Uciekajcie!

Od pewnego czasu jednym z głównych tematów polskich forów/grup netowych w UK nie jest już "kiedy nas stąd wyrzucą" tylko... "KIEDY WRACAĆ?". Bez żadnego racjonalnego powodu, bynajmniej nie oglądając TVP - Polaków po raz kolejny ogarnęła fala jakiegoś dziwacznego optymizmu.

Marzenia powracają...

Przyczyn oczywiście może być sporo: nostalgia, wzrost pewności siebie (a więc i do pewnego stopnia... beztroski) w związku z poprawą własnych warunków życia (NA EMIGRACJI, ale to widać detal...), fakt, że niektórzy jakby nigdy do końca nie wyjechali, wciąż upierając się, że najlepsze są niemieckie parówki w hinduskim sklepie z polską flagą. I nie ma większego znaczenia nic z tego, co faktycznie widzą, słyszą i odczuwają przylatując okazjonalnie do Polski: że to bardzo drogi kraj, w którym za wszystko (poza wódką i papierosami, bo już nawet mieszkaniem tylko w pewnym sensie) płacą tyle samo co w UK przy 5-KROTNIE NIŻSZEJ SILE NABYWCZEJ GODZINY PRACY. Że nie pojawiają się żadne trwałe elementy prawdziwej poprawy gospodarczej, nie ma nowych miejsc pracy, ani nie rosną znacząco zarobki. Wszystko to wpada jednym okiem, a uchem wylatuje, nie pobudzając żadnej szarej komórki. Bo że ludzie w polskich autobusach opowiadają, że żaden rząd nigdy tak o obywatela nie dbał, a mówią to mając w lichych siateczkach suchą bułeczkę, najtańszą mielonkę i jednego pomidora, bo na drugiego ich już stać nie było - to już polska niewolnicza, psia natura. Ale że odbija też Polakom, którym udało się uciec?

Jasne, namieszało trochę 500+, dzieciatym wyspiarskim rodzinom trochę to zaburza rachunki, bo dodaje się ciężko, a pamięć już nie ta i widać trudno jest zauważyć, że żaden zasiłek nie zrównoważy braku stałej, przyzwoicie płatnej pracy. Zwłaszcza, gdy nie towarzyszy mu żadna przemyślana i celowa strategia celu socjalnego, polityka mieszkaniowa, podatkowa etc. Jasne, że pracownicy wykwalifikowani tak jak w Polsce powtarzają ciągle, że wyjadą - tak wyjechawszy, cały czas mantrują, że wrócą. Przede wszystkim jednak decyduje chyba bezbrzeżna naiwność naszego narodu. To przekonanie, że skoro chcemy, żeby było dobrze - to w sumie dobrze już jest. I ostatecznie to te marzenia zawsze nam wystarczają...

Kolejna fala

Wyjechali ci, o których "Pierwsza Polska" zapomniała i którymi tylko pogardzała, ludzie z małych wioch, którym właśnie zlikwidowano ostatni autobus i tak dochodzący raz na tydzień, utrzymujący się za pieniądze, które "Pierwszopolacy" gubią w oparciach kanap. Dla nich wyjazd był najważniejszą decyzją życia, poza tym pozbawionego sensu. Decyzją, która niektórych z nich jednak obudziła i może dziś powrócić jako niebezpieczna farsa. Bo skoro raz zmienili swoje życie – to mogą zrobić ponownie, tyle tylko, że skoro zmiana kojarzy im się wyłącznie z innym miejscem pobytu – to tym razem może to być jedynie ponowne pogorszenie własnego losu i dalszy ruch w te i we wte, bez żadnego wpływu na rzeczywistość w żadnym z chaotycznie wymienianych miejsc.

Wyjechali też najaktywniejsi, następcy tych sprytnych Polaków z bazarów Europy lat 80-tych i 90-tych, tych ze szczęk i warsztatów, fachowcy, złote rączki, spryciarze. Ludzie stanowiący o rozwoju każdego zdrowego społeczeństwa. Jedni i drudzy wracając zobaczą taką samą beznadzieję jak była, średnie zarobki nadal sztucznie zawyżane przez wąską grupę "Pierwszopolakow" - korporasów i wyższych urzędników. Ujrzą też zajęcia, do których mogliby może aspirować (tzn gdyby urealniono polskie zarobki) - zajęte przez Ukraińców, pracujących za marne grosze i tym samym utrzymujących gospodarkę III RP w anty-rozwojowej i anty-narodowej pułapce.

I wahadło znów odbije w stronę emigracji, bo w Kraju nic się nie zmieniło i w takiej sytuacji nic nie zmieni.

Kolejna fala emigracyjna uzupełniona zaś będzie (a właściwie już jest) jeszcze jednym elementem: tą częścią młodzieży, która chce nie tylko skończyć prawdziwe studia, ale i mieć po nich co robić w świecie naprawdę otwartych możliwości dla ludzi z głową i inicjatywą. Pokolenie rodziców, które z ogromnym wysiłkiem, ale jakoś jednak pcha swoje wózki w Polsce, swoim nasto- czy 20-letnim potomkom, jeśli tylko chcą się uczyć i rozwijać – przekazuje tylko jedną, za to mądrą życiową naukę: UCIEKAJCIE!

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.857145
Ogólna ocena: 3.9 (głosów: 7)

Tematy: 

Dyskusja

oto Natalia Julia Nowak

Konrad Rękas

Ludzie w Polsce są strasznie wielkopańscy. Ciągle kapryszą, narzekają, zachowują się jak księżniczka na ziarnku grochu. Nigdy nie są zadowoleni, ich potrzeby nieustannie rosną, a przez to nie dają się trwale zaspokoić. Polacy - zamiast cieszyć się tym, co mają - marudzą, że ludzie na Zachodzie mają jeszcze więcej. Dlatego wyjeżdżają z Polski, chociaż mogliby tu spokojnie przeżyć. W naszej Ojczyźnie nie ma slumsów rodem z Indii czy Brazylii. Plaga bezrobocia to już przeszłość, a zarobki i warunki życia są bardzo dobre, o czym świadczy fakt, iż Polska jest Ziemią Obiecaną dla niezliczonych Ukraińców, Białorusinów, Mołdawian, Chińczyków i Wietnamczyków. "Mamy to, czego nie ma nikt inny, zjeżdżają do nas z wielu świata stron" - chciałoby się zaśpiewać fragment znanego przeboju.

Piszę to wszystko z wielkim bólem, ponieważ sama mam w rodzinie osoby, które ponad 10 lat temu wyjechały na Zachód i nie zamierzają wracać do Polski. Oceniam ich postawę jednoznacznie negatywnie, a one doskonale o tym wiedzą. To, że te osoby są moją rodziną, nie oznacza, iż mam prawo traktować je bardziej ulgowo niż nieznajomych Iksińskich. Nie uznaję specjalnych przywilejów dla "krewnych i znajomych królika". Jeśli te osoby pożałują swojej decyzji i wrócą na stałe do Ojczyzny, to chętnie im przebaczę i uznam całą sprawę za niebyłą. Teraz jest dobry czas na reemigrację: zagrożenie terrorystyczne w Europie Zachodniej i brak rąk do pracy w naszym Kraju.

oto Zona

Plaga bezrobocia to

Plaga bezrobocia to przeszłość? Dalej mamy milion (i to tylko oficjalnie) bezrobotnych mimo 4 milionowej przymusowej emigracji. Jest świetnie. ps. 4 ukraińców w jednym, pokoju zawsze będzie w oczach "pracodawcy" w uprzywilejowanej pozycji do Polaka tym bardziej że mamy klika mln osób na śmieciówkach, ze śmiesznym zusem, bez prawa do urlopu. Jest świetnie. Dla kliki uprzywilejowanych.

oto Konrad Rękas

zarobki i warunki życia są

zarobki i warunki życia są bardzo dobre, o czym świadczy fakt, iż Polska jest Ziemią Obiecaną dla niezliczonych Ukraińców, Białorusinów, Mołdawian, Chińczyków i Wietnamczyków (...) Teraz jest dobry czas na reemigrację: (...) brak rąk do pracy w naszym Kraju.

Wiem, że mogę pożałować tego pytania, ale Pani napisała coś tak obrażającego inteligencję na poważnie?

Naprawdę proponuje Pani Polakom z UK i Niemiec powrót na warunkach, które oferuje się w Polsce robotnikom sezonowym z Ukrainy - i nazywa to Pani "bardzo dobrymi zarobkami" i "Ziemią Obiecaną"?

oto Natalia Julia Nowak

Konrad Rękas

Oczywiście, że tak. Ja nie miałabym nic przeciwko życiu na takich warunkach. Mogłabym nawet pracować z Ukraińcami, byle tylko w Polsce, a nie na obcej ziemi.

oto Robercik

To musi Pani przyjąć do

To musi Pani przyjąć do wiadomości, że większości ludzi takie półzwierzęce życie nie odpowiada. Można jeszcze dyskutować o pensjach typu 4000 na rękę i więcej, ale jak ktoś ma 2000 z wiszącym nad nim tekstem "jak się nie podoba to...", to ja nie widzę powodu by się poświęcał dla ojczyzny. Poświęcać może się Chińczyk, bo u niego jest coraz lepiej.

oto Krzysztof M

Ja nie miałabym nic przeciwko

Ja nie miałabym nic przeciwko życiu na takich warunkach. Mogłabym nawet pracować z Ukraińcami, byle tylko w Polsce, a nie na obcej ziemi.

Mało jeszcze pani wie o życiu. (..) Mało jeszcze pani wie o życiu...

Ile razy musiała pani spać w "lokalu", którego głównym lokatorem są wszy? (Warszawa)
Ile razy musiała pani spać na łóżku, które śmierdziało 10x gorzej, niż najgorszy dworcowy kibel? (Gdynia)
Ile razy ryzykowała pani życiem, żeby zarobić na chleb?

Proszę poczytać reportaże Walraffa. Może pani coś zrozumie. Może...

oto Natalia Julia Nowak

Konrad Rękas

Ja stąd nie wyjadę, choćbym miała zostać sama z Ukraińcami. Może ucieknę dopiero wtedy, gdy Ukraińcy staną się dla mnie zagrożeniem, np. postanowią wyrżnąć ostatnich Lachów. Mój Dziadek (urodzony w Walonii), Pradziadek (urodzony w Zagłębiu Ruhry) i Prababcia (urodzona w Poznaniu) przyjechali do Polski aż z Belgii. Uczynili to w późnych latach 40., kiedy Polska była dużo biedniejsza niż dzisiaj, a w dodatku niebezpieczna i niedemokratyczna. Rzucili wszystko i ruszyli w nieznane, ponieważ wiedzieli, że na Ziemiach Odzyskanych potrzebni są polscy robotnicy. Takich rodzin były dziesiątki tysięcy, może nawet setki tysięcy. Ale w mediach Pan o tym nie usłyszy, bo to niezgodne z oficjalną wersją powojennej historii Polski. :(

oto Stefan Molińu

No właśnie, ciekawe jak

No właśnie, ciekawe jak obecna propaganda opisuje takich dipisów nawróconych na PRL w podręcznikach, którym MEN dało imprimatur.

oto Natalia Julia Nowak

Stefan Molińu

Pewnie martyrologicznie. Biedni, naiwni robotnicy zostali oszukani przez złych komunistów, którzy przedstawili im PRL jako proletariacki raj.

Reemigranci z Francji, Belgii i Westfalii w Wałbrzychu
https://depot.ceon.pl/handle/123456789/10006

Reemigracja Polaków z Francji oraz ich adaptacja w Polsce Ludowej w latach 1945-1950
https://depotuw.ceon.pl/handle/item/1280

Reemigracja Polaków znad Sekwany. Powrót Francuzów
http://www.polityka.pl/pomocnikhistoryczny/1674792...

Dolny Śląsk nie dla wszystkich był ziemią obiecaną
http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,114738,156139...

Trzy kolory
https://www.tygodnikprzeglad.pl/trzy-kolory/

Francuski bon ton
http://gosc.pl/doc/1202526.Francuski-bon-ton

oto Natalia Julia Nowak

Fragment reportażu z "Wyborczej"

Autorka koncentruje się na reemigrantach z Francji, ale do reemigrantów z Belgii raczej też to pasuje.

Bulle zamiast mszy

Po zakończeniu drugiej wojny światowej do wolnej Polski postanowiło powrócić również wielu reemigrantów z Francji. W większości wyjechali oni nad Sekwanę po 1919 r., gdy polsko-francuska konwencja otworzyła dla nich granice i mogli zatrudnić się m.in. we francuskich kopalniach. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, chcieli znów pracować dla ojczyzny.

- Wielu z nich miało wyidealizowany obraz swojego kraju. Dlatego powrót wiązał się dla nich z dużym rozczarowaniem - opowiada kulturoznawca Monika Bisek-Grąz, która poświęciła rozdział swojej książki o powojennym Wałbrzychu reemigrantom z Francji.

W powiecie wałbrzyskim zamieszkało ich około 20 tys. W związku z tym, iż w Wałbrzychu, Boguszowie-Gorcach czy w Jedlinie-Zdroju reemigranci stanowili grupę dominującą, miasta te nazywano nawet "francuskimi".

- "Francuzi", jak nazywali ich inni mieszkańcy miasta, czuli się oszukani. Z kraju, który oferował dość wysoki standard życia, trafili do powojennej Polski podnoszącej się z wojny. Zamienili wygodne parterowe domy na wielopiętrowe budynki. Do tego dochodziły różnice kulturowe - podkreśla Monika Bisek-Grąz. - Reemigranci wyróżniali się powściągliwością od alkoholu i obojętnością religijną. Gdy inni szli w niedzielę do kościoła, "Francuzi" wybierali piesze wycieczki za miasto czy sportowe konkurencje, jak np. gry w bulle. Wyróżnikiem kulturowym był także strój: charakterystyczne szale czy nakrycia głowy wyróżniały ich spośród innych grup przybyłych do Wałbrzycha i powiatu. Kobiety bardzo dbały o fryzury i estetykę wyglądu. "Francuzom", których pejoratywnie nazywano też "bolszewikami" lub "komunistami", zarzucano wyniosłość w stosunku do innych oraz używanie między sobą w miejscach publicznych języka francuskiego. Co ciekawe, praca, która w przypadku innych grup kulturowych była czynnikiem integrującym, w tym przypadku stała się niejednokrotnie przyczyną antagonizmów, bo pozostałe grupy osadnicze uważały, że "Francuzi" wyśrubowują w kopalniach robotę, czyli po prostu zawyżają normę. Z kolei reemigrantów drażniła niesolidność organizacji pracy w kopalni, spekulacje w handlu, szaber i brak koleżeńskości.

"Francuzi" mieli najgorzej

Zdaniem kulturoznawcy to właśnie wśród "Francuzów" najtrudniej przebiegał proces integracji z innymi mieszkańcami Dolnego Śląska. Reemigranci rzadko wchodzili w małżeństwa mieszane, a jeśli już je zawierali, to raczej z pozostałą tu ludnością niemiecką. Z badań terenowych Moniki Bisek-Grąz wynika, że w Jedlinie-Zdroju, Boguszowie-Gorcach czy Wałbrzychu do tej pory starsze i średnie pokolenie bez trudu jest w stanie wskazać reemigrantów z Francji.

- Paradoks polega na tym, że pierwsze pokolenie przyjechało do Polski z powodu tęsknoty za ojczyzną. Ich dzieci, urodzone i wychowane we Francji, w zdecydowanej większości też tęsknią za ojczyną, ale w ich przypadku jest nią Francja. Stąd też kultywują "swoje" tradycje poprzez grę w bulle czy działanie w Chórze Frankofonów, gdzie w większości wykonują repertuar w języku francuskim.

Źródło: Lucyna Róg, "Dolny Śląsk nie dla wszystkich był ziemią obiecaną" (http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,114738,156139...)

oto BdeS

re: Fragment reportażu z "Wyborczej"

No i sama sobie Pani tym cytatem odpowiedziala dla czego Polacy, ktorzy posmakowali 'ludzkich' warunkow spolecznych nie spiesza sie z powrotem. Przyjazne otoczenie, uczciwi pracodawcy, opiekuncze panstwo, racjonalizm i postep. To nie sa okreslenia opisujace polskie realia - tak jest na zachodzie. Jesli wrocisz do Polski z pieniedzmi czeka cie zawisc, jesli bez pieniedzy, czeka cie szyderstwo i bieda. Jesli wrocisz z 'nie-polskim' partnerem (niedajboze z 'kolorowym') to wita go ksenofobia, jesli wrocisz z dzieckiem (znowu niedajboze z 'kolorowym') ale bez patnera, to maja cie za dziwke. Jesli nie chodzisz do kosciola to jestes podejrzany, jesli chodzisz na demonstracje KODu to jestes oficjalnie zdrajca narodu. Nie ma w narodzie radosci, a zamiast tego jest wzajemna niechec. W Wielkiej Brytanii politycy moga sie nie lubic, ale i tak ze soba rozmawiaja i potrafia wspolnie zartowac. Ja nie siedze za granica dla pieniedzy - takie same moglbym zarobic w Polsce, ale dla usmiechu jakim obdarza mnie rano sasiad, dla kultury na drodze gdy jade do pracy i dla czystego powietrza, ktorym oddycham.

oto Krzysztof M

Nie ma w narodzie radosci, a

Nie ma w narodzie radosci, a zamiast tego jest wzajemna niechec.

Pomieszał pan w tekście dobro ze złem i czego się pan spodziewa? Zgody narodowej? :-)

Ja nie siedze za granica dla pieniedzy - takie same moglbym zarobic w Polsce, ale dla usmiechu jakim obdarza mnie rano sasia

Ja rano spotykając sąsiadów obdarzam ich tym, na czym tak panu zależy. To może się pan gdzieś blisko przeniesie? Bo sąsiedzi robią to samo... :-)

oto Skanderbeg

Ale lewackie bzdury

Nieuczciwi pracodawcy są wszędzie. I w Polsce jest raczej tolerancja dla obcych. Jeżeli nie są masą

oto Stefan Molińu

Pewnie martyrologicznie.

Pewnie martyrologicznie. Biedni, naiwni robotnicy zostali oszukani przez złych komunistów, którzy przedstawili im PRL jako proletariacki raj.

Chodziło mi bardziej o to, jakich cudów (quasi) intelektualnej ekwilibrystyki dokonuje propaganda celem wytłumaczenia szkolnym bachurom, jak to się stało, że oto polscy dipisi uciekli z mlekiem i miodem płynącego Zachodu do tych paskudnych złych i opresyjnych komuchów.

oto PKK

Potrzeba demitologizacji

Mój Dziadek (urodzony w Walonii), Pradziadek (urodzony w Zagłębiu Ruhry) i Prababcia (urodzona w Poznaniu) przyjechali do Polski aż z Belgii. Uczynili to w późnych latach 40., kiedy Polska była dużo biedniejsza niż dzisiaj, a w dodatku niebezpieczna i niedemokratyczna. Rzucili wszystko i ruszyli w nieznane, ponieważ wiedzieli, że na Ziemiach Odzyskanych potrzebni są polscy robotnicy.

Jako humanistka z wykształcenia powinna Pani znać tło społeczno-ekonomiczne tamtych wydarzeń. Liberalny kapitalizm zmagał się z poważnym załamaniem gospodarczym, którego jedną z najpoważniejszych oznak był nadmiar rąk do pracy spowodowany min. masową demobilizacją żołnierzy. Zachodnie władze miały na głowie tak wielu swoich bezrobotnych i związaną z nimi obawę przed importem rewolucji bolszewickiej, że nawet polscy generałowie (często inżynierowie, lekarze i absolwenci zachodnich uczelni) z trudem znajdowali słabo opłacane prace fizyczne.

Skoro osoby ze szczytu piramidy społecznej utknęły w tak fatalnym położeniu, to nie powinna Pani uważać powrotów dużo gorzej sytuowanych polskich robotników za szczególne poświęcenie. Tym bardziej, że w Polsce Ludowej czekał pozbawiony bezrobocia realny socjalizm, a na Ziemiach Odzyskanych dodatkowo zadbane mienie poniemieckie. Za ściśle ekonomicznym charakterem powojennych migracji przemawia także tzw. obrotowa tożsamość narodowa na dawnych terenach przygranicznych II RP. Starsi pochodzący z tamtych stron ciągle pamiętają, że deklarowanie narodowości polskiej lub niemieckiej w zależności od aktualnej polityki i kondycji gospodarczej RFN wcale nie należało do rzadkości.

oto sombrero

Kariery to oni tam nie zrobili i nie zrobią Panie Konradzie!

Gdzie mamy uciekać Panie Konradzie?
Co to za propaganda, w czyim interesie Pan tak prawi?
Do których Polaków Pan tak apeluje?

Czy do tych co zamiast brać sprawy w swoje ręce teraz i tu w Polsce czmychają niby szczury za złudnym dobrobytem, którego to naoglądali się w filmach o zachodnim raju?

Nie twierdzę, że w Polsce jest dobrze, ale tak, jak Pani Natalia ocenia ich postawę negatywnie, tak ja twierdzę, że wychodźcy ci, to stracone już dla Polski pokolenie.

Może jednak i Pan niech ucieknie za nimi, miast siać tu zwątpienie. Tam im bardziej Pan będzie potrzebny.

Z nielicznymi wyjątkami poza usługiwaniem tubylcom, to oni żadnej tam kariery nie zrobili i nie zrobią.

oto Filip

Sombrero

A czy jest pan pewny, że nie usługuje także na terenie Polski jakimś tubylcom? Niekoniecznie polskim...

oto Krzysztof M

tak ja twierdzę, że wychodźcy

tak ja twierdzę, że wychodźcy ci, to stracone już dla Polski pokolenie.

Z moich doświadczeń wynika, że 5-10 lat emigracji "wystarczy"...

oto bdes

re:Kariery to oni tam nie zrobili i nie zrobią Panie Konradzie!

Czyli ja i polowa moich znajomych to nieliczne wyjatki? Niemal kazdy z nich zrobil w UK kariere, bo to wzglednie latwe. Jezyk nalezy do najlatwiejszych na swiecie, wiec dla kogos nawet niekoniecznie bystrego nie stanowi przeszkody. Polacy sa bardziej pracowici niz tubylcy, czesto lepiej wyksztalceni i przede wszystkim - bardziej ambitni. 12 lat temu po pol roku pracy bylem brygadzista, bo 2 latach kierownikiem dzialu, po 8 latach analitykiem z pensja, ktorej nie powstydzilby sie czlonek rady nadzorczej w Polsce. I nie jestem wyjatkiem. Oczywiscie, ze jest wielu, ktorzy kariery nie zrobili - ale oni nie zrobiliby kariery nigdzie, a w UK moga sobie zwyczajnie egzystowac z dnia na dzien, a od swieta pojechac na wakacje. Jesli jednak ktos chce, to moze, i to wcale bez wbijania komus noza w plecy.

oto Krzych Adam

Dobrze Pan prawi.

Tak jest rzeczywiście na ogół na obczyźnie, w angielskojęzycznych krajach na pewno, a w niektórych innych być może też.

oto Filip

Trudno się nie zgodzić z

Trudno się nie zgodzić z faktami. A faktem jest, zgadzam się, że przytłaczająca cześć emigrantów zostaje poza granicami z przyczyn ekonomicznych; bo każdy umie liczyć. Nie rozumiem jednak dlaczego nie docenia pan wagi uczuć (stawiając nostalgię na równi z dziecinną beztroską) jakby to tylko pieniądze (gospodarka) stanowiły wartość.
Sam od kilkunastu lat, z rodziną mieszkam w Irlandii i od kilkunastu lat żyję w rozkroku. Dzięki tej właśnie nostalgii (o tym co to właściwie znaczy trzeba by chyba napisać oddzielny wątek) interesuję się losami kraju w skali szerszej chyba niż gdybym żył przytłoczony jego codziennością. Dzięki niej moje dzieci Polskę znają tylko jako piękne (przynajmniej staram się wieczorami) opowieści, pomijając oczywiście wizyty 2 razy do roku kiedy to oczywiście bułka z jednym pomidorem nie ma żadnego znaczenia dla nikogo, bo liczy się fakt spotkania z najbliższymi. I fakt, że to najbliżsi (także sąsiad czy ktoś mijany często na ulicy) tworzą to czy czujemy się gdzieś dobrze, czy też mniej, jest o wiele ważniejszy (wierzę, że dla większości powracających) niż możliwości finansowe.
Paradoksem w tej sytuacji jest natomiast to, że przedłużam decyzję powrotu że względu na dzieci; mając na uwadze różnice w poziomie edukacji na początku a kończąc na całkiem prawdopodobnej sytuacji w przyszłości kiedy te same dzieci wychowane w Polsce zechcą powrócić / wyjechać za granicę do pracy właśnie.
Pominąłem oczywiście cały wachlarz niuansów pomiędzy rachunkiem ekonomicznym a duchowym osób rozważających powrót do kraju, lecz mniemam że studia doktorskie byłyby chyba bardziej odpowiednim do tego forum...

oto Natalia Julia Nowak

Filip

I fakt, że to najbliżsi (także sąsiad czy ktoś mijany często na ulicy) tworzą to czy czujemy się gdzieś dobrze, czy też mniej, jest o wiele ważniejszy (wierzę, że dla większości powracających) niż możliwości finansowe.

No właśnie! "Nie rzeczywistość sama, ale serce, z jakim ku niej przystępujemy daje rzeczom kształty i kolory" - Henryk Sienkiewicz.

oto Konrad Rękas

Albo wyspało nowymi

Albo wyspało nowymi komentującymi, albo starzy pozmieniali nicki. Tak czy siak i w drodze wyjątku wyjaśnię więc parę oczywistości.

Po pierwsze - mam tę brzydką przypadłość, że opisuję co widzę, a nie co się komuś wydaje. Ponadto czy to w celach wzniosłych czy przyziemnych oklamywalem wyłącznie piękne kobiety, a i to z rzadka i kiedy byłem młodszy. Nikogo też osobiście do niczego nie nawoluję, natomiast jeśli mnie ktoś pyta o opinię, np.:

Czy w Polsce jest na tyle lepiej, że mógłby wrócić z UK bez pogarszania poziomu życia swojej rodziny? To odpowiedź przeważnie brzmi: NIE.

Jak mniemam, część szanownych dyskutantów roi sobie zapewne wizje w stylu "wrócą, wkurzą się, że nie jest lepiej i odmienią oblicze tej ziemi!". Ha, śmiem wątpić, choć szczerze bym popierał.

Generalnie dyskusja w tym punkcie przypomina jednak gadkę tego miastowego jeksperta od rolnictwa z bacą:

- A z tego pola, baco, to co wyrośnie?

- Dyc nic, panocku...

- A jak by owies zasiac, to by wyrósł?

- A...! Jokby zosioc, to by i wyrosło...

oto TBM

jeśli można spytać

Panie Konradzie, jeśli mogę spytać... czy Pan aktualnie mieszka, żyje i pracuje w Szkocji czy w Polsce? Pytam, bo odbiór Pańskiego tekstu będzie zupełnie inny po uwzględnieniu tego kontekstu.

pozdrawiam
TBM

oto chłop jag

Schemat jest prosty - przed

likwidacja atrapy Polski należy wymieść z niej najwartościowszy element - który będzie potem nieświadomie - służyć tam - pupilom szatana - tołażysze.
Wniosek?
Powyższe służenie polega także i na tym, że swoją praca na Zachodzie przyczynia się taki jeden z drugim uciekinier z atrapy Polski do utrzymania tam armii muslimów - póki szatan nie zagra owym muslimom na trąbce - co będzie oznaczać przystąpienie do skracania białasów o głowę - tolażysze.

oto AnnaK

Jasne, że pracownicy

Jasne, że pracownicy wykwalifikowani tak jak w Polsce powtarzają ciągle, że wyjadą - tak wyjechawszy, cały czas mantrują, że wrócą

Pan albo nie ma pojęcia o czym pisze, albo uprawiając propagande posuwa się do kłamstw. Dzisiaj pracownik wykwalifikowany, nie ma żadnego problemu ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Często lepiej płatnej, niz dostałby na zachodzie. Rozmawiałam z jednym kierowca TiR-a, ktory opowiadał mi jedną histori. W Danii przyszedł do grupy polskich kierowców, kierowca Polak, ktory pracowal u niemieckiego przedsiębiorcy i namawiał ich do podjęcia pracy u tego Niemca. Gdy spytali sie o zarobki i usłyszeli kwotę 2 tys. euro, to go wyśmiali. Syna mam informatyka, i o żadnym wyjeździe nie myśli, bo w Polsce w ofertach może przebierać jak w ulęgałkach i co kolejna to atrakcyjniejsza finansowo. Znajomi z Niemiec, Francji czy WB twierdzą, że tam już nie da się normalnie żyć i poważnie rozważają powrót do Polski. Więc proszę nie opowiadać bajek i z takim zacięciem dmuchać w trąbkę propagandy, bo może coś Panu pęknąć.

oto mj

Kierowcy TIR-ów już mają w Polsce tak dobrze..??

Że wręcz śmieją się z zarobków swych niemieckich kolegów po fachu..?
To skąd ten trwający ciągle ogólnokrajowy lament, płacz i zawodzenie, że "wredni" Niemcy i Francuzi chcą "zabić" polskie firmy transportowe, wprowadzając przepisy nakazujące płacić tamtejszą stawkę minimalną pracownikom tych firm świadczącym usługi na terenie ich krajów..? I to w sytuacji że niemiecki czy francuski kierowca raczej nie tyra za obowiązujące tam minimum, tylko zapewne TROCHĘ więcej?

Uwielbiam tę propagandę sukcesu... :D

oto AnnaK

Że wręcz śmieją się z

Że wręcz śmieją się z zarobków swych niemieckich kolegów po fachu..?

Radziłabym czytac ze zrozumieniem. Nie śmieją się z zarobków niemieckich kierowców, tylko z zarobków jakie im ( polskim kierowcom) oferuje niemiecki pracodawca.

oto Konrad Rękas

W dyskusjach netowych

W dyskusjach netowych szczególnie lubię postawę, w ktorej komentujący używa argumentu :

- Pan jesteś zlob, cham, nierób i woda na młyn odwetowcow z Bonn! A w dodatku ma pan problem ze znoszeniem tej merytorycznej krytyki...

Tak się też bowiem zabawnie składa, że hasłem:

"Musisz się pan nauczyć, że ktoś może mieć odmienne zdanie!" - posługują się osoby nie mogące znieść, że kogoś śmieszy ich jaśnie oświecony komentarz ;)

oto Robercik

A mnie rozbawił komentarz z

A mnie rozbawił komentarz z synem-informatykiem, który może przebierać w ofertach. No może. I jaki z tego morał. Cały kraj powinien zostać informatykami, adwokatami, lekarzami? Absurd. :D

oto Konrad Rękas

Zgadzam się. Jak napisałem

Zgadzam się. Jak napisałem gdzie indziej:

Tak, wiem, ktoś ma szwagra informatyka, który zarabia w Warszawie tyle, co w Londynie, a czyjś zięć mechanik to nawet hoho! Ale ogólnej zasady to nie zmienia, ani problemu nie rozwiązuje.

oto Qba

Chyba do znudzenia trzeba

Chyba do znudzenia trzeba ludziom powtarzać, że emigracja będzie zasobem tylko wtedy, gdy ojczyzna będzie ich w stanie zagospodarować...
To oczekiwanie: "Wrócą! Wkur**ą się! Zbuntują! Obalą!" odpowiada jakże polskiemu oczekiwaniu na kolejnego Piłsudkiego/Andersa na białym koniu, tylko tym tym razem ma być to chmara nowych "marszałków".
Zostawię to co zwykle w tego sortu dyputach: jeśli na miejscu nie kopniesz samego siebie (oraz innych) w dupsko i nie weźmiesz do wymiatania gnoju III RP kawałek po kawałku, nie licz na kolejnego "zbawcę(-ów) narodu", który weźmie za twarz wszystkich pajaców, wyżywających się w niekończących deliberacjach i jakimś cudem z takim "wojskiem" zaprowadzi w kraju porządek.

oto Pollack

Współczesne niewolnictwo

Wyjechaliśmy z żoną z Polski do USA w latach 90-ych w czasie tzw. transformacji ustrojowej. Byłem akurat bezrobotny a żona wygrała tzw. zieloną kartę w loterii wizowej, więc skorzystaliśmy z szansy. Zabraliśmy ze sobą syna, który rozpoczął 8 klasę. Oczywiście mieliśmy dosyć mgliste pojęcie o amerykańskim życiu. Syn wyobrażał sobie USA prawie jak jakiś kraj z baśni na podstawie filmów amerykańskich, które oglądał.
Kiedy jednak w pierwszym ciasnym mieszkaniu, które oni tam nazywają apartamentami, pogryzły go pluskwy a w szkole napastowali go czarni koledzy (swoiste multi-kulti), zmienił zdanie. Postanowiliśmy go odesłać do Polski. Na lotnisku całował ręce mamy z wdzięczności za tą decyzję.
Ja, znając angielski, miałem dużo łatwiej. Na początku była nisko płatna praca w magazynie. Pżniej wieczorowe studia (wracałem do domu o północy), po skończeniu których znalazłem wreszcie pracę w biurze, podobną do tej w Polsce.
Ale żona przeszła swoiste piekło. Znalazła pracę w żydowskiej piekarni. Pracowały tam głównie kobiety ze wschodniej Europy oraz Latynoski. Wiele z nich to były nielegalne imigrantki.Właściciel placił im najmniejszą stawke tzn. USD 5 za godzinę, ale obciął jescze jednego dolara, bo dostawały za darmo lunch, który składał się na ogół z warzywnych zup bez kawałka mięsa w środku. Pracowaly 12 godzin dziennie i w niedziele. Miały tylko wolne soboty (szabas). Temperatura latem przy piecu sięgała 40 stopni C.
Poza tym musiały dźwigać ciężkie wory z cukrem i maką. Dłużej wytrzymywały tam tylko kobiety ze wsi. Panie, które pracowały w Polsce w biurze szybko wysiadały. Śmiałem się kiedy czytałem o ciężkim losie murzyńskich niewolników, ale w tej piekarni nie było ani jednej Afroamerykanki. Wolały widocznie żyć na zasiłku jako smotne matki, wychowujące dzieci, niż akceptować na wpół niewolniczą pracę jak ta we wspomnianej piekarni.

oto Krzysztof M

Postanowiliśmy go odesłać do

Postanowiliśmy go odesłać do Polski. Na lotnisku całował ręce mamy z wdzięczności za tą decyzję.

Jak mu się teraz wiedzie?

oto Adsumus

5 dolarow

Czyli pańska żona zarabiała znacznie lepiej niż Polki w Polsce na podobnych stanowiskach i to w tym roku. Przynajmniej w Łodzi.

oto Krzych Adam

To nie musi być wcale tak.

Gdy się uwzględni inne czynniki poza kursem walut. Np. PPP (purchasing power parity).

oto Marek Bekier

Nigdy nie byłem w USA ale

Nigdy nie byłem w USA ale sporo znajomych tak. Ich relacje z pobytu za wielką wodą są diametralnie odmienne. Nie będę tu nikogo wkurzał sytuacją pewnego kolegi, który 5 lat przepracował w jednaj z najbardziej znanych firm świata i już w drugim roku przekroczył najwyższy próg podatkowy w USA. Poprzestanę na stwierdzeniu, że w chwili wyjazdu do USA dysponował tylko dwoma atutami: dobre studia skończone w Polsce i niezła, jak na 3 lata nauki, znajomość angielskiego. Co najmniej kilku znajomych, którzy nie mięli wykształcenia i zawodu łatwego do wykorzystania w USA poradziło sobie zupełnie dobrze. Z ich relacji wynikało, że znalezienie pracy przynoszącej 2000 dolarów na miesiąc nie stanowi żadnego problemu. Mówili o takich zajęciach jak: prace remontowe i budowlane czy sprzątanie w biurach. Twierdzili też, że solidny pracownik prawie zawsze może liczyć na lepsze miejsce pracy w ramach firmy, w której zaczynał.
Ot, relacja przeciwko relacji. Niczego nie chcę oceniać ani podważać.

oto Krzysztof M

Twierdzili też, że solidny

Twierdzili też, że solidny pracownik prawie zawsze może liczyć na lepsze miejsce pracy w ramach firmy, w której zaczynał.

Tam mają sporo pracowników - z punktu widzenia warunków polskich - bylejakich. Więc jak się trafi ktoś kumaty i solidny, to się go zatrzymuje.

oto Krzych Adam

Wbrew pozorom nie ma tu wielkich sprzeczności/przeciwności.

W tym co panowie obaj napisali. Bo choć życie na emigracji usiane różami nie jest i mogą być w nim bardzo ciężkie czasami okresy, to za Wielką Wodą gdy się ma pracę, w której jest się dobrym, żyje się bardzo dobrze. Moje własne doświadczenia są z Kanady, więc nie ma prostego tu przełożenia na USA, ale podobieństwa są ogromne, zasadnicza różnica jest taka, że choć wszystkie aspekty sytuacji imigranta są podobne, to w USA występują w ostrzejszej formie. Czyli kiedy jest źle to może być znacznie gorzej niż w Kanadzie, a kiedy jest dobrze, to może być lepiej, a nawet znacznie lepiej.

Zarobki (brutto) w granicach, które Pan wymienił, miewałem już 30 lat temu, gdy tylko przyjechałem do Kanady. Ale był wówczas dołek gospodarczy, szczególnie w tym pięknym mieście, które sobie wybrałem, czyli w Calgary, więc częściej tych zarobków tam nie miałem, niż miałem. Zmusiło mnie to do przeprowadzenia się tam, gdzie praca była. Wylądowałem w Montrealu, ale i tak poprawiłem sobie sytuację jedynie trochę. W dalszym ciągu było kilka lat szarpaniny, dobre zarobki, gdy dało się pracę na kontrakt, na kilka miesięcy, czy pół roku znaleźć, bieda i zasiłek z ubezpieczenia od bezrobocia opłaconego, kiedy uprzednio pracę miałem, gdy pracy nie było.

Dopiero 4 i pół roku po przyjeździe do Kanady moja sytuacja się ustabilizowała, gdy kryzys gospodarczy minął. Szybko moje zarobki wyskoczyły ponad średnią i to nawet w mej grupie zawodowej należącej do najlepiej wygradzanych grup. Kilka lat temu podczas służbowego wyjazdu do Alberty odwiedziłem dawnych kolegów. Gdy powiedziałem, iż w mym sukcesie pomogło mi posiadanie pewnego zasobu umiejętności dość popularnego wśród inżynierów mechaników z naszej części świata, a rzadkiego wśród inżynierów wykształconych w Kanadzie, jeden z kolegów, doskonale sobie tam radzący informatyk, zauważył, że moja relacja nie jest wcale unikalna. Spotykał on się z podobnymi często i dotyczyło to informatyków, inżynierów różnych specjalności, a także np. księgowych.

oto Krzysztof M

w mym sukcesie pomogło mi

w mym sukcesie pomogło mi posiadanie pewnego zasobu umiejętności dość popularnego wśród inżynierów mechaników z naszej części świata, a rzadkiego wśród inżynierów wykształconych w Kanadzie

Co to za umiejętności?

oto Krzych Adam

Chodziło mi raczej o sprawę bardziej generalną.

Że studia w Polsce trwały 5 lat, podczas gdy do tego typu zajęć o jakich pisałem Kanadyjczycy przychodzą po studiach trwających zazwyczaj nie dłużej niż 3 i pół roku. Zasób wiedzy z wykładów i umiejętności z ćwiczeń oraz nabyte podczas wykonywania projektów przejściowych, w sposób naturalny były zatem dla mnie i podobnych mi osób atutem.

W moim konkretnie przypadku pomogły mi najbardziej dwie rzeczy. Solidna wiedza w zakresie materiałoznawstwa oraz umiejętności w zakresie projektowania części maszyn i dokonywania obliczeń wytrzymałościowych. To było ważne, szczególnie dla uchwycenia pierwszej stałej pracy. W zakresie projektowania części maszyn zdarzało mi się obserwować odstawanie kanadyjskich inżynierów mechaników już na poziomie podstaw mechaniki technicznej, czyli widoczne braki w zakresie statyki, kinematyki i dynamiki.

Nie dotyczy to rzecz jasna wszystkich Kanadyjczyków. Przez krótsze studia są oni przygotowani na ogół niekoniecznie gorzej, ale poniekąd węziej. Zdarzyło mi się, podczas jednego z kontraktów kilkumiesięcznych, o których pisałem, mieć szefa, który przewyższał mnie znacznie, w tych dziedzinach, które później pomogły mi znaleźć stałą pracę.

oto Krzysztof M

Czyli w skrócie lepsze

Czyli w skrócie lepsze wykształcenie fachowe.

oto Krzych Adam

Na pewno lepsze.

Gdy rozpatrywać, że dla mnie okazało się dobrodziejstwem.

Czy biorąc pod uwagę "efektywność kosztową" demoludowy system szkolenia ludzi do pracy był lepszy, to kwestia sporna, a nawet jest to kwestia poglądów, także politycznych. W tym bogatym kraju (i w innych bogatych krajach też) ludzie na uczelni dostają wiedzę w węższym zakresie niż to dawały politechniki, wyższe szkoły ekonomiczne czy rolnicze w KDL-ach.

Czy to błąd, można się spierać. Czy pan wie, że technicznych szkół średnich praktycznie w tych krajach nie ma, nie mówiąc już o zasadniczych szkołach zawodowych? A mimo to poziom techniczny przemysłu stoi wysoko. Istnieją doskonali inżynierowie, kompetentni technicy i wysoko kwalifikowani robotnicy. Stopa życiowa również stoi wysoko.

oto Krzysztof M

Jeśli:

Jeśli:

Czy pan wie, że technicznych szkół średnich praktycznie w tych krajach nie ma, nie mówiąc już o zasadniczych szkołach zawodowych?

to skąd się biorą

Istnieją doskonali inżynierowie, kompetentni technicy i wysoko kwalifikowani robotnicy.

Stopa życiowa również stoi wysoko.

Pierwszy bilion ukradli, albo wydrukowali. To mają.

oto Krzych Adam

Skąd się biorą doskonali inżynierowie, kompetentni technicy itd?

Doskonali inżynierowie (acz nie takie omnibusy jak my) biorą się z uczelni. Dla techników i robotników istnieją inne drogi, najwyraźniej bardziej efektywne kosztowo, niż PRL-owskie szkoły zawodowe i technika. Kursy roczne czy dwuletnie i praktyka warsztatowa lub biurowa.

W kwestie, kto co ukradł czy wydrukował nie będę wchodził. Z PRL-u pamiętam, że bez przekraczania przynajmniej jednego z przykazań dekalogu, a mianowicie siódmego, nie dałoby się wyżyć. A już na pewno nie mógłbym dokonać pewnych robót w łazience, bez kupienia od przekraczającego to przykazanie majstra z budowy pewnych niedostępnych w sklepach artykułów.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.