11 wizyt

TVP przypomina w dzisiejszych programach informacyjnych historię 11 dotychczasowych wizyt prezydentów USA w Polsce od podróży Richarda Nixona do Warszawy w 1972 roku. Nie ma w tym w zasadzie nic zaskakującego lub nieoczekiwanego. Podobne zestawienia przy okazji kolejnych odwiedzin liderów z Waszyngtonu robiły ekipy TVN i Polsatu.

Ton komentarzy wydaje się również podobny, do tych, które mogliśmy usłyszeć podczas pobytu Baracka Obamy z okazji 25-lecia wyborów z 1989 roku, trzykrotnych wizyt George`a W. Busha w poprzedniej dekadzie, najbardziej historycznej wizyty Billa Clintona w 1997 roku, gdy na Placu Zamkowym zaprosił Polskę do NATO lub podróży George`a Busha seniora w 1992 roku. Ale też, nie wydaje się, by odbiegał on od generalnie pozytywnego tonu, który również i wbrew pozorom - towarzyszył wizytom amerykańskich prezydentów w PRL.

Dziwny zbieg okoliczności historycznych sprawił bowiem, że jeszcze w poprzednim ustroju wszystkie te podróże miały miejsce akurat w epoce odprężenia pomiędzy Wschodem i Zachodem w latach siedemdziesiątych (wizyty Nixona oraz Geralda Forda w 1975 i Jimmiego Cartera w 1977 roku) oraz już po Okrągłym Stole i w czasie zaawansowanej pieriestrojki na Kremlu (podróż seniora w lipcu 1989 roku). Szczególnie w czasach wizyt w epoce gierkowskiej, co zauważali chociażby w swoich dziennikach Stefan Kisielewski i Mieczysław F. Rakowski, z łam prasy znikały nagle przejawy antyamerykańskiej propagandy, a publicyści przypominali postacie Pułaskiego i Kościuszki oraz duże znaczenie Polonii amerykańskiej w życiu publicznym Stanów Zjednoczonych.

Ciekawym, choć rzadko dostrzeganym aspektem wielu wizyt prezydentów USA jest fakt, że wielokrotnie podróże amerykańskich liderów do Polski były swoistym przystankiem w drodze (czasem powrotnej) na Wschód. W 1972 roku Richard Nixon przyleciał na Okęcie prosto z Moskwy, gdzie z Leonidem Breżniewem podpisał pierwsze w historii porozumienie o ograniczeniu zbrojeń strategicznych (tzw. SALT I).

Pod koniec lipca 1975 roku Gerald Ford również zawitał w Warszawie w drodze powrotnej z Kremla, a później, prosto z Polski udał się do Helsinek na uroczystości podpisania Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Jimmy Carter przejściowo złamał pod koniec 1977 roku taką tradycję. Jego podróż była jednakże częścią globalnego tournée obejmującego m. in. Iran (na spotkanie z szachem Rezą Pahlavim prezydent poleciał prosto z Polski), Indie, Egipt, Francję i RFN.

Podobnie zrobił Bush senior, który w lipcu 1989 roku po spotkaniach z Wojciechem Jaruzelskim w Warszawie i Lechem Wałęsą w Gdańsku odleciał do Budapesztu, a następnie na paryski szczyt ekonomiczny grupy G7. Zarówno Bush senior (w 1992 roku) i Bill Clinton (w 1994 roku) bezpośrednio po wizycie w stolicy Polski spotkali się z prezydentem Borysem Jelcynem. Bush jr tuż po pierwszej wizycie w Warszawie w czerwcu 2001 roku, prosto z Polski poleciał do Słowenii, gdzie rozmawiał z Władymirem Putinem. Dwa lata później, Bush jr również prosto z Warszawy udał się do Sankt-Petersburga, gdzie uczestniczył w uroczystościach 300-lecia założenia tego miasta.

Zwyczaj podtrzymał Barack Obama, który gościł w Warszawie w 2011 roku tuż po szczycie G-8 we Francji, gdzie rozmawiał z ówcześnie pełniącym funkcję prezydenta Rosji Dmitrijem Miedwiediewem. Również podczas ostatniej wizyty w 2014 roku, bezpośrednio z Warszawy Obama poleciał na uroczystości upamiętnienia 70-lecia lądowania aliantów w Normandii, gdzie o sytuacji na Ukrainie rozmawiał z Władymirem Putinem, Angelą Merkel i Francois Hollande`m. Wyliczanie wszystkich tych podróży wydać się może Czytelnikom nużące, jednakże pokazuje dobitnie horyzont działania przywódców znad Potomaku i miejsce, jakie zawsze zajmowała w nim Polska.

Wizyty prezydentów Stanów Zjednoczonych w Polsce lub nawet innych krajach regionu. zawsze i niezależnie od panujących ustrojów i rządzących ekip cieszyły się sporą popularnością, nierzadko kontrastującą z niechęcią, jaką cieszyli się oni w ojczyźnie lub niektórych krajach zachodnich. Odgrywał tu rolę paradoks, który dotknął też w historii innych przywódców, np. generała Charlesa de Gaulle`a, który w czasie wizyt w Polsce i Rumunii w latach 1967-68 witany był jak wielki lider, podczas gdy nad Sekwaną i Loarą jego popularność z trudem próbowała odbić się od dna.

Rok 2017 to już nie czasy Nixona, Cartera czy Clintona. Wizyta Donalda Trumpa nie zapowiada się w żaden sposób na wielki przełom zarówno w dość przewidywalnych i jednostronnych relacjach polsko-amerykańskich, jak i stosunkach transatlantyckich. Za niedługi czas pamiętać ją będzie raczej historyczna kronika aktywności prezydenta na stronach waszyngtońskiego Departamentu Stanu niż podręczniki historii. W dołączonym linku: film Polskiej Kroniki Filmowej dokumentujący wizytę w Polsce prezydenta Jimmiego Cartera pod koniec 1977 roku

Łukasz Kobeszko

Dziennikarz i publicysta specjalizujący się w problematyce międzynarodowej i historii najnowszej. Absolwent filozofii (UKSW). Publikował w "Znakach Nowych Czasów:", "Myśli Polskiej", "Dziś. Przeglądzie Społecznym", "Obywatelu", miesięczniku Polonii "Wspólnota Polska" oraz "Naszym Głosie".

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.2
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 5)

Tematy: 

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.