Kto w Polsce stanowi prawo

Żeby odpowiedzieć na tytułowe pytanie, proszę przeczytać zapis posiedzenia Komisji Sejmowej do Spraw Unii Europejskiej z 9 stycznia tego roku,

Przewodnicząca poseł Izabela Kloc (PiS):

Przechodzimy do rozpatrzenia punktu pierwszego, czyli informacji o dokumentach Unii Europejskiej, w stosunku do których prezydium wnosi o niezgłaszanie uwag. Są to następujące dokumenty Unii Europejskiej: w trybie art. 7 ust. 4 ustawy – COM(2017) 653, 734, 735, 742, 769, 774, 825, 826, w trybie art. 8 ust. 2 ustawy – COM(2017) 670, 677, 698, 709, 711, 719, 722, 723, 724, 726, 731, 733, 746, 754, 756, 757, 758, 759, 764, 765, 766, 770, 801, 802, 803, 900, JOIN(2017) 44, w trybie art. 151 ust. 1 regulaminu Sejmu z uwzględnieniem art. 3 ust. 2 ustawy – COM(2017) 661, 674, 680, 682, 683, 684, 687, 693, 696, 697, 699, 707, 708, 712, 720, 721, 725, 727, 728, 736, 737, 738, 740, 741, 743, 744, 745, 747, 749, 755, 762, 767, 768, 771, 773, 775, 777, 778, 780, 781, 800, 810, 820, 821, 823, C(2017) 8414.

Pytam, czy do wymienionych przeze mnie dokumentów państwo posłowie chcą zgłosić uwagi, czy też zgodnie z wnioskiem Prezydium możemy przyjąć je bez rozpatrywania przez Komisję. Sprzeciwu nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja postanowiła nie zgłaszać uwag do wymienionych powyżej dokumentów.

Na tym zamykam rozpatrzenie punktu pierwszego.

Kiedyś to chociaż Kelus śpiewał o tym "Sejm mówi TAK"

oto Andrzej Andrzej

Czasami coś napisze o Polsce i świecie.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 5)

Tematy: 

Dyskusja

oto Marek Bekier

Mam pytanie typowe dla

Mam pytanie typowe dla człowieka leniwego: czy Pan albo ktokolwiek inny byłby tak dobry i podliczył ile te dokumenty, podane tylko z numerów, mają razem stron? Coś mi się widzi, że pytanie pani przewodniczącej szacownego zgromadzenia było bez sensu bo szacowne zgromadzenie nie mogło się merytorycznie ustosunkować do czegoś nieprzeczytanego z przyczyn obiektywnych.

oto JJerzy

Może ma pan ...

... rację, panie Marku, ale już sama forma podania pod obrady tych ... "dokumentów" ukazuje nam jak traktowane jest, pozorne w końcu, przedstawicielstwo suwerena. Nawet nie operują nazwą dokumentu, ale jakimś numerem z rejestru. Dalej, to mogłoby pójść, gdyby "przewodnicząca" stwierdziła: codziennie wpływają do nas "prawa" unijne. Zatwierdzamy je wszystkie awansem do końca kadencji.

oto Terebesz

Miałem sen

Śniło mi się, że nastał krwawy satrapa. Nie pytając nikogo o zgodę ogłosił ukaz, że parlamentarzysta głosujący za przepisem którego nie czytał albo przeczytał ale nie rozumie natychmiast trafia do lochu, o utracie dożywotnio mandatu i praw wyborczych nie wspominając bo to już oczywistość. Zaraz potem poszedł na emeryturę, ale jako tyran i psychopata zmusił Straż Sejmową do egzekwowania swojego nieludzkiego wymysłu. Obudziłem się zlany zimnym potem...

oto JJerzy

@Terebesz

Rozmarzyłem się ...
Proponuję twórcze rozwinięcie ... snu ...
Pod mównicą sejmową jest zapadnia uruchamiana SMS'ami wyborców, a w podziemiach do których wpadają bredzący z mównicy hodowane są głodne lwy ...

oto Terebesz

Lwy?

Obrońcy zwierząt będą protestowali, że zagłodzone, że po ciemku i tego, tam, dobrostanu nie mają. Lwy znaczy. Taniej wyjdzie kołek osikowy na sztorc.

oto Robercik

W TVPiS fraza "Polska jest

W TVPiS fraza "Polska jest suwerennym krajem" albo samo słowo "suwerenność" potrafi czasem paść 5 razy w ciągu 2 minut. Na zdrowy rozum....gdyby Polska była suwerenna, to propaganda nie musiałaby ciagle wbijać tego ludziom do głów.

oto chłop jag

Kto w Polsce stanowi prawo

Kto w Polsce stanowi prawo

Swoistą klatką - jest tutaj sama tzw. demokratura - tołażysze - zaprojektowana w najdalszych zakątkach Piekła.
Wniosek?
Czy LechKacz przeczytał i zrozumiał Traktat lizboński - zanim go podpisał - tołażysze?
Na koniec - tzw. demokraturą zawiadują stale i nieprzerwanie pupile szatana - których nikt nigdy nie wybierał w tzw. demokraturowych wyborach - tołażysze.

oto Stan

Kto stanowi prawo

No bez hecy, przecież jak głosować to wiedzieli no więc jakie ma to znaczenie czy czytali dokumenty czy nie.(innaczej by zapewne i tak nie zagłosowali)

oto Krzysztof M

661, 674, 680, 682, 683, 684,

661, 674, 680, 682, 683, 684, 687, 693, 696, 697, 699, 707, 708, 712, 720, 721, 725, 727, 728, 736, 737, 738, 740, 741, 743, 744, 745, 747, 749, 755, 762, 767, 768, 771, 773, 775, 777, 778, 780, 781, 800, 810, 820, 821, 823, C(2017) 8414.

Państwo prawa. Gdzie jest napisane, że to prawo, napisane na papierze nie ma zajmować objętości 160 wagonów towarowych?

Kto na świecie jest szkolony od maleńkiego do zapamiętywania wielkich ilości danych? Kto kumaty był za kałużą, ten wie. :-)

oto Dubitacjusz

Ja mam lepsze pytanie, kto wierzy, że obywatele w okręgu

w demokracji JOWowej będą po kolei rozliczać swoich posłów z całej tej listy 661, 674, 680, 682, 683, 684, 687, 693, 696, 697, 699, 707, 708, 712, 720, 721, 725, 727, 728, 736, 737, 738, 740, 741, 743, 744, 745, 747, 749, 755, 762, 767, 768, 771, 773, 775, 777, 778, 780, 781, 800, 810, 820, 821, 823, C(2017) 8414.
Bezpośrednie sterowanie posłem przez wyborców jest fikcją.

oto Krzysztof M

Bezpośrednie sterowanie

Bezpośrednie sterowanie posłem przez wyborców jest fikcją.

I tak ma być. A na pańskie bóle dobra będzie demokracja elektorska (proszę spróbować coś w wikipedii znaleźć). Lub demokracja stopniowa (już o tym pisałem).

oto Ireneusz

Cały Dubitacjusz

Żadna demokracja nie podparta rzuceniem na szalę odpowiedzialności za swoje czyny NIGDY nie będzie dobra. A ordynacja proporcjonalna jest właśnie najlepszą dla bezmyślnych, krnąbrnych i nieodpowiedzialnych ludzi. Lepszej już nie ma. Nawet anarchia jest podpierana odpowiedzialnością (ustrzelenia za winklem).

oto Krzych Adam

Pan Dubitacjusz znów zwekslował temat na swego bzika.

Czyli na to że jego zdaniem JOW-y betonują a ordynacja owocująca w Sejmie tym co Piłsudski słusznie nazwał "burdel i serdel" jest najwspanialszą ordynacją. A tu przecież chodziło o co innego. O pewną rzecz, której ubocznym skutkiem w Sejmie III RP jest zjawisko przewidziane przez Stanisława Lema w książce "Kongres Futurologiczny:

Każdy mówca dysponował czterema minutami czasu dla wyłożenia swych tez, co i tak było sporo, zważywszy, że zgłoszono 198 referatów z 64 państw. Aby przyspieszyć tempo obrad, referaty należało przestudiować na własną rękę, przed posiedzeniem, orator zaś mówił wyłącznie cyframi, określając w ten sposób kluczowe ustępy swej pracy; dla ułatwienia recepcji tak bogatych treści wszyscyśmy nastawili swoje podręczne magnetofony oraz komputerki — między tymi ostatnimi dojść miało potem do zasadniczej dyskusji. Stanley Hazelton z delegacji USA zaszokował od razu salę, powtarzając z naciskiem: — 4, 6, 11, z czego wynika 22; 5, 9, ergo 22; 3, 7, 2, 11, skąd wynika znowuż 22!! — Ktoś wstał wołając, że jednak 5, ewentualnie 6, 18 i 4; Hazelton odparował zarzut błyskawicznie, tłumacząc, że tak czy owak 22. Poszukałem w jego referacie klucza numerycznego i dowiedziałem się, że cyfra 22 oznacza katastrofę ostateczną.

oto Equatore

@p. Dubitacjusz

To bardzo proste.
Na początek wystarczy JEDEN człowiek, który zajrzy do choćby jednego z tych "numerów" i wyciągnie z treści coś, co będzie uważał za szkodliwe.
Następnie podzieli się swoją opinią z innymi.
Być może ta opinia jest błędna. Być może nie uzyska poparcia, ponieważ inni ludzie uważają inaczej. Myślących ludzi w typowym okręgu wyborczym jest jednak zwykle więcej niż jeden (a przynajmniej takie są założenia tego systemu).
Jeśli w tych "numerkach" jest jednak śmierdząca bomba, która skompromituje głosującego "ZA" (albo "PRZECIW") w oczach wielu (niekoniecznie większości), pan poseł będzie się musiał z tego wytłumaczyć, jeśli chce być wybrany ponownie. Być może będzie się musiał nauczyć czytać dokumenty, za którymi głosuje. Albo, kiedy jest czas na debatę, powiedzieć "Hola, hola, nie zapoznaliśmy się jeszcze z treścią!".
Nie jest to bowiem takie proste, żeby uzyskać poparcie większości w okręgu dla swojej osoby.
Dzisiejszy poseł niczego takiego nie musi.
Ponieważ on za niczym nie głosował. On tylko wykonał decyzję partii, podniósł rękę i nacisnął przycisk.
Ponieważ to nie jego wybrali wyborcy, ale partię.
Partia wie lepiej, a wódz ma zawsze rację.
Jeśli ma rację, to partia znowu wygra wybory a on znowu będzie znowu posłem, niezależnie od tego, czy to się większości wyborców w okręgu podoba czy nie. Wystarczy ułamek procenta poparcia w okręgu, żeby wejść do Sejmu, jeśli tylko partia ma wystarczająco dobry wynik.
A jeśli wódz nie ma racji, to on, jak się tylko odezwie, zostanie wykopany z partii i już nie będzie posłem, ponieważ trzeba być z partią, żeby nim być i jego właśni wyborcy ani na niego nie zagłosują, ani nawet nie będą chcieli, choć zrobił to dla nich, bo "zdradził partię".
Politycy wybierani w ordynacji większościowej po prostu muszą się bardziej starać o poparcie wyborców, niż ci z proporcjonalnej.

oto Equatore

@p. Skanderbeg

W świecie anglosaskim są zarówno marki, jak i ludzie. Przy czym, poziom trudności dla obu (żeby wygrać) jest identyczny i bardzo wysoki. Łatwiej ich "dorwać" i więcej "mogą" od naszych.
W systemie ordynacji proporcjonalnej są praktycznie wyłącznie marki, stąd w rozpaczy ludzie głosują na "mniejsze zło" i z reguły i tak się okazuje, że mniejsze potrafi się po wyborze nagle okazać większym. Partie mutują i ewoluują nie tylko z kadencji na kadencję, ale z dnia na dzień. Człowiek ma tylko jedną reputację do stracenia i jedną do zyskania.
W naszym konkretnym przypadku, partie już się nie słuchają ludzi, ale obwieszczają im co mają myśleć i robić, a tych którzy mają inne zdanie traktują jak ostatnich szubrawców. Opozycja nie jest zaś pod tym względem lepsza od PiS. Obecny system polityczny ich za takie postępowanie nagradza. Pojedynczy posłowie reprezentują arogancję i pogardę dla "plebsu", ponieważ nie są petentami o łaski wyborców, ale komórkami ogromnego organizmu, który pozostałych ludzi może bezkarnie lekceważyć, dopóki schlebia swojej wyborczej bazie.
Gdyby ten sam człowiek był samoistnym bytem, zmuszonym do pokonania bariery 30-50% poparcia w każdych wyborach, od razu by spokorniał stojąc sam na sam z tysiącami wyborców, którzy mogą go wynieść, ale i unicestwić.

oto Equatore

Marka i człowiek - jedno i drugie

W wyborach prezydenckich, owszem, liczy się obecnie w USA tylko kandydat Republikanów i Demokratów (marka), ale kandydatów do bycia kandydatem jest zawsze sporo, zwykle na początku dwucyfrowa liczba. Prawybory trwają około roku i w pierwszych paru miesiącach są w stanie "odpaść" z wyścigu nawet i faworyci. Ponieważ jest wielu ludzi, którzy są w stanie reprezentować "markę" i muszą wykazać swoją wyższość nad innymi. Sama marka nie zapewnia zwycięstwa, skoro marka rywala jest równie mocna. I dlatego kiepski kandydat już nie raz położył znajdujące się, wydawałoby, na wyciągnięcie ręki, zwycięstwo. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby establishment partyjny od początku wcisnął wyborcom własnego kandydata w prawyborach, do którego nie są oni entuzjastycznie nastawieni, a nawet jeśli się to uda (patrz Gore, patrz Romney, patrz Hilary Clinton) rezultatem jest zwykle porażka we właściwych wyborach. Specjalnym wyjątkiem jest tu jedynie kandydowanie urzędującego prezydenta, gdzie prawybory we własnej partii są praktycznie formalnością.
Jest to i tak znaczna różnica w porównaniu z polskim systemem, gdzie kandydat partii, czy to prezydenta, czy posła, jest wyznaczany odgórnie, nawet nie przez szerokie gremia kolegialne (jak w USA), ale przez ścisłą, zwykle jednoosobową elitę.

oto Ireneusz

No właśnie

Dziwne jest zaślepienie ludzkie uważające "franszyzy" za jedyną wykładnię rzeczywistości i nie widzące całej gry odbywającej się niejako poza kulisami. W systemach jednomandatowych ZAWSZE walka toczy się przed właściwymi wyborami i zawsze jest oparta nie o establishment, ale o tak zwane "doły", czyli o szeregowych ludzi. Stąd po pierwsze w czasie wyborów mamy już do czynienia z przygotowanymi kandydatami, wyszlifowanymi we wcześniejszej grze. Mamy jako wyborcy ułatwiony wybór obarczony tak naprawdę mniejszym ryzykiem trwania w beznadziei oraz przede wszystkim wybrani od razu tak naprawdę są gotowi do pełnienia swej roli. A nie jak to się dzieje w naszym systemie, gdzie ci wszyscy posłowie do końca swojej kadencji nie są w stanie przyswoić sobie podstawowej wiedzy potrzebnej posłowi, a świeżo wybrany rząd daje się wpierw wciągać w jakieś rozgrywki, próbuje się wyuczyć swoich obowiązków i daje się wodzić tak naprawdę za nos, a to poprzednikom, a to starszym braciom wiedzącym lepiej (bo przygotowanym wcześniej). Wybór jednomandatowy ma tutaj same plusy. I widać to po Trumpie, gdzie establishment partii konserwatywnej go tak naprawdę NIE CHCIAŁ i większość tego establishmentu aby dalej przetrwać przy swoim korycie musiała Trumpa zaakceptować. To, że te fakty nikomu zafiksowanemu na "proporcjonalizm" oraz "reprezentację idei" nikomu nie otwiera oczu świadczy jedynie o zainstalowanych końskich klapkach, niczym więcej.

oto Skanderbeg

"Mamy ułatwiony wybór"?

Ładnie napisane coś, co jest prymitywną reklamą (propagandą) i wciskaniem konsumentom kitu. Żadnej wyższości w tej kwestii nad systemem proporcjonalnym nie ma. I jednak w jowach większa oligarchizacja niż w systemach proporcjonalnych.
Porównam dwie partie. Niepodległości Zjednoczonego Królestwa i AfD. Wystarczy popatrzeć na procent poparcia w społeczeństwie, a potem na ilość mandatów. I wyjdzie, że JOW jest jednym wielkim oszustwem oligarchicznym. W systemie proporcjonalnym czasem ktoś narusza zamknięty system, w jowach beton jest zbyt szczelny.

oto Ireneusz

Whow

Żadnej wyższości w tej kwestii nad systemem proporcjonalnym nie ma.

Proszę wykazać. Posłużyć się można tak samo jak ja, opisem.
Bo wychodzi na to, że tu patowa sytuacja jak z Izraelem. Jeden opiera się na faktach, a drugi powie "nie bo nie" i to ma być naukowym dowodem.
Można na przykładzie szkoły - proszę przeprowadzić eksperyment w postaci wyboru szefa klasy w sposób proporcjonalny. Najlepiej wpierw wyłonić partie, które będą reprezentowały POGLĄDY panujące w klasie i reprezentujące poglądy rodziców :-))))))))
Następnie tym "szefom", najlepiej kilku sztukom w koalicji dać pełną w klasie władzę i dać im poczucie bezkarności (braku odpowiedzialności). Po prostu rozegra się "Władca much", niewątpliwie na tysiąc procent.
To nam proponują i to nam właśnie dają ci wszyscy zwolennicy braku odpowiedzialności i reprezentacji IDEI, a nie osób!

oto Dubitacjusz

@ p. Equatore: już pomijając moc jednego człowieka

Pański mechanizm społecznego oburzenia dotyczy tylko "śmierdzącej bomby". Tymczasem gros prawodawstwa decydującego o naszym życiu to zwyczajne ustawy, nie budzące emocji ludu. W dodatku część jest na takim poziomie, że bezpośrednio nie widać związku z rzeczywistością.

oto Equatore

@p. Dubitacjusz

Jeśli coś nie jest w stanie wzbudzić emocji, to najprawdopodobniej nie jest to w ogóle sprawa kontrowersyjna, a nawet nie jest to sprawa istotna. Każdy wybór, który jest istotny, ponieważ zmienia jakiś fragment rzeczywistości, narusza czyjeś interesy bądź przekonania.
Obecna publiczność nie wzbudza zaś swoich emocji większością przegłosowywanych praw głównie z dwóch powodów:
- niewiedza, co właściwie zostało uchwalone;
- zobojętnienie będące efektem niewiary, że na cokolwiek mamy wpływ.
Jeżeli mamy wpływ na to, kto nas będzie reprezentował to i zobojętnienie się zmniejszy i zainteresowanie treścią uchwalanych praw zwiększy.

oto Dubitacjusz

@p. Equatore: zupełnie się z Panem nie zgadzam

Ładunek emocjonalny zupełnie nie musi być związany z wagą zagadnienia dla społeczeństwa. Przypomnę Panu, że zupełnie niedawno ludzie się emocjonowali "ośmiorniczkami".

Co więcej, mówimy o emocjach wzbudzanych w masach. A ich generatorami są z definicji media masowe. A te mają interes w grzaniu spraw nieistotnych dla systemu, a wyciszaniu niewygodnych.

Wreszcie. wiele istotnych decyzji nie jest jednoznacznie złych lub dobrych, ani też nie dotyka bezpośrednio ludzi.

oto Ireneusz

Błąd oglądu świata

Przypomnę Panu, że zupełnie niedawno ludzie się emocjonowali "ośmiorniczkami".

To media chciały, aby ludzie się emocjonowali ośmiorniczkami. Jakoś nic z tego nie wyszło, oprócz pogłębienia depresji i niewiary w to, że mają na cokolwiek wpływ. I to był, z pewnością pośrednio zamierzony, skutek tego "podgrzewania emocji", które nie chcą się jakoś w ludziach podgrzać. Ludzie głosują nogami lub alienowaniem się od świata polityki. A polityka przygarnia dziś jedynie męty i karierowiczów-cwaniaków. Tam nie ma żadnego, dosłownie ani jednego człowieka, któremu można zaufać i który jest w stanie zrobić coś dla Polski. No chyba, że przez nieuwagę i przypadek. "Pultnie się".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.