Rzymski katolik niewierzący

Tak właśnie przedstawiał się śp. Prof. Bogusław Wolniewicz. Z pozoru sprzeczność sama w sobie, mniej więcej, jak „żonaty kawaler”. Ale Tadeusz Zieliński, największy w Europie międzywojennej znawca antyku twierdził nawet, że monoteizm i politeizm nie są dla duszy filozoficznie wykształconej wykluczającymi się nawzajem przeciwieństwami – a w każdym razie tak ten pogląd przedstawia Ludwik Hieronim Morstin.

„Rozważając historię kultury starożytnej doszedł Zieliński do idei najbardziej przez siebie ulubionej, idei twórczej, chociaż znajduje ona wielu przeciwników. Ukoronowaniem religijnym świata antycznego jest według niego chrześcijaństwo wyrosłe zewnętrznie na podłożu judaizmu, ale obce mu wewnętrznie. Idea Boga-człowieka stanowiąca ośrodek nauki chrześcijańskiej była dla judaizmu wrogim elementem, które albo rozsadziłby tę religię, albo też musiałby być przez nią odrzucony. Chrześcijaństwo przejęło starożytną filozofię i przekształciło ją na chrześcijańską filozofię i chrześcijańską etykę. (…)

Jako prawdziwy Stary Testament ustanawia Zieliński myśl religijną Hellady. Jakaż to rozkosz – woła jeden z jego wyznawców, Jan Parandowski – pod kolumnami Partenonu usłyszeć szmer źródeł chrześcijańskich. Nie wszyscy podzielają ten zachwyt. Książka Tadeusza Zielińskiego „Hellenizm i judaizm”, będąca apologetyką tej idei, wywołała wiele zastrzeżeń. Mówią: wielki uczony dał się tu unieść namiętności. Zarówno apoteoza hellenizmu, jak potępienie judaizmu jest pisane z pasją i bez obiektywizmu, koniecznego przy badaniach naukowych. (…) Kilka razy pytałem się Zielińskiego, co wiemy o nie samej (tj. Galilei – przyp. SM), nie o jej sąsiadach. Jakie wpływy się tam krzyżowały i czy była jaka walka między hellenizmem a judaizmem w ziemi rodzinnej Chrystusa. Ignoramus et ignorabimus – odpowiedział profesor – to może jeden z cudów Zbawiciela, że miejsce swego urodzenia okrył największą tajemnica w dziejach ludzkości.

Myślę, że kościół katolicki nigdy nie przyjmie idei Zielińskiego ogłoszenia kultury helleńskiej Starym Testamentem chrześcijaństwa, nigdy nie wyprze się tradycji, która w Zakonie i prorokach każe widzieć objawienie prawdy wiekuistej. (…) Ale kościół katolicki nie na próżno nazywa się rzymskim i grecko-łacińska kultura nie jest mu obcą ani wrogą. Że Bóg objawia się także w pięknie, tego nie neguje, że ten element piękna i sztuki jest we współczesnej nam epoce przez kościół katolicki nie dosyć uwzględniony jako środek wychowania duszy ludzkiej w kulcie miłości bóstwa, to także prawda.”

wolniewicz.jpg

Prof. Bogusław Wolniewicz, chociaż sam filozof, o współczesnej filozofii mówi (zob. „Wolniewicz zdanie własne”) lekceważąco:

„Żyjemy w dobie wielkiego upadku filozofii, która wytwarza już tylko książki, nie idee. Myślę o tej akademickiej, bo poza nią czasem jakaś idea się pojawi”. (…) Poza paru wyjątkami poziom naukowy w Instytucie Filozofii UW jest niski, za to wylęgarnia lewactwa tam kwitnie. Ten ogromny instytut filozofii, z osiemdziesięcioma etatami naukowymi, największy chyba na świecie, jest skamieliną po stalinizmie. Wtedy nauczanie filozofii (marksizmu-leninizmu, rzecz jasna) było w całym szkolnictwie wyższym powszechne i obowiązkowe. A prócz funkcji indoktrynacyjnej filozofia sprawowała także nadzór nad prawomyślnością treści nauczania na innych wydziałach: była ramieniem ówczesnej polit-poprawności. Tak szerokie zadania wymagały oczywiście licznego personelu.

Pół wieku temu tamte funkcje filozofii znikły, ale powołany dla nich twór instytucjonalny pozostał, mocą właściwego tym tworom organizacyjnego bezwładu. Skoro jednak nadzór nad prawomyślnością obywateli wraca w Europie milowymi krokami, będzie pewnie jak znalazł; tym bardziej, że polityczna poprawność hodowanej tam kadry jest wzorowa.” (…) „A co co prądu, to nie ma dziś w filozofii żadnych prądów; stoi muliste bajoro.” (…)

Duchowo panuje w filozofii wielka pustka, choć organizacyjnie krzątanina w niej niebywała: kongresy i sympozja, wydawnictwa i „warsztaty”, ruch jak w mrowisku. Najgorzej we Francji. Inteligentni Francuzi, te dawne Benjaminy Constanty i Alexisy de Tocqueville, to dziś gatunek wymarły, jak dinozaury. Pełno zaś tam mędrkujących gadułów i hochsztaplerów, typu Jacquesa Derridy, Paula Ricoeura, czy Emanuela Levinasa. Nic się z tego w kulturze nie ostanie, poza mułem w umysłach i zwałami makulatury w bibliotekach.”

A co prof. Bogusław Wolniewicz mówi o sobie, jako o filozofie?

„Doszedłem w filozofii do pewnego stanowiska własnego i dość chyba spójnego wewnętrznie. Można by je określić krótko, choć trochę grandilokwentnie jako „racjonalizm tychiczny”; czyli taki – mówiąc za Elzenbergiem – co ma poczucie l o s u. (Po grecku tyche to właśnie los.). Jest to racjonalizm, bo za ostatnią nasza instancję kierowniczą uznaje rozum i jego logikę; a tychiczny, bo jest zarazem świadom znikomości ludzkiego rozumu wobec bezkresu wszechświata. Los to jest coś ponad nami: przemożna siła, która wpływa na bieg naszego życia, a sama leży całkowicie poza naszym zasięgiem i wpływem. W tym sensie można rzecz, że jest „transcendentna”. Siła ta ma dwie niezależne składowe, których jest wypadkową: przeznaczenie i przypadek. (…)

Przypadek wnosi do niego stałą niepewność jutra, a wraz z nią tlący na dnie duszy niepokój. Przeznaczenie zaś niesie absolutna pewność naszego przemijania, a z nią smutek – można rzec – metafizyczny. (…) A jaki jest mój, jak się Pan wyraził, oryginalny wkład do filozofii? Nie mi chyba o tym sądzić. Czy jest np. coś nowego w moim poglądzie na istotę religii, według którego korzeniem religii jest śmierć? (…) Są różne religie. Chociażby Mojżeszowa, ta pierwotna z Tory. Tam za grobem nie ma dla jednostki nic, wszystko kończy się ze śmiercią. Tylko ród trwa dalej i on jest tam przedmiotem nadziei religijnej. Idea duszy przeżywającej śmierć ciała weszła do chrześcijaństwa nie ze Starego Testamentu lecz od Greków; konkretnie z orfizmu przez platonizm.

Nie ma też wyobrażenia osobistej nieśmiertelności w konfucjanizmie. Jedne religie wiążą się z tym wyobrażeniem, drugie nie. A z wiedzą o nieuchronnej śmierci wiążą się wszystkie, ona stanowi ich wspólny korzeń. Religią w moim rozumieniu, jest każdy sposób, w jaki ludzie zbiorowo dochodzą do ładu z własnym przemijaniem, czyli ze swym przeznaczeniem.”

Jak widzimy, prof. Wolniewicz potwierdza spostrzeżenie Tadeusza Zielińskiego o greckim, nie żydowskim, pochodzeniu osobistej nieśmiertelności, na której zasadza się chrześcijańska obietnica i chrześcijańska nadzieja. Co jednak odpowiada prof. Wolniewicz na pytanie, co to znaczy „rzymski katolik niewierzący”?

„Niewierzący, bo nie wierzy, że czuwa nad nami jakaś Opatrzność, ani, że czeka nas coś po śmierci. A „rzymski katolik”, bo rozumie, że cywilizacja Zachodu stoi na chrześcijaństwie i że jego tradycje najpełniej i najlepiej wciela i przechowuje święty Kościół powszechny. Dlatego komu nasza cywilizacja miła, ten winien tego Kościoła bronić i go wspierać”.

Przed kim bronić?

„Z sił niższych zaś największym wrogiem Kościoła i chrześcijaństwa w ogóle jest lewactwo; ten polityczny wykwit lewoskrętności. Przez lewactwo rozumiem nieprzepartą chęć do naprawiania świata według własnych wyobrażeń nie liczącą się z realiami natury ludzkiej – a przez to nader skłonną, by swe zbawienne pomysły wdrażać pod przymusem. (…) Światowe lewactwo to międzynarodówka komunistycznych mutantów. W jakiś opętańczym szale dąży ona do zniszczenia cywilizacji Zachodu: do samych fundamentów. W tym dążeniu natrafia na dwie główne przeszkody. Stanowią je dwie prastare instytucje naszego życia społecznego: rodzina i Kościół. (…)

Jak wiadomo, praojcem lewactwa jest Rousseau. Windelband w swojej znanej „Historii filozofii nowożytnej” tak ujął sedno jego poglądów: Państwo nie może tolerować w sobie żadnej wspólnoty, której samo nie stworzyło. A takimi wspólnotami niezależnie od państwa powstałymi są właśnie rodzina i Kościół. Dla lewaka sprawa jest zatem jasna; trzeba je zniszczyć albo sobie podporządkować. Innej możliwości nie widzi.”

Prof. Wolniewicz mówił to w roku 2010 – rok po tym, jak żydowski arywista, Mikołaj Sarkozy, przeforsowany przez Bóg wie kogo na prezydenta Francji, przedstawił Kościołowi ofertę – że jeśli zaakceptuje „zasadę laickości Republiki”, co w przełożeniu na język ludzki oznacza, że jeśli wyrzeknie się wszelkich pretensji do sprawowania przywództwa moralnego i zdegraduje się do organizacji socjalno-charytatywnej z elementami przemysłu rozrywkowego, to nawet może być przez „Republikę” utrzymywany, a jeśli nie – no to wojna.

Ponieważ jeszcze nie wszyscy wywiesili białe flagi, no to mamy wojnę. Prof. Bogusław Wolniewicz uważał się za „Stronę Wojującą”. No a teraz jako „rzymski katolik” nie musi już w nic „wierzyć”, albo i „nie wierzyć”. Już wie.

Stanisław Michalkiewicz

Jeden z najbardziej znanych polskich publicystów prawicowych, był prezesem UPR. Publikuje w wielu czasopismach w Polsce i na świecie. Prowadzi autorską stronę: www.michalkiewicz.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 11)

Tematy: 

Dyskusja

oto Zbyszek S

Ostro :)

Ostro :)

W przypadku śmiertelności duszy, tj. przemijania bezpowrotnego świadomości, wraz z przeminięciem świadomości ostatniego człowiek, znika wszystko?

Księga Mądrości ST: 22 Nie pojęli tajemnic Bożych,
nie spodziewali się nagrody za prawość
i nie docenili odpłaty dusz czystych.
23 Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka -
uczynił go obrazem swej własnej wieczności.
24 A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła
i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

Choć można znaleźć fragmenty przeczące życiu wiecznemu.

oto Krzych Adam

Gdy pojawiła się tu wiadomość o śmierci Profesora.

Kilka dni temu, nic nie napisałem. Nie jest łatwo o wypowiedź, gdy odchodzi ktoś darzony ogromnym szacunkiem, którego każdą wypowiedź wysłuchuje się bądź odczytuje z zapartym tchem, a z którym w kilku sprawach absolutnie się nie zgadzamy.

Jak dla mnie nie do przyjęcia i zrozumienia był jego entuzjazm dla zwycięstwa PiS-u na całej linii, które miało miejsce najpierw w wyborach prezydenckich, a potem parlamentarnych. Nie mógłbym także nigdy się zgodzić z jego poparciem dla eutanazji, czy kwalifikowanym poparciem dla przerywania ciąży. Nie widzę też tak jak On Izraela jako bastionu cywilizacji Zachodu przeciw barbarzyństwu w świecie islamskim. Widzę rasistowskie i wrogie nam państwo, z którym moim zdaniem powinniśmy ograniczyć stosunki do absolutnego minimum.

Nie zgadzam się też i byłem zawsze zaskoczony Jego podejściem do sprawy Żołnierzy Wyklętych. Pojmuję, że ludzie znacznie młodsi ode mnie mogą mieć w tym zakresie opaczne wyobrażenia. Ale Profesor, dla którego wielu z Wyklętych było rówieśnikami, powinien lepiej zdawać sobie z tego, że nie istniałoby zbrojne podziemie powojenne, gdyby nie było represji komunistycznych. Od pierwszego dnia po wkroczeniu Sowietów do "zwycięstwa" komunistów w sfałszowanych wyborach w styczniu 1947 roku. Po umocnieniu się władzy komunistów terror zelżał, a raczej zaczął być stosowany bardziej wybiórczo, zaś podziemie, a raczej jego niedobitki praktycznie zanikły.

Poza być może nielicznymi przypadkami niesposób rozpatrywać Wyklętych jako odpowiedzialnych za ten tragiczny okres naszej historii, raczej byli oni jego ofiarami. I dlatego należy wspominać ich z żalem i smutkiem. Bez triumfalizmu czy jakichś fanfar. Ofiara ich życia była przede wszystkim tragiczna i ten element jest najistotniejszy.

Dlaczego zatem, tak diametralnie różniąc się w poglądach na istotne sprawy darzyłem Profesora ogromnym szacunkiem, a każdą jego wypowiedź wysłuchiwałem, bądź czytałem z zapartym tchem? Chyba dlatego, że był on, co stało się podstawą rozważań St. Michalkiewicza, jak to sam określił "niewierzącym rzymskim katolikiem". Także to, że będąc, jesli chodzi o przekonania w wielu aspektach raczej lewicowcem był on znów jak sam to określił kiedyś "prawoskrętny". Ja bym to określił raczej, że był po prostu człowiekiem prawym.

Jest to raczej rzadkie zjawisko, ale można być będąc lewicowcem człowiekiem prawym. Profesor Bogusław Wolniewicz poszedł jak mi się zdaje dalej niż prof. Tadeusz Kotarbiński w tym względzie. Odrzucił koncepcję zastąpienia etyki chrześcijańskiej świecką protezą. Jasno sformułował myśl, że tymi kim jesteśmy uczyniła nas etyka chrześcijańska i jej powinniśmy bronić.
Nawet ci z nas, dla których zbyt trudne było dojście do wiary.

oto Adolph

Katolik niewierzący

Aby być Katolikiem, trzeba być osobą wierzącą. Więc prof. Wolniewicz nie mógł być Katolikiem, lecz najwyżej "ateistą popierającym Rzymski Katolicyzm". Trochę to dziwne, że taki "niuans" umknął, podobno tak światłemu, umysłowi :)

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.