Wegetariański smalec (2), czyli bielizna dziewczyny

W rosyjskim internecie trafiłem kiedyś na taką poradę:

Gdy uwodzisz dziewczynę i ona jest już tylko w bieliźnie, to spójrz na tę bieliznę. Jeśli jest dopasowana pod kolor, to zastanów się, czy naprawdę to ty uwodzisz ją.

Porada ta nie jest mi już dziś specjalnie potrzebna, ale zaciekawiło mnie, czy rzeczywiście tak jest. Jedną osobę większość z nas (mam tu na myśli mężczyzn) może o to zapytać. Zapytałem.

Jeśli wiem, że będę się przed kimś rozbierać (np. przed lekarzem), to oczywiście dobieram kolorystycznie górę i dół, ale gdy nie przewiduję rozbierania się przy kimś, to górę i dół biorę jak podejdzie pod rękę. Przecież i tak nikt nie będzie tego oglądał.

W tym jednym przypadku wychodzi mi więc na to, że rosyjski internauta miał rację. Ciekawe jak wygląda to w innych przypadkach.

Nie bez powodu przytaczam wypowiedź internauty. W różnych sytuacjach, w sferze polityki, dobrze jest trafnie ocenić, kto naprawdę jest reżyserem. W sprawach KRLD nie jest łatwo o taką ocenę i obawiam się, że np. wielu zwykłych ludzi dało się nabrać. To jednak głupstwo. Problemem jest, że chyba dali się też nabrać fachowcy od polityki.

W internecie jest wiele zdjęć ilustrujących rzekomy głód w KRLD w latach 90. Są to najczęściej zdjęcia "głodnych" dzieci. Gdy ktoś przedstawia mi takie zdjęcia na dowód, to zaczynam od analizy treści zdjęć (czy na zdjęciu w ogóle widać jakieś głodne dzieci), a potem ustalam kto, kiedy i gdzie wykonał to zdjęcie.

Część "dowodowych" zdjęć nie pokazuje żadnych głodnych dzieci, tylko dzieci normalnie odkarmione, bywa nawet, że jakby nieco przekarmione. Część pokazuje z kolei dzieci chore, ale nie głodne. Zwłaszcza "malowniczo" prezentują się dzieci z chorobami skóry, potraktowane gencjaną czy innym tego typu środkiem. Jeszcze inna część zdjęć w ogóle nie pokazuje Koreańczyków, tylko np. rodzinę syberyjskich Ewenków, albo chłopców z Bhutanu. Bywają też tzw. zdjęcia ilustracyjne, czyli zmajstrowane w jakimś studio na użytek głodu gdziekolwiek.

Zdarzają się jednak zdjęcia, na których dzieci faktycznie wyglądają na niedożywione i w dodatku sprawiają wrażenie, że są z KRLD. W takich przypadkach ważne jest dla mnie kto, gdzie i kiedy zrobił te zdjęcia. W przeważającej liczbie przypadków nie da się jednak ustalić, gdzie i kiedy zdjęcie zrobiono. Nie da się też ustalić autora, co jest szczególnie podejrzane wobec faktu, że dziś tak wielu fotografów pilnuje swych praw autorskich.

Zdarza się jednak, że zdjęcie nie jest anonimowe, jak to poniżej:

1-killculen.jpg

Zdjęcie to wykonał Justin Kilcullen, Irlandczyk, dyrektor katolickiej organizacji charytatywnej Trócaire. Kilkuosobowa misja tej organizacji odwiedziła KRLD w dniach 15-20 września 1997 roku. Koreańscy urzędnicy zawieźli Irlandczyków do jednego z domów dziecka, pokazać im niedożywione dzieci, by Kilcullen mógł sobie porobić zdjęcia, potrzebne mu w Irlandii do rozpropagowania akcji zbierania pieniędzy na pomoc żywnościową dla KRLD.

No tak, ale jest tu pewien problem. Chłopcy na zdjęciu są żywi i stoją na własnych nogach. Z innych zdjęć, bo Kilcullen zrobił ich kilka, widać, że chłopcy także chodzą o własnych siłach. A przecież w 1997 dzieci w KRLD miały jakoby masowo umierać z głodu. No to gdzie są zdjęcia tych mas dzieci z głodu już umarłych?

Przypuszczam że w Polsce znaleźlibyśmy bez trudu tysiące, tysiące dzieci wychudzonych tak, jak ci mali Koreańczycy na zdjęciu Kilcullena, albo jeszcze bardziej. "Głód" w Polsce można dokumentować nawet mocniej, bo zdjęciami martwych już dzieci, jak np. 8-letniego Kacperka z Bogatyni, który w chwili śmierci ważył 8 kg. Albo 6-letniego Oskara z Żar, ważącego w chwili śmierci 6 kg. Przy 90 cm wzrostu! Niezorientowanym wyjaśniam, że 6 kg to waga właściwa dla niedużego 6-miesięcznego niemowlęcia.

Nie chcę epatować użytkowników Prawicy.net licznymi przypadkami dzieci zmarłych w Polsce z głodu, a jest ich trochę. Dzieci umierają z głodu także w Niemczech, w Szwecji, w Anglii etc. Nie jest to jednak dowód głodu w tych państwach. Tym bardziej nie są dowodem na głód w KRLD zdjęcia tamtejszych wychudzonych dzieci, zwłaszcza że mogą to być np. dzieci właśnie co odebrane rodzicom, którzy sobie nie radzili, bo mają problem z alkoholem. Koreańczycy lubią wypić tak jak i my. Za kołnierz nie wylewają. Czasem też przesadzają z piciem.

Wychudzone dzieci bywają nawet w najbogatszych państwach. W żadnym razie nie jest to jednak dowód głodu w tych państwach. KRLD znalazła Kilcullenowi kilku niedożywionych chłopców, bo Killculen chciał takie dzieci zobaczyć. Za wnioski, które on z tego wyciągnął, KRLD nie odpowiada. Czy któryś z urzędników KRLD mówił mu oficjalnie o głodzie? Kilcullen o tym nie wspominał. Pokazano mu tylko kilku wychudzonych chłopców z jakiegoś, być może specjalnie dobranego, domu dziecka.

Rzekomy głód w KRLD to w ogóle nieco dziwna sprawa. Pojawił się on akurat wtedy, gdy wydawał się KRLD potrzebny. Po 1990 roku KRLD znalazła się w trudnej sytuacji. Osamotniona, dotknięta przeróżnymi sankcjami, powinna była załamać się gospodarczo. Zapewne liczyli na to jankesi. Ale tak się nie stało. W latach 1991-1993 rok w rok zbiory zbóż przekraczały 7 mln ton (w przeliczeniu na ryż biały), gdy tymczasem w latach wcześniejszych nigdy nie sięgnęły poziomu nawet 6 mln ton. Nie tak wygląda załamanie.

2-fao-zboza.jpg

Umiarkowane wzrosty zbiorów zbóż mogą brać się np. z lepszych warunków pogodowych. Duży wzrost zbiorów, i to jeszcze trwający kilka lat, może być tylko wynikiem celowych działań ludzi. W początku lat 90. KRLD podjęła więc jakieś działania na rzecz silnego wzrostu produkcji zbóż.

Od 1994 zaczął się jednak niewyobrażalny spadek produkcji zbóż. Trudno uwierzyć w tak wielkie klęski żywiołowe, które powodują ogromny spadek zbiorów zbóż w skali państwa wielkości KRLD, i to jeszcze trwający latami. Takie spadki są raczej wynikiem celowego działania ludzi. Dlaczego KRLD w połowie lat 90. zaczęła nagle redukować produkcję zbóż? Czy zamiast zbóż produkowała co innego? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Mógłbym tylko snuć przypuszczenia.

Zajmujący się Koreą prof. Bruce Cumings z Uniwersytetu w Chicago miał napisać, że w końcu lutego 1993 roku George Lee Butler, ówczesny szef Dowództwa Strategicznego USA ujawnił, iż amerykańska broń nuklearna, skierowana dawniej na Związek Radziecki, została przekierowana na Koreę Północną. Z kolei szef CIA, James Woolsey, określił KRLD jako "najgorsze zmartwienie dla Waszyngtonu". Na dodatek, w marcu 1993 dziesiątki tysięcy żołnierzy amerykańskich wzięło udział w grach wojennych wzdłuż granicy KRLD z udziałem bombowców B-1 i B-52 oraz statków wojennych uzbrojonych w pociski manewrujące.

W KRLD odczytano to zapewne jako poważne zagrożenie amerykańską interwencją wojskową. Trzeba było natychmiast podjąć działania obronne. Potrzebne były gruby kij i smakowita marchewka. Kijem na jankesów stała się dokonana 12 marca 1993 zapowiedź odstąpienia przez KRLD od układu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej. Zgodnie z układem, gdy wymaga tego bezpieczeństwo państwa, każdy z sygnatariuszy może od niego odstąpić, zachowując trzymiesięczny okres wypowiedzenia. KRLD uznała, że wobec agresywnej postawy USA, jej bezpieczeństwo wymaga odstąpienia od układu, gdyż musi ona uzbroić się nuklearnie.

Odstąpienie przez KRLD od układu nie było na rękę USA. KRLD nie zaczynała od zera. Reaktor atomowy w Jongbion rozpoczął pracę jeszcze w latach 80. W 1993 KRLD dysponowała już własnym plutonem, który stosuje się do produkcji bomby atomowej, o czym zawiadomiła wcześniej MAEA, zgodnie z układem.
Odstąpienie w tym właśnie momencie od układu oznaczało, że w krótkim czasie KRLD może mieć do dyspozycji ładunki nuklearne. To znów podnosiło cenę ewentualnego uderzenia nuklearnego na KRLD, bo odpowiedź na nie mogła być także nuklearna. Nie byłoby to miłe dla żołnierzy USA, stacjonujących w tamtej części świata.

Marchewką dla jankesów miało być ich przeświadczenie, że w KRLD właśnie rozpoczyna się katastrofa gospodarcza i wkrótce system całkowicie załamie się. Po cóż więc podejmować wojnę, która może spowodować bolesne własne ofiary a w razie niepewnego zwycięstwa stworzy jeszcze dla USA moralny obowiązek zajęcia się ponad 20 mln biednych obywateli KRLD, skoro niebawem przeciwnik sam się unicestwi i bez własnych strat będzie można wystąpić w roli zbawcy, który da każdemu z tych ponad 20 mln miskę ryżu dziennie na kredyt, by potem doić ich w nieskończoność w ramach spłaty niespłacalnego kredytu.

Informacje o KRLD, które zaczęły trafiać do USA od 1994, potwierdzały rozpoczynający się w końcu potężny kryzys gospodarczy. W tej sytuacji USA były coraz bardziej skłonne czekać na załamanie się gospodarcze KRLD, niż podejmować wojnę. Ważne było jednak zablokowanie prac KRLD nad bronią nuklearną, więc jeszcze w 1993 USA przystąpiły więc do żmudnych rozmów i ostatecznie, po serii małych kroków, 21 października 1994 zawarto porozumienie (Agreed Framework), zgodnie z którym KRLD zrezygnowała ze swych reaktorów grafitowych, dających się wykorzystać także do produkcji broni nuklearnej. W zamian za to USA gwarantowały, że najpóźniej w 2003 roku uruchomione będą w KRLD dwa lekkowodne reaktory (nie da się ich wykorzystać do celów wojskowych), które skompensują KRLD utratę mocy, spowodowaną likwidacją dotychczasowych reaktorów grafitowych. Do czasu uruchomienia reaktorów lekkowodnych, USA gwarantowały systematyczne dostawy oleju, kompensujące KRLD utratę mocy z zatrzymanych reaktorów grafitowych.

USA zawierały Agreed Framework nieszczerze. Początkowo (w 1994) planowały wojnę. Potem plany wojenne szły coraz bardziej na bok, bo wywiad zapewniał, iż KRLD nie dotrwa do 2003 roku, czyli zabraknie podmiotu, który ma otrzymać owe lekkowodne reaktory. Jeszcze w 1997 CIA podtrzymywała pogląd, że KRLD nie dotrwa do 2003 roku. Tym bardziej że właśnie w 1997, zaczęły napływać najczarniejsze informacje. Koszmarny głód, kanibalizm, zatrzymany przemysł, nie działający transport, brak ogrzewania zimą etc. W polityce Songun, czyli "Najpierw armia", USA widziały więc nie tyle wzrost siły militarnej KRLD, ile dobijanie gospodarki przez niedające się udźwignąć wydatki zbrojeniowe.

Tymczasem gdy w 1994 roku USA zaczęły otrzymywać (nie wiadomo skąd) informacje, że KRLD wali się w gruzy, powinny były dostrzec, że północnokoreańska "bielizna" jest podejrzanie pod kolor. KRLD bardzo nie pasuje szykowana przeciw niej wojna i akurat w tym samym czasie informacje wywiadowcze o KRLD dowodzą, że wojna jest bez sensu, bo właśnie rozpoczął się tam potężny kryzys, którego KRLD nie przetrwa. Odpowiedzialni za dostrzeganie takich rzeczy niczego jednak nie dostrzegli. A może pracowali już dla kogo innego.

Pozostaje faktem, że USA w 1994 roku zawarły z KRLD umowę, której ostatecznie nie dotrzymały. Była to kompromitacja USA na arenie międzynarodowej. W 2003 roku cały świat widział, że umowy z USA są nic nie warte, gdyż USA umów nie dotrzymują. Rządzący USA pokazali światu brak klasy.

Jeśli już mowa o klasie, to polityków z klasą obowiązuje zasada: "Nie sięgamy po najlepszy kawałek pieczeni". Nie chodzi tu oczywiście o to, by ten najlepszy kawałek trafił się komu innemu. Co to, to nie. On ma trafić do nas, ale nie dlatego, że po niego sięgnęliśmy. Chodzi o to, by współbiesiadnicy nabrali przekonania, że to jest marny kawałek, i sami go nam chytrze zaproponowali, zachowując poczucie, iż są nam teraz coś winni, bo nie zachowali się ładnie wobec nas.

KRLD miała interes w tym, żeby świat uwierzył w zbliżający się jej upadek. Mogła zwyczajnie kłamać na ten temat. Mogła publikować fałszywe dane o strasznym głodzie, o degradacji przemysłu etc. Ale to nie byłoby zachowanie z klasą, bo dziś można by oskarżać KRLD, że kłamała. Tymczasem KRLD mówiła prawdę, że ludzie żyją tam dostatnio i są szczęśliwi. Nikt jednak w to nie wierzył. Wierzono w głód, kanibalizm, obozy koncentracyjne i nieuchronny upadek państwa.

Upadek nie nastąpił. KRLD zachowała klasę, bo przecież cały czas była prawdomówna. Wyrzuty sumienia powinni mieć teraz ci zachodni politycy, naukowcy, dziennikarze, którzy na jej temat, w oparciu o absurdalne pogłoski niewiadomego pochodzenia, tworzyli i rozpowszechniali niestworzone kłamstwa. Równocześnie KRLD odniosła korzyść z tego fałszywego o niej obrazu, bo USA, w oczekiwaniu na "nieuchronny" jej upadek, zaniechały zbrojnej interwencji, która w latach 90. dawała jeszcze szansę na wygraną USA.

Nie sposób w tym miejscu pominąć jednego istotnego elementu. Rzekomy katastrofalny głód i kanibalizm występować miały w KRLD w latach przywództwa Kim Dzong Ila. Chiny uważały Kim Dzong Ila za swego wielkiego przyjaciela a KRLD za swego szczególnie bliskiego sojusznika. Dla Chin, mających wtedy około 1,3 mld ludności i nadwyżki ryżu, wsparcie tymże ryżem liczącego zaledwie 22 miliony sąsiada, sojusznika i przyjaciela nie było najmniejszym problemem. Nie było nawet cieniem najmniejszego problemu. Skąd wzięło się przekonanie, że Chiny pozwoliły, by u ich sąsiada, sojusznika i przyjaciela ludzie z głodu wzajemnie się zjadali? Jak w ogóle można w taki absurd uwierzyć? A jednak wielu uwierzyło.

Pytaniem jest, kiedy w USA zorientowano się, że cały ten głód i upadek, to wielka lipa? W 1997 jeszcze w to wierzono. Czy w 2000 też? Wspominam rok 2000, bo był to znaczący rok. Objęcie prezydentury przez Władimira Putina było dla stronnictwa proamerykańskiego w Rosji początkiem końca. Zaczynała się nowa era. Czy w USA rozumiano to? Formalne zaprzysiężenie Władimira Putina miało miejsce 7 maja 2000, ale już w kwietniu prowadzono poufne rozmowy z KRLD. W dniach 19-20 lipca prezydent Putin, na czele bardzo silnej delegacji, przebywał w Pjongjangu. Warto obejrzeć film z tej wizyty (31:17). Cały!

Z zamieszczonego wyżej wykresu produkcji zbóż odczytać można, że w 2000 roku KRLD wciąż dotknięta była "katastrofalnym głodem", trwającym już wiele lat. Nie widać tego na filmie. Bardziej godne uwagi jest jednak to, z jak wielkim rozmachem witano prezydenta Putina w Pjongjangu. Zaryzykuję przypuszczenie, że nigdy i nigdzie aż tak go nie witano i witać się nie będzie. Szczyt Rosja - KRLD w 2000 roku był wydarzeniem ogromnej wagi i obie strony to rozumiały. A kiedy zrozumiały to także USA?

Czekanie na gospodarczy upadek KRLD okazało się absurdem, choć niektórzy rozprawiali o tym upadku jeszcze w 2006 roku (np. Robert Kaplan). Myśl o interwencji zbrojnej też stawała się absurdem. Rosła siła militarna KRLD i potencjalne wsparcie sojusznicze. Wypadałoby więc uznać przegraną i wycofać się z kłamstw na temat KRLD. Nie spodziewałbym się jednak, że USA tak łatwo przystaną na poinformowanie całego świata, że dały się wpuścić w maliny. Zwłaszcza że miałoby to dalsze, smutne konsekwencje. Spodziewałbym się raczej, że skoro nie samoistny upadek i nie interwencja wojskowa, to pozostaje już tylko zorganizowanie w KRLD przewrotu.

Czy USA podjęły próbę dokonania przewrotu w KRLD? Nie wiem, ale uważam to za bardzo prawdopodobne. Co za tym idzie, uważam za bardzo prawdopodobne, że KRLD podjęła w tej sprawie odpowiednie przeciwdziałanie. Wszystko co dalej napiszę na ten temat, jest jednak tylko wątłą hipotezą.

Chcąc dokonać przewrotu w KRLD, jankesi musieliby mieć tam swą agenturę w najwyższym kierownictwie państwa, a przede wszystkim musieliby mieć jakiegoś lidera, który przejmie władzę. Musieliby też mieć odpowiedni moment do przejęcia władzy. W pierwszej dekadzie XXI wieku najlepszym momentem na przejęcie władzy w KRLD wydawała się, spodziewana za jakiś czas, śmierć Kim Dzong Ila. Ówczesny przywódca KRLD nie był okazem zdrowia, a sprawom państwowym poświęcał się w stopniu najwyższym. Można więc było zakładać, że nazbyt długo żyć nie będzie. O jego potencjalnym następcy (Kim Dzong Unie) sądzono, że nie jest jeszcze na siłach, by przejąć władzę. Moment ewentualnego przewrotu był więc określony. Ale kto miałby być liderem tego przewrotu?

W grudniu 2013 roku KRLD oficjalnie poinformowała, że Jang Song Thaek, mąż siostry Kim Dzong Ila, został aresztowany a następnie skazany na śmierć za zdradę ojczyzny. Na czyją rzecz zdradził swą ojczyznę Jang Song Thaek? Można by założyć, że na rzecz jankesów, że był ich agentem, ich północnokoreańskim asem.

Tuż po śmierci Kim Dzong Ila (17 grudnia 2011) niektórzy zachodni "eksperci" od KRLD przewidywali, że może być tak, iż Kim Dzong Un w początkowym okresie będzie tylko formalnym przywódcą KRLD, a faktycznie w jego imieniu kierować państwem będzie jego wuj, Jang Song Thaek. Historia zna taki schemat przewrotu.

Jeśli prawdą jest, że jankesi planowali przejęcie władzy w KRLD przez ich człowieka, Jang Song Thaeka, to kolejny raz nie zwrócili uwagi, na zbyt dobrze dopasowaną "bieliznę". Kariera Jang Song Thaeka, aż do funkcji prawej ręki Kim Dzong Ila, oraz brak doświadczenia u Kim Dzong Una, mogły być tylko grą KRLD, pokazywaniem jankesom "najlepszej" drogi wyjścia ze stanu beznadziejnego oczekiwania na załamanie się KRLD. Była to droga z jednej pułapki w drugą. A jaką pułapkę przygotowano teraz?

oto Piotr Badura Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.16
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 25)

Dyskusja

oto Krzysztof M

Uśmiałem się jak norka. :-))

Uśmiałem się jak norka. :-))

Świetna analiza. :-)

Pozdrawiam Autora.

oto chłop jag

Czy USA podjęły próbę

Czy USA podjęły próbę dokonania przewrotu w KRLD?

Jeżeli nie knują w temacie KRLD - to znaczy, że są takie a nie inne zobowiązania czy to z Chinami czy to z Rosją - tołazysze.
Wniosek?
Ewentualny przewrót w KRLD grandziarze przygotują Rosją albo Chinami albo i tymi i tymi - tołażysze - jeżeli oczywiście zechcą. Nie inaczej było z przewrotem w atrapie Polski - gdzie najpierw Moskwa wycofała się z atrapy - tołażysze - aby potem grandziarze hasali tutaj za plecami Balcerowicza.

oto Kmieć

Wielce Szanowny Panie Piotrze Badura.

Jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy, spośród niezliczonych pańskich artykułów na temat Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

Dziękuję serdecznie i pozdrawiam.

P.S. Linka do publikacji już się rozchodzi po sieci. :)

oto Piotr Badura

Cieszę się, że trafiłem w Pana gust

Szanowny Panie Kmieciu

"Wegetariański smalec" zaplanowałem jako cykl trzech artykułów. Drugi miał dotyczyć Korei. Nie wyszło. Materiał był zbyt obszerny, więc ograniczyłem się do samej tylko KRLD, a to jeszcze z obcięciem argumentów (może dopiszę je w komentarzach). Koreę Południową zostawiłem na trzeci odcinek, co oznacza, że do Lasu Teutoburskiego wrócę dopiero w czwartym odcinku, jeśli nie będzie jeszcze większego poślizgu (panów Robercika i Krzycha Adama przepraszam, za dłuższe czekanie na odpowiedź).

Jeśli mój artykuł o KRLD tak bardzo podobał się Panu, to przypuszczam, że ten trzeci, o Korei Południowej, spodoba się Panu jeszcze bardziej.

Pozdrawiam serdecznie

oto Robercik

Koreańczycy to stary, mądry naród.

Mi również ten artykuł się podobał. Gdyby Pańskie tezy (przekonująco uzasadnione, ale nadal tezy) okazały się prawdą, to zachowanie KRLD byłoby mistrzostwem świata w intrydze. A już bomba byłoby gdyby Północ po cichu dogadywała się z Południem.

oto Pioter

Bomba

Jest taki koreański film sf "żołnierze niebios" z 2005 roku
Można z niego bardzo wiele się dowiedzieć na temat sytuacji dzisiejszej w Korei (mimo,ze film opowiada o czasach dość oddalonych historycznie)
Ale ogólnie wynika z niego, że plan produkcji bomy atomowej był wspólnym planem wojsk obu Korei skierowanym przeciwko USA

oto Piotr Badura

Bardzo to ciekawe

Szanowny Panie Pioter
Filmu, o którym Pan pisze, nie znam. Jeśli da Pan link, chętnie obejrzę (zwłaszcza gdy będą np. rosyjskie, czy choćby angielskie napisy).
Pozdrawiam serdecznie

oto Eowina

Jaka bomba w przyszłym odcinku!!!

Odbyło się już spotkanie delegacji Republiki Koreańskiej z prezydentem Moonem na czele, w KRLD i odbyły się rozmowy, zgoda na wszystkich frontach, będą się łączyć.
42839078_303.jpg
Podjęto gości czerwonym dywanem.
Is North Korea's red carpet a real sign of change or merely a ruse?
http://www.abc.net.au/news/2018-03-06/south-korean...

oto Krzych Adam

Ależ nie mam żadnej pretensji z powodu Pańskiego ślizgania się.

Jako, że ciekawość nie tylko odnośnie dziewczecej bielizny, ale i w ogóle w kierunku płci odmiennej mi jakoś zmalała ostatnimi czasy. Pewnie to wiek, ale Pan Łaskawy też nie młodzik, to przy naszej niewielkiej różnicy wieku może Pan tego oczekiwać wkrótce także. Co do teutońskiego a nawet teutoburskiego ersatz-schmalz to do niego ja też ciekawości wielkiej nigdy nie miałem, ot przeczytałem tylko etykietę i zadziwiłem się jak to reklama może nałgać, bo z tej etykiety wynikało, że ersatz-schmalz bije na głowę nie tylko naturalny smalec, ale i masło jako źródło tłuszczu w naszym pożywieniu.

Natomiast bez Pana pomocy to ja jakoś nijak nie mogę sobie poradzić ze znalezieniem informacji o nadzwyczajnych sukcesach BiełAZ-a 75710 w opanowaniu rynku światowego wozideł sztywnoramowych, które to sukcesy zapowiadał Pan kilka lat temu. Najwyraźniej, też chyba z wiekiem, zmniejszyła się moja zdolność do wyszukiwania takich informacji, bo poza informacją, że 5 lat temu Białorusini dostarczyli jedno takie wozidło do Kuzbasu nic nie potrafię znaleźć.

Czy ja wiem, może to oznacza, że powtarza się historia Terexa 33-19 "Titan" zbudowanego 45 lat temu przez firmę General Motors, a dziś dumnie wystawianego w Sparwood w Brytyjskiej Kolumbii?

PS
Swoją drogą szkoda, że w odróżnieniu od zagadnień czysto technicznych, a dokładniej dotyczących spraw mechanicznych w kwestiach dotyczących polityki, dyplomacji i wszelkich spraw z dziedziny intryg na polu międzynarodowej moja orientacja i znajomość tematu jest żadna. Więc nawet intuicyjnie wyczuwając, że opowiada Pan jakieś banialuki, nie jestem w stanie sam ani nic w tym zakresie wykazać, ani zaproponować jakichkolwiek diagnoz czy prognoz. Szkoda, bo gdybym potrafił to może za parę lat miałbym znowu satysfakcję pokazując dyskretnie i taktownie, jakie to zabawnie nieprawdziwe rzeczy opowiadał Pan tak niedawno temu.

oto Piotr Badura

A Pan w kółko trolluje

Szanowny Panie Krzychu Adamie
To nie jest temat Biełaz-75710. Niechże Pan cierpliwie czeka. Czy powstaje już autostrada do portu Gwadar (zbudowanego bodaj w 1999)? Nie powstaje. A przecież kiedyś będzie się ją budować i może będą wtedy używane Biełazy-75710. Czy budują już Kanał Nikaraguański? Nie budują. Czy wzrosło gwałtownie zapotrzebowanie na przeróżne kopaliny z kopalni odkrywkowych? Nie wzrosło. No to kto ma kupować dziś Biełazy 75710? Niechże Pan cierpliwie czeka. Kiedyś światowa gospodarka rozkręci się i będą wtedy potrzebne Biełazy-75710.
Pozdrawiam serdecznie

oto Krzych Adam

Ej, wcale nie w kółko tylko prosto jak po sznurku.

I nie trolluje tylko grzecznie pyta. W sytuacji gdy jest wzywany do tablicy mimo wyraźnego braku zainteresowania dziewczęcą bielizną i ersatz-schmalzem.

A Terex 33-19 "Titan" też miał być prekursorem całej serii następnych maszyn tego samego typu. Ale też wtedy nie wzrosło gwałtownie zapotrzebowanie na przeróżne kopaliny z kopalni odkrywkowych, nie budowano autostrad do portów, ani nawet Kanału Nikaraguańskiego.

oto Piotr Badura

Cieszy mnie Pana uwielbienie dla mojej osoby, ale...

Szanowny Panie Gościu
Schlebia mi uznanie mnie przez Pana za geniusza, ale uczciwość nakazuje, bym zwrócił Panu uwagę, że podczas lektury mojego artykułu umknęło Panu zdanie

A może pracowali już dla kogo innego.

Pozdrawiam serdecznie

oto gość

A ja się boję co będzie z tą Koreą

Trzymałem kciuki za Koreę Północną, miałem nadzieję, że się nie ugnie w kwestii programu nuklearnego i to USA w końcu będą musiały iść na ustępstwa. Jednak dzisiaj gruchnęła wieść, że Korea Północna zadeklarowała gotowość do rozmów o denuklearyzacji. Mam nadzieję, że w rzeczywistości Korea nie zdecyduje się na ten krok. Niestety porzucenie broni nuklearnej będzie oznaczało dla niej koniec niepodległości i albo będzie musiała dobrowolnie oddać faktyczną władzę nad sobą Jankesom, albo tylko czekać aż sami ją sobie wezmą. Liczę, że Kim jest jednak rozsądny i faktyczna denuklearyzacja mu nie w głowie. Musi mieć jakiegoś bata na USA, jeśli z niego zrezygnuje podpisze wyrok śmierci na siebie i niezależność swojego narodu. Szkoda by było bo widać, że Kim to dobry człowiek, któremu los rodaków nie jest obojętny, co niestety rzadkie u polityków. A niezależność należy się każdemu narodowi. Korea Północna tak długo o nią walczyła, że wyjątkowo przykro byłoby oglądać jej ewentualną porażkę.

oto Piotr Badura

Niepotrzebnie się Pan boi

Szanowny Panie Gościu

KRLD zawsze była gotowa do rozmów o denuklearyzacji. Zawsze była nadzwyczaj chętna takim rozmowom. Ale też zawsze stawiała jasne warunki, czyli przede wszystkim bezpieczeństwo KRLD.

Bezpieczeństwo KRLD należy rozumieć tak, że nikt nie może jej zagrażać nuklearnie. USA użyły już kiedyś bomb atomowych (Japonia). USA groziły nimi KRLD w początku lat 50. XX wieku i po 1990 roku. USA nie są wiarygodne w podpisywanych umowach, bo ich nie dotrzymują. Warunkiem bezpieczeństwa KRLD jest zatem pełna denuklearyzacja USA. KRLD z ochotą pójdzie na obustronną denuklearyzację. Jednostronna denuklearyzacja KRLD raczej nie wchodzi w grę.

KRLD stawia też jasno sprawę kosztów. KRLD uzbroiła się nuklearnie nie po to, by dokonać agresji na inne państwo, ale po to, by bronić się przed agresorem (USA). Jeśli więc KRLD ma się zdenuklearyzować, to ktoś musi jej zwrócić wszystkie koszty nuklearnego uzbrojenia się i rozbrojenia się. KRLD gotowa jest przedstawić szczegółowe rachunki, ile kosztowało wytworzenie przez nią broni nuklearnej. Agresor, który ją do tego zmusił (USA) musi oddać te pieniądze.

Jeśli USA są gotowe zdenuklearyzować się i zwrócić KRLD miliardy, miliardy dolarów, które KRLD, z powodu agresywnej postawy USA, musiała wydać na uzbrojenie nuklearne (łącznie z utraconymi zyskami, które KRLD osiągnęłaby inwestując inaczej te miliardy, miliardy dolarów), to zapewne nie ma przeszkód dla denuklearyzacji KRLD.

Pozdrawiam serdecznie

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Zgadzam się z Pańską wypowiedzią o tyle, że rozwiązania jakie Pan wymienia byłyby słuszne. Niestety w obecnej chwili Korea Północna nie sprawia wrażenia, aby wymagała od USA czegokolwiek, a co dopiero czegoś tak nierealnego jak Pan sugeruje. Przyjęła zaskakująco miękkie stanowisko. Kim z uśmiechem wysłuchał reprymendy pod adresem siebie i swojego kraju i zgodził się na wszystkie żądania USA. Zadeklarował chęć rozmów o samorozbrojeniu i aby je rozpocząć zgodził się na jednostronne ustępstwa ze strony swojego kraju, przy tym nie wymagając nic w zamian. A ponoć nawet wyrażając zrozumienie dla gier wojennych, które USA niedługo będą prowadziły mu pod granicami i uznając je za defensywne. Zważając na to że do tej pory północnokoreańska interpretacja tej kwestii była o 180 stopni inna, co zresztą było jak najbardziej słuszne, Korea Północna niestety nie wypada najlepiej zmieniając tak nagle zdanie. Podobno południowokoreańska delegacja zawiozła do Waszyngtonu jakieś "zaskakujące" przesłanie od północy, którym nie mogła podzielić się z mediami. Aż strach pomyśleć co to takiego, obawiam się, że coś jeszcze bardziej zalatującego uległością niż to co przedostało się do wiadomości publicznej. Brzydko mi to pachnie kapitulacją.

Jak do tej pory USA tylko straszyły Koreę Północną militarnie i nakładały na nią sankcje, nie poszły na żadne ustępstwa, nie spełniły żadnego żądania Koreańczyków. Idąc na ustępstwa w takich warunkach Korea Północna daje znak USA, że tak właśnie należy z nią postępować. Obawiam się, że tą drogą USA zmuszą Koreę Północną do rozbrojenia. A następnie takiego terroru wobec tego państwa będą używać jako narzędzie do ingerowania w jego sprawy wewnętrzne i przekształcania go wedle własnych preferencji, aż do całkowitego zmienienia go z kraju dumnego i niezależnego w neokolonialnego sługę. Prawdopodobnie północ nie będzie chciała się godzić na rujnowanie swojej suwerenności, ale jeśli pozbawi się odstraszania nie będzie miała innego wyjścia, albo Amerykanie zbrojnie przyniosą swoją "wolność".

I tak szanuję Kima. W 2011 roku, kiedy zmarł jego ojciec przypuszczałem, że tak młody człowiek zupełnie nie będzie sobie radził na tak odpowiedzialnym stanowisku. Jednak zaskoczył mnie, pokazał się jako naprawdę dobry przywódca. Szkoda, że chyba właśnie daje się złamać Jankesom, jeśli oni położą łapy na Północnej Korei to zmarnuje się wszystko co razem ze swoimi ludźmi przez te parę lat wypracował. Obawiam się, że sankcje mocno uderzyły w północ i Kim chce załagodzić sytuację żeby jego ludzie nie cierpieli, więc próbuje w łagodniejszym tonie dogadywać się z Jankesami. Problem w tym, że polubowne dogadywanie się z nimi nigdy się dobrze nie kończy. Oni rozumieją tylko argument siły, jeśli go brak nie ma mowy o dyskusji, pozostaje tylko dyktowanie warunków przez nich. Miałem nadzieję, że Korea Północna będzie w stanie wytrzymać presję do czasu, aż USA zrezygnują ze zmuszania jej do rozbrojenia. Sądzę, że północ ma potencjał i gdyby zabezpieczona przed siłowym wprowadzeniem jankeskiej "demokracji" jednocześnie wyszła ze zbudowanej przez USA izolacji gospodarczej, jeszcze zadziwiłaby nas rozwojem. Tylko na miłość Boską, bez denuklearyzacji!

Istnieje szansa, że Kim nie zamierza oddawać broni, a ma jakiś plan żeby zrobić Jankesów w konia. Tylko na ile prawdopodobna jest taka optymistyczna wersja?

Pozdrawiam równie serdecznie

oto Piotr Badura

Tylko KCNA!

Szanowny Panie Gościu

KRLD ma swoją agencję informacyjną - Korean Central News Agency, czyli w skrócie KCNA. Stanowisko KRLD i jej przywódców jest prezentowane przez KCNA. Nie ma takiej praktyki, by przywództwo KRLD ogłaszało jakiekolwiek swoje oficjalne stanowisko za pomocą obcej agencji z pominięciem KCNA. Śledzę na bieżąco publikacje KCNA i nie dostrzegłem żadnej informacji, która pozwoliłaby wnioskować, że

Kim z uśmiechem wysłuchał reprymendy pod adresem siebie i swojego kraju i zgodził się na wszystkie żądania USA. Zadeklarował chęć rozmów o samorozbrojeniu i aby je rozpocząć zgodził się na jednostronne ustępstwa ze strony swojego kraju, przy tym nie wymagając nic w zamian...

Przeciwnie, w opublikowanej przez KCNA mowie noworocznej Szanownego Przywódcy znalazłem np. taki fragment, dotyczący zadań na 2018 rok:

The nuclear weapons research sector and the rocket industry should mass-produce nuclear warheads and ballistic missiles, the power and reliability of which have already been proved to the full...

Przetłumaczyłbym to tak:

Sektor badań nad bronią jądrową i przemysł rakietowy powinny masowo produkować głowice jądrowe i pociski balistyczne, których moc i niezawodność zostały już w pełni udowodnione...

Za nic nie pasuje mi to do przywoływanych przez Pana informacji. Czy jest Pan pewien, że korzysta z wiarygodnych źródeł?
Pozdrawiam serdecznie

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Na stronie Korean Central News Agency znajdzie Pan też relację ze spotkania północnokoreańskiego przywódcy z delegacją z południa. To co jest tam napisane jest dość ogólnikowe i ciężko wyciągnąć z tego jakieś konkretne wnioski co do tego o czym panowie rozmawiali. Widać natomiast wyraźnie przyjazne nastawienie północy wobec gości z południa. Piękne, że tak przyjaźnie odnoszą się do rodaków, ale ci sami panowie po wyjeździe z Korei Północnej podali dziennikarzom właśnie takie informacje jakie ja przytaczam. Wystarczy, że wpisze Pan w wyszukiwarce Google "North Korea" i przestawi na wiadomości, a wtedy pojawi się wiele artykułów zawierających takie doniesienia. Dlaczego mam nie wierzyć informacjom podawanym przez południowokoreańskich dyplomatów, którzy zostali przyjęci na północy z honorami i w przyjaznej atmosferze pokonwersowali sobie z Kimem? A nawet załóżmy, że mogą kłamać, lub coś przeinaczać, ale północ miała już ponad dwa dni na zaprzeczenie w takim razie tym informacjom. Jednak na stronie KCNA nie widzę żadnego oświadczenia, gdzie robiłaby to. Dlatego przyjmuję, że są to niestety informacje prawdziwe.

oto Piotr Badura

Poproszę o link

Szanowny Panie Gościu

Rozmowy między delegacją Południa a Szanownym Przywódcą upłynęły w serdecznej atmosferze, bo tak nakazuje grzeczność, ale to jest akurat mało ważny powód. Rozmowy przebiegały w duchu serdeczności, bo były to rozmowy rodaków, dla których sprawy ich narodu są nadrzędne. Jest bardzo dobry materiał filmowy z tych rozmów (niespotykanie dobry). Polecam go Panu. Filmik trwa 11 minut. Nawet gdy nie zna się języka, to można odczytywać tzw. mowę ciała.

Jeśli chodzi o źródła, którym Pan ufa (moim zdaniem ryzykownie), to proszę o konkretny link do któregoś z nich. Nie mam zwyczaju świadczenia usługi analizy doniesień medialnych, ale ujął mnie Pan swą sympatią do KRLD, więc chętnie zrobię to dla Pana.

Pozdrawiam serdecznie

oto Krzych Adam

Boję się trochę o Pana. Ale szanuję to, że Pan taki odważny.

Wręcz ryzykant. Przez zaczerpnięcie sieczki z innego korytka niż zwykle można się nabawić różnych przypadłości, z których zwykła niestrawność to pikuś. Dlatego niechże Pan będzie ostrożny. Chciałbym wszak coś się dowiedzieć w końcu o tych nadzwyczajnych sukcesach BiełAZ-a 75710 w opanowaniu rynku światowego wozideł sztywnoramowych najwyższej ładowności więc czekając na te epokowe wieści martwię się o Pański dobrostan.

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Wątpię, aby Pan sam się jeszcze na te informacje nie natknął. W sieci roi się od doniesień na temat ostatniego rozwoju sytuacji koreańskiej. Zapewne po prostu interpretujemy je jakoś inaczej. Niestety moja interpretacja wydaje mi się być mocno prawdopodobna, choć chciałbym się mylić. Pierwszy artykuł z brzegu:
http://fakty.interia.pl/swiat/news-donald-trump-sp...
Przeczytamy w nim między innymi, że: "Kim Dzong Un przekazał, że godzi się na całkowitą rezygnację z broni jądrowej (denuklearyzację), a nie tylko na zamrożenie programów jądrowych" lub, że "Kim obiecał też, że w okresie poprzedzającym spotkanie na szczycie nie będzie żadnych prób rakietowych." załóżmy, że to drugie akurat jest zrozumiałe, ale czemu brak jakichkolwiek podobnych wymagań wobec USA? Przeciwnie, agresywne gry wojenne USA nagle stały się w 100% akceptowalne, a: "Kim Dzong Un powiadomił stronę amerykańską, iż zdaje sobie sprawę z rutynowego charakteru tych ćwiczeń.", w jakimś artykule, który czytałem wcześniej było jeszcze podane, że "defensywnego". Szkoda, że jeszcze północ nie przeprosiła za swoje "prowokacje" i nie podziękowała USA za "walkę o pokój", nie zdziwię się jak to się wkrótce stanie.
Niestety Pence zauważa całkiem słusznie, że: "US made zero concessions to get North Korea to seek talks"
https://www.cnbc.com/2018/03/09/us-made-zero-conce...
Na przyjazne gesty Korei Północnej Amerykanie odpowiedzieli deklaracją, że utrzymają sankcje, a nawet dodaniem nowych pod pretekstem zabójstwa Kim Dzong Nama, rzekomo dokonanego przez Północną Koreę:
http://www.rmf24.pl/raporty/raport-korea-grozi/fak...
Korea Północna natomiast, jak do tej pory, nawet nie ośmieliła się tego skrytykować, ani w jakikolwiek sposób odnieść się do fałszywych oskarżeń pod swoim adresem. Przykre, że kraj, który wcześniej wielokrotnie pokazywał swoją dumę i odwagę teraz pozwala pluć sobie w twarz.

Negocjacje przeważnie zaczynamy od oferowania mniejszych ustępstw niż te, na które ostatecznie jesteśmy w stanie się zgodzić. Skoro północ zobowiązuje się do tak skrajnych ustępstw, jak denuklearyzacja, choć negocjacje się nawet nie zaczęły, cóż to będą za negocjacje? Omawianie szczegółów kapitulacji?

Mój dziadek miał niegdyś okazję przebywać w Korei Północnej. Nie był to jakiś krótki wyjazd, ale dłuższy okres. Było to jeszcze za życia Kim Ir Sena. Kraj zrobił na nim bardzo pozytywne wrażenie, o czym wielokrotnie odpowiadał. Dlatego od dziecka żywię do Korei Północnej pewną sympatię, tym bardziej szkoda mi będzie patrzeć jak Jankesi dopinają swego i ostatecznie całkowicie niszczą ten kraj, któremu i tak już wyrządzili bardzo wiele złego.

oto Piotr Badura

Zajmę się tym pierwszym z brzegu

Szanowny Panie Gościu

Informacje, które Pan przytaczał, oczywiście były mi znane. W zasadzie znane mi jest wszystko, cokolwiek ukazuje się w polskojęzycznym internecie na temat KRLD. Po prostu raz lub dwa razy dziennie każę Google znaleźć wszystko z ostatnich 24 godzin i wszystko to przeglądam. Prosiłem Pana o wskazanie konkretnego materiału, by nie było tak, że ja analizuję jeden, a Pan korzystał z drugiego.

Jako pierwszy materiał przywołał Pan tekst z Interii, sygnowany przez PAP. W tym tekście jest fragment:

Kim Dzong Un przekazał, że godzi się na całkowitą rezygnację z broni jądrowej (denuklearyzację), a nie tylko na zamrożenie programów jądrowych - napisał na Twitterze prezydent USA, Donald Trump.

Jest to oczywisty fałsz. Prezydent USA, Donald Trump niczego takiego na Twitterze nie napisał. Poniżej oryginalna wypowiedź Donalda Trumpa:
trump-tweet.jpg
I to w zasadzie kończy temat. PAP puścił w obieg fałszywkę, którą opublikowała Interia, a także wiele innych mediów. Kompromituje to zarówno PAP, jak i wszystkie media, które tę fałszywkę powtórzyły. Takim mediom nie wierzy się.

Pozwolę sobie zwrócić Pana uwagę na pewien drobiazg. W przywołanym przez Pana artykule z Interii jest drobny błąd. Wybrany przeze mnie cytat ma w artykule Interii otwierający cudzysłów przed Kim ("Kim). Brakuje jednak cudzysłowu zamykającego po słowie jądrowych (jądrowych"). Ten błąd jest także na o2, RMF24, Wirtualnej Polsce, TVN24 i wielu, wielu innych. Po prostu wszyscy powtarzają za PAP, nie korygując nawet interpunkcji, a cóż dopiero treści. W ten sposób może Pan przeczytać tę fałszywkę nawet tysiąc razy, a w rzeczywistości są to tylko powtórki.

O sprawie zdążyłem już napisać obszerniej w oddzielnym tekście.

Pozdrawiam serdecznie

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Załóżmy, że to co napisał Trump rzeczywiście jest jeszcze wieloznaczne, ale co z tym, że według południowokoreańskich dyplomatów Kim powiedział, że " he is committed to denuclearization"? To już brzmi jak konkretna deklaracja.
Pozostawił Pan bez komentarza inną kwestię, o której napisałem. Kim z uśmiechem zaakceptował agresywne ćwiczenia pod swoimi granicami, którym wcześniej Korea Północna bardzo się sprzeciwiała i nagle uznał śpiewkę o ich rutynowości i defensywności. Jest to dość niepokojące.
Niestety w dalszym ciągu widzę Koreę Północną potulnie godzącą się na bezczelne żądania USA, do tego właściwie nie wymagającą niczego w zamian.
Czas pokaże co się stanie. Mam nadzieję, że przyznam Panu rację.
Jestem ciekaw, jakie są Pana przewidywania co do rezultatów rozmów Kim-Trump? Moje raczej mało optymistyczne.

oto Krzych Adam

Rozwój wydarzeń zaskoczył chyba dosłownie wszystkich.

Poza oczywiście p. Badurą, który swoje wie. Tylko przyszłość pokaże, czy trafnie odgadł co dzieje się za kulisami wielkiej polityki, czy też to co się dzieje ma zupełnie inne podłoże. Ja osobiście mam dwa wyjaśnienia, które uważam za prawdopodobne.

Jedno to jest takie, że Kim Dzong Un, który jak na to wygląda jako pierwszy despota z tej dynastii ma oprócz jej zachowania i zachowania swej władzy także dobro swych rodaków na sercu mając za sobą niewątpliwe osiągnięcia w dziedzinie zapewnienia swej dynastii, sobie i krajowi i tego i tego (i tego) rozpoczął wielką grę. O wyrwanie swego kraju z pozycji pariasa w polityce międzynarodowej. Jeśli tak, to wypada mu życzyć i jego krajowi powodzenia w tej grze. Rzecz jasna w takim przypadku nie dojdzie do wyrzeczenia się broni nuklearnej. Byłoby to nonsensowne.

Druga możliwość, którą widzę, to taka, że Chinom nie spodobały się, a ściślej nie przypasowały do ich taktyki działania Kima i wzięły go one na krótki powróz. Wbrew temu co wypisuje p. Badura sama myśl, że 25-milionowy kraj w warunkach autarkii gospodarczej mógł wyrosnąć na taką potęgę militarną jak KRLD i nie spowodowało to jego upadku, a wręcz doprowadziło do rozkwitu gospodarczego jest absurdalna. Bez życzliwej współpracy Chin Ludowych, niekoniecznie nawet dokładania przez Chiny do interesu, nigdy by do tego nie doszło.

Dlatego tak to widzę. Albo Chiny pozwoliły Kim Dzong Unowi na rozpoczęcie takiej gry o której mówi pierwsza wersja, albo też by zapewnić sobie spokój ze strony USA nakazały mu się ukorzyć przynajmniej do pewnego stopnia przed Stanami.

oto Piotr Badura

Życzliwość Chin i głód?

Szanowny Panie Krzychu Adamie

Szkoda mi czasu, by pokazywać Panu, gdzie Pan błądzi. Zwrócę uwagę na jeden tylko element. Pamiętam, że bronił Pan kiedyś tezy o katastrofalnym głodzie w KRLD lat Kim Dzong Ila. A teraz pisze Pan o życzliwości Chin względem KRLD lat Kim Dzong Ila.

Z tą życzliwością to prawda. W listopadzie 2017 gościli w Pjongjangu specjalni wysłannicy Xi Jinpinga. Nie omieszkali odwiedzić Kumsusańskiego Pałacu Słońca, by oddać hołd Kim Il Sungowi i Kim Dzong Ilowi:
wyslannik.jpg
No ale jak pogodzić życzliwe KRLD Chiny z 1,3 mld ludzi i mające w latach 90. nadwyżki żywności, z głodem w KRLD, liczącej w latach 90. zaledwie 23 mln ludzi? Pan najwyraźniej jakoś to godzi. Mnie się to nie zgadza.

Pozdrawiam serdecznie

oto Krzych Adam

Nic nie pisałem o życzliwości Chin do KRLD w tamtym czasie.

Tylko obecnie. W sensie w okresie gdy KRLD straciło protektora w Sowietach i sowiecką pomoc gospodarczą, a Chiny jeszcze nie stały się protektorem Kimów tej życzliwości nie było. Nie chce mi się szukać statystyk z tamtego czasu o nadwyżkach żywności w Chinach, zresztą to nic i tak by nie znaczyło czy były nadwyżki czy niedobory. Chińskie władze wówczas gdyby chciały mogłyby nawet zagłodzić 23 miliony ludzi u siebie by dać się najeść 23 milionom Koreańczyków. Ale nie chciały i głód miał miejsce.

BTW, wg oficjalnych statystyk liczba ludności w Chinach wówczas to nie 1,3 mld. Raczej koło 1 mld. A ich PKB (całego kraju) w latach 90-tych to sporo poniżej 10% obecnego. W środku dekady bliżej 5%.

A tak w ogóle, skoro szkoda Panu czasu, by pokazywać mi, gdzie błądzę to tylko mnie to cieszy bo nie lubię czytania absurdów, więc proszę jak o łaskę, niechże Pan powstrzyma się nawet od wszelkich tych Pańskich "elementów". Na dodatek nie dotyczących obecnego wątku, a spraw co do których wyjaśniliśmy sobie dokladnie dawno temu co każdy z nas o nich sądzi.

oto Piotr Badura

Przecież Pan wybrał materiał!

Szanowny Panie Gościu

Poprosiłem, aby Pan wybrał jeden z materiałów, na których się Pan oparł, a ja Panu pokażę, że nie należało ufać temu materiałowi. Pan wybrał, a ja pokazałem, że to fałsz.

Teraz okazuje się, że to Panu nie wystarczy. Ma Pan już listę dalszych "absolutnie prawdziwych doniesień medialnych". Odnoszę wrażenie, że jest w Panu żarliwa wiara w prawdomówność mediów tzw. Zachodu. Nie zamierzam pozbawiać Pana tej wiary. Pan wierzy, ja nie wierzę i tak zostanie.

Na zakończenie zwrócę jednak Pana uwagę na inny mój komentarz. Okazuje się, że eksperci drugiej fazy (ekspercka wysoka półka), mając przecież do dyspozycji wszystkie te materiały, z których Pan korzysta, wyprowadzili z nich wniosek skrajnie różny niż Pan wyprowadził. Ich zdaniem:

Kim Dzong Un ograł Trumpa. Nie da nic, zyska wiele.


Niech Pan weźmie to sobie do serca.
Pozdrawiam serdecznie

oto Krzysztof M

żarliwa wiara w prawdomówność

żarliwa wiara w prawdomówność mediów tzw. Zachodu

To jedna z kul u naszych polskich nóg.

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Spokojnie, chciałem tylko podyskutować. Nie ma we mnie żarliwej wiary w prawdomówność żadnych mediów, a już w szczególności tych Zachodnich. Gdyby było tak jak Pan mówi kapitulacja Korei Północnej mogłaby mnie jedynie cieszyć. Jednak uważam, że nie mam powodu żeby nie wierzyć cytowanym przez media wypowiedziom południowokoreańskich dyplomatów. Pan też chyba takich powodów nie zauważa, a przynajmniej nie wskazał mi ich. To że wypowiedź Trumpa została nieprecyzyjnie przetłumaczona na polski niestety nic nie zmienia. Trump rzeczywiście napisał dość ogólnie, że "Kim Jong Un talked about denuclearization", ale cóż z tego skoro wypowiedzi członków południowokoreańskiej delegacji, którzy spotkali się z Kimem, już precyzują co takiego północnokoreański wódz o denuklearyzacji mówił. Wątpię żeby anglojęzyczne media przeinaczały te wypowiedzi w sposób zmieniający ich znaczenie, może jestem w błędzie, ale Pan się do tego nie odniósł.

Nie odniósł się Pan również do kilkakrotnie przytaczanego przeze mnie faktu, że Kim nie miał absolutnie nic przeciwko Amerykanom ćwiczącym atak na jego kraj u jego granic, a nawet uznał to za działania defensywne. Z relacji południowokoreańskich dyplomatów wynika, że właściwie Kim nagle zupełnie przestał zauważać jakąkolwiek winę za ostatnie napięcia w stronie amerykańsko-południowokoreańskiej. Wygląda to wręcz jakby nagle zgodził się z wersją, według, której północ jest prowokatorem a USA i Południowa Korea to obrońcy pokoju. Jako potencjalne źródło przyszłych nieporozumień między południem a północną wskazał własnych ludzi, nazywając ich przy tym "arrogant blockheads". W dalszym ciągu nie mogę zrozumieć, gdzie widzi Pan tu triumf Korei, gdyż ja widzę tylko samoupokarzającą się Koreę Północną i triumfujących Amerykanów. A obawiam się przede wszystkim tego, że jest to dopiero początek rozwoju sytuacji w tym kierunku.

Przykro mi, że do tego co napisałem odniósł się Pan tylko wybiórczo. Grzecznie zapytałem jakie są Pana przewidywania co do rezultatów rozmów Kim-Trump, również Pan to zignorował. Zaczął Pan zdradzać oznaki poirytowania moją osobą, absolutnie niepotrzebnie. Wydaję mi się, że warto wymieniać się poglądami. Może i jestem sieczkożernym osiołkiem, ale w takim razie może trzeba mi uświadomić moje błędy w rozumowaniu poprzez merytoryczną dyskusję? To chyba właśnie jest do tego miejsce.

Oczywiście roi się od artykułów sugerujących, że to Kim ogra Trumpa. Trzymam kciuki za Kima, ale mam duże wątpliwości co do prawdopodobieństwa takiego scenariusza.

Pozdrawiam serdecznie

oto Piotr Badura

Nie może Pan jeszcze dyskutować

Szanowny Panie Gościu

Napisał Pan:

Spokojnie, chciałem tylko podyskutować. Nie ma we mnie żarliwej wiary w prawdomówność żadnych mediów

Chęć do podyskutowania jest czymś pozytywnym, ale, niestety, jest w Panu żarliwa wiara w jankeskie media, co jest przeszkodą w dyskusji.

W ramach pomagania błądzącemu zaproponowałem, by podał Pan link do któregoś ze swoich źródeł, a ja Panu pokażę, że jest to źródło niegodne zaufania. Wybrał Pan materiał, który Interia opublikowała w ślad za PAP. W materiale tym był brzmiący dość absurdalnie fragment:

Kim Dzong Un przekazał, że godzi się na całkowitą rezygnację z broni jądrowej (denuklearyzację), a nie tylko na zamrożenie programów jądrowych - napisał na Twitterze prezydent USA, Donald Trump.

Ktoś choćby jako tako zorientowany w sprawach KRLD, nie powinien był w to uwierzyć. A przecież ja dodatkowo podbiłem stawkę, deklarując, że gdy Pan poda link, to ja udowodnię, iż Pana źródło nie jest godne zaufania. W takiej sytuacji, przed podaniem linku, należało sprawdzić dokładnie rzetelność linkowanego materiału, by nie wyjść na naiwnego. Pan linkował bez sprawdzenia. To właśnie nazywam żarliwą wiarą.

Trudno więc mówić o dyskutowaniu. Pan nie ma jeszcze własnych poglądów w sprawie KRLD (w każdym razie nie ujawnił ich Pan). Proponuje Pan, jako swoje stanowisko w dyskusji, to, co publikują jankeskie media. Nie proponuje Pan zatem, bym dyskutował z Panem. Proponuje Pan, bym dyskutował z jankeskimi mediami.

Ja cały czas w swych artykułach polemizuję z jankeskimi mediami. Niech więc Pan zacznie od lektury moich artykułów. Na dyskusję jest dla Pana chyba jeszcze zbyt wcześnie.

Pozdrawiam serdecznie

oto gość

Szanowny Panie Badura

Szanowny Panie Badura

Podałem linka do pierwszego artykułu z brzegu, nie sądziłem, że skoncentruje się Pan na całkiem nieistotnym szczególe, byle tylko nie komentować meritum sprawy.

Niestety to Pan sprawia wrażenie, jakby nie miał żadnych poglądów co do przedstawionych przeze mnie spraw bo uparcie unika Pan jakiegokolwiek odniesienia się do nich. Osobiście myślę, że powód dla którego wytrwale nie wyraża Pan żadnych poglądów na nadmienione przeze mnie kwestie jest jednak inny. Sądzę, że widzi Pan, że Kim przyjął bardzo miękką postawę, właściwie pozwolił upokorzyć siebie i swój kraj i zdaje Pan sobie sprawę, że następnym krokiem Korei Północnej może być jednostronne rozbrajanie się (przy jakichś minimalnych, śmiesznych ustępstwach ze strony USA) a dalej podporządkowywanie się kolejnym żądaniom Jankesów. A mówi Pan tak niewiele żeby wtedy móc stwierdzić, że przewidział Pan cały rozwój wydarzeń i właśnie o to Panu chodziło. Niech Pan wybaczy, jeśli się mylę, ale niestety tak to dla mnie wygląda.

Obawiam się, że najdalej w maju Koreańczycy z północy oficjalnie zaczną się przyznawać do swojego zamiaru denuklearyzacji. A potem amerykańscy inspektorzy będą się panoszyli u nich w kraju jak u siebie, sprawdzając czy wszystko idzie zgodnie z wolą hegemona. Obym się mylił.

Pozdrawiam serdecznie

oto Piotr Badura

Strasznie Pan namolny

Szanowny Panie Gościu

Jeśli stanowisko KRLD chce Pan poznawać poprzez zawartość korytek z jankeską sieczką, to pełni Pan rolę osła zaprzęgniętego do jankeskiego rydwanu. Z osłami zasadniczo nie dyskutuję.

Jeśli jednak interesuje Pana prawdziwe stanowisko KRLD, to niech Pan analizuje to, co KRLD ogłasza. Poniżej wklejam Panu komunikat KCNA. Jest po angielsku, ale deklarował Pan znajomość tego języka, więc nie tłumaczę.

x x x

KCNA Blasts Dishonest Forces' Distortion of Truth

Pyongyang, March 20 (KCNA) -- The Korean Central News Agency issued a commentary titled "Truth Must Not Be Distorted with Sheer Sophism" on Tuesday.
The commentary noted that thanks to the proactive measure and peace-loving proposal made by the DPRK, dramatic atmosphere for reconciliation has been created in relations between the north and the south of Korea and there has been a sign of change also in the DPRK-U.S. relations.
At this time, the dishonest forces in the U.S. and Japan and the conservative group of south Korea are peddling groundless stories distorting the truth in a bid to mislead public opinion, the commentary said, citing facts.
It went on:
Incumbent and former officials and experts of the U.S. have become vocal, claiming that "north Korea took a change-about attitude even though the U.S. did not make any concession", "Trump's high-intensity sanctions and pressure strategy proves effective" and "it is a sign that north Korea has reached a limit beyond which it can no longer sustain itself", in an attempt to meet their own interests.
The Abe group, which is left alone as a result of the unexpected sudden change in the situation of the Korean peninsula, claims that "north Korea's dialogue and peace offensive is a result of the sustained pressure put by the international community" and "hasty dialogue would mean being taken in by north Korea's strategy of gaining time" and that "sanctions should never be slackened under any circumstances".
In the meantime, the conservatives of south Korea including the "Liberal Korea Party", conservative media and self-professed experts are reeling off invective that "it is a trite method for the north to opt for dialogue whenever it finds itself in a fix", "it is camouflaged peace offensive" and "it is aimed to make a crack in south Korea-U.S. alliance and to seek lift of sanctions".
The great change in the north-south relations is not an accidental one but a noble fruition made thanks to the DPRK's proactive measure, warm compatriotism and will for defending peace. Such an event as today could be possible as the DPRK's dignity has remarkably risen and it has strong might.
Such rubbish as "result of sanctions and pressure" and sort of "limit" spread by the hostile forces is just as meaningless as a dog barking at the moon.
The economy of the DPRK is rising, not sitting down as claimed by the riff-raffs, and is being put on a Juche and modern basis. Sci-tech achievements and models have been created in different parts of the country, promising the bright future for the improvement of the people's living standard.
It is by no means accidental that the public at home and abroad are unanimously commenting that the dialogue peace offensive of the DPRK is an expression of self-confidence as it has acquired everything it desires.
It is really an expression of small-mindedness for the riff-raffs to spoil the atmosphere and say this or that even before the parties concerned are given a chance to study the inner thoughts of the other side and are seated at a negotiating table.
We do like to remind that it is time for all to approach everything with prudence with self-control and patience.
The fault-finders have to face up to the unanimous demand of the public at home and abroad for the improvement of the north-south relations and for peace on the Korean peninsula and stop the mean act of distorting truth.

oto Robercik

Panie Piotrze. W kręgu moich

Panie Piotrze. W kręgu moich zainteresowań leży zespół Laibach, a szczególnie przypadła mi do gustu piosenka poświęcona "sygnalistom". Właśnie znalazłem informację, że w 2015 dali koncert w Korei Północnej. To jest koncert:

to jest teledysk:

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.