Europa dwóch prędkości

„Jestem przekonany, że za 50 lat ludzie nie będą już myśleli w kategoriach ojczyzn. Będą myśleli w kategoriach kontynentów i umysły Europejczyków będą zajmowały całkiem inne, możliwe że znacznie większe, zagadnienia”.

Słowa te wypowiedział nikt inny, jak hitlerowski minister propagandy Joseph Goebbels 11 września 1940 roku na spotkaniu z czeskimi intelektualistami.

Włochy, które poczuły się wzmocnione wystąpieniem z Unii Wielkiej Brytanii, zorganizowały w sierpniu 2016 roku spotkanie przywódców Włoch, Niemiec i Francji na wyspie Ventotene, na której znajduje się grób Altiero Spinellego, autora „Manifestu na rzecz Europy wolnej i zjednoczonej” z roku 1941, propagującego zjednoczoną Europę bez suwerennych państw. To spotkanie trzech rządów bez reszty pomniejszego tałatajstwa to ruch w stronę nagłośnionej (potem wyciszonej) idei Europy dwóch prędkości. W czasach Spinellego, w czasach Europy pod niemiecką okupacją, mówiło się o „twardym rdzeniu” i reszcie.

Niemcy muszą się bardzo gimnastykować, żeby unikać terminologii z czasów pierwszego, hitlerowskiego zjednoczenia Europy, co ujawniałoby w sposób zbyt oczywisty kontynuację i tożsamość tego samego projektu imperium europejskiego pod przewodem Niemiec.

1 września 1994 opublikowano dokument, przedstawiający punkt widzenia CDU (partii, z której wywodził się kanclerz Kohl) na przyszłość Europy. Dominowały w nim dwie główne idee:

  1. niemieckim priorytetem jest rozszerzenie Unii na Wschód;
  2. utworzenie na bazie Niemiec „twardego jądra” z odpowiednimi instytucjami. To termin wprost z języka hitlerowskich zjednoczycieli Europy.

Unia Europejska, Rzesza Europejska, jak się zwał, tak się zwał. A co oznacza Europa dwóch prędkości? Tyle, że rządy trzech największych państw chcą możliwie szybko, bez komplikacji ze strony pogardzanego planktonu, zjednoczyć się w jedno coś. Raczej nie państwo, może cesarstwo, co Niemcy już przerabiali. Daj im Boże dziecko, choć jak na razie Włochy mają kłopoty ze zjednoczeniem Północy z Południem, które miało inną historię i jakoś nie może się od niej uwolnić. Niektórzy specjaliści twierdzą, że wiele problemów by znikło, gdyby Południe miało swoją odrębną walutę.

Niemieckie (hitlerowskie) plany budowy zjednoczonej Europy omawia Hermann Rausching w książce „Rewolucja nihilizmu” (przełożył Stanisław Łukomski. NOW, 1996. Str. 206 i nast.) Poglądy geopolityków niemieckich (Haushofer i inni) mówiły o nieuniknionym biegu historii:

„Dla izolowanych, zastygłych we własnym indywidualizmie małych państw istnieje, jak widać, jedna tylko droga ratunku; pozorna samodzielność w łonie jakiegoś obejmującego wielkie przestrzenie zespołu pod wodzą jednego z wielkich państw, okupiona przyjazną opieką i poddaństwem”.

Z tego przekonania wynikały plany, w których mowa już o nierównoprawności, którą dziś nazywa się „dwiema prędkościami”.

„Sprawdzianem zdolności do tworzenia prawdziwych, nowych, obejmujących wielkie przestrzenie formacji imperialnych będzie siła wielkiego państwa, zezwalająca mu, żeby oplotło wokół siebie jako trzonu wieniec państw, których będzie bronić i którym będzie przewodzić… W owej sferze nie ma swobodnego rozwoju, zespolenia federacyjnego, lecz tylko rdzeń potęgi jako ośrodek hegemonii i wieniec podrzędnych narodów wokół niego…”

Tamte Niemcy mówiły szczerze, dzisiejsze Niemcy kontynuują po dziesięcioleciach tę samą politykę metodą faktów dokonanych, uważając, żeby ich język nie przypominał tamtego, z poprzedniej, nieudanej próby:

„Europa będzie wówczas stanowiła jedność, ale tylko z niezniszczalnym jądrem woli w postaci niemieckiej połaci Europy… koncepcja ta jest po prostu przezwyciężeniem zasady państwa narodowego przez nową zasadę ładu imperialistycznego”. (Dziś powiedziano by globalistycznego. Przyp. L.J.)

Nauczone przykrym doświadczeniem Niemcy zrezygnowały z buńczucznego języka, realizując te same cele w przebraniu Unii Europejskiej, najchętniej w ogóle nie wspominając o celu całego przedsięwzięcia. Polaków i przedstawicieli innych mniejszych narodów zachęcano, żeby czym prędzej wsiadali do pociągu, w zamieszaniu nie wspominając, dokąd ten pociąg jedzie.

Geopolityka znajduje potwierdzenie swojej sensowności w rozważaniach Haushofera na temat przyszłości Ukrainy, wyprzedzających wydarzenia o prawie sto lat. [Przeciwieństwem są tu uroszczenia pseudonauki ekonomii, która świetnie rozważa wydarzenie przeszłe, ale nie potrafi przewidzieć najbliższego kryzysu.] Pisał on o kwestii

„Ukraińców, Rusinów, mieszkańców Małorosji lub Rusi Czerwonej. Znaczeniem swym przypomina to znaczenie Polski, podzielonej niegdyś między Rosję, Austro-Węgry i Prusy… Albowiem 40 milionów Ukraińców, których część zniknęła już w Polsce, Czechosłowacji i Rumunii [nie na długo, jak się okazało], większość zaś pędzi pozornie samoistny żywot w obrębie Związku Sowieckiego, odegra jeszcze rolę w pewnych odległych planach wielkich mocarstw, godzących w Sowiety.”

To zapowiedź Majdanów, ale dalej Haushofer formułuje myśl ważną dla Polski:

„Kto chce oddalić na stałe niebezpieczeństwo, zagrażające Niemcom ze strony Rosji, ten musi kierować uwagę ku Ukrainie, aby ją przebudzić do samodzielności; pod tym warunkiem wszakże, iż w żadnej postaci nie połączy się ona z Polską”.

Ciekawe, czy nasi politycy, z takim zapałem podkarmiający banderowską Ukrainę kosztem naszych dzieci, zdają sobie sprawę, jak te zaloty muszą denerwować Niemców.

Dalej Haushofer omawia plan, który udało się po latach zrealizować w pełni:

„Potem rozbiór Jugosławii, która znów zostanie przykrojona do granic starego jądra małoserbskiego, a której poszczególne części przypadną z powrotem Niemcom i Węgrom, bądź też uzyskają pozorną samodzielność w postaci protektoratu niemiecko-węgierskiego (Chorwacja)”.

„W znacznie późniejszym rozwoju ekspansja na Wschód posuwać się będzie naprzód, aby spowodować rozbiór Rosji Sowieckiej i włączyć w obręb panowania niemieckiego poszczególne jej człony, które uzyskają samodzielność: Ukrainę, niemiecką Republikę Nadwołżańską (tymczasem znikła z mapy), Krym, Gruzję i inne”.

Widzimy, że plany pozostają, natomiast Niemcy stały się mocarstwem drugorzędnym i plany ich przejęły Stany Zjednoczone, które wciąż uważają, że są wszechwładne i zastanawiają się, czy najpierw zaatakować Rosję, czy Chiny.

Rauschning omawia tradycyjne plany niemieckie, w których „niemieccy wielcy posiadacze ziemscy uprawialiby ziemię, posługując się robotnikami obcej rasy”. Dalej wspomina, że to samo mogłoby się odnosić do wielkich zakładów przemysłowych, w których Niemcy zajmowaliby tylko stanowiska kierownicze. Czasy się zmieniły i dziś ta rola kierownicza obejmuje będące wtedy w zalążku wielkie sieci handlowe i lokalną prasę. Ten podbój nie musiałby się dokonywać drogą przemocy, państwa podrzędne mogłyby wyrzec się praw politycznych w zamian za korzyści gospodarcze – i to chyba jest przypadek dzisiejszej Polski.

W tych rozważaniach pojawia się hasło „całkowicie nowego ładu światowego” a więc tego, co amerykańscy kontynuatorzy niemieckiej myśli geopolitycznej nazywają New World Order.

Rauschning nie zgadza się z Goebbelsem co do miejsca Polski i przy okazji ujawnia myślenie o niej niegdyś Niemców a dziś Amerykanów.

„Skoro polityka niemiecka nadal pragnęła rozwijać stare swe wpływy na Wschodzie, powinna dążyć poważnie do pozyskania sobie Polski, aby zapobiec powstaniu pomiędzy Rosją a Niemcami wielkiego, kierowanego przez Słowian bloku, który liczbą ludności dorównywałby Niemcom, a może by nawet ich przewyższył”.

I to wyjaśnia całą naszą sytuację, zależność od Stanów Zjednoczonych, które zastąpiły Niemcy (Niemcy wielce się dąsają, że ponad ich głowami wybraliśmy silniejszego hegemona) i ciągłą, nieuzasadnioną propagandę antyrosyjską.

Nieustające ataki polskich polityków i dziennikarzy na Rosję zawsze były komuś na rękę. Oto, co pisał Fryderyk II do swojego ambasadora w Warszawie:

„Gdy Rosja jest niezadowolona z Polaków, to nam może to tylko dogadzać. Stajemy się przez to niezbędnymi dla tego państwa. Życzyć więc bardzo należy, aby tam u was ludzie robili wszystkie możliwe głupstwa, aby drażnili Rosję i ściągali na siebie jej zły humor”.

Wtedy było to na rękę Prusom, dziś, kiedy Stany Zjednoczone przejęły politykę niemiecką, służy to amerykańskiej polityce kopania rowu między Rosją a Niemcami. To obawa przed jakimkolwiek związkiem między tymi dwoma państwami skłoniła Stany do udziału w obu wojnach światowych.

A Polska? Chętnie odgrywa rolę tego rowu, a przecież nikt nie oczekuje, żeby rów wyrażał jakieś swoje zdanie. To by było nawet śmieszne.

Lech Jęczmyk

polski tłumacz, eseista, publicysta, tłumacz i redaktor. Tłumaczył m.in. książki Thomasa Bergera, Philipa K. Dicka, Josepha Hellera, Kurta Vonneguta.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.4
Ogólna ocena: 4.4 (głosów: 15)

Tematy: 

Dyskusja

oto Mar.Jan

Ciekawe objawy...

Niemcy stały się mocarstwem drugorzędnym i plany ich przejęły Stany Zjednoczone, które wciąż uważają, że są wszechwładne i zastanawiają się, czy najpierw zaatakować Rosję, czy Chiny.

Oto przykład myślenia historycznego w stylu pierwszej połowy XX-go, imperialnego wieku. Myślenia właściwego dla ludzi, którzy co prawda czytaja ksiązki historyczne, ale utracili kontakt w rzeczywistością aktualnych czasów.

Autor nie zauwazył, że dzis mocarstwa rozgrywają swoja politykę na innej płaszczyźnie, uzależniając od siebie mniejsze kraje finansowo, a nie militarnie.
USA oczywiście mogłyby zaatakowac każde państwo, łacznie z Chinami i Rosją. JEdnak w epoce broni jądrowej i rakiet balistycznych trzeba mocno uważać na to, co się do kogo mówi, i przeciwko komu knuje, ponieważ starozytna maksyma mówi, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Broń jądrowa jest bronią obosieczną i każdy kto pierwszy zaatakuje atomowymi rakietami, naraża się na zmasowany odwet nuklearny. Amerykanie naprawde boją sie nawet rakiet KIma i dlatego zabezpieczaja się gdzie mogą i naprawde usilnie pracuja nad udoskonaleniem antyrakiet, zdolnych do niszczenia broni balistycznej.
Niszczenie rakiet balistycznych jest dośc trudne, ponieważ one spadają z nieba z szybkością przekraczającą 5 km/s, a 5 km/s to 5 m/ms, to znaczy opóźnienie reakcji antyrakiety na poziomie 1 ms powoduje błąd trafienia +- 5m. I jak tu trafić w rakiete, mającą metr średnicy? Jak okreslić jej położenie w każdej milisekundzie?
Dlatego broni jądrowej, nawet w posiadaniu maleńkiej i biednej KRLD Amerykanie boją się naprawde.
Ten strach powstrzymuje świat przed atomowym szaleństwem. I dobrze.
Ale również niedobrze, ponieważ zawsze istnieje możliwośc, że gdzieś w atomowym kraiku władze zdobędzie jakiś wariat, którego marzeniem jest zniszczenie świata. Dlatego też nie wolno zadnemu z mocarstw atomowych popuścić kontroli nad tym, co się dzieje w owych kraikach i nie mozna zaprzestać prób przekupienia, skaptowania lub w inny sposób przejęcia kontroli nad wszystkimi krajami, które w jakikolwiek sposób moga zagrozić interesom mocarstw atomowych, a właściwie: całej cywilizacji.

oto Marek Bekier

Nie rozumiem dlaczego napisał

Nie rozumiem dlaczego napisał Pan ten komentarz jako polemiczny? Przecież P. Lech Jęczmyk pisząc o rozważaniu przez USA ataku na Rosję lub Chiny nic nie wspominał o ataku militarnym. Przeciwnie: analiza polityki niemieckiej, która metodę podboju militarnego z czasów Hitlera zmieniła na podbój gospodarczy czasów współczesnych wskazuje raczej na to, że USA chcą zastąpić Niemcy w Europie Środkowej takimi samymi metodami. Ja w każdym razie widzę pański komentarz jako sensowne uzupełnienie tez Autora głównego wątku i obydwu Panom gratuluję sensownego uporządkowania trochę chaotycznych i często manipulowanych wiadomości jakie docierają do nas ze środków masowego przekazu.

oto Mar.Jan

Wydaje mi się, że pan nie rozumie, poniewaz za dużo usiłuje sie

pan domyslac poza wierszami.Dla mnie napisanie, że "USA zastanawiają się który kraj pierwszy zaatakowac" nie ma nic wspólnego z jakims atakiem ekonomicznym, tylko z atakiem militarnym.
Atak ekonomiczny moze wykonac jakis pan Soros atakując np. walute rosyjska czy chinską. Oczywiście pan Soros nie jest w stanie zaatakować waluty chińskiej, bo za cienka z niego płotka, ale na tym to polega, mniej więcej.
Atakowania kraju to atak z uzyciem wojska. Tak ja to rozumiem.
W ekonomii można mówić co najwyzej o nieuczciwej konkurencji, w postaci ceł, puszczania w obieg fałszywej waluty, czy innego rodzaju naciskach finansowo-politycznych. To nie jest sfera wojenna, w której państwo wydaje rozkaz ataku frontalnego.
Zatem ja odnioslem się do tego, co zrozumiałem. Być może autor miał co innego na myśli, ale skoro tak trudno to zrozumiec, to chyba nie moja wina...

oto Krzych Adam

Z ostatnim akapitem Pańskiej wypowiedzi trudno się zgodzić.

A przynajmniej z wielu elementami rozumowania tam zawartego.

Ten strach powstrzymuje świat przed atomowym szaleństwem. I dobrze.
Ale również niedobrze, ponieważ zawsze istnieje możliwośc, że gdzieś w atomowym kraiku władze zdobędzie jakiś wariat, którego marzeniem jest zniszczenie świata. Dlatego też nie wolno zadnemu z mocarstw atomowych popuścić kontroli nad tym, co się dzieje w owych kraikach i nie mozna zaprzestać prób przekupienia, skaptowania lub w inny sposób przejęcia kontroli nad wszystkimi krajami, które w jakikolwiek sposób moga zagrozić interesom mocarstw atomowych, a właściwie: całej cywilizacji.

Na pewno ten strach przed nieuniknioną zagładą w przypadku konfliktu światowego między mocarstwami atomowymi (MAD, czyli Mutual Assured Destruction) powstrzymuje te mocarstwa przed atomowym szaleństwem. Mówienie, że powstrzymuje świat przed tym szaleństwem jest lekką przesadą.

Powstrzymuje to USA, Rosję i Chiny na pewno. Powstrzymuje Indie i Pakistan przed wzajemnymi próbami zniszczenia przeciwnika. Ale przecież większość państw świata nie ma broni jądrowej, więc ta większość nie mogąca wpaść w atomowe szaleństwo w związku z techniczną tego niemożliwością, może być tylko w strachu, ale to nie ma wpływu na wpadnięcie (bądź nie) świata w atomowe szaleństwo.

Dlaczego o tym piszę. Ano, dlatego że sytuacja nie jest tak prosta, że oto wszystkie mocarstwa atomowe mają powód by tak samo pojmować zagrożenie ze strony "atomowych kraików" w interesie całej cywilizacji. Może i tak by było, gdyby nie istniało takie jedno mocarstwo, które jako jedyne ma zdolność do użycia swej mocy wojennej w każdym punkcie globu i z tej możliwości korzysta wcale nie w interesie całej cywilizacji. A tylko w swym własnym (i to być może, źle pojętym) interesie.

Oprócz tego to mocarstwo pomogło jednemu mikroskopijnemu ale bardzo wpływowemu państwu stać się "atomowym kraikiem", więc inne mocarstwa dziś wcale niekoniecznie widzą w niewielkim państwie właśnie wybijającym sie na pozycję "atomowego kraiku" zagrożenie dla interesów całej cywilizacji.

oto Mar.Jan

Nie za bardzo się zgadzam z poglądem

że na świecie jest tylko jedno mocarstwo, które realizuje swoje interesy w kazdym punkcie globu. Drugim takim mocarstwem sa chiny które usilnie wypychaja USa z dalszych zakątków globu i robia to bardzo skutecznie, poniewaz dysponuja znacznie więkzymi zasobami wolnej gotówki, niz USA. W USa rząd stoi na krawędzi bankructwa. Rząd chiński dysponuje całym prawie zadlużeniem USA i robi z tego użytek w postaci straszaka, gra jąc na osłabienie dolara. Celem rzadu chińskiego jest zamiana światowej waluty z dolara na chińskiego juana. gdyby ten plan się powiódł, USa straciły by całkowicie swoje znaczenie, a za to Chiny musiałby zacząc bronić swoich interesów w każdym zakątku globu. Czy taki obrót spraw bardziej by Panu odpowiadał?
A może lepiej by było, gdyby ROsja wydobyła się z upadku ekonomicznego i zaczęła bardziej aktywnie bronic swoich spraw w każdym zakątku globu?
Jeśli nie te 3 mocarstwa, to może Niemcy by się nadali na światowego hegemona? Za Hitlera mieli ambicje światowe i pokazali, że potrafia je realizować z cała bezwględnością.

Nie wiem dlaczego USa akurat sa uwazane za przedstawiciela Piekła na Ziemi?
USA powstaly jako wolny kraj wolnych ludzi i jak do tej pory najdalej zaszly w rea;lizacji tego ideału. Oczywiście i tem praktyka odstaje od konstytucyjnych ideałów, ale traktowac Amerykanów jako dążących do opanowania rządów nad całym światem, to jednak przegięcie.

oto Krzych Adam

Zastosujmy tę samą miarę.

Wydaje mi się, że pan nie rozumie, poniewaz za dużo usiłuje sie pan domyslac poza wierszami.

Z mojego opisu rzeczywistości odnośnie działań jednego kraju tak jak ja ją widzę wysnuł pan nieuzasadnione wnioski. Co do mojej rzekomej wrogości w stosunku do tego kraju, a także faworyzowania innych krajów. Proszę też zwrócić uwagę na to, że wbrew temu co pan napisał w moim poście było o USA jako jedynym mocarstwie "które jako jedyne ma zdolność do użycia swej mocy wojennej w każdym punkcie globu", a nie jedynym "które realizuje swoje interesy w kazdym punkcie globu",

oto chłop jag

Widzimy, że plany pozostają,

Widzimy, że plany pozostają, natomiast Niemcy stały się mocarstwem drugorzędnym i plany ich przejęły Stany Zjednoczone, które wciąż uważają, że są wszechwładne i zastanawiają się, czy najpierw zaatakować Rosję, czy Chiny.

Niezależnie od tego - co uważają sobie w danej chwili Niemcy czy Jankesi, etc. - wojna i to jednostronna - toczy się na linii pupile szatana a ludzie stworzeni przez Boga - tołażysze. Jest to możliwe w wyniku kompletnego ubezwłasnowolnienia białe rasy przez pupili.
Wniosek?
Jeżeli jakieś państwo jest użyteczne dla pupili - to jest ono mniej wyniszczane od pozostałych - jednak wyniszczane są wszystkie - ściślej - prawie wszystkie - tołażysze.

oto Rancher

Dyrektoriat czterech mocarstw

Do ciekawego rysu historycznego warto przypomnieć koncepcję "dyrektoriatu czterech mocarstw" wysuniętą w 1934 r. przez Benito Mussoliniego, wg której Europą miały zarządzać Wielka Brytania, Włochy, Niemcy i Francja. Koncepcja ta nawiązywała do XIX -wiecznej koncepcji "koncertu mocarstw". Warto przypomnieć, że w tym czasie Wielkiej Brytanii premierem był Ramsey Mc Donald socjalista z Partii Pracy, we Włoszech rządził b. socjalista wspomniany Benito Mussolini, w Niemczech kanclerzem był narodowy socjalista Adolf Hitler, a we Francji w 1934 było trzech premierów radykalni socjaliści Edouard Daladier i Gaston Doumergue, oraz Pierre-Étienne Flandin lider Sojuszu Demokratyczno Republikańskiego.

oto Zbyszek S

Teraz wszyscy jesteśmy

Teraz wszyscy jesteśmy specjalistami od geopolityki i historii.Ja też. Nikt nie jest specjlalistą od własnego istnienia. Nikt nie jest spejcalistą od Boga, nawet księżą odwalają pańszczyznę i nazywają swoją posługę "praca". Naprawdę. To dla nich praca.

No ale geopolitykę to my możemy że hoho. Geniusze z nas. Nie jest to przytyk do autora tylko raczej autoszyderstwo, bo ja w takich tematach też się wypowiadałem i wypowiadam. A przecież to nie ma żadnego znaczenia i prawdopodobnie bzdury.

Ale! To dobra zabawa, a portal jest od tego, zeby dostarczać rozrywki i zabawy po ciężkim dniu pracy.

oto ratiofides

cytaty z niemieckiej myśli (geo)politycznej - jakże aktualne

W znacznie późniejszym rozwoju ekspansja na Wschód posuwać się będzie naprzód, aby spowodować rozbiór Rosji Sowieckiej i włączyć w obręb panowania niemieckiego poszczególne jej człony, które uzyskają samodzielność

Niektórzy u nas do dziś podobno żałują, żeśmy nie ruszyli w 1939 r. forsować Wołgę dla "Herrenvolku".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.