Masowa produkcja doktoratów w Polsce

Na Politechnice Poznańskiej odbył się XI Krajowy Zjazd Doktorantów i V Zjazd Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Pierwszego dnia zjazdów ogłoszono, że tytuł najbardziej prodoktoranckiej uczelni w kraju – PRODOK - zdobył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Oficjalne dane głoszą, że w ubiegłym roku akademickim na UAM studiowało aż 35,5 tysiąca doktorantów. Obfitość imponująca, urodzaj niesłychany. Parafrazując znane powiedzenie, w poznańskim Uniwersytecie rzucając kamieniem, częściej można trafić w doktoranta niż w psa.

A były czasy, kiedy stopień naukowy doktora nobilitował, był często podsumowaniem osobistych zainteresowań lub osiągnięć naukowych. Dzisiaj wyraźnie spowszedniał. Pisanie rozprawy doktorskiej staje się zajęciem coraz modniejszym, a wynika to często z prozaicznych przyczyn. Dla wielu młodych absolwentów wyższych uczelni studia III stopnia, czyli studia doktoranckie, są gwarantem zapewnienia niezbędnych, choć niezasobnych środków do życia. Pozwalają na okres kilku lat uniknąć bezrobocia. Gorzej po ukończeniu doktoratu – zastępy świeżo wypromowanych doktorów mają nie mniejsze trudności ze znalezieniem pracy w wyuczonym zawodzie, niż armia absolwentów studiów magisterskich.

Dialektyka heglowsko-marksistowska, którą wbijano do głów studiującym w latach panowania w Polsce ustroju sprawiedliwości społecznej głosiła, że ilość przechodzi w jakość. Teza ta nie sprawdza się także w przypadku masowych studiów doktoranckich. Już dzisiaj zauważa się, że przeciętny poziom naukowy prac doktorskich systematycznie się obniża.

W lutym 2010 r. w Instytucie Nauk Prawnych PAN w Warszawie odbyło się uroczyste wręczenie dyplomów doktorskich połączone z dyskusją na temat „Jaki model kariery naukowej w Polsce?”. Wypowiedziało się kilku znanych profesorów, stwierdzając między innymi, że

• poziom doktoratów, niestety, obniża się. Dziś doktorat nie stanowi rękojmi samodzielności naukowej i dlatego nie może stanowić przepustki do tej samodzielności. Kariera naukowa powinna być bowiem uboczną konsekwencją badań naukowych prowadzonych z pasji naukowej z chęci poznania prawdy (prof. M. Żylicz).

• następuje obniżenie poziomu doktoratu wynikające z umasowienia tego stopnia. W związku z tym usprawiedliwiona jest klasyfikacja, ranking doktoratów na podstawie oceny placówki, która stopień nadała (Prof.. J. Skupiński)

• doktorat staje się stopniem masowym i jest to proces nieunikniony. Jednakże w sposób administracyjny nie da się podnieść poziomu doktoratu, a poziom doktoratów się różnicuje (prof. M. Kleiber)

• poziom doktoratów w Polsce nie wszędzie jest dostatecznie wysoki, żeby uznać, że jest to wystarczająca i ostateczna ocena pozwalająca na realizację kariery naukowej, zwłaszcza w kontekście umasowienia studiów doktoranckich (prof. B. Kudrycka)

• zachodzi sprzeczność pomiędzy powszechnością doktoratu i jego elitarnością. Jeśli studia doktoranckie są 3 etapem studiów, liczba doktoratów wzrośnie lawinowo i może się to odbyć kosztem ich jakości. Trzeba zatem skoncentrować się na kwestii, kto ma prawo nadawać stopień doktora (prof. A. Zoll).

Realna wiedza nie zawsze idzie w parze z predyspozycjami naukowymi. Poziom doktoratów jest także w dużej mierze zależny od poziomu ich promotorów. Jaki mistrz, taki uczeń. A w wielu polskich uczelniach walory intelektualne i naukowe profesury pozostawiają dużo do życzenia.

5
Ocena czytelników: 5 (głosów: 6)
Twoja ocena: None


To jest: Alej

Zatem powoli bo powoli ale idzie do przodu ...

Zatem są widoki, że wreszcie i w tej dziedzinie powoli dołączymy do wielkiej rodziny cywilizowanych państw, gdzie nie liczy się byle dyplom lecz tylko dyplom wydany przez niektóre uczelnie.
Te które na taką nobilitację sobie zasłużyły pilnowaniem poziomu.

Jeszcze długa droga przed nami, jeszcześmy na nią nawet nie weszli.
Na razie tylko okazało się, że wejść MUSIMY KONIECZNIE.
Dobre i to.

"Jedynie prawda jest ciekawa" - Józef Mackiewicz
"Dziś nikt nie jest ciekawy rzeczy ciekawych" - Stefan Kisielewski (za prof. Rytlem)

.

A ja pójdę troszkę dalej niż P.Alej i myślę, że już nawet nie tyle dyplom, a porządne doświadczenie i referencje, a na pewno wewnętrzny proces rekrutacyjny.
Przynajmniej dla 90% aplikantów i w 90% przypadków.

Doktoraty i magisetria (jakiejkolwiek uczelni, najlepiej zagranicznej) to na pewno wciąż będzie dobry papier do załapania się do pracy w jakiejś biurokracji.
Tam najbardziej liczy się podkładka pod zatrudnienie pociotka.

Na chwilkę: zapomnij o Polsce.
Przez chwilkę: pomyśl o Polakach.

To jest: Alej

Z tego co wiem w USA (np.) liczy się nie dyplom a licencja.

Mam na myśli inżynierów.
"Jakość" dyplomu (która uczelnia go wydała) wpływa na jej zdobycie, lecz sam dyplom jeszcze do niczego nie uprawnia.
Zaznaczam, że wiem to nie z autopsji lecz ze słyszenia.

"Jedynie prawda jest ciekawa" - Józef Mackiewicz
"Dziś nikt nie jest ciekawy rzeczy ciekawych" - Stefan Kisielewski (za prof. Rytlem)

To jest: Jerzy Mariusz

Przed wojna od sekretarki

Przed wojna od sekretarki wymagano znajomości stenografii, umiejętności samodzielnego redagowania pism, znajomości języka obcego. Za komuny wymagano matury. Dzisiaj wymaga się przede wszystkim zgrabnej figury. Postęp wyraźny.

Jerzy Zerbe

To jest: Dax

Nie matura, lecz chęć szczera...

Dzisiaj przede wszystkim potrzeba pleców. Nieistotna jest renoma uczelni, zdobyty dyplom, umiejętności, wiedza itd. Istotne jest poparcie lokalnego guru! Nawet tzw. rozmowa kwalifikacyjna to już przeżytek i mało jest firm, które korzystają z tego sposobu rekrutacji. Ile jest fikcyjnych ofert pracy w internecie? Najlepiej wiedzą to ci, którzy próbowali w ten sposób szukać pracy (choćby mój siostrzeniec po UJ). Innym problemem są oferty , w których najczęściej żąda się od kandydata doświadczenia. Tylko gdzie je zdobyć? Uczelnie nie zapewniają odpowiednich praktyk a jedynie wypluwają studenta z nic nie wartym papierkiem! Jak wiadomo sama magisterka to jak w latach 80-tych matura. Teraz conajmniej trzeba mieć podyplomówkę lub jak ktoś ma czas - doktorat i stąd tylu doktorantów!
Najłatwiej jednak tak jak pisałem - mieć plecy i robić jakąś szkółką pod konkretne zapotrzebowanie (może być wyższa szkoła w Pcimiu czy gdziekolwiek) byle dawała papierek a promotor już zadba o przyjęcie kandydata.

To jest: Prawicowiec

Przecież są praktyki

studenckie. Sam przyjąłem absolwenta, który był u mnie na praktyce.

To jest: Prawicowiec

Jerzy Mariusz

Ja się tu nie zgodzę. Sekretarka jednego z moich dyrektorów miała fatalne nogi, co często próbowala ukryć przy pomocy spodni. Inny dyrektor miał sekretarkę mocno po pięćdziesiątce. Więc pańska opinia w sprawie sekretarek nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością.

To jest: Jerzy Mariusz

Sądząc po Pana zdjęciu,

Sądząc po Pana zdjęciu, musiało to być dosyć dawno temu. Dzisiaj królują nóżki i biusty. Są oczywiście wyjątki.
Pozdrawiam - jam tez prawicowiec

Jerzy Zerbe

To jest: Marek Bekier

A ja pracowałem na początku

A ja pracowałem na początku lat 90-tych w prywatnej firmie, w której sekretarki miały świetne biusty i nóżki, były młode oraz miały świetne wykształcenie.

Marek Bekier

To jest: Prawicowiec

Jerzy Mariusz

No rzeczywiście, to było ponad 70 lat temu. Jak ten czas leci.

To jest: Dax

Pewnie obie panie...

... były spokrewnione z tymi dyrektorami! A może powody były zupełnie prozaiczne - o gustach się nie dyskutuje!

To jest: Alej

Panowie, zapominacie, że istnieją wolontariuszki.

A także agencje towarzyskie.

Zaś sekretarkę lepiej mieć kompetentną niż urodziwą.
Chociaż czemu nie i jedno i drugie?, jednak first things first.

Podobnie z pociotkami.
Zatrudnia się takiego gdy już jest mus, gdy rodzina tak naciska, że nie ma innego wyjścia.
Inaczej szuka się kogoś kto się nadaje.
To chyba oczywiste?

"Jedynie prawda jest ciekawa" - Józef Mackiewicz
"Dziś nikt nie jest ciekawy rzeczy ciekawych" - Stefan Kisielewski (za prof. Rytlem)

Uważasz, że to wartościowa witryna?

Wspieraj swój portal Prawica.net = Świat prawicowych idei