Benjamin Barber "Skonsumowani" (2007)

... streszczenie, notatki, uwagi

Upadek kultury zachodniej jest zasadniczym problemem konserwatywnej prawicy odwołującej się do historycznego dziedzictwa. Jednak w mainstreamie też znajdują się ludzie dostrzegający, że coś poszło nie tak. Diagnozy kryzysu z demoliberalnego punktu widzenia dostarcza książka Benjamina Barbera z 2007 roku Skonsumowani. Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli.

Benjamin Barber

Benjamin R. Barber (ur. 1939 w Nowym Jorku) jest politologiem związanym z amerykańską partią demokratyczną. Jest też autorem książek Dżihad kontra McŚwiat (1996) i Gdyby burmistrzowie rządzili światem: dysfunkcyjne kraje, rozkwitające miasta (2013).

Zdaniem Barbera demokracja jest zagrożona, ponieważ dorośli zachowują się jak dzieci. Dla nowej normy społecznej Barber stosuje określenie etos infantylizmu. Prawica konserwatywna musiałaby się zgodzić z krytyką niedojrzałości, jednak problematyczne byłoby podzielenie wartości pozytywnych dla Barbera. Jeśli w Polsce punktem odniesienia jest tradycyjny porządek z katolicką nauką, to dla Barbera utracony ideał kapitalizmu wyrasta z rewolucyjnych idei protestantyzmu i demoliberalizmu.

Pisząc poniższe streszczenie dokonałem subiektywnej selekcji treści "Skonsumowanych", pod kątem spraw najbardziej dla mnie interesujących. Nie mogąc ominąć głównej tezy Barbera o związku etosu infantylizmu z konsumpcjonizmem, starałem się przytaczać fragmenty prezentujące „pozytywną” ideę Barbera. W mojej ocenie kluczowa dla niej jest przedstawiona wizja protestanckiego kapitalizmu.

Jeszcze w tym wstępie chciałbym podkreślić wątek konfliktu demokracji i kapitalizmu. W „centroprawicowym” mainstreamie funkcjonują one jako zgodna para wartości tzw. świata zachodniego. Jednak zapewne wszyscy znają poglądy Janusza Korwin-Mikkego, który przeciwstawia je sobie. Zdaniem JKM-a większość zawsze jest głupia, dlatego demokracja zawsze jest zła. Jednak z drugiej strony Mikke wierzy w moc nieregulowanego (poza rzadkimi wyjątkami „dylematu więźnia”) wolnego rynku. Zatem, ci sami głupi ludzie na rynku w swojej masie dokonują optymalnych wyborów. Barber stosuje dokładnie przeciwne wartościowanie, zatem wygląda to następująco:

  • u Mikkego: konsumenci podejmują racjonalne decyzje, obywatele – nieracjonalne
  • u Barbera: obywatele podejmują racjonalne decyzje, konsumenci – nieracjonalne

Odnośnie stylu, w jakim książka jest napisana. Czytając „Skonsumowanych” byłem świeżo po „No Logo” Naomi Klein i z racji kontrastu muszę niżej ocenić dzieło Barbera. Książka Klein ma logiczną konstrukcję, każdy nowy temat rozwija przekaz. U Barbera porządek panuje na poziomie rozdziałów, niżej jest mnóstwo chaosu. Te same myśli są wielokrotnie formułowane na nowo. Szczególnie męczące jest to w pierwszym rozdziale, gdzie mamy na okrągło „skakanie” po kilku głównych tezach. Przed drugim czytaniem wynotowałem sobie tego punkty i obserwowałem jak wielokrotnie powracają. Jeśli chodzi o styl autora, zaryzykowałbym twierdzenie, że Barber zmusza czytelnika do konsumowania patetycznej i przeintelektualizowanej mowy-trawy. Zamieściłem dość cytatów, aby to ocenić.

Uwaga edycyjna. Tytuły części i rozdziałów są oryginalne, śródtytuły ode mnie. Cytaty pochodzą z tłumaczenia Hanny Jankowskiej dla wydawnictwa MUZA.

Część pierwsza. Narodziny konsumentów

Rozdział 1. Kapitalizm triumfujący i etos infantylizmu

Najpierw wypunktuję główne tezy autora, by według nich uporządkować chaos oryginału.

  1. Na Zachodzie zaszła zmiana kulturalna. Etos protestancki został zastąpiony przez etos infantylizmu.
  2. Etosowi protestantyzmu w kulturze odpowiada kapitalizm produkcyjny w gospodarce. Etosowi infantylizmu w kulturze odpowiada kapitalizm konsumpcyjny w gospodarce.
  3. Ocena zmiany jest negatywna. Kultura protestancka jest dojrzała. Kultura konsumentów jest infantylna.
  4. Infantylizm jest skutkiem konsumpcjonizmu. Kapitalizm jest zainteresowany tworzeniem zdziecinniałych konsumentów, a infantylizację celowo prowadzą instytucje biznesowe, oświatowe i rządowe.
  5. Przyczyną tego procesu jest nierówność ekonomiczna na świecie. Występuje nadprodukcja dóbr spowodowana tym, że Trzeci Świat nie ma dochodów, aby zaspokoić swoje potrzeby. Odpowiednie środki ma Pierwszy Świat, którego potrzeby już są zaspokojone. Rynek kreuje popyt na sztuczne potrzeby poprzez infantylizację obywateli państw zamożnych.
  6. Zachodzi konflikt między demokracją a kapitalizmem, tj. między interesem obywatela a konsumenta.

Zmiana w kulturze i w kapitalizmie

Rozdział rozpoczyna stwierdzenie zjawiska dorosłych mieszkających z rodzicami i opóźniających zakładanie własnych rodzin. Dla Barbera jest to objaw tego, że pojawił się nowy potężny etos kulturowy, etos wmuszonej dziecięcości: infantylizacja ściśle związana z wymogami konsumenckiego kapitalizmu w warunkach globalnej gospodarki rynkowej. Żyjemy w czasie wojny sił Dżihadu z siłami McŚwiata. Jednak w triumfującym kapitalizmie zachodzą procesy, które mogą sprawić, że McŚwiat wygra, a wolność przegra. Zwycięstwo konsumentów nie jest jednoznaczne ze zwycięstwem obywateli.

Pojawia się nawiązanie do dawnych czasów dobrego kapitalizmu. Dawno, dawno temu kapitalizm łączył się z cnotami, które miały także swój udział, choćby i marginalny, w rozwoju demokracji, odpowiedzialności i poczucia obywatelskości. Dzisiaj łączy się z przywarami, które – choć dobrze służą konsumpcjonizmowi – osłabiają demokrację, odpowiedzialność i obywatelskość. (…) Albo kapitalizm zastąpi infantylizm etosem demokratycznym i odzyska właściwą sobie zdolność promowania równości obok zysku, różnorodności obok konsumpcji, albo infantylizacja zgubi nie tylko demokrację, ale i sam kapitalizm.

Sens zmiany w kapitalizmie polega na tym, że

  • produkcyjny kapitalizm zaspokaja prawdziwe potrzeby
  • konsumpcyjny kapitalizm zaspokaja nieprawdziwe potrzeby

Związek kapitalizmu z etosem

Między kulturą a ekonomią zachodzi ścisły związek. Dawne czasy Barber charakteryzuje następująco. W ramach synergii między dorabianiem się majątku a pomaganiem bliźnim (przepis purytańskich protestantów na cnotliwego przedsiębiorcę) producenci osiągali zysk, wytwarzając towary dla zatrudnianych przez siebie robotników – ten krąg cnoty, choć zawierał w sobie elementy ryzyka producentów i wyzysku robotników, przynosił pożytki obu klasom i i całemu społeczeństwu.

Obecny nowy etos kulturowy otrzymującej się dziecinności jest ściśle związany z globalnym konsumpcjonizmie, który przejawia się

  1. zbanalizowaniem towarów i ogłupianiem klientów w postmodernistycznej gospodarce globalnej, wytwarzającej, jak się wydaje, więcej dóbr, niż ludzie potrzebują
  2. uczynieniem dzieci celem zabiegów marketingowych

Ponieważ idealny klient ma zasoby materialne dorosłego i mentalność dziecka, to z jednej strony należy nadać dzieciom władzę konsumencką, aby mogły wydawać pieniądze bez nadzoru rodziców, a z drugiej strony trzeba sprowadzić dorosłych do poziomu dzieci. Z potrzeb rynku wynikają dwa zadania dla nowego etosu

  • sprzedaż towarów młodej klienteli, nieukształtowany smak, łatwo się poddaje celowej manipulacji uprawianej przez reklamę, marketing i kreowanie marek.
  • regresja dorosłych, aby rozbudzić w nich zachcianki i nawyki właściwe dzieciom (cel sprzedaż bezużytecznych towarów jak gry i gadżety)

Przyczyna konsumpcjonizmu

Problemem globalnego kapitalizmu jest nadmiar produkcji. Trzeci Świat jest zbyt biedny, by wykupić produkcję. Dorośli w Pierwszym Świecie po zaspokojeniu podstawowych potrzeb mają jeszcze olbrzymie środki. Barber na dowód przytacza dane, że 11,5% ludności kontroluje 60% globalnych wydatków konsumpcyjnych, natomiast 11% populacji w Afryka Subsaharyjska to tylko 1,2% wydatków. Globalna gospodarka konsumpcyjna jest niezdolna sprzedać ubogim tego, czego potrzebują (to się nie opłaca), ale starająca się usilnie sprzedawać bogatym to, czego nie potrzebują.

Głównym zadaniem konsumenckiego kapitalizmu jest tworzenie potrzeb. Celem jest skłonienie dorosłych by pozostali dziecinni i spontaniczni w swoich gustach. Konsumpcjonizm namawia nas, żebyśmy znów sięgnęli po to, co dziecięce, a czego wyzbyć się nakazywała nam Biblia i wkroczyli w nowy świat elektronicznych zabawek, gier i gadżetów.

Dziecko jako klient

Dziecko jako klienta charakteryzuje cytat z Jones i Klein „Dziecko chce tego, czego chce w danej chwili, nie licząc się z potrzebami innych osób, a dorosły-dziecko nie wyrasta z tego wzorca” . Stąd wynika cała dziedzina marketingu kierowana dla dzieci od wieku… no właśnie. W jednym miejscu pojawia się zdanie, że marketing zaczyna się od momentu, gdy dziecko jest zdolne wyartykułować preferencje tj. od 4 roku życia. Ale gdzie indziej pojawia się spostrzeżenie, że już wcześniej dzieci są zdolne zapamiętywać logo, więc lojalność wobec marki może zostać wpojona już wieku dwóch lat.

Niezależnie od dolnej granicy, to im dzieci robią się starsze, tym ich potrzeby są droższe. Barber cytuje Juliet B. Schor. „Dzieci i nastolatki są dziś w epicentrum amerykańskiej kultury konsumpcyjnej. To one zawładnęły uwagą, kreatywnością i dolarami reklamodawców. Ich gusty kształtują trendy na rynku. Ich opinie wpływają na strategie marek”.

Warto tu dostrzec, że marketing kierowany do nieletnich jest przyszłościowy. Dzieci są nie tylko podatne na marketing, ale gdy dorosną staną się już wychowanymi konsumentami o określonych preferencjach.

Kolejną zaletą jest globalna jednorodność: sprzedawaj nieletnim, a masz rynek obejmujący cały świat. Dzieci w całym uprzemysłowionym świecie są do siebie bardzo podobne. Lubią się bawić […] lubią coś przekąsić […] lubią przy innych dzieciach zachowywać się jak dzieci. (…) Skutek jest taki, że pragną tych samych rzeczy, że przekładają swoje potrzeby na podobne zachcianki, które zwykle przekraczają granice kulturowe. Wychodzi więc na to, że szanse powodzenia maja standaryzowane wielonarodowe strategie marketingowe skierowane do dzieci na całym świecie.
Kultury dorosłych są liczne i odrębne, ale kultura młodych jest nadzwyczaj uniwersalna. Barber cytuje za Naomi Klein, że nastolatki z klasy średniej na całym świecie „budzą się rano, wciągają lewisy, wkładają najki, łapią czapki, plecaki, discmany i biegną do szkoły”.

Wniosek Barbera jest następujący: kultura dziecięca ma pierwszeństwo przed kulturą miejsca geograficznego. Ja dodałbym od siebie, że kultura narodowa to dziedzictwo pokoleń, wynik ich pracy. Odrzucając ją na rzecz globalnych konsumpcjonizmu i popkultury, w gruncie rzeczy cofamy się do prymitywizmu.

Dziecko jest pożądanym klientem, bo „ma najmniej, chce najwięcej i najłatwiej je zwieść”. Jednak dziecko zakorzenione w rodzinie jest złym konsumentem, bo jest posłuszne rodzicom. Dziecko bez rodzicielskiego nadzoru kupuje to, na co ma ochotę. Dlatego w marketingu pojawia się kid empowerment tzn. umocnienie pozycji dzieci, aby „samodzielnie” mogły wydawać pieniądze. Barber widzi w tym nawet analogię do totalitaryzmów, które wymagały zerwania związków dzieci z rodziną (lojalność wobec partii ponad lojalnością wobec rodziców).

Przejawy infantylizmu

Barber cytuje Roberta J. Samuelsona: „Ludzie coraz mniej chcą się zachowywać zgodnie ze swoim wiekiem. Młodzi (albo wielu z nich) pragną być starsi, starsi (albo wielu z nich) pragną być młodsi.” Inny cytat to opinia Josepha Epsteina, że coraz więcej dorosłych „pozostaje psychicznie na poziomie licealisty, odżywia się byle czym, ogląda mnóstwo telewizji, myśli o podbojach seksualnych” i korzysta z uroków „wiecznej młodości, luzu, braku odpowiedzialności, nie mając do czynienia z prawdziwymi napięciami, jakie zawsze niesie ze sobą życie”.

Dorosłym zaszczepia się cechy wiecznej dziecięcości, pogrążają się w infantylizmie, nie zaznając przyjemności, oraz w indolencji pozbawionej niewinności. Nowy konsument chciałby, by przybywało mu lat, ale nie godności, ceni sobie nieformalny ubiór, seks bez reprodukcji, pracę nieujętą w karby dyscypliny, zabawę pozbawioną spontaniczności, nabywanie bez celu, pewność bez wątpliwości, życie bez odpowiedzialności, narcyzm aż do późnych lat, aż do śmierci, bez odrobiny mądrości czy pokory.

Przejawy wg Barbera:

  • informacja w telewizji przypomina rozrywkę,
  • dorosłe ubrania dla kilkulatków,
  • profesjonalizacja sportu szkolnego,
  • dorośli czytelnicy rozchwytują Harry'ego Pottera i Władcę Pierścieni,
  • restauracje fast food wykorzystują dziecięcą niechęć do jedzenia przy stole,
  • gry dla nastolatków (WOW, GTA),
  • filmy-komiksy (Spiderman, Terminator, Shrek),
  • chirurgia plastyczna (perspektywa wiecznej młodości dla kobiet),
  • pigułki na potencję (cialis i viagra),
  • dorośli niechlujnie się ubierający (baseballówki, dżinsy, rozchełstane koszuli)
  • dogmatyczne osądy i postrzeganie świata w kolorach czarnym i białym w sferze polityki i religii.

Przykłady konsumpcjonizmu dla maluchów w cool przebraniu: Michael Jackson, Shrek, Super Mario Bros, Steven Spielberg, Britney Spears, Grand Theft Auto, Kobe Bryant, American Idol, Disney World.

O infantylizacji społeczeństwa mają świadczyć najczęściej wyszukiwane hasła w internecie w latach 2001-05.

  • więcej tych z nastoletniej popkultury Eminem, Britney Spears, Pamela Anderson, Harry Potter, Janet Jackson, Paris Hilton
  • niż świadczących o dorosłym zainteresowanie światem: Nostradamus, huragan Katrina, tsunami, Irak.

Dużo miejsca poświęca filmowi, infantylizacja w kinematografii ma zachodzić od 1967, a Spielberg i Lucas zapoczątkowali tworzenie „papka dla nastolatków”. Przedstawiając najbardziej kasowe filmy z 2004, Barber stwierdza, że za wyjątkiem Pasji Gibsona (3.) i Fahrenheit 9/11 Moore'a (15.) w pierwszej dwudziestce znalazły się wyłącznie filmy animowane, przygodowe lub dla dziewcząt. Kolejnym zjawiskiem obserwowanym na liście jest mnożenie się sequeli. Numer 1 (Shrek 2), 2 (Spider-Man 2) i 4 (Harry Potter i więzień Azkabanu) to kontynuacje. Wg Barbera niechęć do zaskakiwania i bezpieczne wybieranie już znanego to przejawy infantylizmu.

Schlebianie infantylnym gustom wynika z wymogu osiągnięcia przez produkcję filmową finansowego sukcesu. A ta presja jest skutkiem kurczenia się rynku seansu kinowych, Amerykanie mniej chodzą do kina niż w dawnych czasach, więc wytwórnie stawiają na produkty, które z pewnością się sprzedadzą, nie tylko w Ameryce, ale i innych krajach.

Opis infantylnej kinematografii jest jednym z tych miejsc w książce, gdzie widzimy, co jest pozytywne dla autora. Już przez samo odwrócenie krytyki hitów kinowych można wyciągnąć wniosek, że dla Barbera ideał kina ambitnego to filmy zaskakujące, demaskujące. Dalej Barber sam wymienia dzieła dla dojrzałej widowni, opowiadające o aktualnych problemach, jakie (ku jego zdziwieniu i satysfakcji) jednak tworzy amerykański przemysł filmowy: „Tajemnica Brokeback Mountain”, „Wierny ogrodnik”, „Syriana”, „Good Night and Good Luck”.

Skutki społeczne

Przejawy infantylizacji nie ograniczają się do marketingu i rynków.

  • język polityki stał się kłótliwy i uproszczony
  • język ideologii skoncentrowanej na prywatyzacji, narcyzmie i interesach
  • język telereligii i skomercjalizowanej ewangelizacji, mającej charakter teletowaru proponującego płytkie rozwiązania głębokich problemów

W debacie politycznej zanikła w znacznym stopniu deliberacja i wspólna płaszczyzna; uproszczona formuła stacji radiowych nadających programy z udziałem słuchaczy zachęca dzwoniących do radia, żeby zachowywali się jak rozpieszczone dzieci; programy rozrywkowe w telewizjach kablowych udają programy informacyjne, ale służą wyłącznie zabawianiu widza. Coraz liczniejszych wyznawców zyskują strywializowane ideologie religijne, których podstawą są dogmaty i absolutyzm, a nie wspólna wiara i uniwersalna moralność.
Każde święto od religijnych do świeckich ma komercyjną otoczkę.

Zjawiska demograficzne

Skutkiem infantylizmu jest to, że społeczeństwa zachodu się starzeją, a jednoczenie przesuwa się w górę granicę młodego wieku. Dorośli w wieku 25-34 mieszkają z rodzicami. Jak pisze Barber, cała ironia infantylizacji polega na tym, że amerykańskie społeczeństwo się starzeje. Zaś jeszcze silniej starzeje się społeczeństwo europejskie. Młodzież dominuje w Trzecim Świecie oraz jego imigranckich enklawach w Europie i Ameryce Północnej.

Kolejnym przejawem infantylizmu jest „wolność od dzieci”, tj. bezdzietność jako wybór życiowy dokonywany, aby „być sobą”. Dla Barbera wyrzeczenie się właściwych dorosłym trosk i obowiązków wobec dzieci jest zejściem do poziomu tych ostatnich.

Wprowadzanie treści z kolejnych rozdziałów

Skłonność Barbera do wielokrotnych powtórzeń objawia się tym, że pojawiają się treść kolejnych rozdziałów. Przykładowo fragment o brandingu przynależy do piątego rozdziału. Branding przyczynia się do zacierania granic między konsumentem a przedmiotem konsumpcji. Konsument wyobrażający sobie, że podbija świat rzeczy, jest w istocie przez nie konsumowany. Konsument staje się towarami, które kupuje: gorącą nastolatką od Calvina Kleina, mieszkanką miasta spod znaku Body Shop, świadomym politycznie buntownikiem od Benettona, miejskim domatorem od Crate and Barrel albo „sportowcem” od Nike, zasiadającym przed plazmowym telewizorem . Skracając myśl Barbera współczesny człowiek zyskuje i potwierdza tożsamość przez dokonywanie określonych zakupów.

Konflikt obywatela i konsumenta to treść rozdziału czwartego, ale już w pierwszym pojawia się odwołanie do Freuda, gdy Barber pisze, że dorastanie polega na podporządkowaniu id (indywidualnych zachcianek) superego (zewnętrznym normom cywilizacji).

Dalej stwierdza, że konsumenta cechuje fałszywa władza i fałszywa wolność. Zostaje zniewolony w klatce prywatnych pragnień i nieposkromionego libido. Z autonomicznego obywatela sfery publicznej zmienia się w heteronomicznego prywatnego klienta. Prawdziwa władza to odporność na manipulację, a nie podatność na nią.

Ograniczenie władzy konsumenta polega na tym, że wolno mu wybierać z listy opcji oferowanych przez świat, ale nie może zmieniać ani poprawiać tej listy, ani świata.

Obywatel to osoba dorosła, publicznie dokonująca wyborów, której społeczna wolność nadaje władzę umożliwiającą wpływanie na środowisko, w jakim odbywa się wybór, oraz na programy określające i opisujące dokonywane wybory. Zinfantylizowany konsument dokonuje wyborów prywatnie, jego zdolność do uczestnictwa we wspólnotach czy wywoływania zmian jest ograniczona, a publiczny osąd – osłabiony. Etos infantylności działa więc na korzyść konsumpcyjnego kapitalizmu, ale odbywa się to kosztem cywilizacji, którą kapitalizm produkcyjny pomógł stworzyć.

Stawia tezę, którą opisze dopiero w kolejnym rozdziale.
Kapitalizm zatoczył pełne koło. Zrodzony z niezwykłej synergii egoizmu i altruizmu, zysku i wydajności, umożliwił niegdyś podejmującym ryzyko energicznym i przedsiębiorczym ludziom bogacenie się poprzez przyczynianie się do rozwoju i dobrobytu prosperujących narodów. Wsparła go w tym etyka protestancka, która nadała wagę moralną ciężkiej pracy, dalekowzrocznym inwestycjom i ascetycznemu wyrzeczeniu – tych właśnie elementów potrzebował produkcyjny kapitalizm, by móc się pomyślnie rozwinąć. Dziś jego zdolności produkcyjne są większe od potrzeb, które niegdyś zaspokajał, a możliwość dystrybucji wytworzonych towarów zostały zablokowane przez narastające w skali globalnej nierówności, do których powstania się przyczynił. Ponieważ jego sukces zależy w większym stopniu od konsumpcji niż od produktywności, kapitalizm w obecnym stadium zrodził etos infantylizacji, nagradzający te właśnie cechy, które etyka protestancka potępiała.

Rozdział 2. Od protestantyzmu do infantylizmu

W drugim rozdziale autor przedstawia swoją wizję rozwoju kapitalizmu, jeśli jednak ktoś po tytule spodziewałby się opisu chronologicznego, zawiedzie się

  • na początku jest teza Webera oparta o rozwiniętym kapitalizmie przełomu XIX/XX wieku
  • przedstawia i krytykuje neoliberalnych piewców dobrej chciwości w XX wieku
  • powtarza tezy z pierwszego rozdziału, o współczesnym infantylizmie, konsumpcjonizmie, nierówności i nadprodukcji
  • wymienia stadia rozwoju kapitalizmu
  • charakteryzuje przedweberowski kapitalizm awanturniczy
  • przedstawia kapitalizm weberowski na trzech przykładach wielkich kapitalistów

Weberowska historiozofia

Teza autora o związku infantylizmu ze współczesnym kapitalizmem wynika z bardziej ogólnej zależności etosu kulturowego od systemu ekonomicznego. Dlatego Barber odwołuje się koncepcji sformułowanych przez Maxa Webera na początku XX wieku. Kapitalizm wymaga na każdym etapie swojego rozwoju sprzyjających mu postaw kulturowych i zachowań społecznych. Te postawy i zachowania mogą zostać społeczeństwu zaszczepione przez system wartości przyjmujący postać uniwersalnego dla całego społeczeństwa etosu moralnego lub religijnego. Należy przyznać, że mimo weberowskiego podejścia, Barber przytacza też opinię, że wszystkie tezy Webera zostały zakwestionowane w ciągu następnego stulecia.

Zacytuję opis etyki protestanckiej, aby pokazać jak wygląda historiozofia amerykańskiej inteligencji. Dla nas początkiem cywilizacji łacińskiej jest połączenie greckiej nauki, rzymskiego prawa i religii chrześcijańskiej. Dla dominującej kultury amerykańskiej źródłem jest XVI-wieczna protestancka rewolucja przeciw Kościołowi katolickiemu oraz XVII-wieczne założenie purytańskich kolonii w Nowej Anglii.

Na początku XVI wieku przez Europę przetoczyły się dwie potężne fale przemian, niesione późnorenesansowym przypływem obywatelskiego indywidualizmu, innowacji technicznych i niepokojów społecznych. Pierwszą z nich był protestantyzm – dynamicznie rozwijający się nurt chrześcijaństwa odrodzonego w duchu Słowa Bożego. Jego siłą napędową był oczyszczający duch ascetyzmu, przeciwstawiający się skorumpowanemu i przywiązanemu do dóbr doczesnych Kościołowi katolickiemu. Drugą był kapitalizm – gospodarka rynkowa rozwijająca się dynamicznie w imieniu nowej ewangelii przedsiębiorczości i prosperity. Rzucił on wyzwanie trwającej w zastoju gospodarce feudalnej i sztywnej ideologii merkantylnej, która pozostawiała niewiele miejsca na elastyczność i wolność rynków. Oba zjawiska łączył etos kulturowy, wyrażający ascetycznego ducha protestantyzmu oraz właściwe przedsiębiorczemu kapitalizmowi przywiązywanie wagi do ciężkiej pracy, bezinteresownego inwestowania i powszechnego dobrobytu.

Kiedy na początku XVII wieku purytanie płynęli do Ameryki, wieźli ze sobą tę potężną ideologię, w której wyrażał się nowy etos – ożywcza i pełna energii etyka, zdolna ukoić pełną pragnień duszę, wspierając jednocześnie trudzące się ciało. Etos ten, przeniesiony na nowy, zasobny w bogactwa kontynent łączył w imieniu wspólnego dobra podstawowe wartości nowego, rozwijającego się systemu gospodarczego, takie jak praca, inwestowanie i oszczędzanie, z dynamicznym i oświeconym egoizmem. Umacniał go katechizm duchowy, który cenił altruistyczny trud, ascetyczne wyrzeczenia, odroczoną gratyfikację, dobre uczynki i dobroczynność a wszystko to było przepojone egalitaryzmem, w którym praca i wiara, cnoty dostępne wszystkim, przynosiły nagrody na tym i tamtym świecie. Nowy cud protestanckiej teologii ukazał drogę do wiecznego zbawienia duszy – droga ta wiodła przez wyrzeczenia, ale doczesnej powłoce zapewniała dobrobyt. Tak się przedstawiał najdoskonalszy model dialektycznej synergii, jaki tylko można było sobie wyobrazić: ascetyczne wyrzeczenie przynosiło gratyfikację materialną, a sukces w życiu doczesnym świadczył o zbawieniu duszy.

Schyłek idei kapitalistycznych

Dalej Barber powtarza tezy o zmianie w kulturze i gospodarce. Świeckie oblicze amerykańskiego kapitalizmu nosiło piętno świętości, aż do konsumpcyjnej fazy kapitalizmu, która tworzy etos infantylizmu. Barber musi się zmierzyć z apologetami wolnego rynku, których nauki w nowych warunkach przestały być aktualne. Zaczyna od garstki romantycznych kapitalistów, którzy małpują ducha protestantyzmu w odniesieniu do współczesnego kapitalizmu. Wytyka im niedostrzeganie tego, że w tradycyjnej ewangelii inwestowania święte było oszczędzanie, a w nowej ewangelii konsumpcji czynnością świętą jest wydawanie pieniędzy. Reprezentantami neopurytańskiego romantyzmu są David Brooks, George Gilder z lat 80. (Bogactwo i ubóstwo). Krytyka Gildera polega na stwierdzeniu, że gloryfikując innowacyjność i przedsiębiorczość nie zauważył zmiany fazy kapitalizmu, przejścia do wytwarzania towarów do wytwarzania potrzeb.

Kolejną - po spóźnionych romantykach - grupą są dopasowani do współczesnych czasów piewcy egoizmu i konsumpcji. Prekursorka to Ayn Rand, zaś współcześnie te myśl znajduje wyraz w poradnikach Jonathana Hoeniga (Greed Is Good) i Suze Orman (The Courage to Be Rich). Gdy autor stwierdza, że pochwała egoizmu i konsumpcjonizmu ma osłonić nagość kapitalizmu, nawiązuje do krytyki Karola Marksa więzi gotówkowej opartej na egoistycznym wyrachowaniu.

Z kolei do krytyków konsumpcjonizmu (od czasów powojennych) zalicza Ericha Fromma, Theodora Adorno, Ernesta van den Haaga, Johna Kennetha Galbraitha, Wilhelma Roepke. Nawet ojciec neokonserwatyzmu, Irving Kristol w czasie nawrócenia na „prawicowość” miał dostrzegać objawy dekadencji. Krytykując zmiany odwołuje się do pracy Christophera Lascha z 1979 r. The Culture of Narcissism. Wizji niewoli i braku szczęścia w konsumpcjonizmie dostarcza Robert E. Lane w The Loss of Happiness in Market Democracies (2000). Z kolei kryzys kapitalistycznego społeczeństwa na skutek odejścia od wartości etyki protestanckiej w kierunku hedonizmu przewidywał Daniel Bell w Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu (1976).

Reasumując, krytyka neoliberalnych optymistów opiera się na tym, że nie dostrzegają oni tego, że załamały się kulturowe podstawy systemu kapitalistycznego właśnie na skutek mechanizmów rynkowych. Nie wiadomo, czy społeczeństwo konsumpcyjne potrafi długo wytrzymać sprzeczność między konserwatyzmem kulturowym, podtrzymującym takie wartości, jak trwałość rodziny, rozwój duchowy i obywatelska odpowiedzialność, a konsumpcyjnym kapitalizmem, nieuchronnie podkopującym i niszczącym te wartości.

Fazy rozwoju kapitalizmu w USA

Barber zauważa, że droga od szlachetnej purytańskiej wspólnoty do konsumpcjonizmu nie była ani prosta, ani ciągła. I system ekonomiczny, i towarzyszące mu koncepcje etyczne ewoluowały. Swoista „skrócona historia kapitalizmu” jest pobocznym tematem w książce, ale uważam, że warto go streścić, bo w naszych dyskusjach często poruszamy się marksizmem, libertarianizmem a Carringtonem z Dynastii.

Barber wyróżnia stadia kapitalizmu.

  1. Wczesne stadium przedweberowskie, nazwane przez Barbera „twórczym kapitalizmem”, któremu towarzyszyła etyka twórczej anarchii. Idealnym kapitalistycznym bohaterem był wówczas zawadiacki awanturnik.
  2. Weberowskie stadium burżuazyjnego kapitalizmu, „kapitalizm inwestycyjny” z etyką ascezy („etyka protestancka” Webera). Jego bohaterem był rozważny księgowy: dobrze kalkujący inwestor, który potrafi ciężko pracować, racjonalnie i długofalowo planować oraz systematycznie oszczędzać.
  3. „Kapitalizm liberalny” z etyką radykalnego indywidualizmu, gdzie bohaterem jest człowiek swobodnie dokonujący wyborów (jednostka definiowana przez autonomie i prawa).
  4. „Kapitalizm menedżerski” z etyką organizacji i oszczędzania i menedżerem jako idealnym bohaterem.
  5. „Kapitalizm konsumpcyjny” z etyką infantylizacji, gdzie idealnym bohaterem jest nałogowy konsument.

Ślady każdego ze stadium są obecne w pozostałych. Dawne archetypy awanturniczego przedsiębiorcy, rozważnego księgowego, indywidualisty dokonującego swobodnych wyborów i kapitalistycznego menedżera nadal zaludniają świat późnego kapitalizmu konsumpcyjnego. Wymienionym w książce typem XX-wiecznego biznesmena-awanturnika jest Howard Hughes. Polskiemu czytelnikowi nietrudno zauważyć, że Korwin-Mikke ze swoją wizją kapitalisty-ryzykanta utknął w awanturniczym okresie przedweberowskim.

Awanturniczy twórczy kapitalizm

Do prekursorów kapitalizmu, awanturników tworzących pierwsze bogactwo zalicza odkrywców (jak Lewis i Clark) oraz poszukiwaczy złota i ropy. Dla Barbera najlepszym amerykańskim modelem tego archetypu przedkapitalistycznego zawadiaki jest ojciec Johna D. Rockefellera, William, alias Diabeł Bill. Według Barbera sukces Johna D. (personifikującego dojrzały weberowski kapitalizm) zależał od przełamującej wszelkie granice siły twórczej i narcystycznej spontaniczności lekkomyślnych awanturników w rodzaju jego ojca, gotowych poświęcić życie i majątek, by wytworzyć energie, dzięki której – gdy została przechwycona i ujęta w karby – kapitalizm mógł się rozwinąć i stać potężnym motorem przedsiębiorczości. Umieszczam ten cytat o sile, energii i motorze jako przykład męczącego, przeładowanego epitetami i jednocześnie małokonkretnego stylu Barbera.

Jednak moim drugim celem jest wskazanie, że akurat wybór Williama jako reprezentanta epoki pionierów jest niezbyt szczęśliwy. Wynika on stąd, że Barber lubi podejście dialektyczne, więc dla niego jest bardzo pociągająca opozycja awanturniczego ojca i zdyscyplinowanego syna jako reprezentujących dwie fazy kapitalizmu. Nie powiedziałbym, że William jako wędrowny sprzedawca „cudownych” medykamentów (tj. mikstur typu snake oil) cokolwiek zbudował. Wg mnie szarlatański „doc” był pasożytem żerującym na naiwności prawdziwych budowniczych podstaw potęgi USA. Owszem udzielał pierwszych pożyczek synowi, ale przekazał mu trwałego kapitału. Ponadto Barber nazywając go „irytującym ekscentrykiem” i „czarującym bigamistem” wybiórczo koloryzuje jego biografię na potrzeby narracji, nie wspominając o tym, że na skutek oskarżeń o gwałt, Devil Bill uciekł z miejsca zamieszkania (porzucając matkę Johna D. i jej dzieci) i żył pod zmienionym nazwiskiem z kolejną żoną, zresztą kontynuując karierę „paramedyczną”.

Ikony weberowskiego kapitalizmu

Opisując racjonalny kapitalizm Webera, kalkulujących inwestorów i rozważnych księgowych, Barber podaje trzy przykłady z różnych epok

  • Jakub Fugger Bogaty (1459-1525)
  • John D. Rockefeller (1839-1937)
  • Bill Gates (1955-)

Tych trzech kapitalistów ma ucieleśniać abstrakcyjną etykę protestantyzmu. Barberowi nie przeszkadza, że Jakub Fugger był katolikiem, ani odejście Billa Gatesa od protestantyzmu, w którym był wychowany. Niewątpliwie dla Barbera punktem odniesienia jest John D. Rockefeller, który działał wg etyki protestanckiej. Fugger jest wcieleniem Rockefellera w czasach przedweberowskich, a Gates – w poweberowskich.

Oczywiście do etyki protestanckiej należą pracowitość i filantropia, jednak wybór akurat tych trzech postaci pokazuje, że racjonalizm i rozwaga w biznesie prowadzą do koncentracji kapitału. Archetypiczny John D. Rockefeller uznając, że konkurencja jest grzechem, uważał się za Mojżesza, który tworząc monopol Standard Oil wyprowadził nafciarzy z chaosu. Baptystyczny racjonalizm Rockefellera umożliwiał usprawiedliwianie monopolu jako instrumentu wnoszącego do całego społeczeństwa element zorganizowania i dobroczynną rentowność przez wyeliminowanie konkurencji.

Jakub Fugger Bogaty

Analizując jego działalność Barber dochodzi do wniosku, że Fugger realizował metodystyczną ewangelię Johna Wesleya „Zarabiaj, oszczędzaj i rozdawaj”. Krytykowany jako ambitny i złowrogi monopolista odpowiadał, że jest bogaty dzięki Bożej łasce. Fugger trzymał swoje ryzykanctwo w rygorze pobożności, a gromadzenie bogactwa usprawiedliwiał służbą bożą. Innowacje, jakie wprowadzał, były wykalkulowane, a nie ryzykanckie. Cechowała go rozważna kompetencja. Był menedżerem w nowoczesnym stylu i dążył do monopolu, aby ograniczyć ryzyko. Kolejne podobieństwo do Rockefellera obok kartelizacji polega na zastosowaniu księgowości, którą Fugger poznał w Wenecji. Jak trafnie zaobserwował Weber, to dzięki księgowości kapitalizm z marzenia awanturnika zmienił się w imperium zapobiegliwego przedsiębiorcy. Dobroczynność przejawiała się tym, że założył w Augsburgu pierwsze w Europie osiedle dla ubogich, Fuggerei.

John D. Rockefeller

Kilkaset lat później na nowym kontynencie John D. Rockefeller wprowadził nowoczesne metody zarządzania i księgowości.
Sukcesy wiążą się z powstaniem bezprecedensowego monopolu na wydobycie, rafinację i dystrybucję ropy naftowej (Standard Oil) oraz niezbędnego w tym celu ogólnokrajowego systemu komunikacji.
Kiedy wprowadzał w wielkich przedsiębiorstwach racjonalne metody księgowości, oznaczało to nie tylko okiełznanie dzikiej kapitalistycznej awantury, jaką był boom naftowy w Pensylwanii, ale i swego rodzaju uświęcenie rachunkowości i nadanie szlachetnego wymiaru najbardziej powszednim momentom przyziemnego życia zawodowego.
Rockefeller odwołując się do protestanckiego etosu, zracjonalizował i wyjaśnił potrzebę powstania monopolu. Kiedy konkurenci ze zdławionego przezeń przemysłu rafineryjnego oskarżali go o łamanie prawa, odpowiadał, że Standard Oil był przecież „Mojżeszem, który wybawił ich od szaleństwa, tak niegdyś rujnującego ich fortuny”. Chełpił się, że dokonywał wysiłków „bohaterskich, w dobrej wierze – i powiedziałbym z należną czcią, podobnych boskim – żeby wydobyć tę podupadłą branżę z bagna upadku”. Rzekomy konkurencyjny kapitalizm to w istocie „wulgarny materializm”, dla którego typowe są „łupieżcze praktyki, zrywające więzi międzyludzkiego braterstwa”. Jego własna strategia karteli mogła natomiast położyć kres temu „egoizmowi i materializmowi sprzecznemu z wartościami chrześcijańskimi”. Konkurenci byli „szantażystami, krętaczami i kanciarzami”, „egoistami, którzy wciąż mącili albo robili trudności, niczym psotne dzieci, zasługujące na porządne ojcowskie lanie”.

Szukając źródeł sukcesu należy powiedzieć, że już jako 16-latek zatrudnił się jako pomocnik księgowego w firmie Hewitta i Tuttle'a. Barber wskazuje również pobożne wychowanie przez matkę należącą do odłamu północnych baptystów. Credem Johna D. było Wierzę, iż umiejętność robienia pieniędzy jest darem od Boga […] i dar ten należy wykorzystywać w miarę naszych możliwości dla dobra rodzaju ludzkiego. Etyka ascezy głoszona przez protestanckie zgromadzenia baptystów i metodystów nakazywała bogactwo pomnażać, oszczędzać i rozdawać (na cele społeczne). Niemal od początku kariery John D. przeznaczał część pieniędzy na cele charytatywne. Zdaniem Barbera Rockefeller dowiódł pomyłki Webera w twierdzeniu, że na dalszą metę oszczędność i pracowitość są nie do pogodzenia.

John D uważał, że „słaby, amoralny człowiek musiał być również kiepskim biznesmenem”. John przez całe życie napotykał ludzi pokroju swojego ojca i ich pokonywał. Pogardzał Jimem Clarkiem, dla którego biznes był hazardem, czy pyszałkiem Georgem W. Gardnerem, obnoszącym się bogactwem.

Bill Gates

Monopol Microsoftu to kolejny przykład racjonalnego rozwoju kapitalizmu. Microsoft Gatesa dokonał w dziedzinie oprogramowania tego, co Rockefeller w przemyśle naftowym. Jak wiadomo początkiem sukcesu, było zachowanie przez Microsoft praw do systemu MS-DOS. Jednak pozycja firmy nie zbudowała się sama. Jak pisze Barber, wiele firm – jak Apple, Netscape i Novell - oferowało lepsze produkty, jednak Gates z nimi wygrywał dzięki praktykom monopolistycznym.

Przykładowo Marc Andreessen stworzył przeglądarkę internetową Mosaic. Jednak to Gates kupił licencję i na podstawie Mosaica stworzył Internet Explorer. Barber opisuje strategię Gatesa. Racjonalny konsolidator Gates kształtuje konsumpcyjny monopol i zbija majątek na dokonaniach dawniejszych pionierów. Niech inni przetestują rynek, my wskoczymy, kiedy już będzie wiadomo, jak to wygląda. Niech inni wynajdują, my kupimy owoce ich inwencji.

Kiedy firma Apple opracowała nowy graficzny interfejs użytkownika, z użyciem ikon na ekranie komputera, okazało się to dla Microsoftu wyzwaniem nie lada. Bill Gates szybko jednak przechytrzył konkurencję – Steve'a Jobsa z Apple, Philippe'a Kahna z Borlanda oraz Bruce'a Bastiana i Alana Ashtona z WordPerfecta. Firmy te dostarczały produktów cieszących się świetną renomą wśród wielu użytkowników, często nawet zdobywały z początku dominującą pozycję na rynku, po czym przekonywały się, że Microsoft wykupuje konkurencję, rozwija własne produkty będące naśladowaniem innych albo – w czym odnosił największe sukcesy – łączy ze sobą, czyli integruje produkty, które przedtem działały oddzielnie (tworząc na przykłady pakiety biurowe). W ten sposób powstał rynek monopolisty, gdzie konkurenci nie mogli sprzedawać swoich produktów, nawet lepszych. Okazało się to szczególnie istotne na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Bill Gates rozszerzył zakres produktów Microsoftu – obok systemów operacyjnych zaczęto wytwarzać i inne oprogramowanie.

Technologia szybko się rozwijała, często dzięki innym firmom i informatykom, ale z biegiem lat Microsoft okazał nadzwyczajną zdolność dotrzymywania kroku konkurencji poprzez łączenie programów w pakiety, skupowanie akcji, wykupywanie firm czy wypuszczanie na rynek nowych własnych produktów.

Opisując kolejne sukcesy Gatesa autor dochodzi do współczesności, tj. czasów internetu, gdzie np. jako odpowiedź Microsoft wymienia uruchomienie usługi MSN. Z perspektywie 10 lat od wydania książki interesująco wygląda ówczesne przewidywanie przyszłości Google'a. Całkiem niedawno wszedł na gorący rynek wyszukiwarek internetowych, okazując gotowość przejęcia najpopularniejszej z nich, Google'a. Choć firma Google odniosła taki sukces, tylko romantyk postawiłby na porażkę Microsoftu, jeśli ten znów wkroczy agresywnie na rynek, gdzie inni przetarli szlaki. Książka nie uwzględnia faktu, ze wspomniany Marc Andreessen osiągnął sukces z Netscapem i późniejszymi inwestycjami.

Nie można zaprzeczyć, że w technologiach komputerowych powtórzyły się fazy kapitalizmu: awanturnicza i racjonalna. W tej drugiej okazywało się, że pionierzy i wizjonerzy często nie są w stanie osiągnąć sukcesy komercyjnego i albo są wykupywani (Ed Roberts od Altair 8800) albo bankrutują (jak Seymour Cray). Sukces osiągnęły wielkie, racjonalnie zarządzane koncerny.

Jeśli jedno podobieństwo Rockefellera i Gatesa polega na zapanowaniu na chaosem rynkowym, to drugie - na zaangażowaniu w dobroczynność. Gatesowie przekazali 95 procent majątku na potrzeby fundacji,

Między kapitalizmem weberowskim a konsumpcyjnym

Barber wiele miejsca poświęca kontrastowi epoki awanturników i księgowych, natomiast prześlizguje się po dwóch następnych fazach. Poświęca im raptem dwa akapity, po czym niemal od razu kończy rozdział. Pozostawia to wrażenie, że autorowi albo brakuje bohaterów albo coś nie pasuje do koncepcji.

Z liberalno-indywidualistyczną fazą wiąże ideologię wolnego rynku, demokrację liberalną oraz … interwencję rządu (Theodore Roosevelt, Otto Bismarck). Jak pisze Barber, państwo demokratyczne zapewniało równowagę przez kontrolę runku, przezwyciężając jego naturalne sprzeczności. Gdy okazało się, że gwałtowny rozwój kapitalizmu szybciej tworzy bogactwo niż miejsca pracy, a dobrobyt jest nierówno rozdzielony, demokratyczne państwo zalegalizowało związki zawodowe, wprowadziło zabezpieczenia i progresywne podatki, równoważąc działanie rynku. Po zdławieniu konkurencji między przedsiębiorcami przez kartele i monopole demokratyczne ustawodawstwo antytrustowe uratowało kapitalizm przed nim samym. Widać tutaj inne rozumienie liberalizmu w Ameryce.

O kapitalizmie menedżerskim. Najlepszym przykładem są lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte ubiegłego stulecia w Stanach Zjednoczonych, kiedy zarządzanie kapitałem stało się ważniejsze od jego posiadania, a wykorzystanie zasobów istotniejsze od ich tworzenia. Korporacyjni menedżerowie stali się konserwatywni, za swoje zadanie uznali utrzymanie i pomnażanie bogactwa na papierze, a nie w rzeczywistości. Fuzje i przejęcia miały pierwszeństwo przed tworzeniem bogactwa.

Część druga. Zmierzch obywateli

Część składa się z czterech rozdziałów. Rozdział trzeci przedstawia infantylizm współczesnego konsumenta. W kolejnych omawiane są pokrewne idee: prywatyzacja (leseferyzm, rozdział 4), kult marki (rozdział 5) i totalny marketing (rozdział 6).

Rozdział 3 Infantylizacja konsumentów: pojawienie się dzieci-dorosłych

Rozdział pierwszy zawierał wyliczanie przejawów infantylizmu, tutaj następuje jego analiza. Zaczyna od Neala Postmana, który opisuje dualizm dziecko/dorosły za pomocą dychotomicznych par. Następnie Barber redukuje zbiór par Postmana do trzech archetypicznych dualizmów: łatwe nad trudne, proste nad złożone, szybkie nad powolne. Barber zastrzega, że jest za postrzeganiem procesu dialektycznie jako triady, a nie diady. Tzn. powinno zostać zachowane wartościowe elementy dziecka, np. zabawa i wyobraźnia do twórczości naukowej i artystycznej.

Przykłady dialektycznego ujęcia.
Dzieci są swawolne (swawolność bez cel), młodzi dorośli – poważni (celowe działanie bez elementu zabawy), a w pełni dojrzali dorośli potrafią osiągnąć takie nastawione na cel zdyscyplinowanie swawolności, które kojarzymy z mistrzostwem.
Dzieciństwo traktuje na ogół „prawdę” w sposób absolutny, nawet dogmatyczny, podczas gdy zwątpienie i niepewność to cechy sceptycznego światopoglądu młodych dorosłych. Ale wątpliwość, jaka w dojrzewającym umyśle następuje po fazie skłonności do dogmatyzmu, może się z czasem przekształcić w odnowiony, tolerancyjny światopogląd, taki jednak, który, będąc bardziej uniwersalnym i uznając (czasem nawet przyjmując) inne systemy przekonań, na nowo opowiada się za wiarą, jednakże bez powrotu do dogmatyzmu. Widzę w tym liberalne przekonanie, że dogmatyzm nie jest dla dorosłych, dojrzały musi być tolerancyjny, choć zarazem ma być dogmatyczny w demoliberalizmie.

Łatwe nad trudne

Premiowanie przez cywilizację tego co łatwe (np. muzyka easy listening, łatwe zakupy, doping w sporcie, plagiatowanie i kupowanie prac zaliczeniowych, itp.) czerpie inspirację z nowożytnych koncepcji utylitarnych. Tradycyjna etyka (Arystotelesa, Augustyna, Kanta) nie utożsamiała dobra z przyjemnością. Jeremy Bentham na początku XIX w. postanowił ująć wszelkie działania i etykę człowieka w w proste wskaźniki podstawowych przyjemności i przykrości. Dobre było to, co odczuwano jako dobre.

John Stuart Mill, uczeń Benthama, zbuntował się przeciwko takim uproszczeniom. Stwierdził, że przyjemności muszą zostać określone jakościowo, że są różne ich rodzaje, jedne są wartościowsze od drugich, łatwe i trudniejsze, proste i bardziej złożone, dziecinne i bardziej dojrzałe. Wyższe jakościowo są te przyjemności, które są trudniejsze do osiągnięcia, wymagają pracy i dyscypliny.

Nasze społeczeństwo opowiada się po stronie łatwego, obiecuje profity idącym na łatwiznę. Utrata wagi bez ćwiczeń fizycznych, małżeństwo bez zobowiązań, malowanie i gra na fortepianie według instrukcji, bez praktyki i dyscypliny, „dyplomy” z Internetu, bez rzetelnych studiów, sukcesy w sporcie osiągane dzięki sterydom i szpanerstwu. W dziedzinie polityki zagranicznej praktykowana przez prezydenta Busha arogancka globalna strategia wolności to szczególny wkład do etosu łatwizny, na który składają się słowa bez konsekwencji: wojna bez poboru do wojska, idealizm bez podatków moralność bez poświęcenia, cnota bez wysiłku.
Łatwiej zawrzeć małżeństwo niż uzyskać prawo jazdy, a rozwód jest prawie tak łatwy jak ślub. Fakt, że połowa wszystkich małżeństw kończy się rozwodem, ma coś wspólnego z narcystycznymi, dziecinnymi i nieodpowiedzialnymi postawami, jakie ludzie wnoszą do małżeństwa (i rozwodu), a także przekazują dzieciom zrodzonym z tych związków.

Proste nad złożone

Przykładami są: fast foody i kretyńskie filmy, podkręcane widowiska sportowe i prymitywne gry wideo, ale pojawia się też uosobienie dziecinnej prostoty. Shaquille O'Neal otoczył się kuzynami oraz starymi kumplami i z nimi się wygłupia jakby miał wciąż 13 lat mimo, że przekroczył trzydziestkę (w czasie pisania książki). Shaqowi jest przeciwstawiany Steve Nash, który – jak autor pisze w przypisach - stanowi wzorzec dorosłości, bo czyta Marksa, Dickensa i Kanta. Szersza refleksja dotyczy tego, że cała NBA jest sprzedawana w estetyce dla nastolatka: wygłupy i rozbujane emocje, wirujące światła, przybijanie piątki, hałaśliwy rap.

Dla Barbera nawet sama koszykówka stała się grą prostą. Dzisiejsza Ameryka została nakłoniona do tego, że woli efekciarską, gwiazdorską koszykówkę w wykonaniu przedwcześnie rozwiniętych uczniaków ze szkoł średnich niż tę w starym stylu, gdzie liczył się zespół, a nie zawodnik-gwiazdor. Trenerzy kładli nacisk na obronę, ważne było doświadczenie, a umiejętności więcej znaczyły niż kiwanie przeciwnika.

Świat sportu przykład to zamierzonej infantylizacji. Dorośli sportowcy są traktowani jak dzieci i odpowiednio się zachowują; dzieci zmuszą się, żeby jak najszybciej stawały się przynoszącymi zyski „dorosłymi” zawodnikami, nie bacząc na konsekwencje dla ich ciała i ducha. Już w szkole zmusza się dzieci do profesjonalizacji, aby szybko wyrastały na zawodowych przynoszących zyski sportowców.

Dziecięce zabawy tracą niewinność i wszechstronność. Tak więc dzieci dorastają zbyt szybko, nakłania się je do nadmiernego treningu i zbyt wąskiej specjalizacji, co szkodzi ich organizmom i zabija naturalną skłonność do zabawy, a jednocześnie sportowcy, w których się przemieniają, nie tylko folgują dziecinnym przyjemnościom, ale wspierani są w tym przez pracodawców, rozumiejących związek między warunkowaną dziecięcością a sprawowaniem kontroli nad zawodnikami. Ironia polega na tym, że społeczeństwa wolnorynkowe narzucając młodocianym profesjonalny trening sportowy działając oddolnie powtarzają to, co odgórnie czyniły autorytarne reżimy NRD i ZSRR.

Barber uważa, że infantylizacja ogarnia całe społeczeństwo konsumpcyjne. „Efekt Foxa” obniżanie poziomu programów telewizyjnych. Przekształcanie poważnych wiadomości (hard news) w lekkie (soft news), a tych z kolei w inforozrywkę (infotainment) trwa już od dawna, a sytuacje pogarszają stacje radiowe wpuszczające słuchaczy na antenę (talk radio) oraz telewizje kablowe. Kolejny przykład to przedkładanie obrazów nad słowa.

Szybkie nad powolne.

Barber cytuje opinię Milana Kundery, że obecnie zanikła „przyjemność powolności”. Barber nie jest oszczędny w przykładach.

  • Fast food, szybka muzyka, szybko powstające filmy, szybkie komputery, sport, w którym liczy się wyłącznie prędkość, digitalizacja, której głównym celem jest przyspieszenie, życie z nastawieniem na szybką karierę (nawet jeśli nie łączy się z rozwojem i prowadzi donikąd) – oto coraz bardziej zakorzenione trendy dominujące na całym świecie w młodzieżowej kultury popularnej i w sferze konsumpcji.
  • Obsesja na punkcie kontroli czasu i optymalnego wykorzystania.
  • Szybkie piekarniki, szybkie zamrażanie i szybkie kredyty.
  • Kawa instant, natychmiastowa zażyłość, natychmiastowa powtórka, natychmiastowa gratyfikacja.
  • Książki instant – typu biografie gwiazd, sportowców.
  • Szybki montaż w filmach, gdy kiedyś ujęcie mogło trwać kilkadziesiąt sekund.
  • Instant messaging, czyli komunikatory internetowe. Szybkość jest złudzeniem. Sumaryczny czas poświęcony na wysłanie sekwencji krótkich, szybkich wiadomość (wraz z czasem oczekiwania na odpowiedzi) mógłby zostać wykorzystany na napisanie poważną rozwiniętą wypowiedź..
  • Szybkie uczenie się i testy na egzaminach zamiast pytań opisowych.
  • Nawet przy zabawie łatwizna: kupowanie „artefaktów” w interaktywnych grach wideo, zamiast je zdobywać.

Kolejna dziedzina to wiadomości, sprowadzanych dla szybkich wiadomości. Z drugiej strony media wynikają ich nieustannego dopływu, bo newsy natychmiast się starzeją. Brak realnych nowości wymusza konieczność wymyślania lub powtarzania starych. Barber wyjaśnia to na przykładzie. Informacja „Papież umarł” to pojedyncza wiadomość do sprzedania na jeden dzień. Aby wypełniać programy całymi tygodniami, należy utworzyć cały ciąg wiadomości (często nie informacji, tylko spekulacji) „Papież pewnego dnia umrze, i co wtedy”, „Papież jest chory, być może umiera”, „Papież jest umierający”, „Jest bliski śmierci”, „Mimo wszystko jeszcze nie umarł”, „Ale teraz jest naprawdę umierający”, „Jak umierał papież”, „Papież zmarł tydzień temu”, „Konklawe wybiera nowego papieża”, „Jak długo pożyje nowy papież”. Od siebie dodam, że w Polsce z takich informacyjnych tasiemców widzieliśmy m.in. sprawę „matki małej Madzi”, czy poszukiwanie „prawdy” o „zamachu” smoleńskim.

Barber uważa, że szybkość i zmienność przenosi się na życie. Życie na wzór skoków montażowych. Nowi przyjaciele, nowe rodziny, nowe kochanki, nowe domy, nowe mody oznaczają nowe towary, nowe karty kredytowe, nowe gorączki zakupów, nowe produkty, a tym samym nowe wydatki. Jeden zawód, jedna zona lub mąż, jedna kariera zawodowa, jeden dom, jedna osobowość w ciągu całego życia wydają się nudne.

Symbolem jest fast food, według Barbera istotą jest szybkość i to z niej wynika brak jakości i różnorodności. Restauracje fast food nie serwują wyszukanego jedzenia, ponieważ z natury musi być spożywane powoli. Złożone przyjemności wymagają powolnego delektowania się. Wg Barbera nie jest przypadkiem, że w centrach handlowych nie ma porządnych restauracji, gdyż klienci mogliby w nich spędzać zbyt dużo czasu, robiąc przerwę w rundzie konsumpcji.

Hamburgery, frytki i pączki dostarczają przyjemność, ponieważ tłuszcz, cukier i sól są smaczne. Ich zaleta polega jednak na tym, że zapewniają szybką i krótką satysfakcję, nie zachęcają zaś do powolnego delektowania się. Szybkie czytanie czy szybki seks też mogą mieć swoje zalety, ale nie należy do nich jakość płynącej z nich przyjemności. Szybkie czytanie Prousta czy pobieżne przeglądanie Whitmana ma taki sam sens, jak przyspieszanie spędzania urlopu, pospiech przy uprawianiu miłości czy picie Hennesy jednym haustem. To na czym nam najbardziej zależy, robimy przeważnie powoli. Szybkie czytanie i szybkie numerki to oksymorony – nie z tego powodu, żeby nie dało się szybko czytać i uprawiać miłości, ale dlatego, że pośpiech przekreśla cały ich sens.

Barber uważa, że przygotowaniem pod fast food były „kolacje telewizyjne”, tj. posilanie się podczas oglądania telewizji (lub innych aktywności) zamiast celebrowania spożywania posiłku w gronie rodzinnym. Szybki posiłek nie jest czymś złym, gdy służy dostarczaniu energii podczas przerwy w pracy. Czym innym jest rodzinny dinner. Wspólne posiłki mają wszakże wymiar społeczny – czynność jedzenia jest rytuałem, a pożywienie – symbolem, stół stanowi zaś swego rodzaju świecki ołtarz ogniska domowego. Dziś funkcję tego ołtarza przejął ekran telewizyjny lub monitor komputera, a jedzenie odbywa się w samotności i biernie.

Barber uważa, że konsumpcjonizm zagraża demokracji, ponieważ bardziej sobie ceni samotników oddających się tym samym czynnościom (jak zakupy), niż wspólnoty naradzające się, zanim podejmą jakieś działania. Indywidualizm wspiera ideologia uprawnienia (entitlement), zgodnie z którą ludzie postrzegani są przede wszystkim jako jednostki – według terminologii nauk politycznych, osoby posiadające prawa – niż członkowie rodziny, partnerzy miłosnych związków, krewni czy obywatele należący do wspólnoty.

Moralna wartościowość opozycji jest dialektyczna. Obraz może odkrywać prawdę (jest wart tyle, co tysiąc słów), a słowa mogą zaciemniać prawdę, służąc (cytat) prawnikom i kłamcom. Rozum ma swoje znane wady (abstrakcyjność, wykorzenienie, pretensjonalność i racjonalizacja), a uczucia i nastroje swoje wiadome zalety (konkretność, autentyczność, natychmiastowość, szczerość).

Dla Barbera przykładem, gdy łatwe jest lepsze od złożonego, jest reformacja. Protestanci, a przede wszystkim purytanie, protestowali właśnie przeciw nadmiernie wyszukanej ikonografii i zawiłej liturgii, poprzez które katolicyzm, w procesie swej doczesnej instytucjonalizacji, zaciemnił i skomplikował prawdy prostej wiary chrześcijańskiej.

Dzieciństwo bez niewinności

Współczesny kapitalizm konsumpcyjny wymaga kontrolowanej regresji i promuje infantylność. Przy tym represjonuje te cechy dzieciństwa, które mogą być źródłem cnoty (takich jak niewinność, autentyczność, twórczość, spontaniczność i swawolność). W to miejsce sprzyja tym, które sprawiają że dorośli stają się podatni na wpływy i manipulację, impulsywni i irracjonalni. Spontaniczność stanowi bodźce twórczości i wynalazczości. Jednak etos infantylizmu korzysta z impulsywności kierowaną, a nie autentycznej. Dziecku-dorosłemu wydaje się, że jest spontaniczny, ale naprawdę jest uwięziony w konsumpcji.
Kolejny przykład odebrania dziecięcej niewinności to „wolny czas” i „wesołe widowiska”. Nikt nie wkłada tyle wysiłku i energii w zabawę i spędzanie czasu wolnego co amerykańscy konsumenci. Rekreacja oznacza tutaj wszystko prócz lenistwo. W postmodernistycznej gospodarce kapitalistycznej trzeba się ciężko napracować, żeby wygodnie żyć. Kupujące społeczeństwo potrzebuje konsumentów rozporządzających mnóstwem wolnego czasu, ale w rzeczywistości pozostawia niewiele czasu na cokolwiek innego niż konsumpcja i ciężka praca służąca opłaceniu konsumpcji. Wchłanianie filmów, programów TV, treści z internetu, transmisji wydarzeń sportowych, muzyki, gier wideo wymaga trudu i dyscypliny. To nie jest prawdziwie wolny czas.

Rozdział 4 Prywatyzowanie obywateli: jak się rodzi społeczna schizofrenia

Moda na liberalizm

Ideologia prywatyzacji to nowa forma tradycyjnej filozofii leseferyzmu, która przedkłada wolny rynek nad interwencję rządu. Dominuje od lat 80-tych prezydenta Ronalda Reagana i premier Margaret Thatcher. Jest ona wymierzona w sferę publiczną i wytworzoną równowagę między kapitalizmem a demokracją. Głosi ona, że nie trzeba uwzględniać pojęcia wspólnego dobra, gdyż czegoś takiego nie ma. Tu Barber cytuje Margaret Thatcher „nie ma nic takiego, jak społeczeństwo”.

Aby nie tracić kontekstu przytoczę słynny cytat za http://briandeer.com/social/thatcher-society.htm

"I think we've been through a period where too many people have been given to understand that if they have a problem, it's the government's job to cope with it. 'I have a problem, I'll get a grant.' 'I'm homeless, the government must house me.' They're casting their problem on society. And, you know, there is no such thing as society. There are individual men and women, and there are families. And no government can do anything except through people, and people must look to themselves first. It's our duty to look after ourselves and then, also to look after our neighbour. People have got the entitlements too much in mind, without the obligations. There's no such thing as entitlement, unless someone has first met an obligation

Dla libertarianizmu politycznego (w Europie nazywanego neoliberalizmem) wielki, biurokratyczny rząd jest nieelastycznym i niewydajnym wrogiem wolności. Wolność ma negatywną konotację, jest wolnością od. Powołuje się na Miltona Friedmana który pół wieku temu przeciwstawiał się dominującej ideologii państwa opiekuńczego „każda interwencja rządu bezpośrednio ogranicza zakres indywidualnej swobody i pośrednio zagraża zachowaniu wolności”.

Barber uważa, że libertarianie i zwolennicy prywatyzacji, działając w imieniu abstrakcyjnej wolności jednostki, wypaczają i podkopują prawdziwą autonomię, ponieważ jak dowodziła Hannah Arendt: „Wolność polityczna bowiem, mówiąc ogólnie, albo oznacza prawo do uczestnictwa w rządzeniu, albo nie oznacza nic”.

Barber podkreśla zmianę mody politycznej. W latach pięćdziesiątych, kiedy Milton Friedman po raz pierwszy formułował swoje tezy, leseferystyczny liberalizm był niemodny, a idea dobroczynnego rządu miała niewielu krytyków. Dzisiaj niemodny jest rząd.

Dialektyka wolności

Wolność należy ujmować dialektyczne, gdyż upieranie się przy prywatnym charakterze prowadzi do zaniku społeczeństwa. Inaczej mówiąc, wolność może być właściwa w określonych warunkach, a niewłaściwa w innych.

Liberalna koncepcja wolności była słuszna w dawnych czasach, gdy jednostka znajdowała się w konflikcie z realnymi autokracjami politycznymi i religijnymi. Wolność staje się tu synonimem rewolucji – obala władzę rzeczy i wyzwala ludzi spod jarzma tyranów.

Takie pojmowanie wolności przyczyniło się w swoim czasie do ustanowienia wolnych republik i tolerancyjnych społeczeństw. Interpretowane na wąską, liberalną modłę podejście do wolności wywodzące się z praw naturalnych przedstawiało sobą potężny protest przeciw średniowiecznej tyranii i kościelnej ortodoksji z początku ery nowożytnej – tyranii nad ciałem i umysłem, typowej dla tradycyjnej autokracji. Deklaracja Niepodległości opiera się na idei, że ludzie rodzą się wolni, a inni tylko za ich zgodą mogą ich legalnie ograniczać i przymuszać.

Jednakże właściwa w określonych warunkach historycznych teoria liberalnych praw, użytecznych przy wyzwalaniu ludzi spod tyranii, nie tak łatwo da się przemienić w teorię obywatelskiego uczestnictwa, przydatną do uzasadniania demokracji i ugruntowywania sprawiedliwości w społeczeństwach, które od dawna są wolne, przynajmniej w formalno-prawnym sensie.

Neoliberałowie, libertarianie i głosiciele prywatyzacji wracają do koncepcji wolności przydatnej w walce z tyranią – a być może także sprzyjającej rodzeniu się demokracji, na przykład poprzez doktryny międzynarodowych praw człowieka – po to, by podważyć legitymację demokratycznych sprawowania władzy, tej samej formy rządu, do której utworzenia i legitymizacji przyczyniła się dawna wolność w negatywnym ujęciu. Dzisiaj jednak idea, w myśl której wolnymi są tylko prywatne osoby i wyłącznie osobiste wybory konsumentów liczą się jako autonomiczne, okazuje się atakiem nie na tyranię, ale na demokrację. Nie podważa bezprawnej władzy, jaką niegdyś sprawowali nad nami tyrani, ale władzę legalną, za pomocą której sami wspólnie próbujemy się rządzić. Podczas gdy w dawnych czasach taka koncepcja wolności rzucała wyzwanie skorumpowanej władzy, dzisiaj osłabia władzę prawowitą.

Wolność jest wartością warunkowaną przez historię. Wolność od ograniczeń, tak ważna przy stawianiu oporu tyranii, nie może być formułą służącą moralnemu wyzwoleniu czy politycznemu zaangażowaniu w bardziej demokratycznych czasach. Libertarian w rodzaju Friedmana czy Reagana cechuje polityczny atawizm, hołdują koncepcjom wolności i rządu niebezpiecznym dla współczesnej demokracji.

Obrót koła

W XIX w. wolny rynek się nie sprawdził. Zamiast konkurencji i wolności, zapowiadanych przez liberałów leseferystów, pojawiły się kartele, monopole i nierówność.
Prezydenci Theodore Roosevelt i Woodrow Wilson w Stanach Zjednoczonych oraz premier William E. Gladstone i kanclerz Otto Bismarck w Europie przeciwstawili się rynkowej anarchii, ponownie akcentując prerogatywy państwa, i za pomocą rozważnego ustawodawstwa antytrustowego oraz regulacji systemu monetarnego uratowali kapitalizm przed jego sprzecznościami.

W latach 50-tych większość opiniotwórców i intelektualistów była przekonana, że kapitalizm jest systemem ułomnym, ograniczającym dobrobyt, a tym samym i wolność, dlatego pożądana była interwencja rządu.

Barber twierdzi, że nastąpił „obrót koła”: leseferystyczny liberalizm triumfuje, a idea państwa opiekuńczego (New Deal, Great Society) dobiega końca. Jednak Barbera nie przekonuje polityczny neoliberalizm.

Znajdując się w stanie wojny z demokratycznym nurtem historii, do którego powstania niegdyś się przyczynił, leseferystyczny liberalizm wprowadza pomieszanie pojęć, myli bowiem suwerenność ludu z bezprawnym przymusem, a dobro publiczne z tłumieniem wolności. Zapomina o znaczeniu umowy społecznej, tego przymierza, na mocy którego jednostki godzą się wyrzec niezabezpieczonej wolności prywatnej w zamian za dobrodziejstwa wolności publicznej i wspólne bezpieczeństwo. (….) Filozofia rynku to coś więcej niż zagrożenie dla demokracji – to dzisiaj źródło najpoważniejszych problemów kapitalizmu, który nie potrafi zaspokoić rzeczywistych potrzeb ludzi ubogich, a nieistniejące rzeczywiste potrzeby konsumentów w krajach rozwiniętych stara się zastępować fałszywymi potrzebami i sztucznymi zachciankami. Właśnie przez to konsumpcyjny kapitalizm znalazł się dzisiaj w niebezpieczeństwie.
Neoliberałowie wiedzą, że nie walczą z bezprawna władzą (dawnymi, widocznymi tyraniami), ale z władzą prawowitą (widzialnym demokratycznym obywatelstwem), by dać pierwszeństwo potędze rynku, nieprawowitej i niewidzialnej zarazem, mającej jednak zasadnicze znaczenie dla sprzedaży towarów, która, w ich przekonaniu, jest nieodzownym warunkiem przetrwania kapitalizmu. W swej retoryce atakują głównie tyranię państwa, ale nie kwestionują publicznej tyranii, lecz dobro publiczne, ponieważ dobro publiczne i prywatne dobra późnego kapitalizmu konsumpcyjnego mają sprzeczne cele i znajdują się w podstawowym konflikcie
.

Wolność pozytywna

Barber uważa, że aby przeciwstawić się perwersyjnemu wykorzystaniu wolności jako pałki na demokrację należy wrócić do idei wolności publicznej, odwołując się do Rousseau, Kanta i Deweya.
Wolność musi pozytywna, a nie negatywna, publiczna, a nie prywatna. Znaczy to, że wychowanie dla wolności też musi być publiczne, a nie prywatne. Nie można zakładać, że obywatele są wyłącznie konsumentami, ponieważ indywidualne pragnienie to nie to samo, co wspólna płaszczyzna, a dobro publiczne jest zawsze czymś więcej niż zbiorem prywatnych zachcianek.

Barber stwierdza, że cechą republiki z samego źródłosłowu jest charakter publiczny. Republika konsumentów to po prostu oksymoron. Konsumenci nie mogą być suwerenni, to wyłącznie cecha obywateli. Wolność publiczna wymaga publicznych instytucji, umożliwiających obywatelom odniesienie się do publicznych konsekwencji prywatnych wyborów czynionych na rynku.
Wolność pojmowana jako zdolność do czynienia publicznych wyborów to potencjalna umiejętność, której trzeba się nauczyć, bo nie mamy jej od urodzenia. Prawo to oczywiście roszczenia moralne, ale skuteczne korzystanie z nich zależy od kompetencji, a tym samym od wyuczonych umiejętności obywatela (…) Przy braku kompetentnych obywateli wszelkie karty praw są tylko świstkami papieru.
Rację ma Hannah Arendt, dowodząc, że kryterium wolności politycznej jest udział w sprawowaniu władzy, a nie wolność od władzy
.

Konflikt obywatela i konsumenta

Gdy Barber mówi o obywatelskiej schizofrenii, ma na myśli konflikt indywidualnego pragnienia „ja chcę” a powszechnej woli „powinniśmy”. Prywatne potrzeby i zachcianki to „pragnienia pierwszego rzędu”. Wspólne wartości i normy to „pragnienia drugiego rzędu”. Prywatyzacja sprawia, że prywatne, impulsywne „ja” skrywające się wewnątrz mojej osoby staje się mimowolnym wrogiem publicznego, rozważnego „my”.

Prywatne wybory konsumentów przynoszą „irracjonalne” i niezamierzone skutki społeczne.
Szukając wyjaśnienia Barber odwołuje się do koncepcji Freuda, w której ego znajduje się między id (prymitywne popędy) a superego (zinternalizowane normy społeczne). Dojrzałość polega na tym, że ego jest nadzorowane i dyscyplinowane przez supergo.
W takim ujęciu wybory konsumenta odpowiadają regresyjnemu id z „pragnienia pierwszego rzędu”
natomiast wybory obywatela odpowiadają superego z „pragnienia drugiego rzędu”
Id zostaje skłonione przez swoje pragnienie sprywatyzowanej, czyli osobistej wolności do wystąpienia przeciw cywilizowanym normom zachowania, a tym samym przeciw cywilizacji.
Dalej Barber przechodzi o filantropii jako formie finansowania celów publicznych przez prywatny kapitał. Ideologia prywatyzacji najpierw racjonalizuje ograniczanie publicznych dóbr i majątku publicznego, które mogłyby umożliwić całemu społeczeństwu ratowanie współobywateli znajdujących się w opałach, następnie zaś wysławia bogatych dobroczyńców, zawdzięczających swoja pozycję nierównościom stwarzanych przez rynek. Filantropia jest lepsza niż nic, ale o wiele lepsze od filantropii byłoby demokratyczne społeczeństwo zdolne zaspokoić swoje potrzeby dzięki wspólnym zasobom i własnemu przezornemu planowaniu. Filantrop czyni dla innych członków społeczeństwa to, czego nie mają możliwości zrobić sami dla siebie jako zbiorowość; demokracja natomiast dodaje społeczeństwo siły, umożliwiając mu zatroszczenie się o własne sprawy.

Usługi, które tradycyjnie uznajemy za publiczne, mają w warunkach demokracji publiczny charakter nie tylko ze względu na to, jak są opłacane, ale i ze względu na sposób ich funkcjonowania. Prywatyzacja wywozu śmieci, służby zdrowia, policji, edukacji i pomocy ofiarom katastrof do niczego dobrego nie prowadzi. Nie da się ochronić nielicznych w sytuacji, gdy nie ma bezpieczeństwa dla wszystkich (zapytajcie tych, którzy uciekli na przedmieścia przed narkomanią i przestępczością szerzącą się w miastach). Nie można kształcić garstki uprzywilejowanych, gdy w społeczeństwie panuje ignorancja (zapytajcie korporacji, które odwróciły się od szkolnictwa publicznego, a teraz szukają „wykształconych pracowników). Inny przykład, nie można dbać o wywóz śmieci i zapobieganie chorobom wyłącznie w Pierwszym Świecie, ponieważ z Trzeciego Świata przychodzą epidemie jak SARS lub wirus Zachodniego Nilu.

Barber pisze, że wyrażając prywatnie swoje pragnienia w izolacji od innych ludzi, tracimy umiejętność wspólnego kształtowania naszego życia.

Krytykuje pogląd, że remedium na niedostatki szkolnictwa publicznego jest prywatyzacja. System bonów edukacyjnych umożliwia nam jako jednostkom, poprzez prywatny wybór, kształtowanie instytucji i rozwiązań użytecznych dla naszych interesów, ale szkodliwych dla dobra publicznego, nadającego sens prywatnego wyborowi. Indywidualnie każdy chce najlepiej dla własnego dziecka. Ale jako obywatel nikt nie chce by w kraju zaistniały głębokie nierówności w dziedzinie edukacji i żeby wyrzec się publicznej i obywatelskiej pedagogiki. Wycofywanie się bogatych z sektora publicznego, osłabia ten sektor publiczny. W rezultacie otrzymujemy egalitarne i bardzo podzielone społeczeństwo.

Kolejny przykład konfliktu obywatel-konsument. Wal-Mart ma filozofię tanich towarów, nisko wynagradzanych prac, zakazu zakładania związków zawodowych. Wal-Mart napuszcza konsumenta w nas na obywatela w nas, przeciwstawia prywatny interes, jaki mamy w nabywaniu tanich towarów, interesowi publicznemu, z którym wiąże się uczciwa i podtrzymująca więzi społeczne gospodarka kapitalistyczna, tworząca bezpieczne, dobrze płatne miejsca pracy i chroniąca lokalne społeczności, z silnym sektorem handlu detalicznego, którego placówki często stanowią ośrodek życia lokalnych społeczeństw. Barber odwraca korwinowskie wartościowanie, w który homo faber ma być wyzyskiwany, aby konsument miał jak najtańsze towary.

Bez demokracji kapitalizm sam się nie uzdrowi, ponieważ impulsywne zachłanne dziecko jest ideałem klienta. Ze strony konsumentów brak oporu wobec komiksowych filmów, idiotycznych reality show, niskich płac, minimalnych ubezpieczeń zdrowotnych i posad bez przyszłości. Narzekamy na ogłupiającą popkulturę, ale oglądamy ją dla rozrywki. Jako obywateli wiemy, że fast foody z cukrem, tłuszczem i solą są szkodliwe, ale jako konsumenci chętnie je spożywamy.

Przykład Hummera. Chcę (jako konsument) mieć większy i bardziej wypasiony samochodów. Obywatelskie „ja” chce żyć w kraju, gdzie cudzy samochód nie chroni swoich pasażerów za cenę zabicia mnie i zniszczenia mojego samochodu, gdzie państwo nie jest uzależnione od dostaw ropy z dalekich krajów, z którymi Stany Zjednoczone wdają się w wojnę, żeby zapewnić nam dostawy energii, i gdzie produkty uboczny spalania paliw kopalnych nie zanieczyszczają środowiska.

Chcesz mieć najlepszą opiekę medyczną, jaką możesz kupić dla siebie i swojej rodziny, ale chcesz także żyć w kraju, gdzie wszyscy są chronieni przed epidemiami i wirusami, ponieważ zdrowie jest dobrem publicznym, a nie prywatnym – jeśli część ludzi jest zagrożona, zagrożeni są wszyscy.

Rezultatem konsumpcjonizmu jest zadłużanie się Amerykanów i bankructwa. Jednocześnie banki zachwalają karty kredytowe i debetowe, by zarabiać na tym, że ludzie więcej wydaja niż posiadają. Klienci realizują swoje indywidualne pragnienia, sprzedawcy robią interesy, banki zarabiają, a gospodarce grozi załamanie.

Wolność konsumenta jest fałszywa: możemy wybierać z menu, ale kto inny układa menu. Dopiero obywatel ma prawdziwą wolność i prawdziwą władzę układania menu.
Przykład w sprywatyzowanym świecie, możemy wybrać między setkami modeli samochodów. Jednak nie możemy wybrać transportu publicznego, ponieważ został zlikwidowany.

Inny przykład mieszkając Mexico City, Los Angeles czy Bombaju wybieram między spowitym smogiem śródmieściem, a okolicznymi wzgórzami, gdzie powietrze jest czystsze. Jednak jako obywatel chciałbym decydować o normach czystego powietrza (zakazach ), aby nie musieć dokonywać takiego wyboru.
Należy ograniczyć możliwość swobodnego wyboru (np. ograniczenia spalania, ruchu samochodów) w sektorze prywatnym, aby swobodniej cieszyć się wolnością. Odwołując się do Rousseau, Barber pisze, że powinniśmy zostać „przymuszeni do wolności”. Zakaz wjazdu samochodem do śródmieścia ogranicza prywatną wolność, ale środowisko miejskie staje się o wiele zdrowsze, bezpieczniejsze.

Szkodliwość idei prywatyzacji

Szczególnie toksyczną cechą ideologii prywatyzacji jest to, że racjonalizuje ona niszczycielskie w skutkach prywatne wybieranie, czyniąc zeń surogat dobra publicznego.
Propaguje nową, złowrogą odmianę osiemnastowiecznej leseferystywskiej doktryny „niewidzialnej reki” rynku – według ekonomistów Oświecenia dążenie egoistycznych jednostek do zaspokajania prywatnych potrzeb wyjdzie na dobre całemu społeczeństwu .
Prywatyzacja to swojego rodzaju umowa społeczna a rebours – rozwiązuje więzi, które łączą nas w wolne wspólnoty i demokratyczne republiki. Przenosi nas z powrotem do stanu natury, w którym mamy naturalne prawa do samodzielnego zdobywania wszystkiego, co się da, ale tracimy jednocześnie realną możliwość zagwarantowanie sobie tego, do czego mamy prawo. Prywatny wybór opiera się na indywidualnej sile (przemocy), osobistych uzdolnieniach (rozdzielonych losowo) i osobistym powodzeniu. Podstawą wyborów publicznych są prawa obywatelskie i wspólna odpowiedzialność, a także założenie, że wszyscy mają równe prawa.
Przy prywatyzacji urok wolności prywatnej i indywidualnego interesu wabi nas z powrotem do stanu natury, ale kończy się to ostatecznie tym, ze znajdujemy się w środowisku, gdzie silni dominują nad słabymi, a w końcu zwycięża anarchia, zagrażając bezpieczeństwo jednych i drugich – a temu właśnie miała pierwotnie zapobiec umowa społeczna.

Barber jest przeciw prywatyzacji kolei, parków, szkół, uniwersytetów, ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych, budownictwa społecznego.

Piloci szkoleni przez amerykańskie lotnictwo wojskowe (wielkim kosztem) znajduje pracę w komercyjnych liniach lotniczych. Po specjalistycznym szkoleniu w państwowych siłach zbrojnych żołnierze znajdują zatrudnienie w sektorze ochrony. Barber mówi, że to socjalizm, jeśli chodzi o koszty, a kapitalizm, jeśli chodzi o zyski.

Dla Barbera ubezpieczenia społeczne nie są tylko kwestią techniczną, ale symbolem uczestnictwa w politycznej wspólnocie. Prywatyzując przestrzeń publiczną, nie tylko podważamy obywatelskość; opowiadamy się za rynkowym darwinizmem, gdzie prywatni inwestorzy będą być może prosperować, ale inni przegrają, a nie za sprawiedliwością społeczną, w ramach której wszyscy są traktowani jednakowo.

Prywatyzacja bezpieczeństwa (zamknięte osiedla z prywatną ochroną) nie chronią przed przestępczością.
Izolowanie i odgradzanie ubogich dzielnic i prywatyzacja bezpieczeństwa bogaczy, to unieważnienie umowy społecznej.
Tak samo jest przeciwny przekazaniu w ręce prywatnych firm monopolu na przemoc (prywatna ochrona, prywatne więzienia). Podaje nawet przykłady sprzeczności interesów, gdy firmy prywatne szkoliły i zaopatrywały terrorystów islamskich i meksykańskie kartele narkotykowe.
Powołuje się na to, ze nawet minimaliści jak Milton Friedman i Robert Nozick pozostawiali wolność i bezpieczeństwo władzy publicznej.
Dokonując outsourcingu suwerenności w prywatne ręce dochodzi do stanu totalnej anarchii – Hobbesowskiego stanu natury, gdzie głównymi cnotami są siła i oszustwo.

Związek z infantylizmem

Nadawanie priorytetu temu, co indywidualne, i prywatyzowanie zbiorowości w sposób, który sprawia, że wygląda ona jak skupisko indywidualnych zachowań i potrzeb, to dziecinna metoda konstruowania świata społecznego.
Umowa społeczna i stworzona przez nią res publica to dojrzałe formy organizacji społecznej: tak stowarzyszają się ludzie dorośli, którzy poznali ograniczenia anarchizmu, wady indywidualizmu i realia wzajemnej zależności.
Egoizm jest wrodzony, altruizm – wyuczony, a uprzejmość to patyna, jaka nasza narcystyczna istota pokrywa się pod wpływem doświadczenia, edukacji oraz oddziaływania demokratycznej wspólnoty obywatelskiej.
Prywatyzacja odwraca porządek tej drogi ku dojrzałości. Ponownie uprzywilejowuje „ja” i opowiada się raczej po stronie narcystycznej dziecięcości, a nie przeciw niej. We wspólnocie i dobru publicznym chodzi o „my”. Małżeństwo, rodzina, klan i społeczeństwo to wytwory reprodukcyjnego i społecznego dojrzewania. Jednakże z punktu widzenia społeczeństwa prywatnych konsumentów co przedstawiciele dojrzałości są w gruncie rzeczy przeszkadzającymi strażnikami, których należy obejść albo pokonać. Rynek preferuje singli płci obojga, dzidziusiowatych konsumentów pozbawionych więzi społecznych, oprócz tych, jakie przydają im marketerzy. Dorosłość, której cechami są podmiotowość,, autonomia i niezależny osąd, nie jest przyjazna konsumpcjonizmowi.

Prywatyzacja to regres kulturowy i cywilizacyjny. Obywatele to ludzie dorośli. Konsumenci są dziećmi.

Prywatyzacja a globalizacja

Treść fragmentu zatytułowanego w oryginalne Globalizm jako outsourcing prywatyzacji zostaje później powtórzona i rozwinięta pod koniec rozdziału ósmego.
Prywatyzacja, stawiając osobiste przed publicznym i wolność prywatną przed publiczną, służy infantylizacji i regresowi. Jej samej z kolei sprzyjają zmiany, jakie zachodzą w świecie współczesnym, a najbardziej chyba globalizacja.
Na płaszczyznie globalnej idea dobra powszechnego nie ma punktu zaczepienia, ponieważ brak jest globalnej instancji politycznej, mogącej jej legitymizować lub wzmocnić
. W ramach państwa trwa batalia między demokracja a rynkiem, nie ma odpowiednika na arenie międzynarodowej.
Mobilność siły roboczej jest niekontrolowana przez prawo pracy w poszczególnych państwa.
Nie ma globalnego państwa, ani globalnych obywateli, są tylko globalni konsumenci i globalne firmy kapitalistyczne.

Rozdział 5 Branding tożsamości: utrata znaczenia

Rozdziału o tym, że celem marketingu jest zbudowanie więzi emocjonalnej z marką, nie będę streszczać, jako wtórnego dla już omawianego No Logo Naomi Klein.

Rozdział 6 Totalizacja społeczeństwa: koniec różnorodności

Kolejny rozdział o wpływie marketingu na społeczeństwo, tylko z większą dozą filozofii. Barber zdaje sobie pytanie, czy konsumpcjonistyczny kapitalizm tworzy miękki totalitaryzm, i odpowiada następująco: w społeczeństwie konsumpcyjnym, subtelnie kształtowanym przez wpływy etosu infantylizmu, zachodzi niepokojący proces glajchszaltowania – nie ma charakteru totalitarnego, ale totalizujący, a zarazem homogenizujący. Myślę, że streszczanie dalszych wywodów można sobie darować. Jedynie zauważę, że Barber odwołuje się do niemieckich neomarksistów związanych z tzw. Szkoła Frankfurcką (Maxa Horkheimera i Theodora Adorno Dialektyka Oświecenia, Herberta Marcuse'a Człowiek jednowymiarowy), aczkolwiek uważa ich teksty za literacka hiperbolę.

W dalszej części rozdziału Barber wymienia i charakteryzuje pięć form rynkowego totalizmu:

  • wszechobecność w przestrzeni,
  • wszechobecność w czasie,
  • zdolność do uzależniania,
  • replikowanie się,
  • wszechzasadność

Część trzecia. Los obywateli

W tej części Barber zajmuje się reakcją na konsumpcjonizm. W rozdziale siódmym omawia odpowiedzi kulturowe, a w rozdziale ósmym ekonomiczno-polityczne.

Rozdział 7 Opór wobec konsumpcjonizmu: czy kapitalizm potrafi się sam wyleczyć?

Barber nie chce obalać kapitalizmu, jest przeciwnikiem komunizmu czy utopijnych wspólnot. Nie wierzy w ucieczkę od totalizującego etosu kulturowego. Zauważa, że buddyzm stał się atrakcyjny dla ludzi Zachodu zmęczonych rywalizacyjnym konsumpcjonizmem. Wspomina, że Jean Jacques Rousseau był pierwszym nowożytnym ascetą uznającym prostą zasadę: jeśli warunkiem szczęścia jest zmniejszenie dystansu między naszymi pragnieniami a możliwością ich realizacji, mądrzej jest ograniczyć pragnienia, zamiast zwiększać zakres możliwości. Nie jest to rozwiązanie realne, bo ascetyzm świadomie wybiera nieliczna mniejszość. Zresztą nawet brakuje miejsca, by go praktykować. Ani ognisko rodzinne, ani najmniej rozwinięte części świata kraju nie są już schronieniem przed komercją.

Jeśli nie zdołamy-przeciwstawić się hiperkonsumpcjonizmowi w sposób umiarkowany i demokratyczny, grozi nam niebezpieczeństwo, że górę wezmą bardziej gwałtowne, związane z Dżihadem, antymodernistyczne formy oporu o głęboko niedemokratycznym charakterze. Pod nieobecność demokratycznej i pluralistycznej krytyki konsumpcyjnego materializmy, krytyka z pozycji dogmatycznych i religijnych wydaje się wielu ludziom jedynym sposobem na stawienie oporu. Nie muszą to być islamiści, Barber pisze, że nawet Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy atakujące pluralizm i demokrację, jako przykład podając sympozjum „Koniec demokracji” zorganizowane przez osławiony magazyn „First Things” (konwertyty na katolicyzm, Richarda Johna Neuhausa, 1936-2009).

W dalszej części rozdziału opisuje trzy reakcje dialektyczne, tj. wyrastające z samego konsumpcjonizmu.

  1. Kreolizacja albo inaczej hybrydyzacja, tj. powstawanie mieszanek kultur autentycznych z globalnym konsumpcjonizmem. Rynek ma tendencje do brandingu i homogenizacji, ale aby sprzedawać na danym obszarze wchłania też lokalne tradycje. Takie hybrydy to mecca-cola, muzułmańska Barbie (Razanne), fast tandoori, „koreański Usher” (Ji-Hoon Jung alias Rain), „chasydzki rocker” (Gad Elbaz), chrześcijański rock oraz hardrock neonazistowski (Screwdriver, Skullhead, Bohne Onkels, Endstufe).
  2. Karnawalizacja kultury to refleksja, że we współczesnych centrach handlowych, rekreacji i popkulturze przejawia się duch średniowiecznego karnawału. Oddawanie się konsumpcjonizmowi i zabawie jest wyzwalające i demokratyzujące.
  3. Prowokacja kulturowa, czyli antymarketing, opisywany też w No Logo Naomi Klein, na którą (oraz Kalle Lasna, autora książki Culture Jam) Barber się powołuje.

W zakończeniu rozdziału Barber przyznaje, że metody przekształcania totalizującego marketingu mają pozytywne skutki, jednak są zbyt słabe by zwalczyć konsumpcjonizm. Globalny konsumpcjonizm wchłaniając lokalne tradycje pozbawia je właściwego sensu. Karnawał średniowieczny był krótkim przerywnikiem w roku, a obecnie mamy przymus całorocznego karnawału konsumpcji i rozrywki. Biznesowe projekty antymarketingowe same stają się marketingiem, z kolei koncerny w reklamach same chętnie stosują prowokację i autoironię.

Rozdział 8 Jak leczyć obywatelską schizofrenię: przywrócenie poczucia obywatelskości w świecie wzajemnych zależności

Rozdział zaczyna twierdzeniem, że siła marketingu wynika nie tylko ze skuteczności reklamy, ale również słabości konsumentów. Kupujący wręcz sami proszą marketingowców, by wskazali im, czego mają pragnąć. Konsumenci są uzależnieni od przyjemności kupowania i spełniania zachcianek podsuwanych przez wszechobecne reklamy. Wyzwanie polega na tym, by wykazać, że jako konsumenci potrafimy wiedzieć, czego chcemy i pragnąć tylko tego, czego potrzebujemy. Ponadto należy spełniać się w sferach życia, w których konsumpcja materialna nie odgrywa roli.

Następnie Barber opisuje sposoby „nadawania obywatelskiego charakteru” rynkowi przez wykorzystanie jego w interesie obywateli i dobra publicznego. Po stronie popytu jest to „obywatelski konsumpcjonizm”, natomiast po stronie podaży „korporacyjna odpowiedzialność”. Barber uważa oba trendy za pożądane, ale uważa, że żaden z nich nie spowoduje raczej w decydujący sposób odwrócenia skutków etosu infantylizmu, ponieważ nawet obywatelskie postawy wobec rynku nie są wolne od wad rynku, który chcą zmienić. Rynek nie ma obywatelskiego charakteru z prostej przyczyny: jego zaleta – odrzucenie etatystycznych rozwiązań i sztywnego zbiorowego planowania – jest zarazem jego wadą, oznacza bowiem sprzeciw wobec demokratycznego nadzoru i zbiorowego podejmowania decyzji.

Ruch konsumencki

Barber stwierdza, że obywatelski konsumeryzm ma w Stanach Zjednoczonych długą historię, ponieważ rynek od samego początku miał wzmacniać obywateli. Opisując tą historię, Barber korzysta z pracy A Consumers' Republic, autorstwa historyk XX-wiecznej Ameryki, Lizabeth Cohen, lecz interpretuje ją inaczej niż autorka. Już w czasach rooseveltowskiego Nowego Ładu bardziej niż o wzmocnienie konsumentów chodziło w nim o skłonienie rządu do interwencji na ich rzecz (kontrola cen, prawda w reklamie, bezpieczeństwo produktów konsumpcyjnych. Kolejna fala aktywności społecznej w latach sześćdziesiątych sprawiła, że w latach 1960-1977 przyjęto aż trzydzieści trzy akty prawne chroniące różnorakie prawa konsumentów – między innymi do czystego powietrza i wody, zdrowego mięsa, trudnopalnych tkanin, bezpieczeństwa rur gazowych, uczciwej ochrony kredytu, opakowań zapobiegających zatruciu i przejrzystością przy udzielaniu pożyczek. Różnica w interpretacji polega na tym, że dla Barbera nie jest to historia konsumentów działających w sferze ekonomii, tylko obywateli realizujących swoje interesy w dziedzinie polityki poprzez ustawodawców.

Neoliberałowie (Reagan i Thatcher w latach 80. oraz ci współcześni) postawili sobie za cel usunięcie regulacji. Jeśli demokraci walczą o przywrócenie obywatelom należnej im suwerenności, neoliberałowie starają się usunąć ich z drogi i pozostawić rynek samym konsumentom, których poglądy kształtować będą reklamodawcy i marketerzy.

Dalej autor omawia bojkot konsumencki, dobrowolne kodeksy etyczne korporacji i pozytywne oznaczenia towarów (np. Dolphin-safe Tuna). Znów jest to tematyka znana z No logo, więc opuszczam jej rozwijanie.

Kapitalistyczny neoliberalizm zwalcza obywatelski konsumeryzm za pomocą międzynarodowych umów o wolnym handlu, narzucanych przez takie organizacje jak WHO i IMF. Amerykańskie władze stanowe, które ze względów bezpieczeństwa lub innych względów społecznych próbowały nałożyć restrykcje na import z krajów łamiących określone normy, były na podstawie przepisów o wolnym handlu podawane do sądu, przegrywały sprawy i musiały odstąpić od swoich prospołecznych zamierzeń.

Opór w kulturze

Czy najbardziej ogłupiające działy przemysłu mogą działać w imieniu kulturalnych i obywatelskich celów? Na pierwszy ogień idzie Hollywood, którego większość kasowych hitów to infantylny chłam, ale produkuje też bardzo ambitne oraz społecznie lub moralnie zaangażowane filmy. Gusta autora znamy z pierwszego rozdziału, więc pominę szczegóły. Zauważa on, że szmirowate kasowe produkcje są konieczne, żeby twórcy mieli środki na realizacje ambitnych produkcji.

W segmencie gier wideo dominuje bezmyślna przemoc (w wydaniu „jak sobie ją wyobrażają dzieci”), jednak Barber szuka przykładów gier pacyfistycznych (np. SimCity i The Sims).

Internet dostarcza środków bezpośredniego komunikowania się, co może odegrać rolę transgresyjną wobec prywatyzującego totalizmu konsumpcji. Obok równościowego i demokratycznego potencjału Barber zauważa jego ciemne strony. Internet jawi się przede wszystkim jako elektroniczne centrum handlowe. Główną ułatwianą przezeń forma transgresji jest kontakt z pornografią, a nie działalność polityczna, czy społeczna.

Barber konkluduje, że wewnętrzne mechanizmy korygujące działanie współczesnego kapitalizmu są zbyt słabe, ze względu na podporządkowanie siłom rynkowym. Sferą o największym potencjale oporu z zewnątrz wobec etosu infantylizmu i jego konsumpcyjnej kultury może okazać się religia. Choć Ameryka głęboko pogrążyła się w konsumpcjonizmie i jego materialistycznym etosie, Amerykanie są nadal najbardziej religijnym narodem rozwiniętego świata. Jednak konserwatyzm religijny nie odpowiada Barberowi, ponieważ może stać się niebezpieczny jako antynowoczesny i antydemokratyczny.

Trzeci Świat

Celem jest naprawienie kapitalizmu tak, aby zaspakajał prawdziwe potrzeby, a nie fałszywe. Skoro nieprawdziwe (tj. kreowane przez marketing, branding i infantylizację) potrzeby mają mieszkańcy Pierwszego Swiata, to kapitalizm powinien kierować swoja produkcję do Trzeciego Świata. Jednak wolny rynek tego celu nie realizuje, ponieważ mieszkańcy biednych regionów nie mają środków na nabywanie jego produktów. Barber wskazuje dwie metody transferu dóbr: działalność charytatywna (np. fundacji Gatesa czy Clintona, ale też państwowych „filantropów”) oraz pobudzenie kapitalizmu w Trzecim Świecie.

Jeśli chodzi o tą drugą, to Barber wymienia trzy koncepcje

  • C.K. Pralahada przemiany światowej biedoty w płacących konsumentów
  • Muhammada Yunusa udzielania mikropożyczek biednym, w większości kobietom
  • Hernanda de Soto legalizacji nieformalnych i czarnorynkowych elementów gospodarki

Koncepcja Prahalada jest tak przedstawiona, że nie wiadomo, o co w niej chodzi poza ogólnikami o pobudzeniu przedsiębiorczości „u podstawy piramidy”. Grameen Bank Muhammada Yunusa zajął się udzielaniem niewielkich pożyczek (50 dolarów lub mniej), aby biedni mogli rozpocząć działalność gospodarczą. Mikropożyczki nie były bynajmniej filantropią, gdyż ich oprocentowane wynosiło 50% lub 60%. Barber dodaje, że eksperymentalnie wprowadza się je w enklawach Trzeciego Świata w Pierwszym Świecie, np. w Los Angeles. Wreszcie de Soto zauważył, że zaciąganie pożyczek byłyby łatwiejsze dla biednych, gdyby mogli je brać pod zastaw swoich miejsc zamieszkania. Barber krytykuje de Soto, że odwołując się do rynku, nie dostrzega konieczności udziału państwa i jego regulacji w legalizacji „zasiedzenia”.

Globalizacja

Zakończenie ósmego rozdziału dubluje zakończenie rozdziału czwartego w bardziej rozwlekły sposób. Zamieszczam wybrane fragmenty.
Dziś za sprawą globalizacji prawdziwa władza i jej liczne nadużycia znajdują się często poza zakresem kompetencji rządów państw narodowych. Problemy są globalne, demokracja zachowuje lokalny charakter. Nie można rozwiązywać ogólnoświatowych problemów kapitalizmu z poziomu suwerennych państw narodowych. Jest to chyba najbardziej oczywiste, gdy w grę wchodzą zagadnienia globalnej nierówności, globalnych praw i globalnej sprawiedliwości. Czy to w przypadku stosowania innowacji proponowanych przez Yunusa, Prahalada i de Soto, czy też handlu emisją dwutlenku węgla na globalnym rynku, anulowania długów Trzeciego Świata, jak postuluje projekt Milenijnych Celów Rozwoju 2000, czy ratowania ofiar ludobójstwa w Ugandzie, Sarajewie lub Sudanie, reformy rynku wymagają dziś ponadnarodowej współpracy społecznej i politycznej, a także międzynarodowego egzekwowania, które narusza suwerenność zarówno państw łamiących odpowiednie przepisy, jak i tych, które będą je ewentualnie egzekwować. W świecie współzależności suwerenność, którą próbujemy odzyskać, przestała być skutecznym instrumentem demokratycznej woli narodu. Obywatele są nadal stworzeniami przypisanymi do państw, tymczasem konsumenci wędrują po całej planecie. Demokracja jest zaściankowa, rynki – kosmopolityczne.
Nie da się ani teraz, ani w przyszłości uregulować kwestii bezpieczeństwa portów, polityki energetycznej, ukrytego kapitału, dziecięcej pornografii, pracy na czarno ani zdrowia publicznego w żadnym z państw wyłącznie mocą decyzji suwerennego zbioru obywateli danego państwa. Świat jest wzajemnie zależny nie dlatego, że tak sobie zażyczyły suwerenne państwa, ale ponieważ, wbrew ich woli, ekologia i technologia, kapitał i mobilność siły roboczej, przestępczość i choroby, terroryzm i wojna wymknęły się po prostu spod ich kontroli. Współzależność to nie cel, do którego się dąży, lecz rzeczywistość.

Nawet jeśli państwa podpiszą umowy międzynarodowe, to brakuje globalnych środków egzekucji. I taka jest odpowiedź na wszystko. Głód i epidemie są globalne, więc potrzebna jest globalna demokracja. Kulturowy etos infantylizmu jest globalny, więc potrzebna jest globalna demokracja. Koncerny i ich marki są globalne, więc potrzebna jest globalna demokracja.

Ażeby funkcjonowała globalna demokracja musi się pojawić globalny obywatel z globalna tożsamością. Wzorem są oczywiście Stany Zjednoczone. Amerykańska „religia obywatelskości” to przykład wyjątkowej tożsamości obywatelskiej wyrastającej z wyjątkowego powołania. Dzięki niej Ameryka może być ojczyzną dla wielu różnych ludów, kultur, narodów i religii. Dlatego amerykańska wielokulturowość jest udana w odróżnieniu od jej francuskiej, holenderskiej, czy niemieckiej wersji.

Obecnie globalni producenci i globalni konsumenci są przyjaciółmi i sojusznikami, natomiast podzieleni państwowymi granicami obywatele są rywalami i wrogami. Przykładem jest francuski farmer chroniący się protekcjonistycznymi barierami i dopłatami przed nigeryjskim farmerom. Dalej jest o tym, że zdemokratyzowanie globalizacji przezwycięży obywatelską schizofrenię, tchnie nowego ducha w kapitalizm, przywróci równowagę między obywatelami a konsumentami. Przy całym gadaniu o kantowskim wyjściu z niepełnoletności, etyce troski i dobru powszechnym jakoś zapomina o tym, że nawet w światowym superpaństwie rolnicy dalej będą mieli sprzeczne interesy.

Swoja książkę Barber kończy stwierdzeniem, że choć globalna demokracja z globalnymi obywatelami obecnie wydaje się utopią, to jest nieunikniona.

Dubitacjusz

Dubitacjusz Szczeciński

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 7)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzych Adam

Gratuluję.

Kawał roboty Pan odwalił. Dobrej roboty. Na razie jednak jeszcze nie jestem gotów do komentowania. Przez ten materiał należy się dokładnie przegryźć, a na razie miałem czas tylko na szybkie przeczytanie.

oto chłop jag

No cóż - ile ludzi tyle smaków

i tyle oglądów świata - tołażysze. Tymczasem skumulowano całą forsę tego świata - tę już wydrukowaną i tę, która dopiero będzie wydrukowana - w nielicznych rękach. Dlatego to za pomocą forsy wyniszcza się ludzkość - gdzie podstawą owego wyniszczania jest - totalna, obligatoryjna i niejako z urzędu - demoralizacja - tołażysze. Demoralizacja z kolei jest niezbędna do pojawienia się cywilizacji śmierci a celem jej jest depopulacji o miliardy istnień - tołażysze.
Wniosek?
Zjazd ludzkości do Piekła nie dzieje się spontanicznie ani samoistnie - ponieważ aby ów zjazd odbywał się jak po przysłowiowym maśle - pupile szatana - przeznaczają na tenże zjazd niewyobrażalne pieniądze - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.