wykształcenie i dla tej Polski pracowałem. Ale dalsze losy internowanych w Miednikach żołnierzy znam bardzo dobrze i muszę sprostować fałszywe informacje. Te krople fałszu stały się użyteczne do utrzymania atmosfery rusofobii.
Prof. Tadeusz Krzymowski (Sokołowski), wywiad "Fałszywe mity z generałem w tle", tygodnik "Przegląd"

Niezależnie od powyższego, internowanie zapobiegło zbędnemu w ówczesnej sytuacji geopolitycznej rozlewowi polskiej krwi (co było korzystniejsze od "brawurowego oporu jako protestu" w Surkontach).

Czytamy dalej u Krzycha Adama:

Na dodatek ów pomnik (YB: gen Czerniachowskiego) głosząc tę chwałę jednocześnie kłamie, że pomnik wystawili wdzięczni Polacy podczas gdy polecenie postawienia pomnika wydał jakiś sowiecki komendant.

Pomnik postawiono w latach 70 XX wieku. Zapewne projekt był z czasów Gomułki, ale realizacja to już Gierek. Postawienie czegokolwiek na polskim terytorium (poza bazami armii ZSRR), zarówno za czasów Gomułki, jak i Gierka wymagało jednak zgody władz polskich, a nie "jakiegoś sowieckiego komendanta". Postanowienia pierwszego sekretarza były postanowieniami dokonywanymi w imieniu narodu polskiego.

5. Cele i motywy

Polityka prowadzona przez władze polskie musi mieć sformułowane wymierne cele, także międzynarodowe, zgodne z długofalowym interesem narodu polskiego. Polityka wobec pomników i miejsc pamięci, jako element polityki historycznej, nie jest zwolniona z wpisywania się w tą ogólną zasadę. Prowadząc wojnę z określonymi elementami rosyjskiej polityki historycznej, właśnie na drodze usuwania pomników i miejsc pamięci związanych z Armią Czerwoną, należy mieć pewność, że ta polityka w żaden sposób nie godzi w polskie interesy.
Budowanie przez Rosjan tożsamości narodowej na gruncie mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej było dla Polaków korzystne, ponieważ ten mit jest wymierzony w niemiecki imperializm nacjonalistyczny, robi z Niemiec naturalnego wroga - a nie z "białopolaków". Przy odpowiednim rozegraniu tego mitu można było kontynuować linię polityczną PRL, trzymać się narracji o "braterstwie broni" i "wspólnej walce z faszyzmem". Można pamiętać o 17.IX.1939 i Katyniu, ale jednocześnie - można nie ciskać ich w twarz Rosjanom przy każdej okazji. Dobre stosunki na gruncie międzynarodowym łatwo przekuwać na określone korzyści ekonomiczne i polityczne. Złych się nie da - są przeciwskuteczne z punktu widzenia polityki. Głosząc Rosjanom, że Armia Czerwona wkraczała w 1944 roku na współczesne ziemie polskie jako najeźdźca wpisujemy się w ramach mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, przez który Rosjanie patrzą na historię, do obozu państw-satelitów III Rzeszy, co jest historycznie absurdalne i nie daje się w żaden sposób eksploatować w ramach stosunków międzypaństwowych i międzynarodowych.

Pan Krzych Adam pisze:

Dlaczego należało, czy jeszcze należy coś zrobić (YB: z pomnikami)? To powinno być jasne. Pomniki służą pamięci. Dlaczego mieć pomniki sławiące tych, którzy są niegodni naszej pamięci, albo pomniki zaświadczające nieprawdę?

Z mojego wywodu powyżej powinno być jasne, że nie wszystkie pomniki służą pamięci. Niektóre służą polityce międzynarodowej, osiąganiu celów wytyczonych przez interes narodowy narodu polskiego w relacjach z narodem rosyjskim. Wcześniej pokazałem, że osoby "niegodne pamięci" pana Krzycha Adama niekoniecznie są niegodne pamięci narodu polskiego, oraz że nie wszystko co pan Krzych Adam nazywa nieprawdą faktycznie nieprawdą jest i vice versa.
W Czechach i na Słowacji, mimo okoliczności odsunięcia od władzy E. Benesza i spacyfikowania "praskiej wiosny" wszelkie pomniki ku chwale Armii Czerwonej i miejsca pamięci oraz cmentarze wojskowe czerwonoarmistów są bezpieczne. Także w Niemczech i w Austrii, gdzie pomniki te upamiętniają największą klęskę militarną w dziejach narodu niemieckiego, nikt nie myśli o ich wyburzeniu jako symboli "sowieckiej dominacji", którymi tam niewątpliwie są. Czy ten fakt ma coś wspólnego z prowadzeniem rozumnej polityki przez Niemców, czy może raczej z ich wrodzoną skłonnością do, jakby to powiedzieli polscy "sowietofobi", "czczenia knuta" i "lizania kacapskiego buta"? Dodam, że w przypadku Niemiec i Austrii mówimy tu m. in o potężnych monumentach w stolicach obu państw, a nie - niewielkich budowlach w prowincjonalnych mieścinach lub w szczerym polu (przedruk zdjęć z podpisami za B. Piętka, „Wojna pomnikowa” z Rosją ):

pomnik

Pomnik Bohaterów Armii Czerwonej w Wiedniu

pomnik

Pomnik Bohaterów Armii Czerwonej w Wiedniu-posąg żołnierza z godłem ZSRR

pomnik

Pomnik Bohaterów Armii Czerwonej w Wiedniu
cokół z treścią rozkazu Stalina w języku rosyjskim
pomnik

Pomnik Żołnierzy Radzieckich w Berlinie-Tiergarten

6. Bilans zysków i strat

Niemcy szanują pomniki i groby żołnierzy Armii Czerwonej, pomimo tego że położyła ona kres niemieckim marzeniom o podporządkowaniu sobie Europy na drodze podboju, doprowadziła do znacznego uszczuplenia terytorium Niemiec, a jej przemarsz przez terytorium III Rzeszy był dla Niemców narodową katastrofą. Czy Polacy mogą postrzegać przemarsz Armii Czerwonej w podobnych kategoriach? Armia ta położyła kres planowej eksterminacji narodu polskiego, połączonej ze sprowadzeniem Polaków do statusu niewolników. Po zadaniu III Rzeszy militarnej klęski, wyłącznie dzięki potędze Armii Czerwonej powstało najsilniejsze państwo polskie, jakie kiedykolwiek istniało. Wolne od rozsadzających je od środka znaczących liczebnie mniejszości narodowych. Polska otrzymała spowrotem tereny zagospodarowywane przez Niemców od kilkuset lat, z przyzwoitą infrastrukturą drogową, kolejową, energetyczną i przemysłem, tracąc tereny rolnicze, zasiedlone przez mniejszość pałającą do Polaków i państwa polskiego miłością Bandery i Szuchnewycza. Naród polski wycierpiał swoje w okresie stalinizmu, ale uzyskane dzięki Armii Czerwonej granice pozostały. Jednolita struktura etniczna państwa polskiego, będąca efektem działań Stalina, możliwych wyłącznie dzięki sile i ofiarom Armii Czerwonej - wciąż się utrzymuje ...
Czy Polacy potrafią uszanować pomniki Armii Czerwonej, mimo, że mają powody by je szanować - zarówno stricte utylitarne, jak i wynikające z wdzięczności za opisany powyżej prezent? Część Polaków potrafi, "sowietofobi" natomiast myślą tak (Krzych Adam, tekst cytowany wyżej):

A teraz wyobraźmy sobie, że mamy z Rosją przyjazne, czy przynajmniej w miarę poprawne stosunki i możemy to negocjować. Że nie, tego generała to my mieć nie możemy jako bohatera, któremu składa się na rocznice kwiaty, nieważne czy on aresztował owych AK-owców z przekonania, czy dlatego że się bał NKWD.

Generał, który póki działał z własnej inicjatywy wykazywał się dla żołnierzy AK życzliwością, a potem podporządkował się rozkazom swojego dowództwa nie jest w niczym odpowiedzialny za losy żołnierzy AK. Żołnierze ci (AK) działali w strefie operacyjnej wojsk ZSRR (ustalenia z Teheranu), na terytorium uznawanym przez ZSRR za własne, deklarując podporządkowanie rządowi nie uznawanemu przez ZSRR. W wojsku określone działania (szczególnie w sprawach związanych z polityką zagraniczną) są skutkiem rozkazów dowództwa, a nie - efektem "przekonań" czy "strachu przed NKWD". Z takiego stawiania sprawy, jak w powyższym cytacie (pomijając, że jest on kolejnym kłamstwem i kolejną manipulacją, co wykazałem powyżej) nie da się wyciągnąć żadnych korzyści politycznych. Czyniąc zadość sentymentowi Rosjan do ofiary gen. Czernichowskiego - możemy zyskać ich życzliwość, którą można eksploatować politycznie.

Czytamy dalej u Krzycha Adama:

A tego drugiego pomnika, w tym miejscu i w takiej postaci też nie, bo nieprawdą jest , że myśmy go wystawili z wdzięczności, a oprócz jesteśmy gotowi czcić pamięć tych, którzy stracili życie walcząc z Niemcami, ale chwały armii która przyniosła nam uciemiężenie i terror głosić nie będziemy.

Tak, rujnujmy sobie stosunki z Rosjanami, ignorując kompletnie historyczny bilans zysków i strat, to najlepsze dla narodu polskiego, co możemy w ramach polityki historycznej zrobić.

7. Podsumowanie

W powyższym szkicu zaprezentowałem najistotniejsze moim zdaniem aspekty patologicznej polityki historycznej, realizowanej przez polskie władze przy silnym poparciu ze strony części społeczeństwa polskiego, którą roboczo określiłem mianem "sowietofobów". Cechy charakterystyczne tej polityki to w obszarze stylistycznym, fomalnym - posługiwanie się szerokim wachlarzem chytów erystycznych, psychomanipulacji zaś w obszarze faktograficznym - ignorowanie bądź przemilczanie faktów, zacieranie proporcji pomiędzy zjawiskami, ignorowanie zysków i wyolbrzymianie strat.
Polityka historyczna prowadzona takimi narzędziami musi prowadzić do strat moralnych, wizerunkowych w stosunkach z narodami będącymi celem ataku przy użyciu opisywanych narzędzi. Obok ww. strat wizerunkowych i utrwalania antypolskich emocji wśród Rosjan polityka historyczna polskich władz nie dostarcza narodowi polskiemu żadnych korzyści w chwili obecnej, a długofalowo może owocować poważnymi stratami ekonomicznymi i politycznymi.
Nie jestem w stanie zidentyfikować żadnych celów prowadzonej przez polskie władze polityki - poza ekspresją emocji dla samej ekspresji emocji. To postawa infantylna. Człowiek dorosły, racjonalny, potrafi powściągnąć emocje i patrzeć na określone zjawiska z perspektywy drugiej strony. Dziecko cierpi, gdy nie może działać w zgodzie z emocjami i jest niezdolne do rozumienia zagadnień wykraczających poza jego punkt widzenia i jego emocje. Czy faktycznie polskim problemem obecnie jest to, że ton polityce historycznej, a za jej pośrednictwem - międzynarodowej nadaje dziecięcy sposób pojmowania rzeczywistości przez polskie władze? Jeśli odrzucimy hipotezę o ekspresji emocji jako wyłącznym celu polityki historycznej prowadzonej przez polskie władze, pozostaje jeszcze tylko jedna interpretacja obserwowanej sytuacji. Ewentualnym celem alternatywnym, zakładającym złą wolę władz polskich mogłoby być maksymalne utrudnienie ułożenia stosunków polsko-rosyjskich w przyszłości, co nosi znamiona antynarodowej dywersji.

oto YogiBeer YogiBeer

Nacjonalista sekularny.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.25
Ogólna ocena: 3.3 (głosów: 20)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzych Adam

Proszę o uwagę wszystkich którzy przeczytali ten tekst.

Jest jak się zdaje rzecza oczywistą, że moje wyjaśnienia w napisanym przeze mnie tekście Pieniężno, Trzcianka, “wojna pomnikowa” po niemożności wytłumaczenia w dyskusji wobec skrajnie emocjonalnie zachowującego się p. YB dlaczego uważam tezy jego tekstu Wychowywanie Rosjan w nienawiści do Polaków przez polskojęzyczne elity za błędne okazały się czerwoną płachtą na tego byka zionacego ogniem z nozdrzy. Nie jestem torreadorem z muletą (a tym bardziej nie ze szpadą) w dłoni, więc jest to jedyny post, który tu umieszczam. Przyjmując na serio moje postanowienie niewdawania się w jałowe spory z megalomanem niezdolnym do zrozumienia jakiegokolwiek innego zdania niż jego własne jedynie proszę PT Czytelników (bo przecież nie szarżującego byka) o uważne przeczytanie ponownie tych tekstów które przywołałem.

Widać będzie wówczas wyraźnie, że mamy do czynienia z tendencyjnym, mylnym interpretowaniem mych słów by nadać im inne znaczenie niż te które ja im nadawałem. Oto kilka przykładów:

  • Nigdy nie popierałem działań jakiegokolwiek organu czy to władzy państwowej, czy samorządowej w kwestii konkretnych pomników sowieckich na terenie Polski. Działania tych organów co do tego czy innego pomnika leżą poza moim zainteresowaniem. Interesuje mnie jedynie problem w formie czystej. Czy wszystkie z nich powinny być pozostawione, czy niektóre z nich należy uznać za całkowicie nie do przyjęcia, czy niektóre mogłyby pozostać na przykład pod warunkiem modyfikacji ich nazwy i modyfikacji napisów na nich i czy niektóre są akceptowalne takie jakie są. BTW, mauzoleum w Trzciance według mej opinii nalezy do ostatniej kategorii. Serdecznie ubolewam, że zostało zniszczone.
  • Nigdy nie postulowałem likwidacji żadnych cmentarzy, co sugeruje p YB nawracając co i raz do "grobów".
  • Nie twierdziłem, że pomnik gen. Czerniachowskiego był monumentem dominacji sowieckiej i rozkaz jego budowy był wydany przez jakiegoś komendanta sowieckiego. Ale wspominałem takie monumenty, których w Polsce jest wiele. Przykładem może być niedawno usunięty pomnik "Czterech śpiących" na warszawskiej Pradze. Moim zdaniem nie jest istotne czym gen. Czerniachowski się kierował aresztując AK-owców. Udzielił swego nazwiska temu czynowi, naszym bohaterem nie może być.
  • Wyraźnie zaznaczyłem, że kwestia pomników, moim zdaniem, jest tak głośna i wykorzystywana propagandowo w Rosji by usposobić Rosjan negatywnie do Polaków, bo władze polskie są wrogie Rosji. Zaznaczyłem, że uważam takie postępowanie władz polskich za zasadniczy błąd. Postawiłem tezę, że wrażliwości obu stron mogłyby być zaspokojone, gdyby nie trwające już trzecią dekadę owo postępowanie. BTW, wbrew temu co pisze p. YB nigdy nie stwierdziłem, że moim zdaniem: "wszystko samo się ułoży, gdy tylko władze polskie przestaną z serwilistyczną nadgorliwością szkodzić Rosji".
  • Polska ma z Rosją podpisaną w 1994 roku Umowę między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Federacji Rosyjskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji. Nie jest to umowa o ochronie upamiętniania uczestników represji przeciw polskiemu narodowi, ani o ochronie monumentów dominacji sowieckiej w Polsce. Teraz zacytuję p. YB:
    Czyniąc zadość sentymentowi Rosjan do ofiary gen. Czerniachowskiego - możemy zyskać ich życzliwość, którą można eksploatować politycznie.

    Hmmm, to jest właśnie to stricte utylitarne podejście do sprawy, jak sądzę. No cóż, ja nie uważam, że dla korzyści należy wyrzekać się swych przekonań

oto YogiBeer

Jak na osobę cztero lub

Jak na osobę cztero lub pięciokrotnie zarzekającą się publicznie, że już nigdy , przenigdy nie skomentuje niczego, co piszę, ma Pan nędzne efekty. To niesłowność lub niezdolność do opanowania targających Panem emocji, które są tak silne, że przeważają nad utratą twarzy w wyniku niezdolności do postępowania zgodnie z własnymi deklaracjami.
W polemice ze mną nie użył Pan ani jednego racjonalnego argumentu (powód: Pana stanowisko wobec kwestii pomników i miejsc pamięci Armii Czerwonej jest stricte emocjonalne i nie istnieją oraz nie mogą istnieć racjonalne argumenty, którymi możnaby je w jakikolwiek sposób uzasadnić) i zignorował wszystkie racjonalne argumenty, których użyłem (nie pierwszy raz zresztą i zapewne nie ostatni).

Ponieważ nie zrozumiał Pan tekstu, który komentuje, albo go nie przeczytał, więc wydaje się Panu, że Pana wypowiedziami się manipuluje ("mamy do czynienia z tendencyjnym, mylnym interpretowaniem mych słów by nadać im inne znaczenie niż te które ja im nadawałem. Oto kilka przykładów").
Ad. 1 - w tekście niczego nie napisałem o Pana popieraniu lub nie dewastacji pomników przez polskie władze. Pisze Pan brednie i marnuje mój czas.
Ad. 2 - w tekście nie ma niczego o ewentualnym popieraniu przez Pana likwidacji jakichkolwiek cmentarzy. Pisze Pan brednie i marnuje mój czas.
Ad. 3. Nie twierdziłem, że pomnik gen. Czerniachowskiego był monumentem dominacji sowieckiej i rozkaz jego budowy był wydany przez jakiegoś komendanta sowieckiego. Sfalsyfikowałem dla pomnika Czerniachowskiego dwa warianty "niesłuszności", ze względu na nieprecyzyjność Pana sformułowań (kiepski styl).
Moim zdaniem nie jest istotne czym gen. Czerniachowski się kierował aresztując AK-owców. Udzielił swego nazwiska temu czynowi, naszym bohaterem nie może być. - rozumowanie typu "nieważne, czy Panu ukradli rower, czy Pan ukradł rower, jest Pan zamieszany w kradzież roweru". Czerniachowski działał zgodnie z rozkazami i nikt go o pozwolenie na "udzielenie swojego nazwiska" nie pytał. "Wilkowi" miał powiedzieć: "Żadnego porozumienia nie będzie. Z polecenia rządu ZSRS mam was rozbroić". Czerniachowski poległ podczas walki, której końcowym efektem jest to, że miasto Mehlsack zmieniło przynależność państwową na polską i nazwę - na Mąkowory (potem - na Pieniężno). W ramach wdzięczności za tą walkę i ofiarę życia polskie władze Pieniężna zdecydowały się zlikwidować jego pomnik. Niezależnie, czy ktoś uznaje go za swojego bohatera, czy nie - może jeszcze uważać, że generałowi należy się jakaś forma wdzięczności od ludności tubylczej albo nie. Albo, że po(zo)stawienie jego pomnika jest rozsądnym posunięciem z punktu widzenia polityki wizerunkowej na użytek relacji z Rosją i narodem rosyjskim ... Za internowanie wileńskiego AK bez urządzania zbędnych jatek też można być wdzięcznym, bo było ono nieuniknione po odmowie dołączenia do Wojska Polskiego Berlinga. Tyle, że wdzięczność trzebaby kierować nie do gen. Czerniachowskiego, a do marszałka Stalina.
Ad. 4 Pan, zgodnie z deklaracjami z Pana tekstu, łudząc się, że po ograniczeniu wrogich kroków do minimum dopuszczalnego w NATO dojdzie do normalizacji stosunków z Rosją (co opisałem jako twierdzenie przez Pana, że "wszystko samo się ułoży, gdy tylko władze polskie przestaną z serwilistyczną nadgorliwością szkodzić Rosji" - i niezmiennie podtrzymuję tą charakterystykę Pana tez), ignoruje dotychczasowe skutki "wojny pomnikowej" (czyli emocje i trwałość sentymentów Rosjan) i chce de facto dalej prowadzić "wojnę pomnikową". Tylko chce Pan to inaczej nazwać. W tekście powyżej napisałem szerzej, dlaczego to absurd.
Ad. 5 To jest dowód, że Pan niczego z powyższego tekstu nie pojął, nie wyciągnął Pan żadnych wniosków, niczego się nie nauczył. Umowa o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji nijak ma się do tego, o czym pisałem. Cytat Nie jest to umowa o ochronie upamiętniania uczestników represji przeciw polskiemu narodowi, ani o ochronie monumentów dominacji sowieckiej w Polsce. to pustosłowie. Do worka "monument dominacji sowieckiej", jak napisałem powyżej - można wrzucić dowolny obiekt, zależnie od stopnia, w jakim wrzucający jest dotknięty paranoją. Dodajmy, że przykład gen Czernichowskiego dobitnie pokazuje, kto wg. Pana interpretacji może być "uczestnikiem represji przeciw polskiemu narodowi".
I wisienka na torcie:

Czyniąc zadość sentymentowi Rosjan do ofiary gen. Czerniachowskiego - możemy zyskać ich życzliwość, którą można eksploatować politycznie.

Hmmm, to jest właśnie to stricte utylitarne podejście do sprawy, jak sądzę. No cóż, ja nie uważam, że dla korzyści należy wyrzekać się swych przekonań

Nie oceniam J. Piłsudskiego pozytywnie, ale ciśnie mi się na usta (klawiaturę) cytat "Wam ku­ry szczać pro­wadzić, a nie po­litykę ro­bić.". Takich, co chcieli prowadzić politykę narodu polskiego w zgodzie ze swoimi "przekonaniami", "honorami" itp. było w historii polskiej niemało, skutki były zawsze i niezmiennie katastrofalne. Ale na pewno tym razem, jeśli tylko się jeszcze raz napniemy, "neosowieccy" (Pana zdaniem) Rosjanie ukorzą się przed nami i uznają naszą moralną wyższość.

Co do tych "przekonań", pisałem już Panu (ale to samo odnosi się do wszystkich polskich "sowietofobów", jest odziedziczoną po romantyzmie narodową chorobą Polaków):
Pan nie ma żadnych poglądów. Poglądy to produkt wiedzy i użycia pewnego aparatu analitycznego do jej organizacji. Pan ma tylko trochę emocjonalnych ocen, które zastępują Panu poglądy, z braku możliwości wytworzenia takowych. Z poglądami można polemizować, wykazać ich (o)błędność, szkodliwość z punktu widzenia polityki międzynarodowej czy międzypaństwowej. Infantylnym emocjom nie można przeciwstawić żadnej argumentacji, bo nie tworzą one systemu logicznego. Pan nie rozumie, co jest do Pana pisane, bo nie ma Pan czym rozumieć - nie ma Pan czym przetwarzać racji - potrafi Pan tylko dołączać do emocji lub komunikować emocje. (http://www.prawica.net/8429#comment-108732)

oto Krzych Adam

Panie, odczep się Pan ode mnie.

Zapomnij, że ktoś taki jak Krzych Adam istnieje na świecie. Wtedy, a nie wówczas gdy wyciera Pan sobie gębę mym nickiem, będzie mógł Pan oczekiwać, że nie będę odpowiadał. Co Pan oczekiwał? Że będzie mnie Pan szarpał na wszystkie strony, a ja będę siedział jak mysz pod miotłą?

Zgadza się, nic z tego co Pan wypisuje ja nie pojmuję. A głównie nie pojmuję, jak można być tak zafiksowanym na swym własnym poglądzie, by każdy inny nie starać się przeanalizować i być może potem przeargumentować, a tylko skupić się na oblewaniu oponenta żółcią i inwektywami.

Do niewidzenia i niesłyszenia.

oto adam_54

:-) Coś w tym jest... jako że..

Czy faktycznie polskim problemem obecnie jest to, że ton polityce historycznej, a za jej pośrednictwem - międzynarodowej nadaje dziecięcy sposób pojmowania rzeczywistości przez polskie władze?

.. rządy w Polsce opanowały osoby prawne , partiami zwane.... a osoby prawne posiadają IQ oscylujące w okolicach 60 - czyli poziom intelektualny charakterystyczny dla 10 - 12. roku życia człowieka. Teza autora o "dziecięcym sposobie pojmowania rzeczywistości przez polskie władze" , wydaje się tezą jak najbardziej poprawną :-)

oto Dom

Moje gratulacje

Wpis znakomity i merytoryczny.
Szacunek za odwagę i wkład pracy.

oto JJerzy

Nie oceniając jednoznacznie

Nie oceniając jednoznacznie stanowiska autora, bo to materia bardziej skomplikowana od obrazu tu nam przedstawionego, nie sposób nie odnieść się do manipulacji - bo o naiwność nie śmiem go posądzać znając skalę jego megalomanii - jakich co chwila się dopuszcza. Smaczku dodaje fakt, że już na wstępie autor zarzuca adwersarzom, ale nie tylko im, bo w gruncie rzeczy wszystkim, którzy nie pochłoną w pełni prezentowanych prawd, szermowanie chwytami erystycznymi, choć sam swoje uproszczenia prezentuje w sposób sugerujący możliwość kwalifikowania się do istot rozumnych jedynie tym, którzy jego poglądy w pełni i bez zastrzeżeń podzielają. Nadto zaprezentowane opinie to obraz czarno-biały, a więc konstrukcja w stosunkach społecznych i polityce nie tylko niewystępująca, ale nawet niewskazana.
Wprawdzie autor, na wstępie, obiecuje nam, że:

[…] spróbuję przedstawić najważniejsze aspekty polityki historycznej prowadzonej przez polskie władze wobec Rosji, w tym tzw. "wojny pomnikowej"

ponieważ jednak na próbie się skończyło, bo tekst jest właściwie jedynie o pomnikach, to i ja też wyznaczoną sobie granicą pójdę i zajmę się wybranymi fragmentami tekstu.

Nasz autor nieustannie szermujący racjonalizmem i „brzydzący się” gierkami emocjonalnymi, zaraz, przy pierwszej próbie omawiania konkretnego przypadku, uderza w tony propagandy w duchu naiwności i głupoty Polaków prezentowanej już od czasów ostatniej wojny. Te opowieści o lancach i czołgach … Wprawdzie autor tak daleko się nie posuwa, ale cóż zaszkodzi napisać:

Jeśli więc coś jest pomnikiem "sowieckiej dominacji", należy niezwłocznie wsiąść na koń i z lancą w dłoni szarżować na to dwojące się w oczach wcielenie szatana.

Dalej autor zwierza się nam:

Ze swojej strony mam kłopot z ustaleniem, co to jest "sowiecka dominacja".
Takie naiwne „odkrycie się” to kolejny chwyt. Autor bowiem wie, że dominacja nie polegała wyłącznie na bieganiu po ulicach z naganem. Liczy jednak na naiwność czytelnika, na jego rozterki z oceną własnych doświadczeń.

Ta gra w budowę czarno-białych ocen serwowana jest, w tekście autora, nieustannie. On wie, że pomniki, w wersji radzieckiej, to nie tylko miejsca upamiętnienia ludzi, lub zdarzeń, ale coś, co używając języka nieco swobodnego, nazwać można obsikaniem terenu.
Autor pisze nam:

Likwidowane pomniki trudno określić jako "pomniki dominacji", ponieważ nie sławiły one militarnego zwycięstwa nad II RP w 1939r. bądź podporządkowania politycznego PRL. Odnosiły się do konfliktu niemiecko-radzieckiego […]

jakby naprawdę wierzył, że stawianie, w każdym możliwym miejscu iglic wzorowanych chyba na egipskich obeliskach, jest czym innym, jak tylko sławieniem niepobiedimoj i przypominaniem gdzie bije serce światowego proletariatu którego jest ona zbrojnym ramieniem.

Autor, swoim zwyczajem, musi mieć ofiarę, którą (najchętniej, zapewne, z imienia i nazwiska) mógłby do woli powycierać się tu i ówdzie. W tym przypadku padło na Krzycha Adama, który, zdaniem autora, nie powinien pozwalać sobie na ocenę estetyczną tego co widzi, cyt.:

Powątpiewam, by autor powyższych słów (znów niezawodny Krzych Adam, tekst cytowany) posiadał kwalifikacje zawodowe do oceny walorów estetycznych.

ponieważ czynić to wolno jedynie patentowanym estetom. Ze zdziwieniem stwierdzić muszę, że oto szanowny Yogi ujawnił tu skłonność upraszczania oglądu świata poprzez dobieranie autorytetów według deklarowanych kwalifikacji. Zaiste ciekawa postawa u osoby z takim przerostem samooceny.

A oto manipulacji ciąg dalszy. Oto z faktu, że Czerniachowski, którego dotyczy właściwie większość tekstu (rodzina, czy co …), na początku rozmawiał z Akowcami przyjaźnie, by potem ich aresztować (celowo upraszczam), autor wyciąga nieuprawniony wniosek, że zapewne na początku działał z własnej inicjatywy (ot, jakie dobre panisko), a potem uległ złym wpływom NKWD. Skąd u autora takie wnioski? Nie wierzę, że to naiwność, a nie manipulacja. Czyżby „w swej naiwności” nie był w stanie dopuścić gry ww. oficera? Ja nie wiem jak było, ale na pewno tak prezentowane „rozumowanie” nie jest w stanie mnie przekonać.

I tak dalej ...

Właściwie cały tekst jest tego rodzaju konstrukcją, która ma przekonać do zapisania się po stronie tych … rozumnych. Aż ciśnie się na usta pytanie o cel tego tekstu.
I żeby nie było ... Nawet tu, na PN wielokrotnie opowiadałem się po stronie tych którzy nawołują do kształtowania rozsądnych stosunków z Rosją. Ale ... Znaj proporcją mociumpanie ...

oto Marek Bekier

Moje poglądy w sprawie

Moje poglądy w sprawie "pomnikowej" są identyczne jak Pana Krzycha Adama. Różnią się więc trochę od pańskich co nie przeszkadza w sensownej dyskusji z Panem. Nie będę jednak w tym miejscu z Panem polemizował bo dużo ważniejsze jest stwierdzenie pełnej zgodności co do tego, że dyskusja jest możliwa wtedy gdy adwersarz jej nie ustawia w sposób wygodny dla siebie jak robi to nasz piwny misio.

oto JJerzy

Panie Marku

Ja w moim wpisie nie odnosiłem się do polityki pomnikowej, ale do sposobu przedstawienia zagadnienia przez ... misia z błędem ortograficznym*. Stąd pierwsze zdanie mojego wpisu i zakończenie, bowiem sprawa jest elementem większej całości.

*) Wielbiciele tytułują go tu ... Palmerem. Nie wiem co zacz, ale taki nick wydaje mi się bardziej ... adekwatny. Kiedyś mieszkałem na śląsku i tam o osobie, której woda sodowa uderzała do głowy, mawiano, że jej palma odbija.

oto JJerzy

Czyżby ...

... lektura obowiązkowa? Taka nowa KEN?

oto Eowina

Walka PiSu z pomnikami jest tylko cząścią szerszej

wojny jaką toczy PiS. Pomijając naturalną wojnę z opozycją, PiS walczy o odszkodowania wojenne od Niemiec i właśnie powstaje nowy front z Rosją, czyli "nowa Norymberga" Macierewicza, dla osądzenia komunizmu. W tym przypadku jest to tyle dziwna sprawa, że większość komunistów nie żyje, łącznie ze Stalinem, a Putin jest faworytem papieża Franciszka. Kaczyński zapowiada "długą walkę" z Niemcami, a podejrzewam, że wojna z komunizmem w Polsce będzie jeszcze dłuższa, przy uzbrojeniu "raz sierpem, raz młotem", więc do "nowej Norymbergi" też daleko.
Jednym słowem PiS pracuje nad tym aby Polakom się nie nudziło.

oto Krzysztof M

Czy faktycznie polskim

Czy faktycznie polskim problemem obecnie jest to, że ton polityce historycznej, a za jej pośrednictwem - międzynarodowej nadaje dziecięcy sposób pojmowania rzeczywistości przez polskie władze?

Polskim problemem jest wykorzystywanie poparcia sporej części społeczeństwa, które myśli emocjami dla osiągania celów politycznych niezgodnych z polską racją stanu.

oto Janusz Sanocki

Dobry tekst!

Podzielam spostrzeżenia Autora. Burzenie pomników poradzieckich to typowy terroryzm, który ma wzbudzić nienawiść Rosjan i w ten sposób wypełnić założenie początkowe szalonych rusofobów z Antonim na czele. A w dodatku ci niby patrioci liżą buty amerykańskim generałom, a im więcej liżą tym bardziej nienawidzą ruskich. Może to taka psychoterapia zastępcza.
skutki wszakże dla nas są już i będą opłakane. Wykopujemy rów niechęci ze wschodnim sąsiadem.

oto Zona

Na nasze nieszczęście to nie

Na nasze nieszczęście to nie tylko środowiska skupione wokół PiS dają się rozgrywać takim światopoglądem. Wystarczy wejść na strony zbliżone do rzekomej "prawicowej" alternatywy dla PiS. Jak te wszystkie Ruchy Narodowe itp. Tam to samo. A wejście na pewną stronę internetową prowadzoną przez pallotyna związaną z tamtym "światem" prowadzi wręcz do wypalenia oczu nienawiścią która stamtąd się sączy. Jak brzmiał tytuł pewnego całkiem niezłego amerykańskiego filmu "To nie jest kraj dla starych ludzi"... Przy czym słowo starych zdefiniujmy jako dojrzałych.

oto YogiBeer

Dziękuję za uznanie tekstu za

Dziękuję za uznanie tekstu za dobry. Ten tekst dotyczy "międzynarodowego" (co do skutków) odgałęzienia paranoi, której odnogę "krajową" piętnował Pan w tekście "Komunista Broniewski" (http://www.prawica.net/8292 , to godny uwagi tekst, któy polecam każdemu, kto czyta ten komentarz, a jeszcze tekstu pana Sanockiego nie czytał).
Działań Antoniego nie próbuję analizować, bo metody racjonalne się tego nie imają, tak samo jak licznych przemówień pana ministra.
Z jednym się nie zgodzę:

Wykopujemy rów niechęci ze wschodnim sąsiadem.

Najgorsze jest to, że ten rów jest nam kopany, a nie - my go kopiemy. My (jako naród) jedynie głupawo przyklaskujemy kopiącym, bo nas wcześniej wytresowano, że polityka międzynarodowa to obszar "ekspresji emocjii", a nie - szachy.

oto TBM

możliwe powody

cytuję YogiBeer:

Jeśli odrzucimy hipotezę o ekspresji emocji jako wyłącznym celu polityki historycznej prowadzonej przez polskie władze, pozostaje jeszcze tylko jedna interpretacja obserwowanej sytuacji. Ewentualnym celem alternatywnym, zakładającym złą wolę władz polskich mogłoby być maksymalne utrudnienie ułożenia stosunków polsko-rosyjskich w przyszłości, co nosi znamiona antynarodowej dywersji.

Często w negocjacjach lub podczas prób zmian (ustawiania "po nowemu" wzajemnych relacji) kładzie się na stół przysłowiową kozę rabina.

Robią tak wszyscy, Rosjanie, co oczywiste, także. Niczym innym nie jest przecież na przykład nagłe wykrywanie przez ich służby sanitarne zakażenia polskich jabłek owocówką.

Nasze sankcje wobec Rosji nie robią na niej (z różnych przyczyn, o których nie pora tu mówić) żadnego wrażenia.

Ale nawet z Pańskiego tekstu wynika, że "niszczenie pomników" działa im silnie na emocje. Wiedząc tyle, ile obaj wiemy z publicznych doniesień, absolutnie nie możemy wykluczyć, że to wzmożone usuwanie jest właśnie takim podsunięciem problemu będącego argumentem w (jakichś) rozmowach. Którego usunięcie będzie postąpieniem w negocjacjach.

Coś jak wrak Tupolewa. Takie "dobrze trzymanie".

pozdrawiam
TBM

oto Marek Bekier

Bardzo dobre wyjaśnienie z tą

Bardzo dobre wyjaśnienie z tą kozą rabina. Oczywiście ten sposób prowadzenia negocjacji jest znany od dawna a jednak dopiero czytając pański post doszedłem do ciekawego pytania: jak Pan sądzi, czy jest możliwe, że jedynym efektem jakichś negocjacji jest równoczesne wycofanie kóz rabina przez obie strony bez rozwiązania głównych problemów? W tym konkretnym wypadku widzę to tak:
- Rosja oddaje wrak;
- Polska przerywa "wojnę pomnikową";
- wymiana gospodarcza układa się sama bez ingerencji rządów;
- zamiast manewrów "Zapad" na Białorusi i manewrów NATO w Polsce urządzamy jakiś turniej grup rekonstrukcyjnych np. pod Grunwaldem.

oto TBM

koza za kozę

cytuję Marek Bekier:

jak Pan sądzi, czy jest możliwe, że jedynym efektem jakichś negocjacji jest równoczesne wycofanie kóz rabina przez obie strony bez rozwiązania głównych problemów?

Gdyby jedynym skutkiem było "wycofanie kóz" to byłoby jak w dowcipie z bacami, którzy te żaby za darmo zjedli... Zwykle chodzi o zostawienie tego o co nam naprawdę chodzi. Ale nie zawsze się udaje i wprowadzamy do menu żabie udka :)

Nie wiem, czy pomniki są kozą. Ale na pewno nie można a priori pomijać tej hipotezy składając wszystko na głupotę, nienawiść, dziecinne emocje etc. etc. i to jednej tylko strony.

Choć to bardzo dowartościowuje.

No bo skoro oni (i polski rząd i Polacy jako całość) są tacy głupi to jaki ja jestem mądry!

pozdrawiam
TBM

oto chłop jag

Nie wiem, czy pomniki są kozą

Nie wiem, czy pomniki są kozą. Ale na pewno nie można a priori pomijać tej hipotezy składając wszystko na głupotę, nienawiść, dziecinne emocje etc. etc. i to jednej tylko strony.

Moim zdaniem - rzeczone pomniki wpisują się w nakręcanie grozy na powrót wskrzeszonej tzw. zimnej wojny od której w pierwszym rzędzie to atrapa Polski (tubylcy) skończy z odmrożonymi uszami, nosem i kończynami - tołazysze. Zimną wojną próbuje się ochłodzić już trwającą wojnę beżowo-czarną aby ta za wcześnie nie wypaliła się - tołażysze - bo ona ma wybuchnąć gwałtownie i w odpowiednim czasie.
Wniosek?
Nie jest możliwe aby polskojęzyczne nygusy - sr*ły z takim rozmachem - na Rosję bez cichego przyzwolenia naprawdę rządzących ową Rosją - tołażysze.

oto TBM

?

cytuję chłop jag:

Nie jest możliwe aby polskojęzyczne nygusy - sr*ły z takim rozmachem - na Rosję bez cichego przyzwolenia naprawdę rządzących ową Rosją - tołażysze.

Pomijając fakt, że to nie jest żaden wniosek z Pańskich poprzednich słów to w zasadzie... dlaczego nie jest możliwe? Może Pan podać jakieś przesłanki, żeby to naprawdę był wniosek a nie założenie?

pozdrawiam
TBM

oto chłop jag

Pomijając fakt, że to nie

Pomijając fakt, że to nie jest żaden wniosek z Pańskich poprzednich słów

Jak to nie - skoro likwidacja pomników mieści się w owym s*aniu?

dlaczego nie jest możliwe?

Pisałem o tym wielokrotnie - chodzi o mikrofilmy z działalności nygusów z czasów tamtej komuny. Ponadto nygusy zaangażowane były bez reszty w tzw. obalanie komuny - a przecież obalanie to odbywało się także pod nadzorem CCCP.
Na koniec - Putin nie odbił zbrojnie Rosji z rąk ciemnych mocy - to ciemne moce wystrugały Putina na coś w rodzaju namiastki cara.
Wniosek?
Wy tołażysze nic się nie obawiajcie z naszej strony tylko będziecie teraz na nas ujadać a my czoło będziemy marszczyć - tołażysze.

oto Krzysztof M

Putin nie odbił zbrojnie

Putin nie odbił zbrojnie Rosji z rąk ciemnych mocy - to ciemne moce wystrugały Putina na coś w rodzaju namiastki cara.

Ktoś policzył trupy z czasów końca władzy Jelcyna i początków władzy Putina? :-)

oto YogiBeer

Pisałem o tym wielokrotnie -

Pisałem o tym wielokrotnie - chodzi o mikrofilmy z działalności nygusów z czasów tamtej komuny. Ponadto nygusy zaangażowane były bez reszty w tzw. obalanie komuny - a przecież obalanie to odbywało się także pod nadzorem CCCP.

CCCP przeżarły już wtedy od środka korniki pupili, więc ważniejsze filmy mikroo i makro mają i mały szatan i wielki szatan, a może nawet coś wpadło w ręce byłej rasy panów, bo połowa nygusów modli się ustawiając dywanik w stronę Berlina, a nie - Waszyngtonu.

Na koniec - Putin nie odbił zbrojnie Rosji z rąk ciemnych mocy - to ciemne moce wystrugały Putina na coś w rodzaju namiastki cara.
Wniosek?

"Tołażysz" zapomniał dodać, że w międzyczasie Putin zdążył się urwać ze sznurka marionetki, po czym niektóych marionetkarzy powsadzał do więzienia, a innym pozwolił uciec, ale za cenę majątku pozostawionego w Rosji.

oto mmm777

“wymiana gospodarcza układa się sama bez ingerencji rządów”

Rozumiem, chodzi o to by PL mogła czynnie udzielać się w sankcjach wobec RU, ale by to robieniu interesów tam przez PL nie przeszkadzało? Tak?
.
Tyle, że Rosja nie znosi, by kraj jej wrogi zarabiał na niej, i konsekwentnie temu przeciwdziała.
Np. ostatnio udał się przekonać BY, by produktów uzyskanych z rosyjskiej ropy nie eksportowała przez Łotwę, dzięki czemu tamtejsze koleje w końcu staną się deficytowe.
O konsekwentnym przechodzeniu rosyjskiego handlu morskiego na Bałtyku do rosyjskich portów to chyba wspominać nie warto...

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.