Zawalczmy o polski biznes

"Musimy rozwijać polskie firmy, pod własną marką i za rodzimy kapitał".

Rozmowa z dr hab. Agnieszką Ziomek, kierownikiem Katedry Polityki Gospodarczej i Samorządowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Pani Profesor, zajmuje się Pani badaniami efektywności pracy. Czy Polacy są mniej pracowici niż mieszkańcy innych krajów Unii Europejskiej?
– Według mnie – nie. Pojawianie się opinii o mniejszej chęci Polaków do pracy we własnym kraju może wynikać z dwóch przyczyn. Po pierwsze, w Polsce jest mała różnica między wartością świadczeń socjalnych a płacą minimalną. To na pewno nie działa motywująco na naszych rodaków. Jeśli wartość świadczeń socjalnych jest uzupełniona dochodami z pracy w szarej strefie, to może się okazać, że ci, którzy legalnie pracują, mają tyle samo pieniędzy co pracujący nielegalnie.
Po drugie, płaca realna w Polsce nie rośnie równolegle ze wzrostem wydajności pracy. Dla przykładu: w latach 2001-2013 wzrost wydajności pracy obliczany był na 3,3 proc. rocznie, a płace w tym czasie wzrastały ledwie o 0,9 proc. rocznie.
Przez ostatnich 16 lat udział płac w produkcie krajowym brutto spadł do 46 proc., czyli znacznie poniżej średniej unijnej, która wynosi 57 proc. Poza Litwą jest to więc najniższy udział płac w PKB w całej Unii. Mamy stosunkowo niskie płace, a na dodatek ich wzrost jest wyraźnie zaniżony wobec wzrostu wydajności. U naszych sąsiadów, w Niemczech, wskaźniki te rosną równolegle.

Jak w takim razie powinniśmy być oceniani na tle innych nacji?
– Rynek pracy w każdym kraju jest inny. Gdy porównywane są efekty pracy w zbliżonych warunkach, nikt nie powinien nam zarzucać lenistwa, a wręcz pracowitość, kreatywność, zaradność, efektywność.

Czy ekonomiści mylą się, mówiąc o małej wydajności pracy Polaków?
– Wydajność pracy w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat wzrasta. Za to w ostatnich kilku latach rzeczywiście spadła. W 2011 roku wzrost wydajności pracy wynosił 7,7 proc. A w 2014 już tylko 2,2 proc. Warto zastanowić się, skąd to się bierze. Eksport wciąż rośnie, ale słabiej niż kilka lat temu, choć co prawda w 2015 roku przewyższył import. Przedsiębiorstwa mają mniej zamówień. Nawet zlecenia zagraniczne z reguły nie generują popytu na wysoko przetworzone dobra, których produkcja dawałaby największe zyski. Musimy bardziej aktywnie zdobywać rynki zagraniczne, zwykle konkurując bardziej ceną niż jakością. Dodatkowo warto zauważyć, że zaniżanie płac wobec wydajności powoduje emigrację najlepszych pracowników i najzdolniejszej młodzieży.

Dlaczego statystyczny pracownik w Polsce, mimo że pracuje dłużej od statystycznego Niemca, wytwarza mniej towarów i usług?
– Najprostsze byłoby wyjaśnienie w ujęciu technicznym. Przyczynę takiego stanu widzę w ograniczeniu dostępu do rynków zbytu dla produkcji dóbr i usług. Nie ma zbytu, bo nie ma zamówień. Wytwarzana produkcja polskich firm trafia często do magazynu lub jest sprzedawana po cenach na granicy opłacalności. Zagraniczne firmy produkujące w Polsce są już w lepszej sytuacji, bo 90 proc. ich produkcji jest eksportowana. Ciekawym przykładem mogą być dla nas kopalnie. W Niemczech mają one zbyt – węgiel brunatny sprzedawany jest do tamtejszych elektrowni. A węgiel wydobywany w Polsce często leży na hałdach.

Porównując siłę gospodarczą poszczególnych państw, niektórzy ekonomiści mówią nie tylko o produkcie krajowym brutto, ale także o produkcie narodowym brutto. Czym różni się PNB od PKB?
– Wartość produktów i usług wytwarzanych przez polskie firmy (PNB) jest znacznie mniejsza od łącznej wartości produktów i usług wytwarzanych na terenie Polski (PKB) przez firmy polskie i zagraniczne. Skąd ta różnica? Wszyscy zdajemy sobie sprawę z faktu, że np. niemieckie firmy częściej inwestują w Polsce niż Polacy w Niemczech. Ogólnie aż 50 proc. PKB Polski dają nam inwestycje zagraniczne. Inwestycje polskie za granicą to jedynie 10 proc. PKB, a wśród nich dominują inwestycje na rynkach kapitałowych. W ostatnim roku bilans inwestycji jest jednak ujemny, co znaczy, że Polacy wycofują swój kapitał z rynków zagranicznych, ale to w każdej chwili może się zmienić.

Jakie mogą być tego skutki? Mamy powody do niepokoju?
– Sytuacja Polski wcale nie jest wyjątkowa. Proporcje w innych krajach naszego regionu – na Węgrzech, w Czechach i na Słowacji – są podobne. Jedynym krajem z nadwyżką PNB nad PKB w naszym regionie są Niemcy. Minusy takiej sytuacji dla gospodarki polskiej są powszechnie znane. Duży udział firm z kapitałem zagranicznym powoduje, że mamy mniejszą kontrolę nad inwestycjami w Polsce, rynkiem finansowym czy rynkiem pracy. Na dodatkowy problem – z tzw. optymalizacją podatkową stosowaną przez zagraniczne firmy – wskazują dane upublicznione przez Najwyższą Izbę Kontroli. Teoretycznie obce firmy powinny płacić w Polsce nie mniejsze podatki od krajowych przedsiębiorstw. Praktyka jest jednak inna. Raport NIK wskazuje, że firmy zagraniczne płacą średnio mniej, tj. ok. 1,5 proc., a połowa z nich w ogóle nie wykazuje zysku.

Czy polskie przedsiębiorstwa nie mogą zająć się działalnością dającą większą wartość dodaną? Nie mogą być równie dochodowe jak zagraniczne firmy?
– To nie jest łatwe. W biznesie tak już jest, że gdy się ugrzęźnie w jakimś ogniwie łańcucha wartości, to trudno z niego wyjść. Nasze przedsiębiorstwa są potrzebne gospodarce niemieckiej do rutynowych, prostych prac. Takich, które są bardziej pracochłonne niż kapitałochłonne czy też wiedzochłonne. Polska w przeszłości zwykle eksportowała proste dobra, surowce czy półprodukty. Nie eksportowaliśmy np. samochodów, które są sprzedawane pod własną marką, ale np. fotele do samochodu. Wytwarzaliśmy pojedyncze elementy produktów. Dobra finalne wytwarzały z reguły firmy zagraniczne, a wiadomo, że najwyższą mar-żę pobiera na rynku właśnie ostateczny sprzedawca. O zamówienia na półprodukty jest znacznie łatwiej, bo wykształcenie Polaków jest względnie atrakcyjne, a koszt pracy niski.

Jak można to zmienić?
– Zagraniczne firmy nie mają interesu w tym, żeby powstawały polskie, liczące się na rynku marki produktów. Podobnie zagraniczne banki. Nawet najlepsze biznesplany przedstawiane przez naszych przedsiębiorców mogą nie przekonać zagranicznych finansistów do wspierania rozwoju polskich firm, co utrudnia im dostęp do finansowania. Ich cele mogą się różnić od naszych. W tej sprawie musimy liczyć na siebie, zakładać firmy i rozwijać je pod polską marką, za polski kapitał. W krótkiej perspektywie trudno będzie o szybką poprawę pozycji naszych przedsiębiorstw w łańcuchu wartości. Potrzebna jest tu polityka długofalowa i strategiczna wspierana rolą państwa.

Co może być podstawą takich pozytywnych zmian?
– Poziom oszczędności Polaków wreszcie zaczął się podnosić. To właśnie dzięki oszczędnościom przedsiębiorcy uzyskują większy dostęp do kredytów, wzrasta chęć wprowadzania innowacji i inwestowania w produkcję. Podnoszenie ogólnego poziomu wiedzy, postęp technologiczny, a także stopniowy wzrost wynagrodzeń – zmniejszający różnice wobec świata Zachodu i powstrzymujący najlepszych pracowników przed emigracją – sprzyja umocnieniu pozycji polskich przedsiębiorstw. Służy temu także łatwiejszy dostęp do kapitału, oferowany przez polskie banki czy sektor publiczny.

W czasie dyskusji na temat patriotyzmu gospodarczego, która odbyła się na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, mówiła Pani o konieczności wzrostu nakładów na naukę.
– Na świecie zawsze jest popyt na wysokiej jakości innowacyjne produkty. Większe nakłady na naukę umożliwią szybsze unowocześnienie gospodarki. Musimy dążyć do jak najefektywniejszego wykorzystania zarówno wsparcia unijnego, jak i współfinansowania innowacyjnych przedsięwzięć przez Skarb Państwa. Utworzenie Polskiego Funduszu Rozwoju to krok w dobrym kierunku. Polscy przedsiębiorcy są ambitni, pracowici i aktywni w poszukiwaniach swojego miejsca na rynku, jednak bez wsparcia instytucjonalnego dorównanie zagranicznej konkurencji będzie bardzo trudne.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Tomczyk

___
Tekst opublikowany w "Naszym Dzienniku"

Piotr Tomczyk

Publicysta, piszący w "Naszym Dzienniku"

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3
Ogólna ocena: 3 (głosów: 2)
Dobre i polskie 10-12-2016
Kto udaje Greka? 18-07-2015
Smog brukselski 4-02-2017
Po co nam sondaże? 15-05-2015
Banki zamrażają kryzys 18-04-2015

Dyskusja

oto adam_54

Fałszywe porównanie.....

W Niemczech mają one zbyt – węgiel brunatny sprzedawany jest do tamtejszych elektrowni. A węgiel wydobywany w Polsce często leży na hałdach.

Szanowna pani "dr hab." widziała gdzieś leżący na hałdach węgiel brunatny ? - Turów, Bełchatów, Konin ? - nie wie że węgiel brunatny idzie do spalenia zaraz po wydobyciu ?
Widać że szanowna "dr hab."... gadać potrafi a odróżnić węgla kamiennego od brunatnego .... nie. To po co się tak "produkować" ?

oto PKK

Dobra rozmowa

w latach 2001-2013 wzrost wydajności pracy obliczany był na 3,3 proc. rocznie, a płace w tym czasie wzrastały ledwie o 0,9 proc. rocznie.

Wniosek z tego taki, że pracownicy otrzymują coraz mniej owoców swojej pracy.

Wartość produktów i usług wytwarzanych przez polskie firmy (PNB) jest znacznie mniejsza od łącznej wartości produktów i usług wytwarzanych na terenie Polski (PKB) przez firmy polskie i zagraniczne.

Niezwykle cenna uwaga. Zupełnie bezwartościowy PKB stał się fetyszem liberalnych mediów, chociaż tak naprawdę nie dostarcza żadnych istotnych informacji. Skrajnie irracjonalny kult PKB upada w czasie zawirowań na rynkach międzynarodowych, kiedy wirtualna gospodarka oparta na obcym kapitale upada jak domek z kart. W latach 2008-2010 najmocniej doświadczyły tego Estonia, Łotwa, Litwa i Irlandia. Bycie zakładnikiem zagranicy to najgorszy z możliwych scenariuszy.

Na dodatkowy problem – z tzw. optymalizacją podatkową stosowaną przez zagraniczne firmy – wskazują dane upublicznione przez Najwyższą Izbę Kontroli. Teoretycznie obce firmy powinny płacić w Polsce nie mniejsze podatki od krajowych przedsiębiorstw

Omijanie prawa nie dotyczy tylko firm zagranicznych. Z powodu cichego przyzwolenia kombinuje każdy, kto tylko może sobie na to pozwolić.

W biznesie tak już jest, że gdy się ugrzęźnie w jakimś ogniwie łańcucha wartości, to trudno z niego wyjść.

mogą nie przekonać zagranicznych finansistów do wspierania rozwoju polskich firm

Rzeczywistość pokazuje, że nadrabianie zaległości pozostaje niemożliwe bez aktywnej roli państwa. Nieźle rozwijają się firmy opierające działalność na realizacji zamówień publicznych. Cała reszta ma dużo trudniej, ponieważ nie wylobują u milionów Polaków kupna gorszych lub droższych towarów tylko dlatego, że pochodzą od polskiego przedsiębiorstwa.

Natomiast wejście na wypełniony i podzielony rynek wymaga olbrzymich nakładów, więc nic dziwnego, że takie przedsięwzięcia może wesprzeć tylko państwo nastawione na długofalowy rozwój, a nie komercyjny bank celujący w błyskawiczny zysk. Chińczycy doskonale o tym wiedzą.

Większe nakłady na naukę umożliwią szybsze unowocześnienie gospodarki.

Tylko kto miałby łożyć na rozwój nauki? Zagraniczne firmy robią to u siebie, a polskich z aktywnymi działami B+R jak na lekarstwo.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.