Cześć i chwała ich pamięci! W 73 rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego.

Przy spotkaniach z okazji kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, zarówno w prasie, czy w innych oficjalnych mediach, mówi i pisze się dużo oddając część bohaterom tamtych pamiętnych dni

„Pamiętajmy o nich każdego dnia, kiedy spacerujemy po odbudowanej, pięknej i nowoczesnej Warszawie”- pisze pan Mieczysław i z tym należy się zgodzić. Jednak dalsza część w moim przekonaniu nie jest tak oczywista. Bowiem w zdaniu : „Dopóki żyć będzie ostatni powstaniec musimy wierzyć, że było ono konieczne”. Czy to oznacza, że gdy wśród nas nie będzie już żadnego z powstańców, to wówczas nie będziemy mówić, iż powstanie nie było konieczne? Jednocześnie nie wolno nam przechodzić obok ocen i poglądów stawiających nie tylko znaki zapytania, ale wręcz negatywnie wyrażający się o decyzji wywołania powstania w Warszawie w tamtym okresie.
Uzasadnienia, jakie w coraz większej ilości pojawiają się w publicystyce, nie mogą przekreślić ogromu strat i tragedii, jakiej dostąpiła stolica, a czego nie omieszkał ocenić polski rząd w Londynie. Jeżeli w poprzednim systemie trudno było na obiektywną ocenę zasadności wywoływania w tamtych warunkach Powstania Warszawskiego, to obecne pokolenie powinno znaleźć odpowiednich profesjonalistów, którzy taki osąd pozostawią potomnym.

Dziś łatwo nam pisze się o heroizmie, bohaterstwie i odwadze powstańców. To wszystko jest prawda. Należy pochylić nisko czoła przed uczestnikami tych zmagań. Żołnierze powstania wypełnili swoje zadania i nie trzeba koniecznie porównywać ich przelanej krwi z tymi polskimi żołnierzami, którym przyszło walczyć i polec na innych frontach II wojny światowej.

Pamięć o nich wymaga też rozliczenia tych, co wywołali to powstanie, by obok dowódców innych polskich armii na wschodzie i zachodzie odpowiedzieli za podejmowane decyzje. Rydz Śmigły, Berling, Anders, Świerczewski i inni powinni odpowiedzieć przed historią nie tylko za udział, ale przede wszystkim za decyzje i niepotrzebne straty, do których oni doprowadzili.
W oficjalnej terminologii najczęściej słyszymy to co napisał RS

Powstańcy chwytający za broń w 1944 roku mieli rację. Rację też mieli ich dowódcy wydający rozkaz wybuchu Powstania. Razem, jedni i drudzy, dowódcy i żołnierze, z narażeniem własnego życia walczyli o Niepodległą.

Chwała Bohaterom!

Cześć i chwała ich pamięci! Powstańców Warszawy i wszystkich żołnierzy polskich poległych w czasie II wojny światowej.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.6
Ogólna ocena: 2.6 (głosów: 5)

Tematy: 

Dyskusja

oto Czesław

Rozliczenia

. "Pamięć o nich wymaga też rozliczenia tych, co wywołali to powstanie, by obok dowódców innych polskich armii na wschodzie i zachodzie odpowiedzieli za podejmowane decyzje. Rydz Śmigły, Berling, Anders, Świerczewski i inni powinni odpowiedzieć przed historią nie tylko za udział, ale przede wszystkim za decyzje i niepotrzebne straty, do których oni doprowadzili" A dlaczego Pan wymienił taką krótką listę, należy dodać gen Sikorskiego bo po co tworzył Wojsko Polskie na Zachodzie, przecież i bez nich dali by radę a tak to niepotrzebne straty, po co w ogóle AK, przecież wystarczyła GL. A tak najlepiej to trzeba było przyłączyć się do Niemiec i nasi żołnierze byli by dla Hitlera "mięsem armatnim" jak np.Włosi i wówczas krytycy walki powstańczej byli by uszczęśliwieni.

oto Jasiek

To leć pan z kwiatami pod pomnik Okulickiego

Byłem żołnierzem z zamiłowania, nie dla kawałka chleba, byłem patriotą, może gwałtownym w swej ambicji, ale szczerym. Wierzyłem w swych wodzów, ale głęboko się zawiodłem. Przegranie wojny w pięć dni przez państwo o 34 mln ludzi - to klęska, nie wojenna, lecz moralna. [... ] Wykazała naszą nieudolność organizacyjną, brak przewidywania, a przy tym pyszałkowatość i bezdenną pewność siebie [...]. Przez te kilka dni byłem na francie świadkiem bohaterstwa i waleczności naszego żołnierza i nieudolności dowódców. Czy znowu mamy prosić francuskich dowódców batalionów, żeby nas uczyli dowodzenia?...

Fragment listu pożegnalnego oficera II Oddziału (wywiadowczego) sztabu Grupy Operacyjnej „Piotrków'’, mjr. dypl. Cezarego Niewęgłowskiego, który 7.09.1939 popełnił samobójstwo. (Cyt. P. Stawecki, Oficerowie dyplomowani wojska Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław 1977. s. 192)

Sikorski ma trochę na sumieniu, a najmniejszym grzechem jest poświęcenie w imię "honoru" naszych Podhalańczyków wracających spod Narwiku.
Składając kwiaty ku czci naszych bohaterskich wodzów niech pan pamięta o Bortnowskim, o którym gen. Bołtuć mówił - Największy śmiertelny grzech, że nie wlepiłem mu kuli w łeb i nie objąłem sam dowództwa., a po kolejnych jego "wyczynach" jeszcze dosadniej - Jak zginę, to niech wszyscy wiedzą, ze zginąłem ja i armia z winy tego s...a.
Do uczczenia jest też gen. Rómmel, który już 6 września wraz z oficerami swego sztabu zwiał do Warszawy zostawiając armię na łasce losu.
Jest Dąb-Biernacki, który też zwiał zostawiając żołnierzy, a którego gen. Rudolf Dreszer trafnie określił jako - przestępcę wojennego, który bez bitwy pozwolił na rozbicie swojej armii. Na koniec ten "dowódca" przebrał się w "cywilki" i skierował w kierunku węgierskiej granicy.
Mamy Fabrycego, który odmówił powrotu do swoich wojsk, i którego musiał zastąpić gen. Sosnkowski.
To jest bardzo długa lista. Są na niej nasze ówczesne "elity" dyplomatyczne i ci, którzy wysłali naszych pilotów na śmierć w zabytkowych P-7 wiedząc w dodatku, że zacinają się w nich karabiny maszynowe.

Na wojnie giną najlepsi, a przeżywają dekownicy i obdzieracze trupów.
Na moście w Kutach Oficer lotnik podszedł do polskiego słupa granicznego, ucałował słup, potem ziemię, a następnie wyjął pistolet i krzyknąwszy "Niech żyje Polska!" - strzelił sobie w głowę.
Zastrzelili się po beznadziejnej walce płk Dąbek i kpt Raginis. Gen. Bołtuć poległ przebijając się do Warszawy, a Niemcy chcieli mu oddać honory wojskowe na pogrzebie.

Był też w narodzie i element ciemny
Jedziemy przez wieś. Spalone chaty. Przy jednej chacie gospodarze. Chłop patrzy ponuro i mówi ze złością: chce wam się wojny, a nam domy palą.

oto Kmieć

Najdroższy Panie Jaśku

Z całego serca dziękuję za powyższy wpis i pozdrawiam Pana.
Warto "odbrązawiać" "bohaterów" sanacyjnego "honorowego" raju.
Ze swej strony zaproponuję materiał znaleziony kilka lat temu w necie o kolejnym "wielkim patriocie":

----------------------------
Generał Władysław Anders zasłużył na pamięć i szacunek Polaków, bo w czasie II wojny światowej dzięki podpisaniu układu Sikorski-Majski, którzy przywracał stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską a Związkiem Radzieckim, uratował z radzieckich więzień i łagrów kilkadziesiąt tysięcy Polaków, którzy zostali potem ewakuowani do Iranu.

To była pierwsza, najważniejsza lista Andersa.

Drugi Korpus Wojska Polskiego w 1944 r. brał udział w Bitwie o Monte Cassino. Poległo w niej ponad tysiąc polskich żołnierzy, których groby obecnie znajdują się na tamtejszym cmentarzu.

To była druga lista Andersa.

O tych dwóch listach Andersa jest głośno. Natomiast wiedza na temat trzeciej listy generała Andersa jest wstydliwie skrywana przez polskich historyków. Bo też i chwalić się nie ma czym, skoro generał Anders, polski bohater spod Monte Cassino, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej uratował skórę ukraińskich SS-manów z SS-Galizien i innych formacji wojskowych współpracujących z Niemcami.

Tylko dzięki Andersowi ukraińscy mordercy, którzy brali wcześniej udział w ludobójstwie Polaków na Wołyniu i krwawym tłumieniu Powstania Warszawskiego, nie zostali po wojnie deportowani do Związku Radzieckiego i mogli spokojnie mieszkać i żyć na Zachodzie. Dzięki temu później rozkwitł nacjonalizm ukraiński w Kanadzie, skąd rekrutują się obecni pogrobowcy UPA. Mało tego, 20 lat po wojnie generał Anders nadał dowódcy ukraińskich SS-manów polski order Virtuti Militari. To się po prostu nie mieści w głowie!

Trzecia, tajna i przemilczana lista Andersa, to 8 tysięcy Ukraińców uratowanych przed zemstą Stalina. Z tego 176 Ukraińców zostało wcielonych w szeregi 2. Korpusu Wojska Polskiego.

Niemożliwe?

A jednak!

A było tak…

W czasie II wojny światowej Ukraińcy masowo kolaborowali z Niemcami. Jako pierwszy powstał batalion SS „Nachtigall” złożony z ukraińskich ochotników pod niemieckim dowództwem. Jego członkowie brali udział w opanowaniu Lwowa w 1941 r. i rozstrzelaniu profesorów Uniwersytetu Lwowskiego. W 1943 r. z ukraińskich ochotników Niemcy utworzyli dywizję SS-Galizien. Cieszyła się ona ogromnym powodzeniem. Do punktów werbunkowych zgłosiło się aż 80 tysięcy Ukraińców chcących służyć Hitlerowi, jednak przyjęto tylko kilkanaście tysięcy.

W maju 1943 r. w Sanoku odbyła się defilada ukraińskich ochotników do SS-Galizien.

Ukraińcy z SS-Galizien pod niemieckim dowództwem walczyli z polskimi partyzantami na Lubelszczyźnie, Zamojszczyźnie, Chełmszczyźnie, na Podlasiu, Polesiu i Podolu.

SS-Galizien cieszyła się poparciem ukraińskiego kleru grekokatolickiego. Na zdjęciu: administrator Apostolski Łemkowszczyzny Oleksandr Malinowski oczekuje starosty Hofstettera przed cerkwią pw. Zesłania Ducha Świętego w Sanoku).

To właśnie ukraińscy żołnierze SS-Galizien brali w pacyfikacji Polaków w Hucie Pieniackiej, Podkamieniu i Chodaczkowie Wielkim. W Hucie Pieniackiej w lutym 1944 r. zginęło 1500 Polaków, w tym mieszkańcy wsi i ludzie, którzy uciekli z innych okolic przed bandami UPA. Jak wykazało śledztwo IPN, zbrodni w Hucie Pieniackiej dokonali żołnierze 4. Pułku Policyjnego SS złożonego z ukraińskich ochotników do SS-Galizien wraz z okolicznymi bandami UPA. Ci sami mordercy w marcu 1944 r. zabili 600 osób ukrywających się przed UPA w klasztorze dominikańskim w miasteczku Podkamień i 365 Polaków w Palikrowach. W kwietniu 1944 r. zamordowali ponad 800 Polaków we wsi Chodaczków Wielki.

Kolejną ukraińską formacją wojskową utworzoną przez Niemców był Ukraiński Legion Samoobrony, czyli 31. Schutzmannschafts-Batallion der SD, składający się z Ukraińców dowodzonych przez niemieckich SS-manów. Ta jednostka działała na Wołyniu, a jej kadry kształciły się w Łucku. Ukraiński Legion Samoobrony brał udział w walkach z polską partyzantką na Lubelszczyźnie, a także mordował Polaków we wsiach Chłaniów i Władysławin w Lubelskiem. 23 lipca 1944 r. Ukraińcy wraz z Niemcami dokonali pacyfikacji Chłaniowa i Władysławina. W jej w ramach zabito 45 osób i spalono kilkadziesiąt gospodarstw. Jak się okazało po latach, dowódcą sotni Ukraińskiego Legionu Samoobrony, która dokonała tej zbrodni, był mieszkający w USA w Michael Karkoc (wcześniej Michajło Karkoć), przeciw któremu prowadzone jest obecnie śledztwo przez Prokuratora Centralnego Urzędu Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu i polski IPN.

Ukraiński Legion Samoobrony brał też udział w walkach z powstańcami warszawskimi na Czerniakowie i z AK w Puszczy Kampinoskiej. Później Niemcy przerzucili Ukraińców do Jugosławii, gdzie użyli ich do walki z komunistycznymi powstańcami dowodzonymi przez Josipa Broz Tito. Na początku 1945 r. Ukraiński Legion Samoobrony został włączony do 14. Dywizji Grenadierów SS (1. Ukraińska).

W marcu 1943 r. żołnierze 14. Dywizji Grenadierów SS i Ukraińskiego Legionu Samoobrony weszli w skład Ukraińskiej Armii Narodowej, której dowódcą został generał Pawło Szandruk (na zdjęciu). Założył on wówczas mundur Brigadeführera SS.

UAN liczyła około 50 tysięcy wojska. Generał Szandruk postanowił uratować skórę swoim ludziom, wiec 7 maja 1945 r. poddał się Amerykanom. Obowiązywało wówczas takie prawo, że - na mocy porozumień ze Związkiem Radzieckim - wszyscy jeńcy, którzy przed wojną mieszkali na terenach polskich, do których po wojnie rościł sobie prawa ZSRR, mieli zostać deportowani i oddani władzom radzieckim. W ZSRR groziła im śmierć albo łagier. Dotyczyło to, oczywiście, także Ukraińców z Galicji, do wojny – obywateli II RP.

Generał Władysław Anders postanowił jednak pochylić się nad nimi i uratować ich przed zemstą Stalina. Nie wiadomo, czym się wtedy kierował. Niemożliwe, by nie dotarły do niego wiadomości o zbrodniach popełnianych na Polakach przez ukraińskich SS-manów. Niemożliwe, by nic nie wiedział o pacyfikacji Huty Pieniackiej, Podkamienia czy Chodaczkowa Wielkiego. Niemożliwe, by nie zdawał sobie sprawy z morderstw popełnianych przez Ukraińców w czasie Powstania Warszawskiego. A jednak przystał na pakt z diabłem. Zgodził się mianowicie spotkać z generałem Szandrukiem, dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej, w szeregach której kryli się mordercy. Owo spotkanie zaowocowało tym, że generał Anders udzielił ochrony prawnej tym Ukraińcom, którzy byli wcześniej obywatelami polskimi. Po prostu – uznał 8 tysięcy żołnierzy tej jednostki za pełnoprawnych Polaków. Tych 8 tysięcy Ukraińców nie zostało dzięki temu deportowanych do ZSRR. Część z nich wyjechała potem do Kanady, część do Wielkiej Brytanii. W 2001 r. powstał dokumentalny film „SS in Britain”, z którego zdumieni Anglicy dowiedzieli się, że ich sąsiedzi, „spokojni” i „porządni” ludzie, w czasie II wojny światowej zabijali Polaków wraz z Niemcami.

Ale nie koniec na tym. W czerwcu 1945 r. na rozkaz Andersa zaczęto werbować uratowanych Ukraińców do polskiego wojska we Włoszech. Tym sposobem w szeregi 2. Korpusu Wojska Polskiego wstąpiło 176 byłych żołnierzy Ukraińskiej Armii Narodowej. Być może SS-manów. Czym kierował się Anders podejmując taką decyzję? Złośliwi powiedzą, że liczył na to, że alianci rozpoczną III wojnę światową ze Związkiem Radzieckim, a on na białym koniu powróci do Polski… Nie ma logicznego wytłumaczenia dla tego działania. Po prostu – nie ma.

Można tylko domniemywać, że Anders trochę wstydził się swego czynu, gdyż przemilczał go w swojej autobiografii „Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1945”. Nie pisze tam o epizodzie z Ukraińcami. Wydał go jednak generał Szandruk, który wspomina o korzystaniu z pomocy Andersa w swym pamiętniku wydanym pod tytułem „Arms of Valor”.

Anders miał widać do Szandruka jakąś słabość, bo 20 lat po zakończeniu wojny, w 1965 r., doprowadził do nadania mu polskiego orderu Virtuti Militari. Anders był w tym czasie szefem emigracyjnej Rady Trzech (był to kolegialny, niekonstytucyjny organ władzy Rządu Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie, w jej skład wchodzili także Edward Raczyński i generał Tadeusz Bór-Komorowski). Zdaniem Andersa, Szandruk zasłużył na to odznaczenie, bowiem – jako oficer kontraktowy wojska polskiego - zasłużył się męstwem i odwagą podczas kampanii wrześniowej w 1939 r.

Być może Anders miał w ogóle jakąś słabość do Ukraińców, zważywszy na fakt, że jego druga żona, która była jego kochanką już w 1945 roku, była Ukrainką? Jest to temat godny rozwinięcia…

Niemniej jednak, warto pamiętać, że Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze uznał Waffen SS za organizację zbrodniczą. Tym samym, generał Anders uratował tyłki zbrodniarzom z SS! Koniec i kropka! Trzeba o tym przypominać ludziom, którzy sądzą, że generał Anders zasłużył tylko i wyłącznie na wieczną chwałę. Ano, nie zasłużył. Quod erat demonstrandum.

Warto również dodać, że na Ukrainie od lat czci się pamięć tych właśnie zbrodniarzy. We Lwowie postawiono pomnik żołnierzom 14. Dywizji Grenadierów SS, w Tarnopolu jest ulica ich imienia, a we wsi Rajliw pod Lwowem jest ulica Żołnierzy Batalionu Nachtigall.

W 2009 r. Ambasada Ukrainy w Polsce zaproponowała radzie miasta Skierniewice (w Polsce!), aby jedną z ulic w tym mieście nazwać imieniem generała Pawło Szandruka. Pomysł zrodził się stąd, że przed wojną Szandruk był szefem sztabu 18. Pułku piechoty w Skierniewicach, a w czasie niemieckiej okupacji pracował jako kierownik niemieckiego kina w tym mieście. Na szczęście, zapobiegł temu ostry sprzeciw polskich kombatantów ze Skierniewic, którzy pamiętają jeszcze pana Szandruka, Ukrainca, co chodził najpierw w polskim, potem w ukraińskim, potem znowu w polskim, a na końcu - w niemieckim mundurze. A dokładnie, w mundurze SS.

Co ciekawe, zdjęcie Szandruka w mundurze SS widnieje w Wikipedii tylko w rosyjskiej wersji. W polskiej, ukraińskiej i angielskiej wersji Wikipedii można zobaczyć Szandruka w ukraińskim mundurze z 1920 roku. Generała Szandruka, ikonę ukraińskich nacjonalistów, wziął też w obronę Jerzy Giedrojc paryskiej „Kultury”, który drukował fragmenty jego wspomnień po polsku. Po wojnie Ukrainców z SS pomagał też ratować Kościół Katolicki, a dokładnie papież Pius XII, który wziął ich pod swoje skrzydła.

oto Mar.Jan

Świadectwo słabych i zszarpanych nerwów:

Oficer lotnik podszedł do polskiego słupa granicznego, ucałował słup, potem ziemię, a następnie wyjął pistolet i krzyknąwszy "Niech żyje Polska!" - strzelił sobie w głowę.

To jest gest kabotyna. przepraszam bardzo, ale nic na to nie moge poradzić.
Tak nie powinien postapić człowiek odpowiedzialny, do tego katolik. Wiara w Boga pozwala do końca mieć nadzieję, a nadzieja daję siłe do przetrwania.
Po co w ogóle żołnierze walczyli w czasie wojny? Przeciez nie poto żeby zginąc na chwałę ....(tu zabrakło mi określenia na chwałe czego? Może ktos podpowie własciwe słowo), tylko po to, żeby bronic swój naród, a w szczególności swoja rodzinę przed utratą ojcowizny i zycia.
Co nam z tego, że jakis oficer palnie sobie w łeb? To znaczy, że on uznał sie za kompletne zero, doniczego juz nikomu niepotrzebne. To nie tylko smutne, ale tragiczne, że takich marnych oficerów mielismy. Ale tacy sa oficerowie jak i całe społeczeństwo.
Wracając do Powstania 44: ono nie miało prawa się rozpocząc. Ale sie rozpoczęło, więc nie ma o czym dyskutować. Wine ponoszą dowódcy. Nie ma gadania, że młodzi rwali się do boju i nie mozna ich było utrzymac na wodzy. Wojsko jest od tego, zeby słuchac dowódców. Jak ktos się wylamuje, od jego oceny jest sąd wojskowy. Koniec.
Cała odpowiedzialnośc za ruine Warszawy i śmierc 200.000 mieszkańców spoczywa na dowódcach AK. To straszna odpowiedzialność. raczej: skrajna nieodpowiedzialność!
Takie mieliśmy wojsko jak i państwo! Z motyką na Słońce! Dla romantyków to bohaterstwo. Dla całego świata: żałosny spektakl szaleńców.

oto Marek Bekier

Dziwnie się czuję po

Dziwnie się czuję po przeczytaniu pańskiego komentarza. Zgadzam się z nim prawie w 100% ale to zdanie:

Cała odpowiedzialnośc za ruine Warszawy i śmierc 200.000 mieszkańców spoczywa na dowódcach AK.

jest idiotyczne. Całą odpowiedzialność za ruinę Warszawy i śmierć 200tys. mieszkańców ponoszą niemieccy bandyci.

oto Mar.Jan

Takie miasta, jak Kraków, Praga i wiele innych

które były zajete przez Niemców w czasie II wojny nie zostały zniszczone, poniewaz nie było w nich powstań trwających 63 dni, czyli do ostatniego naboju i ostatniego żołnierza.
Taki Kraków np. ocalał, ponieważ pozwolono Niemcom wycofać się z miasta, któremu groziło okrążenie.
Jak przyjemnie przejśc sie uliczkami starego Krakowa, które sa świadkami tylu wojen toczonych na przestrzeni wieków. I przetrwały, bo ktos chciał, żeby przetrwały.
O ile można, nalezy chronić nie tylko życie ludzi, ale i dorobek kultury.
Naród składa sie z ludzi mówiących tym samym językiem oraz z jego kultury duchowej i materialnej.
Polska kultura materialna i duchowa zostały w znacznym stopniu zniszczone w czasie wojny i w okresie panowania komuny. Może dlatego dzisiaj tak się panoszy chamstwo i głupota. To też, w jakims sensie, jest skutkiem tej wojny.
Myślę, że Akowcy więcej by osiągnęli, tocząc walkę partyzancką z Niemcami po lasach niż w bezpośrednim starciu w stolicy!
Podstawowa zasada walki partyzanckiej to szybkie punktowe ataki w miejsca słabo chronione i natychmiastowe wycofanie się w bezpieczne miejsce. Z taką taktyką wojsko regularne jest w zasadzie bezradne. partyzanci pojawiaja się i znikają jak duchy a wróg ponosi nieustanne straty, boi się wyściubić nosa poza koszary, nie docieraja transporty zaopatrzenia i morale upada. To jest sukces walki partyzanckiej.
Komuś jednak woda sodowa uderzyla do głowy i bez broni i zaopatrzenia postanowił wydac wojnę dywizji pancernej, zamierzając odwrócic skutki polityki wielkich mocarstw toczących wojnę światową. W 15 tysięcy niedoswiadczonych młodych ludzi, z których co drugi miał pistolet...
Czy to nie jest idiotyzmem?
Odpowiedzialnośc za zburzenie Warszawy ponosi dowództwo AK w Warszawie! Koniec.
To nie Niemcy z własnej inicjatywy rozpoczeli burzenie spokojnego miasta. Zostali zaatakowani i rzucili odpowiednie siły do walki. Walki uliczne w mieście zawsze powoduja zniszczenie miasta. Tak się stało we Wrocławiu, gdańsku, Kołobrzegu i wszedzie tam, gdzie w ogóle nie było zadnych powstań, ale toczyły sie walki o miasto z okrążoną ze wszystkich stron załogą.
Wrocław został Festung-Breslau i 80% miasta było w ruinie. Więcej niż w Warszawie po metodycznym jej burzeniu na rozkaz Hitlera juz po Powstaniu!
p.s.
W końcu ma Pan rację: Warszawę zburzyli Niemcy. Na nasze własne zyczenie.

oto AnnaP

Faktycznie Warszawę zamordowano specjalnie.

Po wojnie komuniści nie pozwalali się osiedlać w Warszawie bez specjalnego zezwolenia. A komu takie pozwolenie wydawano? Ano właśnie chamom, złodziejom, poplecznikom systemu. Dzisiaj w tej Warszawie nadal mieszkają Ci sami, na szczęście są też słoiki. Ale w centralach firm, a te są głównie w Warszawie, i w urzędach, panują głównie postkomuniści. Elita z negatywnej selekcji. Zupełnie inni ludzie są w Krakowie, czy Poznaniu.

oto Mar.Jan

Nie pleć że, kobieto, bajek!

Nikt nie pytał ludzi wracających do Warszawy o jakies zezwolenia. Cała moja rodzina, która przezyla wojnę i cała rodzina wygnana ze Lwowa przyjechała do Warszawy i zamieszkała w ruinach. I została tu do dzisiaj.
Dopiero w latach 50-tych wprowadzono jakieś stalinowskie prawo zameldowania i władza decydowała kto może zamieszkac w Warszawie.

oto Mar.Jan

Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam

Czym innym jest prawo meldunkowe a czym innym "specjalne zezwolenia". Nie było zadnych zezwoleń i każdy kto chcial to sie osiedlał. Natomiast w latach 50-tych wprowadzono w całym kraju prawo meldunkowe i władza pilnowała aby właściwy element dostawał meldunki i przydziały mieszkań w wiekszych miastach.
Oczywiście bez zameldowania też można było całe zycie mieszkać w Warszawie, bo nie było zakazu przebywania w mieście. Chyba, że sie było dawnym właścicielem np. Wilanowa, to wtedy nie można było się zblizyc (legalnie) na odległośc mniejsza niz 50 km do miasta. Pani Branicka dopiero po 56 roku mogła wrócic do Warszawy i zamieszkac w małym mieszkanku, bo przeciez pałacu do dzisiaj zaden złodziej państwowy nie oddał.

oto Mar.Jan

Moja rodzina w Powstaniu

Moi rodzice w czasie wybuchu Powstania mieli po 19 lat. W Powstaniu nie brali czynnego udziału, w czym nie byli wyjątkami. Warszawa liczyła ponad milion mieszkańców, a w Powstaniu brąło udział kilkanascie tysiecy żołnierzy i troche ochotników.
Mieszkańcy miasta chowali się po piwnicach, kiedy były naloty i koncetrowali się na zdobywaniu pozywienia i wody.
Rodzina mamy przetrwała powstanie w mieście, ale mama z siostra zostały wywiezione razem z tysiącami warszawiaków do obozu przejściowego w Pruszkowie, a potem do Austrii na roboty. Wróciły dopiero po zakonczeniu wojny. Dom przy ulicy Grzybowskiej zostal zburzony przez bombę. Zamieszkali w innej kamienicy, w której mieszkała ciotka i została wiekszośc mieszkań.
Rodzina ojca mieszkała na Mokotowie, który nie był na szczęście terenem szczególnie zajadłych walk, więc też przetrwała początkowy okres względnie spokojnie. Kiedy walki z centrum zaczęły się przenosić na Mokotów, na przełomie sierpnia i wrzesnia zdecydowali się uciec na wieś do krewnych. Uciekali nocą, przez pola wilanowskie, w dzień leżąc bez ruchu w kartoflach, bo z okolic Puławskiej strzelali snajperzy niemieccy. Po kilku dniach dotarli szczęśliwie w okolice Magnuszewa i tam spędzili reszte wojny pomagając goszczącym ich chłopom w uprawie roli i obrządku zwierząt. Dom częściowo ocalał i tak się zaczęło nowe życie po wojnie.
Kilku krewnych, młodych chłopaków, walczyło w powstaniu. Wszyscy zginęli. Nikt nie wie gdzie są ich groby.

oto Natalia Julia Nowak

Mar.Jan

Piękna, ciekawa historia. Pozdrawiam. :-)

oto Krzysztof M

Piękna, ciekawa historia.

Piękna, ciekawa historia.

Jak chętnie zginęłaby pani w Powstaniu?

oto Natalia Julia Nowak

Krzysztof M

Jak chętnie zginęłaby pani w Powstaniu?

Pytanie jest źle postawione.

Wolałabym przeżyć.

oto Mar.Jan

Takie historie byly w Warszawie powszechne

Ludzie potracili rodziny, domy dorobek calego zycia. Po wojnie zamiast powiekszac dorobek trzeba bylo odtworzyc znisz zone miasto. Ile dalej bylibysmy dzisiaj gdyby nie zginela prawie cala wyksztalcona mlodziez. Gdyby zamaist sprztac gruzy ludzie mogli sie uczyc czytac ksiazki i pracowac nad rzeczami nowymi. Chyba Lech Kaczynski kiedys zlecil oszacowanie strat wojennych Warszawy i wyszlo cos ok. 500 mld dolarów! To týlko koszt zniszczonych budynkow i infrastruktury. A jak ocenic strate 200000 ludzi? W jakiej walucie?

oto Aleksy

Hieny cmentarne

Szanowni Sędziowie Sądów Cmentarnych - Hieny Cmentarne, na podstawie historii pisanych w Berlinie, Moskwie czy też Pacanowie macie czelność sądzić ludzi którzy walczyli i umierali za Polskę , w czasie gdy oprawcy (za srebrniki) polskiego przemysłu, rolnictwa, bankowości, szkolnictwa, chodzą wolni w glorii medialnej chwały.Naćpani " niemiecką karmą dla Polaków" kupioną z wyprzedaży w hipermarkecie myślicie że " Pożyteczni Idioci" kupią każdą propagandową bzdurę.

oto Natalia Julia Nowak

Aleksy

Dobry komć. Ale w Pańskich ustach brzmi jak ironia. Mam nadzieję, że się mylę.

oto Mar.Jan

Jesli chodzi o prawo do oceny to ma je kazdy wedle swoich

mozliwosci umyslowych. Nie tylko wolno, ale trzeba oceniac po to, aby wyciagnac wnioski na przyszlosc. W przeciwnym razie ciagle bedziemy popelniac te same bledy. Chyba nie twierdzi pan ze Powstanie bylo sluszne i spelnilo zalozone cele wojskowe i polityczne?

Do papki na temat "dzisiejszych oprawcow" nie moge sie odniesc bo to pozbawione jakiegokolwiek sensu a zwlaszcza zwiazku z Powstaniem.

oto baba jag

Powstańcy chwytający za broń

Powstańcy chwytający za broń w 1944 roku mieli rację.

Jak można takie brednie pisać w roku 2017?

Jeżeli w poprzednim systemie trudno było na obiektywną ocenę zasadności wywoływania w tamtych warunkach Powstania

Dziwnym trafem komuniści ocenili ten idiotyzm prawidłowo.

oto Jasiek

Ave Ceasar, moriturite salutant

Tak wołali ponoć żołnierze doborowego batalionu „Parasol” do swego dowódcy na Starym Mieście. Batalionu, który 1 sierpnia 1944 roku liczył 372 żołnierzy, a w czasie powstania stracił w poległych 278 ludzi, czyli 75 procent swego początkowego stanu.

Około południa przybył do dowództwa kompanii niespodziewanie kpt. „Tum”, Teofil Budzanowski, zastępca dowódcy zgrupowania i od samych już drzwi oznajmił nam: „Godzina „W” dzisiaj o siedemnastej. Nacieracie całą kompanią na Dom Akademiczek, a następnie po jego zdobyciu na Sejm. Dom Akademiczek obsadza 40 volksdeutschy z S.A., gdyż stałą obsadę Niemcy wysłali na front. Jeńców i zdobyczne samochody macie odprowadzać na Dworzec Główny”.
Po chwili odezwał się por. „Zygmunt” „nie mogę nacierać kompanią” „bo nie mam broni”. „Na kompanię mam siedem pistoletów, 3kb, 2 niesprawne pm i około 40 granatów. Będę nacierał grupą szturmową złożoną z żołnierzy trzeciego plutonu „Mundka”, którą sam poprowadzę do natarcia”.
„A ja mam scyzoryk” powiedział kpt. „Tum” i z przysłowiowym „Szczęść Boże” na ustach opuścił naszą kwaterę. Nie chcąc widać wdawać się w dalszą dyskusję z por. „Zygmuntem” na temat celowości i zasadności tego arcynierealnego rozkazu. Zarówno kpt. „Tum”, jak i por. „Zygmunt” zdawali sobie sprawę, że „wobec słabego uzbrojenia natarcie na czteropiętrowy gmach Domu Akademiczek, obsadzony przez nieprzyjaciela dysponującego bronią maszynową, działami i nieograniczoną liczbą granatów, nie ma większych szans powodzenia. Już wcześniej usiłowali, bezskutecznie przekonać przełożonych, że należy zmienić decyzję”.
Dzisiaj dla mnie jest jasnym, że zarówno kpt. „Tum”, jak i por. „Zygmunt” po prostu wykonywali, jak tylko umieli najlepiej, niewykonalne rozkazy swych najwyższych zwierzchników, którzy za wszelką cenę parli do walki.

Punktualnie o siedemnastej ruszyliśmy do natarcia, ale jak tylko znaleźliśmy się pod Skarpą Frascati i Ogrodu Sejmowego dostaliśmy się pod silny ogień niemieckich ciężkich karabinów maszynowych z trzech stron z terenu Sejmu, ulicy Frascati i z Domu Akademiczek. Pod tym morderczym, krzyżowym ogniem broni maszynowej nasze natarcie załamało się, a Niemcy zaczęli przechodzić do przeciwuderzenia zorientowawszy się, iż jesteśmy uzbrojeni głównie w broń krótką i granaty.
W natarciu straciliśmy dziesięciu ludzi, w tym dowódcę kompanii por. „Zygmunta”, który sam poprowadził nas do natarcia. Dalszy napór Niemców powstrzymały wybuchy granatów, celnie rzucanych przez naszych chłopców. Niemcy zatrzymali się i zaczęli dobijać rannych, co pozwoliło nam oderwać się od nich i wycofać z powrotem do Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych.
Natarcie to nie miało nigdy nawet najmniejszej szansy powodzenia, a jego wynik był z góry przesądzony

Jak podaje Bolesław Taborski, żołnierz pułku „Baszta”, oddział ten liczący ponad 2000 żołnierzy posiadał 380 pistoletów, 90 pistoletów maszynowych, 270 karabinów i 1000 butelek zapalających.

...5000 stabo uzbrojonych młodych powstańców 1 sierpnia 1944 roku po południu podjęło śmiertelny bój o Warszawę z 20 000 dobrze uzbrojonych Niemców obsadzających silnie ufortyfikowane obiekty, którego bez wydatnej pomocy z zewnątrz w żaden sposób nie mogło wygrać. Aleksander Skarżyński utrzymuje, że w rzeczywistości zaledwie 3500 powstańców posiadało broń.
Powyższe cytaty J.M. Ciechanowski Powstanie Warszawskie

Niemcy mogli zdusić powstanie w tydzień. Nie było takiej potrzeby.
Pod koniec lipca wojska niemieckie po wielkiej bitwie pancernej pod Okuniewem zamknęły w okrążeniu i zniszczyły sowiecki 3 Korpus Pancerny. Wyczerpane oddziały sowieckie przeszły do defensywy. Powstańcy nie zdołali zdobyć żadnych obiektów strategicznych z punktu widzenia Wehrmachtu. Niemieckie tyły nie zostały zagrożone dlatego początkowo ograniczyli się tylko do oczyszczenia arterii komunikacyjnych, co osiągnęli bez trudu.
Miasto zostawili na żer rzezimieszkom i rzeźnikom z formacji tyłowych przydzielając im jedynie saperów, artylerię i nieco broni pancernej. Mieli też okazję wyciągnąć z magazynu gigantyczny moździerz. Nie musieli się spieszyć.

oto Zbyszek S

Generalnie mamy problem z

Generalnie mamy problem z przywódcami. Ten problem leży jednak nie w przywódcach, tylko w ludziach, w sposobie odbierania i oceniania przez nich rzeczywistości.

Polacy są po prostu niezwykle podatni na emocje. Przywódcą zostaje więc nie ten, który jest sprawny, skuteczny, efektywny, tylko ten, który najlepiej potrafi rozniecać te emocje, posługiwać się nimi.

Stąd element rozsądku i efektywności jest umniejszany, a każda klęska i porażka, czczona jak wyraz najszczytniejszych emocji, które pozwalają na dalsze epatowanie emocjami.

A jednak, chyba jako jedyny w okolicy, wywiesiłem wczoraj flagę. Bo Gajcy, bo setki i tysiące, poszły w bój, na śmierć i życie. Nie o swoją kieszeń. Ale o Polskę. Więc dla nich, cześć i chwała. Tym co suflują, że nie wolno nam oceniać dowódców i decydentów, bo właśnie cześć i chwała, chyba tylko milczenie.

oto Krzysztof M

Generalnie mamy problem z

Generalnie mamy problem z przywódcami. Ten problem leży jednak nie w przywódcach, tylko w ludziach, w sposobie odbierania i oceniania przez nich rzeczywistości.

Od dłuższego czasu nazywam to "Brak mechanizmów kreowania elit."

oto Mar.Jan

"Brak mechanizmów kreowania elit"

Taki mechanizm jest. To jest układ: mistrz-uczeń.
Po pierwsze musi byc ten mistrz, a więc naukowiec, profesor, który może być autorytetem dla studentów.
Elita z założenia jest grupą wąską, mała liczebnie. Elitą społeczna staje się wtedy, gdy ma wpływ na zarządzanie państwem.
I tu lezy pies pogrzebany. Problemem Polski nie jest brak wykształconych ludzi, którzy mogliby stac sie elitą narodu. Problemem Polski (i nie tylko Polski) jest styl zarządzania państwem, który polega na organizowaniu plebiscytów popularności tzw. "polityków" czyli ludzi, którzy nie będąc elita intelektualną, sa usilnie promowani przez media, z którymi zawierają zwyczajne interesy finansowe. Mediom opłaca się promocja okreslonych polityków, którzy sa popularni wśród tzw. ludu, czyli wśród demokratycznych wyborców.
Prawdziwa elita umysłowa nie ma popularności, ponieważ mówienie prawdy, która zazwyczaj jest trudna i skomplikowana, nie sprzyja popularności.
I tu koło powszechnej niemożności sie zamyka.
Rządzą miernoty, które rozsiewają miernotę. Miernota rośnie, elita sie kurczy ( udając się na emigrację wewnętrzną lub zewnętrzną).
p.s.
Miarą intelektualnego potencjalu klasy politycznej jest porzekadło podsłuchanego ministra o tym że Polska to "ch.., d... i kamieni kupa". Mentalność menela spod budki z piwem. Oto "elyta" polityczna Polski. To też skutek m.in. Powstania Warszawskiego!

oto Krzysztof M

Taki mechanizm jest. To jest

Taki mechanizm jest. To jest układ: mistrz-uczeń.

Jest to on na papiurku.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.