Dorosłe dzieci

Werner Sombart analizując niepowodzenie ruchu socjalistycznego w Stanach Zjednoczonych wskazał, że podstawowa różnica między Starym a Nowym Światem związana była ze stanem świadomości pracobiorców.

W Europie widzieli oni wielowiekowe dysproporcje społeczne i ekonomiczne, parli więc do „sprawiedliwego podziału” dóbr. W Ameryce napotykali ogrom niezagospodarowanego potencjału, stąd dostrzegali perspektywę „równych szans” i „wielkich możliwości”. Zabawne, że chociaż mentalnie współczesny świat jest jedną wielką parodią USA z XIX wieku – to faktycznie bliższy jest przecież realiom staro-europejskim, z jeszcze większym rozwarstwieniem społecznym i mniejszymi szansami pokonania go przy starcie z samego dołu. Paradoks ten może zaważyć na przyszłości pokolenia niepamiętającego już świata sprzed transformacji ustrojowej Polski i Europy Środkowej.

Rówieśnicy III RP dojrzewali w legendzie „pionierów kapitalizmu”, przepleconej płynącymi zza wielkiej wody historiami o milionerach z garaży, a później sukcesach twórców e-biznesów. Pierwszy raz od blisko 140 lat dorastało pokolenie, które miało szansę przełamać schemat, w którym marzenie o byciu milionerem dla Amerykanina realizuje się przez pomysł – biznes – sukces, dla Francuza przez spadek po bogatym wujku, a dla Polska przez sen o wygranej w totka. Problemem stała się jednak rażąca dysproporcja między faktycznymi możliwościami, a oczekiwaniami, sytuację dodatkowo skomplikowało też doktrynerstwo, które kazało kandydatom na polskich Gatesów, Zuckerbergów, czy Buffettów polec jeszcze przed rozpoczęciem właściwego wyścigu.

Sęk w tym, że Polacy zawsze marzyli o konsumpcji ponad stan. Chcieliśmy – i nadal chcemy, mieć wszystkie owoce trzech stuleci kapitalizmu - mając go wszystkiego u nas lat kilkadziesiąt, z dużymi przerwami i w koślawej formie. Mówienie o niskiej wydajności pracy, kosztochłonności państwa i gospodarki – to już doprawdy banały. W dodatku rówieśnicy III RP stosunkowo łatwo dają sobie wmówić, że te 25 lat jakie było, takie było, ale inaczej się nie dało, w sumie zrobiono wiele, więc nie ma co roztrząsać, tylko trzeba korzystać ze wspaniałych stworzonych możliwości.

Część korzysta – i wyjeżdża tam, gdzie można się po prostu utrzymać, zamiast bajać o wielkich sukcesach. Nieliczni – korzystają, częściowo dzięki koneksjom i układom, często też jednak dzięki trafnej odpowiedzi na potrzeby wymagającego, a wątłego rodzimego rynku pracy. Reszta jednak porównuje aspiracje z obietnicami i możliwościami, dostrzegając w końcu, że coś tu chyba faktycznie nie gra...

Takie spostrzeżenie nie jest może specjalnie odkrywcze, znacznie trudniejsze jest jednak wskazań przyczyn, a także odgadnięcie dróg wyjścia innych niż zapisanie się do PSL i praca w urzędzie lub wyjazd do sprzątania w Anglii. Obecnie najmodniejszą wśród młodego pokolenia wizją, jest całkowite wycofanie się państwa, „nieprzeszkadzanie obywatelom” w zarabianiu. Abstrahując od realności tego postulatu w obecnych warunkach, a także od jego dość ewidentnego spóźnienia (wszak cała III RP to przecież wzrost biurokratycznej i fiskalnej opresyjności państwa, wychodzi na to, że bronić należało Wilczka-Rakowskiego, co jednak działo się przed urodzinami opisywanych tu młodych Polaków...) - mamy do czynienia z sytuacją, w której dany delikwent wierzy w swoją całkowitą, acz potencjalną samowystarczalność ekonomiczną, przy przeważnie jednoczesnym zupełnym uzależnieniu od czynników zewnętrznych: państwa właśnie, czy choćby najbliższych, bez których jakikolwiek sensowny start w samodzielność nie jest przecież obecnie możliwy.

Przeciętny młody człowiek może bowiem dziś myśleć o życiu na własny rachunek – mieszkaniu (nawet wynajętym, nie mówiąc o kupnie), dołożeniu do rachunków, choćby zbliżeniu do wymarzonego poziomu życia - niemal wyłącznie dzięki rodzinie. Pokolenie 40-, 50- 60-latków, a więc rodzice i dziadkowie wchodzących dziś na rynek pracy - inwestuje w nich środki zgromadzone często jeszcze w okresie PRL, a uratowane czy pomnożone pomimo transformacji. Zasadnicze pytanie brzmi: czy skrajnie zatomizowani dzisiejsi 20-latkowie, przekonani, że właściwie nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo i nie powinno być państwa – będą umieli te inwestowane w nich dziś pieniądze „oddać”? Niekoniecznie dosłownie, ale np. w postaci opieki nad starszym pokoleniem.

Skoro bowiem ZUS to przeżytek, a obowiązkowe ubezpieczenie społeczne to grabież i zasadnym byłby powrót do systemu,w którym każdy troszczy się o swoich – czy wyznawcy tej (niekoniecznie nieprawdziwej) tezy są przygotowani, by wprowadzić ją w życie? Czy będzie ich na to stać, nie tylko finansowo, ale także mentalnie i emocjonalnie, czy też należy się nastawić na masowe oddawanie dziadków w lepszej wersji do różnych „Leśnych Zakątków”, a w gorszej do ZOL-i i DPS-ów? I dalej, czy skoro jednostce nie wolno przeszkadzać, a pomaganie w istocie też jest taką przeszkodą, bo psuje charakter, uczy wygodnictwa i promuje lenistwo – czy to pokolenie będzie chciało i umiało powtórzyć działania swych rodziców i postara się zabezpieczyć start swoim potomkom? Czy też wykopie ich z gniazda, uzasadniając to wprawdzie wyższą racją ideową, ale w istocie ze względu na własną niedojrzałość?

Mamy bowiem do czynienia z generacją, która została zatrzymana w rozwoju na etapie dziecięcych marzeń. Tych o konsumpcji nad stan, o świecie idealnym, w którym działają wyłącznie niewidzialne mechanizmy pomagające się wszystkim dorobić – słowem o wiecznym dzieciństwie, choć w otoczce bardziej westernowej, niż Shangri-la. Niestety, tak sytuacja finansów światowych, jak i perspektywy polityczne dla naszego kawałka świata nie wskazują na realizację tego snu.

Można się więc obawiać, że z czasem dorosłe dzieci czeka tylko żal, za kiepski przepis na ich świat...

oto Konrad Rękas Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
2.7
Ogólna ocena: 2.7 (głosów: 5)

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Artykuł tak świetny, że aż trudno się przyczepić, ale spróbuję

JKM głosi, że socjalistyczne państwo zastępuje społeczeństwo. W momencie wycofania państwa ze sfery socjalnej (szeroko rozumianej: pomoc dla ubogich, powszechna edukacja, opieka zdrowotna, ubezpieczenia społeczne) jego rolę przejmie społeczeństwo. To znaczy, że np. biednymi i chorymi będą się zajmować ich rodziny, a w przypadku ich braku instytucje charytatywne dobrowolnie wspierane przez bogatych.
Innymi słowy, państwo jest przyczyną atomizacji, zaniku więzi międzyludzkich i dobroczynności. W momencie jego zniesienia w ludziach ujawnią się naturalne pokłady dobra.

Red. Rękas stawia inną tezę, że korwinistyczna młodzież tych "pokładów" nie posiada. Wybiera JKM-a, gdyż jego wolnościowy darwinizm stanowi wygodne ideologiczne uzasadnienie sobkostwa. Red. Rękas stawia tezę, że samolubna postawa nie będzie dotyczyć ogółu rodaków (brak solidaryzmu), ale zostanie przeniesiona na osoby najbliższe.

Wadą obu tez jest skłonność do uogólnień.
Po pierwsze, red. Rękas mówi o niedojrzałych licealistach i studentach, którzy obiektywnie są niedojrzali z powodu wieku. Mówiąc dosadnie, muszą sami dostać po "d...", aby nauczyć się empatii.
Po drugie, nie chodzi o sam wiek. Zwykle założenie rodziny jest momentem przewartościowania postaw.
Po trzecie, źli ludzie będą zawsze. To nie jest kwestia pokoleniowa. Znam parę historii nikczemności wyrządzanych w ramach bliskiej rodziny, w których łajdakami było osoby starsze nawet od red. Rękasa. Powiem tylko, że zawsze chodziło o pieniądze.
Po czwarte, red. Rękas ma częściowo rację, że liberalny "duch epoki" może zaszkodzić. Więzi społeczne i ethos solidaryzmu nie pojawią się nagle. Jest możliwe, że ludzie będą musieli się jego nauczyć hard way, na przestrzeni życia dwóch pokoleń (obecnej młodzieży i ich przyszłych dzieci).

oto Krzysztof M

Innymi słowy, państwo jest

Innymi słowy, państwo jest przyczyną atomizacji, zaniku więzi międzyludzkich i dobroczynności.

Nieprawda. Państwo tu nie jest winne. Winien jest styl życia. I nadmiar TV.

oto Sol

państwo jest winne

rządzący doprowadzili do zmiany ustroju, który odpowiada za styl życia i za brak regulacji
za socjalizmu były więzi międzyludzkie, a TV nadawała wartościowe programy, obecnie wszędzie jest komercjalizacja

oto JJerzy

Państwo ...

... jest jeszcze bardziej winne niż pani ocena, gdyż ową atomizację realizuje w sposób zamierzony.

oto Konrad Rękas

Po pierwsze, red. Rękas mówi

Po pierwsze, red. Rękas mówi o niedojrzałych licealistach i studentach, którzy obiektywnie są niedojrzali z powodu wieku. Mówiąc dosadnie, muszą sami dostać po "d...", aby nauczyć się empatii.

Ha, a jeśli otrzymanie po d... nie wywoła empatii, tylko pogłębi egoizm przez alienację i poczucie krzywdy?

Po drugie, nie chodzi o sam wiek. Zwykle założenie rodziny jest momentem przewartościowania postaw.

Nie chodzi, jak wyraźnie zaznaczam- chodzi raczej o wiek mentalny, niż metrykalny, a więc o przenoszenie dzieciństwa.

Jest możliwe, że ludzie będą musieli się jego nauczyć hard way, na przestrzeni życia dwóch pokoleń (obecnej młodzieży i ich przyszłych dzieci).

Zwłaszcza, że kryzys emocjonalny może się połączyć z po prostu finansowym, a omawiane pokolenie może nie zgromadzić środków wystarczających i na osiągnięcie wymarzonego poziomu życia, i na "oddanie" akumulowanych środków startowych wstępnym i zstępnym.

oto Dubitacjusz

Nie wiemy, jaka część się nauczy, a jaka nie

Ludzie niedojrzali, nieodpowiedzialni, samolubni zawsze byli i będą.

Chyba już większym problemem jest obiektywny brak środków,

omawiane pokolenie może nie zgromadzić środków wystarczających i na osiągnięcie wymarzonego poziomu życia, i na "oddanie" akumulowanych środków startowych wstępnym i zstępnym.

niezależnie od tego, czy pokolenie będzie miało chęci.

oto Equatore

Dwie tezy

JKM głosi, że socjalistyczne państwo zastępuje społeczeństwo. W momencie wycofania państwa ze sfery socjalnej (szeroko rozumianej: pomoc dla ubogich, powszechna edukacja, opieka zdrowotna, ubezpieczenia społeczne) jego rolę przejmie społeczeństwo. To znaczy, że np. biednymi i chorymi będą się zajmować ich rodziny, a w przypadku ich braku instytucje charytatywne dobrowolnie wspierane przez bogatych.
Innymi słowy, państwo jest przyczyną atomizacji, zaniku więzi międzyludzkich i dobroczynności. W momencie jego zniesienia w ludziach ujawnią się naturalne pokłady dobra.

Red. Rękas stawia inną tezę, że korwinistyczna młodzież tych "pokładów" nie posiada. Wybiera JKM-a, gdyż jego wolnościowy darwinizm stanowi wygodne ideologiczne uzasadnienie sobkostwa. Red. Rękas stawia tezę, że samolubna postawa nie będzie dotyczyć ogółu rodaków (brak solidaryzmu), ale zostanie przeniesiona na osoby najbliższe.

Wadą obu tez jest skłonność do uogólnień.

...ale obie są - moim zdaniem - prawdziwe.
Ja osobiście uważam, że model liberalny jest ogólnie lepszy od socjalistycznego, ale nie mogę sobie pozwolić na złudzenia.
Droga od drugiego do pierwszego, jak i na odwrót, nie prowadzi przez wielką prosperity, ale przez wielkie dramaty i usłana jest kopcami zmarnowanych ludzi.
Każda zmiana oznacza postawienie ludzi przez serią przymusowych wyborów. Część ludzi zda egzamin z człowieczeństwa, a część niestety nie.

oto Krzysztof M

Rząd winien liczyć, co się

Rząd winien liczyć, co się bardziej opłaca: czy sprawy pomocy potrzebującym pozostawić obywatelom, czy raczej obywateli w tej pomocy wyręczać. Jeśli pomoc prywatna nie funkcjonuje w sposób wystarczający, to trudno - państwo powinno w to wejść. Jeśli pomoc prywatna w ogóle nie funkcjonuje - państwo powinno wziąć cały ten obowiązek na siebie. Chyba, że uzgodnimy w społeczeństwie, że pomoc żadna potrzebującym się nie należy. Jak im się pomoże, to niech dziękują, a jak nie, to mogą sobie zdychać na zdrowie - nic nam do tego. Kwestia uzgodnienia: dobroczynność (także wszelkie zasiłki), to fakultatywność, czy obligatoryjność.

Zachęcam do myślenia "a posteriori". To prawo, czy też rząd, winno podążać za życiem. A nie odwrotnie.

Czyli mniej projektów, a więcej adaptatywności.

oto chłop jag

Tak się złożyło, że o Polaków już dawno zatroszczyli się

ci - co to uwłaszczyli się na tzw. wspólnym majątku narodowym - a zrobili to prawem kaduka - tołażysze.
Chodzi o to, że Polak nie może mieć kapitału a cóż dopiero z niego żyć.
Wniosek?
Polak ma być niewolnikiem wykonującym proste roboty - tołażysze.

oto Eowina

Ludzie uczą się przez naśladownictwo.

Czego dzisiejsi 20-latkowie mogą się nauczyć o 40-latkow?
Jeżeli jest jakiś tam rodzinny biznesik, to zapewne będzie kontynuowany. A jezeli "tradycja rodzinna" jest nijaka, to też to zostanie przekazane następnemu pokoleniu.
Życia w kapitalizmie trzeba się uczyć i to zajmuje więcej niż jedno pokolenie. Szczególnie, że pokutują już utwierdzone oczekiwania, co do emerytur, służby zdrowia, szkolnictwa, itp.

Sęk w tym, że Polacy zawsze marzyli o konsumpcji ponad stan.

Proszę zobaczyć kobiece pisemka, do kogo są one skierowane.

Co do dygresji o społeczeństwie i państwie, to internet skutecznie spełnia swoją rolę: seperuje ludzi, niweluje granice i narodowości.

oto mapa

Vita nostra brevis est...

Pytanie o przyszłe postawy młodego pokolenia jest niewątpliwie istotne. Tyle tylko, że Autor moim zdaniem chyba dość daleko posunął się w uogólnieniach.

Napewno zgodzić się należy z tym, że Polacy mają rozbudzone potrzeby konsumpcyjne, jak sądzę pierwszy taki impuls pojawił się za Gierka. A potem się rozwijał, poprzez ciągłe porównywanie naszej sytuacji do konsumpcjonizmu zachodniego.
Ale czy nie jest uogólnieniem, że marzenie o konsumpcjonizmie ponad stan, jest jakimś zjawiskiem dominującym w narodzie polskim? Przecież statystycznie rzecz biorąc, uwzględniając, np. poziom zadłużenia Polaków, nie wypadamy gorzej od większości narodów europejskich. I probujemy też oszczędzać, choć realia nie są ku temu sprzyjające.
Na marginesie konsumpcjonizm jako taki nie jest niczym złym.

Po drugie, wątpliwym jest, czy korwinizm rzeczywiście jest tak powszechny i tak bardzo zdominował myślenie młodych. Czy jego dzisiejsza afirmacja nie jest przypadkiem tylko pewną przejściową modą, która jest niejako reakcją na to w jaki sposób funkcjonuje nasze państwo? Czy rzeczywiście młodzi in gremio zgodziliby sie na totalne wyeliminowanie państwa, gdyby widzieli, że jego instytycje są przydatne?

Wreszcie wątpliwość budzi teza, że postępująca atomizacja społeczeństwa przełoży się na atomizację rodziny. Wydaje się, że odpowiedzialność za rodzinę, kształtuje się w niej samej i często wręcz jest tak, że dekompozycja państwa, czy społeczeństwa, albo zagrożenia wewnętrzne, rodzinę konsolidują.

Jak obserwuję dzisiejszą Polskę, to zagrożeniem dla rodziny nie jest rozbuchany konsumpcjonizm, nie teorie o ograniczaniu roli państwa, ale właśnie tłumienie przez niewydolne instytucje państwowe rozwoju ekonomicznego i społecznego, co przekłada się na ogromna emigrację, nie tylko zresztą ludzi młodych. Bo 40 i 50 latkowie też emigrują, zostawiając często swoje dzieci tutaj bez należytej opieki. Pomijam też oczywisty, negatywny wpływ sterowanej demoralizacji, ale to inny temat.

W Polsce podstawowym problemem jest to, że władze publiczne, które są delikatnie mówiąc nienajwyższych lotów, mają szeroki obszar kompetencji. W efekcie mamy duże obszary dotknięte złym zarządzaniem. Lepiej więc żeby aktywność państwa skoncentrować na mniejszym obszarze, może przez to stanie się skuteczniejsze, a przynajmniej ograniczy swój negatywny wpływ na inne obszary. Lepiej na tych opuszczonych przez państwo obszarach pozwolić działać, choćby i młodym. Nawet za cenę błędów, które popełnią. Zawsze będą mieć jeszcze czas na naukę...

oto Dubitacjusz

Fałszywa świadomość korwinistycznej młodzieży

W poprzednim komentarze pisałem o tym, co będzie, tj. że nie będzie aż tak tragicznie.

Teraz o współczesności. Kiedyś pisałem.

Pomijając wolnorynkowych idealistów...

Racjonalnie wyborcami KNP powinni być ci, którzy
- uważają, że tracą na państwowych transferach społecznych
- nie zarabiają na wydatkach budżetowych
Czyli część klasy średniej, przedsiębiorców,

Mniej racjonalnie, ci którym się wydaje, że będą tracić - młodzież.

A jeszcze wcześniej, przy okazji "partii klasy średniej", że jej wyborcami nie muszą prawdziwi przedsiębiorcy. Hasłami liberalnymi najbardziej się fascynują wannabe biznesmeni.

Obiektywnie małoletni fani Korwina nie są jakimiś beneficjentami samotnej walki o byt w wilczym kapitalizmie:
- korzystają z socjalistycznej edukacji (a potem często studiów)
- korzystają z socjalistycznej służby zdrowia (na ubezpieczeniu rodziców)
- a często i babcia coś dorzuci z socjalistycznej emerytury
- pomijając niższe warstwy społeczne, rodzina wspiera ich we starcie w dorosłość

Opowieści JKM-a o śmiałym, kapitalistycznym ryzykancie, niezbyt do nich przystają. Rzecz jasna, z endeckiego punktu widzenia należy się cieszyć, że "świadomość określa byt" i mają formację wolnorynkową, gdyż to wolny rynek i konkurencja są źródłem wzrostu.

oto KubaG

Dlatego (z powodu

Dlatego (z powodu demoralizacji społeczeństwa różnymi rodzajami socjalizmu, które zniszczyły poczucie odpowowiedzialności za współobywateli a nawet samych siebie - co by na starość jedli dzisiejśi 20-30- latkowie, gdyby zniesiono przymus ubezpieczeń) będąc gospodarczym liberałem nie zgadzam się z koncepcją JKM, że systemu nie można reformować tylko trzeba "zaorać" i ustalić nowe reguły gry. Jakieś 80% społeczeństwa nie jest na to gotowe (i dlatego ci co w rozmowach prywatnych pozytywnie o JKM się wypowiadają nie głosują na niego bo boją się tempa zmian). Nie jesteśmy mentalnie przygotowani na np. likwidację ZUS i dobrowolne oszczędzanie lub utrzymywanie na starość naszych rodziców, podobnie jak na płacenie za edukację dzieci. Stąd takie pomysły jak bon oświatowy - będące fazą przejściową między "darmową" a płatną szkołą- są sposobem na reformowanie kraju a zarazem przywracania obywatelom odpowiedzialności za siebie, swoje rodziny i współobywateli. Parę podobnych rozwiązań przewijało się w debacie publicznej (np pomysły OZZL na finansowanie służby zdrowia) a problem tkwi w tym, że żadna partia polityczna nie chce zebrać tych rozwiązań do kupy i z takim realistycznym programem pójść do wyborów.

oto Konrad Rękas

Zabawne, ale to jest zarzut

Zabawne, ale to jest zarzut stawiany JKM przez poprzednie frondy w jego ruchu: PKL, SPR, UPR. Na pewnym etapie część wyznawców Korwina wołała "moment, ale to się przecież wszystko na raz nie da zrobić!" i zaczynano wyliczać jak stopniowo obniżać VAT, co zrobić, żeby spłacić już istniejące zobowiązania socjalne itp. Tymczasem JKM zupełnie świadomie tę realną, wdrożeniową część pomija - bowiem nie głosi programu, który mógłby być faktycznie wprowadzony w życie, tylko wizję idealną. Taka bowiem bardziej przemawia do wyobraźni - i daje lepszy pogląd jak zdaniem JKM powinno to wszystko (gospodarka, państwo, interakcje między jednostkami) funkcjonować. Czynienie więc Korwinowi zarzutu "nierealizmu" jest bez sensu - bo on to przecież doskonale wie.

Na marginesie można tylko dodać, że jeszcze zabawniejsze jest, że fronda ostatnia została dokonana w imię jeszcze bardziej pryncypialnej linii i tym się m.in. różni od poprzednich.

oto Dubitacjusz

@ red. Rękas: Myli się Pan "na marginesie"

Fronda KaNaPowych arystokratów nie ma podłoża w politycznej idei, tylko w politycznej technice.

  1. JKM chce mieć królewską władzę nad swoją partią.
  2. III RP zakazuje tworzenia partii jawnie niedemokratycznych.
  3. JKM obawia się przejęcia partii przez "wrogie siły" na drodze demokratycznej.
  4. "Król" tworzy ciała arystokratyczne Konwentykl i Straż, aby obsadzić je starymi towarzyszami wiernymi "wasalami".
  5. Stara arystokracja zyskuje realną władzę i się rozleniwia.
  6. Równocześnie przy uchu króla pojawiają nowi dworzanie (Wipler, Berkowitz, Banasik).
  7. Objazd JKM-a po Polsce skutkuje rozrostem partii.
  8. Dla nowych członków liczą się JKM i "młodzi wilcy", a nie "stare kocury".
  9. "Nowa kamaryla" ma oparcie w demokratycznym konwencie.
  10. "Stara kamaryla" ma oparcie w arystokratycznych instytucjach.
  11. Zaczyna się konflikt "kto kogo" (na partyjnych stanowiskach i na przyszłych listach wyborczych).

Nie wyczuwam różnicy poglądów między JKMem a "frondą". Podejrzewam wręcz, że większe różnice są między Mikkem a Wiplerem, który ma doświadczenia z realnej polityki (ministerialno-poselskiej).

oto Konrad Rękas

Nie mam na myśli różnicy

Nie mam na myśli różnicy poglądów (przynajmniej w omawianym zakresie). Jeśli przeczyta Pan dokładnie Pan mój post być może sam Pan to dostrzeże. Nie mniej to temat na inny artykuł i na inną dyskusję.

oto Dubitacjusz

Nie "w imię jeszcze bardziej pryncypialnej linii"

tylko w imię nie wpuszczania na listy mniej pryncypialnych sojuszników.

Zabawnie to będzie, jeżeli do tej nowej poszerzonej partii (Konfederacja Nowej Polski "Wolność - Własność - Sprawiedliwość" albo Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja) nie dołączą ani libertarianie, ani liberalni narodowcy. Wtedy JKM zostanie na łódce sam na sam z niezwykle ambitnym i bezwzględnym Wiplerem.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.