3 zdjęcia z Camino - dzień 60 Montréal

1. Po żniwach we Francji,
1

2. Przechodząc przez jakąś miejscowość.
2

3. Mój francuski przyjaciel :)
3

60 dzień mojego Camino. Francja. Wyruszałem z Savoisy. Do upragnionego Vézelay było ok 70 km. Tego dnia przeszedłem 43. Gorąco, nierówny, podnoszący się i opadający teren. Późnym wieczorem stanąłem na uliczce w Montréal. Nazwa całkiem jak tego w Kanadzie. Stałem i myślałem, co dalej, co teraz? Drzwi w domu naprzeciwko się otworzyły. Wyszła z nich młoda kobieta. - Szuka pan może noclegu? - zapytała. Przez chwilę nie mogłem się pozbierać, no bo jak to? Jak to tak? Przecież wiadomo, że nawet wśród swoich, to czasem człowiek, człowiekowi, no tym no... Skinąłem jednak głową.

Noc spędziłem w niewielkiej, stojącej na podwórku przyczepie. Zostałem zaproszony też na pyszną kolację, a rano na śniadanie. Przesympatyczna rodzina. Kobieta, która mnie zauważyła przejechała Camino z Hamburga do Vézelay na koniu. Na podwórku zakumplowałem się z małym kudłatym psem. Tylko kręgosłup dokuczał mi niemożliwie, nawet jak zasypiałem. Zdjęć poniżej jest całkiem sporo, głównie widoki z drogi, wnętrze małego kościółka, który odwiedziłem no i na koniec mój mały, kudłaty kolega (a może koleżanka) :)

------------------------------------
Wszystkie zdjęcia z tego dnia tutaj.

Całość relacji w książce

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 3)

Tematy: 

Dyskusja

oto wzl

No chyba nie

Późnym wieczorem stanąłem na uliczce w Montréal. Nazwa całkiem jak tego w Kanadzie.

No chyba nie przypadkiem! Kazimierz Dziewanowski w swojej książce "Brzemię białego człowieka", w rozdziale Kanada albo psalm siedemdziesiąty drugi, tak pisze:

W roku 1535 niejaki Jacques Cartier nasłuchawszy się od Indian z plemienia Irokezów opowieści o złocie, popłynął w raz z nimi w górę Rzeki Świętego Wawrzyńca do miejsca, które nazywali Quebec, gdzie spędził zimę, ale złota nie znalazł. W Quebecu była za to obfitość innego towaru, który - jak się Cartier wkrótce w tym zorientował - mógł z powodzeniem zastąpić kruszec: wspaniałych, kanadyjskich futer.

Moda na futra istniała zawsze i podtrzymywana była przez dwa niezmienne czynniki: mrozy europejskiej zimy i ludzką próżność. A wtedy panowała moda na obszerne i wysokie męskie kapelusze wyrabiane z bobrowego futra. Nic dziwnego, że wkrótce u wybrzeży Kanady zaczęły pojawiać się statki, na których pokładzie żeglowali już nie rybacy, ale handlarze. Pływali oni wzdłuż wybrzeża i lądowali wszędzie tam, gdzie zauważyli koczujących Indian, z którymi można było wymienić przywiezione z Europy towary na futra bobrów i innych zwierząt. Ale był to ciągle handel dorywczy i niepewny. Indianie wciąż wędrowali posłuszni im tylko znanym prawom i nie było ani jednej stałej placówki, w której składowano by towary i skupywano futra. Dopiero w roku 1608 pewien przedsiębiorczy, a zarazem głęboko patriotyczny Francuz, Samuel de Champlain, postanowił utrwalić obecność swego kraju w Kanadzie. Poprowadził on sporą grupkę handlarzy futrami drogą przetartą już przez Cartiera do Quebecu i założył tam osiedle, którego Francuzi już nigdy nie opuścili. Wkrótce przywiózł tam również rzemieślników, misjonarzy, pojawiły się także kobiety. Zawarto liczne układy z naczelnikami poszczególnych plemion indiańskich. Champlain umarł w roku 1634, ale w tym czasie Quebec był już francuski. Niebawem powstały dwa nowe osiedla: Montreal i Trois-Rivieres. Ich zasadniczym źródłem utrzymania był handel futrami, a dodatkowym rzemiosło i trochę pól uprawnych, które obsiewano tylko w takim zakresie, by mieć nieco żywności na własne potrzeby. Futra kupowano od przybywających w odwiedziny Indian, coraz częściej też szukano ich na własną rękę w głębi lasów albo kupując je od tubylców, albo też polując. Pojawiła się więc coraz liczniejsza grupa ludzi specjalnego pokroju, samotników spędzających większą część roku w puszczy, nazywanych coureurs de bois, czyli tymi, co przebiegają lasy. Anglicy nazwali później takich ludzi traperami.

oto Zbyszek S

@wzl

Super historia. I oczywiście tak, Montreal to z Francji. Tym bardziej było dla mnie ciekawe, gdy do niego doszedłem :)

oto Krzych Adam

Nazwa Montréal pochodzi od Mont Réal.

A réal to wyszła już z użycia ale jeszcze używana w czasach kiedy powstał Montréal nad brzegami rzeki Św. Wawrzyńca w przyszłej koloni francuskiej w Ameryce Północnej forma oboczna przymiotnika royal, czyli królewski. Bo to było w połowie XVI wieku. Zatem Montréal to Królewska Góra. Miejsc z taką nazwą we Francji jest wiele.

Na przykład jest takie miasteczko (ok. 2 tys. mieszkańców) w Langwedocji i co najmniej dwa zamki zwane Château de Montréal.

Właściciel jednego z nich Claude de Pontbriand, Seigneur de Montréal, towarzyszył francuskiemu odkrywcy Jacquesowi Cartierowi w wyprawie w górę rzeki Św. Wawrzyńca w 1535 roku, kiedy Cartier dotarł do wioski Indian Irokezów na południowym brzegu wyspy na tej rzece. Tam gdzie była ta wioska o nazwie Hochelaga, dziś jest miasto Montréal. Czy nazwa ma coś wspólnego z Claude de Pontbriand, czy powstała niezależnie potem nie jest jasne. Początkowo Francuzi nazywali swą osadę Ville-Marie. Na wyspie znajduje sie góra, granitowy kopiec, stożek wulkanu, który przebijał się kiedyś na powierzchnię, ale nie dotarł do niej i został odsłonięty znacznie poźniej przez erozję więc to może być źródło nazwy.

oto wzl

Ten granitowy

Ten "granitowy kopiec" to po prostu batolit. Gdyby, przypadkiem, chciał się Pan dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, to wystarczy wpisać to słowo w wyszukiwarkę. Dziś wszyscy jesteśmy mądrzy, pod warunkiem, że mamy prąd.

oto Krzych Adam

Dziękuję.

Nie znałem tej nazwy. Takich niespełnionych wulkanów jest kilka w dolinie rzeki Św. Wawrzyńca właśnie w okolicach miejsca gdzie z nią się łączy rzeka Ottawa i nieco dalej na południe. We wnętrzu tych skalnych wzgórz czasem są złoża azbestu.

Przy okazji surfowania w Internecie dowiedziałem się, że imponująco wyglądający z poziomu Yosemite Valley zadziwiający swym kształtem Half Dome (Półkopuła) to też batolit. Kiedy tam byłem patrzyłem na ten dziwny twór przyrody ze zdziwieniem nie mając pojęcia jak powstał.

batolit

oto baba jag

Z przykrością informuję

,że ani jedno ani drugie nie jest zadnym batolitem.Co najwyżej jest maleńkim kawałkiem batolitu Co ciekawe nie jest tez zadnym wulkanem, a zwykłą intruzją magmową,powstałą na skutek bardzo głębokiego metamorfizmu.

oto Natalia Julia Nowak

Zbyszek S

przejechała Camino z Hamburga do Vézelay na koniu

Wow. :)

Kudłaty przyjaciel sympatyczny, ale chyba dosyć stary. Na zdjęciu wygląda, jakby miał siwiznę.

Pozdrawiam, piąteczka.

oto wzl

Nie chciałbym

że ani jedno ani drugie nie jest zadnym batolitem.

Nie chciałbym zanudzać innych terminologią naukową i tematami, które mało kogo obchodzą. "Nie chcem, ale muszem". Proszę pamiętać, że jest to forum ogólne i posługiwanie się taką terminologią może zostać uznane za arogancję.

Proszę też czytać ze zrozumieniem. "Niespełniony wulkan" to nie wulkan. A "maleńki kawałek batolitu" to dalej batolit. Intruzje magmowe, o których Pan wspomina powstają w ten sposób, że magma wypełnia przestrzeń wytworzoną przez jej parcie lub przez ruchy tektoniczne. Duże batolity tak nie powstają, ale możliwe, że małe tak powstają i takie batolity nazywane są batolitami intruzywnymi. Powstają one przez mechaniczne rozsunięcie skał. Granice tych batolitów są ostre. Duże batolity nie mają ostrych granic, bo one oddziaływają na otoczenie poprzez jego roztapianie, czyli tzw. magmową korozję. Batolitom towarzyszą też często złoża kruszcowe. I jeszcze czas. W przypadku batolitów intruzywnych odbywa się to w znacznie krótszym czasie niż w przypadku dużych batolitów.

Przedstawiony na zdjęciu batolit może być właśnie takim batolitem intruzywnym. Z tego ujęcia to trudno ocenić czy ma on ostre granice, ale wygląda na to, że ma.

A tak w ogóle, to formułowanie jednoznacznie brzmiących opinii, w takiej dziedzinie jak geologia, jest wysoce ryzykowne. Nigdy nie byliśmy i nie będziemy świadkami procesów i zjawisk, które opisuje ta nauka. Pokora jest wysoce zalecana, ale dziś, w epoce internetu i innych wysokich technologii, świat i wszechświat nie ma dla nas tajemnic i jego podbicie jest już tylko kwestią czasu. Tak to mniej więcej wygląda, ale ja pozwolę sobie mieć odmienne zdanie.

oto baba jag

Śnieżka i Kozi

wierch to batolity. Nawet o tym nie wiedziały. A po drugie co to jest niespełniony wulkan. Tyle lat żyje na świecie,a tego nie znałem. A i batolit o ile mnie pamięć nie myli nie ma nic wspólnego z wulkanami. Ale to tak na marginesie.

oto Krzych Adam

Continuez, Messieurs.

Uwielbiam przekomarzania się "fachofcuf". I cieszę się, że na poważnie i bardzo fachowo rozstrząsany jest termin "niespełniony wulkan" wymyślony ad hoc przez totalnego ignoranta w temacie, czyli mnie.

oto wzl

I nawet nie wie

I cieszę się, że na poważnie i bardzo fachowo rozstrząsany jest termin "niespełniony wulkan" wymyślony ad hoc

I nawet nie wie Pan jak był blisko uchwycenia istoty problemu. Dlatego bardzo mi się spodobał ten termin.

Dzisiejsza nauka, to jeden wielki pseudonaukowy bełkot. Ci wszyscy naukowcy przeładowani definicjami, informacjami itp., nie są już chyba w stanie normalnie opisywać zjawisk. Jeśli w jakiejś pracy nie będzie poważnych definicji, terminów naukowych, wzorów, schematów itp., to nie będzie to praca naukowa, tylko jakieś bajki.

Kiedyś N.N. Taleb opisał w jednej ze swoich książek, jak przedstawił pewien mechanizm działania giełdy i tzw. traderów. Podzielił się tym ze środowiskiem giełdowym, które przyjęło to obojętnie. Poprosił więc jednego ze swoich kolegów, matematyka, i wspólnie przerobili tekst, w którym roiło się od wzorów matematycznych. I tym razem zostało to przyjęte z uznaniem. To było poważne.

"Niespełniony wulkan" nie do końca oddaje istotę zjawiska, ale jest bardzo blisko. Powinno być raczej "niedoszły wulkan", bo niedoszły, to taki do którego nie doszło, a niespełniony, to taki, który jest, ale, z jakichś powodów, czuje się nieusatysfakcjonowany.

Wszystkie ruchy magmy pod powierzchnią opisuje jednym terminem - plutonizm. I to dotyczy ruchów magmy, która wprawdzie chciała się przedostać na powierzchnię, ale jej się nie udało. A tam, gdzie to się udało, to mamy do czynienia z wulkanizmem. Więc taki batolit to niedoszły wulkan. I cały pic polega na tym, że takie proste "nienaukowe" opisywanie zjawisk najbardziej działa na wyobraźnie, a przez to ułatwia zrozumienie istoty zjawiska.

I ten wspomniany wyżej Taleb napisał jak któryś z jego znajomych zadał mu pytanie: Taleb, czy jesteś w stanie, stojąc na jednej nodze, opowiedzieć o czym jest twoja książka? I nie był w stanie, ale później, po przemyśleniu udało mu się w jednym zdaniu opisać, o czym była jego książka. I to zdanie na końcu jego książki jest.

I ja też w jednym zdaniu mogę napisać: Plutonizm jest o magmie, która chciała się wydostać na powierzchnię, ale jej się nie udało, a wulkanizm jest o magmie, która chciała się wydostać na powierzchnię i jej się udało.

Kiedyś jeden z moich profesorów mówił, że jak nie potrafimy wytłumaczyć jakiegoś zjawiska 8-letniemu dziecku, to znaczy, że sami tego nie rozumiemy. A Einstein twierdził, że w nauce od wiedzy ważniejsza jest wyobraźnia.

oto baba jag

Chłopski

filozofek,gwiazda tego forum po raz kolejny papla co mu się wydaje i potem wykręca kota ogonem. Pisałem ci już kiedyś mundrolu ,że nie zabiera się głosu w sprawach ,o których nie ma się pojęcia, albo tez przyjmuje się naukę z pokorą. U ciebie jednak arterioskleroza już jest tak posunięta,że po prostu nie łapiesz spraw prostych.Więc nie wymyślaj własnej semantyki, bo to jest po prostu dla mnie śmieszne.

oto Krzych Adam

Nie będę dobywał szpady.

Na parobka od gnoju wywijającego widłami. Proszę o podanie adresu pod który mam wysłać stangreta z batem, by nauczył chama rozumu. Albo pisać na Berdyczów.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.