Już 46 lat czekam na mieszkanie!

Podobno w PRL bardzo długo czekało się na mieszkanie. Może to i prawda. Zacząłem czekać na mieszkanie jeszcze za czasów Władysława Gomułki, tj. w 1969 roku (od 1968 uczyłem się w XIV LO im. Klementa Gottwalda i dostawałem dość wysokie stypendium).

Nie doczekałem się jednak mieszkania, bo PRL się skończył i nastała III RP, jakoby dużo lepsza.

Moje czekanie w PRL przebiegało zgodnie z wolą tego państwa, tj. w 1969 założyłem książeczkę mieszkaniową, na którą trzeba było co miesiąc wpłacać określoną kwotę. W książeczce informowano, że po minimum 5 latach wpłacania, będzie mi się należała odpowiednia premia pieniężna:

regulamin.jpg

Minimalny pięcioletni okres oszczędzania osiągnąłem w 1974 roku i natychmiast (1 czerwca 1974) złożyłem deklarację kandydacką do wybranej spółdzielni mieszkaniowej (byłem już wtedy studentem chemii na Uniwersytecie Wrocławskim im. Bolesława Bieruta). Po stosownym okresie oczekiwania 21 lutego 1977 zostałem zarejestrowany jako kandydat, co potwierdzono na stronie 2 okładki książeczki:

ksiazeczka_0.jpg

Ponieważ chciałem trzech pokoi z kuchnią (mój pierworodny był już na świecie), to poinformowano mnie, że muszę uzupełnić zaliczkę na wkład do kwoty 58.200 zł. Uwzględniwszy to, co miałem już zaoszczędzone na książeczce, musiałbym wpłacić jeszcze 40 tys. zł, tj. niemal dziewięć przeciętnych miesięcznych pensji na rękę (w 1977 przeciętna na rękę wynosiła 4.600 zł). Oceniłem, że to zbyt dużo i spuściłem z tonu. Niech będą dwa pokoje z kuchnią.

Spółdzielnia odniosła się ze zrozumieniem do mojej trudnej sytuacji. Obniżyła mi wymaganą kwotę do 39.800 zł (tyle trzeba było na dwa pokoje z kuchnią). Musiałem więc dopłacić 21.600 zł, czyli niecałe pięć przeciętnych miesięcznych pensji na rękę (tyle to już mój studencki budżet był w stanie wytrzymać). Wymaganą wpłatę wniosłem 10 września 1977 i stałem się pełnoprawnym kandydatem, ze zgromadzoną pełną zaliczką na wkład.

Już cieszyłem się wizją przyszłego mieszkania, już czekałem na moment, kiedy zostanę przypisany do konkretnego budynku i będę jeździć patrzeć, jak kopią pod fundamenty, jak blok powoli wyrasta etc. Niestety, przyszedł kryzys 1980/1981, potem sankcje a na koniec w 1989 PRL się rozsypał. No ale zapewniano, że w III RP wszystko ruszy z kopyta, więc o mieszkanie się nie obawiałem.

Trochę mnie zaniepokoiła denominacja (dla młodszych wyjaśnienie, że zamieniano wtedy 10.000 starych złotych na 1 nowy złoty). W związku z denominacją 16 lutego 1998 bank potwierdził mi, że uwzględniając moje dodatkowe wpłaty, mam na książeczce 5,28 zł (w starych pieniądzach byłoby to 52.800 zł). Nie brzmiało to dobrze, ale władze III RP zapewniały, że właściciele książeczek mieszkaniowych nie będą oszukani.

Ponieważ władzom ufam raczej tak sobie, to zwróciłem się do banku z prośbą, by ustalił, ile naprawdę warte jest te moje 5,28 zł. Pismem z dnia 20 lutego 1998 roku, bank poinformował mnie, że na dzień 1 marca 1998 moje 5,28 zł będzie liczone jako 12.704,79 zł.

przeliczenie.jpg

Wydaje mi się, że 12.705 zł z 1998 to dużo mniej niż 52.800 zł z PRL, ale skoro bank twierdzi, że to realnie tyle samo, to pewnie źle mi się wydaje. Problem jest jednak w innym miejscu. Nie mogę otrzymać mieszkania, bo III RP daje mieszkania tylko tym, którzy są w tragicznej biedzie. Mnie III RP uznaje za bogacza, któremu nic się nie należy. Jednocześnie z punktu widzenia banków moje dochody są tak niskie, że jako dziadowi, nie można dać mi kredytu na mieszkanie.

III RP utworzyła w społeczeństwie bardzo dużą grupę ludzi, którym odmawia się mieszkania socjalnego, bo są zbyt bogaci, a jednocześnie odmawia się kredytu na budowę mieszkania, bo z punktu widzenia banku ci ludzie są zbyt biedni na kredyt. Moje czekanie na mieszkanie jest więc czekaniem na to, by państwo i banki stosowały to samo kryterium biedy. Skoro bank odmawia kredytu, to obywatel powinien dostać mieszkanie socjalne.

Póki co, w PRL czekałem na mieszkanie 20 lat (1969-1989) a w III RP czekam już dodatkowo 26 lat (1989-2015). Łącznie mam zatem 46 lat czekania na mieszkanie, czyli należę do najbardziej zasłużonych weteranów. Nie powiem, jest to nawet dość miłe uczucie.

Na mieszkanie zacząłem czekać jako licealista. Dziś jestem emerytem i nie doczekałem się. Ale za to mógłbym być królem czekających na mieszkanie. Przelicytuje mnie ktoś?!

oto Piotr Badura Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Dyskusja

oto baba jag

Zgodnie z ideologią III RP

która bez wątpienia jesz szczytną kontynuatorka PRL lat 1944-1956 jest Pan nieudacznikiem pozbawionym kreatywności.Pasożytem i komunistą,który oczekuje od państwa, że to państwo mu coś da. A III RP jest tylko PO to żeby nas wszystkich okraść. Okraść właściwie z tego co udało sie osiągnąc w komunie. Bo dzisiejsze majątki tak naprawdę należą do banków. Poniewaz Pana Lecha Jęczmyka znam osoibiście,przypomnę to co mówi Rafał Ziemkiewicz. Z walki komunizmu (kapitalizmu państwowego) z kapitalizmem (tak naprawdę kartelizmem) zwycięsko wyszedł feudalizm.

oto chłop jag

Przelicytuje mnie ktoś?! Ktoś

Przelicytuje mnie ktoś?!

Ktoś wyszedł Autorowi na przeciw - bo przecież przy obecnej polityce państwa-atrapy - będzie coraz więcej pustostanów - tołażysze.
Wniosek?
Wtedy pozostanie tylko czekać aż państwo-atrapa wyremontuje wspomniany pustostan - czyli czekanie ma nadal przyszłość- tołażysze.

oto Ferdek

Mieszkania w blokach za komuny

Kiedy na poczatku lat 1970-ych konczylem studia zastanawialem sie
nad kariera naukowa oraz mozliwoscia zatrudnienia na uczelni jako asystent. Kiedy jednak pewne znane przedsiebiorstwo zaproponowalo mi stypendium fundowane oraz obietnice otrzymania M2 w ciagu trzech lat nie zastanawialem sie. Budowano wtedy masowo wiezowce, w ktorych zamieszkala glownie klasa robotnicza, ale nie tylko. Majac prace oraz to male mieszkanko moglem zalozyc rodzine wedlug zasady "cos za cos." Kiedy patrze na dzisiejsza mlodziez, nie dziwie sie, ze tak opornie idzie im zakladanie rodzin.
Chociaz tutaj w USA sytuacja mlodych tez nie jest latwa. Kiedys majac 20 lat mlodzi wyfruwali z domu. Dzisiaj okolo 30% mlodych ludzi do 35 lat mieszka z rodzicami lub otrzymuje od nich pomoc finansowa. Ich rodzice to powojenne pokolenie tzw. "baby boomers"
ktore odnioslo sukces i rozwijalo sie preznie razem z gospodarka Stanow Zjednoczonych po wojnie az do lat 1970-ych.

oto Sol

A mnie czeka 30 lat spłacania kredytu

i stres czy aby nie stracę pracy.
Generalnie nawet średnio zarabiający człowiek nie jest w stanie kupić mieszkania, bo ich ceny są zaporowe. Pozostaje kredyt lub oszczędzanie przez większość życia, ale kiedy założyć rodzinę?
Dlatego potrzebne są programy państwowe wspierające rynek mieszkaniowy. Taki program rozbujał gospodarczo Niemcy, a Polska obecnie to przykład jak wykończyć młodych ludzi z potencjałem.
Skala samobójstw, starzejące się społeczeństwo, fala emigracji, to wszystko skutki między innymi braku takiej polityki.

oto Marek Bekier

Zgadzam się, że bez kredytu

Zgadzam się, że bez kredytu bardzo trudno zbudować dom lub kupić mieszkanie ale nie jestem przekonany co do pomocy państwa. Prawdopodobnie zupełnie by wystarczyło gdyby to państwo nie przeszkadzało i nie powodowało generowania dodatkowych kosztów. Spróbuję uzasadnić na przykładach.
1. Sytuacja z miasta uzdrowiskowego w pięknych polskich górach.
Ceny działek budowlanych, domów i mieszkań są tutaj na poziomie zbliżonym do Krakowa (trochę niższe). Jednocześnie jest bardzo dużo pustych działek i działek zagraconych budowlami w stanie ruiny, których nie da się kupić ani sprzedać z różnych powodów mających swoje źródło w niemądrym prawie jak m.in.:
a) bardzo niskie (często zerowe) podatki od nieużytków i w efekcie możliwość posiadania takich gruntów przez zdegenerowanych właścicieli, którzy nie chcą sprzedać czegoś co ich nic nie kosztuje w utrzymaniu;
b) brak kar dla właścicieli zaniedbujących swoją własność do tego stopnia, że jest ona zagrożeniem dla zdrowia i życia przechodniów;
c) różne dziwne przepisy dotyczące ochrony środowiska i obiektów historycznych (jest np. budynek uznany za zabytek architektury drewnianej, który nie nadaje się do remontu ze względu na stan zniszczenia ale nikt go z listy zabytków nie chce wypisać).
2. Sytuacja z dowolnego miejsca w Polsce.
Żywność dla Polski jest w stanie zapewnić kilka niewielkich regionów posiadających dobre gleby (mniej więcej bez czepiania się szczegółów: Żuławy, wschodnia część Zamojszczyzny, lepsza pod względem gleb część Wielkopolski i Dolnego Śląska). Reszta musi się starać o jakieś inne zagospodarowanie ziemi. Jedną z szans byłaby produkcja dla budownictwa. Nie znam się na tym poza jakimiś pomysłami hobbysty-amatora ale to wystarczy aby sobie wyobrazić np.: masową produkcję słomy przerabianej na dodatek do produkcji pustaków o wysokich walorach energetycznych czy uprawa szybko rosnących krzewów na materiał do płyt wiórowych. Tylko jak to zrobić na większą skalę gdy produkcja większości materiałów budowlanych jest koncesjonowana a dopuszczenie ich do handlu wymaga niezliczonej ilości atestów i certyfikatów?

oto Sol

skoro przykład Niemiec i PRL Pana nie przekonuje

nawet w bogatych krajach posiadanie mieszkania jest zaporowe dla większości ludzi, za to banki się cieszą
a wystarczyłoby budownictwo społeczne i dywidenda kredytu społecznego

oto Donald Knuth

Sprzeczności

Bardzo zabawnie wygląda, gdy pisze Pan:

Prawdopodobnie zupełnie by wystarczyło gdyby to państwo nie przeszkadzało i nie powodowało generowania dodatkowych kosztów.

Zaś na poparcie tej tezy już pierwsze dwa przykłady (1.a i 1.b) to propozycja, by na innych nałożyć właśnie owe dodatkowe koszty.

Jednak jak wiele w ocenie sytuacji zależy od punktu siedzenia...

oto Marek Bekier

Błędem było to, że nie

Błędem było to, że nie dopisałem drugiej strony medalu. Wyjaśniam więc.
1a
Chodzi mi wyłącznie o równe traktowanie wszystkich właścicieli. Niewielki podatek gruntowy jest sprawiedliwym rozwiązaniem w każdym państwie. Nie widzę więc uzasadnienia podatku zerowego lub znikomo niskiego dla kogokolwiek. Jednocześnie uważam, że rozbojem jest żądanie wielokrotnie wyższego podatku od nieruchomości przeznaczonej na działalność gospodarczą. Podatki powinny być więc albo zależne jedynie od powierzchni nieruchomości (gruntu), albo w niewielkim stopniu uzależnione od jakiegoś wskaźnika związanego z urodzajnością ziemi (raczej wolę to pierwsze rozwiązanie choć mógłbym dyskutować ze zwolennikami drugiego). Podatek zerowy stawia w trudnej sytuacji osoby przedsiębiorcze, które nie mają skąd kupić terenów pod budowę domu lub pod działalność gospodarczą bo w okolicy jest jedynie ziemia zbędna jej właścicielom ale utrzymywana ze względu na zerowe koszty. Jawnym rozbojem są też próby wprowadzenia podatku katastralnego ale to inny temat.
1b
Tu chodzi mi jedynie o niewielkie ale konsekwentnie egzekwowane kary porządkowe, które zmusiłyby właścicieli do elementarnego dbania o swoją własność. Żeby było jasne to daję przykład (prawdziwy). Była sobie kamienica w centrum miasta. Właścicielem jednej jej połowy był człowiek dbający o swoją część i używający jej m.in. do niewielkiej działalności gospodarczej. Druga połowa miała kilku właścicieli, którzy doprowadzili ją do stanu grożącego odpadaniem cegieł i dachówek na głowy przechodniów, w tym klientów pierwszego właściciela. Teraz już tego domu nie ma bo jakimś cudem wszystkie strony dogadały się co do zagospodarowania terenu. Uważam, że groźba niewielkich ale konsekwentnych kar za doprowadzenie do stanu ruiny taki proces by przyspieszyła z korzyścią dla wszystkich.

oto Krzysztof M

Generalnie nawet średnio

Generalnie nawet średnio zarabiający człowiek nie jest w stanie kupić mieszkania, bo ich ceny są zaporowe.

Cóż... Czas zacząć budować slumsy.

Skala samobójstw, starzejące się społeczeństwo, fala emigracji, to wszystko skutki między innymi braku takiej polityki.

To wszystko, to skutki pustki w głowach Polaków. Polityka to tylko pochodna tej pustki.

oto Sol

jaka pustka

ludzie się nie zmienili od PRL, zmieniła się jednak rzeczywistość jaka tych ludzi otacza

oto Piotr Badura

Co jest żartem, a co na serio

Zapewne wielu użytkowników Prawicy.net podejrzewało, że coś z tym moim "czekaniem na mieszkanie" jest nie tak. Słusznie podejrzewali. Gdy w 1978 ukończyłem wreszcie studia, miałem ochotę zająć się jakimś prywatnym biznesem, ale uczelniany pełnomocnik ds. zatrudnienia zaczął mnie ścigać, przypominając o obowiązku odpracowania trzech lat. Gdy w końcu zaczął mi grozić sądem (istna Białoruś), postanowiłem zatrudnić się na te obowiązkowe trzy lata.

Mimo że moja chemia była o kierunku przemysłowym, to najsensowniejsze okazało się podjęcie pracy w charakterze nauczyciela chemii (zgodnie z zasadami byłem zaasekurowany i uprawnienia pedagogiczne miałem). W opolskim kuratorium poprosiłem o oferty pracy, zastrzegając, by mi nawet nie pokazywać tych bez mieszkania i tych daleko od mojego rodzinnego Opola. A najlepiej żeby było dużo lasów w okolicy, bo lubię lasy. Postawione przeze mnie kryteria spełniały cztery oferty. Wybrałem Brynicę.

Wokół Brynicy rozciągają się Bory Stobrawskie (dziś park krajobrazowy). Autobusy z Brynicy do Opola jeździły wtedy co godzinę (w niedziele co trzy godziny). Dojazd do ścisłego centrum Opola trwał pół godziny. Ostatni powrotny z Opola do Brynicy był o 22:20. Jeszcze zanim formalnie podjąłem pracę, otrzymałem klucze do mieszkania. Mieszkam w nim do dziś, to jest już ponad 36 lat i jestem z niego zadowolony, choć po usamodzielnieniu się synów wydaje mi się ono nieco za duże. Przemyśliwam więc nad czymś dużo mniejszym i to najlepiej w Opolu. Ale nie ma pośpiechu.

Dlaczego więc czekam 46 lat na mieszkanie? Czekam, bo czekanie nie boli, jeść nie woła, płacić nie trzeba, więc czemu nie mam sobie czekać? A może uda mi się pobić rekord Guinnessa w czekaniu na mieszkanie i stanę się sławny.

W domu była nas czwórka rodzeństwa, więc z definicji żyliśmy, oględnie mówiąc, skromnie. Moja starsza siostra bardzo wcześnie założyła rodzinę. Dostała w Opolu spółdzielcze M-3, gdy jej pierworodny miał rok (jeśli dobrze pamiętam). Swój przypadek już opisałem.

Młodsza siostra studiowała we Wrocławiu. Uczyła się najchętniej z całego naszego rodzeństwa, więc studia ukończyła przed terminem i z bardzo wysoką średnią. W latach 70. obowiązywał przepis, że tacy absolwenci muszą dostać mieszkanie w ciągu roku od ukończenia studiów, i tak się stało. Dostała M-4 we Wrocławiu.

Brat, najmłodszy z nas ukończył Politechnikę Wrocławską i podjął pracę w telekomunikacji w Opolu (nazywało się to wtedy jakoś tak: Polska Poczta, Telegraf i Telefon, ale pewności nie mam). Z dniem rozpoczęcia pracy dostał mieszkanie służbowe w miejscu pracy (pod Opolem). Ciągnęło go jednak do miasta, więc zamieniliśmy się miejscami w kolejce mieszkaniowej (było to dopuszczalne) i on dostał M-5 w Opolu a mnie spółdzielnia na jakiś czas przestała nękać wezwaniami, bym się w końcu określił, czy chcę tego mieszkania, czy nie.

Wychodzi więc na to, że z czworga dzieci moich rodziców trójka dostała w PRL mieszkania bez szczególnego czekania i tylko ja jeden czekałem w PRL 20 lat (potem PRL się skończył). No ale to moje czekanie to absolutna lipa! Takie też są informacje o "długoletnim czekaniu na mieszkanie w PRL". To taka sama prawda, jak to, że w sklepach były puste półki (nie licząc octu), jak to, że propaganda Gierka tłukła nieustannie, że jesteśmy jakoby 10. gospodarką świata etc.

Mam swoje prywatne kryterium oceniania, czy ludzie naprawdę czekają na mieszkania. Moje dzieciństwo upłynęło na opolskiej Wyspie Pasieka. To taka bardzo urokliwa dzielnica Opola. Z wyspy można wyjść sześcioma mostami drogowymi (są jeszcze dwa kolejowe). Z mojego rodzinnego domu do centrum miasta najbliżej jest przez most, który do 1945 nazywał się Schlageter Brücke, a dziś chyba nie ma nazwy:

most-1.jpg

Pod tym mostem są "apartamenty", które w III Rzeszy (wedle mojej wiedzy) były pustostanami. W PRL też były pustostanami, co od 1960 mogłem stwierdzać naocznie (wcześniej nie puszczali mnie samego z domu). W III RP przestały być pustostanami. Poniżej współczesne zdjęcie mostu Schlagetera, widzianego od dołu:

most-2.jpg

i całkiem od spodu:

most-3.jpg

Na kolejnym zdjęciu "apartament" na zbliżeniu:

most-4.jpg

Zdjęcia wykonałem w cieplejszej porze roku (na zimę państwo szukają innego lokum) i w czasie, w którym państwo udali się do pracy (przegrzebywanie śmietników). Nie mogę robić zdjęć, gdy państwo są w domu, bo oni strasznie się wtedy złoszczą.

Ze zdjęcia widać, że państwo zadbali, by im nie ciągnęło od gruntu. Całe mieszkanie wyłożyli kilkoma warstwami tektury falistej z kartonowych opakowań. Zarówno pan, jak i pani domu, mają oddzielne kocyki - pani domu ten cieplejszy, brązowawy, a pan domu ten cieńszy, niebieskawy.

Na swój użytek stosuję proste kryterium. Jeśli apartamenty pod mostem Schlagetera są pustostanami, to kolejka oczekujących na mieszkanie jest lipą. Jeśli jednak wspomniane apartamenty są zamieszkane, to znaczy, że naprawdę ludzie czekają na mieszkanie.

Wedle sformułowanego powyżej kryterium, w PRL nikt tak naprawdę nie czekał na mieszkanie. Ludzie czekali tylko na poprawę warunków mieszkaniowych. Beznadziejne czekanie na mieszkanie przywróciła dopiero III RP (choć akurat mnie to nie dotyczy, bo ja czekam tylko dla sportu).

Nie pisałbym o swym "wieloletnim oczekiwaniu na mieszkanie", gdyby nie Białorusini, licytujący się, ile kto czeka na mieszkanie. O białoruskiej "kolejce mieszkaniowej" napiszę jednak oddzielny artykuł.

oto baba jag

Panie Piotrze mój kolega

właśnie wrócił z Białorusi. Ponieważ był i na Ukrainie może coś powiedzieć i o jednym i o drugim. Z jego opinii wynika,że wprawdzie Białoruś to nie kraina szczęśliwości,ale dużo wiekszego spokoju i kraj, w którym medianie społeczeństwa żyje się bezpieczniej niż na Ukrainie i w POlandii.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.