"Nie" dla wojen między braćmi

Rozważania wokół filmu "Krym" A. Pimanowa

poster_filma_krym.jpg

Nienawiść do Rosji sięgnęła obecnie w Polsce już tak absurdalnie wysokiego poziomu, że swój wyraz znajduje nie tylko w niechęci do Rosjan, ale też do rosyjskiej kinematografii. Wyraźnie źle widziana jest już w naszym kraju znajomość języka rosyjskiego, studia w Rosji, czy zainteresowanie kulturą rosyjską. Pomimo zatem, że Polacy roszczą sobie szczególne pretensje do znajomości Rosji i chcieliby wręcz określać politykę Zachodu wobec Rosji, nasz kontakt z wydarzeniami intelektualnymi czy kulturalnymi w Rosji, z prowadzonymi tam dyskusjami i sporami światopoglądowymi, jest niemal żaden.

Emblematyczny jest tu przypadek cieszącego się, z powodu poruszanej tematyki, niejakim rozgłosem filmu "Krym" (2017), który swoją premierę w Rosji miał 28. sierpnia. Dziełko Aleksieja Pimanowa (ur. 1962) powstało na zamówienie ministra obrony Rosji, Siergieja Szojgu (ur. 1955) i za wsparciem Administracji Prezydenta FR, Władimira Putina (ur. 1952). Już na wstępie otrzymało zatem łatkę propagandowego i jako takie szeroko krytykowane było również w samej Rosji - choć przede wszystkim w kręgach liberalnych.

W Polsce, podobnie jak w pozostałych państwach zachodnich, nie zostało dopuszczone do dystrybucji kinowej z powodów politycznych. Jest to bodaj pierwszy po '89 roku przypadek cenzury politycznej w naszym kraju. Co ciekawe, zaakceptowany milcząco w zasadzie przez całe społeczeństwo. Tak przeczuleni zazwyczaj na punkcie wolności słowa Polacy, bez sprzeciwu pogodzili się z tym, że rządząca naszym krajem demoliberalna oligarchia pozbawiła nas możliwości zapoznania się z niechby nawet propagandowym filmem. Pokazuje to, jak wielkie spustoszenia intelektualne i moralne poczyniła wtłaczana nam od z górą dwudziestu lat zoologiczna nienawiść do wszystkiego co rosyjskie.

Ta wybiórcza (nie)wrażliwość razi tym bardziej, gdy zestawi się ją z powszechną dostępnością na polskim rynku filmowym produkcji wręcz bijących po oczach okrucieństwem, pornografią lub bluźnierstwem. Do filmów takich łatwo dotrzeć, nawet w polskiej wersji językowej, gdyż są filmami zachodnimi. Filmów rosyjskich, nawet gdy są dziełami artystycznie wybitnymi, szukać można zazwyczaj jedynie w oryginalnej wersji językowej i jedynie na rosyjskich stronach internetowych. Wystarczy wspomnieć, że oceniany jako jeden z lepszych w historii rosyjskiej kinematografii film Andrieja Smirnowa (ur. 1941) "Żyła sobie baba" ("Жила-была одна баба", 2011) w Polsce zdecydowała się wyświetlić jedna (!) placówka kinowa, i to w dwa lata po premierze rosyjskiej.

"Krym" opowiada o wydarzeniach na półwyspie, które doprowadziły do jego włączenia do Federacji Rosyjskiej 18. marca 2014 r. Na tym tle rozwija się historia miłosna dwojga głównych protagonistów - Rosjanina (obywatela Ukrainy) urodzonego w Sewastopolu i Ukrainki z Kijowa. Oglądamy protesty na Placu Niepodległości w Kijowie i strzały niezidentyfikowanych snajperów. Później widzimy napaść ukraińskich nacjonalistów na kolumnę autokarów jadących na Krym i terroryzowanie pasażerów. Jesteśmy świadkami entuzjastycznego powitania przez ludność Sewastopola powracających z Kijowa funkcjonariuszy Berkutu. Widzimy też mieszkańców Krymu z obawą wyczekujących nadejścia Ukraińców.

Tę napiętą sytuację chcą rozwiązać dowódcy rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Zajmują oni bezkrwawo półwysep, chroniąc jego mieszkańców przed konfrontacją z Ukraińcami. Zanim jednak do tego dojdzie, widz będzie świadkiem tajnych operacji rosyjskich i ukraińskich sił specjalnych, w które zostają wplątani główni bohaterowie. Tutaj warto zwrócić uwagę, że sceny pościgów i wzajemnych podchodów filmowane są z nieco innym rozłożeniem akcentów niż mogli do tego przywyknąć fani przygód Jacka Ryana.

W filmie A. Pimanowa nie ma tak wielkiego natężenia informatyzacji i technicyzacji, jak w produkcjach amerykańskich. Być może jest to kwestia budżetu, a być może odmiennego postrzegania wojny. W każdym razie, w kinie rosyjskim walczą ze sobą żywi ludzie, a nie maszyny i komputery. W porównaniu z produkcjami amerykańskimi, walki są też mniej widowiskowe, bo uczestnicy nie wykonują akrobacji, nie przyjmują niezliczonej liczby ciosów, ani nie walczą bez wytchnienia przez czas odbierający takim konfrontacjom pozory realizmu. Starcia są zatem dość realistyczne, filmowane jednak w ciemnych kadrach, gdzie trudno rozpoznać kto jest kim - choć to ostatnie może być mylnym wrażeniem z tytułu dostępności w internecie nie najlepszej chyba kopii filmu.

Jak często w podobnych produkcjach, razi brak profesjonalizmu co poniektórych wojskowych i nacjonalistycznych rewolucjonistów, przez co intryga jest nieco naiwna. Okazuje się bowiem, że pozaformalne więzy między ojcem a synem i przysłowiowa "spódniczka" która zawróciła w głowie temu ostatniemu, mogą stać się powodem wielkiego nieszczęścia. Machina wojenna wielkiego mocarstwa okazuje się zaskakująco wrażliwa na prywatne sentymenty swoich funkcjonariuszy. Ukraińscy rewolucjoniści również nie imponują przenikliwością, skoro jeden z nich stara się zmusić rosyjskiego oficera do uruchomienia mechanizmu, który z powodzeniem uruchamia chwilę później samemu.

Osią filmu A. Pimanowa jest idea "szerokiej rosyjskiej duszy". Ukraińscy nacjonaliści od początku dążą do eskalacji konfliktu. Rosjanie starają się go uniknąć. Jeden z ukraińskich nacjonalistów oświadcza wręcz wprost, że Rosjanie chcieli zająć Krym bez jednego wystrzału, on jednak do tego nie dopuści. W jednej z końcowych scen, główny bohater wykrzykuje do swojej ukochanej: "oni (nacjonaliści) przyszli, by zabijać, ci (rosyjscy żołnierze) przyszli, by ochraniać". Reżyser poświęcił swoje dzieło tym wszystkim oficerom rosyjskim i ukraińskim, którzy "w marcu 2014 r. nie zaczęli do siebie nawzajem strzelać". Widzimy zatem w filmie sceny, gdy wojskowi lotnicy odstępują od atakowania celów drugiej strony, gdy jednają się ze sobą floty rosyjska i ukraińska etc.

Wątek romantyczny zderzony zostaje w "Krymie" z nacjonalistyczną nienawiścią. Miłości dwojga bohaterów staje na drodze ukraiński nacjonalizm, który zwraca przeciwko sobie dwoje kochanków i dwa bratnie ludy. Miłość (Rosja) zderza się z nienawiścią (ukraiński nacjonalizm). W tle końcowych napisów filmu słyszymy fragmenty rozmów telefonicznych dzwoniących do siebie krewnych i bliskich z Rosji i z Ukrainy. Mottem produkcji reżyser obrał słowa "Nie rozstawajcie się z ukochanymi" ("С любимыми - не расставайтесь").

W przesłaniu podsuniętym nam przez rosyjskiego reżysera jest wiele na rzeczy. Ludy wschodniosłowiańskie są (czy może powinniśmy już pisać: były?) sobie równie bliskie, jak niegdyś były ludy jugosłowiańskie. Bliskość ta ma swoje korzenie w dziedzictwie Rusi Kijowskiej. Koncepcja narodowa na Ukrainie została pomyślana, by wyrwać lud południoworuski z rodziny ludów ruskich i przeciągnąć go cywilizacyjnie na Zachód. Narodowa ukraińska historiografia, geopolityka, literatura etc. argumentuje taką właśnie reorientację tego kraju i ludu. Nacjonalizm jest na Ukrainie ciałem obcym, przeszczepem z Zachodu, który ma zniszczyć tradycyjną ruską tożsamość tego kraju.

Rosja, będąc językowym, cywilizacyjnym i ideowym kontynuatorem cywilizacji ruskiej i prawosławnej, stara się utrzymać jedność krajów i ludów dawnej Rusi. Sama ma jednak problemy z tożsamością, związane z przeszczepieniem zachodnich wzorców demoliberalnych, stąd też procesom narodotwórczym opiera się raczej inercyjnie i odruchowo, bez świadomego przeciwstawienia im idei imperialnej Świętej Rusi. Słynna "szeroka rosyjska dusza", która chce przytulić do swego łona każdego, jest nieświadomą reminiscencją tej starej ruskiej idei imperialnej. Dlatego też film A. Pimanowa nie jest produkcją antyukraińską. Rzecz zupełnie nie do pomyślenia w Polsce lub w Ukrainie, gdzie robiąc film o wojnie z Rosją, Rosjan przedstawiono by jako zwierzęta.

Wybitny rosyjski filozof, Aleksandr Dugin napisał kiedyś, że "może nas uratować jedynie nacjonalizm miłości". Trudno powiedzieć, czy reżyserowi "Krymu" znane są idee moskiewskiego myśliciela, z pewnością jednak, gdy kręcił swoje dzieło, przyświecała mu podobna myśl. Jeśli zatem "Krym" jest filmem propagandowym, to jego propagandowe przesłanie można by wyrazić tradycyjnym hasłem europejskiego ruchu tożsamościowego: "nigdy więcej wojen między bratnimi ludami!".

Myśli tej nie sposób odmówić słuszności, propagować ją zaś należy szczególnie w dzisiejszej Polsce, gdzie antyrosyjska nienawiść i awanturnictwo podsycane szczególnie groteskowo przez urzędującego ministra obrony i szefa partii rządzącej, w szerszym jednak wymiarze sączone przecież w dusze Polaków już od co najmniej ćwierćwieku przez całą demoliberalną oligarchię, już ściągnęły nasz naród w przepaść moralną i intelektualną, w przyszłości mogą zaś nas zepchnąć również w przepaść polityczną i wojskową, jak w 2014 r. ściągnęły Ukraińców.

Ronald Lasecki

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.2
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 15)

Tematy: 

Dyskusja

oto Skanderbeg

Ja zawsze lubiłem rosyjską kulturę,

zwłaszcza muzykę (Sektor Gaza i DDT-polecam) i literaturę. A z filmów to podobało mi się nawet 17 Mgnień Wiosny. Nie ma tam takich nawalanek jak w stylu zachodnim, niezbyt dynamicznie ale to refleksyjny styl chyba.

oto Natalia Julia Nowak

Rosyjska (pop)kultura

Z rosyjską (pop)kulturą zetknęłam się po raz pierwszy w szkole podstawowej, gdy w Polsce święciły tryumfy piosenki "Ya Soshla S Uma" i "Nas Ne Dogonyat" duetu t.A.T.u. Może się mylę, ale mam wrażenie, że to właśnie wtedy zaczęła się w naszym Kraju szeroka debata o homoseksualizmie (jak zwykle winni Ruscy, hehehe!). Pamiętam, jak w prasie młodzieżowej drukowano listy czytelniczek typu "Uwielbiam zespół t.A.T.u. Czy jestem lesbijką?". Bardzo mnie dziwi fakt, że państwo, które dało światu Julię Wołkową i Lenę Katinę, obecnie zakazuje "promocji homoseksualizmu". Jakoś mi się to nie mieści w głowie... A kto "wypromował homoseksualizm" w Polsce?!

oto Skanderbeg

Nikt nie wypromował

To czysty postmodernizm, gdzie relatywizuje się wszystko. Ja znam kilku homo i żaden nie popiera Biedronia (ani podobnej ferajny). Ale wszyscy pracowali na Zachodzie.
A DDT polecam. O ile ktoś lubi starego rock and rolla. Dom Dziecięcej Twórczości (tak mi to rosyjski kolega przetłumaczył).

oto Natalia Julia Nowak

Skanderbeg

Dziękuję za polecankę. Chętnie ją sprawdzę. Ze swojej strony polecam zespół Arkona grający folk metal i pagan metal.

oto Czesław

To nie w porządku proszę Autora

"gdzie antyrosyjska nienawiść i awanturnictwo podsycane szczególnie groteskowo przez urzędującego ministra obrony i szefa partii rządzącej, w szerszym jednak wymiarze sączone przecież w dusze Polaków już od co najmniej ćwierćwieku przez całą demoliberalną oligarchię,", jednych to Pan tak wymienia "z imienia i nazwiska" a o innych to tak "demoliberalna oligarchia". Kto do nie należy jakie grupy polityczne (nie tylko) działające na naszej scenie politycznej?.

oto chłop jag

Cóż tu dodać - chyba tylko

to, że pupile szatana nie tylko podjudzają na siebie poszczególne - bliskie sobie kiedyś ludy - ale podjudzają także dzieci na rodziców, wnuków na dziadków, żonę na męża, ucznia na nauczyciela, stoczniowca na górnika, etc. - tołażysze.
Wniosek?
Tylko będąc blisko Boga jesteśmy odporni na wszelakie podjudzanie - tołażysze. Szatan i jego pupile bez podjudzania - nie istnieją - tołażysze.
Na koniec - nauczmy się snop światła pochodzący ze swojej duszy kierować na podjudzającego a nie na podjudzanych - tołażysze - bo światło to będzie wtedy działać podobnie jak dział na Szatana święcona woda.

oto Eowina

Prezydent Poroszenko podpisał ustawę parlamentarną

o specjalnym statusie Donbasu. Przedstawiciele Rosji i USA się spotykają i ponoć są postępy w zakończeniu konfliktu na wschodzie Ukrainy.

oto Aleksy

Jaki film, każdy widzi

Szanowny Panie Autorze, Pańskie krokodyle łzy nie pomogą filmowi który jest słaby ze względu na scenariusz oraz obsadę aktorską, partnerami dla pozbawionej charyzmy Jewgienii Łapowej (Miss Azji i Oceanii 2005) są gwiazdorzy rosyjskiego kina akcji :Roman Kurcyn, Paweł Trubinier, Alieksiej Komaszko, Nikita Zwieriew. Taka konstrukcja z założenia w głębokiej nierównowadze emocjonalnej musiała zakończyć się klapą. Przesłanie film"Krym" można prawidłowo odczytać po obejrzeniu innego rosyjskiego filmu - "Czyściec" ("Чистилище") - dynamiczna akcja, krwawe sceny batalistyczne, absurdalne okrucieństwo trzymają w napięciu do ostatniej chwili po której potrzeba scen z "Krymu" - dla równowagi. Dopiero po obejrzeniu tych dwóch filmów jesteśmy w pełni przekonani że aneksja była konieczna i przeprowadzona profesjonalnie z poszanowaniem praw człowieka.

oto Dariusz540

Ruska miłość

Wojny ma nie być, bo Krym należy już do Rosji. A jak należy to można pokazać Ukraińcom miłość. Bardzo to proste.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.