Chrześcijanin, egoista, nihilista

Disclaimer
***
Religijno filozoficzne ględzenie - nie polecam :)
***

Celem chrześcijanina jest jego własne szczęście. Chce pójść do nieba, a to oznacza, że chce być szczęśliwy. Egoista też chce własnego szczęścia. Zrobi wszystko, by je osiągnąć. Poświęci wszystko i wszystkich.

Jeden i drugi chce dokładnie tego samego.Jeśli egoizm jest dążeniem do własnego szczęścia, to chrześcijanin jest egoistą. Jaka jest więc różnica między tymi dwoma typami ludzi, między tymi dwoma postawami? Czy może to jest jedna i ta sama postawa występująca w dwóch "formach", "otoczkach ideowych"?

Różnicą jest metoda. Choć cel jest ten sam - dobro własne, doświadczenie szczęścia, to różna jest droga do tego celu.

Chrześcijaństwo polega na utracie siebie. Siebie można odnaleźć, uratować wyłącznie siebie tracąc. Zostawiając siebie za sobą i wyruszając w kierunku Dobra, w kierunku Miłości, w kierunku Boga. Taki człowiek zostawia literalnie wszystko: każde swoje pragnienie, każde swoje oczekiwanie, każdą swoją myśl i w centrum swojego wzroku i swojej uwagi stawia Boga. Jest drogą do Boga i na tej drodze traci siebie samego.

Wszystkie przykazania, nakazy i zakazy są wobec tej postawy sprawami całkiem wtórnymi i bez większego znaczenia. To właśnie powiedział Jezus: "Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci z mojego powodu, ten je zachowa." I też: "Będziesz kochał Pan Boga swego z całego serca swego, z całego umysłu swojego, ze wszystkich sił swoich". Nie jest to metafizyczna parabola znaczeniowa, tylko konkretny przepis do stosowania.

Egoista, w odróżnieniu od chrześcijanina, chce siebie uratować i zachować takim, jaki jest. Ceni siebie takiego, jakiego zna albo takiego jakiego chce i chce siebie takiego właśnie ochronić, powiększyć, wzmocnić. Uwaga egoisty jest skoncentrowana na nim samym, gdy uwaga chrześcijanina jest skoncentrowana na Bogu i bliźnich.

Chrześcijanin chce uszczęśliwić siebie poprzez utratę siebie i wierzy, że Bóg go "odtworzy", zbuduje na nowo, większym, szczęśliwszym, pełniejszym. Egoista chce uszczęśliwić siebie poprzez zachowanie siebie. Pomysł, że miałby siebie wyrzec jest dla niego absurdalny, bo miałby się wyrzec tego, czego pragnie - siebie samego.

Chrześcijanin jest wiecznie "w drodze". W drodze utraty siebie, w drodze do Boga, w drodze do odnalezienia siebie na nowo. Egoista jest wiecznie w tym samym miejscu, jest "u siebie". Wzmacnia ściany swojego "ja", obudowuje je cegłami, oblewa się cementem, chce być niezniszczalny w środku. Jest ciągle w miejscu, które chce posiadać.

Nie należy popadać w błąd. Zarówno chrześcijaństwo jak i egoizm dają człowiekowi pozytywne odczucia. Dają satysfakcję, poczucie "przyjemności", spełnienia. Dają doświadczenia odbierane jako przyjemne. Dają to, czego człowiek potrzebuje - odczucie szczęścia.

Możemy zjeść jakiś specjalny dla nas owoc. Każdy pewnie pamięta, taki niezwykły smak i wszystkie doznania jakie się z nim wiązały. Dla mnie to była dojrzała w słońcu, nagrzana nim, zerwana wprost z drzewa francuska brzoskwinia. Nie do opisania. Możemy też wstrzyknąć sobie heroinę. (Ponoć) Wrażenia są nie do opisania.

Ewa zjadła zakazane jabłko w raju i poznała, że "dobre". Egoizm daje bezpośrednie poczucie niezwykłej przyjemności i spełnienia. Gdy się go spróbuje, człowiek staje się uzależnionym od niego i staje się egoistą, tak jak po heroinie człowiek staje się heroinistą. Zmienia się przede wszystkim jego postrzeganie "I otworzą wam się oczy". I uczciwie mówiąc - nie widzi - innej możliwości życia.

Jednak przyjemność płynąca z egoizmu i z heroiny ma swoje "przeklęte" konsekwencje. Konsekwencje straszne. Konsekwencje określane w języku religijnym jako "piekło".

Egoistą można być także, będąc człowiekiem szalenie religijnym. Uczestniczącym gorąco i często w obrzędach. Wyznającym głośno i publicznie. Walczącym o religię. Taki człowiek po prostu już "ZNALAZŁ". Myśli, że WIE. To jego przekonanie sprawia, że donikąd tak naprawdę już nie zmierza. Widzi siebie jako dobrego, bo przecież się modli, bo przecież wierzy, bo przecież chodzi, bo przecież przestrzega przykazań i wszystkiego robi więcej niż inni. Więc JEST dobry. Więc chodzi o to, by takiego siebie zachować, utrzymać. I to może być właśnie droga do piekła, to jest do zamknięcia się na sobie.

Bo taki człowiek, zaczyna lekceważyć innych. Nie szanować innych. Potępiać innych. Zamiast swoją wolę porzucać w drodze do Boga, swoją wolę chce utrzymać i narzucać innym ludziom.

Taki człowiek swojego dobrego samopoczucia nie czerpie z relacji z Bogiem, tylko z upewniania się za pomocą obrzędów, że jest dobrym człowiekiem. Bycie zaś dobrym rozumie jako walkę z tymi, co inaczej postrzegają życie i jego zasady, rozumie jako potępianie innych.

Jest jeszcze trzecia postawa, trzeci typ ludzi. Rzadko spotykany, bo jakoś ostateczny. To ludzie, którzy szukają nieszczęścia. Których "cieszy" niszczenie, których pasie śmierć i destrukcja. Którzy przyjemność czerpią z przyczyniania się do rozpadu i upadku, także samych siebie. To - nihiliści. Ostatnie stadium egoizmu, w którym dla przeprowadzenia własnej woli człowiek ma tendencję by niszczyć świat, innych i samego siebie.

Tak więc chrześcijanin, egoista i nihilista to trzy drogi. Właściwiej byłoby powiedzieć o pierwszej - człowiek. Bo być człowiekiem to przekraczać granice w drodze do celu, to być w drodze, to poszukiwać. Takimi właśnie ludźmi byli zawsze Europejczycy. Byli takimi, gdy wychodzili na liczące tysiące kilometrów pielgrzymki. Byli takimi, gdy wyruszali odkrywać nowe światy. Byli takimi, gdy na uniwersytetach szukali prawdy i mądrości. Byli takimi, gdy jak św. Franciszek popadali w szaleństwo miłości do Boga.

Teraz egoizm stał się "religią" mas. Siądź i jedz. Wchłaniaj. Jesteś tego warty. Skup się na sobie. Na swoim sukcesie. Na swoich problemach. Masz wszystko, czego ci potrzeba, pracuj, konsumuj, umieraj. Podatki, rozrywka, eutanazja. Zamknięcie... piekło.

Nie tacy są ludzie zachodu. Jeszcze kościół z papieżem, jeszcze inni chrześcijanie, jeszcze ludzie, co uważają, że wcale nie wierzą, ale szukają - starają się przekraczać, to co jest i szukać, być w drodze. W nich cała nadzieja człowieczeństwa. „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5)

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.42857
Ogólna ocena: 2.4 (głosów: 7)

Tematy: 

Dyskusja

oto Mar.Jan

Chrześcijaństwo polega na utracie siebie?

Jestem chrześcijaninem i myślę o tym zupełnie inaczej.

Chrześcijaństwo polega na utracie siebie. Siebie można odnaleźć, uratować wyłącznie siebie tracąc. Zostawiając siebie za sobą i wyruszając w kierunku Dobra, w kierunku Miłości, w kierunku Boga. Taki człowiek zostawia literalnie wszystko: każde swoje pragnienie, każde swoje oczekiwanie, każdą swoją myśl i w centrum swojego wzroku i swojej uwagi stawia Boga. Jest drogą do Boga i na tej drodze traci siebie samego.

To jest opis pewnego rodzaju chrześcijańskiej drogi: drogi polegającej na oddaniu swojej osoby Bogu do całkowitego rozporządzenia. To droga mnichów, księży i zakonnic. Ci ludzie wyrzekają sie spraw świata doczesnego, albo cały swój czas poświęcają służbie Bogu, Kościołowi i ludziom.
Drogą chrześcijańską do Boga jest właściwa relacja z innymi ludźmi.
Co z tego, że ktoś, np. siostra zakonna cały czas poświęca na modlitwy i pracę na rzecz parafii, w której pracuje, jeśli nie potrafi pomóc konkretnej osobie, która - nawet jeśłi tego głośno nie powie - potrzebuje W DANEJ CHWILI pomocy. Chocby takiej jak podsunięcie krzesła starszej osobie i podanie szklanki wody, na przykład...
Bóg nie oczekuje od ludzi świeckich nieustannego myślenia o Nim, wyglaszania formuł w rodzaju "kocham Cie, Boże, ponad wszystko!" i temu podobnych ZEWNETRZNYCH oznak skierowania myśli i czynów ku Niebu...
Normalnemu człowiekowi Bóg nie wystarcza do szczęścia. Do szczęścia potrzebne sa mu inne osoby. Osoby ludzkie, dodajmy!
Najkrótsza droga prowadząca do Boga, to droga do ludzi. Okazanie im uczucia, zrozumienie potrzeb drugiego człowieka, okazanie mu szacunku i -pomocy, kiedy tego potrzebuje.
"Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili".
I to chyba wystarczy za wskazówke zyciowa na każda okoliczność.
Zatem: chrześcijanin nie musi wyrzekac się wlasnego szczęścia, ani nie musi jakoś specjalnie dzielić swojego czasu między sprawy ziemskie a sprawy boskie. MA prawo do szczęścia, do własnego szcześcia tu i teraz, na Ziemi, o ile potrafi tym szczęściem dzielić się z innymi, to znaczy: jeśli potrafi czynić innych ludzi podobnie szczęśliwymi.
Tym własnie różni się postawa altruistyczna od postawy egoistycznej.

oto Zbyszek S

Zgadzam się z Panem i złotymi

Zgadzam się z Panem i złotymi czcionkami wygrawerowałbym następującą pańską myśl:

"Najkrótsza droga prowadząca do Boga, to droga do ludzi. Okazanie im uczucia, zrozumienie potrzeb drugiego człowieka, okazanie mu szacunku i -pomocy, kiedy tego potrzebuje"

.

Sądzę jednak, że komentując popełnił Pan błąd. Po pierwsze my nie szukamy prawdy, tylko udowodnienia i potwierdzenia swoich przekonań. Pan ma takie przekonania (i jest Pan w znakomitej większości), że słowa Jezusa Chrystusa "Kto chce zachować swoje życie straci je, a kto je straci z mojego powodu, ten je zachowa" oraz "Będziesz kochał Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem" nie stosują się do Pana.

Aby uzasadnić swój wybór, uczynić go racjonalnym i zdyskredytować pomysł, że Jezus kierował swoje przesłanie do każdego człowieka, dokonuje Pan następujących zabiegów:
1. Tworzy Pan nieprawdziwy obraz realizacji przykazania miłości jako: "nieustannego myślenia o Nim". Tak ujęte przykazanie miłości jest niewykonalne. Skoro jest niewykonalne, bo nie można nieustannie myśleć o Bogu (a gdzie praca, rodzina, obowiązki, rozrywka?) to możemy spokojnie najważniejsze przykazanie Jezusa odrzucić.
2. Tworzy Pan błędy podział na duchownych i świeckich. To może być trochę i skutek "polityki" duchowieństwa, które siebie stara się ukazywać jako stan tak niebywale odmienny i wyższy w sensie religijności. Jednak znów, imho, to jest mechanizm obronny odrzucenia przykazania miłości. Bo... to jest przykazanie dla księży i zakonników, więc do mnie się nie stosuje. To jasne.
3. Dyskutuje Pan z argumentami i stwierdzeniami przypisywanymi mi, których ja nie wypowiedziałem ani nie napisałem, ani nikt przy zdrowych zmysłach nie stawia: "Bóg nie oczekuje od ludzi świeckich (...) wyglaszania formuł w rodzaju "kocham Cie, Boże, ponad wszystko!" Gdzie Pan przeczytał u mnie (albo przeczytał w ogóle), że Bóg oczekuje od ludzi świeckich wygłaszania formuł?
4. Tworzy Pan całkowicie błędną alternatywę: miłość do Boga versus miłość do ludzi. Rozróżnianie tego jest nieporozumieniem, bo przykazanie miłości ma dwie części. Jest nieporozumieniem przeciwstawianie miłości do ludzi i do Boga. To nie jest wybór czy to, czy to. To nie jest jedno zamiast drugiego. To nie jest mogę sobie wybrać coś z zestawu.

Jest nieporozumieniem dlatego, że Bóg nie mieszka w kościele. Bóg mieszka literalnie w każdym z ludzi. Dlatego właśnie, miłość do ludzi jest miłością do Boga i miłość do Boga wyraża się praktycznie w miłości do ludzi. Jeśli tak się nie wyraża to pozostaje fałszem. Czy zatem można dojść do Boga wyłącznie poprzez miłość do ludzi? Myślę, że chyba jakoś można. Tak jak można pokonać bieg na sto metrów na jednej nodze. To jest możliwe, choć trudne i nie zawsze.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie chodzi mi o to, że Pan robi źle odrzucając przykazanie miłości w postaci takiej jak zostało wypowiedziane. Niech mnie Pan Bóg broni, iżbym miał potępiać pańskie stanowisko. Mnie się po prostu wydaje, że robi Pan błąd. Że Pan być może, jak znakomita większość, traci, myśląc że zyskuje, bo już Pan ma. Bo na tyle wygodnie, że dobrze, że nie zmieniać. Jeśli Panu, pańska koncepcja na życie się sprawdza, to naturalne, że zechce Pan ją zatrzymać.

Ostatnia sprawa to pańskie zdanie:

"Normalnemu człowiekowi Bóg nie wystarcza do szczęścia. Do szczęścia potrzebne sa mu inne osoby. Osoby ludzkie, dodajmy!"

To kwintesencja pańskiego stanowiska. Normalnemu człowiekowi Bóg nie wystarcza do szczęścia. Zatem jesteś normalny, gdy Bóg nie wystarcza ci do szczęścia. To ważna konstatacja i brzemienna w skutki.

Do szczęścia potrzeba Panu ludzi, innym potrzeba władzy, innym pieniędzy, innym seksu, innym narkotyków, innym sławy. Stąd każdy jest od czegoś w przestrzeni wokół niego - uzależniony. I w tym w realizacji i zaspokojeniu tego uzależnienia odnajduje swoje szczęście. Na tym polega właśnie "normalność" i to jest pogląd 99% ludzi. Wieczny głód czegoś, co jest gdzieś wokół nas. Wieczne pragnienie.

Ale dlaczego właściwie ludzie mieliby Panu to szczęście dać? Bo dają? A jakby tak przestali dawać? To co? Co wtedy?

I już całkiem na koniec. Cała pańska wypowiedź i powołanie się na miłość do ludzi jako niby kontrargument w stosunku do tego co napisałem jest nietrafiona, bo napisałem przecież: " Uwaga egoisty jest skoncentrowana na nim samym, gdy uwaga chrześcijanina jest skoncentrowana na Bogu i bliźnich. ". Ale Pan tego nie zauważył.

oto Mar.Jan

Jak trudno się porozumieć, nawet ludziom o podobnym świato-

poglądzie ...
Pan moją wypowiedź odebrał jako atak i w ramach samoobrony wali Pan gdzie popadnie, nie zadając sobie zbytniego trudu, aby dobrze zrozumieć sedno tego, do czego zmierzałem w swojej wypowiedzi.
To oczywiście moja wina, ponieważ - jak zwykle w pośpiechu - nie zadałem sobie widać dość trudu, aby przed opublikowaniem dobrze przemysleć znaczenie każdego zdania.
Zatem spróbuję jeszcze raz wytłumaczyć swoje stanowisko:
Pisze Pan:

popełnił Pan błąd. Po pierwsze my nie szukamy prawdy, tylko udowodnienia i potwierdzenia swoich przekonań

Nie popełniam błędu, tylko wypowiadam moje własne poglądy. Oczywiście, że każdy szuka potwierdzenia swoich przekonań! Jeśli ich nie znajduje, wtedy powinien zmienić przekonania. Mam nadzieję, że tak właśnie czynię, nie tylko w kwestii poglądów na wiarę.
Twierdzi Pan, że do mnie poniższe twierdzenia się nie stosują:

"Kto chce zachować swoje życie straci je, a kto je straci z mojego powodu, ten je zachowa" oraz "Będziesz kochał Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem"

Pierwsze zdanie ma w ogóle inny sens, niż się Panu wydaje. Tu chodzi o ludzi, dla których ważniejsze jest zachowanie życia, niż zachowanie wiary. Sorry, ale czy Pan już był w takiej sytuacji, że musiał wybierac między wiarą a zyciem? Jestem pewien, że nie, bo gdyby pan pryncypialnie wybrał wiarę to by nie było dzisiejszej dyskusji. Od 70 lat nie było wojny w naszym kraju, więc zasadniczo nie ma w Polsce ludzi, którzy musieliby stanąć wobec takiego wyboru...
Natomiast co do drugiego zdania... Czy Pan mógłby o sobie powiedziec, że kocha Boga "całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem"? Czy w ogóle ktoś, kto nie żyje życiem konsekrowanym może o sobie powiedziec te słowa?
A spośród osób duchownych, jaki procent może przyznać się do tych słów?
Zadaniem świeckich katolików nie jest poświęcenie Bogu "całego swojego serca, całej swojej duszy ani całego umysłu"!
To jest zadanie dla świątobliwych pustelników. Ale nawet pustelnik nie może całego umysłu poświęcic Bogu, bo by umarł z głodu! NAwet pustelnik najbardziej świątobliwy musi zachować część swojej duszy, serca i umysłu dla innych ludzi oraz rzeczy, które mu służą!
Ja nie wiem, w jaki sposób ktoś mógłby literalnie rozumieć i realizować powyższe zdanie-zadanie zyciowe.
W moim rozumieniu oznacza ono: "na tyle, na ile cię stać". I nic ponadto!
Ale to już bardzo dużo! Nie dowiesz się na ile cię stac, jeśli nie spróbujesz pokonać swoich ograniczeń. Ograniczenia zazwyczaj przede wszystkim istnieją w umyśle.Więc trzeba się starac pokazać na ile cię stać. Ale nie trzeba się stresować, że na tak mało nas stać, tylko trzeba próbować zrobic trochę więcej...

Dalej wylicza Pan moje błędy:
ad 1. dlaczego nieprawdziwy obraz? Nie spotkał się Pan nigdy w zyciu z dewocją czy bigoterią? Z ludźmi, którzy zamiast robić coś dobrego dla innych spędzaja czas na czynnościach, w których jest "przerost form zewnętrznej pobożności przy braku istotnych treści duchowych"? Ludzie, którzy maja usta pełne Boga, spędzają czas na tzw. klepaniu róznych pacierzy i myślą, że pan Bóg spełni wszystkie ich prośby. Niech pan Bóg sprawi, aby był pokój na świecie i żeby ludzie się kochali... Pan Bóg wysłuchał - znaczy sprawa załatwiona. JUż nic więcej nie trzeba, aby na świecie zapanował pokój a ludzie sie kochali. A jak jeszce pokoju nie ma - znaczy trzeba się częściej modlić zanosząc prosby o pokój.
Traktują pana Boga jak roztargnionego starca o przytępionym słuchu, któremu trzeba nieustannie przypominac wciąż te same rzeczy?
JA o tym pisałem, a wcale nie polemizowałem z pańskimi niewypowiedzianaymi twierdzeniami. Wcale panu nie przypisuję takich twierdzeń, ani nie polemizuję z niewypowiedzianymi (czytaj - wlasnymi) twierdzeniami.
Jednak słyszałem i to nie raz, jak jakaś siostra zakonna w podobny sposób "zachęcała" dzieci w kościele, aby wypowiadały włąsnie bardzo podobne słowa nasladując jakieś podawane znad pulpitu dyrygenckiego gesty obrazujące te gorące uczucia, które dzieci (i rodzice) powinny w sobie wzbudzać. Dla mnie to całkowicie pozbawione sensu. Ale to dla mnie tylko, więc nie piszę listów protestacyjnych do biskupa, ani do żadnej gazety...Znoszę to cierpliwie, albo czasem wychodzę...

ad.2
Nie sądze, że to błedny podział. Inne zadania i stosunek do Boga mają osoby duchowne, a inne świeckie. I tak ma być. I to jest słuszne. Np. księża mają obowiązek (w sumieniu) odprawiać tzw. liturgię godzin. Osoby świeckie mogą, jeśli mają taka potrzebę. JA nie mam takiej potrzeby. Czy to znaczy, że ja mniej kocham pana Boga?
W jaki sposób Bóg ma być w moim życiu na pierwszym miejscu? \Otóż (ja tak uważam) wcale nie przez dążenie do "zatracenia siebie", czy przez "zostawia literalnie wszystko: każde swoje pragnienie, każde swoje oczekiwanie, każdą swoją myśl i w centrum swojego wzroku i swojej uwagi stawia Boga".
Ja w centrum swojej uwagi stawiam moją żonę, moje dzieci, moich przyjaciół, moje zadania w pracy. I mam nadzieję, że w ten sposób właśnie zwracam się ku Bogu: przez innych ludzi, którzy stają na mojej drodze. Że staram się im służyć i w ten sposób służę Bogu jak umiem. Czy muszę "stracić siebie", aby moja żona była na pierwszym miejscu, przed mną? JA tego tak nie rozumiem. Moja rodzina ZDECYDOWANIE WZBOGACA, a nie zubaża moją osobę, moje poczucie szczęścia, spełnienia marzeń, utwierdza mnie w moich celach itd...
Czy chrześcijanin NAPRAWDĘ musi odrzucać WŁASNE marzenia, własne cele, własne wyobrażenia? A o czym marzy przeciętnie normalny człowiek, gdy jest młody? O rodzinie, o przyjaciołach, o szczęśliwym życiu. Czy to jest złe? Czy musi marzyć o wyjeździe do biednych krajów na misje? Czy powinien się zaciągnąc do jakiejś murzyńskiej partyzantki, aby walczyć o wyzwolenie biednych ludzi spod jakiegoś ucisku? Wtedy dopiero będzie dobrym chrześcijaninem? Są i tacy, którzy o tym marzą.
Podziwiam ich, ale nie zazdroszczę!
Jestem być może małym człowiekiem, mam skromne cele i niewielkie wymagania wobec siebie i innych. Być może...Nie mnie to oceniać.

Tak a propos tego odrzucania swojego "ja". wychodzenia poza siebie i nieustannego dążęnia... Czytałem pańską książkę. Bardzo ciekawa i inspirująca, ale...
Przez wiekszośc czasu Pan walczył ze sobą, ze zmęczeniem, troszczył się o to co będzie dalej, patrzył na zegarek i przspieszał kroku, aby zdążyć na czas do kolejnej mety kolejnego etapu... Godne podziwu i ja to podziwiam, naprawdę. Ale...
Czy po drodze nie patrzył pan na mijane okolice i nie podziwiał ich piękna, nie zachwycał się pięknem morza, czy gór, chmur na niebie? Czy nie bywał Pan tak po prostu szczęśliwy, że jest w drodze i może to wszystko podziwiać i dziękować Bogu za to, że to wszystko dla Pana stworzył? Czy pan potrafi się zachwycić pieknem stworzonego przez Boga świata, który stworzył ten świat własnie dla ludzi, po to, żeby cieszyli się jego stworzeniem.
Czy warto byłoby wyruszyc na pielgrzymkę nie po to, żeby zatracić siebie, pokonać i zdusić własne cele, własne pojęcie o świecie i własne problemy, ale po to by się po drodze zachwycac pięknem świata i odczuwać szczęście skrojone na własny wymiar, oraz wyrażać w ten sposób wdzięcznośc dla Stwórcy za swoje zycie, za swoje marzenia i cele, za ludzi, których się w zyciu spotkało?
Tego poczucia zadowolenia, zachwytu nad światem, nad drogą w pańskiej książce brakuje. Za dużo w niej ciężkiej walki ze sobą, ze światem, z drogą, z czasem. Walka, walka... a gdzie szczęście? Gdzie wdzięczność dla Boga.
Taka droga może być modlitwą, ale czy walka może być modlitwą?
Czy Bóg stworzył ludzi po to, by nie chcieli być sobą? By chcieli porzucać własne dążenia, własne cele, własne myśli i wyobrażenia? Żeby nieustannie "wychodzili z siebie". Czy to panu Bogu są potrzebne nasze modlitwy i nasz czas?
Papież Jan Paweł II powiedział kiedyś (cytuję z pamięci niedokładnie), że póki jeteśmy na Ziemi, naszą droga do Boga są ludzie i ich sprawy. Nasze ziemskie sprawy sa drogą do Boga. Akurat dzisiaj, kiedy rozmyślałem nad tym, jak Panu odpowiedzieć, usłyszałem te słowa papieża w radio 106.2 i pomyślałem że to znak... I dlatego napisałem co napisałem.

Pozdrawiam Pana i zyczę więcej luzu i zadowolenia z zycia, tu i teraz, na Ziemi.
JEśłi ktoś będzie sobie często powtarzał: ""Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili", i t miał na uwadze, to wtedy będzie spełniał pierwsze i najważniejsze przykazanie, przykazanie miłości Boga. I wtedy Bóg będzie na pierwszym miejscu.

p.s.
Przykład zakonnicy, która nie wpadła na pomysł, żeby podsunąć krzesło i zaproponować szklankę wody jest jak najbardziej prawdziwy. Nie potępiam tej osoby, tylko myślę, że pewnie myśli miała zajęte czym innym i nie wpadła na rzeczy najbardziej oczywiste. Ksiądz, który nadszedł chwilę później, tej samej osobie przyniósł krzesło oraz szklankę wody. Więc wszystko jest OK!

p.s.2
I znowu nie dońca wyszło mi to co chciałem napisać. NIe umiem chyba...
Więc dla pewności tylko nadmienię, żę nieprawda jest jakobym zawsze był zadowolny z siebie i szczęsliwy. Cżłowiek w ogóle raczej rzadko czuje się szczęsliwy. Za rzadko...I z pewnością bywam zbytnio zadufany w sobie i egoistyczny. Z cała pewnością wiem o tym i zapewne zbyt mało robię aby lepiej wykorzystac czas dany od Boga.
Pan Zbyszek ma sporo racji w tym co pisze. Ale w niektórych sprawach racji nie ma. Tak ja (być może egoistycznie) uważam.

oto chłop jag

Chrześcijanin, egoista,

Chrześcijanin, egoista, nihilista

Diablisko jest zazdrosne o człowieka - którego stworzył Bóg - i stąd te wynurzenia o egoizmie - tołażysze. W świecie wierzących w Boga nie ma miejsca na nihilizm - więc w tym miejscu diablisko pomyliło światy - tołażysze.
Wniosek?
Wszędzie tam - gdzie z woli człowieka "nie ma" Boga - natychmiast tę przestrzeń wypełnia diablisko - tołażysze - czego dowodem jest owo powyższe ględzenie o egoizmie.
Na koniec - w świecie ludzi wierzących nie ma problemów jakie przeżywa diablisko poza tym światem

oto MSzach

Tym razem ode mnie 5 gwiazdek -:)

Ta 'droga do piekła' jest szczególnie intrygująca...

Egoistą można być także, będąc człowiekiem szalenie religijnym. Uczestniczącym gorąco i często w obrzędach. Wyznającym głośno i publicznie. Walczącym o religię. Taki człowiek po prostu już "ZNALAZŁ". Myśli, że WIE. To jego przekonanie sprawia, że donikąd tak naprawdę już nie zmierza. Widzi siebie jako dobrego, bo przecież się modli, bo przecież wierzy, bo przecież chodzi, (...) i wszystkiego robi więcej niż inni. Więc JEST dobry. Więc chodzi o to, by takiego siebie zachować, utrzymać.

Za dużo takich postaw się spotyka. Najgorzej jednak jest wtedy gdy taki chrześcijanin poza murami świątyń staje się walczącym chrześcijaninem, walczącym z ludźmi innymi niż on, nawet z takimi słabszej wiary (wg niego oczywiście), często z sąsiadami, znajomymi, przypadkowo napotkanymi..

Myślę, że łaskę zmartwychwstania otrzyma bardzo niewielu z nas niz by to wynikało ze statystyk, bardzo niewielu...

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.