Algorytm prawdy czyli Imperium kontratakuje

Nawet mało uważny zjadacz papki medialnej zauważył. że w przekazie pojawiło się nagle bardzo groźne zjawisko, nazywane z angielska - fake news czyli w wolnym tłumaczeniu - fałszywe informacje.

Te fake news stały się już taką plagą, że posiadacze i obrońcy jedynej możliwej "prawdy" czyli mainstreamowe media (zwane przez złośliwców "presstytutkami") podniosły alarm. Prawda, ta jedyna i słuszna, obwieszczana motłochowi, zwanemu dla niepoznaki "społeczeństwem obywatelskim" (żeby nie mylić z różnej maści nacjonalistami, faszystami, antysemitami, negacjonistami i zwolennikami "teorii spiskowych') jest ostatnio zagrożona. Do tego stopnia zagrożona, że różne oficjalne ciała podejmują energiczne działania, żeby postawić tamę tej szerzącej się gangrenie.

Ostatnio sprawy zaszły jeszcze dalej. Otóż jeden z bliskich współpracowników byłego premiera Italii Matteo Renziego, niejaki Marco Carrai oświadczył, że "pracujemy wspólnie z pewnym naukowcem o światowej renomie nad stworzeniem algorytmu prawdy, który wykorzystując sztuczną inteligencję będzie w stanie rozpoznać, która wiadomość jest fałszywa". I nie chodzi tu o bredzenia (?) jakiegoś nawiedzonego gostka, wspomniany Marco Carrai jest bowiem uznanym fachowcem od cybernetycznego bezpieczeństwa ściśle współpracującym z fachowcami z pewnego bliskowschodniego państewka. Zapewne stamtąd pochodzi ten "naukowiec o światowej renomie".

Internet stworzył szansę dotarcia do informacji alternatywnej, co wcale nie znaczy, że sąto "fake news". Oczywiście i takie bardzo często się pojawiają ale uważny i dociekliwy czytelnik ma możliwość weryfikacji i wyrobienia sobie własnego zdania. Celowo napisałem "uważny i dociekliwy" bo leming, niezależnie od opcji, którą popiera i lansuje nie zada sobie takiego trudu. Będzie wierzył ślepo w to co napisze Michnik czy jego alter ego Sakiewicz.

Kiedyś, w epoce przed internetowej problem nie istniał, przynajmniej na taką skalę. Przekaz informacji miał charakter wertykalny, pionowy. Polegało to na tym, że ośrodki władzy poprzez podporządkowane sobie media przekazywały z góry na dół to co uważały za stosowne i słuszne dla poddanych. Tak działo się na tzw. "wolnym zachodzie" jak na zniewolonym wschodzie. Do tego dochodziła daleko posunięta izolacja obydwu grup odbiorców i interes się kręcił.

Dopiero pojawienie się Internetu spowodowało, że obieg informacji stał się horyzontalny czyli poziomy. Wszelkie informacje rodzą się i rozprzestrzeniają bez nadzoru ośrodków władzy i w konsekwencji są poza ich kontrolą. Jak bardzo groźne stało się dla Ustawiaczy Świata takie zjawisko dowodzą właśnie wspomniane wyżej działania. Mają one służyć oczywiście "dobru obywatela", żeby nie wpadł w sidła i nie uległ wrażej propagandzie czyli właśnie fake news.

Najgłośniej "łapać złodzieja" krzyczy zwykle sam złodziej. Media, które podnoszą takie histeryczne alarmy to najwięksi kłamcy i dostawcy fake news na świecie. Przykładów można oczywiście podać bez liku ale jeden należy przypomnieć bo jest to niejako matka wszystkich fake news, tym bardziej, że działo się to już w dobie Internetu. Mam oczywiście na myśli trąbioną na cały świat "wiadomość" jakoby Saddam Husejn posiadał "broń masowego rażenia" i "nie zawaha się jej użyć". Taka "wiadomość", oczywiście odpowiednio nagłośniona, dała USA "legitymację" do agresji na Irak, zabicia samego Husejna, zniszczenia kraju, zabicie ok. miliona Irakijczyków. Ta agresja pewnie i tak by nastąpiła bo powody agresji były całkiem inne ale wrzask syjonistycznych mediów stanowił pewnego rodzaju "przygotowanie artyleryjskie" mające urobić i przygotować opinię publiczną. Ten schemat był powtarzany wielokrotnie i jest stosowany do dziś.

Jednak cierpliwość Ustawiaczy Świata się skończyła skoro doszli do wniosku, że każda informacja nie po ich myśli ma być blokowana, kończą się czasy informacyjnego bezhołowia i należy, nawet środkami administracyjnymi, wrócić do starego, dobrego schematu informacji wertykalnej. Temu ma m.in służyć wspomniany "algorytm prawdy". Walka z zagrożeniem prowadzona jest równolegle na kilku frontach. Takim wypróbowanym sojusznikiem Ustawiaczy Świata są tzw. organizacje pozarządowe. Nazwa ma sugerować, że są to ciała niezależne od jakiegokolwiek rządu, biorące pieniądze na działalność od "prywatnych obywateli" czyli z powietrza. Oczywiście tak nie jest bo te wszystkie fundacje "otwartych społeczeństw" mają ściśle określonych sponsorów i bardzo często jest to Departament Stanu USA, który za pieniądze amerykańskiego podatnika szerzy na świecie "pokój i demokrację". Albo taki rycerz bez skazy, obrońca demokracji Soros, który stwierdził ostatnio, że Węgry Orbana są państwem bardziej totalitarnym niż kiedyś, gdy były pod sowieckim jarzmem.

W Polsce też mamy takie "dobroczynne" fundacje, każdy wie kogo mam na myśli. Ostatnio jednak takie totalitarne i zacofane państwa jak Węgry czy Rosja zakazały działania tych dobroczyńców na swoim terytorium. To oczywiście działania skandaliczne ale przecież zawsze znajdzie się jakaś czarna owca...

Internet, dopóki nam go nie wyłączą, pozostaje jedyną oazą wolności. To też jest relatywne bo strażnicy Ustawiaczy Świata nie śpią i różnym metodami próbują przemycić swoją "prawdę" albo, tak jak w przypadku pewnego globalnego portalu społecznościowego, administracyjnie zamykać usta dysydentom. W najgorszej sytuacji są zawodowi dziennikarze. Ci mają do wyboru - albo iść na układ i dostać wypłatę na pierwszego albo wypad z zawodu. Nie twierdzę, że wszyscy, którzy pracują w dużych, korporacyjnych mediach to ludzie źli i zaprzedani. Są tacy, którzy obdarzeni wielką inteligencją potrafią przemycić trochę prawdy albo przynajmniej się nie zeszmacić.

Idą ciężkie czasy. System Ustawiaczy Świata się sypie, powstają nowe, alternatywne ośrodki władzy politycznej i gospodarczej, które, przynajmniej werbalnie, dążą do obalenia istniejącego systemu i ustanowieniu porządku wielobiegunowego. Możliwe, że są to jedynie puste słowa i w rzeczywistości chcą stworzyć uszyty na swoją miarę nowy, równie represyjny system. Wiem jednak, że zanim padnie obecny system będzie już tylko gorzej.

Jest rzeczą doprawdy paradoksalną, że wspomniany "algorytm prawdy" jest opracowywany i pożądany przez największych kłamców jakich kiedykolwiek nosiła Matka Ziemia.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.916665
Ogólna ocena: 4.9 (głosów: 12)

Tematy: 

Dyskusja

oto Jarek Ruszkiewicz

Amerykanie powinni

w całości sfinansować rozwiązanie tego problemu bo to oni go stworzyli. W interesie "Wielkiego" Izraela.

oto chłop jag

Jest rzeczą doprawdy

Jest rzeczą doprawdy paradoksalną, że wspomniany "algorytm prawdy" jest opracowywany i pożądany przez największych kłamców jakich kiedykolwiek nosiła Matka Ziemia.

Kłamstwo to też wrodzona broń szatana i jego pupili - więc ludzkość wobec pupili szatana ma być bezbronna - także w sensie jak wyżej - tołażysze.

oto Mar.Jan

Algorytm prawdy nie istnieje

Informację o tym, że istnieje, lub że jakiś geniusz zaraz go stworzy, można śmiało włozyć między bajki. To jest możliwe tylko w książkach Lema.
żaden komputer nie potrafi merytoryzznie analizowac treści wiadomości tak jak człowiek.
Aby to potrafił, trzeba by wymyśli coś na kształt lemowskiego Elektrybałta, który, aby zacząc działąć trzeba było zaprogramowac cała historię Wszechświata od początku aż do dzisiaj, to znaczy: cały dorobek cywilizacji ludzkiej. JAk pamiętamy sławny konstruktor Trurl podjął się tego zadania i kiedy z duma zaprezentował Elektrybałta swojemu przyjacielowi Klapaucjuszowi, Zamiast streszczać, co było dalej posłuże się cytatem, bo jest niezły:

Przez dwa tygodnie wprowadzał Trurl do swego przyszłego elektropoety programy ogólne; potem przyszło strojenie obwodów logicznych, emocjonalnych i semantycznych. Już chciał prosić Klapaucjusza na próbny rozruch, ale się rozmyślił i puścił maszynę wpierw sam. Wygłosiła natychmiast odczyt o polerowaniu szlifów krystalograficznych dla wstępnego studium małych anomalii magnetycznych. Osłabił więc obwody logiczne i wzmocnił emocjonalne; dostała najpierw czkawki, potem ataku płaczu, wreszcie z największym trudem wygęgała, że życie jest straszne. Wzmocnił semantykę i dobudował przystawkę woli; oświadczyła, że ma jej odtąd słuchać, i kazała dorobić sobie dalszych sześć pięter do dziewięciu, jakie już miała, aby podumać nad istotą bytu. Wstawił jej dławik filozoficzny; wówczas przestała się w ogóle do niego odzywać i tylko kopała prądem. Największymi błaganiami skłonił ją do odśpiewania krótkiej piosenki: "Żabka i babka w jednym stały domku", ale na tym się jej popisy wokalne skończyły. Wkręcał więc, dławił, wzmacniał, osłabiał, regulował, aż wydało mu się, że lepiej być już nie może. Wówczas uraczyła go wierszem takim, że wielkim niebiosom dziękował za przezorność; tożby się Klapaucjusz uśmiał, usłyszawszy te ponure rymowanki, dla których wstępnie wymodelował całe powstanie Kosmosu i wszystkich możliwych cywilizacji! Dał sześć filtrów przeciwgrafomańskich, lecz pękały jak zapałki; musiał je zrobić ze stali korundowej. Potem jakoś już poszło: rozchwiał maszynę semantycznie, podłączył generator rymów i omal nie wysadził wszystkiego w powietrze, maszyna bowiem zapragnęła stać się misjonarzem wśród ubogich plemion gwiezdnych. Wówczas jednak, w ostatniej niemal chwili, gdy był już gotów iść na nią z młotem w ręku, przyszła mu zbawcza myśl. Wyrzucił wszystkie obwody logiczne i wstawił na to miejsce ksobne egocentryzatory ze sprzężeniem narcystycznym. Maszyna zachwiała się, zaśmiała się, zapłakała i powiedziała, że boli ją coś na trzecim piętrze, że ma wszystkiego dość, że życie jest dziwne, a wszyscy podli, że pewno niedługo umrze i pragnie tylko jednego: aby o niej pamiętano, gdy już jej tu nie będzie. Potem kazała sobie dać papieru. Trurl odetchnął, wyłączył ją i poszedł spać. Nazajutrz poszedł po Klapaucjusza. Usłyszawszy, że ma być obecny przy rozruchu Elektrybałta, bo tak postanowił nazwać Trurl maszynę, Klapaucjusz rzucił swoją całą robotę i poszedł, jak stał, tak mu było spieszno zostać naocznym świadkiem porażki przyjaciela.

Trurl włączył najpierw obwody żarzenia, potem dał mały prąd, jeszcze kilka razy wbiegł na górę po dudniących schodkach z blachy - Elektrybałt podobny był do olbrzymiego silnika okrętowego, cały w stalowych galeryjkach, kryty nitowaną blachą, z licznymi zegarami i klapami - aż wreszcie, zgorączkowany, bacząc, aby napięcia anodowe były jak trzeba, powiedział, że tak, dla rozgrzewki, zacznie się od małej jakiejś improwizacyjki. Potem już, rozumie się, Klapaucjusz będzie mógł dawać maszynie tematy do wierszy, jakich mu się żywnie zachce.

Gdy wskaźniki amplifikacyjne pokazały, że moc liryczna dochodzi do maksimum, Trurl nieznacznie tylko drżącą ręką przerzucił wielki wyłącznik i niemal natychmiast głosem lekko ochrypłym, lecz emanującym dziwnie sugestywnym czarem, maszyna rzekła:

- Chrzęskrzyboczek pacionkociewiczarokrzysztofoniczny.

- Czy to już wszystko? - spytał po dłuższej chwili niezwykle uprzejmy Klapaucjusz. Trurl zacisnął tylko wargi, dał maszynie kilka prądowych uderzeń i znów włączył. Tym razem głos jej był o wiele czystszy; można się nim było prawdziwie rozkoszować, owym solennym, nie pozbawionym uwodzicielskiej wibracji barytonem:

Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne

W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,

Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,

A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!

- Po jakiemu to? - spytał Klapaucjusz, obserwując z doskonałym spokojem niejaką panikę, w której Trurl miotał się przy pulpicie; wreszcie, machnąwszy rozpaczliwie ręką, pognał, dudniąc po stopniach, schodkami w górę stalowego ogromu. Widać go było, jak na czworakach wczołguje się przez otwarte klapy do wnętrza machiny, jak stuka tam, klnąc zaciekle, jak przykręca coś, dzwoni kluczami, jak znowu wyczołguje się i bieży kłusem na inny pomost; wreszcie wydał okrzyk triumfu, wyrzucił spaloną lampę, która roztrzaskała się o podłogę hali o krok od Klapaucjusza, nawet go za tę nieostrożność nie raczył przeprosić, lecz pospiesznie wstawił na właściwe miejsce nową lampę, wytarł zabrudzone ręce miękką szmatką i zawołał z góry, by Klapaucjusz zechciał włączyć maszynę. Rozległy się słowa:

Trzy, samołóż wywiorstne, grezacz tęci wzdyżmy,

Apelajda sękliwa borowajkę kuci.

Greni małopoleśny te przezławskie tryżmy,

Aż bomba się odmurczy i goła powróci.

- Już jest lepiej! - zawołał z niezupełnym przekonaniem Trurl. - Ostatnie słowa były do sensu, zauważyłeś?

- Jeśli to jest wszystko... - rzekł Klapaucjusz, który był teraz uosobieniem wykwintnej uprzejmości.

- Niech to diabli! - wrzasnął Trurl i znów zniknął we wnętrznościach machiny; łomotało tam, dudniło, słychać było trzask wyładowań i zdławione przekleństwa konstruktora. Wystawił nagle głowę z trzeciego piętra przez małą klapkę i krzyknął: - Naciśnij teraz!!

Klapaucjusz uczynił to. Elektrybałt zadrżał od fundamentów do szczytu i zaczął:

Żądny młęciny brądnej, łydasty łaniele,

Samoćpaku mimajki...

Tu urwał, gdyż Trurl szarpnął wściekle za jakiś kabel, coś zacharczało i maszyna umilkła. Klapaucjusz tak się śmiał, że aż musiał usiąść na podłodze.

oto Mar.Jan

Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na tym

że odpowiednia organa potrafią zalać Internet wiadomościami fałszywymi tak podanymi, że praktycznie nikt - z powodu nadmiaru napływających informacji - nie bedzie w stanie ich zweryfikowac. Kolejne demaskacje fałszywych informacji spowodują kompletny brak zaufania do Internetu i to może sie okazac zwycięstwem cenzury nad wolnościa słowa.
Wszystko to juz kilkadziesiąt lat temu przewidział Lem, w czasach, gdy twórcy Internetu bawili się jeszcze babkami z piasku, a komputery zajmujące całe sterylne hale potrafiły tylko wykonywac 4 działania arytmetyczne i niewiele więcej, zas 10 takich wielkich komputerów miało łączną moc obliczeniową mniejsza niż zwykły smartfon dzisiaj.

oto Mar.Jan

Jest też drugie niebezpieczeństwo, już znane i opisane

np, w któryms z filmów o przygodach agenta Bourne'a. otóż istnieje możliwość filtrowania informacji zawierających słowa z okreslonego słownika. W ten sposób można wyłapac i zablokowac, albo zmienić treśc informacji odnoszacych sie do "zakazanych" słów. Tak własnie mogą działac programy FAŁSZUJĄCE informacje, tzn. zmieniające ich treść na bezsensowną. Uzytkownik dostaje kilka sprzecznych ze sobą informacji na zadany temat i nie wie która jest prawdziwa.
To akurat da się zrobić bezmyślnym czyli bezrozumnym algorytmem, poniewaz produkowanie bezsensownych, ale poprawnych składniowo i gramatycznie wyrażań komputery potrafia od dawna. gramatyka bowiem to nic innego jak algorytm tworzenia poprawnych gramatycznie zdań.
Jedyne czego komputery nie potrafia wyprodukowac, to sensowne produkty mysli. Na szczęście dla ludzkości komputery nie myśla. One tylko umieją przesuwać bity oraz dodawać zera i jedynki w systemie dwójkowym.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.