Korek w…

Możliwości wprowadzenia opłat za wjazd do centrów miast pojazdami innymi niż elektryczne - przyklasnęła część czegoś, co uchodzi w Polsce za resztki lewicy. I słusznie - wszak to auta elektryczne są ulubionymi pojazdami wszelkiej maści prekariatu, salowych, sprzedawczyń z hipermarketów, pracowników nocnej zmiany w warsztatach oraz bezrobotnych itp.

Jeśli jednak całe to podejrzane towarzystwo nadal upiera się, by nie być eko i tylko z niezrozumiałej głupoty, bo przecież nie z biedy - jeździ zdezelowanymi spalinowcami z importu - to słusznie będzie ponosić koszta łatania dziur w budżetach samorządów (ale raczej nie tych w drogach). W ogóle zresztą co to za pomysł, żeby lud wyjeżdżał do śródmieścia i psuł smak latte samym swoim nie-metro wyglądem?!

Tak oto i metro-lewica, nienawidząca tej konsumenckiej hołoty w spalinowcach, i centroprawicowy rząd, wprowadzający także regulacje mające w interesie dealerów wyrzucić auta używane z polskich dróg - pospołu dowodzą ile jest sensu w oskarżaniu ich o "populizm i pro-socjalność"...

Zdrowy rozsądek, nie "reformy"!

Kiedy jeszcze poprzedni rząd opowiadał o uczynieniu z autek elektrycznych „polskiej Nokii” – brzmiało to jak typowa polityczna mowa-trawa, którą nie ma się co za bardzo przejmować. Wprawdzie producenci, a raczej dealerzy aut elektrycznych - od kilku lat grasują po Polsce, dotąd lansując się jednak bezpośrednio w samorządach. Miasta kupowały pokazowo takie autka, wprowadzały - jak Lublin - zwolnienia z opłat parkingowych, ale z reguły z haczykiem: do Lublina nie można było po prostu przyjechać i zaparkować gratis takim autem, najpierw trzeba się było pofatygować po specjalne zezwolenie w urzędzie i szast-prast, po dwóch tygodniach zapewne jeżdżenia wokół niego - już można było sobie w paru miejscach stanąć i odsapnąć. To jednak były tylko głupotki i jakieś miniwziątki, a teraz mówimy o kolejnym dużym skoku na kasę zwykłych ludzi, w dodatku w połączeniu z utrudnianiem im życia i zawracaniem d...

Na poziomie samorządowym takie „reformy” wymyśla się przede wszystkim wtedy, kiedy do władzy dochodzi jakaś nowa ekipa albo starej kończą się pomysły i obie stają wobec problemu: „machnęlibyśmy jakiś Wielki Projekt, tylko nie wiemy jaki” – i wtedy pojawiają się pospołu lobbyści, wynajęci przez nich urzędnicy dodatkowo sfanatyzowani niekiedy odebranym doktrynerskim wykształceniem oraz zawsze gotowi i chętni poprawiacze ludzkości, gotowi w imię jej szczęścia zakazać poszczególnym ludziom jakiejkolwiek sensownej aktywności. I z takim combo – nieszczęście gotowe. Rządzący bardzo łatwo zapominają podstawową zasadę: jeśli coś wydaje się głupie w ramach zwykłego zdrowego rozsądku – to najpewniej takie jest i nie ma żadnych wyjątków dla polityki czy zwłaszcza – stanowienia prawa.

Gardzić Polakami, nie dać im żyć spokojnie, okraść

Jeszcze gorzej, gdy takiego reformatorskiego napadu dostanie nie samorząd – ale rząd i większość sejmowa. W tym konkretnym (i podobnych) przypadku nie mówimy bowiem bynajmniej tylko o inżynierii ruchu - ale o inżynierii społecznej i bezsensownym utrudnianiu ludziom życia, przy jednoczesnym pogłębianiu skutków różnic socjalnych. I to dobrze przygotowanym – okazuje się bowiem, że histeria antysmogowa (zabawna dla każdego, kto widział prawdziwy smog, np. w Pekinie) miała cel nie tylko antywęglowy i antykopalniany. Ktoś nam jeszcze, zapewne za grube łapówki – znowu wciska w ciemnotę także w imię biznesu elektro-autek, prodiży na kółkach, których wszędzie jakoś muszą pozyskiwać klientów nie jakością i użytecznością swoich wyrobów, ale naciskiem administracyjnym. A przy okazji powstał nowy znakomity mechanizm do łupienia Polaków, w dodatku tych uboższych.

Mnie takie kolejne podszyte złodziejstwem idiotyzmy przypominają m.in. narzucenie naszym potulnym rodakom kilka lat temu wyśrubowanych zasad (i OPŁAT!) segregacji odpadów, czyli sztuczek stosowanych w bogatszych społeczeństwach Zachodu niby do ograniczania, a w rzeczywistości podrażania konsumpcji. I co? I naród Kmiciców z pokorą to łyknął, znowu do wtóru oklasków m.in. metro-lewicy - bo dogonimy i przegonimy wyścig do upodlenia i ograbienia ludzkości jako takiej i każdego, szczególnie uboższego obywatela w szczególności!

Że to trzeba powtarzać. Tu jest Polska, co może pójść, źle to pójdzie. Założenie: "nieeee, no przecież nikt nie będzie tak gupi, żeby [...]" - w Polsce, w działalności prawodawczej III RP - jest... gupie. Wszelkie takie strasznie szlachetne pomysły są bowiem mielone przez wspomnianych lobbystów, legislatorów nie wiedzących co to analiza ryzyka, urzędników bez wyobraźni, tępych i skorumpowanych sędziów itd. I to jest nasz horyzont zdarzeń. To jest ze wszystkich korków ten największy i do pilnego odetkania. Korek wsadzany coraz głębiej w d... Polaków.

Jak zawsze podkreślam: mnie nie interesują ideologie, ani wyniki psychosocjoeko badań profesorów Dupersztangierów zza morza. We współczesnej Polsce PRAKTYKA jest taka, że tzw. "ekopolityka" to od strony władz złodziejstwo i marnotrawstwo, od grupek suflujaących "ex-pertów" - doktryny zagnieżdżone po wydziałach ochrony środowiska i inżynierii ruchu, a dla gromadek znudzonych eko-Panow z Meereen - rozrywka odróżniająca ich od brudnej hołoty. Sorry, ale za żadnym z tych aspektów nie przepadam.

Weźmy bowiem kilka najbardziej znanych przykładów. Nie ma większego dowodu na arogancję ekologicznej odmiany Panów z Meereen, niż tzw. „Masa Krytyczna”. Jasne, dla wielu fajna rozrywka, ale w swej istocie celowe i świadome blokowanie przez tłum znudzonych pedałów (rowerowych!) powrotu z pracy zwykłym ludziom. Dalej, opowiada się o "wolnej od samochodów wspólnej przestrzeni miejskiej", ekosiowie to łykają, naiwniacy i fanatycy popierają - a w efekcie dostajemy kamienne pustynie w centrach, wyjałowione do jednej trawki, powstałe bo czyjś szwagier miał wytwórnię kostki i była "unijna kasa do wzięcia". Następny postulat ekosiów, skądinąd całkiem niegłupi: "wprowadzamy szeroką darmową komunikację publiczną dojeżdżającą gdzie naprawdę potrzeba, a jednocześnie opłaty za poruszanie się autami po niektórych częściach miast". Ale TU JEST POLSKA, więc proszę zgadnąć którą część tego pomysłu usłyszy, i pewnie nawet JAKO JEDYNĄ zrealizuje typowy ekopolityk III RP?

Zrozummy wreszcie, takie regulacje, to można sobie wprowadzać w NAPRAWDĘ zatłoczonym Londynie, który jednak jednocześnie dysponuje bodaj najlepszą siecią metra na świecie, właśnie rozbudowywaną w ramach jednej z największych inwestycji infrastrukturalnych Europy - a nie, nie obrażając nikogo, w Pile. A tak to się w III RP - jak zwykle! - skończy.

Tylko bez „cudownych rozwiązań”!

No dobrze, powie ktoś, niekoniecznie z którejś z opisanych wyżej grup patologicznych, ani nawet nie dotknięty fobią motoryzacyjną – ale faktycznie w większych miastach mamy w Polsce korki, zaparkować jest ciężko, no i jeszcze na ulicach mnóstwo odpicowanych, ale starych samochodów. Może jednak trzeba coś zrobić?

Może i tak, ale nie ma cudownych rozwiązań, jak to sugerują oszuści, wariaci i złodzieje. Ba, być może nie ma ich wcale – więc nie ma co dążyć do wydumanych ideałów, tylko po prostu wystarczy nie komplikować ludziom życia. A do tego prowadzi mnożenie wątków zwyczajnie nie na temat i pseudo-ekologiczne jojczenie.

Choćby tak częste przy takich okazjach wyciąganie danych i lęków amerykańskich, jako argument przeciw motoryzacji W POLSCE. Plizzzz! Porównywanie USA z ich nasyceniem infrastrukturą i ilością samochodów z Polską - to jest dopiero analityczna i badawcza rzetelność. Po pierwsze - gdy będziemy mieli tyle i takich dróg, jak Amerykanie, to będziemy mogli jojczeć. A na razie mamy kraj bez dróg, z międzymiastowymi przez wsie, z "obwodnicami" po wycinkach okręgów i ruchem samochodowym wciąż gwiaździście przez centra miast. I tym się trzeba zajmować, a nie zwalczaniem problemów, które nas nie dotyczą i jeszcze długo dotykać nie będą poprzez TWORZENIE problemów, które dotkną zwykłych Polaków. Po drugie zaś - jojczenie nr 2, że korki itp. OK. Ale skoro silniejsi i bogatsi tego nie rozwiązali - to nam tym bardziej nie wyjdzie. Pewnie się nie da, więc nie ma się co zamartwiać i ludzi męczyć. Polakom w Polsce wystarczająco ciężko się żyje - zostawmy ich w spokoju przynajmniej w takich duperelach. Być może postęp cywilizacyjny załatwi to za nas albo przeciwnie, obecny świat tak p…e, że problem motoryzacji będzie ostatnim, za którym będziemy tęsknić.

Leczyć trzeba skutki, a nie następstwa. Tak, tak. Też znam tę ukochaną przez ekstremistów i wariatów regułkę Lewisa-Mogridge'a, że "nowe drogi są wypełniane wzrostem ruchu". Ale wiem też, że obrazą logiki jest obowiązująca w Polsce jego trawestacja: "jak ilość dróg zmniejszymy, a te co są zwęzimy - to w pierwszym kraju we wszechświecie ruch się jednak na pewno, k... zmniejszy!". Zostają nie „wielkie reformy”, ale po prostu rozsądne, pro-ludzkie bieżące zarządzanie. Mimo takich formułek - drogi jednak trzeba budować (i remontować), trasy średnicowe - i ZWŁASZCZA - miejsca parkingowe. Odbudować i rozwijać komunikację, tak miejską, jak międzymiastową przy jednoczesnej depauperyzacji mniejszych ośrodków. A ludziom trzeba pozwalać uczciwie dobrze zarabiać, żeby ich stopniowo było stać na lepsze i nowsze auta. Jak będą mieli fantazję – elektryczne, wodorowe, czy na pedały. Jakie sobie wymarzą. Proponowane zamiast tego sztuczne ograniczanie czy wręcz zakazywanie ruchu samochodowego - to strzelanie do łysych, żeby nie było tłoku u fryzjera!

Jedynym potencjalnym plusem takiego kolejnego przypadku gnojenia Polaków bezsensownym promowaniem elektro-autek – byłoby… wybicie naszych rodaków z uporu, że wcale nie są biedni. Przecież mają 13-letnie A4, praktycznie nówka i kupują przysmaki z Biedronki! To wcale nie bieda i jak już zlikwidują ten cholerny podatek dochodowy, to w ogóle hoho! Może kiedy biedacy zostaną potraktowani i przez rządzących, i przez "opozycję" jak biedacka hołota - trochę ich to rozbudzi?

Chociaż szczerze wątpię...

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.18182
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 11)

Tematy: 

Dyskusja

oto Marek Bekier

Przyznaję się od razu na

Przyznaję się od razu na początku, że na mój gust to tekst poruszył zbyt wiele patologicznych wątków jednocześnie i mam problemy z ogarnięciem całości. Nie przeszkadza to jednak bym się zgodził z Autorem co do meritum czyli wyraźnej i szkodliwej dominacji "cudownych pomysłów" nad "zdrowym rozsądkiem".
Mimo wszystko dodam do dyskusji jeszcze jeden problem. Otóż, jestem szczęśliwym użytkownikiem kilku urządzeń elektrycznych, które miały alternatywę spalinową. Są to: kosiarka do trawy, piła do drzewa i pompa do wody. Ostatnio się zastanawiam nad zakupem odśnieżarki i skutera. W każdym z tych przypadków urządzenie elektryczne jest około dwa razy tańsze w zakupie i chyba ze trzy razy tańsze w eksploatacji. Oczywiście jest też wada: konieczność dostępu do gniazdka z prądem i wlokący się kabel (w przypadku skutera ciężki akumulator). W moim wypadku nie jest to problem bo mam akurat wygodne warunki do używania tych sprzętów. Nie mogę tylko pojąć jednego: dlaczego u diabła byle jakie auto elektryczne kosztuje średnio dwa razy więcej od przeciętnego spalinowego?!

oto JJerzy

Ja jednoczenie, Panie Marku ...

... odpowiem na pańskie ostatnie pytanie i nieco dołożę od siebie.
Na pytanie:

[...] dlaczego u diabła byle jakie auto elektryczne kosztuje średnio dwa razy więcej od przeciętnego spalinowego?!

najlepsza jest dziecięca odpowiedź: bo tak! A bardziej szczegółowo: bo mała sprzedaż musi sfinansować drogą produkcję, bo producent "nowości", zwyczajowo, musi natychmiast zostać milionerem, bo ... Tak można bez końca, a najlepszą odpowiedzią jest zawsze wsłuchanie się w podpowiedzi obśmianych teorii spiskowych. Nawet w ramach nachalnej promocji ECO z ostatnich lat można zobaczyć takie oto obrazki ... Ekrany dźwiękochłonne ... Sam pomysł bardzo dobry, ale u nas ... Mamy chyba najwięcej w galaktyce ekranów zbędnych, za wysokich i ... za drogich. O legendarnej już nadprodukcji kostki brukowej nie wspomnę. Dalej ... Jak dołączyliśmy do akcji budowania ekoenergetyki, to natychmiast musieliśmy wdrożyć ją w formie patologicznej, tworząc żerowiska korupcji, setki, jeśli nie tysiące uczepionych u państwowego cycka firemek robiących zbędne tony kwitów, kupując przeszacowane instalacje, przy jednoczesnym zwalczaniu prób własnych, zamazując to propagandowo robieniem ... rur do wiatraków w skasowanej wcześniej stoczni.
Jeśli więc ktoś mi mówi o zwalczaniu smogu przez sterowaną wymianę pieców, to ja zaraz zastanawiam się jaki Simens, czy inny Viessemann ma na tym zarobić. Z tego samego powodu podzielam poglądy Autora w tej sprawie.

oto Equatore

@p. Bekier

Otóż, jestem szczęśliwym użytkownikiem kilku urządzeń elektrycznych, które miały alternatywę spalinową. Są to: kosiarka do trawy, piła do drzewa i pompa do wody. Ostatnio się zastanawiam nad zakupem odśnieżarki i skutera. W każdym z tych przypadków urządzenie elektryczne jest około dwa razy tańsze w zakupie i chyba ze trzy razy tańsze w eksploatacji. Oczywiście jest też wada: konieczność dostępu do gniazdka z prądem i wlokący się kabel (w przypadku skutera ciężki akumulator). W moim wypadku nie jest to problem bo mam akurat wygodne warunki do używania tych sprzętów. Nie mogę tylko pojąć jednego: dlaczego u diabła byle jakie auto elektryczne kosztuje średnio dwa razy więcej od przeciętnego spalinowego?!

...ponieważ nie jest na kabel.
Całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu (która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru.

oto JJerzy

Wprawdzie ...

... nie uważam, aby pański wpis uznać można było za odpowiedź na pytanie p. Marka, ale z całą pewnością nie należy zostawić go bez sprostowania.
Pisze pan:

Całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu (która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru.

co jest pewną nieścisłością, gdyż odpowiednika elektrowni samochód elektryczny nie wozi ze sobą z całą pewnością. To już raczej, za taki odpowiednik, uznać należy klasyczny silnik spalinowy. Dlatego, wysoką cenę, z powodu komplikacji konstrukcji, można uzasadnić tym sposobem w hybrydzie, ale z całą pewnością nie w klasycznym "elektryku".
Również uwaga o ... optymalizacji rozmiaru jest wyjątkowo nietrafiona.
Nawiasem ... Nikt jakoś, w ramach miłości do przyrody, nie wspomina co się stanie w przypadku upowszechnienia się owych ... autek. Co z tymi megatonami zużytych akumulatorów.

oto Equatore

@p.JJerzy

co jest pewną nieścisłością, gdyż odpowiednika elektrowni samochód elektryczny nie wozi ze sobą z całą pewnością

Nie jest żadną nieścisłością, gdyż nie napisałem, że samochód elektryczny wozi ze sobą odpowiednik elektrowni.
Napisałem

która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, etc...

Urządzenie mobilne w tym wypadku nie zapewnia wszystkich funkcji infrastruktury stacjonarnej.
Gdyby auto elektryczne mogło wozić elektrownię, miałoby inne problemy technologiczne niż te, które ma w tej chwili.
Natomiast musi wozić baterie, które kosztują, ważą i zajmują miejsce, są mało wydajne i co kilka lat się psują (plus, na co sam pan zwrócił uwagę, wymagają utylizacji) - co nie jest problemem w wypadku urządzeń elektrycznych zasilanych za pośrednictwem infrastruktury stacjonarnej, a tu jest.

oto Ech...

Wymowny pan Equatorek nie umie powiedzieć: "no tak, dałem ..."

Całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu [..] auto elektryczne wozi z sobą

Czymże innym jest "bardzo ciężka i skomplikowana infrastruktura do wytwarzania prądu", jak nie elektrownią? :D Nie, "prądnicą" nie jest, bo prądnica nie musi być ani specjalnie ciężka, ani przesadnie skomplikowana. :)

"Pycha poprzedza upadek" - jak widać na załączonym obrazku... :)))

oto Equatore

@p. Ech...

Według Słownika PWN elektrownia to "zakład energetyczny wytwarzający energię elektryczną w wyniku przetwarzania innych rodzajów energii".
W związku z tym nie użyłbym tego terminu do określenia przenośnego urządzenia do wytwarzania prądu.

oto JJerzy

Skoro ma pan ...

... problemy ze zrozumieniem samego siebie, to ja panu dopomogę :). Wystarczy wyeliminować z pańskiego wpisu zbędne ... zawijasy, aby otrzymać przekaz następujący:

Całą [...] infrastrukturę do wytwarzania prądu [...] która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię [...] auto elektryczne wozi z sobą [...].

oto Equatore

@p. JJerzy

O, zrozumiał pan moją wypowiedź. Gratulacje :)
Przyznaję, czasami mam problem, żeby dostroić się do właściwego poziomu pojętności odbiorcy.

oto JJerzy

No widzi pan.

W końcu dotarło do pana, że napisał pan, że samochód wozi ze sobą odpowiednik elektrowni, tyle, że to bzdura. Czy pana ten jałowy opór i trwanie przy swej bzdurnej wypowiedzi nie męczy?

oto Equatore

Nie

Jednak pan nie zrozumiał.
Nie napisałem że samochód wozi ze sobą odpowiednik elektrowni. Napisałem

która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, etc...

W przypadku innych urządzeń. Nie samochodu.

oto Ech...

Owszem, napisał Pan, że...

..."samochód wozi ze sobą odpowiednik elektrowni", Cytuję w całości to, co Pan napisał:

Całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu (która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru.

Tak więc stwierdził Pan, ze "to, co w przypadku 'innych urządzeń (nie samochodu)' jest wkopane w ziemię, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru".

To właśnie Pan napisał, jak widać zresztą powyżej.

oto Equatore

Nie

Nie napisałem bowiem, że "infrastruktura" do wytwarzania prądu w przypadku auta elektrycznego obejmuje "obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach". To obejmuje infrastruktura stacjonarna.
Nie napisałem, że są one całkowicie tożsame pod względem funkcji.
Napisałem, że jest ciężka i skomplikowana. Co jest prawdą.
A napisałem tak choćby dlatego, że samochód elektryczny ma wewnątrz akumulatory, które mają być w stanie zgromadzić tyle energii, żeby go wydajnie napędzać. I nie mogą to być akumulatory zbyt duże i zbyt ciężkie.
Czym jeszcze mogę pana oświecić?

oto Ech...

Wymowny pan Equatorek

Wprawdzie gada od rzeczy - jak w sumie dość często - ale zawsze elokwentnie, z napuszeniem, i okazując rozmówcy swą "niewątpliwą wyższość intelektualną".

Hint: w przypadku auta można mówić o przechowywaniu, nie o "wytwarzaniu" prądu ("odzysk energii" w trakcie hamowania jest pomijalnie mały).

oto Equatore

@p. Ech...

w przypadku auta można mówić o przechowywaniu, nie o "wytwarzaniu" prądu

W przypadku auta elektrycznego niezbędne są OBIE funkcje. Samo przechowywanie energii w postaci chemicznej nie wystarczy. Potrzebny jest jeszcze układ, który zamienia energię zmagazynowaną w akumulatorze na prąd elektryczny. I w samochodzie elektrycznym prąd musi zostać wytworzony i dostarczony do układu napędowego.

oto JJerzy

:)

Potrzebne jest jeszcze układ, który zamienia energię zmagazynowaną w akumulatorze na prąd elektryczny. Ergo: prąd jest wytwarzany.

Jak by mógł pan nazwać energię zmagazynowaną w akumulato(rach!!!) byłbym zobowiązany (jednym akumulatorem, to może sobie pan motorower napędzać).

oto Equatore

Nazwałem

.

oto JJerzy

Nic pan ...

... nie napisał, a jeśli już to brednie.
Akumulator stanowi odwracalne elektrochemiczne źródło prądu. Innymi słowy jest to urządzenie służące do gromadzenia i pobierania z niego energii elektrycznej.

oto Equatore

@p. JJerzy

a jeśli już to brednie

Jakie brednie?

oto Ech...

Napisał Pan przecież

Potrzebny jest jeszcze układ, który zamienia energię zmagazynowaną w akumulatorze na prąd elektryczny.

Jak się nazywa taki "układ"? Prosiłbym także, w miarę możliwości, wskazać głównych producentów, cennik jakiś itp. jeśli łaska.

oto Equatore

@p. Ech...

Definicja słowa "układ" ze Słownika PWN.
układ
1. «uporządkowany według określonych zasad lub właściwości szereg przedmiotów, zdarzeń itp.; też: sposób uporządkowania lub rozmieszczenia czegoś»
2. «całość składająca się z powiązanych wzajemnie elementów»
3. «umowa, zwłaszcza między państwami»
4. «powiązania, relacje między ludźmi, państwami itp.»
5. «zespół narządów współpracujących ze sobą w wykonywaniu określonych funkcji w organizmie»
6. «zespół części lub mechanizmów w maszynie albo urządzeniu wykonujący określoną pracę»

Nie przyszło panu do głowy, że mogłem użyć tego słowa w innym kontekście, niż ten w który chciałby mnie pan wepchnąć?

oto Ech...

Nie prosiłem o definicję "układu" w ogólności

Poprosiłem o opis wspomnianego przez Pana konkretnego, suponowanego "układu, który zamienia energię zmagazynowaną w akumulatorze na prąd elektryczny".
Co to jest takiego?

P.S. Zabawne są te Pańskie próby "stawiania zasłon dymnych", kierowania wymiany zdań na manowce - cała ta erystyka, a właściwie "erystyczka" w tym przypadku, bo takie to malusie. :)))

oto Equatore

@p. Ech...

Niech pan lepiej sam odpowie sobie na pytanie, wykorzystując wiedzę rodem ze słownika PWN, którą panu podesłałem.
Czy wewnątrz akumulatora istnieje układ, który zamienia energię zmagazynowaną w akumulatorze na prąd elektryczny?
Jeśli odpowiedź brzmi "TAK", to sam sobie pan odpowiedział na pytanie.
Jeśli odpowiedź brzmi "NIE", to ja "nie mam więcej pytań".

oto Equatore

@p. JJerzy

Ta ... "dyskusja" nie ma sensu.

No i widzi pan, w końcu dotarło.
Wracając do tematu.
W oryginalnym moim poście (jedynym w następującej po nim dyskusji, który nie byłby zbyteczny, za wyjątkiem uwag p.Bekiera) napisałem tak:

...ponieważ nie jest na kabel.
Całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu (która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru.

Mam już wrażenie, że mógł pan zrozumieć, co miałem na myśli, w związku z czym dalsze wyjaśnianie tego panu mija się z celem.
Dodałbym do tego tylko to, że potrzeba naprawdę rzetelnej wiedzy w zakresie branży samochodowej (którą, niestety nie dysponuję), żeby ocenić, jaka konkretnie liczbowa część tej różnicy w cenie pomiędzy samochodem elektrycznym i spalinowym pochodzi z zasygnalizowanego przeze mnie efektu, a jaka z innych przyczyn.

oto JJerzy

Pan, to widzę, z takich ...

... co to, w swej zarozumiałości, uważają że skoro znają się na czymkolwiek (to założenie, to duża uprzejmość z mojej strony) to znaczy, że mogą autorytatywnie wypowiadać się o wszystkim. Taka klasyczna buta ignoranta.
Pan, to zdaje się, humanista, skąd więc taki upór, żeby bredzić o sprawach technicznych o których nie ma pan nawet bladego pojęcia ...

oto Equatore

@p. JJerzy

...już do obelg? To już wszystko, czym pan dysponował?

oto Ech...

Poratuję p. Equatorka ;)

On z pewnością miał na myśli tzw. "elektrownię szczytowo-pompową", :))) którą od biedy można uznać za rodzaj akumulatora... ;)

oto Ech...

Dwója z fizyki (i chemii)

Prąd elektryczny "wytwarzany" jest - jeśli już kurczowo trzymać się tego określenia - bezpośrednio w akumulatorze, w efekcie określonych reakcji chemicznych, a dalej już, z jego zacisków, jest jedynie adekwatnymi przewodami przekazywany.
No chyba, że p. Equatorek wymyślił jakiś nowy "akumulator", który "przekazuje" energię chemiczną do jakiegoś tajemniczego "układu", który "przetwarza" go dopiero na energię elektryczną - to prosiłbym o odnośnik do opisu samochodu wykorzystującego tak niecodzienną zasadę działania. Kto go produkuje? :)

oto Equatore

@p. Ech...

...i dlatego piszę, że są realizowane obie funkcje: i magazynowania energii i wytwarzania prądu.
Oprócz tego oczywiście realizowana jest też funkcja przesyłania prądu elektrycznego i funkcja ładowania. I nieco pomniejszych. Każdą tą funkcję wykonuje jakiś układ.
A wszystkie one razem stanowią urządzenie, które nazywamy akumulatorem elektrycznym.
Czegoś jeszcze chciałby się pan dowiedzieć?

oto Ech...

Tak, chciałbym - "o naukę proszę" ((C) Kmicic)

dlatego piszę, że są realizowane obie funkcje: i magazynowania energii i wytwarzania prądu

Dlaczego akumulator elektryczny nazywamy "akumulatorem" właśnie, a nie "prądnicą prądu stałego", na przykład, skoro - według Pana - realizuje on funkcję "wytwarzania" energii?

A oto, co na ten temat mówi choćby pospolita
Wikipedia:
Wszystkie rodzaje akumulatorów elektrycznych gromadzą i później uwalniają energię elektryczną dzięki odwracalnym reakcjom chemicznym zachodzącym w elektrolicie oraz na styku elektrolitu i elektrod. [..] urządzenie staje się źródłem prądu elektrycznego na skutek przemiany energii chemicznej na energię elektryczną

Tak więc "gromadzi i uwalnia" - a nie "wytwarza".

Drugie pytanie: ale gdyby założyć, że ma Pan rację, że mianowicie samochody elektryczne są aż tak drogie, gdyż całą bardzo ciężką i skomplikowaną infrastrukturę do wytwarzania prądu (która w wypadku innych urządzeń jest dobrze wkopana w ziemię i obejmuje elektrownię, sieci przesyłowe, transformatory i ogromnym kosztem rozbudowane sieci w budynkach, auto elektryczne wozi z sobą i w związku z tym musi ona być zoptymalizowana pod względem wagi i rozmiaru. - to przecież zauważyć należy, że tego samego rodzaju "zoptymalizowana infrastruktura" obecna jest w każdym samochodzie spalinowym, i jakoś NIE JEST znaczącym składnikiem ceny detalicznej. Czemu to tak?

oto Equatore

@p. Ech...

Tak więc "gromadzi i uwalnia" - a nie "wytwarza".

I to jest rozumiem, ta znacznie różnica, która uniemożliwiła panu zrozumienie mojego oryginalnego postu, skierowanego do p. Bekiera (który, nawiasem mówiąc, nie miał z tym żadnych problemów).
Fizycznie rzecz biorąc, to nawet elektrownia nie wytwarza energii (zasada zachowania energii się kłania), a jedynie ją pozyskuje z środowiska zewnętrznego i zmienia jej formę na prąd elektryczny.

tego samego rodzaju "zoptymalizowana infrastruktura" obecna jest w każdym samochodzie spalinowym, i jakoś NIE JEST znaczącym składnikiem ceny detalicznej

Ponieważ nie stanowi głównego źródła zasilania (którym jest silnik spalinowy) i w związku z tym pobór mocy jest o wiele mniejszy, co wiąże się z mniejszymi problemami technicznymi jeśli chodzi o "wpakowanie" akumulatora(ów) do samochodu i uzyskaniem zadawalającej wydajności. Akumulatory ze samochodu spalinowego nie nadawałyby się do napędzania układu jezdnego samochodu.

oto Ech...

Niestety, dalej jest Pan w błędzie

Fizycznie rzecz biorąc, to nawet elektrownia nie wytwarza energii (zasada zachowania energii się kłania), a jedynie ją pozyskuje z środowiska zewnętrznego i zmienia jej formę na prąd elektryczny.

"Fizycznie rzecz biorąc" to Pan najwyraźniej nie widzi różnicy pomiędzy akumulatorami energii elektrycznej, a generatorami tejże energii. No, niestety. Udowodnił Pan to w paru już swoich wypowiedziach - i dzielenie tego włosa na czworo niczego już nie zmieni.

Ponieważ nie stanowi głównego źródła zasilania (którym jest silnik spalinowy) i w związku z tym pobór mocy jest o wiele mniejszy, co wiąże się z mniejszymi problemami technicznymi jeśli chodzi o "wpakowanie" akumulatora(ów) do samochodu i uzyskaniem zadawalającej wydajności.

No, nie stanowi - za to samochód elektryczny pozbawiony jest zasadniczego składnika kosztu samochodu z napędem spalinowym, tj. silnika spalinowego i całego jego oprzyrządowania.

Akumulatory ze samochodu spalinowego nie nadawałyby się do napędzania układu jezdnego samochodu.

Informuję Pana, że wszelakie wózki transportowe, wózki widłowe, czy inne (potocznie mówiąc) "melexy" korzystają z akumulatorów kwasowych nie odbiegających specjalnie zasadą działania od tych akumulatorów stosowanych w samochodach z napędem spalinowym. Tak więc kolejny raz wygłasza Pan fałszywą opinię.

oto Equatore

@p. Ech...

Pan najwyraźniej nie widzi różnicy pomiędzy akumulatorami energii elektrycznej, a generatorami tejże energii

Ależ ja widzę różnicę, tylko że nie ma w poruszanym zakresie znaczenia, skoro przedmiotem rozmowy jest akumulator wykorzystywany (dokładnie tak jak generator) jako źródło energii elektrycznej. I tak jak w wypadu innego ruchomego urządzenia (np. generatora takiego jak silnik spalinowy), źródło energii ma pewną ograniczoną pojemność, więc konieczne są inżynierskie optymalizacje.

Akumulatory ze samochodu spalinowego nie nadawałyby się do napędzania układu jezdnego samochodu.

Tego samochodu w którym się znajdują. Za mało energii.
Wiadomo, że jeśli się włoży mocniejszy akumulator do znacznie mniejszego pojazdu, to w końcu można pojechać. Zwłaszcza jeśli, jak w wypadku melexów czy wózków widłowych, zasadniczym przeznaczeniem nie jest ruch drogowy, który ma swoje wymagania pod względem osiągów.

Tak więc kolejny raz wygłasza Pan fałszywą opinię.

Tak więc kolejny raz przypisuje mi pan fałszywą opinię.

oto Marek Bekier

Trochę racji w tym jest ale

Trochę racji w tym jest ale nie do końca. Warto zauważyć, że jest grupa użytkowników chętna do zakupu miejskiego auta elektrycznego o zasięgu rzędu 100km z jednego ładowania. Do dojazdów do pracy i zakupów wystarczy a na noc można to podpiąć do gniazdka w garażu. No i co? No i są takie auta ale za coś około 150tys. zł. Idiotą nie jestem, wolę hybrydę za połowę tej ceny.

oto Equatore

@p. Bekier

To są problemy wieku dziecięcego moim zdaniem. Jeśli napęd elektryczny zostanie tak udoskonalony i rozwinięty, jak to się zdarzyło ze spalinowym przez ostatnie 150 lat, może to wyglądać o wiele bardziej opłacalnie.

oto Marek Bekier

Tu się z Panem nie zgodzę

Tu się z Panem nie zgodzę zupełnie. Silnik spalinowy od razu był pomyślany jako coś co będzie napędzać samochód. Przeszedł więc swój wiek dziecięcy wraz z całą konstrukcją samochodu i infrastrukturą towarzyszącą (drogi i stacje paliw). Silniki elektryczne mają swój wiek dziecięcy za sobą w ramach przeróżnych urządzeń, w tym komunikacyjnych jak tramwaje i pociągi. Problemem jest infrastruktura. Ale w przypadku aut miejskich nie ma problemu z infrastrukturą bo gniazdko nadające się do ładowania każdy ma w domu. Wniosek: cena elektrycznych aut o małym zasięgu jest kompletnie nieuzasadniona i świadczy dobitnie o tym, że większość pomysłów z elektromobilnością ma ekologię w d**** skupiając się tylko na propagandzie i maksymalizacji zysków.

oto Equatore

@p. Bekier

Czyli pańskim zdaniem na elektrycznych autach producenci mają większą marżę niż na spalinowych?

oto Marek Bekier

Nie wiem tego na 100% bo niby

Nie wiem tego na 100% bo niby skąd? Podejrzewam jedną z trzech możliwości (albo wszystkie na raz):
1) Rzeczywiście bardzo wysoka marża;
2) Jakiś ukryty haracz płacony władzom politycznym za pozwolenie na wejście do interesu;
3) Uporczywe wpychanie do aut elektrycznych wszelkich możliwych nowinek technicznych, w większości zbędnych, zamiast próby stworzenia taniego auta miejskiego.
Prawdę mówiąc najbardziej podejrzewam punkt 3. Przecież już coś takiego zrobiono pod postacią auta dla młodego kierowcy. Większość takich małych, powolnych mających małą moc aut kosztuje więcej niż średniej klasy auto rodzinne.

oto Terebesz

Też podejrzewam że coś tu jest nie tak.

Napęd samochodu elektrycznego jest banalnie prosty w porównaniu z samochodem tradycyjnym. Jedyna część naprawdę kosztowna to akumulator trakcyjny, a zważywszy jego ograniczoną żywotność trzeba od razu pytać "po jakim czasie będę musiał wymienić bateryjkę i ile to będzie kosztowało".
Przyszedł mi właśnie do głowy inny test prawdomówności dla lobby samochodziarzy na prąd: wyobraźmy sobie że mityczny przemysł krajowy zaczyna produkować kompletny napęd elektryczny pasujący do piętnastoletnich samochodów popularnych na naszych drogach: wywalamy silnik spalinowy, skrzynię biegów, bak - wstawiamy elektrykę, nawet kosztem zmniejszenia bagażnika. Oprócz zaawansowanego technicznie akumulatora nie jest to żadna filozofia, to byłoby do zrobienia, a gdyby było gdzie "tankować prąd" (nie każdy mieszka w domku) pewnie byliby chętni. Co zrobi władza? Ułatwi taki proceder czy wręcz przeciwnie? Ha?

oto Marek Bekier

Też myślałem o czymś takim. Z

Też myślałem o czymś takim. Z tym, że prawdopodobnie trwałość nowego silnika elektrycznego tak bardzo przewyższałaby trwałość całej reszty starego auta, że byłoby to nieracjonalne. Sensowniej by było wziąć na tapetę konstrukcję jakiegoś nowego auta, które jest właśnie zastępowane nowszym modelem a reszta tak jak u Pana. Jest jeszcze coś takiego jak projekt open vhicle, który z góry zakłada wstawienie prawie dowolnego silnika (Może ktoś pomoże znaleźć sensowny artykuł po polsku na tentemat?). Jest jeszcze polski melex, w różnych wariantach i za sensowną cenę. Myślę, że dałoby się go usprawnić tak by miał nieco większą moc, lepsze akumulatory a cenę niewiele wyższą od obecnej. No i na koniec kwestia podglądania najlepszych w świecie. Ja widzę to tak:
- Tesla ewidentnie jest zainteresowana drenażem kieszeni bogatego klienta;
- Citroen, Peugeuot i Mitsubishi próbują robić to samo z nieco uboższym ale ciągle bogatym klientem;
- Toyota jak zwykle próbuje po swojemu rozwijając hybrydy i zostawiając z boku zainteresowanie akumulatorami na rzecz wykorzystania wodoru.
Intuicja mi podpowiada, że rację ma Toyota. Co więcej może to być potężna szansa dla Polski bo podobno wodór można tanio pozyskiwać z węgla kamiennego. Tu też by się przydał ktoś kto się zna i umie opisać to co robi Toyota w tej sprawie.

oto Terebesz

Aspekt ekonomiczny

Myślę, ze trwałość silnika nie jest tu aż tak istotnym parametrem, bo silniki spalinowe też na ogół są trwalsze niż reszta pojazdu. Poza tym sam silnik elektryczny jest dość tani, drogie są akumulatory - a co do ich trwałości dopiero musimy się przekonać.
Weźmy do porównania instalację LPG, którą montuje się niejednokrotnie w starych samochodach - bywa tak że instalacja kosztuje więcej niż sam samochód - i opłaca się to biorąc pod uwagę różnicę ceny paliwa. Gdyby "zestaw elektryfikacyjny" nawet przy wyższej cenie własnej dawał stosowną oszczędność znaleźliby się na niego chętni. Rodzimy przemysł i rzemiosło miałyby zatrudnienie, prości ludzie mieliby więcej pieniędzy a ekolodzy radość, której tak im w życiu brakuje. Wszystko to oczywiście pod warunkiem rozsądnej ceny akumulatorów.
Mam jednak dziwne podejrzenie że rządowi chodzi o coś zupełnie innego i zostaną uchwalone takie przepisy żeby tego typu inicjatywy nie miały racji bytu.

oto GlupiaBaba2

Akumulatory

Silnik elektryczny w porównaniu ze spalinowym ma same zalety: jest dużo prostszy, ma dużo większą sprawność (tzn. marnuje mniej dostarczanej do niego energii) i nie wymaga skrzyni biegów.

Problem są akumulatory/baterie, które są drogie i mają gęstość energii ponad 100x mniejszą niż benzyna. W 1 kg benzyny mieści się 45 MJ; 1 kg baterii jonowo-litowych zawiera tylko 0.3 MJ. Dlatego samochody elektryczne pomimo, że mają dużo prostszy (i lżejszy) silnik są dużo cięższe od benzynowców. Parametry baterii się powoli poprawiają (w starych akumulatorach kwasowo-ołowiowych gęstość energii była 500x mniejsza niż w benzynie).

W hybrydzie w porównaniu z elektrykiem bateria jest bardzo mała - pozwala na przejechanie zaledwie kilku km. Jednak silnik spalinowy może pracować cały czas w optymalnych warunkach (jeśli nie napędza samochodu to ładuje baterię). Dzięki temu zużycie paliwa - zwłaszcza w mieście - jest znacząco mniejsze.

Marża Tesli to około 25%, 2-3 razy więcej niż u tradycyjnych producentów.

oto Ech...

Rozwiązanie jest podane już od ładnych paru lat

Kanonierka - ale jakoś nikt nie jest zainteresowany (zwracam uwagę, że to nie jest teoria; że wynalazca zbudował i przebadał prototyp!).
Przypomina się historia z filmu Człowiek w białym garniturze - gdzie opracowanie przez wynalazcę niezniszczalnego (i niebrudzącego się) materiału tekstylnego na początku wzbudziło entuzjazm, ale zaraz potem obawy: skoro nie będzie się niszczyć, to sprzedaż ubrań spadnie, jak nie trzeba prać ani prasować - to co poczną pralnie i magle itd. itp. Jakaż na koniec była powszechna ulga, gdy okazało się, że wynalazca się pomylił! :D Ale film kończy się figlarnie (kto oglądał, ten wie - Raczek lata temu puścił to w "Perłach z lamusa").

oto JJerzy

Z tymi niezniszczalnymi ...

... ciuchami to wcale nie takie science fiction. Na początek warto wspomnieć wszechobecne jeansy. Za czasów mojego dzieciństwa były prawie niezniszczalne. Obecne to słabe szmatki, słaba imitacja oryginału. A tkaniny/dzianiny syntetyczne ... Prawidłowo wykonane damskie pończochy, czy rajstopy powinny spokojnie przetrwać "w zdrowiu" wiele lat.
Zresztą ... ten trend do produkcji nietrwałych, ale za to stosownie promowanych, śmieci dotyczy nie tylko branży ciuchowej. Na przykład chyba każdy słyszał o żarówkach świecących kilkadziesiąt lat.

oto Skanderbeg

To prawda.

Jeansy, tzw. wycierusy były nie do "zajechania".

oto Equatore

@p. Bekier

Hmm. A to akurat może być. W ogóle nowe auta są teraz przeładowane cudeńkami. I w związku z tym bardzo drogie.
Klient z chudym portfelem zawsze i tak wybierze samochód używany, więc wygląda na to, że firmy samochodowe już sobie go jako nabywcę nowego auta odpuściły.

oto Ech...

Autor opisał zjawisko, nie wskazując jednakże przyczyn

Już paręnaście lat temu można było zauważyć to na przykładzie "lansowania" pedalarzy (np. wspomniana w artykule "Masa krytyczna"), co się przejawia w tym, że - ni z tego, ni z owego - jakieś hałaśliwe grupki "nawiedzonych" hobbystów są eksponowane, a ich postulaty - a wręcz żądania - służą np. za uzasadnienie wykrawania z chodników "ścieżek rowerowych", zwężania i tak wąskich ulic tzw. "kontrapasami" i podobnych działań.
Ja to też zauważyłem - trudno tego nie zauważyć, bo jest to denerwujące, jak "z niczego" kreuje się jakąś uprzywilejowaną grupkę - ale z czego to wynika? Nie, nie kupię wyjaśnienia, że wszyscy radni miejscy, praktycznie w każdym mieście, nagle przejęli się powierzchownie rozumianą ekologią. Że niby "ograbić"? No, nie wiem - chyba nie da się na siłę wcisnąć wielu samochodów elektrycznych. Wydaje mi się, że ktoś sponsoruje takie działania dodatkowo (do wszystkich innych patologii) "umilające" nam wszystkim życie w III RP, bo jakie może być inne wyjaśnienie?
Zastanawia podobieństwo do nagłaśniania wszystkich takich organizacji "genderowych" czy innych LGBT - tam wyciąga się gdzieś z niszy, z kąta jakiegoś grupki zboczeńców, a tutaj hobbystów-fanatyków rowerowych, i "z uwagą się słucha", służą bowiem oni jako uzasadnienie działań "inżynierii społecznej".

oto JJerzy

Oczywiście ma pan ...

... rację, co do nieustannej tresury. Nie więc w celu polemizowania, a jedynie dla uzupełnienia przychodzi mi do głowy, jako powód, zwykła głupota połączona z, typowym dla urzędników, przekonaniem o własnej omnipotencji. Do tego dochodzi patologiczne pojęcie o aktywności. Przykładem niech będzie pewien wójt sprzed lat dwudziestu. Gdy go spotkałem, pokazał mi z dumą swoje gospodarstwo. Ta mała podkielecka wieś miała wówczas wykostkowany "rynek" kutymi ławeczkami i latarniami, mleczarnię z panelami na dachu, nową szkołę wraz z infrastrukturą sportową, o wodociągach, kanalizacji, a nawet własnym, małym przedsiębiorstwie oczyszczania ... wsi, nie wspominając. Wszystko na wyrost. Jednak jego główną troską było to skąd wziąć jakąś nową .. "inwestycję" przed wyborami, bo jego wyborcy już przyzwyczaili się do tego co mają. No i skąd wziąć na to pieniądze.

oto JJerzy

Tyle, że tych ...

... duraków jest wielu, w dodatku obecnie swój stopień zduraczenia łatwo zaspokajają w ramach działania promowanego przez władzę, tę lokalną i tę brukselkową.
Na pewno każdy spotkał się z kilometrami barierek idących wzdłuż ścieżek (wykostkowanych, a jakże!!!) przy drodze, w dodatku często z obu stron (zapewne aby pijak nie wpadł w trawę obok ścieżki i nie zamoczył sobie kurteczki), po których nie chodzi nikt, wymalowanymi, regularnie odnawianymi, mytymi i ... opatrzonymi stosowną tabliczką propagandową. Wykostkowane ogromne place, które nie służą do niczego, wiejskie oczyszczalnie biologiczne, te wszystkie ... potiomkinowskie dzieła ... Przy nich to ten wójt nie wygląda na takiego zupełnego duraka.

oto chłop jag

Korek w…

Korek w…

Opisany przez Autora problem - to tylko mały wycinek z całości która mówi nam, że bezczelny człowiek poprzez swoje bezczelne bytowanie na Ziemi - zagraża tej Ziemi - tołażysze.
Wobec powyzszego - można człowiekiem poniewierać do woli - tołażysze.
Wniosek?
Gdyby rzeczywiście pupilom szatana zależało na poprawie powietrza a tym samym - na ludziach stworzonych przez Boga - toby już dawno potężny strumień pieniędzy skierowano tam - gdzie to jest w omawianym temacie niezbędne - tołażysze. Tak się nie dzieje bo ta cala ekologia to następne narzędzie do tresowania i wyniszczania człowieka na Ziemi - tołażysze.

oto JJerzy

Ekologia ...

... jako ideologia, spełnia wymarzony przez kapitał cel działania społeczeństw: marnotrawienie potencjału na nieproduktywne zadania. To zapewnia nieustające zapotrzebowanie na kapitał. Jednocześnie umożliwia wybranym tworzenie realnego, dochodowego biznesu. To tak jak wojna, nie posuwa ludzkości do przodu, ale umożliwia skuteczną utylizację potencjału, dając jednocześnie wybranym możliwośc budowania fortun.

oto GlupiaBaba2

@autor - Skąd się w Polsce wzięły elektryczne samochody

Wspominałam już w komentarzach pod innymi artykułami że występ M.Morawieckiego na konferencji 590 zrobiony był w takiej konwencji w jakiej Steve Jobs prezentował produkty Apple'a. Format się przyjął - inne firmy też tak teraz robią: Amazon, Tesla, Microsoft, Samsung... Powielanie tego przez v.premiera to moim zdaniem żenada. A w sejmowym expose M.Morawiecki powiedział Dryfowanie czy płynięcie z prądem to nie jest nasze DNA. To w ogóle brzmi jak cytat/plagiat z konferencji Apple'a. Albo w zespole premiera M.Morawieckiego pisze przemówienia i organizuje konferencje jakis fanboy nowych technologii albo samemu premierowi marzy się szefowanie wielkiej i sławnej firmie. Przerażające jest to, że o rozwoju technologii zamiast przedsiębiorców i inżynierów decydować teraz mają biurokraci i partyjne miernoty, w zdecydowanej większości bez jakiejkolwiek wiedzy technicznej i doświadczenie w biznesie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.