Wojnę z Rosją Polska może wygrać, ale…

Rozmowa z prof. Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem i wiceministrem obrony narodowej, ekspertem wojskowym

- - Paweł Stachnik: W 2013 r. na Białorusi i w okręgu kaliningradzkim odbyły się manewry armii rosyjskiej i białoruskiej pod nazwą Zapad 2013. Podczas tych manewrów ćwiczono m.in. wariant ataku na terytorium Polski. Gdyby do takiego ataku rzeczywiście doszło, to Polska mogłaby mu przeciwstawić, jeżeli chodzi o jednostki bojowe wojsk lądowych, jedną dywizję pancerną, dwie dywizje zmechanizowane i trzy brygady. Nie pytam, czy są to siły wystarczające do zatrzymania ewentualnego rosyjskiego ataku, bo na pewno nie są, ale czy te trzy dywizje i trzy brygady to wszystko, na co wojskowo stać nasz kraj?

Romuald Szeremietiew: Podstawową kwestią przy odpieraniu agresora są nie tyle siły, jakie możemy wystawić do obrony, lecz to, jaką mamy strategię obrony kraju w konfrontacji z przeciwnikiem. Jeżeli doświadczymy agresji w postaci uderzenia siłami lądowymi, powietrznymi i morskimi, co w przypadku Rosji jest bardzo prawdopodobne, wówczas powstaje pytanie, w jaki sposób Polska powinna się bronić. Dotąd można było usłyszeć odpowiedź, że Polska należy do NATO i dzięki sojuszowi odeprze agresora. W obowiązującej do niedawna strategii obronności RP znajdował się zapis mówiący, że w razie agresji na nasz kraj siły zbrojne RP rozwiną się jako część sił zbrojnych NATO odpierających agresora. Wynikało z tego, że nie przewidywano obrony bez wspomożenia sojuszniczego. Najwyraźniej zakładano, że Polska uzyska wsparcie sił NATO natychmiast, w momencie rozpoczęcia agresji. Wiemy, że to niepewne założenie. Druga wątpliwość: jeżeli nieprzyjaciel będzie działał wojskami operacyjnymi, a my przeciwstawimy mu własne takie wojska, tzn. jego czołgom przeciwstawimy nasze czołgi, jego śmigłowcom nasze, jego samolotom i okrętom nasze samoloty i okręty, to wiadomo, że agresor będzie miał ogromną przewagę.

Wystarczy, że zgromadzi siły trzykrotnie większe od polskich, aby nas pokonać. Były dowódca Wojsk Lądowych generał Waldemar Skrzypczak uważa, że w razie napaści polska armia byłaby w stanie stawiać opór przez trzy dni. Trudno zakładać, że generał nie wie, co mówi. Przechwałki, jakie słyszeliśmy niedawno z ust prezydenta Rosji, że gdyby chciał, to zająłby Warszawę w ciągu dwóch dni, są więc bliskie oceny polskiego generała. Podsumowując: biorąc pod uwagę wszystkie wspominane parametry, można powiedzieć, że Polska nie jest obecnie w stanie obronić się przed ewentualną rosyjską agresją.

- - A wracając do naszych sił lądowych: czy trzy dywizje i trzy brygady to szczyt naszych możliwości bojowych?

Oczywiście, że nie. Problemem nie jest jednak liczba jednostek obecnej armii zawodowej, ale struktura polskich sił zbrojnych oraz – podkreślmy – wypracowana metoda obrony kraju. Jeżeli bowiem nieprzyjaciel uderzy wojskami operacyjnymi, z czym należy się liczyć, to siła uderzenia wynika z tego, że takie wojska działają w maksymalnym skupieniu. Niczym pięść rozbijają i miażdżą obronę. Żeby bronić się skutecznie, trzeba osłabić siłę uderzenia, spowodować, aby ta pięść musiała podzielić się niejako na pojedyncze palce. Trzeba mieć przygotowaną dużą liczbę punktów oporu na terenie całego kraju, co zmusi atakującego do zdobywania tych wielu miejsc, a więc rozdzielania sił. Wówczas obrońca dysponujący mniejszą liczbą czołgów i dział będzie mógł zyskiwać lokalnie przewagę i w konsekwencji zdoła odeprzeć ataki.

Polska musi mieć wojsko, które będzie zdolne bronić całego terytorium państwa, a nie tylko stawiać opór na wybranych kierunkach natarcia wojsk nieprzyjaciela. Takiego wariantu obrony nie da się jednak wykonać wojskiem, jakie mamy obecnie – stu tysiącami żołnierzy zawodowych. Musimy obok istniejących wojsk operacyjnych zbudować powszechną wielusettysięczną obronę terytorialną. Wówczas będziemy mieli armię zdolną do obrony całego terytorium, a nie tylko do operowania na kierunkach natarcia wojsk agresora.

- - Wywołał Pan temat obrony terytorialnej. O jej utworzeniu mówi się od lat 90. ubiegłego wieku. Wszyscy uważają, że to słuszny pomysł, ale do dzisiaj nie udało się takiej formacji stworzyć. Dlaczego?

Nie wszyscy jednak uważają, że obrona terytorialna jest potrzebna. Ciągle nie jest ona traktowana jako ważny element systemu obrony państwa. Postawa ta wynika ze swoistego konserwatyzmu w myśleniu o obronie narodowej zarówno wojskowych jak i decydujących o tych sprawach polityków. Wynika też z błędu, jaki popełniono jeszcze w okresie II RP, a który rzutuje na myślenie o obronie narodowej do dzisiaj. O jakim błędzie mówimy? Po zakończeniu wojny o niepodległość 1918-21 Józefowi Piłsudskiemu nie udało się stworzyć wielkiej Rzeczypospolitej, wspólnoty kilku narodów, zdolnej przeciwstawić się Rosji (adiutant Marszałka mjr Lepecki zanotował słowa Piłsudskiego: Ja przegrałem życie, nie udało mi się stworzyć federacji, z którą Europa musiałaby się liczyć).

Pojawił się dylemat, jak zachować niepodległość, znajdując się między potężnymi Niemcami i Rosją. Jak się obronić, skoro Polska nie ma sił zdolnych odeprzeć nacisk mocarstw? Wtedy pojawiła się koncepcja, żeby niedostatek sił własnych uzupełnić siłami sojuszników, najpierw Francji, a następnie także Anglii. Stąd powstał sojusz z Francją i z Wielką Brytanią. Wraz z tym pojawiło się przekonanie, że dzięki sojuszom jesteśmy świetnie zabezpieczeni. Jak się okazało w 1939 r., to był mylny pogląd.

W latach 90. minionego wieku w Polsce wrócono do tamtej koncepcji: trzeba znaleźć sojuszników – tym razem w NATO i w Unii Europejskiej. Dawny sposób myślenia – sojusznicy nam pomogą – ponownie funkcjonuje. Druga kwestia, o której wspomniałem, to ów konserwatyzm w myśleniu o obronie narodowej. Przyjęło się, że bronić państwa będzie tzw. prawdziwe wojsko, a może nim być tylko wojsko operacyjne. Wszelkie inne formacje, np. terytorialne, nieregularne, wojskiem prawdziwym nie są i mogą najwyżej temu „prawdziwemu” pomagać w obronie kraju.

W 1999 r. jako sekretarz stanu w MON kierowałem zespołem ds. zbudowania obrony terytorialnej. Stworzyliśmy wtedy odpowiedni program i zaczęliśmy tworzyć OT. Okazało się, że nie budzi to wielkiego zainteresowania w dowództwach wojskowych. Pamiętam, jak decydenci w mundurach mówili, że mogą tej przyszłej obronie terytorialnej przekazać broń, która im „zbywa”, czyli taką, która jest przestarzała, niepotrzebna. Wtedy i chyba do teraz nie rozumie się, że obrona terytorialna też jest prawdziwym wojskiem, które powinno być dobrze wyszkolone i nowocześnie uzbrojone. OT ma być armią obywatelską. Ta armia, a nie zawodowe wojska operacyjne, powinna być podstawą systemu obrony narodowej.

- - A gdyby udało się przełamać opór wojskowych i polityków i podjąć decyzję o formowaniu obrony terytorialnej, czy jej budowa byłaby długa i kosztowna? Czy też dałoby się to zrobić w miarę szybko i w miarę tanio?

Wystawienie wojsk OT nie wymaga wielkich nakładów. Polskę przy obecnym poziomie wydatków na obronę stać na sformowanie licznej obrony terytorialnej. Rzecz więc nie w pieniądzach. Potrzebna jest decyzja osób kierujących państwem. Musi być tzw. polityczna wola, że budujemy OT. Na razie jednak takiej decyzji nie ma. Są rozmaite pro-obronne inicjatywy społeczne, dziejące się bez udziału państwa. Inicjatywy te nie są włączone w system obrony państwa.

Tymczasem w systemie powinno być wojsko OT, struktura z dowództwem, uzbrojeniem, szkoleniem żołnierzy i zadaniami na czas wojny. Konieczna jest więc decyzja polityczna. Gdyby ona zapadła, to utworzenie OT nie zajęłoby dużo czasu, jeszcze mniej umieszczenie jej w systemie obrony państwa. Myślę, że dałoby się wojska terytorialne zbudować w ciągu dwóch lat. Ale powtórzę raz jeszcze: najpierw musi być decyzja polityczna.

- - Czy widzi Pan na dzisiejszej scenie politycznej siły, które są gotowe taką decyzję podjąć?

Niestety nie. Partie polityczne są zajęte wyborami, sporami i walkami, co im zabiera dużo czasu i energii. Po drugie, politykom polskim wydaje się, że zagrożenie wojenne jest czymś odległym i mało realnym. A poza tym przecież przyjeżdżają do Polski od czasu do czasu żołnierze amerykańscy, więc specjalnie nie ma potrzeby przejmować się jakimiś zagrożeniami – tak myślą.

- - Stworzenie obrony terytorialnej wymagałoby powrotu do powszechnej służby wojskowej. Jak Pan ocenia decyzję o jej likwidacji i przejściu do armii zawodowej?

To była błędna decyzja, ale ona mieściła się w przyjętej logice myślenia o obronie narodowej. Skoro bezpieczeństwo jest efektem członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim, a gwarantem z kolei pozycji w nim – nasze uczestnictwo w działaniach Sojuszu, to Polska tak powinna przeformować siły zbrojne, żeby odpowiadały potrzebom NATO. Sojusz przyjął jako główne zadanie zwalczanie międzynarodowego terroryzmu. Wykonywano je przy pomocy misji zbrojnych podejmowanych w rejonach zwykle oddalonych od Polski.

Do podejmowania tych zadań potrzebny był żołnierz zawodowy. Wydawało się, że w takiej sytuacji utrzymywanie poboru i wydawanie pieniędzy na szkolenie setek tysięcy mężczyzn nie ma sensu. Likwidacja zasadniczej służby wojskowej była więc oczywista, a do tego zyskiwało się w wyborach poparcie tych, którzy w wojsku służyć nie chcieli.

- - Ale czy armia z powszechnego poboru jest bardziej efektywna niż armia zawodowa?

To zależy, jakie zadania ma ona wykonywać. Co daje państwu armia z powszechnego poboru? Masę wojskowo przeszkolonych rezerwistów. Jeżeli grozi wojna i całe terytorium ma być bronione, to będzie to możliwe tylko wtedy, gdy będą rezerwiści, czyli zdolni do takiej obrony obywatele. Skąd jednak mają się oni wziąć, jeśli nie było poboru, a więc nie było też szkolenia wojskowego? Podkreślam – bez poboru i ustawicznego szkolenia setek tysięcy ludzi Polska nie uzyska sił zdolnych do obrony.

WPIS-2-2015.jpg

- - Mówił Pan o naszym udziale w misjach zagranicznych. Czy Wojsko Polskie odniosło z nich jakieś korzyści?

Udział w misjach zbrojnych jest korzystny z punktu widzenia wartości bojowej żołnierzy. Biorą oni udział w działaniach o charakterze wojennym, co daje cenne doświadczenie. Natomiast jest też druga strona tego typu zaangażowania. Jeżeli funkcjonowanie wojska sprowadzi się tylko do tego rodzaju aktywności, to umiejętności nabywane podczas misji niezupełnie odpowiadają sytuacji wojennej. Perfekcja w rozminowywaniu terenu, patrolowaniu i sprawdzaniu dokumentów osób cywilnych raczej nie przyda się w odpieraniu agresora.

Co gorsza, tak przeszkolony żołnierz może się okazać nieskuteczny w obronie kraju. Nie uwzględnia się np. doświadczenia płynącego z wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r. Gruzja przygotowała armię do operacji zagranicznych i Gruzini mieli dobrze uzbrojone wojsko, świetnie spisujące się na misjach. Tyle że ono zawiodło wtedy, kiedy miało bronić własnego kraju.

To była często rażąca nieudolność. Wycofywano się bez walki. Porzucano sprawny sprzęt i uzbrojenie. Nie przeprowadzano akcji, które utrudniłyby posuwanie się wojsk agresora. Analizy tej wojny dokonali amerykańscy eksperci i stwierdzili, że armia gruzińska była przygotowana do działań w misjach pokojowych, ale nie miała zdolności do obrony własnego kraju. Obawiam się, że podobnie mogłoby być w przypadku polskiego wojska.

- - Wspomnieliśmy, że nasza doktryna obronna opiera się na współdziałaniu z Sojuszem Północnoatlantyckim i pomocy, jakiej on nam udzieli. Czy gdyby rzeczywiście doszło do jakiegoś ataku na Polskę, to doczekamy się takiej pomocy?

Przypominam, że o wiarygodności sojuszu przekonujemy się dopiero wtedy, gdy potrzebna jest pomoc sojusznicza. Przed wybuchem wojny w 1939 r. elity, ale i zdecydowana większość polskiego społeczeństwa, były przekonane, że mamy silnych i niezawodnych sojuszników. Można to jakoś porównać do dzisiejszego przekonania, że NATO zagwarantuje Polsce bezpieczeństwo. Widzimy jednak, co dzieje się na Ukrainie i jak wobec tych wydarzeń zachowuje się Europa, jak zachowują się europejscy członkowie Sojuszu.

Pamiętajmy, że ewentualne działanie NATO będzie efektem suwerennych decyzji państw, które sojusz tworzą. Nie ma bowiem armii natowskiej, tylko poszczególne państwa delegują część swoich sił do konkretnych operacji wspólnych NATO. Każde państwo samodzielnie podejmuje decyzję, czy i na ile weźmie udział w takim czy innym przedsięwzięciu Sojuszu. Obserwując postawę poszczególnych państw w ostatnich latach, widać, że poza Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, nie ma krajów natowskich, które byłyby skłonne sięgać po czynnik militarny. To pierwsza kwestia, która może niepokoić w kontekście tego pytania.

Kwestia druga – jak wiarygodność wojskową NATO ocenia Władimir Putin, który próbuje właśnie przesuwać granice w Europie? Z niepokojem obserwuję wyjazdy prezydenta Francji i kanclerz Niemiec na rozmowy z prezydentem Rosji. Putin na podstawie tego typu zachowań może dojść do wniosku, że NATO jest jakimś papierowym tygrysem i nie musi już bać się jego pomruków niezadowolenia. Tymczasem od pewnego czasu na celowniku Moskwy jako wróg numer jeden znalazła się Polska. To już nie są żarty, polityka moskiewska tak nas definiuje. Jeżeli więc na Kremlu dojdą do wniosku, że NATO nie jest groźne, to żeby rozwiązać problemy na kierunku zachodnim Rosja może spróbować wyeliminować Polskę.

Wtedy odpadnie przecież konieczność zajmowania państw bałtyckich, a nawet Ukrainy, bo samo opanowanie Polski rozstrzygnie o losie całej Europy Środkowej. Polska jest bowiem kluczem do regionu. Podobnie było w 1939 r. – zniszczenie Polski pozwoliło Rosji Sowieckiej zaanektować cały region. Zajęcie Polski pozwoli osiągnąć stan, o jakim mówią rosyjscy geopolitycy: granicząc z Niemcami Rosja będzie w stanie zbudować wielką wspólnotę euroatlantycką i zwyciężyć w rywalizacji z USA, a przy tym odegrać się za upadek ZSRR i przegraną zimną wojnę. Polska powiązana z USA, licząca na wojskową pomoc Amerykanów, jest dla Rosji zawalidrogą, którą trzeba koniecznie usunąć.

- - Podczas kolejnych manewrów Zapad w 2014 r. elementem, który ćwiczyły wojska rosyjskie, był taktyczny atak jądrowy na Warszawę. O możliwości wojny jądrowej – czy choćby tylko użycia broni jądrowej – po 1989 r. całkiem zapomnieliśmy, tymczasem taka perspektywa znowu się pojawiła. Czy Wojsko Polskie jest przygotowane na taki wariant?

Można sobie wyobrazić, że zostanie użyta taktyczna broń jądrowa. Nie musi to przecież od razu wywoływać atomowego kataklizmu na skalę światową. Dwa, trzy uderzenia rakietami z taktycznymi głowicami jądrowymi mogą spowodować złamanie woli obrony zaatakowanego kraju. Rosja modernizuje swoje siły nuklearne, przeznaczając na to sporo pieniędzy. Zaczęło się unowocześnianie taktycznych środków przenoszenia ładunków jądrowych.

Wiemy, że istnieje tajna instrukcja prezydenta Federacji Rosyjskiej o użyciu broni masowego rażenia przeciwko państwom, które tej broni nie posiadają. A zatem atomowy wariant ataku na nasz kraj, ćwiczony już na manewrach wojskowych w Rosji, jest możliwy, a nie wiadomo, jakie przygotowania poczyniono w Polsce, aby sprostać takiemu zagrożeniu.

- - A więc Wojsko Polskie raczej nie ćwiczy działań związanych z atakiem jądrowym? A sztaby kryzysowe nie biorą tego w ogóle pod uwagę?

Po 1990 r. przyjął się pogląd, że Europa jest stabilnym kontynentem i wojna – nie tylko atomowa, ale każda wojna – jest po prostu niemożliwa. Wydawało się, że mogą nam zagrażać rosnące ceny gazu, którymi Rosja będzie chciała wpływać na poszczególne państwa, ale na pewno nie rosyjskie czołgi. Miejmy nadzieję, że po doniesieniach o rosyjskim ćwiczeniu ataku jądrowego na Warszawę jakieś środki zabezpieczające przygotowano.

- - Gdy mówi się o wadach polskiej armii, na jednym z czołowych miejsc wymienia się wadliwą strukturę kadrową. W WP jest za dużo oficerów, a za mało podoficerów i szeregowych.

Rzeczywiście, struktura korpusów osobowych sił zbrojnych jest fatalna. Mamy przewagę dowódców nad szeregowymi żołnierzami. Teraz okazuje się, że większość tych drugich odejdzie niedługo do cywila i nie wiadomo, czy zostaną później wykorzystani dla potrzeb obronnych. To kolejne elementy w całym paśmie błędów popełnionych w planowaniu i w praktycznym działaniu na rzecz obrony narodowej RP.

- - Ważnym czynnikiem systemu obrony narodowej jest własny przemysł zbrojeniowy. Czy on w Polsce jeszcze istnieje?

Przemysł istnieje, ale głównie dzięki uporowi ludzi, którzy w tym przemyśle pracują. Jak dotąd państwo polskie nie potrafiło we właściwy sposób zająć się zbrojeniówką i wykorzystać jej na potrzeby wojska. A mamy też ciągle zdolnych inżynierów i konstruktorów, którzy byliby w stanie stworzyć nowoczesne uzbrojenie dla naszego wojska. Pewna nieporadność w korzystaniu z rodzimych rozwiązań w procesie modernizacji armii jest też być może efektem działań zewnętrznych. Działają lobbyści potężnych firm zagranicznych, które chcą wejść do nas ze swoim uzbrojeniem.

Bywa tak, że polskie firmy w konfrontacji z zagranicznymi przegrywają. Zwłaszcza, że lobbing w tym obszarze nie zawsze jest uczciwy. Gdybyśmy jednak zdecydowali się budować obronę terytorialną, to wówczas polski przemysł będzie wyposażał ją w broń i sprzęt. I jestem przekonany, że będzie w stanie dostarczyć uzbrojenie nowoczesne.

- - Przy konstruowaniu możliwości obronnych państwa jednym z najważniejszych elementów jest zbudowanie czynnika ryzyka, który odstraszałby potencjalnego agresora. Chodzi o to, by doprowadzić do takiej sytuacji, w której atak na nas nie będzie opłacalny, bo jego koszty (ludzkie, materialne) będą bardzo wysokie. Co trzeba zmienić w polskim systemie obrony, żeby taki czynnik ryzyka stworzyć?

Można odstraszyć potencjalnego agresora przekonując go, że Polska jest trudnym przeciwnikiem, bowiem wszyscy Polacy będą jej bronić. Dowodzić, że ten opór będzie powszechny, a Polacy są do niego dobrze przygotowani. Przygotowani tak dalece, że nawet zniszczenie wojsk regularnych nie będzie oznaczało końca wojny. Są bowiem przygotowane siły, które będą kontynuować opór w formie nieregularnej, partyzanckiej.

Obrona terytorialna powinna być tak przygotowana, aby miała zdolność prowadzenia działań nieregularnych, z czym armia napastnicza nie poradzi sobie. Polakom partyzantka może się źle kojarzyć, bo takie działania były podejmowane, gdy polska armia została rozbita i trzeba było konspirować bez broni oraz właściwie przygotowanych kadr. Była to taka wojna rozpaczy. Nie mogła być skuteczna, skoro np. z prawie 400-tysięcznej Armii Krajowej zaledwie 60 tys. żołnierzy miało broń. W Powstaniu Warszawskim na kilkadziesiąt tysięcy walczących prawdziwe uzbrojenie miało 10 proc. powstańców. Podziemie odnosiło sukcesy, ale za cenę nieprawdopodobnego wysiłku i wielkich ofiar.

W efekcie dziś wielu uważa, że walka w podziemiu to konsekwencja przegranej i jedyne, co można wówczas zrobić, to bohatersko zginąć. Tymczasem przygotowane przed wybuchem wojny siły do działań nieregularnych mogą stać się czynnikiem poważnie odstraszającym wroga. Przykład historyczny: po kampanii 1939 r. walkę kontynuował oddział mjr. Hubala. Liczył on około 200 dobrze uzbrojonych żołnierzy. Niemcy, by go zniszczyć, musieli użyć 7,5 tys. ludzi – sił 37 razy większych.

To oznacza, że gdyby takich oddziałów partyzanckich było więcej, to Niemcy mieliby wielkie trudności, aby je zniszczyć. Jeżeli mamy teraz ok. 100 tys. żołnierzy, bo tyle liczy nasza armia regularna, to do jej zniszczenia nieprzyjaciel potrzebuje 300-400 tys. żołnierzy – przewaga jak 3 do 1. Ale jeżeli wróg musi się liczyć także z oporem nieregularnym, to wtedy musi dysponować inną przewagą. Chcąc zwalczyć siły prowadzące działania partyzanckie, trzeba mieć przewagę co najmniej 20 do 1. A więc np. na 100 tys. partyzantów nie wystarczy 300-400 tys. żołnierzy, ale 20 razy więcej. Biorąc pod uwagę tego typu wskaźniki, nieprzyjaciel, kalkulując atak na Polskę, potrzebne do tego siły musiałby liczyć w milionach żołnierzy.

Posługuję się często przykładem Szwajcarii, która zbudowała taki system i go utrzymuje. Podczas II wojny światowej Hitler w pewnym momencie postanowił zająć Szwajcarię. Kazał sztabowcom opracować odpowiednie plany agresji. Ci przedstawili efekt swojej pracy, mówiąc, że trzeba będzie użyć co najmniej 50 dywizji i że będą ogromne straty, bo Szwajcarzy są dobrze przygotowani do obrony. Hitler zrezygnował, odkładając zajęcie tego kraju do momentu, gdy już odniesie zwycięstwo na głównych frontach.

A skąd Szwajcarzy wzięli koncepcję swojej obrony? Warto o tym przypomnieć. Stworzyli ją, kierując się doświadczeniami polskiego powstania styczniowego 1863 r. Gdy ono wybuchło, szwajcarski sztab generalny wysłał do Polski swojego obserwatora, który uczestniczył w walkach, towarzysząc oddziałom powstańczym. Po powrocie szwajcarski wojskowy napisał raport, z którego wynikało, że obywatele dobrze przeszkoleni i uzbrojeni są nie do pokonania w obronie swojego miejsca zamieszkania. Szwajcarzy przyjęli ten właśnie model, tzn. przeszkoleni, dobrze uzbrojeni obywatele mają bronić kraju. I tak jest do dziś. W 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego Szwajcarzy przypomnieli nam, skąd wziął się ich system wojskowy.

- - Gdyby rzeczywiście doszło do agresji Rosji na Polskę, to jaki, Pańskim zdaniem, charakter miałaby ta wojna?

Gdyby Rosja uznała, że NATO straciło wiarygodność obronną i można zaatakować jakieś państwo należące do Sojuszu, to tym państwem będzie Polska. Wtedy Rosja przeprowadzi mocne uderzenie dużymi siłami lądowymi z lotnictwem i rakietami, a być może z użyciem taktycznej broni jądrowej. Nie wydaje się natomiast, aby dziś Rosja mogła rozwinąć na terenie naszego kraju tzw. wojnę hybrydową, czyli z użyciem „zielonych ludzików”. Wariant z „ludzikami” byłby możliwy, gdyby obecny kryzys przedłużał się, a Rosja nie byłaby pewna, co NATO może zrobić.

W takiej sytuacji Kreml będzie starał się osłabiać związki łączące państwa sojuszu i jednocześnie będzie działaniami swojej agentury wpływu usiłował doprowadzić Polskę do stanu państwa upadłego. Jeśli się to uda, możliwe będą warianty wojenne „hybrydowe”. Zagrożenie wojenne ze wschodu może więc mieć różne wymiary, ale dla nas wniosek z tego jest jeden: bez względu na to, jakie będzie zagrożenie, pilnym zadaniem jest zbudowanie skutecznego systemu obrony, a w nim – obrony terytorialnej.

- - Rozpoczęliśmy od pytania o ewentualny atak Rosji na Polskę, który co roku trenuje armia rosyjska. Zakończmy więc takim pytaniem: czy taka wojna byłaby w ogóle możliwa?

Oczywiście, że jest możliwa. W historii mamy liczne przykłady wojen Rosji z Polską. Kolejna wojna nie powinna dziwić. Jednak w przeszłości, jeżeli byliśmy dobrze przygotowani i zjednoczeni w obronie, to, tak jak w 1920 r., wygrywaliśmy. Ale jeżeli paraliżował nas strach i przekonanie o wszechmocy Rosji – przegrywaliśmy. Doświadczenie historyczne mówi jednak, że Polacy potrafią znaleźć sposoby, aby z Rosją wygrać. Powinniśmy zachować optymizm i aktywność.

Rozmawiał: Paweł Stachnik
źródło: www.e-wpis.pl

Romuald Szeremietiew – dr hab. nauk wojskowych, profesor Akademii Obrony Narodowej, wykładowca akademicki. W rządzie Jana Olszewskiego wiceminister obrony narodowej, następnie kierował MON. W rządzie Jerzego Buzka był sekretarzem stanu, pierwszym zastępcą ministra obrony. Opracował m.in. program utworzenia wojsk obrony terytorialnej. Obecnie ekspert od spraw wojska i obronności.

WPIS-reklama-2-2015.jpg

- - -
Polemika Michała Pulty: O strategiach obronnych, czyli czy warto bronić więzienia

Romuald Szeremietiew

Jeden z liderów Konfederacji Polski Niepodległej, wiceminister obrony narodowej w rządach Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka. Profesor wyższych uczelni specjalizujący się w wojskowości.
www.facebook.com/szeremietiew

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
1
Ogólna ocena: 1 (1 głos)

Dyskusja

oto pioszo54

jeśli myślimy o konflikcie

jeśli myślimy o konflikcie lokalnym, to zbrojenia są konieczne - tzn. jeśli jesteśmy jakoś umocowani między sąsiadami i między nimi prowadzimy grę;

jeśli jednak w grę, tak jak teraz, może wchodzić konflikt globalny, to oprócz armii trzeba pomyśleć o odpowiednich sojuszach:

1. sojusz z USA naraża nas na użycie kierunku europejskiego przez USA przeciw Rosji, co jest równoważne wysokiemu stopniowi ryzyka rosyjskiego ataku nuklearnego na Polskę.

2. wycofanie się z tego sojuszu (np. na wzór Węgier), w połączeniu z niechęcią Niemiec i Francji do wojny w Europie, powoduje, że ten kierunek działań staje się dla USA peryferyjny, z dużym prawdopodobieństwem schodzimy więc z linii ataku jądrowego - zarówno ze strony Rosji, jak i USA.

Jeśli więc ma się na uwadze życie swoich współrodaków, wybór każdego rządzącego Polską wydaje się oczywisty.

oto Paweł S.

Co do sojuszu z USA....

Mam wrażenie, że my jacyś tacy gwałtowni jesteśmy (żeby nie powiedzieć narwani) jeśli chodzi o sojusze. Sojusz z USA jest Ok. Trzeba tylko zachować umiar. Nie być zbyt gorliwym sojusznikiem. Bo to nam nic nie da. Jeśli kiedyś USA będą miały interes żeby nam pomóc to pomogą. Jeśli takiego interesu nie będzie to nasza niegdysiejsza gorliwość kompletnie nic nie pomoże. Bierzmy przykład z Czechów.

oto Ireneusz

No właśnie, komu?

Skoro panu wszystko jedno. Byle nie Lidle i pindle. I francuskie coś tam...
Tu chyba pan myli najazd ekonomiczny od najazdu natychmiastowego, zbrojnego. A ten jest ZAWSZE jednoznaczny z braniem tubylczych żon i córek. Radzę nie zapominać. Byli tacy, co wpierw hitlerowców, a później krasnoarmistów witali kwiatami. Od takich jak pańskie myśli, to najczęściej w podzięce kula w łeb. Wśród śmichów-chichów.

oto Ireneusz

Jeśli już, to kacze

Aby być mądrym, trzeba być przygotowanym.
Teraz rozumiem, dlaczego pan Szeremietiew wypłynął niedawno. Zmartwił mnie bardzo swym wystąpieniem. Lecz po tym wywiadzie doskonale go rozumiem i całym sobą wspieram. Tak. Tylko kraj przygotowany może liczyć na bezpieczeństwo. Nigdy na coś takiego nie powinien liczyć idiota, chadzając po ciemnych spelunach i jeszcze drwiąc z czających się w obskurnych bramach. A tak dzisiaj zachowują się ci "nasi" POLYTYCY.

oto sir Galahad

Szkolić wojskowo?

Szkolić wojskowo? Tak.
Zwiększyć liczebność armii stałej? Tak.
Zwiększyć wydatki na obronę z 1,95% PKB do 5%? Tak.
3 razy TAK. Obrona terytorialna i partyzantka? Po tysiąckroć nie! Obrona terytorialna, partyzantka, wszelkie tego typu działania niesymetryczne w zakresie wyposażenia i wyszkolenia ludzi to są straty. Na podstawie obserwacji toczonych wojen bez ryzyka większego błędu można założyć, że straty broniącego się będą 10X większe od strat agresora. W dodatku walka będzie toczona na własnym terytorium, kosztem własnego majątku narodowego, życia starców, kobiet i dzieci. Kosztem spalonych ich domów i ich zakładów pracy.
Wojna totalna przynosi totalną klęskę. Rozsądniej jest w razie pobicia armii w polu zwyczajnie poddać się i dołączyć do obozu przeciwnika. Potem czekać. Koniunktura wcześniej czy później się zmieni.

oto Paweł S.

Pan Szeremietiew ma rację i nie ma racji

Masowa obrona terytorialna w takim rozumieniu jak ją przedstawia szanowny wiceminister jest bardzo kosztownym sposobem prowadzenia wojny. Kosztownym szczególnie dla cywilów. Mamy tego świetny przykład w Donbasie. Tam jednak mamy do czynienia z dwoma nie do końca profesjonalnymi stronami konfliktu. Starcie obrony terytorialnej z profesjonalną armią wypadnie dla tej pierwszej miażdżąco. Taki sam zresztą będzie skutek dla bronionych miast.

Czy w takim razie obrona terytorialna w ogóle nie ma sensu ? Czy nie ma sensu szkolenie rezerw na potrzeby wojny ? Moim zdaniem zarówno dobrze przygotowana obrona terytorialna jak i szkolenie szeroko rozumianych rezerw jest konieczne.

1) w konfliktach zbrojnych przy dużym udziale środków technicznych (czyli mniej więcej od II wojny światowej) na jednego żołnierza w boju przypada kilku/kilkunastu żołnierzy wykonujących rozmaite zadania pomocnicze: logistyka, służba wartownicza, służba patrolowa na tyłach itd. Te zadania z powodzeniem mogą wykonywać żołnierze z poboru z podstawowym przeszkoleniem.

2) Dobrze zorganizowana obrona terytorialna wymaga wbrew pozorom bardzo profesjonalnego personelu i wyposażenia. To nie może być zbieranina wyposażona w kałachy i granatniki ppanc najstarszej generacji. Aby skutecznie utrudnić i spowolnić ruch jednostek nieprzyjaciela konieczne są inteligentne miny, kierowane pociski ppanc, samoczynne zestawy rakietowe, drony, snajperzy. Żołnierzom tak rozumianej obrony terytorialnej bliżej pod względem wyszkolenia do dawnych cichociemnych niż do pospolitego ruszenia.

3) Nasza bardzo skromna armia zawodowa, w zależności od charakteru przyszłego konfliktu, może się wykruszyć w czasie od kilkunastu dni do kilkunastu tygodni (może miesięcy). Kompletny brak rezerw osobowych bardzo zawęzi w takiej sytuacji pole manewru (również politycznego). Nawet jeśli sytuacja pozwalałaby na sformowanie nowych jednostek i udałoby się pozyskać broń i wyposażenie to szkolenie nowej armii z zupełnie surowego materiału potrwa wiele miesięcy. Dlatego wypadałoby jednak mieć chociaż częściowo przygotowane rezerwy.

Powszechny, masowy pobór do armii skądinąd był trwonieniem środków ale całkowita rezygnacja z tworzenia rezerw dla naszej armii była ciężkim błędem. Niewykorzystanie potencjału dla szkolenia rezerw chociażby kończących służbę żołnierzy Gromu czy żołnierzy powracających z Iraku czy Afganistanu z doświadczeniem bojowym było poważnym marnotrawstwem.

oto AnnaP

Strategia wojny partyzanckiej

to efekt nastawiony na wymordowanie jak największej liczby cywilów.
W dobie wojen informatycznych, wystarczy że najeźdźca wyłączy nam prąd, wodę i inne strategiczne zasoby i jest pozamiatane. Poddamy się bez ofiar w ludziach. Natomiast inne wojny w dzisiejszych czasach to ludobójstwo.

oto Dubitacjusz

Powtarzane " ćwiczenie ataku jądrowego na Warszawę"

1. Jak się "ćwiczy" atak jądrowy?
2. Czy ćwiczenie "ataku na Warszawę" różni się od ćwiczenia ataku na dowolny inny punkt na mapie znajdujący się w zasięgu rakiety.

Miejmy nadzieję, że po doniesieniach o rosyjskim ćwiczeniu ataku jądrowego na Warszawę jakieś środki zabezpieczające przygotowano.

3. A jakie środki proponowałby ekspert od spraw wojska i obronności?

oto sir Galahad

PawełS ma całkowitą rację.

PawełS ma całkowitą rację. Mam natomiast swoją uwagę co do wartości sojuszu z USA. Uważam, że obniża poziom naszego bezpieczeństwa. Proste pytanie. Co takiego straci USA w razie istotnego naruszenia naszych interesów przez Rosję żeby opłacało im się ryzykować w naszej obronie wojnę z mocarstwem nuklearnym?

oto Paweł S.

Interes USA w Europie jest wciąż ten sam

Anglosasi od ponad 200 lat (niektórzy uważają że o wiele dłużej) prowadzą w Europie tę samą politykę. Chodzi o to żeby nikt w Europie nie uzyskał przewagi, żeby poszczególne mocarstwa się równoważyły. Generalnie z anglosaskiego punktu widzenia dobrze żeby Europa nie była za silna. Np. niekorzystna jest zbyt dobra współpraca pomiędzy Niemcami a Rosją.

Dla USA polski interes jest całkowicie nieważny. Zupełnie nie ma znaczenia jakie kraje są w Europie środkowej, ile ich jest, jak się nazywają, jakie grupy etniczne je zamieszkują. Chodzi tylko o to, że istnienie mniejszych krajów pomiędzy Niemcami i Rosją pomaga równoważyć sytuację w Europie.

To równoważnie czasami przybiera postać wojny światowej (ta forma raczej dla nas nie jest korzystna). Również wywoływanie zamętu w sąsiadujących z Polską krajach niekoniecznie jest w naszym interesie. Także wykorzystywanie Polski przez USA jako narzędzia do zakłócania współpracy pomiędzy Niemcami a Rosją nie wyjdzie nam na dobre.

Dlatego sojusz z USA powinniśmy póki co podtrzymywać ale sojusznikiem być niezbyt gorliwym.

oto chłop jag

To co zostało po Polsce - Moskwa przekazała ongiś

wraz z inwentarzem "Brukseli - tołażysze. Skoro tak - to "Bruksela" może oddać to co zostało obecnie po Polsce - na powrót Moskwie - o ile pupile szatana uzgodnią taki scenariusz - tołażysze. Wojnę mogą pupile zainicjować w Polsce tylko w celu gwałtownej depopulacji znienawidzonych tubylców - ale przecież nie ma takiej potrzeby. Co innego - gdy pupile zechcą rozpętać wojnę na całym kontynencie europejskim - ale wtedy będziemy mieli wymarzony przez niektórych pakt na wzór hipotetycznego paktu Ribbentrop Beck - tołażysze.
Wniosek?
Polski od dawna już nie ma - jest tylko jej atrapa - której los nie leży w rękach tubylców - tołażysze.

oto Piotr Piętak

Wojny z Rosją nie możemy

Wojny z Rosją nie możemy wygrać. Taki tytuł z fachowcem od własnie
wojny jest co najmniej lekko nieodpowiedzialny. Natomiast powinnismy:
a) przywróćic zasadniczą służbę wojskową
B) rozpocząć starania o budowe w Polsce tarczy rakietowej, to własnie
rezygnacja z jej budowy osmieliła Rosje do rozpoczęcia próby odbudowy
imperium

oto Skanderbeg

W czyim interesie ta tarcza by była?

Wszak przed rakietami krótkiego zasięgu by nas nie obroniła. To tylko mit. A Rosja i tak była imperium.I wciąż się broni. Jakby się zachowali Amerykanie, gdyby Rosjanie jakiś pucz zorganizowali w Kanadzie? Bo to państwo jest bliższe USA, niż Meksyk. Tak jak Ukraina jest bliska Rosji.
Rosja jest defensorem, tylko, że jak ją się za mocno zapędzi, to może uderzyć poważnie. Polska polityka wobec Rosji jest urwisowska. Faktycznie wielkiej krzywdy im nie robimy, tylko sami na tym cierpimy.
A byłego wiceministra on trzeba też wysłać na śmietnik historii. Jeżeli specjalista od wojskowości głosi takie brednie, to od tej wojskowości, należy go trzymać daleko. Bo to specjalista od zwycięstw moralnych, jak już ktoś wyżej wspomniał. Nie od zwycięstw realnych.
Jesteśmy w UE i tam należy szukać sojuszników, a nie w dalekiej Ameryce. Z nią mamy sojusz egzotyczny. Upadek Polski nie osłabia ich pozycji za bardzo. I może należałoby zastosować się do przysłowia "licz siły na zamiary"? Bo naszym politykom wydaje się, że Polska jest lokalnym mocarstwem, udają że jesteśmy partnerem dla Niemiec i Francji a nie tylko popychadłem. Może należy dogadywać się z państwami skandynawskimi? I z nimi zawierać sojusz strategiczne? DO tego Węgry, Czechy, Rumunia, Chorwacja, może nawet Turcja. Kraje z NATO i spoza Paktu. Ale nasze dyplomatołki (dotyczy POpaprańców i PiSiorów) nie są w stanie tego ogarnąć swoimi małymi rozumkami. Że nawet w obecnym układzie geopolitycznym, można jakąś własną koncepcję realizować.

oto sir Galahad

Minęło już ponad rok jak

Minęło już ponad rok jak kwaterze NATO odtrąbiono uruchomienie tej osławionej tarczy. Tarcza zapewnia obronę przed pociskami balistycznymi terenów od Odry na zachód. Podobnie nie obejmuje terytorium Turcji. Protesty polskich oficerów zostały zwyczajnie zlekceważone. To wtedy prezydent Komorowski zaczął mówić o polskiej tarczy. Turcy zaproponowali nam współpracę w opracowaniu systemu byle zacząć z kopyta bo czas nagli. Jak na razie nic nie słychać o tym żeby podjęto współpracę.
Natomiast co do reakcji USA to przypomnę, że jak Chruszczow wysłał rakiety na Kubę w 1963 to Amerykanie zdecydowali się od razu na wojnę, taką prawdziwą. Wysłali flotę na Atlantyk w celu niedopuszczenia radzieckich konwojów z rakietami do brzegów Kuby. Gdyby Chruszczow nie wycofał się to już w 1963 roku mielibyśmy bezpośrednią wojnę dwóch supermocarstw atomowych.

oto Staruszek_Świat

SzP. Piotrze.

##.
Czy Pan rzeczywiście chciałby wojny z Rosją ?.

Bo jej wynik jest łatwy do przewidzenia.

Czy chciałby Pan losu Ukrainy dla Polski ?.

Czy może jest Pan ukrytym realizatorem opcji "Lebensraum" swoich mocodawców z Berlina ?.

Pozdrawiam Wszystkich.
m.

Staruszek_Świat

oto Staruszek_Świat

Autorowi--->>rozmówcy<< i większości komentatorów

chyba Szatan rozum do reszty odebrał***.
{***(..., waszym ojcem jest Szatan .... .)pyt:czyim?}.
Ludzie co Wy piszecie ?????.
Czy nie widzicie, nie czujecie jak jesteście napuszczani, sterowani na wojnę z Rosją???. I jaką szansę mamy na wygraną wojnę z Rosją???.
LUDZIE - NIE TĘDY DROGA!!!.
1.Wystarczy tylko przywrócić POPRAWNE stosunki z ROSJĄ.
2.KATEGORYCZNIE ograniczyć do MINIMUM jakiekolwiek stosunki ze światowymi mordercami i wichrzycielami zza Atlantyku.
a)natychmiastowe usunięcie ambasady itp. USA w Polsce(ze wzgl. na prowadzone z tych placówek działania szpiegowskie i dywersyjne).
b)NATYCHMIASTOWE usunięcie wszystkich firm mających JAKIEKOLWIEK powiązania z USA.
c)W rozliczeniach finansowych z innymi państwami całkowite WYELIMINOWANIE dolara zastępując go np: euro.

==================================

Przygotowanie Rzetelnego Raportu o Stanie Ekonomicznym Państwa i podanie go do publicznej wiadomości.
Podanie z Nazwy - kto jest właścicielem 10000 najważniejszych dla Polski firm - oraz kto jest z nazwiska odpowiedzialny za doprowadzenie tych firm do stanu upadłości itd... .

Wprowadzenie do konstytucji zapisu zabraniającego Rządowi RP zaciągania pożyczek w bankach z zagranicznym kapitałem.
Spłata zaciągniętych przez rząd RP dotychczas kredytów - bez odsetek.

Wprowadzenie do konstytucji zapisu gwarantującego iż walutą Polski jest przez najbliższe 50 lat złotówka. Po tym terminie - referendum.
Wprowadzenie konstytucyjnego zapisu zabraniającego wejścia na teren naszego państwa jakiejkolwiek jednostki wojskowej poza WP.
Wprowadzenie konstytucyjnego zapisu zabraniającego udziału WP w jakiejkolwiek wojnie napastniczej wobec innego państwa.

Renegocjacja warunków członkostwa Polski w UE - ew.zawieszenie członkostwa na okres min.25 lat. Później referendum.

Jakiekolwiek powiązania Polski z USA i NATO - jak pokazało ostatnie 25 lat - skutkuje groźbą gospodarczej, demograficznej, politycznej i fizycznej likwidacji naszego kraju.

"LOBBYŚCI" i KOLABORANCI - pewnie się nie zgadzacie.
Ale tak jak ja macie prawo do własnego zdania w temacie poruszonym przez SzP. Szeremietiewa.

Pozdrawiam Wszystkich.
m.

Staruszek_Świat

oto baba jag

znalezione w sieci

Szanowny panie prezydent, pani premierko i wy szanowni posły oraz rządki byłe, obecne i przyszłe. Zrobiliście dla mnie od 1989 roku tak wiele dobrego, że zapewniam iż w razie wtargnięcia obcych wojsk na terytorium naszego kraju pójdę do najbliższej kwiaciarni, aby kupić dla nich kwiaty i podziękować za dokończenie tego co z takim trudem i wysiłkiem przez te lata rozwalaliście. Dziękuję wam, ze OFY, ZUSy, stocznie, banki, posiłki w szpitalach, dziękuję za Ambergoldy i wszystkie sfajdane ustawy, reformowaną co roku oświatę, zniszczone kopalnie i huty, za finansowanie partii politycznych, za wasze immunitety, a nawet za najnowsze dowody i już te następne, w których też pewnie coś będzie nie tak

oto Staruszek_Świat

Też znalezione w sieci

##.
Mośkolog - 43 min temu

Krótki spis władz kahału do spraw Ukrainy: Prezydent–Petr Poroszenko(Waltzman)–żyd. zastępca prezydenta Turczynow(Kogan)–żyd. Premier Minister–Arseni Jaceniuk(Bakaj)–żyd. Minister finansów–Aleksander Szlapak–żyd. Sekretarz Rady ds.Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy–Andrej Parubij–żyd,homoseksualista Vice premier–Władimir Grosman–żyd. Minister MVD Arsen Awakow–ormiański żyd,homoseksualista, Minister Kultury–Sergej Nituk–żyd,homoseksualista, Dyrektor NacBanka–Stepan Kubiw–żyd. Minister Administracji Prezydenta–Sergej Paszynskij–żyd. Pozostali kandydaci na prezydenta opozycj: Julia Tymoszenko(Cilja Kapitelman)–żydówka, Witalij Kliczko(Echtinzon)–jego ojciec to żyd, Oleg Tjahnybok(Frotman)–żyd(matka żydówka), Dmitriyj(Avdim)Jarosz–żyd chasyd. Oligarchowie Ukrainy–wszyscy żydzi:I.Kolomojski,E.Gurwitz, G.Bogoliubow,P.Poroszenko,D.Firtasz,S.Lewoczkin,V.Gajduk,V.Niemirowskiy, K.Żewago,V.Pinczuk,E.Prutnik,R.Achmetow(półżyd,pół-Tatar),A. Martynow,V.Kostelman,E.Sigal,B.Kolesnikow,A.Feldman,F.Szpig,N. Szufrich,A.Rodnianski,I.Dvoreckij,A.Abdinow,V.Ermolaew,M.Kiperman, E.Zwiagilskij,F.Żebrowskaja,S.Ronis,G.Korban,G.Surkis,I.Surkis,V.Szamotyj,A.Letynksij,j.Rodin,M.Bekker. Prezydencji niepodległej Ukrainy: Krawczuk(Blum)–żyd, Kuczma(Kuczman)–żyd. Ikony nacjonalizmu Zachodniej Ukrainy: Stepan Bandera(Szymon Sztefan)–żyd,homoseksualista. Roman Szukewycz–żyd,pederasta po nowemu homoseksualista/pederasta

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrain...

Staruszek_Świat

oto zajac1

Dziwię się zacnemu Staruszkowi.

Co to onże opowiada.
Toż jakby zającowi w głowie siedział.
A czy przypadkiem miły Staruszek nie miał przodków u zajęcy leśnych?

Co do Konstytucji to mnie dziwuje taki fakt.
Może ktosik mądrzejszy wytłumaczy durnemu zającowi?

Konstytucja - akt prawny, o najwyższej mocy prawnej w państwie,stanowiony w celu możliwości suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie.
Gdzieś tam w środku jest paragraf mówiący o zawieraniu umów z inszymi państwami. Dobrze.
Ale czy umowa , np: stowarzyszeniowa z UE , w której zapisano iż jest NAD Konstytucją jest lege artis względem samej Konstytucji?
Moim zdaniem nie za bardzo. Innemi słowy UE podpisano z naruszeniem Konstytucji. Podobno uczyniło tak wiele państw z wyjątkiem Niemiec.
Pytanie.
W czyim lesie żyje zając?

miłego.

oto Zbyszek S

Zawsze mnie wzrusza, gdy

Zawsze mnie wzrusza, gdy jakiś "strateg" planuje poświecenie większej części narodu na ołtarzu swojej jedynie słusznej strategii, której podstawowe uzasadnienie jest chyba tylko moralne.

Jak to pięknie zza biurka lub siedziby sztabu, wysyłać do boju chłopaków, jak dostojnie jest opluć każdego, kto się puknie w głowę na ten plan zrobienia z ludzi mięsa armatniego. Jaki nimb patriotyzmu spłynie na STRATEGA, który tak, niczym nie hamowany, snuje swe dostojne plany.

A teraz. Co to za pieprzenie? Trzeba nam powtarzać PW? Za mało zmarnowali elit patriotyczni stratedzy wojskowi? Nowe powszechne ruszenie?

Elementem odstraszającym i realnie broniącym kraju musi być całkowicie zawodowa armia. Poziom wyszkolenia, zarówno technicznego i wojskowego, niezbędny do sprawnego działania jest taki, że NIE MOŻNA go osiągnąć metodami powszechnej obrony terytorialnej.

Obrona terytorialna może pełnić dwie role, wychowawczą - mężczyzna nauczy się strzelać i będzie bardziej świadom przynależności do tego społeczeństwa. Oraz logistyczną, na tyłach armii.

Pierwszym i podstawowym elementem współczesnych działań wojennych są satelity. Satelity. Satelity! A nie 400 tysięcy ludzi z kałasznikowami. Dzięki satelitom, można niewielkimi siłami po kolei niszczyć dowolne siły większe. Dzięki nowoczesnemu uzbrojeniu, liczba żołnierzy wroga ma minimalne znaczenie.

Powoływanie się na koncepcja Szwajcarskie do reszty obnażają grozę ferowanych propozycji. Z kim Szwajcaria toczyła ostatnio (100 lat wstecz) wojny i z jakim skutkiem. Jak tłumokiem trzeba być, żeby powoływać się na przykład organizacji obrony Szwajcarii jako argument za jego naśladowaniem przez Polskę?

Niektórym marzy się chyba wojna. I rola generałów, genialnych sztabowców. Nie marzy sim się pierwsza linia i czekanie z kałasznikowem na rakiety powietrze ziemia odpalane z samolotu lecącego trzy kilometry wyżej.

Kraj musi po pierwsze stać na noga gospodarczo i społecznie. W wyniku takiego stanu rzeczy, powinien zorganizować wysoko technicznie postawioną armię. Powinien też być częścią międzynarodowych struktur, bo to sprawia, że pewne interesy w tym kraja mają inni silni partnerzy.

Jedni chcą nas wyrwać z międzynarodowych struktur, bośmy niby tam niepodległość stracili. Następni szykują się do wojny z Rosją. Ku... któś tu oszalał. Całe szczęście, że Polacy jeszcze nie zgłupieli.

oto MSzach

Bardzo bezpośrednio... Jak

Bardzo bezpośrednio...

Jak tłumokiem trzeba być, żeby powoływać się na przykład organizacji obrony Szwajcarii jako argument za jego naśladowaniem przez Polskę?

ale moim zdaniem należało się.

Pozdr.

oto Ireneusz

Popędził pan bobu "strategowi"

Ani on jednak nie wzywa do poświęcenia. Ani nie łasi się na pochlebstwa. Bo jedyne, co dostanie od dzisiejszej władzy - to baty.

Elementem odstraszającym i realnie broniącym kraju musi być całkowicie zawodowa armia.

Fajnie. Prawdę pan pokazał, że hu hu. Ale ilu tysięczna? A może milionowa? Obrona - 3 do 1. Więc jeśli Rosjanie postawiliby w gotowość 1 mln żołnierza. To potrzebujemy 300 tysięcy armii zawodowej. Auć. Chyba boli?
Był pan w wojsku? Jak tak, to proszę odpowiedzieć, do czego służy armia?
Odpowiem - do działań operacyjnych. Żadna armia nie jest w stanie się bronić dłużej niż 7 dni bez wsparcia (czynnego) ludności. Auć! Chyba bardzo boli?
Co jest elementem odstraszającym wroga przed atakiem? Kontratak? Oj, nie. To tylko bowiem jest możliwe wtedy, gdy ma się broń atomową i będąc zaatakowanym wypuszcza się swoje psy w geście samobójstwa i desperacji. To rzeczywiście odstrasza.
Ale chyba my nie z tej bajki?
Ano nie.
Więc my musimy odstraszyć każdego potencjalnego wroga tym, że 35 mln obywateli w tym kraju jest uzbrojonych i może pociągnąć za spust. Zupełnie w nieoczekiwanej chwili.
Tak. To odstrasza.
Ale i portkami zaczynają wtedy trząść ci, którzy chcą aby własny naród nie być w stanie zareagować na władzę. Bo oni wiedzą, że władzy tej nikt nie kocha, nie szanuje, że cały czas jest bez żadnej legitymacji społecznej.
Dlatego w tym kraju NIGDY nie stworzy się Obrony Terytorialnej. I to dobrze uzbrojonej oraz dobrze wyćwiczonej.
Mogłaby bowiem stanąć po stronie narodu, a nie po stronie władzy.

oto Krzych Adam

To wszystko przez to że dziś już nikt nie czyta.

Literatury pięknej (i mądrej). A przecie Ignacy Krasicki to zdefiniował w jednej ze swych fraszek. Że jeśli nie chcesz być pożarty to nie możesz być "smaczny, słaby i w lesie". A w innej znów, że może się tak zdarzyć zupełnie łacno, iż "wśród serdecznych przyjaciół psy zająca mogą zjeść".

Co zaś do ostatniej kwestii, znaczy dlaczego nigdy nie dojdzie do powstania Obrony Terytorialnej pełna zgoda. Ale co tu nawet gadać o tem, kiedy gdy tylko ktoś wspomni JOW-y, to zaraz podnoszony jest klangor. I nie mam na myśli żadnych niemądrych ludzi, co to twierdzą, że teraz jest źle i coraz gorzej, ale tylko wprowadźmy JOW-y i dopiero nieszczęścia się zaczną. Nie, zupełnie skądinąd rozsądni ludzie mówią a to, że w parlamencie musi być "burdel i serdel" z co najmniej kilkunastoma frakcjami, albo że w wyborach uczestniczy się nie po to by móc kogoś wybrać, takiego kogoś kogo chcemy, ale by eliminować tych których wybrać nie chcemy.

A przecie hasło JOW-ów jako sposóbu na "bandę czworga" mogłoby być równie nośnym hasłem jak hasło wolnego związku zawodowego w Sierpniu. A dziś może bylibyśmy mądrzejsi i nie dali się tak nabrać jak na wyreżyserowane w Magdalence widowisko dla gawiedzi pod nazwą Okrągły Stół. No i na żadnych Bolków i innych naturszczyków.

oto TBM

akcenty

cytuję Zbyszek S.

Powoływanie się na koncepcja Szwajcarskie do reszty obnażają grozę ferowanych propozycji. Z kim Szwajcaria toczyła ostatnio (100 lat wstecz) wojny i z jakim skutkiem.

Myślę, że to bardzo dobre pytanie, tyle, że ja położyłbym troszkę inaczej akcent i w drugim zdaniu zapytał CZEMU nie toczyła wojny, choć ma skarbce pełne złota a wokół szalały nie byle jakie zawieruchy?

No bo przecież nie dlatego, że nikt nie miał chęci na tym złocie łapy położyć, albo że wszyscy tak lubią Helwetów, że głupio im było przyjść i zdobyć kraj.

Może więc się bali? Tacy duzi Niemcy takich małych Helwetów???? No ciekawe czemu?

pozdrawiam
TBM

oto Walwo

akcenty

Oj nie dobrze. Tak dobrze zarlo i zdechlo. Przeciez tu nie chodzi o logike myslenia. Pan to chyba niedzisiejszy i nijak nie pasuje do prawdziwych "strategow" z tej dyskusji. Zreszta pan Szeremietiew tez nie dorasta do poziomu.

oto Eowina

W Szwajcarii jest 26 kantonów, w tym 17 jest

niemieckojęzycznych, czyli 65% kraju. Gdyby doszło do wojny ze Szwajcarią, to Niemcy musieliby bombardować swoich, jeżeli oczywiście tamtejsi Niemcy by wojnę podjęli. Mogli wzorem Austrii zwyczajnie się poddać.

A Szwaicaria w czasie wojny była wygodnym i bezpiecznym miejscem dla robienia interesów, w tym głównie niemieckich.

Gdyby Niemcy wojnę wygrały, tj. gdyby zajęły całą Europę, to Szwajcaria sama by musiała przyjąć jakąś formę kooperacji bez wojny, a byłoby to dane pod niemieckie dyktando.

oto TBM

tyż prowda!

cytuję Eowina:

Mogli wzorem Austrii zwyczajnie się poddać.

Mogli. Ale, wie Pani, z jakiegoś powodu nie chcieli.

My też jakbyśmy chcieli to byśmy się Rosji poddali. To można zrobić bez względu na to jakimi siłami się dysponuje. Pytanie brzmi co zrobić na wypadek, jakbyśmy się (z jakiegoś powodu) poddać nie chcieli.

Ja rozumiem, że poddanie się Sowietom inaczej wygląda z Kanady niż z Polski, więc pozwolę sobie się z Panią w tej kwestii nie zgodzić. Stanowczo.

pozdrawiam
TBM
ps
wiem, wiem... Sowieci wyginęli na jakąś chorobę zakaźną 24. lata temu. Co do jednego wyginęli (pewnie to ten sam wirus na który wymarli wszyscy naziści), przeżyli tylko sami bracia Rosjanie miłujący innych Słowian jak siebie samego.

Ale jednak... opcja z poddaniem jakoś kiepsko brzmi nad Wisłą

oto mapa

Pan Szeremietiew znany jest z

Pan Szeremietiew znany jest z powiedzmy sobie niekonwencjonalnych pomysłów. Problem w tym, że on i jemu podobni uważają, po pierwsze że mają monopol na patriotyzm, a po drugie, że są ekspertami. Jeszcze większy problem jest w tym, że duża część społeczeństwa daje się na to nabierać i głosuje na partie wojny.

Szkoda że pan Szeremietiew nie odpowiedział sobie przed owymi swoimi enuncjacjami na pytanie, a czemu mielibyśmy z tą Rosją toczyć wojnę? Czyżby miała jakieś do nas roszczenia terytorialne? Albo chciała narzucić nam siłą jakiś nowy ustrój? Albo zlikwidować w ogóle naszą państwowość, tak jak to krok po kroku robi, tzw. UE?
A może po prostu jest tak, że już od 70 lat nie doszło do kolejnej hekatomby Polaków i komuś to najwyraźniej zaczęło przeszkadzać?

oto zajac1

Prawie się zgadzam z panem Zbyszkiem.

Nie do końca rozumiem ducha tezy:

"Jedni chcą nas wyrwać z międzynarodowych struktur, bośmy niby tam niepodległość stracili. Następni szykują się do wojny z Rosją. Ku... któś tu oszalał. Całe szczęście, że Polacy jeszcze nie zgłupieli.

Otóż dla mnie to brzmi, może się mylę, że przeciwnicy "partii wojny" m.in. zając chcą się wyrwać z międzynarodowych struktur. A jeszcze na dodatek może zamienić NATO na Armię Czerwoną?

Otóż osobiście nigdzie się nie wyrywam , jeno chciałbym by NATO było tym czym było w założeniu. Organizacją broniącą swych członków przed każdą agresją z zewnątrz i ..AMEN!
A nie organizacją zaprowadzającą demokrację i wtrącającą się do innych narodów jaki winni mieć system polityczno- społeczny i jak powinni żyć.

Od "praw ludu i zwierząt" są inne organizacje a i tak skutki "wprowadzania demokracji" bywają zwykle żałosne.
miłego.

PS Niepodległości ekonomicznej to już chyba na świecie nie ma a faktyczne podporządkowanie Konstytucji innej Ustawie to jak by to nie obracać gramatycznie czy filozoficznie jest to podległość.

oto zajac1

Nie tylko wrażenie.

Przekonanie, iż dzieło naprawy świata wyjdzie jak zwykle.

To fizyka i matematyka i medycyna razem wzięte.
Nie da się czegoś naprawić, wyleczyć jeśli oparciem jest błędna diagnoza, która nazywa się kłamstwo pospolite.

Czemu więc czasem komentuję niezgrabnie?
Pewnie jak wszyscy. Trochę z nudy, trochę z przekonania ,że powinno się reagować, gdy widzi się dzieci bawiące odbezpieczonym granatem.

Choć , przyznaję , że coraz częściej ogarnia mnie zwątpienie ( jak czytam wypowiedzi niektórych tu pań i panów ) a wierzę naiwnie może ,że to nie reklama tylko poglądy szczere.
Tak. Mam chęć , jak w którymś momencie pisała śp. pani OF by spakować walizki i wyjechać z Europy.
Ale kto przyjmie starego zająca? Nawet na zająca w buraczkach nie bardzo się nadaje.
pozdrowienia

oto Zbyszek S

No bo przecież nie dlatego,

No bo przecież nie dlatego, że nikt nie miał chęci na tym złocie łapy położyć, albo że wszyscy tak lubią Helwetów, że głupio im było przyjść i zdobyć kraj.

Może więc się bali? Tacy duzi Niemcy takich małych Helwetów???? No ciekawe czemu?

Dlaczego nikt nie napadł i nie zajął Szwajcarii przez ostatni wiek a i więcej?

Oto Pańskie warianty odpowiedzi:

  • bo nikt NIE MIAŁ CHĘCI położyć łap na ich kraju
  • bo wszyscy LUBIĄ Szwajcarów więc głupio bym im było zdobyć ten kraj
  • bo się Niemcy BALI Helwetów

Dwie pierwsze możliwości sam pan dyskwalifikuje, sugerując, że prawdopodobna jest trzecia.

Ja myślę inaczej. Szwajcaria od bardzo długiego czasu była po prostu skarbcem wszystkich zbrodniarzy, złodziei, przestępców w tym wojennych. Gdzieś trzeba było trzymać te łupy, niezależnie od tego, kto wygrywał wojnę. No Bank jakiś musiał być. Tam nikt nie pytał. Przyjmował i było bezpieczne.

Więc Szwajcaria była Bankiem dla wszystkich, a ponieważ wynik działań niepewny, za to kasa w szwajcarskim banku była pewna, to Szwajcaria cieszyła się neutralnością. Przecież bogactwo tego niewielkiego narodu nie wzięło się z produkcji czekolady i zegarków.

oto Ireneusz

Prawda

Przecież bogactwo tego niewielkiego narodu nie wzięło się z produkcji czekolady i zegarków

Z bezpiecznych banków. To pana przypuszczenie, niezwykle celne. Ale następne pańskie między wierszami przypuszczenie jest już zawężone do tego, że to ktoś z zewnątrz gwarantuje bezpieczeństwo złożonych tam aktywów. Nigdy tak nie było i nie będzie, popatrzy pan sobie na Dziki Zachód :))

oto TBM

bezpieczeństwo łupów

cytuję Zbyszek S.:

Szwajcaria była Bankiem dla wszystkich, a ponieważ wynik działań niepewny, za to kasa w szwajcarskim banku była pewna, to Szwajcaria cieszyła się neutralnością.

I ma Pan rację. Skarbiec cieszył się neutralnością w czasie, gdy każda banda rabowała na swoim terenie, rodziny mafijne składały łupy w Szwajcarii i nikomu nie zależało na wojnie między rodzinami.

Ale w czasie IIWŚ Niemcom bardzo przydałyby się wszystkie łupy złożone tam przez innych "zbrodniarzy, złodziei, przestępców w tym wojennych". Czemu tego nie zrobili? Bali się Żydów? Francuzów? Anglików? Amerykanów? Ze wszystkimi i tak już byli w stanie wojny - kto by im co zrobił, gdyby całe to bogactwo przejęli?

Neutralność Szwajcarii miałaby im zagwarantować bezpieczeństwo ich własnych łupów? Po aneksji sami by je sobie zagwarantowali.

Ta biała dziurka w niemieckim żywiole to właśnie Szwajcaria. Pełna złota i kosztowności. Naprawdę sądzi Pan, że Niemcy ją oszczędzili bo Anglicy, Amerykanie, Francuzi, Żydzi i kto tam jeszcze by się obraził, że naruszono neutralność bandycką?

Więc dalej pozostaje w mocy pytanie czemu nie?

Opcje tak naprawdę są dwie: albo te wskazane przez p. Szeremietiewa, albo trzymanie Hitlera na krótkiej smyczy przez zagranicznych bankierów (wszelakiego autoramentu i narodowości).

Odrzucanie pierwszej tak zupełnie bez uzasadnienia nie wydaje mi się uzasadnione :)

pozdrawiam
TBM

oto Zbyszek S

Nie dostrzegam pola do

Nie dostrzegam pola do dyskusji.

Pana teza, jak rozumiem zawoalowana, jest taka, że Niemcy nie napadły Szwajcarii, ze względu na jakość i siłę jej obrony.

Moja teza jest taka, że tego nie zrobiły, jak też nie zrobiły tego inne siły od bardzo długiego czasu, ponieważ, niemieccy zbrodniarze chcieli mieć pewny Bank na "wszelki wypadek" i móc umieścić bogactwo pochodzące ze zbrodni i przestępstwa w miejscu, które byłoby bezpieczne nawet w przypadku jakiejś porażki w działaniach wojennych.

EOT

oto TBM

pewnie EOT :)

Moja teza nie była zawoalowana, tylko być może zbyt mało znam historię, by ją głosić z absolutną pewnością siebie.

Wszystko sprowadza się do tego, czy słowa p. Szeremietiewa:

Podczas II wojny światowej Hitler w pewnym momencie postanowił zająć Szwajcarię. Kazał sztabowcom opracować odpowiednie plany agresji. Ci przedstawili efekt swojej pracy, mówiąc, że trzeba będzie użyć co najmniej 50 dywizji i że będą ogromne straty, bo Szwajcarzy są dobrze przygotowani do obrony. Hitler zrezygnował, odkładając zajęcie tego kraju do momentu, gdy już odniesie zwycięstwo na głównych frontach.

są prawdziwe.

Jeśli tak (a uważam, że nie podawałby sprawdzalnych fałszywych faktów) to jego argumenty za OT jako metodą zabezpieczania się przez wielekroć większym przeciwnikiem są słuszne.

A jeśli p. Szeremietiew kłamał to być może pańska teza jest prawdziwa.

pozdrawiam
TBM

oto indris

Jest jeszcze jedna możliwość

Neutralność Szwajcarii miałaby im zagwarantować bezpieczeństwo ich własnych łupów? Po aneksji sami by je sobie zagwarantowali.

Po aneksji Szwajcaria stała by się częścią obszaru niemieckiego. A po przegranej wojnie była by w rękach zwycięzców.
Otóż z możliwością przegranej wojny każdy przytomny Niemiec musiał się liczyć już od grudnia 1941, a od lutego 1943 musiał ją uznać za wysoce prawdopodobną.
Tacy ludzie, a byli oni na pewno na wszystkich szczeblach kierownictwa III Rzeszy, mogli przekonać Hitlera do rezygnacji z próby aneksji Szwajcarii, choćby argumentem o jej "odłożeniu".

oto Ireneusz

To są jedynie bezpodstawne przypuszczenia

Otóż z możliwością przegranej wojny każdy przytomny Niemiec musiał się liczyć już od grudnia 1941, a od lutego 1943 musiał ją uznać za wysoce prawdopodobną.

To ma taki sam sens jak fakt istnienia w Niemczech grupy oporu i podziemnej partyzantki :)))
Oni wszyscy tak naprawdę liczyli na swoją zbrojeniówkę, system rakietowy oraz produkcję bomby atomowej. I chyba nie muszę wspominać, że od historii alternatywnej byliśmy naprawdę o jeden włos?

oto TBM

uległość Hitlera

cytuję indris:

Tacy ludzie, a byli oni na pewno na wszystkich szczeblach kierownictwa III Rzeszy, mogli przekonać Hitlera do rezygnacji z próby aneksji Szwajcarii, choćby argumentem o jej "odłożeniu".

Myślę, że nie daliby rady. Uległość Hitlera wobec doradców wojskowych i generalicji najlepiej widać na przykładzie operacji Fall Blau.

Hitler sam musiał uważać zagarnięcie złota szwajcarskiego za nieopłacalne. Pytanie czemu?

pozdrawiam
TBM

oto Staruszek_Świat

SzP. TBM

##.

A czy czasem Szwajcaria nie była i jest pewnego rodzaju UKRYTYM SEZAMEM dla Wybranych - czyli elementem planu C lub D na wypadek TORNADA które wydaje się być zaplanowane w celu ponownego Katharsis.

Jeszcze trochę a Wszyscy będziemy "OZNAMIONOWANI".

Lecz teraz "ofiara" będzie ..... .

Pozdrawiam Wszystkich.
m.

Staruszek_Świat

oto TBM

Sz. P. Staruszek_Świat

cytuję Staruszek_Świat:

A czy czasem Szwajcaria nie była i jest pewnego rodzaju UKRYTYM SEZAMEM dla Wybranych - czyli elementem planu C lub D na wypadek TORNADA które wydaje się być zaplanowane w celu ponownego Katharsis.

Być może, tego oczywiście nie wiem, bo i skąd? Ale - jak przytomnie przypomniał w tym wątku p. Krzych Adam za hr. Krasickim: jeśli jesteś smaczny, słaby i w lesie to zostaniesz pożarty.

W czasach IIWŚ Szwajcaria była ewidentnie smaczna i w lesie. Musiała być więc silna. Pytanie, czy siłą karabinów w każdej szafie czy mocą tajnych planów, jest otwarte.

Moim jednak zdaniem na szalupę w której można by przeczekać tornado wybrano by raczej miejsce odleglejsze od przewidywanych najzawziętszych huraganów niż Europa.

A najpewniej każda banda tworzyła by własne bunkry i sejfy - by w razie planu E i F inne bandy się jednak nie połakomiły.

Ale to tylko moje domysły.

pozdrawiam
TBM

oto sir Galahad

Panowie. Wojna ze Szwajcarią

Panowie. Wojna ze Szwajcarią nie byłaby wojną samodzielną. Przecież III Rzesza była już uwikłana w konflikty zbrojne w Rosji, Afryce, na morzu i w powietrzu. Same siły okupacyjne przerastały ich możliwości ludzkie. Szwajcaria z samej geografii była naturalną twierdzą co uniemożliwiało wykorzystanie przewagi technicznej. Trzeba by ją zdobywać "po staremu". Szwajcaria utrzymać się nie mogła. Ale Hitler zwyczajnie nie miał ani ludzi do zablokowania ich tam na długie miesiące, ani czasu na zajmowanie się tą sprawą. MUSIAŁ odłożyć to na później czyli na święty nigdy.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.