"Tak" dla Pawła Kukiza, „nie” dla systemu prezydenckiego

Wśród wielu postulatów reformy ustroju RP wymienia się konieczność wprowadzenia „systemu prezydenckiego”. Do zwolenników systemu prezydenckiego zaliczyłbym Stanisława Tymińskiego oraz Stanisława Michalkiewicza. Jednakże, bezpośrednim powodem niniejszej notatki jest wypowiedź jednego z kandydatów na prezydenta. W toku jednego z ostatnich spotkań wyborczych w Koszalinie Paweł Kukiz wypowiedział się o „systemie prezydenckim”:

„Prezydent jest osobą, która ma przede wszystkim reprezentować interes obywatelski i tak koordynować, czy próbować wpływać na pracę rządu i parlamentu, aby dbać o interes ludzi i kontrolować rząd. Do tego ma Radę Gabinetową, inicjatywę ustawodawczą, może podpisać albo nie podpisać ustawę. Ja zmierzam do takiego systemu, by po wprowadzeniu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych zająć się też zmianą systemu na system prezydencki, ale to w przyszłości. Najpierw musimy wprowadzić JOW-y, które pozwolą oddać państwo obywatelom.”

Postulowanie wprowadzenia systemu prezydenckiego (tu przykładowa charakterystyka) nie jest z definicji związane z systemem JOW, a więc ta wypowiedź w zależności od indywidualnych poglądów dla niektórych wyborców będzie kolejnym powodem do popieraniu kandydatury Pawła Kukiza, dla innych - niekoniecznie. Paweł Kukiz nie miał jeszcze okazji do sprecyzowania co rozumie przez „system prezydencki”.

Przyjmijmy zatem roboczo, że można ten system polityczny zdefiniować jak przedstawiono w powołanej wyżej charakterystyce: „system polityczny w demokracji charakteryzujący się rygorystycznym podziałem (separacją) władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz połączeniem funkcji prezydenta i szefa rządu. W myśl tych zasad prezydentowi (jako organowi władzy wykonawczej) przysługuje pełnia władzy wykonawczej oraz zwolnienie z odpowiedzialności przed parlamentem - pozbawiony zostaje jednak możliwości ustawodawczych.” Ponadto, przyjmijmy za tym zestawieniem, że system ten będzie miał m.in. następujące cechy: prezydent jest wybierany w głosowaniu powszechnym; kadencja prezydenta jest określona w czasie; ministrowie wchodzący w skład rządu odpowiadają jedynie przed prezydentem; akty wydawane przez prezydenta nie wymagają kontrasygnaty; prezydent nie jest odpowiedzialny politycznie, ale w przypadku złamania konstytucji lub prawa może zostać odwołany; prezydent ma możliwość wydawania dekretów z mocą ustawy w sytuacjach nadzwyczajnych (np. okres wojny).

Założenia teoretyczne

Przyjrzyjmy się założeniom teoretycznym w pierwszej kolejności. Za podstawowy mankament tego systemu należy uważać nieodpowiedzialność polityczną prezydenta - w sytuacji niepopularności jego polityki naród nie ma możliwości usunięcia go z urzędu inaczej niż w toku głosowania powszechnego. W systemie JOW w Wielkiej Brytanii (WB), do zmiany krytykowanego premiera może dojść w drodze wyborów powszechnych, lecz również w wyniku głosowania w samym parlamencie. W systemie prezydenckim niepopularność prezydenta oznacza permanentną „wojnę” z parlamentem.

Sposób wyboru prezydenta i premiera również określa niezależność lub zależność każdego z nich od narodu. Wybieranie prezydenta w skali całego kraju oznacza konieczność zebrania ogromnych funduszy i nadmierny wzrost wpływu mediów masowych kosztem przekazu merytorycznego, w szczególności, sympatie i afiliacje partyjne mediów decydują o przebiegu ogólnokrajowej kampanii wyborczej. Cechy te podlegają słusznej i silnej krytyce zwolenników systemu JOW. Konieczność wyboru premiera w okręgu jednomandatowym pozwala na wybór lidera (przywódcy) kraju z zachowaniem takich zalet systemu jednomandatowego jak bezpośredniość wyboru, bliski kontakt z wyborcami, niskie koszty kampanii wyborczej i wyborów.

W systemie prezydenckim ministrowie wchodzący w skład rządu odpowiadają jedynie przed prezydentem. Powstaje pytanie z jakiego powodu i dla jakich korzyści obywatele mieliby być pozbawieni wpływu - poprzez głosowanie - na to kto będzie sprawował rząd w ich imieniu? Dyskrecjonalne mianowanie ministrów przez prezydenta jest bliższe raczej dyktaturze niż demokracji. Należy mieć na uwadze, że tradycyjny podział władzy na ustawodawczą i wykonawczą traci na znaczeniu na rzecz tej drugiej. Oznacza to jednocześnie brak wpływu narodu (nominalnego suwerena) na rząd. W konsekwencji, postulaty reform ustrojowych powinny dążyć raczej do realizacji zasady suwerenności narodu niż do jej eliminacji (w warunkach polskich - do utrwalenia braku jej realizacji).

Jak system prezydencki działa w praktyce

Za podręcznikowy przykład państwa stosującego ten system podawane są Stany Zjednoczone Ameryki (SZA). Bliższa analiza funkcjonowania modelu „prezydenckiego” w SZA pozwala na sformułowanie konkluzji, że praktyka daleko odbiega od teorii, i to odbiega na niekorzyść.

Przede wszystkim, „rygorystyczny” podział władzy ustawodawczej i wykonawczej jest jedynie teoretyczny. O ile istotnie parlament (Kongres) nie pełni funkcji wykonawczych, to prezydent efektywnie sprawuje również władzę ustawodawczą przy pomocy słynnych executive orders (zarządzeń prezydenckich). Zarządzenia te nominalnie nie są ustawami ani rozporządzeniami wykonawczymi do ustaw, a przynajmniej nie w każdym wypadku, lecz w istocie rzeczy działają jak ustawy. Ponadto, z upływem czasu prezydent uzyskał pozycję daleko wykraczającą poza ramy konstytucyjne kosztem nie tylko władzy ustawodawczej, lecz również sądowniczej. Przykładem zagadnień dotyczących pełnienia przez prezydenta władzy sądowniczej jest sprawa więzienia w Guantanamo oraz program prowadzenia wojny z użyciem dron-ów (ferowanie i wykonywanie wyroków, które nie zostały wydane przez sąd). Jeden z najnowszych komentarzy Andrew Napolitano również poświęcił koncentracji władzy przez prezydenta i wydawanym przez niego executive orders. Swego rodzaju ilustracją nadmiernego znaczenia prezydenta SZA, który wkracza na obszary nominalnie zastrzeżone dla pozostałych władz jest ta karykatura.

Podsumowując, instrumenty systemu JOW pozwalają na wywieranie obywatelom większego wpływu na premiera i ministrów wybieranych w okręgach jednomandatowym niż prezydenta w wyborach powszechnych i członków jego rządu nie odpowiedzialnych przed wyborcami. System prezydencki powoduje skupienie w rękach prezydenta nadmiernej władzy, często nie mającej umocowania w porządku konstytucyjnym. Cechy te powodują, że postulat wprowadzenia systemu prezydenckiego nie zasługuje na poparcie, a co najmniej wymaga daleko pogłębionej refleksji. Na chwilę obecną, należy pozostać przy postulacie „460 JOW”.

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Dyskusja

oto KubaG

Nie wiem czy jestem fanem

Nie wiem czy jestem fanem systemu prezydenckiego. Na pewno nie jestem fanem prezydenta Obamy. Ale wygląda na to, że gdyby USA nie miały systemu prezydenckiego to mielibyśmy już na całego wojnę z Rosją, do której tak prą kongresmeni. Kilka razy w historii USA ten system się sprawdzał, bo umożliwiał prezydentowi blokowanie szkodliwych ustaw parlamentu a parlamentowi pomysłów prezydenta (Obamacare). Na pewno lepszy układ niż system parlamentarno-komorowski, w którym prezydent służy do podpisywania co mu przyniosą.

oto Pawlo

@ KubaG

być może jest tak, że parlament niekiedy blokuje inicjatywy prezydenta, lecz jeśli chodzi o sprawy bliskie Polsce - przewrót ukraiński, to obalenie konstytucyjnego prezydenta Ukrainy było raczej dziełem władzy wykonawczej (Departament Stanu) niż Kongresu

oto Mercator

Najgorszy jest chyba stan obecny

Mogę się w znacznym stopniu zgodzić z autorem co do wad klasycznego systemu prezydenckiego. Jednak taki kraj jak Polska potrzebuje mocnej władzy wykonawczej. W obecnym systemie prezydent niezbyt wiele może zrobić konstruktywnego nie mając za sobą większości parlamentarnej ale może poważnie utrudnić życie rządowi z innej opcji politycznej. Okres kohabitacji jest strukturalnie okresem spowolnienia realnych działań na rzecz jałowych sporów. Natomiast w okresach gdy premier i prezydent wywodzą się z tej samej opcji, rola prezydenta jest tak naprawdę fasadowa.

Dlatego bezpośredni wybór prezydenta, który albo przeszkadza rządowi albo pilnuje żyrandola jest absurdalny.

Tak naprawdę to chyba najbardziej przekonuje mnie kanclerski system niemiecki.

oto Pawlo

@Mercator

zasadniczo brak zgody - czego Polska potrzebuje to mocnej władzy ustawodawczej realizującej wolę Narodu wyrażoną w bezpośrednich wyborach typu JOW, władza wykonawcza (kanclerska lub prezydencka, lub obecna "III RP") winna być podporządkowana suwerenowi - Narodowi Polskiemu - działającemu przez swych posłów wybranych w bezpośrednich wyborach

oto Mercator

Nie ma takiej alternatywy:

Nie ma alternatywy: albo silna władza wykonawcza albo ustawodawcza. Może być tak, że zarówno władza ustawodawcza jak i wykonawcza jest słaba. A może być też tak, że zarówno władza ustawodawcza jak i wykonawcza jest silna. JOWy nie wykluczają systemu kanclerskiego a system kanclerski nie wyklucza JOWów. Nawet przy JOWach system władzy wykonawczej może być słaby i sprzeczny wewnętrznie. To są tak naprawdę dwa osobne zagadnienia.

oto Pawlo

@Mercator

bynajmniej nie napisałem, że jest alternatywa "albo silna władza wykonawcza albo ustawodawcza",

a na chwilę obecną mamy najgorszy wariant z tych wszystkich - słaba władza ustawodawcza i silna wykonawcza

oto Ireneusz

A jedyne proponowane dziś metody...

... naprawienia tej sytuacji to są propozycje jeszcze silniejszej władzy wykonawczej, ale zmiana dzierżacych ją rąk na inne, czyli "lepsze".
Oczywiście przy zwiększonym osłabieniu władzy ustawodawczej, no bo wykonawcza "wie lepiej" i "rozumie więcej".

oto Pawlo

@Ireneusz

dokładnie tak!
jest nawet na to powiedzenie wyrażane skrótem TKM.

oto MagdaF.

Dlaczego NIE dla Kukiza?

Paweł Kukiz, gdy warszawska Platforma zawiązała koalicję z postkomunistami (z LiDem dla wrażliwych) tak napisał w Dzienniku:
Zabrzmi to nieskromnie, ale wiem, że śpiewając antykomunistyczne piosenki na mityngach wyborczych Platformy Obywatelskiej (w odróżnieniu od innych za darmo, a nie za pieniądze) i firmując własną twarzą np. kandydaturę Hanny Gronkiewicz - Waltz na prezydenta Warszawy, oddałem tej partii większą przysługę niż zorganizowany przez nią Marsz Wolności, tymczasem komu pani prezydent podziękowała w pierwszej kolejności?

Nie Donaldowi Tuskowi, Platformie czy swojemu mężowi. I też nie tym, którzy bezinteresownie pomogli jej wygrać wybory, ale… Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Aż się we mnie zagotowało.

Nigdy nie uwierzę Kwaśniewskiemu. W czasach, gdy był prezydentem, moja Opolszczyzna okradana była przez SLD-owskich aparatczyków. Wiedzieli o tym zwykli ludzie, policja, prokuratura. I nikt nic nie mógł zrobić. Więc niemożliwe, żeby nie wiedział Kwaśniewski. A jeśli nawet nie wiedział, to co to za ojciec narodu ?
Źródło: Link do strony.

A teraz, kiedy przyszła kampania wyborcza Paweł Kukiz wszystko zapomniał i deklaruje:
Przed wyborami politycy sięgają także po wsparcie ludzi, którzy autorytetami mogą być dla młodego pokolenia. Prym wśród nich wiodą gwiazdy estrady. – Popieram centroprawicę, a taką partią jest Platforma Obywatelska – mówi Paweł Kukiz. – Jestem związany z Platformą od lat. W tej kampanii, oczywiście, mogę zagrać – deklaruje.
Źródło: Link do strony.

Jak PoLid dojdzie do władzy to Paweł Kukiz znowu będzie pisał tekst w Dzienniku jak bardzo jest oburzony, że Platforma związała się z Kwaśniewskim.

Widać dla Pawła Kukiza nauka z Warszawy poszła w las.

http://hgw-watch.pl/2007/09/o-krtkiej-pamici-pawa-...

oto Marek Bekier

Paweł Kukiz nie jest i nigdy

Paweł Kukiz nie jest i nigdy nie był politykiem. Jest za to artystą zaangażowanym w sprawy narodowe i społeczne. Z artystami już tak jest, że bywają narwani i naiwni w ocenianiu ludzi. W moim odczuciu, w twórczości Kukiza zawsze był obecny na dobrą sprawę tylko jeden postulat polityczny: ludzie powinni mieć możliwość decydowania w sprawach, które ich dotyczą. Nie będę tego udowadniał bo nie jestem znawcą jego twórczości ani krytykiem literackim czy muzycznym. W każdym razie z takiego nastawienia wynikło poparcie dla JOW a PO w 2007r. obiecywała ich wprowadzenie. Kilka lat później podpisy zostały zmielone a Kukiz pozostał wierny swojemu przesłaniu.
I to by było tyle o uczciwości przedstawiania wypowiedzi Kukiza sprzed 7 lat tak jakby to było wczoraj.

oto Pawlo

@Marek Bekier

PO obiecywała (adekwatne określenie!) wprowadzenie JOW w latach 2004-2005, a podpisy zmielono w 2006 r.; poza tym pełna zgoda.

oto Marek Bekier

Prawdę mówiąc to nie pamiętam

Prawdę mówiąc to nie pamiętam żadnej informacji, która by podawała konkretną datę zmielenia podpisów więc nie ustosunkuję się do podanego przez Pana roku 2006. Jestem jednak prawie pewien, że sprawa wyszła na światło dzienne dopiero po wyemitowaniu filmu "Władcy marionetek" a to miało miejsce dopiero na wiosnę 2010r. Wydaje mi się, że dopiero wtedy ruszała strona WWW i cała akcja "zmieleni".
Nie upieram się przy tych datach jedynie piszę to co w tym momencie pamiętam.

oto Pawlo

@Marek Bekier

dokładnie tak było - dopiero po emisji "Władców" w marcu 2010 r. śp. Prof. Jerzy Przystawa uzyskał informację publiczną z Kancelarii Sejmu, że podpisy zmielono w lipcu 2006 r., natomiast akcja "zmieleni" ruszyła jesienią 2012 r.

oto norwid

fajna piosenka i nie taka stara

W sam raz na konwencje wyborczą Kukiza z ludobójczym zawołaniem "chwała Ukrainie" - idealny kandydat na Prezydenta RP

parafrazując tytuł artykułu:


TAK dla Kukiza, NIE dla Narodu Polskiego

oto Pawlo

@Norwid

notatka jest o systemie prezydenckim z Pawłem Kukizem w tle, działania Pawła Kukiza w sprawie Ukrainy to materiał na odrębny tekst

oto norwid

tekst z brodą ale pasuje tu jak ulał

Konsekwencje jednomandatowych okręgów wyborczych są w większej mierze uzależnione od kultury politycznej danego kraju.

Dlatego można żywić uzasadnione podejrzenie, że wprowadzenie tego typu rozwiązania w Polsce może się przyczynić do wzrostu wpływów oligarchii.

W ostatnich dniach rozmachu nabrała akcja Pawła Kukiza na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Charyzmatyczny wokalista uważa, że tego typu rozwiązanie, praktykowane w Wielkiej Brytanii czy we Francji, może uzdrowić polską scenę polityczną. Wybrani w takich okręgach parlamentarzyści w większym stopniu czują się bowiem lojalni wobec własnego elektoratu niż wobec partyjnych central, jak ma to miejsce w wypadku wyborów proporcjonalnych, gdy o miejscu na liście decyduje decyzja prezesa. Według Łukasza Warzechy obowiązująca w Polsce ordynacja zmieniła sejmowe reprezentacje partii w mięso armatnie, które ma pobierać diety, naciskać guziki i wiernie powtarzać przed kamerami przekazy dnia. Obecny system, zdaniem Kukiza, niszczy indywidualności, a faworyzuje miernoty.

Podzielam diagnozę piosenkarza, że polska klasa polityczna jest chora i wymaga sanacji. Nie jestem w stanie podzielić jednak jego optymizmu, że wprowadzenie JOW-ów może znacząco poprawić sytuację w tym względzie. Przekonuje mnie o tym choćby przykład Ukrainy, gdzie w ostatnich latach także trwała debata na temat ordynacji wyborczej. Tam też pojawiały się osobistości pokroju Kukiza, które domagały się, by skończyć z oligarchizacją kraju i zwrócić państwo obywatelom, ale proponowały one coś radykalnie odmiennego, a mianowicie całkowitą likwidację JOW-ów.

Pomarańczowi kontra JOW-y

Po uchwaleniu konstytucji w 1996 r. na Ukrainie obowiązywała mieszana ordynacja wyborcza. Połowa miejsc w 450-osobowej Radzie Najwyższej obsadzana była w wyborach proporcjonalnych, druga połowa zaś w jednomandatowych. Według takiej właśnie ordynacji odbyły się wybory w 1998 i 2002 r. Okazało się wówczas, że większość „kandydatów niezależnych” wybrana w okręgach jednomandatowych, zaraz po zaprzysiężeniu w Kijowie, płynnie wkomponowała się w dominujący układ oligarchiczno-nomenklaturowy i niemal zawsze głosowała za partią władzy. W sumie nic w tym dziwnego, skoro wśród owych „wybrańców narodu” znalazło się wielu ochroniarzy, kierowców czy sekretarek potężnych oligarchów.

Pomarańczowa rewolucja, która przebiegała pod hasłem skończenia z patologią systemu rządów Leonida Kuczmy, jako jeden ze swoich celów uznała likwidację JOW-ów. Przywódcy obozu demokratycznego argumentowali, że fotele poselskie z jednomandatowych okręgów padają łupem lokalnych antyrozwojowych grup biznesowo-politycznych, które dysponują przewagą pieniądza i poparciem miejscowej administracji. Dlatego też w 2006 r. z inicjatywy pomarańczowych przeforsowano zmianę ordynacji i wprowadzono wybory całkowicie proporcjonalne.

Mapa wpływów oligarchów

28 października br. na Ukrainie odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Przebiegać będą już jednak według zmienionej ordynacji. W listopadzie ub.r. Rada Najwyższa uchwaliła bowiem powrót do starej ordynacji mieszanej, stanowiącej połączenie wyborów proporcjonalnych i większościowych. Po kilku latach nieobecności powrócą więc JOW-y. Komentatorzy polityczni nad Dnieprem nie mają wątpliwości, że zmiana ta wzmocni oligarchiczny system rządów, którego zwornikiem jest sprawujący od 2010 r. funkcję prezydenta Wiktor Janukowycz.

Już teraz w niezależnych od władz mediach pojawiają się doniesienia o tym, jak lokalni oligarchowie kompletują miejsca dla swoich ludzi w okręgach jednomandatowych. Publikowane są nawet mapy Ukrainy ze strefami oligarchicznych wpływów. Wiadomo na przykład, że w obwodzie dniepropietrowskim swoich zaufanych obsadzi magnat metalurgiczny i zięć Leonida Kuczmy – Wiktor Pinczuk, w winnickim zaś „król czekolady” Petro Poroszenko.

Ciekawy jest zwłaszcza przykład tego ostatniego, który swego czasu był nie tylko jednym z przywódców pomarańczowej rewolucji, lecz także główną podporą finansową obozu demokratycznego. Po zwycięstwie pomarańczowych Poroszenko liczył, że zostanie premierem Ukrainy. Takie zamiary miał też nowo wybrany prezydent Wiktor Juszczenko. Okazało się jednak, że zdecydowana większość deputowanych i zwolenników zwycięskiego obozu opowiedziała się za Julią Tymoszenko. Od tego czasu datuje się nieprzezwyciężona niechęć „króla czekolady” do byłej szefowej rządu. Ta osobista zadra miała też zapewne wpływ na to, że Poroszenko zmienił barwy polityczne. Ten niedawny jeszcze przeciwnik Wiktora Janukowycza jest dziś nie tylko jego sojusznikiem, ale nawet został ministrem gospodarki w rządzie Partii Regionów. Jak więc widać, tego typu transfery nie są wyłącznie specyfiką polskiej polityki.

Wiele wskazuje na to, że już wkrótce parlamentarzystami z okręgów jednomandatowych na Ukrainie nie zostaną wcale ludzie zasłużeni dla swoich lokalnych społeczności i odpowiedzialni wobec wyborców, lecz marionetki w rękach oligarchów. Ci ostatni dysponują bowiem olbrzymią przewagą finansową, która przekłada się na rozmach i skuteczność kampanii wyborczej. Mogą też liczyć na stronniczość wielkich mediów, wsparcie celebrytów i życzliwość lokalnej administracji.

Ordynacja to nie wszystko

Dlaczego to, co sprawdza się w Wielkiej Brytanii, nie sprawdza się na Ukrainie? Odpowiedź jest prosta: różnica wynika nie tyle z obowiązujących procedur, ile z poziomu kultury politycznej, kondycji elit opiniotwórczych, stanu pluralizmu w mediach czy świadomości obywatelskiej.

Dlatego w tle naszej debaty o JOW-ach czai się pytanie: czy Polsce bliżej jest do Wielkiej Brytanii z jej długą, nieprzerwaną tradycją parlamentarną, czy raczej do postkolonialnej Ukrainy? Właśnie odpowiedź na to pytanie sprawia, że nie jestem w stanie podzielić optymizmu tych, którzy w zmianie ordynacji wyborczej widzą rozwiązanie problemów polskiej polityki.

Autor: Grzegorz Górny, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie,

http://niezalezna.pl/32809-blizej-wielkiej-brytani...

oto Janusz Sanocki

Norwid - nic nie wynika...

Nic nie wynika z Panskiego postu. JOW to prosty system wyborczy przywracajacy bierne prawo wyborcze obywatelom. Kultura polityczna narodu - owszem ma nań wpływ, tak jak na kazdy system, ale fudnamentalne zagadnienie polega na tym czy obwywatel moze kandydować bez akceptacji partyjnej oligarchii czy nie?
I jesli nie dostrzega Pan, że to wlasnie obecny system jest wygodny dla oligarchii, to ja Panu gratuluje spostrzegawczosci.

oto norwid

i jeszcze jeden brodacz - a co sobie będę żałował!

JOW - kolejna dyskusja.

http://wpolityce.pl/artykuly/42980-kamyczek-do-ord...

Komentarze do tekstu:

---------------------------------------------

fritz

Fundamentem JOWow jest funkcjonujaca justicja i jasne prawo. To wlasnie justicja gwarantuje i chroni kandydata w JOWach przed przestepcami. Justicja w Polsce nalezy do najbardziej skorumpowanych na swiecie a prawo jest bagnem. Dlatego uczciwy, dobry kandydat w JOWach bylby zwierzyna do odstrzelenia, doslownie, nie w przenosni, wlacznie z rodzina. Nie ma dla niego zadnej ochrony. Dlatego nie moze wygrac, wycofa sie albo zginie. Dlatego JOWy bylyby tym srodkiem "konserwujacym" lokalne dyktatury, przestepcow, kacykow i postkomune. Bylyby samobojstwem. List wyborczych nie mozna szantazowc. Dlatego sa w obecnej sytuacji TERAZ jedynym rozwiazaniem dla Polski. Polska jest panstwem semi-totalitarnym o rasistowskim, antypolskim charakterze. Tylko listy wyborcze daja szanse na zmiane tego stanu rzeczy. Doswiadczenia z JOWami na Ukrainie sa dobrym potwierdzeniem: Cytat: "Pomarańczowa rewolucja, która przebiegała pod hasłem skończenia z patologią systemu rządów Leonida Kuczmy, jako jeden ze swoich celów uznała likwidację JOW-ów". http://niezalezna.pl/32809-blizej-wielkiej-brytani...

Brat POgardy

Tak, tak. Upadek ryżego tuseka to kwestia miesięcy więc trzeba wprowadzić JOW-y by zapewnić jego bandyckim mafijno-ubeckim kolesiom miękkie lądowanie. Każdemu głośno krzyczącemu (od niedawna) o JOW-ach należy się bliżej przyjrzeć, ze szczególnym uwzględnieniem za czyje pieniądze tak krzyczy i jaki ma w tym interes.

paproch

Wybory do Senatu odbyły się w konwencji JOW. 13 śląkich senatorów - wszyscy z PO. Procentowo było ~40% głosów na PO, ~25% na PiS. Taki argument wystarczy?

Brat POgardy

W jaki sPOsób JOW-y sprzyjają PO POlecam spytać niejakiego "senatora" Stokłosę i pamiętając kto obecnie trzyma brudne łapska na samorządowych pieniążkach przeznaczonych "kulturę" czyli festyny. Przedwyborcze zresztą. A jeśli nie wie pan co to pogarda radze poczytać Herberta.

Brat POgardy

I tu się zgodzę. Ja nie jestem wrogiem JOW-ów jako takich. Mówię jedynie że nie zdadzą one egzaminu w obecnej sytuacji politycznej w Polsce. I zwracam uwagę że dużo o nich zaczęło się mówić dopiero po 5 latach demolowania kraju, gdy los ryżego genseka jest w zasadzie przesądzony, ale jego banda ubecko-mafijnych POpleczników tak łatwo od koryt oderwać się nie da. Zdelegalizować PO, SLD, i ich partyjki-cichodajki, zakazać pełnienia funkcji publicznych komunistom, polszewikom, waliknutom i PO-spolitym ubekom i można wprowadzać JOW-y, czemu nie...

--------------------------------------------------

Mała dygresja.

Dlaczego JOW w Polsce nigdy nie będzie miało racji bytu?

Ponieważ jest zbyt wielu wyemancypowanych obywateli. JOW zdają egzamin w Zjednoczonym Królestwie tylko dlatego że wysoko urodzeni stanowią mniej niż 5% społeczeństwa. W Rzeczpospolitej Szlacheckiej od niepamiętnych czasów liczba ta była większa niż 10% ogółu. To od zawsze stanowiło źródło waśni, sporów i wojen zaściankowych.

oto Pawlo

@Norwid

dziękuję za teksty - pozostawiam je bez komentarza, gdyż nie dotyczą tematu niniejszej notatki, którym jest przede wszystkim "system prezydencki"

oto kaktusnadłoni

Kiedyś byłem w wojsku...

... i uczono mnie że do pustego łba się nie salutuje.

Każdy ma swoje wpadki o których chciałby nie pamiętać. Pewnie Paweł Kukiz chciałby aby cenzura wykasowała ten filmik.

oto Pawlo

@MagdaF.

tu nie chodzi o Kukiza, tylko o jednomandatowe okręgi wyborcze, a przez nie - o nas wszystkich, Kukiz jest ich promotorem.

oto chłop jag

"Tak" dla Pawła Kukiza, „nie”

"Tak" dla Pawła Kukiza, „nie” dla systemu prezydenckiego

"Nie" - dla tzw. demokratury - w ogóle!
Wniosek?
Niegdysiejsze gilotyny z placów Paryża - Szatan zamienił na tzw. demokraturę - tołażysze.

oto Pawlo

@chłop jag

o co chodzi z tymi "tołażyszami"?

oto norwid

chłop jag

uświadamia czytelników i komentatorów że mają zsowietyzowane berety.

oto adolfina

Sowizdrzał, głupcze!

Wielu pampersiaków (szczególnie tych z KOR-u) tłumaczyło swoje dawne stalinowskie zaślepienie " użądleniem heglowskim", dziś zaś jego odprysk - dialektyka heglowska, w wykładni swojej i praktycznym zastosowaniu powraca skrycie do życia politycznego. Rodząca się synteza -np. "Nowoczesna POlska" lub "Polska Solidarna", mają być tą nową "jakością" powstałą na gruzowisku najpierw planowanych, a potem uprawianych waśni pomiędzy PiS-em (tezy) i PO (antytezy). Są to stare, znane z życia szwindelskie chwyty.
Jeden z komentatorów na WP pisał:
"Heglowska pokrętna dialektyka rządzących - to tworzenie fikcyjnego podziału i przesunięcie na niego uwagi w celu odsunięcia pozostałych uczestników gry. Tę zabawę przeprowadziło skutecznie PIS i PO swego czasu, a nieświadomi nie pojmują, że gra może być aż tak zaciekła. Tak, dla tych na dole oczywiście tak. Ci na górze odgrywają swoje teatrzyki chociaż są "niby" grą na noże i czasem padają ofiary, a wtedy wtajemniczonego aktora na jakiś czas odsuwa się za kurtynę, jak w przedstawieniu. Gra ta, tak naprawdę, jest znana od wieków, ale mało kto pojmuje, że prawdziwej władzy może zależeć na troszkę innych i bardziej dalekosiężnych sprawach niż kłótnie o tematy "wykreowane dla motłochu". Za kurtyną i tak jest pełna zgoda i wielkie zadowolenie, bo w Polsce, jak w mało którym kraju, udało się ogłupić hołotę tj. obywateli".

Dziś, w przededniu wyborów, żaden z zarejestrowanych kandydatów na prezydenta nie przeszedł weryfikacji przydatności na to stanowisko. Ustawą powinny być podane i wymagane do spełnienia kryteria , np. z kategorii kompetencyjnych ,moralnych, itp. , dla osób chcących pełnić służbę ne ważnych stanowiskach w zarządzaniu państwem. Potem mamy to co, mieliśmy: wielki wstyd po nieuszanowaniu przez glowę państwa powagi chwili - chwiejącej się z upojenia alkoholowego na grobami pomordowanych w Katyniu, wymagane tłumaczenie wypowiedzi prezydenta "solidaruchów" z polskiego na polski, zamierzającego też witać nogami albo innych - uprawiającego zabawę w kukanego w Brukseli, czy też urzędującego obecnie, niepismiennego do "bulu".
Jeden z obecnych kandydatów nawet studiował,ale nic nie ukończył, bo wążniejsze było warcholenie hipisowskie i upijanie się. Dziś w mętnych mediach uchodzi za artystę i godnego do pełnienia funkcji męża stanu. Ot , następna "synteza" (w zwarciu Komorowskiego i Dudy).

oto kaktusnadłoni

System prezydencki to element trójpodziału władz.

SZA nie jest dobrym przykładem systemu prezydenckiego, bo tam szef rządu nie jest wybierany przez Naród.

W Polsce niektórzy mówią o trójpodziale władz. Czy mamy w Polsce trójpodział władz? Na mój mały rozumek to pic na wodę, a nie trójpodział!

Prawdziwy trójpodział władz jest wtedy, gdy każda z trzech władz jest niezależna od dwóch pozostałych, a wszystkie władze zależne być powinny od swoich wyborców.

Wybory powinny odbywać się w okręgach wyborczych, wyborcy powinni mieć pełne prawa wyborcze, czyli możliwość zgłoszenia swojego kandydata do Komisji Wyborczej, o ewentualnym zawieszeniu immunitetu lub cofnięciu mandatu winni decydować tylko i wyłącznie wyborcy w okręgu, w którym wybrany otrzymał mandat przedstawiciela.

Nie jestem do końca przekonany że w wyborach do Sejmu powinno się wybierać w 460 JOW. Uważam, że ordynacja wyborcza powinna być większościowa, a okręgiem wyborczym powinien być powiat. Te małe i średnie powiaty miałyby jednego przedstawiciela, duże powiaty kilku lub kilkunastu (Warszawa).

Okręgiem Wyborczym do władzy wykonawczej (Prezydent RP) i władzy kontrolno-sądowniczej (Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego) byłaby Polska.

Obywatele polscy, mający prawa wyborcze wybierają swoich przedstawicieli w okręgu w którym mieszkają (ujęci w spisie ewidencji ludności). Obywatele polscy mający prawa wyborcze, mieszkający na stałe za granicą wybierają przedstawiciela do władzy wykonawczej i władzy kontrolno-sądowniczej w ambasadzie właściwej dla miejsca zamieszkania. Do władzy ustawodawczej powinno się wydzielić dla obywateli polskich mieszkających na stałe za granicą kilka mandatów, a okręgiem wyborczym byłoby miejsce zamieszkania Polonii.

W trójpodziale władz, każda z władz jest niezależna od dwóch pozostałych, wszystkie zależne od swoich wyborców. W razie sporów pomiędzy władzami głos decydujący ma suweren – Naród.

Uważam, że bez zmiany Konstytucji samo wprowadzenie JOW niczego w Polsce nie zmieni, bo poseł wybrany w JOW będzie tak samo niezależny od swoich wyborców jak senator wybrany w JOW. Zmienić Konstytucję, to zmienić ustrój z partyjniackiego na obywatelski.

Moim zdaniem, zmieniając Konstytucję warto wprowadzić cztery atrybuty społeczeństwa obywatelskiego:
Upodmiotowienie wyborcy – poprzez przywrócenie pełnych praw wyborczych.
Trójpodział władz niezależnych względem siebie, zależnych od wyborców.
Decentralizacja – autonomia finansowa i gospodarcza gmin.
Konstytucja powinna być własnością Narodu i tylko Naród decydować powinien o zmianach zapisów w Konstytucji RP.

oto Pawlo

@kaktusnadłoni

dziękuję Panu za te uwagi, gdyż merytorycznie dotyczą przedmiotu mojej notatki, a ponadto ze znakomitą większością z nich osobiście się zgadzam,

interesujące jest Pańskie spostrzeżenie:

Obywatele polscy, mający prawa wyborcze wybierają swoich przedstawicieli w okręgu w którym mieszkają (ujęci w spisie ewidencji ludności). Obywatele polscy mający prawa wyborcze, mieszkający na stałe za granicą wybierają przedstawiciela do władzy wykonawczej i władzy kontrolno-sądowniczej w ambasadzie właściwej dla miejsca zamieszkania. Do władzy ustawodawczej powinno się wydzielić dla obywateli polskich mieszkających na stałe za granicą kilka mandatów, a okręgiem wyborczym byłoby miejsce zamieszkania Polonii.

z tego powodu, że projekt ordynacji JOW http://www.madison.org.pl/doce/kodeks-wyborczy/KOD... przygotowany przez Fundację Madisona zarezerwował jeden okręg wyborczy dla Polonii (zwany tam "Zagranica")
~~~~

różnice w naszych poglądach dotyczyłyby drobnych kwestii, np.,
- przecież w SZA szef rządu jest wybierany przez naród? wprawdzie jest to głosowanie pośrednie, na elektorów, ale to wyborcy decydują o tym kto zostanie prezydentem,
- a jeśli nie SZA, to jakie państwo?
- wprawdzie powiatów jest mniej niż 460 (ok. 380), lecz po podziale miast na mniejsze okręgi postulowana liczba okręgów i tak będzie zbliżona do 460;
- o jakiej zmianie Konstytucji Pan pisze? czy chodzi o to, że "posłowie nie są związani instrukcjami wyborców"? jeśli tak, to jest to szczegół formalny - w zasadzie pomijalny, dlatego że formuła wyboru bezpośredniego w JOW tworzy per se nową jakość, która jest nie do uchwycenia przez prawo - jeżeli poseł nie "wsłuchuje się" w głosy wyborców, które docierają do niego non stop w trakcie kadencji (czy to co piszą do niego wyborcy o tym co sądzą o danym zagadnieniu politycznym i czego sobie życzą to są "instrukcje"? przecież mają chyba prawo wyrazić swoje zdanie?), to może zapomnieć o re-elekcji,

powtarzam, to są szczegóły, generalnie zgoda, za co ponownie dziękuję

oto kaktusnadłoni

Kłaniam się pięknie.

Tak myślę, że Konstytucja określa ustrój.
Obecna Konstytucja – przyjazna partyjniactwu – nie jest własnością Narodu.

Żaden szczegół formalny nie stoi ONYM na drodze, lecz dla obywateli to mur nie do przebycia.

cytuję Konstytucję RP:

Artykuł 4
Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Władza zwierzchnia należy do Narodu – to prawda, czy tylko jako kwiatek do kożucha?

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli... – Moim zdaniem to oszukańcza teoria. Naród nie ma swoich przedstawicieli we władzy ustawodawczej. Jeżeli tam są przedstawiciele, to ONI są przedstawicielami warszawskich central partyjnych Naród nie ma nic do gadania.

Naród sprawuje władzę bezpośrednio... – taka sama teoria nie mająca żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Dwa miliony obywateli nie chciało się zgodzić z decyzją rządu o przedłużeniu wieku emerytalnego więc podpisali się pod petycją w sprawie referendum na ten temat. Rząd partyjny (partyjki liczącej ok. 40 tys. członków) powiedział NIE, i ro było ważniejsze. A skąd się wzięła nazwa „Zmieleni”...

Reasumując, bez zmiany Konstytucji, nie wierzę że do Polski zawita normalność. Tadeusz Kotarbiński pisał że „Anormalność przewlekła staje się normą.” Więc my mamy taką normę – ja to określam jako totalitaryzm partyjny – już od wczesnego PRL-u, tylko ociupinkę zmienioną w tak zwanej „transformacji ustrojowej”.

Pozdrawiam Pana.

oto Krzysztof M

Konstytucja wszystkiego nie

Konstytucja wszystkiego nie determinuje. Jak się obywatelom nie chce, to im się nie chce. Z konstytucją wiele wspólnego to nie ma.

Termin "partyjniactwo" którego pan użył, tak naprawdę niczego nie wyjaśnia.

oto kaktusnadłoni

Panie Krzysztofie...

...jak niewiadomo o co chodzi, to właśnie o to chodzi. Partyjniactwo!!!

Jak się obywatelom nie chce, to im się nie chce.

Gdyby Pan Krzysztof przeczytał komentowany tekst i porównał, że dwóm milionom obywateli się chciało (podpisać petycję) a szefostwu 40 tysięcznej partyjki się nie chciało słuchać tego co obywatele chcą, to być może Pan Krzysztof, który ma często bardzo dobre komentarze, to być może inaczej by skomentował. Pozdrawiam.

oto Krzysztof M

Dwa miliony zbajerowanych

Dwa miliony zbajerowanych naiwniaków. I co? Mamy pozwolić na JOW-y? Przecież pan wie, jak to się skończy... I nie mam tu na myśli pobożnych życzeń naiwniaków, tylko realny koniec.

W demokracji jeżeli nie rządzi kompetencja, to rządzą cwaniaki. JOW-ici to te kompetencje? Przecież oni nie reagują na argumenty! Bo to jest SEKTA. I to dla nich pozostawiam termin "partyjniactwo". :-) Jak można być tak naiwnym, tak krótkowzrocznym. żeby nie widzieć, że wspólne cele realizuje się RAZEM. I to RAZEM nazywamy partią polityczną. :-)

oto kaktusnadłoni

Te „dwa miliony zbajerowanych

Te „dwa miliony zbajerowanych naiwniaków” nie dopominały się JOW. Pan mąci panie Krzysztofie. Ci Ludzie oczekiwali od rządu że będzie rządem państwa demokratycznego, że ludzie mają cośkolwiek w tym państwie do powiedzenia.

Wśród tych dwóch milionów zbajerowanych naiwniaków, ja według pana Krzysztofa jestem nie tylko zbajerowany, ale co gorsza bajerujący innych. Bo jak zwrócił się do mnie kolega o podpis pod petycją w sprawie wieku emerytalnego, to ja, będąc już na emeryturze, nie dość że podpisałem, to jeszcze wziąłem od znajomego czyste listy i pokolędowałem wśród swoich krewnych i znajomych. Mówiąc panakrzysztofim tekstem, zbajerowałem 30 innych osób, bo tyle podpisów dałem znajomemu co zbierał w ramach swojej partii.


cytuję KrzysztofaM:

W demokracji jeżeli nie rządzi kompetencja, to rządzą cwaniaki

Mnie się wydawało Panie Krzysztofie że w demokracji hegemonem jest Naród. Niestety ten ustrój znamy jedynie teoretycznie, nie wiem czy kiedykolwiek na tych ziemiach był ten ustrój, za moich czasów nie było, mam 60 lat. Funkcjonowała kiedyś nazwa „demokracja ludowa” dziś niektórzy podają określenie „demokracja przedstawicielska”, ale obie te „demokracje” nie mają nic wspólnego z demokracją.

oto Krzysztof M

Ci Ludzie oczekiwali od rządu

Ci Ludzie oczekiwali od rządu że będzie rządem państwa demokratycznego, że ludzie mają cośkolwiek w tym państwie do powiedzenia.

Znaczy naiwniacy. Czyli oczekujący czegoś, co zaistnieć w danym przypadku nie ma prawa. :-) "Oczekiwali, że..." - błąd. Jak się wybiera przybłędów (przybłędów wybiera się zawsze dobrze chcąc), to czego można "oczekiwać"? :-) "Ludzie mają cośkolwiek do powiedzenia" - owszem mają, ale nie mówią. "Mówienie w tym przypadku byłoby wtedy mówieniem, gdyby brzmiał jeden głos miliona. Daleko do tego, oj daleko! :-) To, że JOW-ici mówią, to niewiele znaczy, bo to jest garstka. A podpisy zebrane nie są ",mówieniem", a wyłącznie podpisami. I władza dobrze o tym WIE.

jestem nie tylko zbajerowany, ale co gorsza bajerujący innych

Szanuję to. :-)

zbajerowałem 30 innych osób

Bez związku. Ten przykład sprawy nie dotyczy. Posługuje się pan nieostrymi definicjami.

Mnie się wydawało Panie Krzysztofie że w demokracji hegemonem jest Naród.

Źle się panu wydawało. Demokracja, to tylko i wyłącznie sposób wyłaniania władzy. I nic więcej.

Niestety ten ustrój znamy jedynie teoretycznie, nie wiem czy kiedykolwiek na tych ziemiach był ten ustrój, za moich czasów nie było, mam 60 lat.

Potwierdza pan tym samym, co wyżej napisałem. :-) ... Wiek nie ma tu żadnego znaczenia.

Funkcjonowała kiedyś nazwa „demokracja ludowa” dziś niektórzy podają określenie „demokracja przedstawicielska”, ale obie te „demokracje” nie mają nic wspólnego z demokracją.

Kolejne potwierdzenie...

oto Krzysztof M

Pan Krzysztof, który ma

Pan Krzysztof, który ma często bardzo dobre komentarze

Dobre to one są wtedy, gdy towarzystwu do obrazka pasują. :-)

oto zajac1

Muzyka i Medycyna.

Podsłuchawszy onegdaj w miłej TV co opowiadał znany musicus – kandydat uświadomiłem sobie ,iż odkryłem nowego wirusa.

Podobno zacny kandydat wiecował na majdanie i mógł się owym wirusem zarazić jak nic.
Nie twierdzę ,że jest ale trochę jednak podejrzewam. Szczególnie gdy ~ rok temu słuchałem w TVP wywiad z historię choroby znanej ( podobno) piosenkarki ukraińskiej , która na pytanie dziennikarza kto tam będzie tera rządził w państwie- odpowiedziała iże owy lud majdanowy , który się tam zebrał i wiecował parę miesięcy od czasu do czasu coś tam rzucając i paląc cycuś tam.

Wracając do medycyny
Nazwa robocza wirusa : majdaniec zakaźny (frequentia contagiosum)

Etiologia: chorobę wywołuje wirus z grupy mutantów genomu z predylekcją do mózgu.

Epidemiologia: największa podatność u dzieci oraz osób emocjonalnych i wrażliwych ( empatycznych) - do których zaliczam muzyków!

Objawy i przebieg: Gwałtowne. Potrzeba znalezienie recepty szczęścia dla ludu. Przekonanie , iż taką receptę się posiada. Zdecydowane działanie w celu uszczęśliwienia ludu ( obywateli)

Obraz histologiczny: Brak zmian histopatologicznych. Nabyta pewność ,że obecny system jest zły ( z czym się zgadzam) i receptą iże lud obywatelski weźmnie sprawy w swoje ręce i będzie zarządzał upadłym państwem.( tu duże wątpliwości jako że żywo przypomina mi dziewiętnastowieczny Paryż o Piotrogrodzie nie wspominajac ) Nie wspomnę nawet w jakiż to sposób lud ma władzę stoliczną uchwycić skoro owa władza zainstalowała się w Berlinie? (no niektóra mówią Brukseli czy gdzie tam)

Leczenie. Wyłącznie objawowe. Odporność duża na leki antywirusowe. Brak szczepionek. Substancje wzmacniające układ „opornościowy”? mało skuteczne.

Historia. Rewolucyjna. jak wyżej.

Suma:
Kocham muzykę, muzyków i muzykantów.
Nie przepadam jednak ,gdy zacni przedstawiciele Euterpe, Melpomene czy Polihymni miast zajmowania się swoją dziedzina ćwiczą grę w sztuce polityki.
Słyszę wtedy interwał brzmiący niezgodnie dla ucha ludzkiego. Chyba ,że kto preferuje Arnolda Schönberga. Ale to taka muzyka dla ludu jak i polityka.
miłego.
PS
….Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,
A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,
Jak zgrzyt żelaza po szkle - przejął wszystkich dreszczem
I wesołość pomieszał przeczuciem złowieszczem…

oto Palimpsest

Na jesień...

"Na jesień wszystkich ich pogonimy! Od SLD, przez Platformę po PiS. OUT"

Paweł Kukiz

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.