Polski ślad w Iranie

Jak to możliwe, że na Bliskim Wschodzie jest naród, z którym od wieków łączy nas niezwykła więź, ale w Polsce tak niewiele o tym się mówi? Pozornie dzieli nas niemal wszystko – kultura, religia, język... Jednak na przestrzeni wieków nigdy nie mieliśmy wrogich incydentów. Niektórzy wierzą, że Polacy wywodzą się od starożytnych Sarmatów, czyli irańskich ludów koczowniczych – wsławionych jako wybitni wojownicy i ludzie honoru. Inni powiadają, że mamy podobny kod genetyczny.

Piękne legendy, a nawet nauka, wydają się być niewystarczalne, by wytłumaczyć wzajemną fascynację, którą – w interesie obu państw – warto dziś wskrzesić i pielęgnować.

Wszytko zaczęło się w XV wieku. Turcja Osmańska rosła w siłę i coraz bardziej zagrażała wielu krajom, w tym chrześcijańskiej Europie oraz Persji. Na arenie międzynarodowej zawaliły się dotychczasowe układy polityczne. W obliczu niebezpieczeństwa zaczęły powstawać nowe sojusze, które łączył wspólny front przeciwko Imperium Osmańskiemu. Taka koalicja zawiązywała się także między Rzeczpospolitą a Persją. Ostatecznie nie doszło wtedy do podpisania oficjalnego porozumienia między naszymi państwami, ale okres intensywnej dyplomacji stworzył warunki do bliższego poznania i zaowocował obopólnym zachwytem.

Zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem definitywnie dało kres tureckiej potędze, ale przyjaźń Polaków z Persami zdążyła rozkwitnąć na dobre. Wymiana licznych misji dyplomatycznych oraz serdeczna korespondencja króla Zygmunta III Wazy z szachem Abbasem I – potwierdzają tę przyjaźń w zachowanych do dziś dokumentach. Co ciekawe, w polskich zbiorach – muzealnych, kościelnych i prywatnych – znajduje się wiele arcydzieł sztuki perskiej.

Znamienne jest to, że nie pochodzą one z grabieży, ani podbojów kolonialnych, lecz pozyskano je na drodze pokojowej wskutek intensywnej wymiany handlowej. Warto przypomnieć, że w świadomości polskiej szlachty trwało przekonanie o sarmackich korzeniach. Tłumaczy to perskie zdobienia w stroju polskiego szlachcica.

Współcześni Irańczycy zdają się nie przeżywać historii sprzed wieków. Być może większość z nich nawet jej nie zna. Pamięć o Wielkiej Rzeczypospolitej pozostała jednak w nazewnictwie używanym do dziś. Polska w języku perskim to Lahestan. Słowo „lah” oznacza „pan”. A zatem, za każdym razem, kiedy Irańczycy wymawiają Polska, mówią o „Państwie Panów”. Tak, kiedyś byliśmy imponującym imperium. Warto jednak pamiętać, że Irańczycy stali przy nas także w chwilach niedoli i upadku. Czyż nie po tym poznaje się przyjaciół? Wystarczy wspomnieć, że kiedy doszło do rozbiorów, Persja – jako jeden z dwóch krajów na świecie – nie uznała utracenia przez Polskę niepodległości. Kolejna próba przyszła wraz z okutymi totalitaryzmami XX wieku. I tym razem nasi przyjaciele nie zawiedli, czego dają dowód po dziś dzień.

31 października 2017 roku. Shirin – moja irańska przewodniczka po Teheranie – zapytała mnie, co chciałabym zwiedzić. Odpowiedziałam, że chcę zobaczyć kompleks Pałacu Saadabad, niegdyś należący do dynastii Pahlawich (po rewolucji wygnanych z Iranu), a obecnie muzeum. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, pilnujący obiektu strażnik zapytał skąd jestem. Gdy usłyszał, że z Polski, zareagował bardzo entuzjastycznie i zachęcił, byśmy czym prędzej pobiegły do sali kinowej Białego Pałacu. Dokładnie w tym dniu i o tej godzinie, miała tam miejsce premiera irańskiego filmu dokumentalnego „Madame”, którego główną bohaterką jest Polka.

Maria Bajdan – bo o niej mowa – urodziła się w 1927 roku. Pochodziła z ziemiańskiej rodziny na Kresach, z okolic Oszmiany (obecnie na Białorusi). Sielankowe dzieciństwo skończyło się wraz z wkroczeniem sowietów, którzy w 1940 roku rozpoczęli masowe deportacje polskich rodzin, zmuszając naszych rodaków do opuszczenia swoich domów. Tak rozpoczęła się nieludzka tułaczka w głąb Związku Radzieckiego aż na Syberię. Ewakuacja Polaków z Syberii miała miejsce w 1942 roku na mocy układu Sikorski-Majski. Mała Maria dołączyła wtedy do armii generała Andersa.

W ten sposób, wraz ze 120 tysiącami Polaków dotarła do Iranu, gdzie otoczono ich serdeczną gościną i opieką. W grupie tej było 20 tysięcy dzieci, w tym wiele sierot i półsierot. Wojskowi w niedługim czasie dołączyli do sił walczących w Europie, natomiast pozostałe osoby prawie do końca wojny przebywały w Iranie a następnie rozproszyły się po świecie. Do Polski powrócili nieliczni. W samym Iranie pozostała niewielka grupa Polek, które wyszły za mąż za Irańczyków i założyły tam rodzinę. Pani Maria jest jedną z nich.

Wielkim dla mnie szczęściem była możliwość uściśnięcia dłoni tej kobiety i porozmawianie z nią w ojczystym języku. Wzruszające spotkanie tysiące kilometrów od polskiej ziemi. Zwolennicy teorii spiskowych pomyślą, że to „ustawka”. Niewierzący, że „niesamowity przypadek”. Ale ja wiem, że każda sytuacja w moim życiu... Każdy człowiek, którego spotykam... Wszystko odbywa się za sprawą Cudownej Boskiej Ingerencji.

Na premierze poznałam młodą panią reżyser Narges Kharghani. Pokrótce opowiedziała mi kulisy powstania filmu „Madame”. Przed dwoma laty przyjaciel opowiedział jej o Polce, która mieszka w Teheranie. Historia na tyle ją zainteresowała, że zapragnęła poznać panią Marię i porozmawiać z nią o jej życiu. Do spotkania doszło, a owocem jest film dokumentalny. Jego autorka dodała, że ma nadzieję, iż takich filmów powstanie więcej, gdyż historia Polaków, który znaleźli się na irańskiej ziemi jest bardzo ważna i warto ją pielęgnować.

Tuż po premierze poszłam na niezwykłą wystawę, na którą zaprosiły mnie obecne na spotkaniu przedstawicielki polskiej ambasady w Teheranie. Ekspozycja mieściła się w pobliskiej galerii. Towarzyszyła nam Madame. Moim oczom ukazały się cudowne fotografie przedstawiające polskie rodziny, w tym dzieci idące do Pierwszej Komunii. Autorem unikatowych zdjęć jest Abolghasem Jala (1915-1979). Wybitny fotograf dokumentował na obiektywach życie polskich rodzin, które w czasie wojny znalazły się Isfahanie – zwanym „Miastem Polskich Dzieci”. Polacy uwiecznieni na fotografiach genialnego artysty ożywiają historię sprzed kilkudziesięciu lat. Wystawa z tymi konkretnymi zdjęciami została zaprezentowana przed publicznością po raz pierwszy, a dzień w którym na nią dotarłam był ostatnim otwartym dla zwiedzających. Czyż nie jestem największą szczęściarą?

Polacy, którzy wraz z gen. Andersem dotarli do Iranu zostali otoczeni najlepszą opieką. Jednak nie wszyscy przeżyli tułaczkę. Wielu z nich umarło z wycieńczenia i chorób jakich nabawili się na skutek przebywania w katastrofalnych warunkach w ZSRR. W Uroczystość Wszystkich Świętych poprosiłam Shirin, abyśmy pojechały na Polski Cmentarz w Teheranie. Spokoju tego miejsca strzeże trzymetrowy mur oraz strażnik, który zaprosił nas na herbatę do altany znajdującej się tuż przy wejściu. W środku pokazał mi albumy ze zdjęciami Polaków z armii gen. Andersa oraz spisane przez nich wspomnienia. Jest tam też księga pamiątkowa, a zamieszczone w niej wpisy potwierdzają, jak wielu naszych rodaków – także młodego pokolenia – dociera do tego miejsca.

Takich cmentarzy jest w Iranie więcej. Większość grobów jest katolickich, wszystkie są czyste i zadbane. O miejsca spoczynku Polaków dba państwo irańskie w kontakcie z polską dyplomacją. Jednak w świadomości moich rodaków ten fakt jest mało znany. W ogóle historia polskich tułaczy nie jest u nas popularna. W czasach PRL przemilczana, bo ówcześnie rządzący woleli nie drażnić sojusznika przypominając o przymusowych wysiedleniach. W III RP przemilczana, bo nasz nowy sojusznik zabrania ciepłych relacji z Iranem. To rodzi przypuszczenia, dlaczego przez dziesiątki lat państwa polskiego nie było stać na podziękowanie naszym perskim przyjaciołom.

Dopiero w 2014 roku odsłonięto Tablicę Wdzięczności Narodowi Irańskiemu za Pomoc Polakom z armii gen. Andersa deportowanym z ZSRR. Umieszczono ją na skwerze przy Ogrodzie Krasińskich w Warszawie, w pobliżu pomnika upamiętniającego Bohaterów Bitwy o Monte Cassino. Wydarzenie to było jednak inicjatywą oddolną, zrodzoną wśród przedstawicieli Związku Dzieci z Isfahanu. Samą tablicę ufundował prywatny darczyńca Władysław Czapski, który w celu jej postawienia powołał Komitet Organizacyjny Środowiska Ocalonych przez Naród Irański.

Pan Władysław ma za co być wdzięczny Persom. Wspominając dzieciństwo powiedział mi kiedyś, że „po piekle syberyjskiej ziemi, znalazł się w irańskim raju”. Jego matka Janina nie przeżyła tułaczki, ale jej grób w Teheranie jest pod najlepszą opieką. Przedstawiciel Związku Dzieci z Isfahanu ubolewa jednak, że znów fałszuje się historię. W ostatnich latach kilka razy spotkał się z opinią, że on, jego rodzina oraz tysiące innych polskich wygnańców byli... uciekinierami. Na Syberię mieli trafić, ponieważ rzekomo uciekali przez hitlerowskimi Niemcami. Zdaniem Władysława Czapskiego taka narracja jest skandaliczna. Oburza go także fakt, że jego interwencje i oficjalne pisma w tej sprawie pozostają bez odpowiedzi, również z kręgów dyplomatycznych.

Zniekształcanie historii polskich wygnańców odbywa się na różnych frontach. W internecie natknęłam się na komentarze umniejszające roli Irańczyków w pomoc Polakom. Gdzieniegdzie można spotkać się z opinią, że Persowie niechętnie nam pomagali, a przyjęli na swojej ziemi tylko dlatego, że zostali do tego zmuszeni przez Anglików. Owszem, układ polityczny w tamtym czasie był taki, że dominujące Imperium Brytyjskie dyktowało warunki państwom znajdującym się pod brytyjską strefą wypływów. Jednym z nich było nakazanie Iranowi, aby przyjął na swoją ziemię Andersa i jego ludzi.

Myli się jednak ten, kto twierdzi, że Irańczycy nieokazali szczerej gościny. Liczne relacje polskich świadków świadczą o tym, że naród irański oddał całe swoje serce umęczonym polskim tułaczom.

Nie mam wątpliwości, że każdy Polak, który pojedzie dzisiaj do Iranu przekona się na własne oczy, że ludzie zamieszkujący perską ziemię są najbardziej gościnni na świecie. Odsyłam do relacji z podróży zamieszczanych na licznych blogach, gdzie znaleźć można potwierdzenie moich słów. Niezaprzeczalne jest, że Irańczycy bardzo lubią Polaków i... kochają Krzysztofa Kieślowskiego. Czym szczególnym nasz reżyser zasłużył na tę miłość? O to także musiałam zapytać. W odpowiedzi usłyszałam, że poruszone w jego filmach tematy są bliskie Irańczykom. Podobnie jak stworzone przez Kieślowskiego postacie, w których wielu Irańczyków odnajduje samych siebie.

Czy Iran ma dziś szansę podbić serca Polaków, skoro USA jest naszym oficjalnym sojusznikiem? W muzeum ulokowanym w budynku byłej ambasady Stanów Zjednoczonych w Teheranie spotkałam dwie niezależne od siebie grupy turystów. W obu byli Polacy (!). Czego się od nich dowiedziałam? Na lotnisku spotkali kolejnych kilkunastu turystów z Polski, którzy podążali w tym samym kierunku. – Poczytaj fora podróżnicze, a dowiesz się, jak wielu Polaków postawiło właśnie na Iran – usłyszałam od jednego z nich.

Iran madame

Agnieszka Piwar

publicystka
autorka filmu ”Rajd Katyński – śladami pamięci”
blog: www.agnieszkapiwar.blogspot.com

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.8
Ogólna ocena: 4.8 (głosów: 10)

Tematy: 

Dyskusja

oto Jarek Ruszkiewicz

Uwielbiam takie historie

Sam jestem wielkim sympatykiem Persji i boli mnie jak zdołano skundlić nasz naród, który prawdziwych przyjaciół ma uważać za wrogów a wrogów za przyjaciół a nawet "wiecznych" sojuszników.
No ale Pan Bóg jest nierychliwy...

Pozdrawiam Autorkę.

oto Zbyszek S

@Jarek Ruszkiewicz

Nasz Naród nie jest skundlony. Nasz naród jest rozsądny i wielki. Wydaje mi się, ze jak ktoś mówi o nim "skundlony", no bo przecież "udało się", to jest wrogiem naszego wspaniałego Narodu.

Polacy są wielcy. Owszem. Mają swoje słabości czy chwilowe porażki, ale tylko wróg albo głupiec patrzy przez pryzmat tych słabości czy porażek na cały Naród!

oto Jarek Ruszkiewicz

Zbyszek S

//to jest wrogiem naszego wspaniałego Narodu.//

Niech PAN szuka sobie innych obiektów do pouczania. Ja się nie nadaję, za tępy jestem.

oto Krzych Adam

Nie chcę pouczać.

Jeno wyrazić moją pełną zgodę z Panem. Że się Pan nie nadaje. Nawet nie udało sie Panu tego pojąć, że rzeczą normalną w naszej kulturze jest zwracanie się do osób bliżej nam nieznanych używając pewnych form grzecznościowych. Poza tym również, iż portal dostarcza nam wszystkim bardzo wygodnych narzędzi edytowania tekstów.

Poza wstawianiem grafik, dodawania linków, pogrubiania, pochylania, podkreślania i przekreślania tekstów, także tworzenie numerowanych i nienumerowanych list, a a oprócz tego cały szereg innych narzędzi, wśród których jest też narzędzie do zaznaczania cytatów. Jednakże oczywiście błędem z naszej strony byłoby oczekiwać, że Pan to pojmie. Cóż, trudno. Kiedy ktoś się nie nadaje, to się nie nadaje i należy to zaakceptować.

oto Jarek Ruszkiewicz

Krzych Adam

//Że się Pan nie nadaje//

A do czego się nie nadaję? Nie nadaję się do publikowania moich tekstów czy do dyskusji z takimi bufonami jak PAN?

Czy PAN jest tu Adminem? Bo jeśli nie to proszę mnie omijać szerokim łukiem i nie będzie problemu.

oto pioszo54

pisze Pan dość fajnie ale

pisze Pan dość fajnie ale jakby rzeczy oklepane :),
wszedł Pan między nowych ludzi i Pana przewagi z innych miejsc (na razie) się nie liczą, trzeba zapracować :).
Chyba że Panu to lata, zostanie Pan wtedy drugim Misiem Piwnym, albo, nie daj Bóg, czymś gorszym.
Pozdrawiam
:)

oto Jarek Ruszkiewicz

pioszo54

Nie mam ambicji literackich czy publicystycznych. Piszę o tym, co w danym momencie wydaje się ważne. I nie mam nigdzie żadnych "zasług".
Zadowolę się rolą nawet piątego Misia :)

Pozdrawiam również.

oto Krzych Adam

Jarek Ruszkiewicz

Przecie sam Pan stwierdził do czego się nie nadaje i dlaczego. Ja się jedynie z Panem zgodziłem, bo po pierwsze też tak uważam jak Pan, a po drugie ja bardzo zgodną osobą jestem. A skoro z powodu życzliwej podpowiedzi jak mógłby Pan skorygować swoje nienadawanie się choć trochę i nauczyć się używać proste narzędzia oferowane przez portal poczuł się Pan urażony to zastosuję się do Pana uprzejmej prośby i postaram się traktować Pana jak powietrze. Z wzajemnością, mam nadzieję.

oto chłop jag

Czy Iran ma dziś szansę

Czy Iran ma dziś szansę podbić serca Polaków, skoro USA jest naszym oficjalnym sojusznikiem?

Szansa jest - jednak obawiam się, że grandziarze zza wielkiej wody będą chcieć i do Iranu wprowadzić osła trojańskiego - tołażysze - korzystając z tej sympatii - o której raczyła przypomnieć tutaj Szanowna Autorka - tołażysze.
Ponadto atrapa Polski - póki co - jest w fazie likwidacji - więc jej izolacja na tzw. międzynarodowej arenie nie może wykluczyć także i Iranu - tołażysze.
Wniosek?
Jeżeli nie będzie pomysłu wprowadzenia osła trojańskiego do Iranu - to wtedy będzie oczernianie Polaków w tymże Iranie - tołażysze.

oto Zbyszek S

Związek Radziecki też

Związek Radziecki też zapraszał dziennikarzy "niepokornych" i oni pisali wiele pochlebnych rzeczy. Rzecz w tym, czy w Iranie jest wolność wyznania czy jej nie ma? Czy jest wolność słowa czy jej nie ma?

I czego właściwie chcemy? Jak Autorka chce nosić przez całe życie chusty na głowie jak jedna pani z mojego osiedla to trzeba to powiedzieć wprost. Jak nie chce się powiedzieć, to trzeba mącić, na temat totalitarnego rządu, który owszem ma jakieś tam osiągnięcia, ale do Persji starożytnej to pasuje jak but do nosa.

Jeśli chcesz mówić prawdę włóż swoją nogę w strzemiona - stare przysłowie perskie.

oto Krzysztof M

Jak Autorka chce nosić przez

Jak Autorka chce nosić przez całe życie chusty na głowie jak jedna pani z mojego osiedla to trzeba to powiedzieć wprost.

Moja babcia katoliczka (okolice Sandomierza) zawsze nosiła chustę. A może chustkę? To nie to samo?

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.